Witam, postanowilam anonimowoopisac moja historie bo juz sama sobie z tym wszystkim nie radze. Znamy sie z mezem 10 lat, 5 lat po slubie a on miesiac temu oznajmil mi ze mnie juz nie kocha, a nawet poczul milosc do innej(mowi ze platoniczna bo niby ta osoba nic jeszcze nie wie). Nasze malzenstwo nie bylo idealne klucilismy sie mielismy ciche dni ale zawsze do tej pory z tego wychodzilismy. Maz powiedzial ze ma juz dosc tego malzenstwa ze od ok.3 lat proboje sie przekonac jakos ,naprawic to ale ze juz ma dosc tego ze to on jest tym gorszym,ze zawsze wszystko uwaga byla skupiona tylko na mnie ,ze zawsze myslalam tylko o sobie i nie sluchalam co on do mnie mowi. Tylko ze 5 lat staralismy sie o dziecko bezskutecznie...2 lata temu zadecydowalismy ze poddam sie zabiegowi invitro...w ciagu tych 2 lat 2 razyzabieg zakonczyl sie porazka...bardzo to przezywalam za kazdym razem bo bardzo chcialam mu dac to upragnione dziecko....w pewnym momencie on nawwt zaproponowal ze jak nam nie wychodzi powinnismy pomyslec o adopcji..ze on tego chce..chce tego ze mna. Zdawalo mi sie ze on rozumie mnie..moje zachowanie naprawde sie zmienilo..stalam sie nerwowa, wszystkie moje mysli byly tylko temu przypoxzadkowane. Wiec wiem ze go zaniedbalam . Ale kiedy miesiac temu juz powiedzielismy sobie ze po raz ostatni udamy sie na wizyte do innego specjalisty i jak on nic nie"poradzi" na to i nie bedzie nam mogl pomoc z dzieckiem na tym poprzestamy, skipimy sie tylko na sobie. A on nastepnego dnia po wizycie wyjasnil mi wlasnie ze poszedl ze mna do tego lakarza ale w gabinecie zrozumial zenie chce zadnego dziecka(po tym co przeszlismy) i ze ma mnie dosc.Rozmawialismy probowalam mu wyjasnic ze bysmy dali sobie szanse...ze moze to uczucie po prostu przygaslo ale gdzies tam ono jest.byly ,krzyki..i powiedzial mi ze wniosl pozew o rozwod i mam sie spodziewac niedlugo papierow do podpisania...i zebym lepiej mu niczego nie utrudniala jesli chciala bym miec w nim przyjaciela. Od tego czasu mieszkamy ciagle razem ale tylko dlatego ze nie stac nas na mieszkanie samemu. Myslalam ze jednak damy rade ze pobedziemy troche sami(wynajmujemy mieszkanie razem z moja siostra-a ona wyjachala na miesiac) to moze uda nam sie jakos pogadac, pobyc razem,moze odbudowac to uczucie, ale on w momencie kiedy mu o tym powiedzialam zareagowal okropnie, wrzeszczal,ze to juz koniec i mam w koncu to zrozumiec....wiem ze wyglada to oczywiscie i mam dac sobie spokoj ..ale ja nie umiem....po tym jak go stracilam bardzo bolesnie zrozumialam ze naprawde go kocham i nie moge zyc bez niego.... Nie umiem sobie wyobrazic zycia bez niego, czasem mysle ze jak by mnie nie bylo to by mu bylo o wele lepiej...moje mysli schodza na najgorsza droge...probowalam rozmawiac z psychologiem ale to byl blad...przez niego popadlam w jeszcze wieksza depresje i narobilam sobie tylko nadzieji...
