Czołem forumowiczki i forumowicze.
Przeglądając czeluści internetu natrafiłem na to ciekawe forum- które jak widzę po opisanych historiach (jest ich trochę) naprawdę dużo może zmienić w naszych życiach.
Ale do rzeczy. Jestem studentem Uniwerku i w zeszłym roku poznałem fantastyczna dziewczynę. Wszystko potoczyło sie spontanicznie- na jednej imprezie ją ,,zbajerowałem" i zostawiła mi swój numer, mimo, że wcześniej mnie nie cierpiała. Po 2 miesiącach zostaliśmy parą (po jakiś 5 randkach). Wszystko układało się tak jak powinno, pierwszy raz byłem tak długo na stałe z dziewczyną. Mineło jednak 14 miesiecy i nadszedl pamiętny 2 lipiec tego roku. Dzień wczesniej pojechaliśmy razem do Wrocławia i wspólnie spedzilismy dzień. Następnego dnia chciała sie spotkac. Oddała mi oczywiscie wszystkie rzeczy i powiedziała ze to koniec. Argumentowała że tak bedzie lepiej, że to PRZERWA (widzę, ze często powtarzający sie wątek).
Załamałem się. jeszcze tego samego dnia rozmawialismy na fejsie ( uważam ze o takich rzeczach powinno sie rozmawiac twarza w twarz, a nie przez jakies wynalazki) i usłyszałem ze powinienem lecieć do niej z kwiatami i przeprosić za wszystko! (To mogła by byc najgłupsza rzecz, wyszedl bym tylko na desperata). Oczywisćie tak nie zrobilem.
Gdy zapytałem dlaczego zerwałas usłyszałem następujace powody: nie akceptowałes mnie taką, jaką jestem (kiedyś powiedziałem jej, że mogła by częśćiej ubierac się jak kobieta (bardziej w meskim stylu sie ubiera), jednak i tak mi sie podoba. Chodziło mi tylko o to że w niektórych okolicznosćiach, jak gdzies idziemy powinna ubierac sie bardziej stosownie. Wtedy nie zrobiła problemu, dopiero potem, po czasie wypomniala mi to gdy juz mnie zostawila. Drugi tekst jaki slyszalem to to, że ja ją atakuję, ze jej nie rozumiem i takie tam. Przyznam ostatnio za często ja olewałem.
jednak pełni sytuacji nie odda jeden istotny szczegół.Od wrzesnia zeszłego roku Ona sie leczy. Ma stany lękowe, ataki depresji mysli samobójcze, nerwice natręctw, ostatnio doszedł jeszcze jadłowstręt o tendencji masochistycznej czy coś takiego. Sama ona ciagle podkresla, że sama nie rozumie co ma w głowie.
Jednak wróćmy do głównego wątku - po zerwaniu uslyszalem od niej, że mnie kocha.
Aby zagłuszyć negatywne emocje wybrałem sie na autostopowe wakacje po Polsce. Przez wieśzkosć z tych 11 dni było naprawde super, przestałem tyle o tym myśleć. Ona tymczasem codziennie sie do mnie odzywała. Małó tego zaczeła nawet wypytywac mojego brata o to jak sie czuje.
Pod sam koniec wyjazdu zaczalem sam sie pierwszy odzywać. W miezyczasie ona miała wesele w rodzinie na które miala isc ze mna. Zapytalem ją jak było na weselu i z kim była. Nie udzieliła mi odpowiedzi. Wkurzyło mnie to bo poczułem , ze juz szuka kogoś. Wybuchlem wtedy. Stwierdziłem ze fajnie, ze szuka sobie pocieszenia. Napisałem jej parę rzeczy, zeby sobie znalazła kogoś innego niz ja i takie tam. Co najlepsze dopeiro po rozmowie z jej bliską przyjaciółką dowiedziałem sie że na wesele wzieła 13 letniego brata koleżanki ( nie miała z kim pójść) i ze cały czas mysli i mowi o mnie. Troszkę przesadziłem z ta akcją z weselem. przeprosiłem ją potem za to. Dowiedzialem sie też od drugiej koelżanki, ze po rpostu mam spore szanse ja odzyskać, tylko kwestia czasu.
Codziennie wypisywałem do niej (bardzo sie o nia martwię), wczoraj anwet do niej zadzwoniłem. Godzine później napisala jej koleżanka, ze widzi jak ona sie zachowuje po tym jak do niej napisze. ze po tym telelfonie ona była zszokowana przerazona. Jje kumpela stwierdzila, ze lepiej jak dam spokoj, bo Kaśka (moja była) boi sie mnie spotkac.
Oczywiscie parokrtonie nalegalem na spotkanie- Kaśka stwierdziła, ze nie teraz, ze kiedys o tym wszystkim pogadamy. Teraz nie chce. Ja tymczasem nie wiem co dalej robić. Chciałbym już wszytsko wyjasnić twarzą w twarz.
Podobne tematy
Dodam jeszcze, ze przez ostatnie 3 miesiace nie było żadnych igraszek- mówiła, że przez chorobę nie ma checi. W ostatnich dniach nawet całowac sie nei chciała co było dla mnie bzdurą totalną. I tutaj kieruje moje pytanie?
Co mam robic?
Po wczorajszej rozmowie uslyszalem, ze albo przestane o tym gadać, albo nigdy juz ze mną nie pogada w 4 oczy.
Czy ktoś miał podobną sytuacje?
Mówi ze mnie nie kocha, ale od ludzi z jej otoczenia wiem ze ciagle o mnie mysli gada. SAmam mowi że trzyma pamietki po mnie. Jednoczesnie nie chce ze mną gadać. Gdy o coś pytam słyszę, że nie bedzie mi sie tłumaczyć. To nie jest normalne.
Niech ktos poradzi.