Witam. Jestem z moim mężczyzną od 5 lat, to on zaczął do mnie kręcić, podobał mi się ale nie miałam tej śmiałości by coś rozpocząć. Więc on zaczął... i tak o to jesteśmy razem do dziś. Przez te lata mieliśmy wiele pięknych ale i naprawdę ciężkich chwil, jednak to wszystko przeszliśmy. Od pewnego czasu zauważyłam jednak, że coś jest nie tak.... Ciagle słyszę tylko z jego ust przykre rzeczy... Od niedawna także zaczęłam tracić na wadze, zatrzymało się na 52 kg przy wzroście 165cm. Nigdy nie byłam gruba ale na obecną figurę też narzekać nie mogę podoba mi się, nie mam ograniczeń w jedzeniu a mimo to nie tyje. Moje koleżanki zawsze powtarzają, że mi zazdroszczą figury a koledzy bombardują komplementami. Tak nie jest niestety w przypadku mojego faceta. Ciągle narzeka, że jestem za chuda
przy każdej naszej rozmowie on zawsze o tym napomknie. Dziwna jest to dla mnie sytuacja i bardzo mnie porusza gdy to mówi... Łapie wtedy doła... Rzadko mnie chwali, że ładnie wyglądam, wręcz przeciwnie gdy kupie sobie jakieś ubrania które mi się podobają, twierdzi, że to mi nie pasuje. Nie wiem co mam o tym myśleć, mówiłam mu, że mi się podoba moja figura a on na to, że jestem samolubna. Nie zabiera mnie na spotkania z przyjaciółmi lub na jakieś imprezy okolicznościowe... Nie mam pojęcia czy jest to spowodowane tym, że nie podoba mu się moja figura. Mam mętlik w głowie. Mało tego niedawno straciłam pracę, o nową jest bardzo ciężko mimo, że jestem po studiach. Przejełam się tym, zaczełam unikać towarzystwa i skupiać się na poszukiwaniu nowej pracy. Nie przyjmowałam zaproszeń znajomych, nie chciałam się z nikim spotykać, po prostu chciałam trochę skupić się na swoim życiu. Nie wliczam w to oczywiście mojego faceta i najbliższej rodziny. Niestety mój facet nie zrozumiał moich intencji. Stwierdził, że jestem mongołem, boje się ludzi (dosłownie)... kiedy mówie mu o moich koleżankach to wychwala je w niebogłosy, a gdy powiem o nich coś negatywnego, docina mi, żebm spojrzała na siebie... W niedziele jednak było już tego wszystkiego za wiele... Nie pamiętam już od czego zaczął się temat... rozmawialiśmy o czymś o on zaczął mi na palcach wyliczać, czego nie mam i wszystkie moje słabe punkty oraz wady... W pewnym momencie zawołała go moja mama i ucieła jego wyliczankę.. Mi natomiast zrobiło się niesamowicie przykro i automatycznie o tego momentu, nie miałam ochoty go widzieć na oczy. To było jak kubeł zimnej wody... Nie potrafie tego wszystkiego opisać, ale jest źle a ja nie wiem co robić. Męczy mnie, że po tylu latach on widzi mnie w negatywnym świetle-tak to bynajmniej odbieram po jego zachowaniu względem mnie. Od tej pamiętnej niedzieli praktycznie się do niego nie odzywam... Wczoraj zadzwonił i zapytał czemu się nie odzywam, więc ja mu wszystko wygarnęłam. Na to on stwierdził, że chyba lepiej jak mówi to c myśli niż ma udawać... Brak słów. Zależy mi na nim, jest dobrym i pracowitym człowiekiem jednak boli mnie to jak on mnie traktuje. Dodam, że nie mieszkamy razem spotykamy się jednak często...
Podobne tematy
Może jest zazdrosny o komplementy w Twoim kierunku od Twoich kolegów dlatego krytykuje Twój wygląd ? Od początku Waszego związku tak się zachowywał ? Jeśli nie to od jakiego czasu tak jest i mniej więcej co się wtedy wydarzyło takiego ? Może jest jakiś powód. Chociaż to Jego wymienianie Twoich słabych cech i wad to już w ogóle, przecież każdy ma wady, to jest oczywiste, ale nie trzeba o nich w tak perfidny sposób mówić. Powiedział Ci, że jesteś mongołem ? No wybacz ale to jest facet ? DO diabła z takim. Poza tym piszesz, że wychwala Twoje koleżanki w niebo głosy, czym to jest spowodowane, wyglądają jakoś szczególnie ? Wygarnęłaś mu to wszystko i co on na to ?
Zmień faceta.
Związek ma polegać na wzajemnym wspieraniu się, rozwijaniu się, wspólnym pokonywaniu trudności.
Twoi koledzy cię komplementują. Dbasz o figurę. Obiektywnie jesteś pewnie bardzo atrakcyjna. Poważnie podchodzisz do pracy. Jesteś wrażliwa, spragniona miłości i akceptacji...
Super dziewczyna.
Widocznie twój obecny facet to pijawka, musi obniżać twoje poczucie wartości byś czuła się źle i chciała z nim być.
Nie daj się zaszczuć przez takich ludzi. Nie idź z nimi na dno.
Nic z nim nie osiągniesz. Nie jest ciebie wart.
Przejełam się tym, zaczełam unikać towarzystwa i skupiać się na poszukiwaniu nowej pracy. Nie przyjmowałam zaproszeń znajomych, nie chciałam się z nikim spotykać, po prostu chciałam trochę skupić się na swoim życiu.
To był błąd. Spróbuj odświeżyć znajomości, dobrze ci to zrobi. Może pomogą ci znaleźć (choćby przejściową) pracę.
zmien faceta, on cie wpedza w kompleksy
sama napisalas zresztą wszystko
Wydaje mi się, że koleś szuka powodu do rozstania, ale nie ma jaj, żeby zrobić to samodzielnie. Będzie Cię gnoił tak długo aż sama sobie go odpuścisz, albo jemu puszczą nerwy i przy jakiejś awanturze zerwie z Tobą/ lub napisze Ci smsa. Ten związek ewidentnie dogorywa, irytujesz swojego faceta, i decyzja należy do Ciebie- czy będziesz przedłużała próbowała reanimować trupa.
Możesz oczywiście spróbować z nim poważnie porozmawiać o swoich wątpliwościach, ale moim zdaniem spotka Cię tylko szyderstwo z jego strony.
Jestem tego samego zdania co koleżanki wyżej. Zmień faceta bo tutaj dzieje się coś złego. On jakby powoli Cię wyniszcza psychicznie.
Wyżywa się. Jest tak Ciebie pewien, że już sobie leci po bandzie i nic sobie z tego nie robi. A im dalej przegina, a Ty nic nie robisz, to pozwala sobie jeszcze bardziej. Dziwne jest to, że sobie dajesz tak w kasze dmuchać, musisz mieć baaaardzo obniżone poczucie własnej wartości, że po pierwszym, czy drugim razie nie wystawiłaś go za drzwi.
