Wspólna opieka nad małym dzieckiem po rozstaniu - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Wspólna opieka nad małym dzieckiem po rozstaniu

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 32 ]

1 Ostatnio edytowany przez VaryS (2019-11-30 21:02:38)

Temat: Wspólna opieka nad małym dzieckiem po rozstaniu

Cześć,

    Chciałem się Was poradzić, bo nie ukrywam, że od jakiegoś czasu jestem w nowej sytuacji, w której nie do końca sobie radzę i nie bardzo wiem, jak to wszystko może wyglądać w przyszłości. Zakładam ten wątek chcąc poznać Wasz punkt widzenia na temat opieki nad dzieckiem w tych konkretnych okolicznościach.

    O samym związku napiszę krótko. Generalnie nasza relacja potoczyła się bardzo szybko. Po kilku miesiącach znajomości partnerka była w ciąży. Od tego momentu w zasadzie wszystko się posypało. Pojawiły się zgrzyty, spore rozbieżności na niemal każdy życiowy temat, z każdym tygodniem było coraz gorzej, coraz częściej pojawiała się toksyczna atmosfera. I nie, to nie przez hormony wink. Żyliśmy coraz bardziej jak przyjaciele lub momentami nawet jak obcy ludzie, których łączyło jedynie dziecko. Z uwagi właśnie na dziecko przez kilka miesięcy walczyłem o przetrwanie tego związku, aż w końcu było już na tyle źle, że podjąłem decyzję o zakończeniu tej relacji. Najtrudniejszą decyzję w moim życiu. Decyzję, która będzie miała ogromny wpływ na życie mojego dziecka -  jestem tego świadomy.

    Nasz syn kończy niebawem roczek, a my jako jego rodzice od paru miesięcy nie mieszkamy razem. Moja była partnerka wróciła do domu rodzinnego, gdzie przy opiece nad dzieckiem może liczyć na pomoc ze strony swojej babci (na porządku dziennym) oraz mamy i siostry, które często ją odwiedzają. Oboje chcemy jak najlepiej dla syna. Staramy się znaleźć jak najlepszy kompromis w tych niełatwych okolicznościach. Chcę uczestniczyć w życiu dziecka. Niestety nie jest to łatwe, bo często czuję się jak wróg numer jeden u niej i jej rodziny.
    Obecnie sytuacja opieki nad dzieckiem wygląda mniej więcej tak, że w tygodniu zajmuję się dzieckiem 2 razy (przyjeżdżam po pracy na kilka godzin), oraz pojawiam się na pół dnia w sobotę i niedzielę. Są to nasze ustalenia (bez udziału sądu), sami też ustaliliśmy kwestie finansowe i pewnie nie trafi to na drogę sądową w tej chwili. Mały jest bardzo przywiązany do matki, nieustannie szuka jej wzrokiem i kiepsko toleruje inne miejsca niż własny dom, stąd większość wizyt ma miejsce w jej domu rodzinnym. Raz na jakiś czas przyjeżdżają obydwoje do mnie. „Obydwoje”, bo ona nie potrafi Go zostawić mnie samemu pod opiekę, nie ma do mnie zaufania, uważa, że nie potrafię odczytywać potrzeb syna tak dobrze jak ona, że i tak będzie płakał i za nią tęsknił itd.
    Jak wyglądają te wizyty? Przynajmniej jedna z osób (ona lub jej babcia) jest zawsze w domu - „czuwa”. Niemal przy każdej wizycie jestem atakowany za podjętą decyzję, oskarżany o zdrady (bezpodstawnie), mieszany z błotem, a przy okazji pojawiają się zarzuty o to, że nie dbam wystarczająco o dziecko oraz przede wszystkim, że zniszczyłem Mu życie. Sądziłem, że z biegiem czasu to minie, ale niestety nic się nie zmienia od tych paru miesięcy. Jasne, są lepsze momenty, czasem można coś zażartować, dostanę ciepłą herbatę lub nawet coś do zjedzenia, ale zwykle to taka wymuszona gościnność, za którą chowają się kolejne ataki. W zasadzie każda moja wizyta u syna jest dla mnie sporym obciążeniem psychicznym i wiem, że na dłuższą metę tego nie pociągnę. Dodam tylko, że pomiędzy wizytami nasz kontakt jest sporadyczny, dotyczy wyłącznie naszego syna i jego aktualnych potrzeb.

    Sporo myślałem, co mógłbym zmienić i uważam, że przede wszystkim dobrze byłoby zmienić ogólne miejsce, gdzie opiekuję się synem, na moje mieszkanie. Przyjeżdżałbym po syna i po X godzinach bym go odwoził z powrotem. Tylko tak jak wspomniałem wcześniej, na takie rozwiązanie matka dziecka nie chce się w tej chwili zgodzić. „Jak będzie starszy, jak będzie bardziej samodzielny”, słyszę. Jestem świadom, że taką zmianę należy wprowadzać stopniowo i ona zna moje zdanie, ale na ten moment nie jestem w stanie jej do tego przekonać.
    Myślałem też o zmianie częstotliwości widzeń, bo dla mnie też jest pewnym obciążeniem pojawianie się u niej w domu 4 razy w tygodniu (m.in. dojazd ok. 45-60 minut w jedną stronę). Moja rodzina dziwi się, że tak często jeżdżę, zwłaszcza, że wiedzą, że te wizyty nie są dla mnie łatwe. Kiedyś poruszyłem z nią temat zmniejszenia ilości wizyt (np. do jednej w tygodniu), to jedyne co wywołałem to awanturę, że nie zależy mi na dziecku. Dlatego staram się być dostępny dla syna,  staram się bezkonfliktowo przystawać na zaproponowane terminy i się ich trzymać (w końcu to ja podjąłem decyzję o rozstaniu, więc przyjmuję, że muszę się dostosować). Wiem też, że matka dziecka również potrzebuje odpoczynku, bo to nie jest łatwe opiekować się dzieckiem nieustannie, do tego wstawać w nocy po 2-3 razy (niestety syn nadal się często budzi).
    Przypuszczam, że kwestie częstotliwości widzeń oraz miejsca widzeń, to często temat do indywidualnych ustaleń. Dodatkowo z biegiem czasu dojdzie żłobek, przedszkole itd. W tej chwili zupełnie nie wiem jak to będzie wyglądać w najbliższych miesiącach i latach. Czy nie skończy się jakimiś sądownymi ustaleniami? Ciężko powiedzieć.


Na pewno tutaj na forum są osoby, które niestety spotkało coś podobnego w życiu (niezależnie po której ze stron). Czy z czasem jest lepiej? Czy ta nienawiść w oczach drugiej osoby znika? Czy wraz z wiekiem dziecka można ułożyć to wszystko tak, żeby nie było to takim obciążeniem na co dzień?

Będę wdzięczny za wszelkie sugestie i rady.

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Wspólna opieka nad małym dzieckiem po rozstaniu

Cześć. Z czasem emocje będą coraz mniejsze więc będzie coraz łatwiej się dogadać. Wiem to po sobie. Też mamy prawie roczne dziecko (11 miesięcy) i zastanawiam się jak ułożyć tą ciężką współpracę bo dziecko jest bardzo małe i właściwie nie do końca wiadomo co jest dla niego najlepsze.
Ja mimo doświadczenia wielkiej krzywdy ze strony ojca, od samego początku zachęcałam go do częstych wizyt (przychodzi co drugi dzień), dzięki temu mała jest z nim dość dobrze związana, nawet wymyśliłam wspólny wyjazd na kilka dni zaraz po rozstaniu. Takie małe dzieci muszą widywać ojców bardzo często, najlepiej nie tylko zabawa ale też takie czynności opiekuńcze (kąpiel, pielucha, wizyty lekarskie), żeby nie traktowali ich jak obcych. Jedna wizyta w tygodniu to będzie moim zdaniem za mało, jeśli rzeczywiście chcesz aby mały poczuł się swobodnie w twoim towarzystwie. Później z kilkulatkiem można sobie pozwolić już na rzadsze ale dłuższe spotkania.
Ja dopiero niedawno (jesteśmy prawie 5 miesięcy po rozstaniu) zasugerowałam by zabierał małą do siebie. Radzą sobie razem całkiem nieźle. Wcześniej wizyty były też tylko u mnie plus ewentualnie 1-2h spacery.
Od pewnej dziewczyny z tego forum z którą koresponduję dowiedziałam się o możliwości skorzystania (prywatnie) z usług mediatora. Czasem takiego mediatora zleca sąd przy rozwodach ale nie zawsze. To podobno taki człowiek postronny który pomaga znaleźć najlepsze rozwiązanie dla dobra dziecka. Może w waszym przypadku było by to pomocne - czasem opinia, czy propozycja takiej osoby z zewnątrz może otworzyć oczy zwaśnionym stronom na pewne sprawy.

