netkobietyWszystkie działy
Trudna miłość, zazdrość, nałogi

Umierające małżeństwo

29 odpowiedzi5 691 wyświetleńzałożony przez tomekwaw82, 19.07.2014

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » TRUDNA MIŁOŚĆ, ZAZDROŚĆ, NAŁOGI » Umierające małżeństwo

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 30 ]

1

Temat: Umierające małżeństwo

Małżeństwem jesteśmy od 6 lat, mamy 3 letniego syna i żyjemy ze sobą w sumie od 9 lat. Mieszkaliśmy od początku razem i jak dobrze pamiętam na samym początku naszego związku ona miała ochotę na seks - ale nigdy go nie inicjowała, zawsze domagała się tego ode mnie. Za każdym razem ja byłem za wszystko odpowiedzialny, a ona nie robiła zupełnie nic - jak przysłowiowa "kłoda".
Średnio układało nam się też w życiu codziennym - chwilami była przyjemna i pogodna, ale czasami zaczynała z niej wyłazić natura jej matki - żony alkoholika, która po latach męki z katem mściła się na najbliższych sobie osobach i nie potrafiła z nikim zbudować zdrowej relacji. Zaczęła przenosić to na mnie - wszystko robiłem źle, za dużo albo za mało jadłem, źle się zachowywałem przy jej znajomych, źle w jej domu i źle na ulicy - potrafiła znaleźć problem we wszystkim co robiłem - jej za to nie można było na nic zwrócić uwagi, bo od razu ciężko się obrażała. Myślałem, że to minie, przejdzie jej kiedy weźmiemy ślub i poczuje się bezpiecznie.

Niestety, dziś wiem, że popełniłem błąd żeniąc się z nią i zakładając rodzinę. Swoim ciągłym marudzeniem, dogadywaniem mi i złośliwościami, byciem idealną - zniszczyła doszczętnie moje poczucie wartości. Sam zacząłem na wszystko narzekać, marudzić, warczeć na ludzi - czuję się nikim, unikam kontaktów z ludźmi, "warczę na nich" i w każdym widzę wroga. Tak samo niestety jest w łóżku. Jest oziębła, a podejrzewam nawet, że mnie okłamała i jest zwyczajnie aseksualna - choć, może to po prostu kwestia "chrześcijańskiego" wychowania. Nie pamiętam aby choć raz zainicjowała zbliżenie, żeby przyszła mnie poprzytulać, kiedy młody spał u siebie w pokoju. Ja wiele razy zalecałem się do niej, zachęcałem, "łapałem" za pupę, piersi - ona tego nienawidzi i nie pozwala się dotykać i robi mi potem awantury, że chodzi mi tylko o jedno.
Seks z nią jest jak gwałt - wszystko robię źle, pieszczę nie tak, dotykam źle, za szybko albo za wolno - nigdy w jej oczach nie widziałem zadowolenia i satysfakcji, pomimo, że skupiam się w całości na niej nie licząc się ze swoimi potrzebami. Zawsze - najważniejsze było jej spełnienie, zadowolenie, o siebie nie dbałem - ale ona nigdy naprawdę zadowolona nie była.

Z czasem pojawiły się u mnie problemy z erekcją, tak - mam problemy z postawieniem go na "baczność", choć z drugiej strony nie jest mi to już chyba wcale potrzebne, bo od miesiąca postanowiłem się nie poniżać przed nią, nie błagać o seks albo nie organizować zajebistych seansów ze świecami, muzyką, ekstatycznym seksem na futrze i masażami - nie! Mam już dość tej jednostronności, tego, że potrafi mi wytykać, że to moja wina, że nie ma seksu - bo "nie zaczynasz to nie masz"! Moje siły się wyczerpały.

Ona co prawda nie pracuje, ale - to ja młodego kąpię codziennie, kładziemy go spać naprzemiennie. Ja do niego wstaję, wyprawiam go do przedszkola. Ja po drodze robię zakupy lub czasem na większe jedziemy razem. Ona ma całe popołudnie wolne, wieczór też przeważnie tylko dla siebie - albo robi coś przy sobie albo idzie z synem spać zostawiając mnie na pastwę samotności. Ja naprawdę mam już tego dość. Bardzo potrzebuję akceptacji i czucia się pożądanym i chcianym, a wiem już chyba na pewno, że od niej tego nie dostanę. Czuję się jakbym nie był jej potrzebny. Ciekaw jestem tylko po co wciąż bierze tabletki "anty", tyjąc przy tym niemiłosiernie - bo pomimo, że kocham ją i podoba mi się (choć teraz już coraz mniej) to nie dba o siebie na potęgę....

Teraz jest już nawet tak, że za każdym razem kiedy ona na mnie krzyczy, jest zła ja zamykam się w sobie, boję się i dosłownie chce mi się płakać, bardzo mnie to boli, czuję się nikim...

2

Odp: Umierające małżeństwo

Sam jesteś sobie winien kolego.
Przede wszystkim dałeś się jej owinąć wokół palca, nie zachowywałeś się jak prawdziwy mężczyzna.
Daj jej do zrozumienia że jak nie zmieni swojego zachowania, to będzie koniec, niech wie że ma atrakcyjnego faceta który podoba się innym kobietom.
Spraw by była zazdrosna, spraw by doszło do jej głowy że może cię stracić.

3

Odp: Umierające małżeństwo
Tom94 napisał/a:

Sam jesteś sobie winien kolego.
Przede wszystkim dałeś się jej owinąć wokół palca, nie zachowywałeś się jak prawdziwy mężczyzna.
Daj jej do zrozumienia że jak nie zmieni swojego zachowania, to będzie koniec, niech wie że ma atrakcyjnego faceta który podoba się innym kobietom.
Spraw by była zazdrosna, spraw by doszło do jej głowy że może cię stracić.

Pewnie masz rację. Zawsze chciałem być przeciwieństwem swojego ojca którego nic nie obchodziło i niczym się nie zajmował. Za bardzo wpatrzyłem się chyba we wzorzec swojej matki, która była za wszystko odpowiedzialna. Zastanawiam się tylko czy cokolwiek da się jeszcze z tym zrobić.

4

Odp: Umierające małżeństwo

Szczera rozmowa, a jak nie pomoże rozstanie... Przykro mi ale inaczej sobie życie zniszczysz do reszty... Porozmawiaj z nią na poważnie, powiedz o swoich uczuciach... nie o tym co robi Ona... mów o sobie... Zaproponuj terapię małżeńską... lub psychologa... jak trzeba postaw ultimatum... a jak nie podziała odejdź... będzie bolało, ale trwanie w tym będzie gorsze... przerabiałem i wiem...

5

Odp: Umierające małżeństwo

zrób coś by poczuła się zagrożona , zazdrosna np: ubierz się elegancko i wyjdz wieczorem na disco, bar , koncert , pokaz, kino itp..  jak wrócisz a będzie krzyk ty spokojnie jej powiedz że męczysz się z nią w związku itd itd  potem idz spać  , jeśli ją ruszy rankiem będzie kawka

6

Odp: Umierające małżeństwo
tomekwaw82 napisał/a:

Średnio układało nam się też w życiu codziennym - chwilami była przyjemna i pogodna, ale czasami zaczynała z niej wyłazić natura jej matki - żony alkoholika.