Może jest zazdrosny o komplementy w Twoim kierunku od Twoich kolegów dlatego krytykuje Twój wygląd ? Od początku Waszego związku tak się zachowywał ? Jeśli nie to od jakiego czasu tak jest i mniej więcej co się wtedy wydarzyło takiego ? Może jest jakiś powód. Chociaż to Jego wymienianie Twoich słabych cech i wad to już w ogóle, przecież każdy ma wady, to jest oczywiste, ale nie trzeba o nich w tak perfidny sposób mówić. Powiedział Ci, że jesteś mongołem ? No wybacz ale to jest facet ? DO diabła z takim. Poza tym piszesz, że wychwala Twoje koleżanki w niebo głosy, czym to jest spowodowane, wyglądają jakoś szczególnie ? Wygarnęłaś mu to wszystko i co on na to ?
Tak dosłownie mi mówił, że jestem mongołem i że, nie mam pewności siebie co strasznie go wkurza. Nie widzi jednak że, tą pewność siebie tracę przez niego. Mimo wszystko nie daje sobie w kasze dmuchać, mówiłam mu że, jak mu nie odpowiadam to niech znajdzie sobie inną która będzie trochę grubsza i będzie mu we wszystkim odpowiadać. On stwierdza jednak, że nie może już tego zrobić... i nie potrafi uzasadnić dlaczego. Nie zachowywał się tak od początku naszego związku zabiegał o mnie, był zazdrosny o kolegów... Co chodzi o moje koleżanki nie wyglądają jakoś szczególnie, po prostu jak powiem o kimś coś negatywnego np. że, nie podoba mi się kogoś kolor włosów itp. Zaraz dostaje kontre żebym spojrzała na siebie bo nie jestem chodzącą miss. Nie chodzi o to że, kogoś obgaduje. Po prostu wydaje mi się że, przy nim mogę wyrazić swoje zdanie w zaufaniu. Bynajmniej tak mi się wydawało... Wygarnełam mu wszystko ostatnio, na co odpowiedział mi że, to jest jego zdanie i wyraża je wprost i powinnam się cieszyć że, jest ze mną szczery.
Wyżywa się. Jest tak Ciebie pewien, że już sobie leci po bandzie i nic sobie z tego nie robi. A im dalej przegina, a Ty nic nie robisz, to pozwala sobie jeszcze bardziej. Dziwne jest to, że sobie dajesz tak w kasze dmuchać, musisz mieć baaaardzo obniżone poczucie własnej wartości, że po pierwszym, czy drugim razie nie wystawiłaś go za drzwi.
Nie zawsze się tak zachowywał. Bronie swojej osoby ze wszystkich sił, ale jest mi bardzo ciężko słysząc wieczne narzekanie... Tym bardziej że, cały czas mi na nim zależy. ![]()
LadyAnette napisał/a:Może jest zazdrosny o komplementy w Twoim kierunku od Twoich kolegów dlatego krytykuje Twój wygląd ? Od początku Waszego związku tak się zachowywał ? Jeśli nie to od jakiego czasu tak jest i mniej więcej co się wtedy wydarzyło takiego ? Może jest jakiś powód. Chociaż to Jego wymienianie Twoich słabych cech i wad to już w ogóle, przecież każdy ma wady, to jest oczywiste, ale nie trzeba o nich w tak perfidny sposób mówić. Powiedział Ci, że jesteś mongołem ? No wybacz ale to jest facet ? DO diabła z takim. Poza tym piszesz, że wychwala Twoje koleżanki w niebo głosy, czym to jest spowodowane, wyglądają jakoś szczególnie ? Wygarnęłaś mu to wszystko i co on na to ?
Tak dosłownie mi mówił, że jestem mongołem i że, nie mam pewności siebie co strasznie go wkurza. Nie widzi jednak że, tą pewność siebie tracę przez niego. Mimo wszystko nie daje sobie w kasze dmuchać, mówiłam mu że, jak mu nie odpowiadam to niech znajdzie sobie inną która będzie trochę grubsza i będzie mu we wszystkim odpowiadać. On stwierdza jednak, że nie może już tego zrobić... i nie potrafi uzasadnić dlaczego. Nie zachowywał się tak od początku naszego związku zabiegał o mnie, był zazdrosny o kolegów... Co chodzi o moje koleżanki nie wyglądają jakoś szczególnie, po prostu jak powiem o kimś coś negatywnego np. że, nie podoba mi się kogoś kolor włosów itp. Zaraz dostaje kontre żebym spojrzała na siebie bo nie jestem chodzącą miss. Nie chodzi o to że, kogoś obgaduje. Po prostu wydaje mi się że, przy nim mogę wyrazić swoje zdanie w zaufaniu. Bynajmniej tak mi się wydawało... Wygarnełam mu wszystko ostatnio, na co odpowiedział mi że, to jest jego zdanie i wyraża je wprost i powinnam się cieszyć że, jest ze mną szczery.
Celka... nie dajesz sobie w kasze dmuchać, a na jego podłe docinki odpowiadasz "jak Ci się nie podoba, to sobie zmień"?! Przecież to jest jawne hasło: "rób ze mną co chcesz, bo ja Ciebie i tak nie zostawię!"
Celka, Ty się dziewczyno ogarnij i zacznij słuchać tego, co on do Ciebie mówi, a nie przepuszczasz to przez jakiś swój filtr. Masz się cieszyć, ze jest z Tobą szczery? Super, a gdyby, któraś koleżanka powiedziała Ci, że Twoja matka jest głupią wieśniarą, siostra wariatką, Ty sama jesteś nieco głupia, ale się z Tobą koleguje, bo na chwilę obecną nie ma nic lepszego do roboty, to jak byś zareagowała? Podziękowałabyś za szczerość i poszłą z nią na lody?! Chyba nie sądzę ![]()
Jak on jest z Tobą szczery, to Ty bądź z nim i powiedz mu, że jest zadufanym dupkiem z kompleksem jak Giewont i dziękujesz mu za jego szczerość jak i obecność w Twoim życiu.
celka112, przedstawiłaś całą listę negatywnych cech swojego mężczyzny. Jak wielkie są jego zalety, które równoważą (przynajmniej) jego chamstwo?
Edit:
Proponuję, byś przestała bawić się w eufemizmy. To, co on z Tobą i Tobie robi, nie jest brakiem akceptacji Twej osoby.
celka112, przedstawiłaś całą listę negatywnych cech swojego mężczyzny. Jak wielkie są jego zalety, które równoważą (przynajmniej) jego chamstwo?
Nie wiesz?