Odp: Wspólna opieka nad małym dzieckiem po rozstaniu
VaryS napisał/a:

Cześć,

    Chciałem się Was poradzić, bo nie ukrywam, że od jakiegoś czasu jestem w nowej sytuacji, w której nie do końca sobie radzę i nie bardzo wiem, jak to wszystko może wyglądać w przyszłości. Zakładam ten wątek chcąc poznać Wasz punkt widzenia na temat opieki nad dzieckiem w tych konkretnych okolicznościach.

    O samym związku napiszę krótko. Generalnie nasza relacja potoczyła się bardzo szybko. Po kilku miesiącach znajomości partnerka była w ciąży. Od tego momentu w zasadzie wszystko się posypało. Pojawiły się zgrzyty, spore rozbieżności na niemal każdy życiowy temat, z każdym tygodniem było coraz gorzej, coraz częściej pojawiała się toksyczna atmosfera. I nie, to nie przez hormony wink. Żyliśmy coraz bardziej jak przyjaciele lub momentami nawet jak obcy ludzie, których łączyło jedynie dziecko. Z uwagi właśnie na dziecko przez kilka miesięcy walczyłem o przetrwanie tego związku, aż w końcu było już na tyle źle, że podjąłem decyzję o zakończeniu tej relacji. Najtrudniejszą decyzję w moim życiu. Decyzję, która będzie miała ogromny wpływ na życie mojego dziecka -  jestem tego świadomy.

    Nasz syn kończy niebawem roczek, a my jako jego rodzice od paru miesięcy nie mieszkamy razem. Moja była partnerka wróciła do domu rodzinnego, gdzie przy opiece nad dzieckiem może liczyć na pomoc ze strony swojej babci (na porządku dziennym) oraz mamy i siostry, które często ją odwiedzają. Oboje chcemy jak najlepiej dla syna. Staramy się znaleźć jak najlepszy kompromis w tych niełatwych okolicznościach. Chcę uczestniczyć w życiu dziecka. Niestety nie jest to łatwe, bo często czuję się jak wróg numer jeden u niej i jej rodziny.
    Obecnie sytuacja opieki nad dzieckiem wygląda mniej więcej tak, że w tygodniu zajmuję się dzieckiem 2 razy (przyjeżdżam po pracy na kilka godzin), oraz pojawiam się na pół dnia w sobotę i niedzielę. Są to nasze ustalenia (bez udziału sądu), sami też ustaliliśmy kwestie finansowe i pewnie nie trafi to na drogę sądową w tej chwili. Mały jest bardzo przywiązany do matki, nieustannie szuka jej wzrokiem i kiepsko toleruje inne miejsca niż własny dom, stąd większość wizyt ma miejsce w jej domu rodzinnym. Raz na jakiś czas przyjeżdżają obydwoje do mnie. „Obydwoje”, bo ona nie potrafi Go zostawić mnie samemu pod opiekę, nie ma do mnie zaufania, uważa, że nie potrafię odczytywać potrzeb syna tak dobrze jak ona, że i tak będzie płakał i za nią tęsknił itd.
    Jak wyglądają te wizyty? Przynajmniej jedna z osób (ona lub jej babcia) jest zawsze w domu - „czuwa”. Niemal przy każdej wizycie jestem atakowany za podjętą decyzję, oskarżany o zdrady (bezpodstawnie), mieszany z błotem, a przy okazji pojawiają się zarzuty o to, że nie dbam wystarczająco o dziecko oraz przede wszystkim, że zniszczyłem Mu życie. Sądziłem, że z biegiem czasu to minie, ale niestety nic się nie zmienia od tych paru miesięcy. Jasne, są lepsze momenty, czasem można coś zażartować, dostanę ciepłą herbatę lub nawet coś do zjedzenia, ale zwykle to taka wymuszona gościnność, za którą chowają się kolejne ataki. W zasadzie każda moja wizyta u syna jest dla mnie sporym obciążeniem psychicznym i wiem, że na dłuższą metę tego nie pociągnę. Dodam tylko, że pomiędzy wizytami nasz kontakt jest sporadyczny, dotyczy wyłącznie naszego syna i jego aktualnych potrzeb.

    Sporo myślałem, co mógłbym zmienić i uważam, że przede wszystkim dobrze byłoby zmienić ogólne miejsce, gdzie opiekuję się synem, na moje mieszkanie. Przyjeżdżałbym po syna i po X godzinach bym go odwoził z powrotem. Tylko tak jak wspomniałem wcześniej, na takie rozwiązanie matka dziecka nie chce się w tej chwili zgodzić. „Jak będzie starszy, jak będzie bardziej samodzielny”, słyszę. Jestem świadom, że taką zmianę należy wprowadzać stopniowo i ona zna moje zdanie, ale na ten moment nie jestem w stanie jej do tego przekonać.
    Myślałem też o zmianie częstotliwości widzeń, bo dla mnie też jest pewnym obciążeniem pojawianie się u niej w domu 4 razy w tygodniu (m.in. dojazd ok. 45-60 minut w jedną stronę). Moja rodzina dziwi się, że tak często jeżdżę, zwłaszcza, że wiedzą, że te wizyty nie są dla mnie łatwe. Kiedyś poruszyłem z nią temat zmniejszenia ilości wizyt (np. do jednej w tygodniu), to jedyne co wywołałem to awanturę, że nie zależy mi na dziecku. Dlatego staram się być dostępny dla syna,  staram się bezkonfliktowo przystawać na zaproponowane terminy i się ich trzymać (w końcu to ja podjąłem decyzję o rozstaniu, więc przyjmuję, że muszę się dostosować). Wiem też, że matka dziecka również potrzebuje odpoczynku, bo to nie jest łatwe opiekować się dzieckiem nieustannie, do tego wstawać w nocy po 2-3 razy (niestety syn nadal się często budzi).
    Przypuszczam, że kwestie częstotliwości widzeń oraz miejsca widzeń, to często temat do indywidualnych ustaleń. Dodatkowo z biegiem czasu dojdzie żłobek, przedszkole itd. W tej chwili zupełnie nie wiem jak to będzie wyglądać w najbliższych miesiącach i latach. Czy nie skończy się jakimiś sądownymi ustaleniami? Ciężko powiedzieć.


Na pewno tutaj na forum są osoby, które niestety spotkało coś podobnego w życiu (niezależnie po której ze stron). Czy z czasem jest lepiej? Czy ta nienawiść w oczach drugiej osoby znika? Czy wraz z wiekiem dziecka można ułożyć to wszystko tak, żeby nie było to takim obciążeniem na co dzień?

Będę wdzięczny za wszelkie sugestie i rady.

Jedyny sposób, to iść do sądu i ustalić odgórnie kontakty. Dziewczyna nie przepracowała rozstania i karze Cię angażując w to dziecko.
Jesteś wrogiem nr jeden.
Zaufaj mi, najlepszym rozwiązaniem jest sąd. Nie daj się szantażować, wzbudzać w sobie poczucie winy. Zajmujesz się dzieckiem najlepiej jak potrafisz i najlepiej na ile Ci to umożliwiono.
Jesteś ojcem dziecka, nie masz ograniczonych praw,  nie jesteś ich pozbawiony, więc walcz.

4

Odp: Wspólna opieka nad małym dzieckiem po rozstaniu

W sytuacji w ktorej jestes tak jak radzi Pokręcona Owieczka skontaktuj sie prawnikiem i ustal sadowo kontakty jezeli bedziesz dalej szantazowany.
Dziecko nie ma zniszczonego zycia bo dopiero zyje rok i sie go uczy. Twoja byla partnerka ma problem raczej z emocjami po rozstaniu.

Na koniec maly offtop. Chlopak nie powienien byc wychowywany tylko przez mame, babke i ciocie.

5 Ostatnio edytowany przez Wacław666 (2019-12-01 08:33:05)

Odp: Wspólna opieka nad małym dzieckiem po rozstaniu

Wspolczuje Twojemu synowi. Z utrudnianiem kontaktu lepiej nie bedzie. Kobieta bedzie sie na Tobie tym mscila. Chlopiec bedzie wychowywany przez kobiety w atmosferze pogardy do mezczyzn. Sam fakt wychowywania chlopca przez same kobiety juz jest kiepski (zniewiescienie i uleglosc gwarantowana). Tutaj dodatkowo te kobiety nienawidza jego ojca. Teraz spojler: kiedy znajdziesz sobie inna kobiete Twoja byla dopiero wpadnie w amok i wtedy zacznie sie wojna o jakikolwiek kontakt z dzieckiem. To jest schemat jaki przezywa masa mezczyzn. Spojler nr 2: jak juz sad zasadzi Ci widzenia z dzieckiem, matka i tak bedzie je utrudniala i nic jej nie zrobisz, w Polsce matce nic nie grozi matce jesli nie umozliwia ojcu zasadzonych widzen. W efekcie niektorzy nie wytrzymuja i co jakis czas slychac jak to ojciec 'zwyrodnialec' porwal swoje dziecko. Znam forum gdzie mozesz sobie poczytac historie walki ojcow z matkami i tam dowiesz sie co mozesz zrobic. Daj znac jesli chcesz poznac adres.

