O czym pragnąłbym napisać w tym poście? O tym mianowicie, jak łatwo możemy zmienić nasz los, wystarczy jedynie pragnąć zmiany i...o nią poprosić. Pisałem o tym, że My - ludzie, jesteśmy tak naprawdę żyjącymi budkami telefonicznymi, które to w każdej chwili mogą "przedzwonić" do "Wyższej Instancji" - by zmienić czekający nas wyrok losu. Podałem to wszystko na własnym przykładzie (nie kłamię, nie zmyślam - opisuję to co rzeczywiście przeżyłem i doświadczyłem), zatem raz jeszcze mogę powiedzieć:
TO DZIAŁA!
Wielu z nas sądzi, iż człowiek funkcjonuje na zasadach fizycznych i w zgodzie z racjonalizmem filozoficznym, opartym głownie na "rozumowym" (czyli naukowym), podchodzeniu do wielu spraw i definiowaniu go w ten właśnie sposób. Ale nawet nie zdajecie sobie sprawy jak potężne są nasze umysły! Mam tu na myśli umysł duchowy, choć oczywiście fizyczny mózg człowieka też jest nieodzowny w tym procesie. My jesteśmy tak potężnymi duchowo istotami, iż należy nas kontrolować, gdyż...byłoby nam zbyt dobrze. A możemy Dużo - Bardzo Dużo uczynić tylko za pomocą siły naszego umysłu. Dotąd ja sam też w wielu sprawach byłem sceptyczny i niechętny, ale...wkrótce sobie uświadomiłem - jeśli coś negujesz, jeśli podchodzisz do tego w sposób "a może się uda" - to od razu Ci powiem drogi czytelniku - nigdy Ci się nie uda. Aby coś osiągnąć (cokolwiek, choćby była to "największa drobnostka"), musisz o tym myśleć tak - że już to posiadasz, już to zdobyłeś, że to już jest twoje, że w tej właśnie chwili (mimo iż realnie kłóci się to z Twoim zdrowym rozsądkiem), doświadczasz tego w tej właśnie chwili. Nigdy nie myśl - "chciałbym" - myśl - "MAM - ZDOBYŁEM - OSIĄGNĄŁEM - JEST". Ważne jest by myśleć tak w sposób ciągły i nieprzerwany, jeśli jednak w którymś momencie zaczniesz się załamywać i wycofywać - to już tego nie osiągniesz, gdyż obraz który właśnie materializujesz w swym umyśle - rozpływa się.
Tak właśnie jesteśmy zbudowani, tak jest zbudowany nasz duchowy umysł. Właściwie nie ma dla Nas rzeczy niemożliwych na tym świecie - właściwie jedyną rzeczą która nas blokuje i uniemożliwia nam osiągnięcie raz wyznaczonych celów jest...nasza własna skromna osoba - My sami. Jeśli ja myślę (już od kilku ładnych lat), np. o odbudowaniu koncepcji Międzymorza i stworzeniu silnej Europy Środkowo-Wschodniej - to myślicie że to jedynie wytwór mojego wybujałego umysłu? Co jakiś czas czytam w polskiej prasie (wśród ludzi zajmujących się polityką w sposób profesjonalny a nie to co wyprawia Donek i s-ka), o potrzebie odbudowy nowej koncepcji Międzymorza, jeśli czytam pozytywne opinie w naukowych pismach amerykańskich i brytyjskich o tej "Pierwszej i największej koncepcji rozwoju Europy Środkowej - jaka kiedykolwiek powstała w historii" - to nadal myślicie że to nigdy się nie zdarzy? Aleksandr Dugin (którego ja osobiście uważam za swojego ideologicznego przeciwnika - pomimo faktu iż bardzo go szanuję, a szczególnie jego wiedzę i to mimo obraźliwych tekstów jakie od niego otrzymałem i choć dzieli nas znaczna różnica wieku), też kiedyś był wyśmiewany i uważany za co najmniej - "pajaca" (pamiętam to co o nim wówczas mówiono). Dziś Putin wdraża w życie jego ideę Euroatlantyzmu. Podobnie Niemcy (moja "kochana" druga ojczyzna i mieszkający w niej moi "wspaniali przyjaciele" - od jednego z nich po zwycięstwie Niemiec na Mundialu - w żartobliwej formie rozmowy telefonicznej - usłyszałem: "No widzisz ty Polaczku, a jednak można" - był to niewątpliwy żart, ale...zrobiło mi się trochę przykro i nie miałem tu na myśli swojej skromnej osoby), wdrażają dziś koncepcję Mitteleuropy w pełnej krasie.
Musimy tylko uwierzyć że naprawdę potrafimy - a przeniesiemy góry stąd i z powrotem...a potem jeszcze raz.
Do napisania tego tekstu, skłonił mnie pewien artykuł który właśnie przeczytałem. Opisywał on ludzi - którzy chodzą bosymi stopami po rozżarzonych węglach - a mimo to na ich ciele nie ma nawet najmniejszego zaczerwienienia. Jak wyjaśnić naukowo ów fenomen? Nauka w tym względzie jest bezradna - ale powiem Wam, że nie jest tak że żaden z owych "chodzących po ogniu" - jak ich zwą, nie ma żadnych oparzeń i ran. Oczywiście takie się zdarzają, lecz kiedy? - ci ludzie mówią to otwarcie - rany i oparzenia pojawiają się natychmiast gdy tylko..."Choć przez chwilę najdzie nas zwątpienie że potrafimy przejść bosą nogą po rozżarzonych do czerwoności węglach".
WŁAŚNIE!
Wystarczy jedynie chwilka zwątpienia i...koniec, wszystko się rozmywa, destabilizuje i wraca do normalności, czyli jak to kiedyś ujął zapomniany już nieco satyryk - Jan Drozda: "Naszej nienormalności".
Czy uznacie mnie za co najmniej niepoważnego, jeśli stwierdzę iż My wszyscy jesteśmy w stanie SAMEMU wyleczyć się z KAŻDEJ choroby, która nas spotka - i to tylko posługując się siłą swego własnego umysłu? Więc kolejny przykład - w 2003 r. w Niemczech przeprowadzono pewien eksperyment. Przeprowadzono go na grupie osób z uszkodzoną łękotką kolanową. Mianowicie grupę tę podzielono na dwie części i pierwszą z nich poddano normalnemu zabiegowi operacji kolana, a drugiej grupie...jedynie nacięto skórę, symulując operację. Efekt? Obie grupy uznały że po przeprowadzonej "operacji" czują się już dobrze i...ich kończyna funkcjonuje prawidłowo.
Dlaczego tak się stało? Odpowiedź jest banalnie prosta i zupełnie nieskomplikowana - dlatego że to...duch panuje nad materią a nie na odwrót. To nasza dusza "napędza" i "rozgrzewa" ciało - a nie ciało tworzy i wymyśla sobie duszę.
To tyle na dzisiaj - pozdrawiam Was piosenką Riccardo Cocciante - "Belle in Notre Dame" - "Piękność z Notre Dame" (tak na marginesie - mojej ulubionej, która pozwala mi się wyciszyć i zrelaksować, podobnie jak czynią to niemieckie piosenki ludowe)
Tę pieśń dedykuję również mej francuskiej Pani, która jak wiem (od czasu do czasu), czytuje moje posty
![]()
https://www.youtube.com/watch?v=cfCoLjOT764
Choć nie brak Wam mocy -
Życzę dobrej nocy!