Chłoooop, żeby jaaaaaki wcale nie piękny!! Brutal, bandyta, a nawet zbój! By się skończyły dziewczęce męki... itp, itd
W sumie, to się zastanawiam, dalczego tak wiele dziewczyn ma tak niskie poczucie własnej wartości... to smutne ![]()
Ja też uważam, że albo jest zazdrosny, bo swietnie wyglądasz i dlatego nie chce Cię wychwalać i zabierać do znajomych. Albo Ty się przez te wszystkie tak bardzo starałaś dla niego, że on urósł w piórka i dobrze mu z tym, bo stał się mega pewny siebie i jest pewien, że cokolwiek Ci nie powie, to jesteś już od niego uzależniona i go nie zostawisz. Ale wydaje mi się, że już wcześniej musiałyby być jakieś oznaki tego, jego zmiany zachowania. Ja jak obserwowałam jakieś zmiany swojego faceta i widziałam, że zaczyna się coś zmieniać, to tylko chwilę czekałam, a potem na spokojnie mówiłam mu, co zauważylam, że nie podoba mi się to. Po prostu starałam się to ucinać na początku i faktycznie skutkowało, relacje są dzięki temu cały czas na dobrym poziomie jeśli chodzi o jakieś sprzeczki czy niedogadania. radzę Ci, żebyś z nim pogadala. Powiedz mu, że cieszysz się, że jest z Tobą szczery, ale mógłby to wyrażać w delikatniejszy sposób, na zasadzie rozmowy, jakiegoś doradzenia (ciuchów, np) a nie wrogiego wyliczania. Powiedz mu, co Ci się nie podoba. Musisz znaleźć jakiś złoty środek, że uzdrowić te relacje. A jeśli to nie poskutkuje, to po prostu go zostaw. Niech wie, że nie jest bożyszem.
Teo, wiem.
Ale czy nie lepiej i uczciwiej stwierdzić "jestem z nim mimo jego chamstwa, bo to mi się (z różnych względów) opłaca".
Aaaaa! Tylko wówczas dziwnym jest narzekanie na chamskie zachowania. ![]()
Teo, wiem.
Ale czy nie lepiej i uczciwiej stwierdzić "jestem z nim mimo jego chamstwa, bo to mi się (z różnych względów) opłaca".
Aaaaa! Tylko wówczas dziwnym jest narzekanie na chamskie zachowania.
A! Widzisz
I kółeczko się zamyka
Przecież bycie w związku i narzekanie na niego jest takie prestiżowe i wgl coooool XD
Teo, wiem.
Ale czy nie lepiej i uczciwiej stwierdzić "jestem z nim mimo jego chamstwa, bo to mi się (z różnych względów) opłaca".
Aaaaa! Tylko wówczas dziwnym jest narzekanie na chamskie zachowania.
Uczciwie to ja mogę stwierdzić, że jest to dla mnie bardzo trudna sytuacja. Jestem z nim kilka lat, przeżyliśmy wiele chwil, jest moją pierwszą miłością... Nie jest to takie łatwe wyrzucić wspomnienia w kąt. Nie jest także komfortową sytuacją dla mnie, mówienie o nim negatywnie. Nie chce się żalić na niego rodzinie czy znajomym dlatego piszę anonimowo właśnie tutaj. Nie należę do osób mściwych... Trudno jest mi także dobierać odpowiednie słowa by przedstawić jak to wygląda, to trzeba czuć... Boli mnie jego zachowanie względem mnie, gdyby był dla mnie nieważny nie ciągnęła bym tej znajomości...
Wybielania ciąg dalszy....:rolleyes: Po co więc te płacze tutaj?
Wielokropek napisał/a:Teo, wiem.
Ale czy nie lepiej i uczciwiej stwierdzić "jestem z nim mimo jego chamstwa, bo to mi się (z różnych względów) opłaca".
Aaaaa! Tylko wówczas dziwnym jest narzekanie na chamskie zachowania.
Uczciwie to ja mogę stwierdzić, że jest to dla mnie bardzo trudna sytuacja. Jestem z nim kilka lat, przeżyliśmy wiele chwil, jest moją pierwszą miłością... Nie jest to takie łatwe wyrzucić wspomnienia w kąt. Nie jest także komfortową sytuacją dla mnie, mówienie o nim negatywnie. Nie chce się żalić na niego rodzinie czy znajomym dlatego piszę anonimowo właśnie tutaj. Nie należę do osób mściwych... Trudno jest mi także dobierać odpowiednie słowa by przedstawić jak to wygląda, to trzeba czuć... Boli mnie jego zachowanie względem mnie, gdyby był dla mnie nieważny nie ciągnęła bym tej znajomości...
No super, ale facet jawnie i prawnie Cię obraża, pomiata Tobą i pogardza. Jaką cudownością wielką się wyróżnia, że mimo tego, że Tobą poniewiera, Ty nadal z nim jesteś? I nie, przeszłość i dobre wspomnienia, to nie jest dobry powód.
Wybielania ciąg dalszy....:rolleyes: Po co więc te płacze tutaj?
Pogubiłam się już po prostu ![]()
Życzliwa napisał/a:Wybielania ciąg dalszy....:rolleyes: Po co więc te płacze tutaj?
Pogubiłam się już po prostu
Nie, nie. Ty doskonale wiesz gdzie jesteś i co masz zrobić. Podejmowanie decyzji i szanowanie siebie u Ciebie kuleje.
Ja też uważam, że albo jest zazdrosny, bo swietnie wyglądasz i dlatego nie chce Cię wychwalać i zabierać do znajomych. Albo Ty się przez te wszystkie tak bardzo starałaś dla niego, że on urósł w piórka i dobrze mu z tym, bo stał się mega pewny siebie i jest pewien, że cokolwiek Ci nie powie, to jesteś już od niego uzależniona i go nie zostawisz.
To jest prawda, zawsze moje starania cementowały nasz związek... Wie także że, jestem mu wierna i oddana. Często powtarza, że ma do mnie wielkie zaufanie.
Życzliwa napisał/a:Wybielania ciąg dalszy....:rolleyes: Po co więc te płacze tutaj?
Pogubiłam się już po prostu
Wiesz, tylko głupiec oczekuje innych rezultatów, popełniając wciąż te same błędy....
Pomiata Tobą? Pomiata.
Nie szanuje? Nie szanuje.
Poniża? Poniża.
Co Cię więc przy nim trzyma? Chyba tylko seks...:rolleyes:
celka112 napisał/a:Wielokropek napisał/a:Teo, wiem.
Ale czy nie lepiej i uczciwiej stwierdzić "jestem z nim mimo jego chamstwa, bo to mi się (z różnych względów) opłaca".
Aaaaa! Tylko wówczas dziwnym jest narzekanie na chamskie zachowania.