Podobne tematy
Kropeczek,
przeczytaj moją historię, ja mam na koncie parę lat starań o dziecko z mężem (już byłym) bo on miał problemy, słabe parametry. Przeszłam dwa podejścia (w tym mega przestymulowania w pęknięciem jajnika i zakrzepicą), a transferów chyba z 20, 2 dzieci przyszło na świat. Jak syn miał 6 miesięcy on oznajmij że mnie nie kocha, że małżeństwa nie chciał i dzieci też, potem to już była lawina, kochanka, wynajął mieszkanie, jak syn miał 1,5 roku się wyprowadził, córka miał wtedy 5 lat. Jestem już po rozwodzie, dzieci mają z ojcem słaby kontakt, ale układam sobie życie na nowo. Ciesz się, ze z kimś takim nie masz dzieci, ja żałuję, bo mogłam go zostawić...ale kochałam.
Nie wiem, moze masz racje ale tak jest mi teraz ciezko,nie moge sobie wyobrazic zycia bez niego..nawet juz zaczelam miec myslitypu ze jakby mi sie 'cos stalo' to bylo by o wiele lepiej. Czuje sie bardzo samotna a on ciagle mi wypomina ze wprowadAm w domu grobowa atmosfere.nie wiem z czego mam sie niby cieszyc. Z jednej strony myslalam o tym ze jakbym miala dziecko to moze bylo by mi latwiej..ale z drogiej strony nie chciala bym krzywdzic dziecka w ten sposob. Czuje sie strasznie ponizana, jak smiec jakbym mu tylko przeszkadzala...ale nie umiem przestac go kochac.:-( nie umiem ..i nie potrafiesobie z tym poradzic..przed znajomymi i rodzina tylko udaje ze wszystko ok i ze oboje tego chcem:-(Wszyscy znajomi ,przyjaciele i rodzina uwazali nas za zgrane malzenstwo..wszystkim ciezko w to uwiezyc wiec nie chce ich jeszcze bardziej stresowac..a sama nie mam komu sie wygadac, wyplakac,wyrzucic to z siebie...
Kropeczek
ja cię doskonale rozumiem, wiem co się wtedy przeżywa, oj wiem.
Natomiast tu chyba nie ma co ratować, przecież Ci powiedział, ze to koniec i składa o rozwód, to chyba zdajesz sobie sprawę że jest pozamiatane? Możliwe, ze ktoś jest w tle...
Nie pozwól tym myślom schodzić na drogę "jakby mi sie coś stało". Wierz mi, że to najgorsza z dróg, a nie warto. Wydaje mi się, że najlepsze byłoby teraz dla Ciebie, żeby zamieszkać bez niego. Czy on nie może sie wyprowadzić? Skoro wniósł pozew to niech poszuka sobie mieszkania. Dopóki z nim mieszkasz, to ciężko bedzie Ci zacząć sie z niego "leczyć".
Zasada "zero kontaktu" na początek. Niestety z doświadczenia wiem, że to trudne i czasem sam człowiek wkłada rękę do ognia. Ale brak kontaktu pomaga, naprawdę.
Kropeczek
ja cię doskonale rozumiem, wiem co się wtedy przeżywa, oj wiem.Natomiast tu chyba nie ma co ratować, przecież Ci powiedział, ze to koniec i składa o rozwód, to chyba zdajesz sobie sprawę że jest pozamiatane? Możliwe, ze ktoś jest w tle...
Stokrotko
Wiem ze ktos jest..powiedzial mi o tym, tylko ze to jest platoniczne uczucie w tej chwili i ze ta osoba nie wie jeszcze o jegouczuciach, ale jak tylko dostanie rozwod to chce isc w tamto uczucie. Ale zdazaja sie momenty takie ze prosze go zeby mnie przytulil, on to robi mowiac ze to tylko przyjacielskie i ze mam zadnych nadzieji sobie robic, ale za kazdym razem moje uczucie odzywa...sama sie tylko z tym doluje ale nie umie inaczej....
Kropeczek
no to już widzisz, zauroczył się... . Rozwód jak widać przesądzony.