6

Odp: Wspólna opieka nad małym dzieckiem po rozstaniu

Bardzo Ci współczuję.
Byłam kiedyś jedną ze stron, a mianowicie dzieckiem, którego rodzice się rozstali (powodem był alkoholizm ojca i przemoc domowa).
Moje spotkania z ojcem po rozwodzie rodziców odbywały się w obecności mamy, ale z tego, co pamiętam, to raczej trzymała się na dystans, była w pobliżu, ale nie narzucała się ze swoją obecnością. Spędzała czas w innym pomieszczeniu. Nigdy też nie mówiła źle o ojcu. Zawsze mi tłumaczyła, że jest chory, ale mnie kocha i powinnam okazywać mu szacunek, zwłaszcza, jeśli się stara.
Potem już chciała ułożyć sobie życie i wyprowadziłyśmy się, więc kontakty były rzadsze. Ale były rozmowy telefoniczne, listy, paczki, itp.

Okropne jest to, że czasem nienawiść i chęć dokopania przesłania możliwość racjonalnego myślenia, a dziecko potem najbardziej na tym cierpi.
Na Twoim miejscu walczyłabym w sądzie o uregulowanie kontaktów.

7

Odp: Wspólna opieka nad małym dzieckiem po rozstaniu

Sąd to zawsze ostateczność, szkoda póki co niszczyć w miarę dobre relacje z matką dziecka. Moim zdaniem po prostu twardo powiedz, że nie dajesz rady kilka razy w tygodniu odwiedzać dziecka z powdow zawodowych i koniec kropka. Zwyczajnie podaj swoje terminy które ci pasują. Możliwe, że na początku będzie jakiś sprzeciw i twoja partnerka zastosuje starą, sparawdzoną przez siebie metodę wpływania na ciebie, ale musisz być konsekwentny. Powoli też przyzwyczajaj ją, że zabierasz dziecko. Na początku gdzieś w pobliżu jej miejsca zamieszkania np. na spacer, potem na coraz dłużej i bądż zawsze punktualnie z powrotem. Z niej trochę jest taka "matka kwoka" i  wciąż się trzęsie nad dzieckiem. Dziecko też trzeba przyzwyczajać, że mama nie zawsze będzie w pobliżu. Może to się w ogóle zmienić, gdy mały np. pójdzie do żłobka czy przedszkola. 
Moim zdaniem jej wymaganie od ciebie abyś tak często zajmowal się dzieckiem, to jej metoda pewnego zdalnego kontrolowania ciebie.  Jesli nie będziesz miał czasu na nic innego niż praca i zajmowanie się dzieckiem, to nie będziesz mógł np. ułożyć sbie życia.
Przedstaw partnerce swój plan opieki plus np. "sytuacje awaryjne", gdy ona może do ciebie zadzwonić i twardo się tego trzymaj. Tego, że będzie dziecko nastawiała źle do ciebie się nie bój. To może robić zawsze, niezależnie od tego ile będziesz jej pomagał. Jedno co jest na plus z tej sytuacji, to to że mały w czasie gdy kształtuje się jego "wizerunek świata" ma ciebie obok siebie na tyle często, że będziesz dla niego ważną jego częscią, nie tylko ledwie co majaczącym gdzieś dodatkiem.
Musisz być bardziej stanowczy. Wiem, że nie jest ci łatwo, ale sytuacja jest jeszcze dość świeża i emocje w niej jeszcze grają na wszystkich strunach. Odczekaj jeszcze trochę i powoli doprowadzaj do tego, aby widzenia z dzieckeim nie były dla ciebie katorgą.

8

Odp: Wspólna opieka nad małym dzieckiem po rozstaniu
Salomonka napisał/a:

Sąd to zawsze ostateczność, szkoda póki co niszczyć w miarę dobre relacje z matką dziecka.

VaryS napisał/a:

Jak wyglądają te wizyty? Przynajmniej jedna z osób (ona lub jej babcia) jest zawsze w domu - „czuwa”. Niemal przy każdej wizycie jestem atakowany za podjętą decyzję, oskarżany o zdrady (bezpodstawnie), mieszany z błotem, a przy okazji pojawiają się zarzuty o to, że nie dbam wystarczająco o dziecko oraz przede wszystkim, że zniszczyłem Mu życie.

Salomonko, naprawdę uważasz, że to są DOBRE relacje?

9

Odp: Wspólna opieka nad małym dzieckiem po rozstaniu
Cyngli napisał/a:
Salomonka napisał/a:

Sąd to zawsze ostateczność, szkoda póki co niszczyć w miarę dobre relacje z matką dziecka.

VaryS napisał/a:

Jak wyglądają te wizyty? Przynajmniej jedna z osób (ona lub jej babcia) jest zawsze w domu - „czuwa”. Niemal przy każdej wizycie jestem atakowany za podjętą decyzję, oskarżany o zdrady (bezpodstawnie), mieszany z błotem, a przy okazji pojawiają się zarzuty o to, że nie dbam wystarczająco o dziecko oraz przede wszystkim, że zniszczyłem Mu życie.

Salomonko, naprawdę uważasz, że to są DOBRE relacje?

Napisałam "w miarę dobre", bo jeszcze znoszą wzajemnie swoj widok i nie skaczą sobie do oczu, ani nie są uniemożliwiane autorowi widzenia z dzieckiem. Nie twierdzę, że da sie te relacje zachować, ale jak do tej pory nawet alimenty ustalili polubownie, a to naprawdę spore osiągnięcie po rozstaniu. Do tego partnerka przyjeżdza z małym do mieszkania autora na "widzenia", więc nie zawsze autor jest na na "cudzym gruncie", wystarczy tylko, aby był bardziej konsekwentny i można calą sprawę zalatwić tak, aby wszyscy byli zadowoleni.
Jeśli jednak to nie pomoże, to jak najbardziej sąd, bo napisałam przecież, że to ostateczność, gdy inne środki zawiodą. Tylko czasem latwo coś "przegiąć" gdy doda się zbyt dużo siły, a to co się przegięło, nie nadaje się już potem do niczego.

10

Odp: Wspólna opieka nad małym dzieckiem po rozstaniu

Dzięki za odpowiedzi w temacie. Postaram się odnieśc się do każdej z nich.

Pikupik2019 napisał/a:

(...)
Takie małe dzieci muszą widywać ojców bardzo często, najlepiej nie tylko zabawa ale też takie czynności opiekuńcze (kąpiel, pielucha, wizyty lekarskie), żeby nie traktowali ich jak obcych. Jedna wizyta w tygodniu to będzie moim zdaniem za mało, jeśli rzeczywiście chcesz aby mały poczuł się swobodnie w twoim towarzystwie. Później z kilkulatkiem można sobie pozwolić już na rzadsze ale dłuższe spotkania.
Ja dopiero niedawno (jesteśmy prawie 5 miesięcy po rozstaniu) zasugerowałam by zabierał małą do siebie. Radzą sobie razem całkiem nieźle. Wcześniej wizyty były też tylko u mnie plus ewentualnie 1-2h spacery.
(...)

Oczywiście, że jest nie to kwestia jedynie zabawy z dzieckiem, ale tak jak opisałaś chodzi o cały zestaw czynności opiekuńczych - w sumie nie wyobrażałem sobie inaczej. Od urodzenia Małego brałem czynny udział przy wszystkim, także niczego nie unikam. Spacery są na porządku dziennym, gdy tylko jest dobra pogoda i jest jasno za oknem.
Chyba niefortunnie użyłem zwrotu dot. ograniczenia wizyty do jednej w tygodniu - chodziło mi oczywiście o jedną w tygodniu roboczym, bo w weekendy od paru miesięcy zajmuję się dzieckiem regularnie. Na razie na to nie narzekam, ale chcąc kiedyś ułożyć sobie życie na pewno nie będę w stanie tego ciągnąć w takich proporcjach jak obecnie.

----


Pokręcona Owieczka, johnyG, Cyngli:
Zdaje sobie sprawę, że prawdopodobnie dojdzie do uregulowania kontaktów z dzieckiem na drodze sądowej. Wolałbym tego uniknąć, ale wszystko zmierza w tym kierunku.

Nie wiem jeszcze jak z kwestiami finansowymi, bo ona sama niebawem będzie musiała wrócić do pracy, a przez to opieka w ciągu dnia może spocząć na babci. Temat żłobka jest w tej chwili zamknięty (ona nie chce o tym słyszeć), do tego coraz częściej słyszę, że pieniądze ode mnie (1000 zł) przestają jej wystarczać na dziecko, co mi się nie mieści w głowie, zwłaszcza, że dostaje jeszcze 500+. Nie wiem, czy nie trzeba będzie od razu zadbać w sądzie o uregulowanie także kwoty alimentów w takim wypadku.