Uczciwie to ja mogę stwierdzić, że jest to dla mnie bardzo trudna sytuacja. Jestem z nim kilka lat, przeżyliśmy wiele chwil, jest moją pierwszą miłością... Nie jest to takie łatwe wyrzucić wspomnienia w kąt. Nie jest także komfortową sytuacją dla mnie, mówienie o nim negatywnie. Nie chce się żalić na niego rodzinie czy znajomym dlatego piszę anonimowo właśnie tutaj. Nie należę do osób mściwych... Trudno jest mi także dobierać odpowiednie słowa by przedstawić jak to wygląda, to trzeba czuć... Boli mnie jego zachowanie względem mnie, gdyby był dla mnie nieważny nie ciągnęła bym tej znajomości...
No super, ale facet jawnie i prawnie Cię obraża, pomiata Tobą i pogardza. Jaką cudownością wielką się wyróżnia, że mimo tego, że Tobą poniewiera, Ty nadal z nim jesteś? I nie, przeszłość i dobre wspomnienia, to nie jest dobry powód.
Własnie dlatego mam problem, ciężko mi znosić to wszystko jednak napływają myśli które to wszystko koloryzują i tak w kółko
(...)zawsze moje starania cementowały nasz związek... Wie także że, jestem mu wierna i oddana. Często powtarza, że ma do mnie wielkie zaufanie.
Twoje? Nie wasze wspólne?
Faktycznie, on wie, że jesteś mu oddana. Faktycznie, ufa Ci.
Wie i ufa, że będziesz z nim mimo jego zachowania względem Ciebie, mimo wszystko.
Godności życzę. I szacunku do siebie.
Edit:
Rozumiem, że jest on ważnym dla Ciebie człowiekiem. Ale dlaczego jest ważniejszym od siebie samej?
celka112 napisał/a:Życzliwa napisał/a:Wybielania ciąg dalszy....:rolleyes: Po co więc te płacze tutaj?
Pogubiłam się już po prostu
Wiesz, tylko głupiec oczekuje innych rezultatów, popełniając wciąż te same błędy....
Pomiata Tobą? Pomiata.
Nie szanuje? Nie szanuje.
Poniża? Poniża.Co Cię więc przy nim trzyma? Chyba tylko seks...:rolleyes:
Nie seks dla mnie nie jest bardzo ważny
Życzliwa napisał/a:celka112 napisał/a:Pogubiłam się już po prostu
Wiesz, tylko głupiec oczekuje innych rezultatów, popełniając wciąż te same błędy....
Pomiata Tobą? Pomiata.
Nie szanuje? Nie szanuje.
Poniża? Poniża.Co Cię więc przy nim trzyma? Chyba tylko seks...:rolleyes:
Nie seks dla mnie nie jest bardzo ważny
Czyli tylko i wyłącznie posiadanie chłopa...
celka112 napisał/a:Życzliwa napisał/a:Wiesz, tylko głupiec oczekuje innych rezultatów, popełniając wciąż te same błędy....
Pomiata Tobą? Pomiata.
Nie szanuje? Nie szanuje.
Poniża? Poniża.Co Cię więc przy nim trzyma? Chyba tylko seks...:rolleyes:
Nie seks dla mnie nie jest bardzo ważny
Czyli tylko i wyłącznie posiadanie chłopa...
Coś w deseń "Niechby pił, niechby bił, byleby był"?
Nie wierzę.
(...) jest źle a ja nie wiem co robić. (...)zapytał czemu się nie odzywam, więc ja mu wszystko wygarnęłam. Na to on stwierdził, że chyba lepiej jak mówi to c myśli niż ma udawać... (...)
Proponuję, byś jasno, spokojnie i bardzo wyraźnie powiedziała mu, że między szczerością a chamstwem jest mała granica. Mała, ale jest.
A może po prostu zapytaj się go w jakim celu ciągle robi Ci przytki i wypomina 'wady'. Poza tym niezły hipokryta z niego - po Tobie jedzie jak po psie, a jak Ty mówisz o kimś niekoniecznie pozytywnie, to nakazuje patrzeć na siebie, bo przecież nie jesteś idealna. Pogadać kiedyś w końcu musicie. Najlepiej spraw, żeby zrobiło mu się głupio - może wtedy dotrze do niego, że zachowuje się idiotycznie.
A traktuje Cie tak samo przy znajomych? Może gdyby odezwał się przy jakimś wspólnym kumplu a ten chlopak powiedziałby mu do słuchu, albo potem na osobności by z nim pogadał, to coś by dalo i facet by coś zrozumiał. Bo skoro ktoś go 'upomniał', że źle traktuje taką wspaniałą dla niego dziewczynę i ostrzegłby go, że może Cię stracić to coś być może poskutkuje? Czasami niektórzy muszą dostać kopa z innej strony, żeby przejrzeć na oczy? Aczkolwiek chyba szanse są niewielkie...
No ja też chciałabym poczytać w czym Twój partner jest dobry?
Wyżywa się. Jest tak Ciebie pewien, że już sobie leci po bandzie i nic sobie z tego nie robi. A im dalej przegina, a Ty nic nie robisz, to pozwala sobie jeszcze bardziej. Dziwne jest to, że sobie dajesz tak w kasze dmuchać, musisz mieć baaaardzo obniżone poczucie własnej wartości, że po pierwszym, czy drugim razie nie wystawiłaś go za drzwi.
W 100% się zgadzam ![]()
Nie mam czasu wszystkiego czytać więc nie wiem czy ktoś już wytłumaczył dlaczego tak się dzieje... Otóż człowiek nie jest monogamistą z natury, wystarczy poczytać o teorii samolubnego genu... Tak więc w skrócie swoimi pierwotnymi instynktami człowiek dąży do rozmnożenia się... jak każde żywe stworzenie... nadrzędny cel to przekazanie genów dalej i podtrzymanie gatunku... Jednak to w świecie przyrody do której należy człowiek kieruje się określonymi prawami... Wybierając partnera, podświadomie wybieramy odmiennego genetycznie niż my sami, aby pula genów była jak największa... Jednak aby tę pulę genów zwiększyć okres tego chemicznego zakochania któremu towarzyszą motyle w brzuchu ma termin ważności... jest to około 5 - 6 lat... Dlaczego tyle?? Ponieważ dziecko w wieku około 5 lat można uznać za samodzielne... Potrafi chodzić, mówić, jeść samo... Matka nie musi już poświęcać tyle uwagi co niemowlakowi... a więc idealny moment z biologicznego punktu widzenia na nowe dziecko... Jednak aby zwiększyć pulę genów wypadało by zmienić partnera... więc ta magiczna początkowa chemia wygasa... Mężczyzna ma kolejne dziecko z inną kobietą, a kobieta z innym mężczyzną... więc oboje zwiększyli pule genów...