Nie pozwól tym myślom schodzić na drogę "jakby mi sie coś stało". Wierz mi, że to najgorsza z dróg, a nie warto. Wydaje mi się, że najlepsze byłoby teraz dla Ciebie, żeby zamieszkać bez niego. Czy on nie może sie wyprowadzić? Skoro wniósł pozew to niech poszuka sobie mieszkania. Dopóki z nim mieszkasz, to ciężko bedzie Ci zacząć sie z niego "leczyć".
Zasada "zero kontaktu" na początek. Niestety z doświadczenia wiem, że to trudne i czasem sam człowiek wkłada rękę do ognia. Ale brak kontaktu pomaga, naprawdę.
Wiem ze to nie jestdobre wyjscie ale nie moge zapanowac nad tymi myslami. Po prostu one same przychodza, a najbardziej wieczorem gdy leze sama w lozku a on spi w pokoju obok. Tez myslalam ze jakbysmy zamieszkali osobno bylo by lepiej ale naprawde mimo wszystko nie damy sobie ani on ani ja rade zamieszkac teraz osobno...niedawno kupilismy samochod mamy kredyty do splacenia.. Wiem ze jesli on chce rozwodu powinnam mu powiedziec zeby to on sie wyprowadzil ale jakos nie umie...moze boje sie zostac sama...moze mam jakas'glupia'nadzieje..
Kropeczek
no to już widzisz, zauroczył się... . Rozwód jak widać przesądzony.
Stokrotko pewnie tak, mimo wszystko obiecalam mu ze podpisze te papiery. Ale caly czas bilam sie z myslami ze po podpisaniu papierow mamy jakis okres do odwolania...i mialam nadzieje ze mimo wszystko zaczniemy jakos to co bylo na nowo rozpalac. A to nowe uczucie jest jakiegos typu odskocznia kiedy nie mogl zemna o wszystkim porozmawiac...ze to tymczasowe..ze to jakis kryzys wieku..sama juz nie wiem...bardzo sie ciesze tu zajzalam i napisalam...w koncu moge powiedziec komus to co czuje...bez zadnych oskarzen typu ze chce w kims wzbudzic litosc...
Kropeczek
ale powiedz mi na co liczyłaś czy liczysz, mąż chce rozwodu, podpisałaś papiery, a teraz piszesz że myślałaś ze to takie na niby? Wiesz, ja czasem jestem zszokowana tym jak myślą kobiety, facet mówi wprost o co chodzi, a kobieta się zastanawia, że może myśli coś innego, że to na pewno nie tak, ze się pogubił i takie tam. Czas, dorosnąć i stawić temu czoło.
Wydaje mi się, że nie powinno Cię interesować, czy on ma gdzie mieszkać. Obecna sytuacja sprawia, że cierpisz jeszcze bardziej. Nawet samo to, że te złe myśli pojawiają sie, bo wiesz że on śpi w pokoju obok. Jeśli faktycznie dojdzie do rozwodu to i tak bedziecie musieli pozałatwiac sprawy z kredytem. Wyobrażasz sobie mieszkanie z nim jak dostaniesz pozew do ręki??
Wiem, że to boli, boli jak cholera. I długo będzie bolało...Nadzieja, no cóż. Chyba trzeba ją powoli zabijać, bo sama nie umrze. Nie możesz jej dokarmiać jakimiś ochłapami, jak to że Cie przytulił. Wiem, że w takim momencie człowiek w każdym słowie, w każdym geście doszukuje się czegoś, czegokolwiek. Ale to tylko sprawia, że później cierpi sie jeszcze bardziej.
Kropeczek
ale powiedz mi na co liczyłaś czy liczysz, mąż chce rozwodu, podpisałaś papiery, a teraz piszesz że myślałaś ze to takie na niby? Wiesz, ja czasem jestem zszokowana tym jak myślą kobiety, facet mówi wprost o co chodzi, a kobieta się zastanawia, że może myśli coś innego, że to na pewno nie tak, ze się pogubił i takie tam. Czas, dorosnąć i stawić temu czoło.