Salomonka napisał/a:

Sąd to zawsze ostateczność, szkoda póki co niszczyć w miarę dobre relacje z matką dziecka. Moim zdaniem po prostu twardo powiedz, że nie dajesz rady kilka razy w tygodniu odwiedzać dziecka z powdow zawodowych i koniec kropka. Zwyczajnie podaj swoje terminy które ci pasują. Możliwe, że na początku będzie jakiś sprzeciw i twoja partnerka zastosuje starą, sparawdzoną przez siebie metodę wpływania na ciebie, ale musisz być konsekwentny. Powoli też przyzwyczajaj ją, że zabierasz dziecko. Na początku gdzieś w pobliżu jej miejsca zamieszkania np. na spacer, potem na coraz dłużej i bądż zawsze punktualnie z powrotem. Z niej trochę jest taka "matka kwoka" i  wciąż się trzęsie nad dzieckiem. Dziecko też trzeba przyzwyczajać, że mama nie zawsze będzie w pobliżu. Może to się w ogóle zmienić, gdy mały np. pójdzie do żłobka czy przedszkola. 
Moim zdaniem jej wymaganie od ciebie abyś tak często zajmowal się dzieckiem, to jej metoda pewnego zdalnego kontrolowania ciebie.  Jesli nie będziesz miał czasu na nic innego niż praca i zajmowanie się dzieckiem, to nie będziesz mógł np. ułożyć sbie życia.
Przedstaw partnerce swój plan opieki plus np. "sytuacje awaryjne", gdy ona może do ciebie zadzwonić i twardo się tego trzymaj. Tego, że będzie dziecko nastawiała źle do ciebie się nie bój. To może robić zawsze, niezależnie od tego ile będziesz jej pomagał. Jedno co jest na plus z tej sytuacji, to to że mały w czasie gdy kształtuje się jego "wizerunek świata" ma ciebie obok siebie na tyle często, że będziesz dla niego ważną jego częscią, nie tylko ledwie co majaczącym gdzieś dodatkiem.
Musisz być bardziej stanowczy. Wiem, że nie jest ci łatwo, ale sytuacja jest jeszcze dość świeża i emocje w niej jeszcze grają na wszystkich strunach. Odczekaj jeszcze trochę i powoli doprowadzaj do tego, aby widzenia z dzieckeim nie były dla ciebie katorgą.

Muszę popracować nad tym, żeby być bardziej stanowczy. To prawda.

Generalnie jestem zdania, że sąd to ostateczność. Sam pochodzę z rozbitej rodziny i wielokrotnie jako dziecko byłem wzywany do sądu (m.in. w kwestii alimentów na mnie).
To, że obecnie tak często widuję się z synem, to chyba w głównej mierze moja chęć częstego kontaktu. To jest moje pierwsze dziecko, chciałem, żeby miał szczęśliwy dom i kochającą się rodzinę, ale ostatecznie musiałem podjąć taką, a nie inną decyzję.
Masz rację, że jej wymagania względem mnie są m.in. podyktowane próbą kontrolowania mnie lub nawet chęcią zemsty. Już usłyszałem nie raz, że jeżeli ktoś pojawi się w moim życiu, to ona nie życzy sobie jakiekolwiek kontaktu tej osoby z moim dzieckiem. Terminy widzeń w weekendy też ustala według swojego widzimisię, w żaden sposób nie licząc się z tym, że mógłbym mieć coś zaplanowanego, niejako utrudniając mi życie "poza dzieckiem".

11 Ostatnio edytowany przez Amethis (2019-12-02 08:45:18)

Odp: Wspólna opieka nad małym dzieckiem po rozstaniu

Wiesz, tak czytam tą Twoją historię i zastanawia mnie jedno, chodź oczywiście jest to Twoja prywatna sprawa

co tak naprawdę było powodem rozejścia

biorąc różne wizje tego co opisałeś, być może tendencyjnie do tego podchodzę

po pierwsze, w większości przypadków dla dobra dziecka i z uwagi na jego wiek, w sądzie możesz nic nie wywalczyć, a wręcz podłożyć się na poczet tej wielkiej TRÓJCY, że mają prawo
co tylko wzmocni ich bojowość

generalnie nie walcz z kurnikiem, bo Cię zadziobią, wiesz to jest 3 pary oczu(i potrójne wzmocnienie wspólnego ograniczenie widzenia) a Ty masz tylko jedną parę
oczywiście że nie masz co liczyć na przyjemną atmosferę, i dziecięcym wyobrażeniem będzie w takiej sytuacji że to nastąpi, a jeśli nawet to w takich przypadkach jest to w większości przypadków zasłonięciem ich(JEJ) oczekiwania

tam nie idź a chodź tędy, sęk w tym aby myślał że to dobra droga smile standardy pomysłowości w takich sytuacjach kobiet, nie mają sobie równych smile

potrzebujesz stanąć na własnych nogach, na tyle żebyś grunt czuł, i mieć ciągły kontakt z tym gruntem

nie walcz z nimi, bo to typowe abyś stracił energię, którą możesz dla dobra dziecka spożytkować, nie wiem jakie masz możliwości psychiczne
staraj się mieć dystans, bardzo pomocnym wydaje się trzymać faktów, nie być odciętym na emocjonalne opisy, ale mieć je w dystansie i głębokim poważaniu tak głębokim że nie potrzebuje to argumentacji na zewnątrz i nie wpływa na otwartą postawę wink

z uwagi na wiek, dziecka i z góry założenie że facet nie potrafi się dzieckiem zająć, będzie to pole eksplorowane przez kobiety, z głęboką serca ich namiętnością smile szkoda Twojego wysiłku próbować to zmieniać czy udowadniać brak zasadności
po prostu pozwól im się tym jarać, spalać, żyć, a Ty rób swoje, przy zachowaniu informowania czy ustalania z była, tego stanu rzeczy, musisz być po prostu kreatywny smile jeśli nie wiesz z czym masz do czynienia, polecam tematykę alienacja rodzicielska

pamiętaj, masz szansę zmienić przyszłość własnego dziecka, pokazując siebie takim jaki jesteś naprawdę a nie takim jak ktoś chce żebyś był
i to jest Twoja rola jak i obowiązek względem dzieciaka, i jest zgodny z dobrem dziecka

to co dziś wypracujesz, będzie z wiekiem dziecka procentować, nawet nie masz pojęcia jak
wymaga to czasu, więc potrzebujesz przestawić się na strategie długoterminowe, te tutaj doraźne będą frustrować podczas nie powodzenia

uświadom się w trybie szybkim jakie masz prawa jako ojciec, nie daj sobie ich odebrać, nie wierz w głupotę pokoleniową, kieruj się sercem
za kilka lat zobaczysz, efekt tego w stosunku dziecka do życia do osobowości własnej, jak i płci przeciwnej,

z tego co piszę masz typową kontrolujący typ, mogę Ci podpowiedzieć pod tymi maskami mają same lęki, obawy, zdecydowanie często skrzywione widzenie i interpretowanie, działają w grupie bo same nie są w stanie podjąć decyzji, co często objawia się atakiem który ma kontrolować sytuację smile to jest dysfunkcja smile ograniczenie poznawcze, które w dysonans poznawczy Cię będzie wrzucać


teraz doczytałem ze to syn, powiem Ci tyle, nie daj sobie syna wykastrować, każdą negatywną emocje którą one wywołają w Tobie, transponuj na motywacje do zdrowych działań, im więcej się będą pieklić
tym więcej będziesz miał energii do działania,

jeśli sytuacja Cię przytłoczy, idź po pomoc psychologiczną, korzystaj z pomocy, masz być sprawny rozsądny dla własnego dziecka, nie marnuj też czasu na użalania do kogoś bliskiego
realna pomoc, realne działania, jasność przejrzystość KONKRET

"Wędrowcze, droga przepadła; trzeba ją idąc, odkrywać"
"Twoją rzeczywistą i ostateczną prawdą jest sposób, w jaki przeżywasz swoje życie, a nie idee, w które wierzysz"
Odp: Wspólna opieka nad małym dzieckiem po rozstaniu
VaryS napisał/a:

Nie wiem jeszcze jak z kwestiami finansowymi, bo ona sama niebawem będzie musiała wrócić do pracy, a przez to opieka w ciągu dnia może spocząć na babci. Temat żłobka jest w tej chwili zamknięty (ona nie chce o tym słyszeć), do tego coraz częściej słyszę, że pieniądze ode mnie (1000 zł) przestają jej wystarczać na dziecko, co mi się nie mieści w głowie, zwłaszcza, że dostaje jeszcze 500+. Nie wiem, czy nie trzeba będzie od razu zadbać w sądzie o uregulowanie także kwoty alimentów w takim wypadku.