Oczywiście człowiek jest istotą świadomą, nie daje do końca rządzić się tym prawą, jednak odczuwa ich skutki.... Rozwody najczęściej odbywają się po około 5-9 lat małżeństwa... Moje małżeństwo te po takim okresie zaczęło przeżywać kryzys...
Teraz mniej wyjaśnień logiczno-psychologicznych odnośnie sytuacji, a co z tym zrobić. To co będzie dalej zależy od świadomości ludzi... Kiedyś rozwodów było mniej bo była inna mentalność, ludzie się tego bali, opinia otoczenia była bardzo ważna... Ludzie czuli nacisk na to aby jednak próbować to przetrwać... Prawdziwą miłość trzeba sobie wypracować, a w dzisiejszych czasach i z dzisiejszą łatwością rozstawania się jest to bardzo trudne...
Nie oceniaj jego zachowania bo powody nie muszą być dla niego jak i dla ciebie jasne... Prawdopodobnie jak ktoś powiedział podświadomie szuka powodu do rozstania, jednak sam nie zdaje sobie z tego sprawy... Co więcej z jego perspektywy bardzo możliwe że ty zachowujesz się podobnie do niego... Nigdy nie oceniaj siebie, bo zawsze się wybielisz... Zarówno Ty ani on nie robicie sobie świadomie krzywdy... Jednak to że jesteście razem daje jakąś szansę...
Musicie zacząć rozmawiać, ale w sposób którego nie umiecie... Widać to już po tym co piszesz... Polecę Ci książkę "MY" Tadeusza Niwińskiego... Możliwe że to będzie narzędzie które pomoże wam się zrozumieć... Jednak oboje musicie tego chcieć i zacząć nad tym pracować...
Nie słuchaj tego co tutaj piszą... Jak łatwo jest napisać zostaw... albo ocenić... a ile z tych osób rozumie choćby własne zachowanie?? Zastanów się kobieto czy warto skreślać te lata związku bo ktoś kto Cię nie zna doradza Ci tak na forum... Odrobina pracy dużo nie kosztuje, możecie dać radę, ale oboje musicie chcieć... Przeczytaj książkę, spróbuj zrozumieć, bo tylko rozumiejąc siebie możesz zrozumieć kogoś... Ktoś musi zacząć... oczywiście że nie dasz rady za dwóch, ale możliwe że jemu również zależy... Możecie świadomie pokonać te pierwotne instynkty, ale musicie się postarać...
Tylko i wyłącznie szczera rozmowa może coś pomóc. Wiem z doświadczenia.
celka
Wiele racji może i ma Rysiu w tym swoim spojrzeniu. Nie powiem a i dyskutować z tym nie zamierzam. Tylko Rysiu, nie można próbować tego usprawiedliwiać pierwotnym instynktem...
Budować coś trzeba na fundamentach. A to MY jesteśmy fundamentem każdego związku - kobieta i mężczyzna. Wzajemny szacunek do siebie jest ogromnie ważny - właściwie tak naprawdę od tego wszystko wychodzi i bez niego nie ma nic... bo nie będzie i miłości, i przyjaźni, i zrozumienia a nawet dobrego seksu.
Nie powinnaś go usprawiedliwiać też w żaden sposób. Powinnaś za to przemyśleć, na ile jest to silne uczucie i na ile chcesz walczyć o ten związek. O związek trzeba dbać - ale wspólnie. Są mężczyźni, przy których kobieta czuję się wyjątkowo nawet w starych, spranych dresach i są kobiety, przy których mężczyzna czuję jak jedyny na świecie. Warto tak właśnie budować związek.
Mój ex robił podobnie, mnie krytykował, nic mu sie nie podobało, nowych ciuchów nie zauważał. Za to inne kobiety wychwalał. Jakie super figury, itp. Nie narzekałam na brak powodzenia, ani komplementów ale od innych mężczyzn. Ale od niego nie słyszałam nic miłego. I wiesz co? znalazłam kilka sms-ów do różnych kobiet o wiadomej treści.... Nie wytrzymałam i odeszłam. Więc albo on ma taki charakter i lubi Ciebie poniżać i zwalać na Ciebie winę, za niepowodzenie zwiazku, albo szuka lub ma kogoś na boku. Ciężko stwierdzić.
celka
Wiele racji może i ma Rysiu w tym swoim spojrzeniu. Nie powiem a i dyskutować z tym nie zamierzam. Tylko Rysiu, nie można próbować tego usprawiedliwiać pierwotnym instynktem...
Budować coś trzeba na fundamentach. A to MY jesteśmy fundamentem każdego związku - kobieta i mężczyzna. Wzajemny szacunek do siebie jest ogromnie ważny - właściwie tak naprawdę od tego wszystko wychodzi i bez niego nie ma nic... bo nie będzie i miłości, i przyjaźni, i zrozumienia a nawet dobrego seksu.
Nie powinnaś go usprawiedliwiać też w żaden sposób. Powinnaś za to przemyśleć, na ile jest to silne uczucie i na ile chcesz walczyć o ten związek. O związek trzeba dbać - ale wspólnie. Są mężczyźni, przy których kobieta czuję się wyjątkowo nawet w starych, spranych dresach i są kobiety, przy których mężczyzna czuję jak jedyny na świecie. Warto tak właśnie budować związek.
Powiedz mi w takim razie jak ona się zachowuje?? Wiesz to?? Z jej słów czy oglądałaś to na własne oczy?? Kobieta czuje się nieszczęśliwa i przychodzi żalić się na forum... Tak tutaj ją wszyscy pocieszają... ale to nie staje się z dnia na dzień... ktoś pstrykną i zniknęło... Gdyby teraz napisał jej facet jego wersja na milion procent byłaby odbiciem lustrzanym... Każdej akcji towarzyszy reakcja... Zaczyna się od drobnych gestów i słów... a później jest odbijanie piłeczki... tylko że ta piłeczka przyśpiesza... ma coraz większą siłę i prędkość... jak nie skończą tej gry to ktoś jej nie odbije... ale oboje przegrają...
Tu nie mówimy o zdradzie, nie mówimy o przemocy... Tak łatwo wam doradzać żeby się rozstać?? Fakt zabrnęli daleko, ale nie jest za późno...
Tutaj nikogo nie trzeba tłumaczyć ani usprawiedliwiać, bo oboje są tak samo winni... Oczywiście to forum kobiet, więc kobietę trzeba po głowie pogłaskać i pocieszyć... co tam że możliwe że tym życie jej zniszczycie... Doradzacie coś czego nie rozumiecie, albo nie chcecie zrozumieć... jak Ona tego nie zrozumie to za kolejne 5 lat przyjdzie z tym samym problemem...