Nie myslalm ze na niby...chodzilo mi o to ze myslalam ze jak podpisze te papiery to on poczuje sie pewniej i wolniej i jak w koncu dostanie to czego bedzie chcial to zluzuje troszke, przemysli to na spokojnie...wiem ze moje myslenie nie jest takie jak powinno byc na 30latke ale po prostu on byl dla mnie kims naprawde wyjatkowym osoba na ktora w kazdej sytuacji moglam liczyc, moim najlepszym przyjacielem i z chwila straty go stracilam najwazniejsze rzeczy ktora sie dla mnie liczyly..
Staram sie stawic temu czolo...bardzo sie staram ale jednego dnia juz panuje nad soba a pozniej pare nastepnych jest placz w poduszkei i znow nowe rozmyslania...
Kropeczek
ja też zadowalałam się ochłapami miłości, karmiła się nadzieja, nie słuchałam co do mnie mówi. Mój bm też był moim przyjacielem, mówi się trudno. 1,5 roku wyłam jak cholera, wyszłam z tego i żyję. Guzik mnie obchodzi teraz mój bm, co się z nim dzieje, wiem tylko tyle, że życie mu się nie ułożyło, ale to nie moja bajka.
Lucy
Moze masz racje ze nie powinno mnie to interesowac ale ciezko mi zerwac z tymi przyzwyczajeniami...caly ten czas myslalam na pierwszym miejscu o nim a pozniej dopiero o sobie. Takie mieszkanie naprawde mnie wykancza . A najgorsze jest toze ta moja nadzieje nic nie chce zabijac....nawet jego sposob zachowania..to w jaki sposob mnje traktuje....masz racje doszukuje sie caly czas jakis malych drobiazgow...i to jeszcze gorsze dla mnie
Stokrotko,
Bardzo sie ciesze ze ci sie udalo..tak bardzo chciala bym zeby bylo juz po wszystkim..zeby to wszystko juz minelo..przestalo bolec...ile czlowiek moze plakac, ile lez trzeba wylac zeby one wkoncu przestaly leciec...?
To teraz dla odmiany zamiast myśleć o nim, to zaczynasz myśleć o sobie, o tym co w tym momencie jest dobre dla Ciebie. Mieszkanie razem nie jest dobre. To na początek.
Musisz zacząć budować swoje życie bez niego. To naprawdę jest możliwe. Powoli, dzień po dniu robić rzeczy dla siebie nie myśląc o nim. Ja wiem: wspólne plany, marzenia, rodzina- szlag wszystko trafił. Jest tylko pustka i bezsilność, bo już nic nie możesz zrobić..
Ale to minie, tylko czasu potrzeba.
Nadzieja- to paskudna sprawa. Ja do tej pory, mimo że wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują że to koniec, czekam, że zdarzy sie cud i mąż mój zostanie uleczony z kure...twa i wróci na łono rodziny. No zabijam tę nadzieję, bo wiem, że im dłużej będę ją mieć tym dłużej będę stać w miejscu i ciągle na nowo to wszystko przeżywać. Tak to działa. Jak chcesz znać sposoby na zabijanie nadziei to moge napisać ![]()
Tak strasznie cieszko jest zmienic swoje przyzwyczajenia..na samym poczatku uczylam sie tego zeby zaczac myslec bardziej o nim a pozniej o sobie a teraz znow musze do tego jakos wrocic..:( Plany...hmm...za 10 dni obchodzilibyscy nasza 5 rocznice slubu, szczerze bardzo boje sie tej daty...planowalismy wybrac sie z okazji tej rocznicy na wymarzony urlop...planowalsmy..ale nie ma juz nas....Mam straszna nadzieje ze to w koncu przestanie bolec.. Dzieki ci wielkie a co do sposobow zeby z tego jakos wyjsc ..chetnie dowiem sie o jakis sposobach.
To może za te 10 dni zafunduj sobie dzień tylko dla siebie, kosmetyczka itp. wtedy nie będziesz tak bardzo myśleć o tej rocznicy.