Uwielbiam takie teksty smile
Drogi VaryS, dziecko kosztuje, więc niech zacznie Ci się to mieścić w głowie. To nie są tylko słoiczki i pieluchy. To są rachunki za gaz, wodę, prąd. To są koszty utrzymania, wynajmu. Myślisz, że jak mieszka z rodzicami, to nie musi płacić? Oni mają z tego tytułu koszty.
500+ nie wpływa na wysokość alimentów.

Zostaje Wam tylko sąd i to jak najszybciej.

13

Odp: Wspólna opieka nad małym dzieckiem po rozstaniu
Pokręcona Owieczka napisał/a:
VaryS napisał/a:

Nie wiem jeszcze jak z kwestiami finansowymi, bo ona sama niebawem będzie musiała wrócić do pracy, a przez to opieka w ciągu dnia może spocząć na babci. Temat żłobka jest w tej chwili zamknięty (ona nie chce o tym słyszeć), do tego coraz częściej słyszę, że pieniądze ode mnie (1000 zł) przestają jej wystarczać na dziecko, co mi się nie mieści w głowie, zwłaszcza, że dostaje jeszcze 500+. Nie wiem, czy nie trzeba będzie od razu zadbać w sądzie o uregulowanie także kwoty alimentów w takim wypadku.

Uwielbiam takie teksty smile
Drogi VaryS, dziecko kosztuje, więc niech zacznie Ci się to mieścić w głowie. To nie są tylko słoiczki i pieluchy. To są rachunki za gaz, wodę, prąd. To są koszty utrzymania, wynajmu. Myślisz, że jak mieszka z rodzicami, to nie musi płacić? Oni mają z tego tytułu koszty.
500+ nie wpływa na wysokość alimentów.

Zostaje Wam tylko sąd i to jak najszybciej.

nie wpływa na wysokość alimentów, jest też realnym środkiem, który jest przeznaczony na dziecko smile

"Wędrowcze, droga przepadła; trzeba ją idąc, odkrywać"
"Twoją rzeczywistą i ostateczną prawdą jest sposób, w jaki przeżywasz swoje życie, a nie idee, w które wierzysz"

14 Ostatnio edytowany przez Gosia1962 (2019-12-02 15:35:14)

Odp: Wspólna opieka nad małym dzieckiem po rozstaniu

Kiepska sytuacja....te kobiety beda cie jeszcze dlugo postrzegaly jako wroga.

Nie doczytalam sie- moze ktos juz proponowal- zwykla rozmowa z tymi kobietami? na spokojnie...

O wszelkich oczekiwaniach najlepiej jest mowic wprost; sama sie sytuacja nie rozwiaze, a moze byc jeszcze z biegiem czasu gorzej. Nie znam tych kobiet, ale takie "trzypokoleniowe" kury na grzedzie moga niezle napsuc krwi.

Powiedz, ze bardzo kochasz dziecko, ze cieszysz sie na kazde spotkanie.

I bardzo bys prosil, zeby nie robic zadnych uwag pod twoim adresem, bo to zle wplywa na atmsfere spotkan, na ciebie, posrednio na dziecko.

Decyzji nie zmienisz, ale ojcem pozostaniesz i chcesz nim byc. I bardzo bys chcial, zeby nikt ci tego nie psul, bo to ma wplyw na dziecko.
I to musisz powiedziec wszystkim kobietom, ktore tam trzymaja lape nad wychowniem syna. Jak zaczna marudzic, moze krzyczec?  jedna przez druga, to popros, by ci nie przerywaly i kwestie dokoncz. Czasami jasne postawienie sprawy bardzo pomaga.

Musisz powiedziec to tonem spokojnym, ale stanowczym.
Bo jesli do nich tak jasno nigdy nie zagadales, to to jest troche zamiatanie problemow pod dywan.
Ty nie musisz godzic sie na WIECZNE wracanie do tematu: powiedzialy raz, co mysla na temat twoj i rozstania- przyjales do wiadomosci. Ale ciagle trucie dupy przy dziecku prowadzi do tego, ze jestes tam spiety, ze nie umiesz skupic sie na dzieciaku, potem matka twojego syna wysnuwa wnioski, ze ty nie umiesz zajac sie synem. Wybacz, ale jak by mi ktos gdakal gdzies z boku, tez bym nie potrafila sie skupic na niemowlaku.

Zyj Tu i Teraz.

15

Odp: Wspólna opieka nad małym dzieckiem po rozstaniu

Ja zaś, pomijając wzajemną nienawiść rodziców, zazdroszczę, że oboje wciąż są. Mimo toksycznej relacji "po".
Moje dzieci. Syn, starszy o osiem lat od siostry, "wychowywał się sam", jak mi kiedyś wykrzyczał.
Matki zabrakło dla nich dwojga, a ja zaniedbałem ich wychowanie. I to przyznaję. Tęsknota za ich matką była czasami silniejsza od potrzeb naszego potomstwa.
I nic nie mam na swoją obronę.

facet po przejściach

16

Odp: Wspólna opieka nad małym dzieckiem po rozstaniu

Hej hej, autorze, ja rozstałam się ze swoim partnerem jak Nasz syn miał nie całe 6mcy. Bez sądu mój ex partner zabierał syna na 8 godzin. Zaraz i założył w sądzie sprawę o kontakty z dzieckiem, i Sad zasadzil na Naszego pół rocznego syna kontakty w wymiarze: każdy poniedziałek na 5 godzin i co druga niedzielę też na 5 godzin. Także mój ex bez problemu zabierał syna poza miejsce zamieszkania. Oczywiście w zależności od wieku dziecka te kontakty ulegają zmianie i są większe. Pozdrawiam

17 Ostatnio edytowany przez VaryS (2019-12-02 21:33:38)

Odp: Wspólna opieka nad małym dzieckiem po rozstaniu

Amethis, na pewno masz sporo racji w tym, co piszesz o niedawaniu się, o odcięciu się, o dystansie do tego. Oczywiście, że nie mogłem liczyć, że będzie miła atmosfera. Naprawdę staram się to wszystko ignorować. Ale są takie wizyty, gdy jestem z dzieckiem przez 3 godziny, a przez 2 godziny muszę wysłuchiwać wiele przykrych, naprawdę przykrych słów (w ogólnym rozrachunku więcej od prababci syna, niż od matki). I był taki czas, gdy mocno brałem to do siebie. Po takich ciężkich spotkaniach, gdy wracałem do domu, to emocjonalnie czułem się jak wrak człowieka. Właśnie dlatego coraz mocniej myślę o skróceniu wizyt tam, a przeniesieniu ich w jak największej mierze do mnie.

Na razie syn jest mały, jeszcze nie mówi, nie wszystko rozumie, chociaż widzę, że ta huśtawka nastroju ma na niego wpływ. W tym wszystkim boję się, że zostanie przez matkę dziecka wychowany w nienawiści do mnie. Ale zamierzam walczyć, żeby tak się nie stało. Chcę, żeby widział, że naprawdę mi zależy na Nim.


Pokręcona Owieczka napisał/a:
VaryS napisał/a:

(...) do tego coraz częściej słyszę, że pieniądze ode mnie (1000 zł) przestają jej wystarczać na dziecko, co mi się nie mieści w głowie, zwłaszcza, że dostaje jeszcze 500+. (...)

Uwielbiam takie teksty smile
Drogi VaryS, dziecko kosztuje, więc niech zacznie Ci się to mieścić w głowie. To nie są tylko słoiczki i pieluchy. To są rachunki za gaz, wodę, prąd. To są koszty utrzymania, wynajmu. Myślisz, że jak mieszka z rodzicami, to nie musi płacić? Oni mają z tego tytułu koszty.
500+ nie wpływa na wysokość alimentów.

Zostaje Wam tylko sąd i to jak najszybciej.

Wiem, ile dziecko kosztuje smile. Przez wiele miesięcy jego utrzymanie było w zasadzie tylko na mojej głowie, założyłem dla syna osobny rachunek, z którego płaciliśmy za wszystko, włącznie ze szczepionkami czy wizytami u specjalistów (nierzadko prywatnie). Wiedziałem wtedy, ile dokładnie pieniędzy przeznaczamy na syna. Ale od kiedy się rozeszliśmy zażyczyła sobie przelew na swój rachunek i nie mam absolutnie żadnego wglądu w ponoszone wydatki. A za rachunki za media/czynsz nie płaci tam zupełnie nic (dowiedziałem się zupełnie przypadkiem całkiem niedawno).



Gosia1962 napisał/a:

(…) i bardzo bys prosil, zeby nie robic zadnych uwag pod twoim adresem, bo to zle wplywa na atmsfere spotkan, na ciebie, posrednio na dziecko.