Prawda jest taka, mogą się rozstać, przekreślić wszystko co udało im się razem stworzyć... po prostu przegrać... Ale jeżeli oboje spróbują zawalczyć to mogą to odbudować i to trwalsze niż było... Jeżeli jednak mimo starań się nie uda to wrócą do punktu wyjścia... więc nie ryzykują nic... Odrobinę wysiłku... Jeżeli spróbujesz możesz przegrać, ale jeżeli nie spróbujesz już przegrałaś...
38 2014-07-10 15:13:18 Ostatnio edytowany przez _Nina_ (2014-07-10 15:21:35)
Ale dlaczego masz do mnie pretensje Rysiu? Nie bardzo to rozumiem...
Słowa nie napisałam, że powinna od niego odejść.
Powiedz mi w takim razie jak ona się zachowuje?? Wiesz to?? Z jej słów czy oglądałaś to na własne oczy?? Kobieta czuje się nieszczęśliwa i przychodzi żalić się na forum... Tak tutaj ją wszyscy pocieszają... ale to nie staje się z dnia na dzień... ktoś pstrykną i zniknęło... Gdyby teraz napisał jej facet jego wersja na milion procent byłaby odbiciem lustrzanym... Każdej akcji towarzyszy reakcja... Zaczyna się od drobnych gestów i słów... a później jest odbijanie piłeczki... tylko że ta piłeczka przyśpiesza... ma coraz większą siłę i prędkość... jak nie skończą tej gry to ktoś jej nie odbije... ale oboje przegrają...
A Ty wiesz? TY wiesz jak Ona i On się zachowują?
Ja po prostu unikam wyciągania wniosków z cudzego życia z prędkością światła. I tego też nie zrobiłam w tym przypadku...
Cenię sobie relacje oparte na wzajemnym szacunku i tylko to napisałam.
Co doradzam, czego sama nie rozumiem? Słucham? Tego, ze powinna sama przemyśleć, co czuje? Znaleźć odpowiedź w sobie?...
Słowem nie napisałam o rozstaniu... ani jednego słowa Rysiu
Przeczytaj mój post, ale na spokojnie, jeszcze raz ![]()
btw. szacunek powinien być zawsze, nie jest to coś, na co trzeba sobie "zasłużyć", bądź też "zapracować". Ale jestem starsza... i trochę inaczej patrzę na życie ![]()
Tak Rysiu
Usprawiedliwiać chamstwo i prostactwo pierwotnym instynktem, brawo
"Bo on poswiadomie!" g*wno prawda, bardzo swiadomie i z premetydacją
Czemu? Bo jak się ktoś burakiem urodzi, to kanarkiem nie zdechnie ![]()
40 2014-07-10 17:35:20 Ostatnio edytowany przez Rysiu (2014-07-10 17:48:55)
Nie... szacunek musi być z dwóch stron...
Widzisz może jestem młodszy... ale ostatnie lata poświęciłem na zrozumieniu własnego życie i postępowania... W pewnym momencie okazało się że byłem ślepy... Tego typu zachowania widziałem na każdym kroku... Były wszędzie w około... Nie byłem taki wyjątkowy jak mi się wydawało... Nie tylko mnie coś takiego spotkało...
Skąd wiem że jest tak a nie inaczej?? Bo prawda zawsze leży po środku... nigdy nie jest tak że ktoś jest bezwzględnie winny... nawet jak dochodzi do zdrady to ma ona jakieś podłoże... czegoś brakuje... a przede wszystkim umiejętności rozmowy... Bardzo łatwo jest powiedzieć komuś nie związanym z tematem co jest nie tak, ale nie umiemy rozmawiać z osobami na których nam zależy... a jak już się to robi, to używa się niewłaściwych zwrotów i słów... zamiast rozmowy mamy wzajemny atak... Niesamowicie częste zjawisko....
Noe zrozum mnie źle, nie atakuje Ciebie, ale twoja rada skupia się na braku szacunku, ale bardzo prawdopodobne że tak jest w dwie strony... oczywiście mogę się mylić, ale w takim wypadku nawet jak spróbuje to nic nie traci, a jak uzna że ona jest w porządku, a on jej nie szanuje straci bardzo wiele...
Milion razy widziałem jak zaczyna się od złego doboru słów... Zamiast powiedzieć "Czuję się poniżona kiedy tak mówisz" mówimy "Poniżasz mnie tym co mówisz"... Taki prosty przykład który dla wielu może wydawać się bez sensu, ale w pierwszym przypadku mówimy o swoich uczuciach, nie oceniamy kogoś, a stwierdzamy tylko jak my to odbieramy, przecież nie musiało komuś chodzić o poniżenie nas... W drugim przypadku stwierdzamy że dana osoba nas poniża, jest to wyraźne stwierdzenie i atak na taką osobą... Naturalnym odruchem będzie skupienie się takiej osobie na obronie samego siebie, zamiast na zrozumieniu uczuć rozmówcy...
Od takich prostych błędów zaczyna się odbijanie piłeczki... nieświadomie się atakujemy i zaczynamy skupiać na sobie... nawet nie wiadomo kiedy powstaje przepaść między rozmówcami, ale każde z nich czuje się niezrozumiane i atakowane... Powoli znika zrozumienie i szacunek...
Ja nie mówię że tak jest, ale jest to bardzo prawdopodobne... Mogą to naprawić jak zaczną rozmawiać... tylko trzeba spróbować...
Tak Rysiu
Usprawiedliwiać chamstwo i prostactwo pierwotnym instynktem, brawo
![]()
"Bo on poswiadomie!" g*wno prawda, bardzo swiadomie i z premetydacją
Czemu? Bo jak się ktoś burakiem urodzi, to kanarkiem nie zdechnie
Kolejna... byłaś tam?? Nie to nie oceniaj kogoś bo ona tak powiedziała... prawdopodobnie to działa w dwie strony i sami sobie to wypracowali... Ja dam sobie rękę uciąć że oboje bardzo pracowali na taką atmosferę... oboje się w tym męczą i nie widzą wyjścia... raniąc się coraz bardziej i sięgając po coraz większy kaliber...
To było tylko wyjaśnienie jak do tego doszło... powody samego początku... ale dalej oboje to pogłębiali i nawarstwiali... Wiem kochane kobietki że wydaje wam się że facet to świnia i święte jesteście, ale się mylicie... Duża część facetów to buraki... ale lepsze nie jesteście... i wasze poczucie wyższości tylko robi z was głupawe księżniczki...
Ja nie bronię faceta a 5 lat związku... co dla was jest niczym... bo to nie wasze 5 lat życia...
41 2014-07-10 18:13:32 Ostatnio edytowany przez _Nina_ (2014-07-10 18:16:24)
Nie... szacunek musi być z dwóch stron...
Widzisz może jestem młodszy... ale ostatnie lata poświęciłem na zrozumieniu własnego życie i postępowania... W pewnym momencie okazało się że byłem ślepy... Tego typu zachowania widziałem na każdym kroku... Były wszędzie w około... Nie byłem taki wyjątkowy jak mi się wydawało... Nie tylko mnie coś takiego spotkało...