Moze masz racje, moze to bylo by dobre rozwiazanie...mam nadzieje ze to by wyszlo. Najgorsze jest to ze to on zawsze byl ze mna...i mimo wszystko bardzo bardzo mi go brak...ale postam sie mniej myslec...jeszcze dzis poszukam jakichs ciekawych 'atrakcji' na TEN dzien..
po pierwsze sprawdz czy rzeczywiscie ta milosc jest platoniczna bo jakos tak szybko wyskoczyl z rozwodem jakby nie chciał zebys sie czegos dowiedziala bo moglabys z orzeczeniem o winie ..
Kropeczek a czy trzyma Cię coś w tym domu i miejscu w którym mieszkasz teraz?? Może dobrym rozwiązaniem byłaby wyprowadzka nawet do innego miasta, znalezienie tam pracy, poznanie nowych ludzi wiem coś o tym.... zaczęcie nowego życia - zadbanie o siebie, zmiana fryzury no i potem poznanie nowego mężczyzny...
krok po kroczku dasz radę. Musisz jednak pracować nad sobą a wszystko od nowa się ułoży.... trzymam kciuki
Kropeczek a czy trzyma Cię coś w tym domu i miejscu w którym mieszkasz teraz?? Może dobrym rozwiązaniem byłaby wyprowadzka nawet do innego miasta, znalezienie tam pracy, poznanie nowych ludzi wiem coś o tym.... zaczęcie nowego życia - zadbanie o siebie, zmiana fryzury no i potem poznanie nowego mężczyzny...
krok po kroczku dasz radę. Musisz jednak pracować nad sobą a wszystko od nowa się ułoży.... trzymam kciuki
Marta..tak trzyma mnie w pewnym sesie....mieszkamy za granica, ciezko jednak znalesc tu inna pracy czy zmienic mieszkanie..nie jest latwo... Do tego wszystkiego boje sie samotnosci, wiem ze lepiej jakbym przestala o nim w koncu myslec ale...nie umiem, nie umiemsobie ztym radzic...
życie jest strasznie podle. jesteś z kimś a on nagle podaje Ci papiery rozwodowe do podpisania ![]()
Tak juz niestety jest i każda chyba przeszla przez rozstania, placze, lamenty.
kochana jedyne co mozesz zrobić to iść na przód. zrob wszystko aby nie mieszkać razem i zacznij żyć sama. Co innego mozesz zrobić?
przedciez nie bedziesz prosila o milość ktorej juz w nim zwyczajnie nie ma.
zadbaj o siebie, zrob jak radzą kobietki skup sie tylko na sobie i postaraj nie mysleć o nim. wyjdz gdzieś, po prostu żyj.
Przeciez musisz sobie dać radę w koncu sama.
3mam kciuki
wiem, że jest trudno i strasznie. Ale mieszkanie z nim nie jest dobrym pomysłem bo Cię to rani jeszcze bardziej. Moim zdaniem najbardziej pomaga zmiana otoczenia, bo tak to wszystko wokoło Ci się bedzie kojarzyć z nim. Niestety musisz pracować nad sobą, zobacz jak postąpił, spójrz co Ci zrobił, co to za facet.... musisz się wziąć w garść i pracować nad sobą.
Tak zycie wystawia nas caly czas na jakies proby...
Myslalam..bylam tego pewna ze on jest ta osoba z ktora sie zestarzeje, ktorej dam wymarzone potomstwo...Zawsze(do tej pory) widzialam ze mu na mnie zalezy, na tym zebym byla z nim szczesliwa. A teraz widze jakby ktos go podmienil..po prostu momentami go nie poznaje...sposob w jaki ze mna chwilami rozmawia czy nawet jego normalne zachowanie..jest dla mnie zupelnie nieznane. Odkiedy pamietam bylam osoba ktora z niechecia podchodzi do nowych rzeczy...boi sie probowac nowosci....a teraz musze sobie jakos poradzic..sama w obcym kraju.:-(
A jeli chodzi o to ze wszystko w okolo bedzie m i go prYpominalo to...tak wlasnie jest...wszystko co od niego dostalam nawet male drobnostki ...wszystko przyciaga wspomnienia...:(
Ale dzieki wam staram sie na poczatek zmienic chociaz moj sposob myslenia...wiem ze bardzo dluuuuga droga przedemna ale mam nadzieje ze dam rade..chociaz wieczorami jest najgorzej pozbyc sie mysli...
