Słuchajcie mam problem. Nie radzę sobie. Nic szczególnego nie dzieje się w moim życiu, ale mimo to od ponad 2 tygodni utrzymuje mi się złość. Potrafię w domu wybuchnąć bez powodu i odbija to się na mojej rodzinie. Kilka razy wybuchłam w sklepie. Dość niekomfortowa sytuacja, ale raz "uratowałam" przed debilem sprzedawczynię
Chodzę jakaś taka naładowana. Wystarczy dotknąć bombę a wybuchnie. Nie mogę nawet spokojnie przetrwać mszy. Nie skupiam się wtedy na mszy tylko na tym, że ktoś się spóźnia, chodzi w obcasach, za krótkiej spódniczce, że czuć od kogoś alkohol, że inni bacznie obserwują innych a potem ich na mszy obgadują. Na mszy jeszcze trzymam nerwy na wodzy, ale co jeśli wybuchnę w kościele? Nie wiem, czemu tak jest ani jak z tym walczyć. Byłam u lekarza, dał mi hydroksyzynę. Wzięłam, uspokoiłam się ale.... przez kilka dni byłam ospała po 1 tabletce!
Jak sobie radzić ze złością? Nigdy tak długo złość nie utrzymywała mi się.