Decyzji nie zmienisz, ale ojcem pozostaniesz i chcesz nim byc. I bardzo bys chcial, zeby nikt ci tego nie psul, bo to ma wplyw na dziecko.
I to musisz powiedziec wszystkim kobietom, ktore tam trzymaja lape nad wychowniem syna. Jak zaczna marudzic, moze krzyczec?  jedna przez druga, to popros, by ci nie przerywaly i kwestie dokoncz. Czasami jasne postawienie sprawy bardzo pomaga.

.

Obie znają moje zdanie na ten temat. Taka rozmowa, spokojna i stanowcza, miała miejsce co najmniej kilka razy. Czasami pomagało to na jedno, dwa kolejne spotkania. Czasem wręcz przeciwnie - wielka awantura zamiast spokojnej rozmowy. Były też rozmowy w szerszym gronie (moja rodzina, jej rodzina) - udawało się o tym porozmawiać na spokojnie, ale realnych zmian w ich zachowaniu to nie wywołało.
Raz był taki moment, że autentycznie przez bite 2 godziny słuchałem litania o tym, jak zniszczyłem dziecku życiu. „Popatrz na niego. Widzisz jak płacze? Widzisz, jaką krzywdę mu wyrządziłeś?”. Ja z dzieckiem na rękach, wokół wrzaski, dziecko w ryk - wyszliśmy wtedy na przymusowy spacer mimo niesprzyjającej pogody. A jak wróciliśmy to nic się nie zmieniło, więc powiedziałem, że w takich warunkach nie będę się dzieckiem zajmował i wyszedłem przed umówionym czasem. Przy kolejnej wizycie była totalna cisza… Ale już następnej powolutku "wracały do gry".

18 Ostatnio edytowany przez Salomonka (2019-12-03 08:29:21)

Odp: Wspólna opieka nad małym dzieckiem po rozstaniu
VaryS napisał/a:

Na razie syn jest mały, jeszcze nie mówi, nie wszystko rozumie, chociaż widzę, że ta huśtawka nastroju ma na niego wpływ. W tym wszystkim boję się, że zostanie przez matkę dziecka wychowany w nienawiści do mnie. Ale zamierzam walczyć, żeby tak się nie stało. Chcę, żeby widział, że naprawdę mi zależy na Nim.

Raz był taki moment, że autentycznie przez bite 2 godziny słuchałem litania o tym, jak zniszczyłem dziecku życiu. „Popatrz na niego. Widzisz jak płacze? Widzisz, jaką krzywdę mu wyrządziłeś?”. Ja z dzieckiem na rękach, wokół wrzaski, dziecko w ryk - wyszliśmy wtedy na przymusowy spacer mimo niesprzyjającej pogody. A jak wróciliśmy to nic się nie zmieniło, więc powiedziałem, że w takich warunkach nie będę się dzieckiem zajmował i wyszedłem przed umówionym czasem. Przy kolejnej wizycie była totalna cisza… Ale już następnej powolutku "wracały do gry".

Vary, może spróbuj porozmawiać ze swoją partnerką w czasie gdy będziecie sami, bez tego kółka wzajemnej adoracji i powiedz jej, że widzisz jak to szykanowanie i obrażanie ciebie wpływa na syna, kiedy jest tego świadkiem i powiadom ją, że jesli to się nie skończy, to pomimo twojej dobrej woli będziesz musial podjąć jakieś kroki. Możesz np. powiedzieć, że złożysz do sądu wniosek o przebadanie psychologiczne syna. Może ta informacja nimi jakos wstrząśnie? Z pewnością  nie istnieje żadne idealne rozwiązanie w twojej sprawie, ale może trzeba rozważyć kilka wyjść. Wiadomo, że twój syn jest jeszcze bardzo mały i pewnie badanie psychologiczne nie ma tutaj większego sensu, ale juz sama wiadomość dla partnerki i jej "sztabu", że widzisz co się dzieje (że źle się dzieje) i myślisz o tym jak temu przeciwdziałać, może je nieco ostudzić. Ciągłe milczenie i znoszenie w pokorze tych oskarżeń nic nie daje i nikomu nie pomaga. Musisz być bardziej stanowczy i konkretny i sobie nie pozwalać na wiele rzeczy.

A ty np.nagrałeś choć jedną taką scenę na dyktafon? Tak na wszelki wypadek.

19 Ostatnio edytowany przez Amethis (2019-12-03 09:48:33)

Odp: Wspólna opieka nad małym dzieckiem po rozstaniu
Salomonka napisał/a:

A ty np.nagrałeś choć jedną taką scenę na dyktafon? Tak na wszelki wypadek.

dyktafon dobra sprawa na dłuższą strategię, bez machania nim, itd itp

na późniejszy etap jak najbardziej, próby badania psychologicznego kilku miesięcznego dziecka, i tak zostaną obrócone jako atak na prawidłowość opieki matki, w konsekwencji na stresowanie otoczenia, w konsekwencji rzutować na to czym się kieruje ojciec dziecka, a więc w perspektywie drugiej strony, działaniu wbrew dobru dziecka, kurnik wrobi zaraz gościa w odpowiedzialność za sytuacje, co już i tak robi, standardy dorosłości emocjonalnej pokoleniowe smile


wink znam klimaty

"Wędrowcze, droga przepadła; trzeba ją idąc, odkrywać"
"Twoją rzeczywistą i ostateczną prawdą jest sposób, w jaki przeżywasz swoje życie, a nie idee, w które wierzysz"

20

Odp: Wspólna opieka nad małym dzieckiem po rozstaniu
Amethis napisał/a:
Salomonka napisał/a:

A ty np.nagrałeś choć jedną taką scenę na dyktafon? Tak na wszelki wypadek.

dyktafon dobra sprawa na dłuższą strategię, bez machania nim, itd itp

na późniejszy etap jak najbardziej, próby badania psychologicznego kilku miesięcznego dziecka, i tak zostaną obrócone jako atak na prawidłowość opieki matki, w konsekwencji na stresowanie otoczenia, w konsekwencji rzutować na to czym się kieruje ojciec dziecka, a więc w perspektywie drugiej strony, działaniu wbrew dobru dziecka, kurnik wrobi zaraz gościa w odpowiedzialność za sytuacje, co już i tak robi, standardy dorosłości emocjonalnej pokoleniowe smile


wink znam klimaty

Czytasz ze zrozumieniem? Napisalam, zeby ja postraszył a nie decydowal się na badanie, przynajmniej nie teraz i nie od razu.

21

Odp: Wspólna opieka nad małym dzieckiem po rozstaniu

Sama będę mieć chyba taką sytuację. 2 miesięczny synek. My oboje po 21 lat. Chłopak ostatnio mnie zdradził bo chciała się dowartościować. Długa historia. Na razie jesteśmy w zawieszeniu. Ale po rozstaniu ostatecznie to jest tak że matka się ciągle zajmuje dzieckiem, ma je ciągle w głowie. Nwm jak ojcowie myślą, ale na pewno nie calu czas. Myślą też o pracy swojej.

Ja się codziennie zajmuje dzieckiem, karmię, przewijam, bawię, noszę, ja urodziłam, ja czułam ten ból, znosiłam dyskomfort ciąży, musiałam zmienić jedzenie na inne, poświęcić się, to nas bolą sutki przy pierwszych karmieniach. Mało który pamięta że dziecko potrzebuje klej gumkę czy kolorowy blok z kartkami
Dlatego jest ten żal. Matek do ojców.
Faceci nigdy nie zrozumieją matek. Takie jest moje zdanie

22

Odp: Wspólna opieka nad małym dzieckiem po rozstaniu
Auguria napisał/a:

Sama będę mieć chyba taką sytuację. 2 miesięczny synek. My oboje po 21 lat. Chłopak ostatnio mnie zdradził bo chciała się dowartościować. Długa historia. Na razie jesteśmy w zawieszeniu. Ale po rozstaniu ostatecznie to jest tak że matka się ciągle zajmuje dzieckiem, ma je ciągle w głowie. Nwm jak ojcowie myślą, ale na pewno nie calu czas. Myślą też o pracy swojej.

Ja się codziennie zajmuje dzieckiem, karmię, przewijam, bawię, noszę, ja urodziłam, ja czułam ten ból, znosiłam dyskomfort ciąży, musiałam zmienić jedzenie na inne, poświęcić się, to nas bolą sutki przy pierwszych karmieniach. Mało który pamięta że dziecko potrzebuje klej gumkę czy kolorowy blok z kartkami
Dlatego jest ten żal. Matek do ojców.
Faceci nigdy nie zrozumieją matek. Takie jest moje zdanie

Coś w tym jest.

Spokój wewnętrzny trzeba sobie po prostu wypracować przez trud.

23

Odp: Wspólna opieka nad małym dzieckiem po rozstaniu
Auguria napisał/a:

Sama będę mieć chyba taką sytuację. 2 miesięczny synek. My oboje po 21 lat. Chłopak ostatnio mnie zdradził bo chciała się dowartościować. Długa historia. Na razie jesteśmy w zawieszeniu. Ale po rozstaniu ostatecznie to jest tak że matka się ciągle zajmuje dzieckiem, ma je ciągle w głowie. Nwm jak ojcowie myślą, ale na pewno nie calu czas. Myślą też o pracy swojej.