To nie natura jej matki ale syndrom Dorosłego Dziecka Alkoholika. Tacy ludzie potrzebują terapii psychologicznej. Poczytaj o tym sobie.

tomekwaw82 napisał/a:

Myślałem, że to minie, przejdzie jej kiedy weźmiemy ślub i poczuje się bezpiecznie..

No jasne małżeństwo jako lekarstwo na Hiv, gruźlicę i na DDA. Wiesz kobiety, które wychodzą za brutali też tak myślą. Że jak pokażą jak może być w małżeństwie cudownie to oni od razu się uleczą i będą żyli długo i szczęśliwe.

tomekwaw82 napisał/a:

Niestety, dziś wiem, że popełniłem błąd żeniąc się z nią i zakładając rodzinę.

To napraw swój błąd. Wiesz dziecko rośnie i patrzy na was ucząc się waszych wzorców zachowań. Chcesz tego samego dla niego?


tomekwaw82 napisał/a:

Seks z nią jest jak gwałt - wszystko robię źle, pieszczę nie tak, dotykam źle, za szybko albo za wolno - nigdy w jej oczach nie widziałem zadowolenia i satysfakcji, pomimo, że skupiam się w całości na niej nie licząc się ze swoimi potrzebami. Zawsze - najważniejsze było jej spełnienie, zadowolenie, o siebie nie dbałem - ale ona nigdy naprawdę zadowolona nie była.

A może po prostu nie pociągasz jej seksualnie stąd to wszystko. Odwala swoja "pańszczyznę", choć każdy twój dotyk napawa ją wstrętem. Bo może seksu nie lubić, nie podnieca ją to.

tomekwaw82 napisał/a:

Z czasem pojawiły się u mnie problemy z erekcją

Wykastrowała cie emocjonalnie stąd te problemy. Jeszcze chwila i ty także się nadasz na terapię. Tym razem u seksuologa.

tomekwaw82 napisał/a:

choć z drugiej strony nie jest mi to już chyba wcale potrzebne

Ależ jest ci potrzebne, bo seks jest bardzo ważny w małżeństwie. Daje poczucie bliskości, jedności z druga osobą. Dzięki niemu nawiązują się relacje emocjonalnie.

tomekwaw82 napisał/a:

Ciekaw jestem tylko po co wciąż bierze tabletki "anty", tyjąc przy tym niemiłosiernie - bo pomimo, że kocham ją i podoba mi się (choć teraz już coraz mniej) to nie dba o siebie na potęgę....

Jednym ze skutków brania tabletek antykoncepcyjnych jest obniżone libido. Tycie również. Może warto by było przejść na inny rodzaj antykoncepcji.

tomekwaw82 napisał/a:

Teraz jest już nawet tak, że za każdym razem kiedy ona na mnie krzyczy, jest zła ja zamykam się w sobie, boję się i dosłownie chce mi się płakać, bardzo mnie to boli, czuję się nikim...

No tylko bez takich tekstów. To twoje życie i tylko ty możesz coś z tym zrobić. Wiem, że ciężko znaleźć siłę na to by zrobić w nim rewolucję. Ale to życie jest tylko jedno. Jeśli chcesz dalej tak żyć pogrążając się depresji i początkującej impotencji to twoja sprawa. Ale chyba warto dla siebie i swojego dziecka powalczyć o lepszy los?

7

Odp: Umierające małżeństwo

Witam, jestem tu nowa i nawet nie wiem czy piszę w odpowiednim wątku, no ale do rzeczy...

Rok temu wyszłam za mąż za wydawać by się mogło cudownego mężczyznę, na kilka dni przed ślubem dokładnie cztery moja teściowa zrobiła ogromną awanturę o to, że jej syn po ślubie wyprowadzi się do mnie (co między mną, a wówczas narzeczonym było ustalone na ponad rok przed ślubem głównie z uwagi na to, że do pracy mam 5 km, a mieszkając u teściowej miałabym 35), więc postanowiliśmy tak jak wyżej, zresztą mój mąż nie chciał mieszkać w swoim domu rodzinnym, ponieważ jego mama jest strasznie nieprzyjemną osobą.
Wracając do wyżej wspomnianej awantury, gdzie moja teściowa ubliżała mi i mojej mamie wyzywała nas powiedziała otwarcie, że mnie nie akceptuje itd. nawet nie chce mi się powtarzać tych wszystkich wyzwisk pod adresem moim i mojej mamy, mój wtedy jeszcze narzeczony spuścił głowę i nie odezwał się ani słowem żeby stanąć w mojej obronie nie powiedział dosłownie nic tak jakby sam bał się swojej mamy i chyba tak faktycznie jest do tej pory... Już wtedy powinno mi to dać do myślenia, że nie mogę czuć się przy nim bezpiecznie...

Od tego zajścia wszystko się zmieniło moi teściowie i szwagierka buntowali mojego męża, a on dawał i daje do tej pory sobą manipulować, zmienił podejście do mnie o 180 stopni. Między wierszami dodam tylko, że na przyjęciu weselnym teściowa, i reszta rodziny zdominowana przez nią nie odezwali się do mnie ani raz, na podziękowaniach dla rodziców także na oczach wszystkich nie podali mi ręki, którą do nich wyciągnęłam. Po weselu postanowiłam, że mimo wszystko dla dobra tego małżeństwa będę odwiedzać ich z moim mężem, oczywiście nie tak często jak on (bo on robi to prawie codziennie dodam, że mieszkają 30 km od nas). Kiedy po weselu dalej zaczęli miec do mnie pretensje, że nie jeżdżę tam wystarczająco często i jak to ja nie jestem okropna, postanowiłam, że jeździć tam nie będę, za co mój mąż miał piekło kiedy tam jechał, traktują go jak śmiecia liczy się tylko jego siostra, a on zaślepiony i obciążony poczuciem winy, że opuścił swój dom rodzinny co jest mu nagminnie wypominane nadskakuje im na każdym roku. Nie liczy się to co mówię ja liczy się tylko jego rodzina i to,że moje relacje z nimi nie są najlepsze według mojego męża z mojej winy, od ślubu ciągle się kłócimy tylko o to. Nie ma NAS MĘŻA I ŻONY ten temat nawet nie jest poruszany są tylko jego rodzice i to żeby im było dobrze.

Mój mąż zmienił do mnie podejście jest zupełnie innym człowiekiem, kiedy mu to mówię mówi że przejścia z rodzicami i to wszystko co on od nich usłyszał go tak bardzo zmieniło, ale jaki to ma związek ze nami z naszym uczuciem, nie rozumiem tego jak można tak bardzo zmienić się w stosunku do kogoś komu przyrzekało się i to tak niedawno dozgonną miłość.

Tyle razy go prosiłam o szczera rozmowę i to żebyśmy oboje powiedzieli o tym co nas boli i swoich oczekiwaniach względem siebie po prostu o naszym związku o nas tylko o nas, a nie jego rodzicach. W maju odpuściłam już nie proszę o rozmowę, nie proszę o szacunek nie tłumaczę już że to ja jako żona powinnam być dla niego najważniejsza, a on dla mnie. Nie mówię już tego bo po prostu już mi brakuje na to sił. To małżeństwo po prostu się rozpada nie mamy o czym porozmawiać, praktycznie nie rozmawiamy, nie potrafimy szczerze rozmawiać i właśnie to nas gubi konflikty się nawarstwiają, i za którymś razem zabrniemy w to tak daleko że już nie będziemy potrafili z tego wyjść - i cały czas mu to powtarzałam, a on swoje, że czuje się winny że zostawił rodziców itd. A gdzie w tym wszystkim jestemy my?