Skąd wiem że jest tak a nie inaczej?? Bo prawda zawsze leży po środku... nigdy nie jest tak że ktoś jest bezwzględnie winny... nawet jak dochodzi do zdrady to ma ona jakieś podłoże... czegoś brakuje... a przede wszystkim umiejętności rozmowy... Bardzo łatwo jest powiedzieć komuś nie związanym z tematem co jest nie tak, ale nie umiemy rozmawiać z osobami na których nam zależy... a jak już się to robi, to używa się niewłaściwych zwrotów i słów... zamiast rozmowy mamy wzajemny atak... Niesamowicie częste zjawisko....
Noe zrozum mnie źle, nie atakuje Ciebie, ale twoja rada skupia się na braku szacunku, ale bardzo prawdopodobne że tak jest w dwie strony...
Rysiu... widzisz, ciut mnie nie zrozumiałeś. Szacunek zawsze musi byc z dwóch stron. Bezwzględnie.
Co konkretnie masz do zarzucenia w mojej wypowiedzi? Co było, Twoim zdaniem, niewłaściwe? Zwróć uwagę, ze nikogo w niej nie osądzałam i żadnych tez wyroków nie ferowałam.
Czy gdziekolwiek wyraziłam opinie, co jest nie tak w ich związku?
Uważam, i to moje tylko zdanie, ze aby cokolwiek budować musza byc fundamenty. Dla mnie podstawa to wzajemny szacunek. I tym wlasnie sie podzieliłam.
Przykro mi bardzo, ze masz ciężkie doświadczenia... ale wiesz Rysiu, nie wiesz kompletnie nic o moich.
I nie doszukuj sie złych intencji tam, gdzie ich po prostu nie ma.
Możliwe że źle odebrałem twój przekaz... Nie jestem nieomylny... więc przepraszam..
Jednak szacunek to coś co łatwo odbudować jak się chce... i tak rzadko nad tym myślimy że często nie widzimy że go przestajemy komuś okazywać...
Byli ze sobą 5 lat, więc mogą spokojnie spróbować... szacunek łatwo odbudować... jeżeli się chce... ale oboje muszą spróbować... Do tego jednak muszą nauczyć się szczerze rozmawiać, a nie atakować się... Atak też sprawia że nie czujemy że ktoś nas szanuje... Jednak bardzo często nie takie są intencje... Znam przynajmniej kilka osób które są do siebie tak wrogo nastawione że pozabijały by się... a najlepsze jest to że nie pamiętają już o co poszło... zostało tylko to uczucie... Tutaj jest podobnie... Razem się nakręcają... powiększają tą przepaść... ale żadne już nie pamięta kiedy dokładnie zaczęło się psuć... Teraz już tylko zostało "JA" i "ON/ONA"... A musi wrócić "MY"...
Bardzo szybko mnie osadziles. Nawet to rozumiem.
I rozumiem Twój tok myślenia... niemniej, uważam, ze wbrew pozorom, szacunku wcale nie jest tak łatwo odbudować.
To nie jest cos, co możemy wypracować i do czego sie "przekonać"... myśle, ze to ostatni "bastion". I jak sie go straci... to już koniec.
Szacunek traci się szybko... a raczej szybko przestaje go okazywać... ile razy w kłótni zdarzyło Ci się powiedzieć coś przykrego?? Nigdy?? Oni są w niekończącej się kłótni... Trzeba ją przerwać... Dalej im może na sobie zależeć... ale zapomnieli już jak to okazać... Nie skreślaj ich tak szybko...
Nigdy. Nigdy nie powiedziałam w kłótni nic takiego, czego mogłabym sie wstydzić.
Nigdy Rysiu
To gratuluje... ja takiej osoby nie znam... Naprawdę nie znam nikogo kto w nerwach nigdy by nie powiedział czegoś czego by żałował...
Żałować a wstydzić, to dwa rożne pojęcia. I na pewno nie jestem ideałem.
Ale szanuje ludzi. Tak po prostu.
A tym bardziej osobę, która jest mi bliska.
Traktuje innych zawsze tak, jak sama chciałbym byc traktowana. A to wiele ułatwia. Naprawdę.
Ja też... ale wiem też jak działają nerwy... i ta różnica o której mówisz jest płynna... bo punkt widzenia zależy od punktu siedzenia... nigdy nie wiesz jak czuje się osoba której coś mówisz... łatwo jest wybielić samego siebie...
Skoro uważasz że tam nie ma fundamentów i możesz to powiedzieć z czystym sumieniem to proszę bardzo... jednak nie możesz tego wiedzieć... Sami powinni to sprawdzić... Twoje wypowiedzi może nic jasno nie wskazują, jednak sugerują...
Kierując się twoją sugestią nigdy sami się nie przekonają... zostanie im do końca życia gdybać co by było... jak spróbują najwyżej się nie uda... ale przynajmniej spróbują...
Nigdzie ale to nigdzie nie powiedziałam, ze nie ma tam fundamentów... zdecydowanie jego zachowanie daje do myślenia- i na pewno tu sie zgadzamy.
Nie roszczę sobie żadnych praw do sugerowana jakiejkolwiek decyzji -dla mnie, i tylko dla mnie, takie zachowanie któregokolwiek partnera jest niedopuszczalne.
Ja nie dałabym na to zgody. To moje zdanie, jak wiemy, zdecydowanie subiektywne.
Ale pisząc tutaj każdy dostaje takie wlasnie rady. Subiektywne.
I Twoje tez są subiektywne.
I moje wypowiedzi sugerują... byc moze. I niech sugerują. Niech pozwolą na przemyślenia. Warto jest walczy o minimum, o podstawy - dla mnie to szacunek. I myśle Rysiu, ze nie do końca mnie rozumiesz. Piszesz troszkę tak, jakbyś wiedział lepiej... ja natomiast nie wiem... mogę tylko napisać, jak to czuję.
Nie chodzi o to że wiem lepiej... bo nie wiem nic... muszę coś zakładać... Jak powiedziałaś wszystko jest subiektywne... jednak oprócz uczuciami staram się kierować rozumem... Starając się doradzić nie kieruje się tylko zwykłymi uczuciami, bo są one bardzo wypaczone przez moje własne doświadczenia... Dlatego staram się spojrzeć na sprawę logicznie... a logicznie rzecz biorąc próbując to naprawić nic nie ryzykują... poddając się skreślają bez walki te 5 lat... Myślę że możemy się zgodzić zarówno w tym że zachowanie jest niedopuszczalne, ale i w tym że poddając się nie dowiedzą się czy da się to naprawić... Czy się uda tylko czas może pokazać...