Ja się codziennie zajmuje dzieckiem, karmię, przewijam, bawię, noszę, ja urodziłam, ja czułam ten ból, znosiłam dyskomfort ciąży, musiałam zmienić jedzenie na inne, poświęcić się, to nas bolą sutki przy pierwszych karmieniach. Mało który pamięta że dziecko potrzebuje klej gumkę czy kolorowy blok z kartkami
Dlatego jest ten żal. Matek do ojców.
Faceci nigdy nie zrozumieją matek. Takie jest moje zdanie

Nie wiem jak inni faceci, ale na przykład mój prawie ex mąż powiedział mi, że o dziecku myśli tylko jak go pilnuje. A tak normalnie jak nie jest z dzieckiem to nie tęskni, nie zastanawia się co mu potrzeba, co trzeba naprawić, skontrolować. Nic. Czarna dziura! Co prawda może tak powiedział po złości bo jak odchodził to się go spytałam, czy nie szkoda mu dziecka, czy nie będzie tęsknił za nim, że nie ma go na co dzień...
Coś w tym pewnie jest, bo teraz jak żyjemy osobno, to o czym ja nie pomyślę to tego nie będzie. Imprezy z okazji pierwszych urodzin, wizyty u dziadków (jego rodziców), ubranek, akcesoriów, pierwszego wyjścia na basen, pokoiku, nasmarowania kółek w wózku, kolejnego fotelika do samochodu, wizyt kontrolnych u lekarza, albumu ze zdjęciami, urlopu, spaceru itp... tylko mechaniczna opieka wg ściśle określonego harmonogramu i kasa na koncie. Tragedia. Nie mam doświadczenia jak wygląda troska ojca o sprawy przyżyciowe dziecka w pełnej rodzinie więc nie wiem. Ale w rozbitej to jest dramat. Przynajmniej u mnie. Są tylko prezenty i to o co poproszę. Żadnej inicjatywy.... tak jakby mu nie zależało...
Dla mnie takie dziecko to też nowość. Ale po to kupuję książki, czy czytam w internecie jak dziecku zapewnić wszystko co niezbędne. A temu to się po prostu nic nie chce w tej materii zrobić. I jeszcze pretensje ma, że mu utrudniam rozwijać jego nowy związek...

24 Ostatnio edytowany przez bagienni_k (2019-12-07 19:23:21)

Odp: Wspólna opieka nad małym dzieckiem po rozstaniu

Jak czytam takie historie o "wkładzie" owych "ojców" w wychowanie dziecka, to sie zastanawiam, czy oni w ogóle kiedykolwiek tego dziecka chcieli..Co innego jak ktoś dziecka nie chce i wyraźnie to komunikuje. Jednak jeśli już dziecko się pojawia, to takie akcje, jak wyżęj, to juz szczyt cyrku na kółkach. Pozostaje jedynie Wam współczuć.Kurde, nawet jeśli nei jestes  nimi razem, to przecież to sa ich dzieci..
Żeby nie poczuwać się do żadnej odpowiedzialności, troski czy zanagażowania..Żenada..

"Będziesz stale cierpiał, jeśli będziesz reagował emocjonalnie na wszystko(...), prawdziwa siła zawiera się w obserwowaniu wszystkiego z boku, ze spokojem i logiką" - Bruce Lee

25

Odp: Wspólna opieka nad małym dzieckiem po rozstaniu
Salomonka napisał/a:
Amethis napisał/a:
Salomonka napisał/a:

A ty np.nagrałeś choć jedną taką scenę na dyktafon? Tak na wszelki wypadek.

dyktafon dobra sprawa na dłuższą strategię, bez machania nim, itd itp

na późniejszy etap jak najbardziej, próby badania psychologicznego kilku miesięcznego dziecka, i tak zostaną obrócone jako atak na prawidłowość opieki matki, w konsekwencji na stresowanie otoczenia, w konsekwencji rzutować na to czym się kieruje ojciec dziecka, a więc w perspektywie drugiej strony, działaniu wbrew dobru dziecka, kurnik wrobi zaraz gościa w odpowiedzialność za sytuacje, co już i tak robi, standardy dorosłości emocjonalnej pokoleniowe smile


wink znam klimaty

Czytasz ze zrozumieniem? Napisalam, zeby ja postraszył a nie decydowal się na badanie, przynajmniej nie teraz i nie od razu.

show must go one smile



AuguriaSama napisał/a:

Ja się codziennie zajmuje dzieckiem, karmię, przewijam, bawię, noszę, ja urodziłam, ja czułam ten ból, znosiłam dyskomfort ciąży, musiałam zmienić jedzenie na inne, poświęcić się, to nas bolą sutki przy pierwszych karmieniach. Mało który pamięta że dziecko potrzebuje klej gumkę czy kolorowy blok z kartkami
Dlatego jest ten żal. Matek do ojców.
Faceci nigdy nie zrozumieją matek. Takie jest moje zdanie

rozumiem i słyszę o czym piszesz, współczuję z serducha,

to naprawdę można zmienić, nie trzeba powielać uogólnień, komunikacja to klucz do sukcesu

"Wędrowcze, droga przepadła; trzeba ją idąc, odkrywać"
"Twoją rzeczywistą i ostateczną prawdą jest sposób, w jaki przeżywasz swoje życie, a nie idee, w które wierzysz"

26

Odp: Wspólna opieka nad małym dzieckiem po rozstaniu
VaryS napisał/a:

A za rachunki za media/czynsz nie płaci tam zupełnie nic (dowiedziałem się zupełnie przypadkiem całkiem niedawno).

To nie ma najmniejszego znaczenia czy ją to mieszkanie kosztuje coś czy nic. Ona jest chyba dorosłą osobą, poczytalną i nie jesteś jej prawnym opiekunem tongue więc za swój nocleg, wyżywienie itp. zobligowana jest płacić z pieniędzy zarobionych przez siebie, nie przez ciebie. Na tobie spoczywa solidarny obowiązek utrzymania dziecka, a nie jej. Jak najbardziej więc mogą te wszystkie kobiety wystawić ci rachunek za potrzeby mieszkaniowe dziecka tj. udział w opłatach. Przy czym warto podkreślić, że matka jest zobowiązana partycypować w tych kosztach.
Ogólnie szkoda tracić nerwów. Idź do sądu, co by wyznaczyć zasady opieki nad dzieckiem i wysokość alimentów. Inaczej będziesz co chwilę zaszczuwany i szantażowany.

To już jest koniec, Piękna przyjaciółko To już jest koniec Moja jedyna przyjaciółko, koniec
Koniec naszych rachub niespełnionych Koniec tego, co trwa nieporuszone Nie umkniesz, ani nie zdziwisz się, to koniec Już nigdy nie spojrzę w oczy twoje...ponownie
Podszedł do drzwi Zajrzał do środka "Ojcze?" "Tak synu?" "Chcę cię zabić" "Mamo...chcę cię...przelecieć"

27

Odp: Wspólna opieka nad małym dzieckiem po rozstaniu

Salomonka, Amethis:
nic nie nagrywałem, w sumie nawet nie przyszło mi to do głowy. Może faktycznie warto, gdyby sytuacja się utrzymywała…

Snake:
Temat finansów to jeden z wielu, na który mieliśmy bardzo rozbieżne zdanie. Ona jest w stanie wydać lekką ręką sporą część swoich zarobków na różne zachcianki. Nie potrafi zupełnie niczego odłożyć, nie potrafi zadowolić się czymś marki nie-premium. Wszystko musi mieć z górnej półki. W zasadzie każdy mężczyzna w jej życiu ją zawsze utrzymywał (nie użyła by tego słowa, ale tak to po prostu wyglądało moim zdaniem) i nie liczyła się z tym, że może tego jej kiedyś zabraknąć.
Dla niej sytuacja, w której się teraz znalazła, gdzie sama musi rozdzielać na potrzeby syna otrzymane ode mnie pieniądze oraz część swoich pieniędzy, jest czymś nowym. Obecnie nie płaci rachunków i czynszu, a ja nie chcę w żaden sposób brać udziału w zarządzaniu przez nią finansami. Uparła się, że założy osobne konto, że nie będę miał w nie wglądu. Dla mnie w porządku. Dopóki nie wyleci za jakiś czas z jakimiś absurdalnymi oczekiwaniami finansowymi, to dogadamy się polubownie.



