Wczoraj przez cały wieczór czytałam różne posty na tym forum i spodobała mi się atmosfera, jaka tu panuje. Postanowiłam opisać swój problem. Proszę o Wasze rady i spojrzenia z zewnątrz na naszą sytuację.
Od lat wynajmujemy z mężem mieszkania w Warszawie (teraz pod Warszawą). Wcześniej mieszkaliśmy z moją matką, w jej mieszkaniu, w Olsztynie. Nie wytrzymaliśmy, ciągle się z nią kłóciliśmy, zaczęliśmy się obawiać, że nas w końcu wyrzuci. Powodem kłótni było to, że chcieliśmy zająć pokój po moim młodszym bracie, który dostał mieszkanie po ojcu/babce. Decyzję o tym, że mieszkanie przejmie mój brat , podjęła moja babka, która została sama po śmierci mojego ojca, który się nią opiekował. Chciała mieć jego następcę, niekłopotliwego i usłużnego. Spodziewała się, że on z nią zamieszka. Niestety trafiła kosa na kamień, mój brat dalej mieszkał z matką, a babka została bez stałej opieki. Zmarła w 5 miesięcy po moim ojcu. Piszę o tym gdyż sytuacja z tym mieszkaniem położyła się cieniem na całym moim życiu. Czułam się oszukana przez rodzinę, byłam wtedy świeżo po ślubie, starsza od mojego brata o 7 lat, a w ogóle nie zostałam uwzględniona w tej sytuacji. Po ojcu nie dostałam nawet widelca, wszystko przejęła babka, a po niej brat. Kolejnym ciosem było to, że moja matka chciała zatrzymać pokój brata do jego użytku, żeby miał mieszkanie po babce do imprez z kolegami, a u niej ciepłe gniazdko, gdyby miał ochotę przyjść na obiad i zostać na noc. Od nas żądała opłacenia połowy czynszu i opłat za media oraz dokładania się do kosztów remontów.
Taka była moja sytuacja i pozycja w rodzinie sprzed wyjazdu do Warszawy.
W tej chwili mamy poważne problemy finansowe i w ramach szukania wyjścia z trudnej sytuacji moja matka namawia mnie już od 1,5 roku, żebyśmy wrócili do Olsztyna. Ma w tej chwili 78 lat i rozgląda się za kimś, kto będzie się nią opiekował na starość.
Tutaj zaczyna się problem z komunikacją między nami. Nie potrafię się do niej przebić z tym, że mieszkając z nią i deklarując się z chęcią opieki nad nią, nie możemy być traktowani jak tania, czy darmowa służba. Ona proponuje nam takie warunki: sprzedajemy swoje meble i dobytek i możemy korzystać z 2 pokoi umeblowanych przez nią. Nie daje mi żadnej gwarancji, że przepisze na mnie to mieszkanie, wręcz przeciwnie odmawia mi tego, albo zbywa mnie stwierdzeniem, że po jej śmierci dalej będziemy sobie mieszkać. Mam wrażenie, że cieszy ją nasza zła sytuacja finansowa (ze względu na naszą zależność od niej), jak opowiadam jej o kolejnych moich niepowodzeniach z szukaniem pracy, ona kwituje to: ?tak..? pogodnym tonem.
Jak o tym rozmawiać? Zdaję sobie sprawę z tego, że nie jestem obiektywna, nie radzę sobie psychicznie z tym, że moja rodzina traktuje mnie w taki sposób.
Podobne tematy
Co się martwisz... przecież po śmierci matki i tak dostaniesz w spadku jej mieszkanie ( na spółkę z rodzeństwem oczywiście). Chyba, że istnieje testament, który Cie wydziedzicza (ale wtedy możesz wystąpić o zachowek).
Jakim cudem po śmieci ojca sam brat przejął po nim mieszkanie? Tak samo po śmierci babki ty również dziedziczysz. No chyba, że był testament, albo babka przed śmiercią przepisała mieszkanie na brata.
Mieszkanie po ojcu i babce było komunalne. Babka po śmierci ojca zameldowała mojego brata.
Nie jest takie proste to dziedziczenie w dzisiejszych czasach. Właściciel mieszkania może w każdej chwili wyrzucić własną rodzinę na bruk bez uzasadnienia. Zameldowanie i to, że się jest nawet najbliższą rodziną nie stanowi podstawy prawnej do zamieszkania. I nie ma znaczenia to, że ktoś wykupił takie mieszkanie od spółdzielni za 600 zł. Jeżeli właściciel nie udowodni, że rodzina zasługuje na eksmisję to sąd posługuje się art. 222 Kodeksu Cywilnego.
Poza tym właściciel może przepisać komuś, nawet obcej osobie mieszkanie w zamian za opiekę i wtedy mieszkanie jest wyłączone z masy spadkowej i żaden zachówek się nie należy.
Na twoim miejscu bym się nie zgodziła.Chyba że macie takie problemy że musicie się wyprowadzić z tego wynajmowanego.Jeśli to możliwe to znajdźcie tańsze. Matka traktowała cię jak piąte koło u wozu a teraz chcę żebyś się nią opiekowała.
Nie rozumiem twoich wahań. Twarde nie i koniec.
Też bym odpowiedziała nie. Szczególnie, że w Wawie masz mimo wszystko lepsze perspektywy na znalezienie nowej pracy.
Dzięki za odpowiedzi. Mój mąż też jest takiego zdania, że to nie ma sensu. Szukamy czegoś taniego do wynajęcia, ale obłęd zawyżonych cen wynajmu dosięgnął już też terenów podwarszawskich.