Zaczął się do mnie bezczelnie odzywać krytykować szczególnie kiedy wraca od swoich rodziców, niedługo po ślubie kiedy kładliśmy się do łóżka włożyłam bieliznę (którą kupiłam na noc poślubna, a przez kłótnie nawet nie miałam okazji jej założyć), zaczęłam się do niego przytulać całować, a on podniósł głowę i powiedział " przestań co robisz przecież chce mi się spać" poczułam się po prostu jak szmata - nie jestem odpychającą kobietą i do tamtej pory czułam się atrakcyjna i dowartościowana, lecz po tym jak mnie potraktował nie będę miała więcej odwagi, żeby zainicjować cokolwiek...

Kiedy mówię, że jest w naszym małżeństwie źle, to mówi że szukam nie wiadomo czego i ciągle mi coś nie pasuje - więc twierdzi żebym poszukała sobie innego, który będzie taki jak ja chce, czy to tak wiele, kiedy oczekuje tego żebym to ja była na pierwszym miejscu w jego życiu. Jestem tak rozczarowana tym wszystkim zwłaszcza dlatego, że przed ślubem było naprawdę cudownie wiele rozmawialiśmy o tym że chcemy aby nasze małżeństwo było inne przepełnione miłością, szacunkiem, szczerością, czułością i kiedy mu to przypominam to odpowiada mi, że chyba nie myślałam że tak będzie życie jest życiem.

Długo tłumaczyłam to sobie tak, że może faktycznie to jak został potraktowany przez rodziców go tak chwilowo zmieniło, ale mija rok i co dalej to samo, a nawet gorzej, nie rozumiem po prostu nie rozumiem.

Nie chcę utrzymywać kontaktu z jego rodziną bo mam do nich żal za to wszystko co mi powiedzieli i zrobili, a on obwinia mnie razem z nimi że to wszystko moja wina, ale co ja takiego zrobiłam?

Potrzebuję obiektywnej opinii, bo ja już sama nie wiem, czy jest coś nie tak ze mną czy z mężem i jego rodziną...

Cała ta sytuacja kosztowała mnie i kosztuje do tej pory wiele nerwów strasznie schudłam, od czasu ślubu mało się usmiecham, a zawsze byłam bardzo pogodną osobą.

Pytam męża, czy nie widzi jak niszczy mi zdrowie i jakie to może mieć skutki w przyszłości i nic.

Nic nie jest  tak ważne jak Jego rodzice których skrzywdziłam, bo ich syn wyprowadził się z domu i zamieszkał ze mną.

Przepraszam za chaotyczność, ale ja już nie potrafię zebrać myśli a robiłam to pokrótce, ponieważ jak bym chciała opisać wszystkie zdarzenia jakie miały miejsce musiałabym siedzieć to do wieczora.

Pozdrawiam

8 Ostatnio edytowany przez Szarlotkanagorąco (2014-08-02 10:04:44)

Odp: Umierające małżeństwo

Oba związki nie rokują na nic dobrego w przyszłości. Typowe toksyczne relacje, z osobami, które mają bardzo poważne problemy z własną osobowością. Oczywiście partnerom należy pomagać przezwyciężać ich lęki i słabości, ale tylko wtedy gdy są oni realnie zainteresowani współpracą i wykazują minimum dobrej woli.

Mika, na twoim miejscu, w ogóle bym się nie zastanawiała, bo nie masz dziecka, złożyłabym pozew o rozwód. Jak w pierwszym roku małżeństwa jest tak źle, to później będzie tylko gorzej. Ten facet Cię zniszczy, tak jak Tomka zniszczyła jego wredna toksyczna żona, która ma koszmarnie zaburzoną osobowość.

A tak na marginesie, jeśli ktoś jest zbyt cudowny, żeby być prawdziwy, zwykle jest fałszywy.
Twój mąż jest jak rosiczka, która Cię sprytnie zwabiła udając słodycz, żeby teraz wyssać z Ciebie całą życiową energię.
Ten facet, za którego wychodziłaś to ułuda. Wierz mi, nikt się w kilka miesięcy diametralnie nie zmienia. On jest taki jaki był, tylko przed Tobą odgrywał rolę "księcia z bajki", żeby Cię zwabić. Tak zresztą robi wielu facetów, szczególnie przemocowców.Oni też zwykle przed ślubem są ideałami, a krótko po ślubie walą głową żony o kaloryfer. Przypadek?, nie. Po prostu mało która dziewczyna wyszłaby świadomie za psychopatę.
Uciekaj dziewczyno z tej matni, bo za chwilę będziesz miała tak niskie poczucie wartości, że będziesz się bała własnego cienia.

9

Odp: Umierające małżeństwo
Szarlotkanagorąco napisał/a:

Oba związki nie rokują na nic dobrego w przyszłości. Typowe toksyczne relacje, z osobami, które mają bardzo poważne problemy z własną osobowością. Oczywiście partnerom należy pomagać przezwyciężać ich lęki i słabości, ale tylko wtedy gdy są oni realnie zainteresowani współpracą i wykazują minimum dobrej woli.

Mika, na twoim miejscu, w ogóle bym się nie zastanawiała, bo nie masz dziecka, złożyłabym pozew o rozwód. Jak w pierwszym roku małżeństwa jest tak źle, to później będzie tylko gorzej. Ten facet Cię zniszczy, tak jak Tomka zniszczyła jego wredna toksyczna żona, która ma koszmarnie zaburzoną osobowość.

A tak na marginesie, jeśli ktoś jest zbyt cudowny, żeby być prawdziwy, zwykle jest fałszywy.
Twój mąż jest jak rosiczka, która Cię sprytnie zwabiła udając słodycz, żeby teraz wyssać z Ciebie całą życiową energię.
Ten facet, za którego wychodziłaś to ułuda. Wierz mi, nikt się w kilka miesięcy diametralnie nie zmienia. On jest taki jaki był, tylko przed Tobą odgrywał rolę "księcia z bajki", żeby Cię zwabić. Tak zresztą robi wielu facetów, szczególnie przemocowców.Oni też zwykle przed ślubem są ideałami, a krótko po ślubie walą głową żony o kaloryfer. Przypadek?, nie. Po prostu mało która dziewczyna wyszłaby świadomie za psychopatę.
Uciekaj dziewczyno z tej matni, bo za chwilę będziesz miała tak niskie poczucie wartości, że będziesz się bała własnego cienia.

Dziękuję Ci za odpowiedź na mój wpis.

Dzisiaj mój mąż powiedział mi, że to ja go niszczę psychicznie i dłużej tak nie da rady i będzie albo tak jak mówi jego mama czyli kupimy mieszkanie i wyprowadzimy się od moich rodziców, albo on dłużej tego nie wytrzyma (tylko nie wiem co miał na myśli mówiąc, nie wytrzyma i co? Pytałam, ale nie odpowiedział). Zapytałam kiedy zaczniemy żyć własnym życiem, kiedy wreszcie skończą się kłótnie o jego rodziców o Jego rodzinę? Powiedział, że ja powinnam zapomnieć o tym co oni mi zrobili i być wobec nich ok skoro, oni teraz są w miarę mili (przynajmniej w mojej obecności).