----

Jeśli chodzi o ostatnie dni to ona przystopowała w ostatnim tygodniu ze swoim zachowaniem. Nawet powiem więcej - zdarzyła się jedna wizyta u syna, gdy była tylko ona i zachowywała się zupełnie neutralnie w kierunku mojej osoby, a momentami nawet pozytywnie. Syn był w dobrym humorze, może wyczuwał, że nie ma tego dnia tej niemiłej atmosfery w powietrzu. Ugotowała dla wszystkich obiad i w jakimś tam stopniu brała udział w moich zabawach z synem - zważywszy na wszelkie okoliczności wyglądało to wszystko nad wyraz dobrze.
Przekonałem ją, aby następnym razem wybrali się do mnie na odwiedziny. Chcę, żeby syn powoli się przyzwyczajał także do mojego lokum - ma tutaj zresztą urządzony swój pokój. Niestety nadal kiepsko znosi nowe otoczenie i na ten moment potrzebuje mamy obok siebie, więc musiałem zaprosić także ją. I tutaj sytuacja już nie była tak różowa. Czuć było jej pretensje do mnie, że to przeze mnie syn nie ma teraz obojga rodziców. Generalnie atmosfera mocno średnia. Nie bardzo mam ochotę z nią rozmawiać o innych tematach niż nasze dziecko, więc zwyczajnie skupiłem się na Nim. Na dłuższą takie wizyty byłyby to zbyt męczące, ale chyba na razie musi to tak wyglądać, zanim syn się nie przestawi.

Co do sądu, to rozmawialiśmy o wspólnych wydatkach i ona sama powiedziała, że ktoś znajomy jej zasugerował, żeby ubiegała się w sądzie o określoną kwotę alimentów (tak na wszelki wypadek). Jednocześnie sama zaznaczyła, że ona nie chce iść do sądu, że finansowo się dogadujemy i to nie ma żadnego sensu. Przytaknąłem w tamtej chwili, ale cały czas biorę to pod uwagę, że to jest bardzo realny scenariusz.

28

Odp: Wspólna opieka nad małym dzieckiem po rozstaniu

Słuchaj, no ja ci mogę tylko powiedzieć ze swojej strony, że poczekaj jeszcze troszkę. Nie mogę się doczytać ile czasu minęło od waszego rozstania, nie wiem może przeoczyłam ale wydaje mi się, że te emocje z czasem osłabną. Na moim przykładzie ci powiem (też mamy roczne dziecko), że na początku przy każdej wizycie miałam pretensje, teraz z każdą wizytą emocje są coraz mniejsze (u nas minęło 5 miesięcy), nasze spotkania coraz częściej są neutralne, a i dziecko też jest coraz spokojniejsze i z każdą wizytą coraz bardziej związane z ojcem, zwłaszcza, że od niedawna zabiera dziecko do siebie. Wiem, że jest ci ciężko wysłuchiwać tych pretensji, ale rozstanie w takim okresie jest dla kobiety naprawdę trudne i ciężko zapanować nad emocjami. Jestem prawie pewna, że będzie coraz lepiej. Mam wrażenie, że obojgu wam zależy na dogadaniu się tylko te emocje są jeszcze za silne.

Odp: Wspólna opieka nad małym dzieckiem po rozstaniu
VaryS napisał/a:

Co do sądu, to rozmawialiśmy o wspólnych wydatkach i ona sama powiedziała, że ktoś znajomy jej zasugerował, żeby ubiegała się w sądzie o określoną kwotę alimentów (tak na wszelki wypadek). Jednocześnie sama zaznaczyła, że ona nie chce iść do sądu, że finansowo się dogadujemy i to nie ma żadnego sensu. Przytaknąłem w tamtej chwili, ale cały czas biorę to pod uwagę, że to jest bardzo realny scenariusz.

VaryS, ale tu chodzi również o Twoje zabezpieczenie. Musicie mieć jasno określone, jaki jest Twój wkład finansowy w wychowanie syna. Mam nadzieję, że przelewając jej co miesiąc kwotę na konto, piszesz w tytule "alimenty za m-c...".
Póki jest dobrze, to jest dobrze, ale wiesz...
Policz swoje wydatki, swoją zdolność, oszacuj utrzymanie syna ( łącznie z kosztami utrzymania, bo mimo że nie płaci, one są i zawsze będą - załóż to, bo za rok, jak może się wyprowadzi i wynajmie mieszkanie, wniesie o podwyższenie alimentów z tytułu wynajmu).
Lepiej dmuchać na zimne.

30

Odp: Wspólna opieka nad małym dzieckiem po rozstaniu

Pytanie jeśli ktoś nie ma zasądzonych alimentów sądownie, to czy musi przelewać pieniądze na dziecko z tytułem przelewu 'alimnety ??
Nie może napisać np: na utrzymanie dziecka Kamila ?


Pokręcona Owieczka napisał/a:
VaryS napisał/a:

Co do sądu, to rozmawialiśmy o wspólnych wydatkach i ona sama powiedziała, że ktoś znajomy jej zasugerował, żeby ubiegała się w sądzie o określoną kwotę alimentów (tak na wszelki wypadek). Jednocześnie sama zaznaczyła, że ona nie chce iść do sądu, że finansowo się dogadujemy i to nie ma żadnego sensu. Przytaknąłem w tamtej chwili, ale cały czas biorę to pod uwagę, że to jest bardzo realny scenariusz.

VaryS, ale tu chodzi również o Twoje zabezpieczenie. Musicie mieć jasno określone, jaki jest Twój wkład finansowy w wychowanie syna. Mam nadzieję, że przelewając jej co miesiąc kwotę na konto, piszesz w tytule "alimenty za m-c...".
Póki jest dobrze, to jest dobrze, ale wiesz...
Policz swoje wydatki, swoją zdolność, oszacuj utrzymanie syna ( łącznie z kosztami utrzymania, bo mimo że nie płaci, one są i zawsze będą - załóż to, bo za rok, jak może się wyprowadzi i wynajmie mieszkanie, wniesie o podwyższenie alimentów z tytułu wynajmu).
Lepiej dmuchać na zimne.

Odp: Wspólna opieka nad małym dzieckiem po rozstaniu
borys111 napisał/a:

Pytanie jeśli ktoś nie ma zasądzonych alimentów sądownie, to czy musi przelewać pieniądze na dziecko z tytułem przelewu 'alimnety ??
Nie może napisać np: na utrzymanie dziecka Kamila ?

Może. Chodzi właśnie o to, by w tytule przelewu, jasno było określone na co są to pieniądze, czyli na dziecko.
Jak Autor robi przelew tytułem "zasilenie konta", to łatwo można podważyć, że to nie są pieniądze na utrzymanie dziecka.
Najlepiej napisać : alimenty za np. grudzień 2019

32

Odp: Wspólna opieka nad małym dzieckiem po rozstaniu

Parę rzeczy się zmieniło w ostatnich 3-ech tygodniach...

Po pierwsze, jest mniej pretensji. Atmosfera się generalnie poprawiła i większość moich wizyt już nie jest taka trudna do zniesienia, jak miesiąc temu. W międzyczasie udaje się łapać coraz lepszy kontakt z synem, co mnie cieszy smile.

Po drugie, coś niedobrego dzieje się w tamtym domu. Cześciej niż wcześniej jestem świadkiem kłótni między matką dziecka, a jej rodziną (przede wszystkim babcią, która jest właścicielem domu i której wiele rzeczy i zachowań się nie podoba). Tak jakby ten cały gniew przeszedł teraz na nie obie. Moja była partnerka coraz rzadziej jest w domu podczas moich odwiedzin syna, coraz częściej gdzieś wychodzi. Zdaniem jej babci "szlaja się z kimś" i w ogóle nie liczy się z tym, że babcia ma swoje lata i nie jest w stanie się w 100% opiekować moim synem podczas (częstych) nieobecności jej wnuczki. Nie zamierzam się wtrącać, bo to generalnie nie moja sprawa, przynajmniej do momentu jak dziecko nie będzie przez to wszystko cierpieć. Zamierzam baczniej przyglądać się tej całej sytuacji.

Po trzecie, nastąpiła prawdopodobnie zmiana zdania dot. jej powrotu do pracy. Miała wrócić w styczniu, teraz mówi, że może w lutym, ale jeszcze do końca nie wie, bo może jednak zostałaby dłużej z dzieckiem w domu. Babcia już nie jest młoda, ponoć często narzeka na problemy zdrowotne, więc ona boi się zostawiać syna z nią samego. I ja to rozumiem, a dodatkowo to co zarobiłaby na 1/2 etatu to praktycznie oddałaby na niańkę lub żłobek w takiej sytuacji. Niemniej, taka decyzja sprawi, że finansowo będzie jeszcze trudniej to wszystko zgrać ze sobą. W takim wypadku pojawią się większe wymagania finansowe z jej strony i w zasadzie to ja będę musiał je pokryć (może ktoś z rodziny jeszcze nas wspomoże, ale ciężko powiedzieć).

P.S. Tak, przelewy dla syna od początku nazywałem "alimenty na ... za m/c", tak na wszelki wypadek.

Posty [ 32 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Wspólna opieka nad małym dzieckiem po rozstaniu

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2018