Witam wszystkich! jest to mój pierwszy post tutaj. piszę na łamach tego forum, gdyż nie potrafię się z tego zwierzać przyjaciołom/znajomym, bo albo mam wrażenie, że ich obciążam,albo, że mnie nie słuchają.
Mam 23 lata i jestem jedynaczką. mama ma 63, ojciec 56 lat. niestety jeszcze z nimi mieszkam. dlaczego NIESTETY? otóż jest pewien duży problem:
zaczęło się od tego,że od jakiegoś czasu jestem udupiona w domu na długie okresy czasu (a gdy normalnie jest rok akademicki,to prawie w domu nie przebywam; mam dużo znajomych i dużo zainteresowań), bo bardzo często choruje na anginy/migdałki. czasem rano budzą mnie ich kłótnie, przez które ja sama czuję się ze sobą coraz gorzej.
nie mam pozytywnych wspomnień jeśli chodzi o moje wychowanie i stosunki moich rodziców, a zwłaszcza ojca. ojciec jest emerytowanym policjantem. nie ma za grosz empatii, jest egoistą. podczas ostatniej kłótni okazało się,że nawet ojciec jest o mnie zazdrosny, bo mama poświęca mi dużo uwagi, jak choruję... jak coś mu nie pasuje, to się obraża, nic nie mówi, nie je obiadu, ewentualnie robi coś i cały czas przy tym klnie. jest strasznie skąpy; nie pamiętam, kiedy ostatnio coś na mnie wydał. to mama ciągle płaci za lekarza, leki itp (na moje własne zachcianki zarabiam sama- daję korepetycję). nie ma dystansu do siebie; coś mu powiesz, to on się obraża. nie można się z nim wdawać w polemikę. strasznie kompulsywny, niecierpliwy, w gorącej wodzie kąpany. bardzo lubi demonstrować swoje niezadowolenie klnąc i drąc japę. zero pokory,nie znosi krytyki. do tego terrorysta i agresor: podczas kłótni z mamą rzuca czymś i wyzywa ją od po*nych itp. do ludzi, z którymi nie mieszka pod jednym dachem jest wręcz do rany przyłóż: miły, zabawny, żartowniś, inteligentny, ah ah! zawsze w centrum uwagi.
moja mama za to, jest zupełnie inna. wrażliwa na krzywdę innych, empatyczna, zawsze trochę w cieniu ojca, ugodowa, posłuszna. bardzo o mnie dba, w końcu jedyna córcia... niestety nie lubi wychodzić ze swojej strefy komfortu. boi się ryzyka. dziś mi powiedziała,że od dawna ojca nie kocha (i vice versa), że w sumie to łączy ich tylko dziecko i mieszkanie. spytałam jej,dlaczego od niego nie odejdzie; otóż boi się jego reakcji. bo on jest nieobliczalny i nie wiadomo,co by zrobił... ![]()
ja, przez to wszystko, mam ochotę się wyprowadzić. póki co nie utrzymałabym się z korków, ale może bym coś znalazła, jestem z warszawy. niestety zupełnie nie wiem co robić: boję się zostawić mamę z tym samą.. wydaje mi się,ze jestem jedynym sensem jej życia i jedyną rzeczą, na której ona się skupia, byle być najdalej od ojca. nieraz mówiłam o wyprowadzce, a ona była szczerze wystraszona, czasem obracała to w żart, ale widać było,ze bardzo tego nie chce.
a jak ja zamieszkam gdzie indziej, to czuję,że będę mieć wyrzuty sumienia.. z jednej strony wiem, że to ich życie i sami powinni coś z tym zrobić, ale
a) mój ojciec nie przyjmie krytyki i nie chce nic zmieniać,bo jest skostniały. nie umie rozmawiać o problemach, tylko przekrzykiwać się w obelgach
b) mamie na ojcu nie zależy, ale i tak się nie rozstanie. za bardzo się boi,co ludzie powiedzą, że jest za stara itp
nie wiem, jakim cudem ona godzi się na perspektywę bycia z takim tyranem aż do śmierci..
ja niestety nie żywię do ojca żadnych pozytywnych uczuć. szczerze, budzi we mnie niechęć. unikam ludzi podobnych do niego.
miałam tylko 1 długi związek, mój były był totalnie inny od mojego ojca, i o to mi właśnie chodziło.
niestety, odkąd związek się rozpadł, nie mogę nikogo znaleźć, i myślę, że to przez te sprawy rodzinne. nie potrafię się zbliżyć do kogoś, i ciągle zastanawiam się, co jest normalne,a co nie. obserwuję ludzi i uczę się, co można, a czego nie.
moje pytanie: mając na uwadze ewentualną przeprowadzkę, a fakt, że zostawilabym mamę z tyranem.. co robić? moge zmienić ich sytuacje? czy gonić za swoimi marzeniami i wyprowadzić się?
tl;dr
rodzice się nienawidzą, a ja jestem jedynaczką i chcę się wyprowadzić, ale mama boi się mnie puścić, bo nie chce sama zostać z ojcem. zepsute małżeństwo. co robić?