Powiedziałam mu korzystając z okazji, chwilowej o dziwio szczerej rozmowy, że cały czas powtarza to co mówi jego mama, odpowiedział, że ciągle ją bez żadnych podstaw atakuję. Powiedział także, że nigdy nie odetnie się od rodziców w takim stopniu jak ja tego oczekuje i że zawsze będzie tam jeżdził praktycznie codziennie i nie będzie mieszkał tutaj u nas w domu, tylko chce kupić mieszkanie, (na które musielibyśmy wydać całe nasze oszczędności), obecnie mieszkamy w domu jednorodzinnym i nigdy nie chciałam mieszkać w bloku i nie będę tego zmieniała na rozkaz teściowej. Mówiłam przecież ustalone było ponad rok przed ślubem, że zamieszkamy u mnie, odpowiedział że sytuacja się zmieniła - pytam w jakim sensie się zmianiła odpowiedź - po prostu.

Nie mam sił naprawdę nie wiem co mam robić dalej, naprawdę nie wiem czy moja postawa jest dobra, czy nie po prostu nie wiem już sama.

Kwestia rozwodu w moim przypadku jest trudna, ponieważ jestem osobą wierzącą. Wezmę rozwód i co dalej?

Mój mąż twierdzi, że niszczę go psychicznie, on mnie również, wiec jaki sens być razem i się krzywdzić wzajemnie.

Teraz pojechał do swoich rodziców, obrażony bo ja od pewnego czasu tam nie jeżdżę, a za każdym razem prosi, abym pojechała.

Mąż twierdzi, że odcinam go od rodziny, ale ja przecież mu nie zabraniam tam jeżdzić owszem wkurza mnie to, że jeździ tak często, ale nigdy mu tego nie zabraniałam, bo to są w końcu jego rodzice i ja to rozumiem. Niech sobie ma z nimi kontakt, ale skoro oni tak mnie nie cierpią to po co chcą żebym tam jeździła, żeby ludzie nie gadali, że synowa do niej nie jeździ.

Siedzę zalana łzami i naprawdę nie wiem co dalej...

10

Odp: Umierające małżeństwo

Tomek chyba tylko szczera rozmowa tutaj pomorze bo co innego jak nie ona?
jesli chcesz z nia być dojść do jakiegos porozumienia i być szczęśliwym to musicie ze sobą rozmawaić czego chcecie, czego oczekujecie a co wam sie nie podoba.

Jeżeli nie dojdziecie do żadnego porozumienia to ile chcesz tak żyć i sie męczyć?
Rozwód na pewno jest ostatecznością,ale jesli nic nie zdzialasz rozmowami to w koncu ta ostateczność będzie koniecznością.

ktoś tutaj radzil zebyś wyszedł, zająl sie chwilkę soba może gdy ona poczuje że moze Cie stracić to sie troche zmieni. może to też jest dobre wyjście na początek smile

11

Odp: Umierające małżeństwo

Mąż wrócił od rodziców oświadczył mi, że tak nie może być jak jest, mówił że nie jestem nauczona szacunku do starszych, bo nie pojechałam do jego rodziców (akurat to są ostatni ludzie na tej ziemi, którzy mogliby uczyć mnie kultury). Powiedział, że jeśli nie zmienię swojego postępowania to On nie wie co będzie, bo nigdy nie zerwie więzi z nimi.

Pytałam czy nie widzi, jak te kłótnie niszczą nasze małżeństwo, powiedział że murem stoi za swoją rodziną i wszystkiemu winna jestem ja. Twierdzi, że jest to niepojęte i chore, że ja nie chcę utrzymywać kontaktu z Jego rodziną. Mówiłam przecież jak tam jeździłam to tylko się patrzyli na mnie jakbym im kto wie co zrobiła i nawet nikt się do mnie nie odzywał, a mój mąż powiedział tak: A co mieli się Cię pytać (np.) Kasiu może Cię c**** swędzi? Jak to usłyszałam zwątpiłam we wszystko dosłownie we wszystko. Mąż powiedział, że nieważne jak to się odbija na moim zdrowiu mam robić tak jak będą chcieli jego rodzice.

Wczoraj powiedziałam do męża, że skoro tak jest to nie niszczmy się wzajemnie, nie doprowadzajmy do tego że się znienawidzimy całkowicie, tylko się rozstańmy z godnością. Odpowiedział no to ok. I na tym się rozmowa zakończyła. Zanim przyszłam do pracy przepłakałam cały poranek.

Dopiero po wczorajszej rozmowie zdałam sobie tak naprawdę sprawę, że jest to początek końca.

12

Odp: Umierające małżeństwo

mika twój mąż nie odciął pępowiny. Wciąż jak dziecko- emocjonalnie związany z rodziną. I zawsze tak będzie dopóki on nie zda sobie sprawy z tego, że sam już założył swoją rodzinę i o nią powinien dbać. A ty jesteś tą złą, bo boczysz się na jego mamę, a on mężczyzna-dziecko nie da sobie nic złego na mamę powiedzieć.
Wiem co czujesz, bo sama miałam taką teściową. Sama do niej nie chodziłam ze względu na moje zdrowie psychiczne. Z tym, że mój mąż nie nalegał na to bym chodziła. Dziś teściowej już nie ma. Ja, która zawsze ryczę jak bóbr na wszystkich pogrzebach na tym jednym nie uroniłam ani łzy.
Nie wiem czy to dobry pomysł ładować kasę na mieszkanie, w momencie gdy wszystko się wali.
Choć własne mieszkanie to nie jest taki głupi pomysł. Może najpierw wynająć i zobaczyć jak się sprawy potoczą.
Najważniejsze byście oboje poszli na kompromis niż zacietrzewiali się w swojej racji.
Może teściowa jest zazdrosna o to, że jej syn mieszka z twoja mamą. Może w jakiś irracjonalny sposób myśli, że twoja mama będzie jego mamą? Dlatego go tak buntuje przeciwko?
A może dobrze by wam zrobiła wizyta u mediatora rodzinnego?

13

Odp: Umierające małżeństwo

TOMEK.
Jeśli zależy ci na małżeństwie to szczerze porozmawiaj z żoną. może uda wam się naprawić wasze relacje.

14 Ostatnio edytowany przez mika_13 (2014-08-04 10:49:15)

Odp: Umierające małżeństwo
Aniaa34 napisał/a:

mika twój mąż nie odciął pępowiny. Wciąż jak dziecko- emocjonalnie związany z rodziną. I zawsze tak będzie dopóki on nie zda sobie sprawy z tego, że sam już założył swoją rodzinę i o nią powinien dbać. A ty jesteś tą złą, bo boczysz się na jego mamę, a on mężczyzna-dziecko nie da sobie nic złego na mamę powiedzieć.
Wiem co czujesz, bo sama miałam taką teściową. Sama do niej nie chodziłam ze względu na moje zdrowie psychiczne. Z tym, że mój mąż nie nalegał na to bym chodziła. Dziś teściowej już nie ma. Ja, która zawsze ryczę jak bóbr na wszystkich pogrzebach na tym jednym nie uroniłam ani łzy.
Nie wiem czy to dobry pomysł ładować kasę na mieszkanie, w momencie gdy wszystko się wali.
Choć własne mieszkanie to nie jest taki głupi pomysł. Może najpierw wynająć i zobaczyć jak się sprawy potoczą.
Najważniejsze byście oboje poszli na kompromis niż zacietrzewiali się w swojej racji.
Może teściowa jest zazdrosna o to, że jej syn mieszka z twoja mamą. Może w jakiś irracjonalny sposób myśli, że twoja mama będzie jego mamą? Dlatego go tak buntuje przeciwko?
A może dobrze by wam zrobiła wizyta u mediatora rodzinnego?

