Taka mnie ostatnio refleksja naszła...
Jak to jest z rozstaniami a robieniem partnerowi na złość? Poczuciem zemsty?
Ostatnio zerwałam z chłopakiem. Był on moim pierwszym chłopakiem. Nie byliśmy długo ze sobą. Mimo że wszystko się skończyło w mało przyjacielski sposób (ale też bez wielkich problemów) to nie przyszło mi do głowy robić mu na złość czy cokolwiek żeby się na nim zemścić. Ja mało kiedy powiedziałam cokolwiek niemiłego na niego. On na mnie tak, ale mimo to nie jątrzy się w mojej głowie robienie czegokolwiek żeby się "odwdzięczyć" itd. Mój były wrócił do swojej ex zaraz po naszym rozstaniu i kobietki w moim otoczeniu mówiły mi: namaluj mu wielkiego ku..a na dzwiach! Jak masz jeszcze klucze to wejdz do jego domu i napisz na ścianie czerwoną szminką- ASSHOLE. Wyrysuj na masce auta (cośtam). Przyznam, że raczej zupełnie nie miałąm tego w głowie.
Często się słyszy o takich rzeczach jak np. po zerwaniu dziewczyna wyrzuca z mieszkania rzeczy chłopaka. Albo właśnie rysuje mu coś na masce auta. Robi mu obciach w internecie. Po co? Jaki w tym sens? Czy ja jestem zbyt dobra dla ludzi, bo wydaje mi się że rozstanie rozstaniem (zawsze są ku temu jakieś powody i niekoniecznie tylko ta druga strona jest winna) ale powinniśmy się szanować?
Co o tym myślicie?