Mnie po prostu denerwuje jak w takiej sytuacji tak wielu osobą łatwo przychodzi powiedzieć "zostaw go" czy "zostaw ją"... nie zdają sobie sprawy chyba jak dużą moc mają takie słowa...
51 2014-07-10 19:32:14 Ostatnio edytowany przez _Nina_ (2014-07-10 19:34:33)
Ok Rysiu... w sumie nie jest chyba aż tak istotne czy bardziej to kierowanie sie rozumem czy uczuciami... istotne jest podjęcie decyzji. Dalsze postępowanie. To ICH decyzja. Ani moja ani Twoja.
Nie wiem, czy ja mogłabym... czy nawet chciałabym byc z kimś takim. Ale to ich życie i ich decyzja. Moge natomiast powiedzieć, jak to widzę. Tylko tyle. I nic wiecej nie robię.
Nigdy tez, naprawdę, nie pokusilam się o doradzenie komukolwiek odejścia. Każdy sam i tylko sam odpowiada za swoje życie.
I to tyle
Edit: błędy, bo pisze z telefonu ![]()
To nie opowiadaj mu o koleżankach, skoro nawet to potrafi wykorzystać przeciw Tobie. I nie dawaj sobie wejść na głowę jego tekstami i ucinaj od razu dyskusję, najlepiej niech się sobie przyjrzy.
Ciężko wykreślic 5lat żwiązku, ale jeżeli nie ma wyjścia... Ale ani szacunku nie da się odbudować ( gdzieś zawsze jedna osoba będzie myśleć, że druga osoba udaje), ani zaufania. Ja spróbowałam, dałam szansę kilkakrotnie, jednak niektórzy (jak mój ex), nie potrafią szansy ani docenić, ani wykorzystać w dobrym kierunku. Mój ex był tak pewny tego, że wróce do niego, że "próby odzyskania"mnie kończył na smsach i kilku tel, no i oczywiście zapewnieniach, że będzie lepiej i tak parę razy. Uważam, że w zwiazku najważniejsza jest rozmowa, ale nie każdy potrafi słuchać. Na siłe utrzymać związek? często nie warto, ale szanse można dać, tylko drugą strone trzeba o tym poinformować ![]()
Ja byłam w takim zwiazku, w ktorym facet wiecznie mial problem o cos do mnie. Bardzo podobnie to wygladalo jak u Ciebie, ja mam w to nie tak , tamto nie tak, "popatrz na inne kobiety" czemu nie mozesz sciac wlosów jak one czemu nie mozesz byc takie jak one i tak non stop na rożnych przykładach. Naajgorszą rzeczą jaką wtedy zrobiłam to to, że bedąc krytyczną sama do siebie tak czy inaczej sama zaczęłam słuchać tego co on mi mówi i zastanawiać się nad tym a nawet probować coś zmienić jednak dla pana owego nigdy nic nie było satysfakcjonujące , w trakcie tego związku też głownie wiekszosc czasu spedzalam z nim wiec byłam narażona głownie na jego komentarze do czasu pewnego spotkania ze znajomymi gdzie po prostu nagle dostałam taka mase komplementów od facetów, jego koledzy mowili mu nawet , stary zazdroszcze Ci dziewczyny, ja sama bylam w szoku ale patrzac na niego widzialam ze dla niego ja to i tak za mało i wpadłam w głupią pułapkę sprostania jego wyobrażeniom, bo wydawalo mi się ze ok moge się innym podobać ale skoro on ma tyle "ale" do mnie to może rzeczywiscie cały czas nie dorastam do "kobiety w ktorej on moglby sie zakochac " dodam, że jeszcze na samym poczatku był we mnie zauroczony jak mowil jak w nikim innym i mial zupełnie odwrotne zdanie na moj temat niz potem , to sie wszystko zaczeło jak mi na nim zaczeło zależeć. No ale najgorsza to było to że ja zaczełam w to wierzyc i zaczęłam pracować nad tym ze nibi coś ze mną nie tak . to wszystko przez moje niskie samopostrzeganie samej siebie i odczucie ze czegos we mnie brak by mozna mnie było kochac czy traktowac jako kogos wyjatkowego. Te pare rzeczy wpedzily mnie w pulapkę tego zwiazku, gdybym tego nie miała myśle ze zupelnie inaczej bym postapiła a moze nawet i bym nie weszła w taki zwiazek , teraz przynajmniej takich typeczkow jak moj byl wyczuwam od razu i od razu mi sie chce uciekac od nich. I powiem Ci tak , po dwoch latach, wypracowalam w sobie jakas wiare w siebie i duzo zmienilam podejscia do siebie, w zwiazku nie jestem ale spotykam facetow ktorzy mnie traktuja o niebo lepiej i uwierz mi za kazdym razem nie moge sobie uwierzyc ze ja naprawde bylam z kims takim w zwiazku. Moj byly tak mial i z tego co wiem nadal o wszystko obwinia swoje kolejne dziewczyny i nadal zadna mu do jego "idealu" nie pasuje i znow mowi o nich w sposob jakby to on byl poszkodowany bardzo ze one takie sa . Zgrywa z siebie faceta ktory po prostu jest naj naj naj i sie nosi ze na jaka to super laske on nie zasluguje ( mowie oczywiscie tylko o wygladzie teraz) , wiec nie wiem jak z Twoim facetem ale albo jest tak ze własnie taki ma charakter i w taki sposob traktuje kobiety , ze w koncu mu sie ta strona charakteru ujawnila bo wlasnie jest CIebie tak pewny ze nie wstydzi sie swoich ciemnych stron pokazywac i tez nie zalezy mu na TObie na tyle by sie powstrzymywać, albo po prostu jak ktoś tam powiedział podświadomie już nie chce tego zwiazku i sie wyzywa na Tobie , coś napewno jest , ale Tobie doradzam jako ze miałam podobnie lepiej uciekaj niż zacznie to na Ciebie dzialać na Twoje postrzeganie samej siebie , ja rok potrzebowałam by nie widziec siebie tak jak on mnie widział. I do tej pory czasami wybucham jak komus cos we mnei nie pasuje , ale to tylko dlatego ze wtedy tamtego było za dużo i najzwyczajniej jeszcze mi ciezko z dystansem do takich sytuacji podejsc, bo caly czas gdzies tam mnie boli ze czemu ktos mnie tak traktowal i za kazdym razem gdy jakas kolejna osoba czegos we mnie akceptuje to jest masakra bo uruchamia to we mnie niezla dawke uczuc , i to pewnie wyolbrzymionych , no ale moze jeszcze rok i z tego tez jakos wyjde
dlatego mowie patrz na siebie , bo ja to az sie smieje bo ten moj stary zwiazek byl tak malo wart a prawie nic moj byly mi nie wnosil do zycia ze az nie moge uwierzyc ze tak to ciagnelam dlugo.