Ja już nie wiem co mam robić, mój mąż stoi murem za swoja rodziną, wczoraj powiedział mi, że to ze mną jest coś nie tak, a on sam nie ma sobie ani swojej rodzinie nic do zarzucenia. Kupno mieszkania teraz to jakiś obłęd, kupimy mieszkanie, ale to nie zmieni niczego to jest tylko kolejny kaprys mojej teściowej, później będą kolejne kaprysy i co za tym idzie kolejne kłótnie. To nie ma sensu.

W zasadzie mój mąż powiedział że kupimy mieszkanie i podzielimy nasze życie każdy będzie miał swój świat i swoją rodzinę i że będzie tyle samo czasu spędzał nimi, a może nawet i więcej. I to jest myślenie dorosłego mężczyzny? Po to wzięliśmy ślub, żeby dzielić małżeństwo na jakieś dwa światy, dla mnie jest to po prostu chore.

15

Odp: Umierające małżeństwo

Mika współczuję Twojemu mężowi takiej matki....    Tobie oczywiście też.

Chłopiec wybierze matkę,
mężczyzna wybierze żonę,

może podam dosyc dziwaczny sposób ale spraw aby czuł się przy Tobie jak mężczyzna, by czuł się spokojnie i bezpiecznie, nie zalewaj go pretensjami, róbcie to co lubicie robić, a może to go przekona  i dojrzeje do odcięcia pępowiny.  Będzie wolał wracać do Ciebie niż jechać do matki, bo jak narazie to pewnie nie chce wracac do Ciebie jesli od matki naslucha się takich bredni, wiesz ta tesciowa to niezle poczucie winy pewnie w nim wzbudza.

niestety z teściową nic nie zrobisz. staraj sie miec dyplomatyczne stosunki i czas czas czas.

moze on kiedyć odwdzięczy Ci się za to że wzielas taką odpowiedzialność na swoje barki.

i oczywiscie jesli jeszcze masz sily. niech Twoja miłość pozwoli mu dojrzeć. bo to jeszcze chłopiec, który boi się stracić mamę.

16

Odp: Umierające małżeństwo

tomekwaw82 chyba jedynym rozwiazaniem tutaj jest rozstanie...

17 Ostatnio edytowany przez mika_13 (2014-08-04 11:03:37)

Odp: Umierające małżeństwo
fanfantulipan napisał/a:

Mika współczuję Twojemu mężowi takiej matki....    Tobie oczywiście też.

Chłopiec wybierze matkę,
mężczyzna wybierze żonę,

może podam dosyc dziwaczny sposób ale spraw aby czuł się przy Tobie jak mężczyzna, by czuł się spokojnie i bezpiecznie, nie zalewaj go pretensjami, róbcie to co lubicie robić, a może to go przekona  i dojrzeje do odcięcia pępowiny.  Będzie wolał wracać do Ciebie niż jechać do matki, bo jak narazie to pewnie nie chce wracac do Ciebie jesli od matki naslucha się takich bredni, wiesz ta tesciowa to niezle poczucie winy pewnie w nim wzbudza.

niestety z teściową nic nie zrobisz. staraj sie miec dyplomatyczne stosunki i czas czas czas.

moze on kiedyć odwdzięczy Ci się za to że wzielas taką odpowiedzialność na swoje barki.

i oczywiscie jesli jeszcze masz sily. niech Twoja miłość pozwoli mu dojrzeć. bo to jeszcze chłopiec, który boi się stracić mamę.

Tak naprawdę ja już nie mam sił odtrącał mnie kiedy chciałam mu pomóc kiedy chciałam przejść przez to razem, wszystko kręci sie wokół mojej teściowej, a nie nas. Ile mogłam tyle naprawdę dałam rady teraz, po prostu czuję się bezradnym i bezwartościowym człowiekiem, nie poznaje samej siebie.

Nie mogę zrozumieć dlaczego nie liczy się dla niego to co jest między nami relacje w naszym małżeństwie, tylko najważniejsze jest to co powie jego rodzina i jakie ja mam kontakty z nimi.

Nikt nie jest na moim miejscu to jest trudno oceniać, ale powiedzcie mi czy decyzja o rozstaniu po roku walki jest zbyt pochopna?

18

Odp: Umierające małżeństwo

"odtrącał mnie kiedy chciałam mu pomóc kiedy chciałam przejść przez to razem, "    ale jak chciałaś przejść przez to razem ?!?  przepraszam, może to zaboleć ale nie widzisz że to Ty jesteś problemem? to jak chcesz mu pomóc. niestety potrzebujesz wsparcia męża ale to jeszcze jest chłopczyk niedojrzały.

"czy decyzja o rozstaniu po roku walki jest zbyt pochopna?"      jeśli uważasz ze tego potrzebujesz to nie jest.

ja widzę takie wyjscia:
1. rozstanie
2. pójście na swoje ( no właśnie jak mąż się czuje mieszkając z twoimi rodzicami?)
3. pokazanie mu że z Tobą będzie mu lepiej ale to taka walka wbrew swoim emocjom, czyli nie poruszacie tematu tesciowej, wychodzicie do kina, na pizze, na spacer,  robicie to co lubicie aby mezowi było z Tobą dobrze żeby mu się słowa teściowej na twój temat nie pokrywały z tym jak się czuje z Tobą.  i żeby w końcu wybrał Ciebie ale to taaaka Utopia :-)  ale spróbować chyba można.

19 Ostatnio edytowany przez mika_13 (2014-08-04 17:44:10)

Odp: Umierające małżeństwo
fanfantulipan napisał/a:

"odtrącał mnie kiedy chciałam mu pomóc kiedy chciałam przejść przez to razem, "    ale jak chciałaś przejść przez to razem ?!?  przepraszam, może to zaboleć ale nie widzisz że to Ty jesteś problemem? to jak chcesz mu pomóc. niestety potrzebujesz wsparcia męża ale to jeszcze jest chłopczyk niedojrzały.

"czy decyzja o rozstaniu po roku walki jest zbyt pochopna?"      jeśli uważasz ze tego potrzebujesz to nie jest.

ja widzę takie wyjscia:
1. rozstanie
2. pójście na swoje ( no właśnie jak mąż się czuje mieszkając z twoimi rodzicami?)
3. pokazanie mu że z Tobą będzie mu lepiej ale to taka walka wbrew swoim emocjom, czyli nie poruszacie tematu tesciowej, wychodzicie do kina, na pizze, na spacer,  robicie to co lubicie aby mezowi było z Tobą dobrze żeby mu się słowa teściowej na twój temat nie pokrywały z tym jak się czuje z Tobą.  i żeby w końcu wybrał Ciebie ale to taaaka Utopia :-)  ale spróbować chyba można.