Moze to nie jest dobra rada ale postaraj sie zmienic swoje zachowanie. Moze nie warto walczyc o meza ale wiem z doswiadczenia ze kobieta ktora prosi faceta by jej nie zostawial i desperacko o niego walczy jest nie atrakcyjna dla niego. Sprobuj przez pare dni chociaz udawac zadowolona i tajemnicza. Maluj sie i stroj i wychodz z domu na kilka godzin chocby na spacer. Rozmawiaj na jakichs czatach z ludzmi o wesolych sprawach i glosno sie smiej. Zorganizuj sobie jakies rozrywki i spotkania z przyjaciolmi. Jesli on do ciebie cos czuje, poczuje zazdrosc i zainteresowanie twoja osoba. Jesli nie, przynajmniej tobie bedzie latwiej oderwac mysli od cierpienia, a moze poznasz kogos fajnego...
Moze masz racje.sproboje ...postaram sie.. Choc dusza towarzystwa to ja nigdy nie bylam a z przyjaciolmi spotykalnismy sie przewaznie w grupie bo wszystkie moje prawdziwe przyjaciolki maja mezow, dzieci . Tak ze chyba czeka mnie duzoooooo pracy nad soba...bo nawet nie moge cieszyc sie ze szczescia innych;-( dzis kolezanka zaprosila mnie i meza(nie wie nic o rozwodzie) na baby shower. Chciala bym pojsc ale wiem ze to bedzie ogromny bol..same mezatki i do tego wiekszosc z nich w ciazy. Narazie powiedziala jej ze jescze nie wiem czy dam rade przyjsc ale tak naprawde boje sie...;-(
Nie wiem jak ja dlugo to wytrzymam...dzien w dzien oskarzenia typu" wez sie w garsc przestan robic z siebie cieplych kluch..."itp. Nawet jesli staram sie przed nim pokazac ze jest dobrze to w momencie kiedy sie odezwie wszystko obraca sie w gruz....robilam dzis sobie kalkulacje i najwczesniej w nastepnym miesiacumogla bym cos sobie wynajac, odejsc..ale nie wiem jak ja dotrwam do tego czasu..powrot do domu jednak stal sie jedna z najgorszych czynnos i w ciagu dnia..:-( jeszcze wczoraj bylam pozytywniej nastawiona, a teraz...zalamuje sie ..:-(
Kropeczek
na bank jest ktoś trzeci i to na pewno nie na odległość. To są typowe odzywki jak już się kogoś nie kocha i nie ma empatii.
To tak bardzo boli;-( w ogole stal sie dla mnie kims zupelnie obcym...nigdy nie spodziewala bym sie ze moze w taki sposob do kogo kolwiek oddzywac..a tym bardziej do mnie, myslslam ze te lata wspolne cos dla niego znaczyly.....:-(:-(
31 2014-08-06 00:57:40 Ostatnio edytowany przez Kropeczek (2014-08-06 01:27:17)
Boze przed chwila dowiedzialam sie ze ta trzecia jest.....moja siostra.....on niic nie wie ze ja wiem...przez przypadek dowiedzialam sie....boze....a ja sie jej wyplakiwalam myslalam ze ona szczerze wszystko mowi ze wspiera mnie ..czuje sie zdradzona podwojnie..nie wiem co robic, nie wytrzymam tego,nie wytrzymam...;-(nie chce mi sie juz zyc...jak mam komus zaufac jak najblizsza nawet najblizsza mnie zdradzila....NIE MAM JUZ NIKOGO..( moje mysli sa coraz gorsze..az sama zaczynam sie bac tego....