Chciałam chociażby szczerze z nim rozmawiać o tych wszystkich zajściach jakie miały miejsce tłumaczyłam, że naważniejsze jest to co jest między nami jako mężem i żoną, że zawsze może ze mną poromawiać o wszystkim nie będę tego oceniać komentować, ale byle mu było lżej żeby nie dusił tego w sobie, pewnego razu jak przyjechał od nich zapłakany, to powiedział do mnie, że on już nie ma nikogo w tym życiu, wtedy nie wiedziałam jakie miejsce ja zajmuję chyba właśnie takie jako "nikt". Chciałam rozmawiać po prostu rozmawiać na bieżąco rozwiązywać nieporozumienia, na tym ma polegać małżeństwo, że byle kto od tak może mu naopowowiadać bzdur na mój temat i on w to uwierzy i zmienia podejście do mnie o 180 stopni?

Jestem problemem w jakim sensie? Sugerujesz, że ma rację obwiniając mnie o wszystko co się dzieje, a on nie ma sobie nic do zarzucenia? Wina zawsze jest w małżeństwie po jednej i po drugiej stronie, ja o tym wiem.

Nikt nigdy nie powiedział mu złego czy przykrego słowa wręcz przeciwnie, bardzo go polubili od samego początku. Nigdy na to nie narzekał, że jest mu tu źle, a wiele razy o to pytałam.

Czy uważasz, że w małżeństwie powinno się walczyć o względy współmałżonka (nie chodzi mi tu o dbanie o związek i pielęgnowanie go, bo to jest oczywiste), mam go przekonywać, że jestem tą samą osobą, którą byłam, a nie tą jak przedstawiają mnie Jego rodzice, to jest chyba chore.

Nie może być tak aby nie poruszać tematu teściowej wczoraj powiedział mi dosłownie, że stoi za nią murem i kiedy ja nie zmienię podejścia do nich to będzie mnie traktował dalej tak jak to robi obecnie - tylko nie zdaje sobie sprawy, że ja sobie na to nie pozwolę. Nie mówi nic od siebie tylko powtarza to co nie raz mówiła jego mama nawet podczas awantury bezpośrednio do mnie.

20

Odp: Umierające małżeństwo
mika_13 napisał/a:
Aniaa34 napisał/a:

mika twój mąż nie odciął pępowiny. Wciąż jak dziecko- emocjonalnie związany z rodziną. I zawsze tak będzie dopóki on nie zda sobie sprawy z tego, że sam już założył swoją rodzinę i o nią powinien dbać. A ty jesteś tą złą, bo boczysz się na jego mamę, a on mężczyzna-dziecko nie da sobie nic złego na mamę powiedzieć.
Wiem co czujesz, bo sama miałam taką teściową. Sama do niej nie chodziłam ze względu na moje zdrowie psychiczne. Z tym, że mój mąż nie nalegał na to bym chodziła. Dziś teściowej już nie ma. Ja, która zawsze ryczę jak bóbr na wszystkich pogrzebach na tym jednym nie uroniłam ani łzy.
Nie wiem czy to dobry pomysł ładować kasę na mieszkanie, w momencie gdy wszystko się wali.
Choć własne mieszkanie to nie jest taki głupi pomysł. Może najpierw wynająć i zobaczyć jak się sprawy potoczą.
Najważniejsze byście oboje poszli na kompromis niż zacietrzewiali się w swojej racji.
Może teściowa jest zazdrosna o to, że jej syn mieszka z twoja mamą. Może w jakiś irracjonalny sposób myśli, że twoja mama będzie jego mamą? Dlatego go tak buntuje przeciwko?
A może dobrze by wam zrobiła wizyta u mediatora rodzinnego?

Ja już nie wiem co mam robić, mój mąż stoi murem za swoja rodziną, wczoraj powiedział mi, że to ze mną jest coś nie tak, a on sam nie ma sobie ani swojej rodzinie nic do zarzucenia. Kupno mieszkania teraz to jakiś obłęd, kupimy mieszkanie, ale to nie zmieni niczego to jest tylko kolejny kaprys mojej teściowej, później będą kolejne kaprysy i co za tym idzie kolejne kłótnie. To nie ma sensu.

W zasadzie mój mąż powiedział że kupimy mieszkanie i podzielimy nasze życie każdy będzie miał swój świat i swoją rodzinę i że będzie tyle samo czasu spędzał nimi, a może nawet i więcej. I to jest myślenie dorosłego mężczyzny? Po to wzięliśmy ślub, żeby dzielić małżeństwo na jakieś dwa światy, dla mnie jest to po prostu chore.

mika przeczytałam twoje wpisy i widze to tak:
-twój mąz nie odciął "pępowiny" (?);bardzo silnie jest zwązany emocjonalnie ze swoją matką;nie stawia granic swojej matce,która weszła w rolę twojej rywalki (?);postąpił wbrew jej planom-wyprowadzil sie do twoich rodziców zeby być z tobą/swoją żoną którą wybrał (!);może też niekomfortowo czuje się u twoich rodziców(???), jest mu z tym wszystkim bardzo trudno(!);jest sfrustrowany,kumuluje swoją złość do swojej matki/ciebie/całej sytuacji w której sie znalazł;nie radzi sobie z tym;jest mu przykro ze nieakceptujesz  jego rodziny (zachowania),
- ale: nie ma prawa ciebie poniżać,ubliżać ci-mozesz stawiać granice i być asertywną;masz prawo do szacunku-kulturalnego odnoszenia się do ciebie/dbania o ciebie/wstawiania się za tobą i miłości;do decydowania o tym "gdzie,z kim", szczególnie w kwestii spotkań rodzinnych; możesz porozmawiać z mężem dlaczego unikasz tych wizyt,co czujesz i zapytać się jego jakby on sie czuł słysząc tyle przykrych słów i tego ze rodzina nie szanuje waszych wyborów (jestescie wszak dorośli );
- moze za jakiś czas będziesz gotowa na te wyjazdy?jak będziesz reagować na zaczepki teściowej?
- jako małżenstwo macie prawo- do lojalności wobec siebie,życzliwości,szacunku,miłości, i stawianie granic rodzicom-zachowanie zdrowego dystansu; nie wchodzenie w koalicje z rodzicami;to wy macie siebie wzajemnie kochać , wspierać i ROZMAWIAĆ ze sobą o swoich uczuciach,wspólnie rozwiązywać problemy,podejmować wspólne decyzje
-możesz zadać mu pytania o to dlaczego się z tobą ożenił;jak czuje sie u twoich rodziców;co chciałby zmienić w swoim życiu; czego potrzebuje od ciebie /napewno zrozumienia;-))/;jak wyobraża sobie wasze małżeństwo,wspólne życie-to bardzo trudne rozmowy ale niezbędne do uzdrowienia waszych relacji i wzajemnej komunikacji (bądzcie dobrzy i życzliwi dla siebie; nie oskarżajcie i nie obwiniajcie siebie-to może wam utrudnić poprawę relacji i oddali to was od siebie );rozmawiajcie ze sobą jak najlepsi przyjaciele;a co z waszą namiętnością?-jak złe emocje opadną i poprawią się relacje to wszystko bedzie ok ;-),najlepiej umawiać się  na randki;)
-bardzo ważne jest równiez dla was rozwiazanie kwestii odrębnego mieszkania-warto zamieszkać razem:-); na pewno to nie rozwiąże trudnych relacji z teściami,ale będziecie swobodnie czuć się sami ze sobą i cieszyć się sobą, tym ze jesteście razem a relacje między wami na pewno będą bardzo dobre
czego serdecznie życzę tobie mika.
Jeżeli nie wystarczajacej odpowiedzi udzieliłam,to zapraszam do czytanie wątków innych osób z podobnym problemami.

21

Odp: Umierające małżeństwo

Wczoraj pytałam go o to czy jest mu u nas w domu źle, czy ktoś mu sprawia przykrości - odpowiedź "nie nigdy tego nie powiedziałem. Moje pytanie więc dlaczego zaproponowałeś zakup mieszkania, bo moja mama nie życzy sobie żebym tu mieszkał. A mi opadły już ręce w tamtym momencie.

Z kwestia mieszkania to jest taka sprawa gdyby powiedział kupujemy mieszkanie, aby zacząć wszystko od nowa, aby zostawić to co było złe między nami za sobą, zacząć żyć jak małżeństwo to ok, wyjście rozsądne. Ale kiedy argumentem kupna mieszkania jest to, że jest ono potrzebne po to, aby podzielić nasze życie na jakieś dwa światy, to jest po prostu żałosne.
Owszem mój mąż nie radzi sobie z ta całą sytuacją od samego początku on boi się swoich rodziców, konkretnie mamy i nie ukrywa tego. Niedługo po weselu żalił się, że poczuł się jak śmieć kiedy go tak potraktowali, kiedy zrobili co zrobili. Ale złego słowa im nie powiedział, nie powiedział nawet jak go to wszystko zabolało i jak się poczuł, tylko wyżywał się na mnie.

Czy będę gotowa na wyjazdy, nie wykluczam tego, chodzi mi też po głowie to, aby pojechać do teściów i uświadomić im powiedzieć pierwszy raz w życiu szczerze co mnie boli, co oni tak naprawdę zrobili i że niszczą to małżeństwo buntując męża na mnie. Tylko nie wiem czy to ma sens ta kobieta nie potrafi słuchać, ani spokojnie rozmawiać.

Pytanie dlaczego się ze mną ożenił zadawałam nie jeden raz, odpowiada bo Cie kocham. Kochać i tak postępować. O rozmowy o wzajemnych oczekiwaniach wobec siebie, o tym co czujemy, co nas boli, co musimy zmienić, żeby się wzajemnie nie ranić prosiłam nie raz, bo to jest podstawą dobrych relacji w małżeństwie szczera rozmowa.

Myślisz Iwona, że teraz kiedy jest tak źle między nami zakup mieszkania ma jakiś sens?

22 Ostatnio edytowany przez Lexpar (2014-08-05 08:26:41)

Odp: Umierające małżeństwo

Mika przykro mi bo wiem co przeżywasz. Wierzyłaś, że po ślubie stworzycie nową rodzinę, będziecie tylko Wy. Niestety czar prysnął bo Twój mąż nie dorósł do roli męża. Tak się zastanawiam ile on ma lat, że jeszcze mamusinego cyca ssie.
To jego postępowanie jest chore.
Według mnie to z tej całej sytuacji są dwa wyjścia.
1- odcina pępowinę i stawia na Ciebie i z Tobą chce być
2- wraca z podkulonym ogonem do mamusi i ssie cycuszka aż do jej śmierci.
Przykre jest to co piszę, ale tak to widzę.
Chyba, że chcesz żyć w tak toksycznym związku.
On musi się zdeklarować, albo Ty albo mamusia.
Oczywiście, że nie możesz mu zabronić kontaktu z matką, tylko on musi wiedzieć z kim chce być.
Ja też byłem pod ogromnym wpływem mojej matki.
Też jej się spowiadałem ze wszystkiego.
Ale przyszedł taki moment, że powiedziałem dość.
To i tak było za póżno, czego bardzo żałuję, bo to moje życie, moja żona i moja rodzina.
To z nią dzielę radości i smutki. To z żoną mam syna. To z żoną wspólnie prowadzę gospodarstwo.
Jeżeli mam problem to ona pierwsza o nim wie i odwrotnie.
Moja matka już nie żyję i gdybym postępował jak Twój mąż to teraz byłbym sam jak kołek.
Ale dokonałem wyboru i to dobrego wyboru.

23

Odp: Umierające małżeństwo

Mika
Kobieto, opamiętaj się. O czy m Ty piszesz? Praktycznie nie masz męża, tylko bezwolnego zombi, sterowanego przez jego własną matkę, kobietę, która robi z nim co chce. Co Ci da zakup mieszkania? Kłopoty finansowe? Ratuj dziecko z tego toksycznego związku.
Nie widzisz, że Twoje małżeństwo to zdalnie sterowany samochodzik w rękach Twojej teściowej? Chcesz je ratować, to ciągnij męża na terapię. Jeśli terapia pomoże i chłop uwolni się spod wpływu mamusi i rodziny, to będziesz miała fundament do budowania dalszego życia.
Na razie nie masz nic, poza dzieckiem i rozchwianym emocjonalnie facetem, który nie stanowi dla Ciebie żadnego oparcia.
Ile jeszcze takiego życia wytrzymasz? To nie odległość od mamusi jest problemem tylko jej wpływ na Twojego faceta.

24 Ostatnio edytowany przez Secondo1 (2014-08-05 08:41:34)

Odp: Umierające małżeństwo
mika_13 napisał/a:

Wczoraj pytałam go o to czy jest mu u nas w domu źle, czy ktoś mu sprawia przykrości - odpowiedź "nie nigdy tego nie powiedziałem. Moje pytanie więc dlaczego zaproponowałeś zakup mieszkania, bo moja mama nie życzy sobie żebym tu mieszkał. A mi opadły już ręce w tamtym momencie.

Z kwestia mieszkania to jest taka sprawa gdyby powiedział kupujemy mieszkanie, aby zacząć wszystko od nowa, aby zostawić to co było złe między nami za sobą, zacząć żyć jak małżeństwo to ok, wyjście rozsądne. Ale kiedy argumentem kupna mieszkania jest to, że jest ono potrzebne po to, aby podzielić nasze życie na jakieś dwa światy, to jest po prostu żałosne.
......
Myślisz Iwona, że teraz kiedy jest tak źle między nami zakup mieszkania ma jakiś sens?

Iwona jeszcze sie nie obudziła, pozwolisz że wtrącę swoje 3 grosze ?
- tak mi się zdaje że myślicie o tym samym tylko mówicie dwoma językami smile
przynajmniej w gestii mieszkania.
Dla niego potrzeba oddzielenia się od rodziców i tworzenia Waszej rodziny przejawia sie w odczuciu - "tutaj czuje się źle, nie na swoim".
Dla Ciebie istotne jest "zacząć życ jak małżeństwo".
Dla mnie myslicie o tym samym, ale określacie to w inny sposób.
no cóż faceci  są z Marsa...

Piszesz o podzieleniu Waszego zycia na dwa światy, z powodu kupna mieszkania.
To raczej z momentem zawarcia małżeństwa podzieliły sie Wasze światy - Wy i rodzice.
Osobne mieszkanie to tylko konsekwencja, naturalny najlepszy sposób  na cementowanie małżeństwa.

Ja mieszkałam z rodzicami tylko parę miesięcy, po porodzie. Niby mama miała pomóc mi opiekowac się dzieckiem ( sama w tym czasie pracowała zawodowo)
Wystarczyło, żeby nasze małzeństwo zwisło na włosku.
Jak wrócilismy do siebie, wszystko wróciło do normy.
A jakże, nie było żadnych przykrości w strone męża.
Ale sam fakt przebywania, korzystania, dostosowania sie, poza tym znajdzie się zawsze chocby szczypta złośliwosci lub coś co mozna tak odebrać.
Małzeństwo powinno byc na swoim.

BTW, mika , dlaczego piszesz w wątku tomekwaw ?
załóż swój wątek, bo jak na razie to rozgościłaś się w cudzym sad

25

Odp: Umierające małżeństwo

mika_13:"Myślisz Iwona, że teraz kiedy jest tak źle między nami zakup mieszkania ma jakiś sens?"
Tego akurat nie wie nikt,ale na pewno nie powinna to być decyzja twojej teściowej tylko twoja i twojego męża.Zakup mieszkania to poważna i kosztowna sprawa.Kto sfinansuje zakup?Niech zgadnę-teściowa?Jeżeli ona wyłoży kasę to z pewnością zakupi mieszkanie na siebie.Czy chciałabyś mieszkać w "nie swoim" mieszkaniu?
Jeżeli tak wygląda sytuacja,to lepiej mieszkać w wynajętym i od razu ustalić z mężem wizyty jego rodziców u was,bo z pewnością teściowa nie odpuści i bedzie czestym gościem w waszym domu. Najważniejsze jednak jest to na którym miejscu twój mąż stawia ciebie a na którym swoją matkę,bo żeniąc się z tobą dokonał wyboru (???).
Jeżeli myśli inaczej to jego problem a ty też możesz podjąć decyzje co do dalszego swojego życia. Natomiast jeżeli zależy mu na waszej rodzinie, to powinien "przepracować" problem relacji ze swoją matką,najlepiej na psychoterapii.
Dlatego możesz  mu uświadomić co zrobisz jeżeli on nie zmieni swojego zachowania/myślenia..Niestety twój mąż nie zachowuje się dojrzale,jest uzależniony emocjonalnie od mamusi.
To twój wybór co z tym zrobisz.

26

Odp: Umierające małżeństwo

"Jestem problemem w jakim sensie? Sugerujesz, że ma rację obwiniając mnie o wszystko co się dzieje, a on nie ma sobie nic do zarzucenia? Wina zawsze jest w małżeństwie po jednej i po drugiej stronie, ja o tym wiem"

chodziło mi że teściowa tak robi żeby on zaczął Cię postrzegać jako problem. Ty jak najbardziej masz zdrowe podejście do tego wszystkiego.

moim zdaniem rozmowa tylko pogorszy sprawę bo teściowej się nie zwraca uwagi, będzie obraza majestatu.

a może tak na razie pójscie na wynajem?  na pół roku, zobaczycie jak to będzie. bo rzeczywiście w takim czasie ja bym się nie decydowała na kupno mieszkania. wiem że to dodatkowe koszty ale może własnie warto będzie wydać.

27 Ostatnio edytowany przez mika_13 (2014-08-05 12:05:06)

Odp: Umierające małżeństwo

Dziękuje wszystkim za odpowiedzi.

Mój mąż powiedział, że nie będzie dobrze dopóki ja nie zrozumiem, że robię źle nie utrzymując kontaktu z Jego rodzicami.

Powiedziałam mu jeżeli nie wiążesz życia ze mną, tak jak mówiłeś że nigdy nie będę ważniejsza niż oni to po prostu ode mnie odejdź - odpowiedział, żebym powiedziała tylko jedno słowo wyjdź i nie wracaj, a wyjdzie... Ja odpowiedziałam, że ja mu tego nie powiem, nie zdecyduje za niego i niech sam postanowi z kim chce żyć ze mną czy ze swoją mamą, bo tylko na to czeka, abym powiedziała ostatnie słowo wyjdź, a on pobiegnie z płaczem do mamusi "mamo zostawiła mnie"

Postanowiłam, że na spokojnie (o ile się tak da) porozmawiam z Jego rodzicami uświadomię, że niszczą to małżeństwo, powiem wszystko co myślę, dlaczego i za co czuję żal.

Jeszcze tylko dodam ktoś pisał o dzieciach - my nie mamy dzieci.
Druga rzecz nasz wiek: mąż 27 ja 26

Dziękuję Wam Wszystkim i przepraszam, że zajęłam wątek Tomkowi, nigdy nie udzielałam sie (nie szukałam pomocy) na takich forach, także nieświadomie weszłam Tomkowi w wątek.

Dziękuję jeszcze raz, jakoś sobie poradzę, ta sytuacja musi się jakoś skończyć, albo źle albo dobrze ale dłużej tak byc nie może.


Pozdrawiam

28

Odp: Umierające małżeństwo
Lexpar napisał/a:

Mika przykro mi bo wiem co przeżywasz. Wierzyłaś, że po ślubie stworzycie nową rodzinę, będziecie tylko Wy. Niestety czar prysnął bo Twój mąż nie dorósł do roli męża. Tak się zastanawiam ile on ma lat, że jeszcze mamusinego cyca ssie.
To jego postępowanie jest chore.
Według mnie to z tej całej sytuacji są dwa wyjścia.
1- odcina pępowinę i stawia na Ciebie i z Tobą chce być
2- wraca z podkulonym ogonem do mamusi i ssie cycuszka aż do jej śmierci.
Przykre jest to co piszę, ale tak to widzę.
Chyba, że chcesz żyć w tak toksycznym związku.
On musi się zdeklarować, albo Ty albo mamusia.
Oczywiście, że nie możesz mu zabronić kontaktu z matką, tylko on musi wiedzieć z kim chce być.
Ja też byłem pod ogromnym wpływem mojej matki.
Też jej się spowiadałem ze wszystkiego.
Ale przyszedł taki moment, że powiedziałem dość.
To i tak było za póżno, czego bardzo żałuję, bo to moje życie, moja żona i moja rodzina.
To z nią dzielę radości i smutki. To z żoną mam syna. To z żoną wspólnie prowadzę gospodarstwo.
Jeżeli mam problem to ona pierwsza o nim wie i odwrotnie.
Moja matka już nie żyję i gdybym postępował jak Twój mąż to teraz byłbym sam jak kołek.
Ale dokonałem wyboru i to dobrego wyboru.

Jeszcze mam tylko jedno pytanie, powiedz proszę jak długo to trwało, abyś zdał sobie sprawę, że najważniejsza jest żona?

29

Odp: Umierające małżeństwo

uciekaj szybciutko !....póki jeszcze jest czas.To zły układ i będzie tylko gorzej.

Posty [ 30 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » TRUDNA MIŁOŚĆ, ZAZDROŚĆ, NAŁOGI » Umierające małżeństwo

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026