Mam 20 lat, strasznie niska samoocene, prawie rowna zeru, ale główną rolę odgrywa tu mój charakter. :-(
Z jednej strony lubię siebie, a z drugiej nienawidzę tak mocno, że chciałabym za wszelką cenę być kimś innym.
Ciągle porównuję się do innych dziewczyn i ich widzę w takim ,,blasku", a siebie w cieniu, niechcianą.
Kiedy widzę, jak jakaś moja koleżanka ma powodzenie, ,,startują" do niej fajni mężczyźni to mnie skręca. Nie jest to coś w stylu nienawiści, raczej ogromnego bólu i doła i myśleniu "na mnie by nawet nie spojrzał". O ile zawsze umiem cieszyć się z czyjegoś szczęścia, to w kwestiach damsko-męskich, kwestiach związanych z interakcjami i relacjami z ludźmi kuleję. Sądzę, że nikt nigdy się mną nie zainteresuje i nigdy nie będę miała, kogoś kto będzie w moim typie, bo pewnie wybierze inną...
Jestem osobą bardzo wrażliwą, trochę wycofaną. Lubię się śmiać i wygłupiać, choć na pierwszy rzut oka robię wrażenie bardzo spokojnej dziewczyny. Mam dużo zainteresowań, uwielbiam czytać, ciekawi mnie świat, kocham rozmowy na różne tematy. Dużo osob mówi mi, że jestem specyficzna albo trochę dziwna...czuję że nie spotkam nikogo, kto myśli podobnie do mnie i mnie zrozumie......Staram się okazywać dużo ciepła, zrozumienia... mam tylko jedną bardzo dobrą koleżankę, która mówi, że jestem świetna osobą o niezwykłej wrażliwości i ciekawej osobowości. To bardzo dużo mi daje. Nawet nie wiecie ile...ale to nie liczy się wrelacjach damsko-męskich
Największe powodzenie mają wygadane, energiczne, śmiałe dziewczyny, a ja tych cech nie posiadam:(.
Kiedyś taki chłopak dał mi kosza i oczywiście przez miesiąc obsesyjnie myślałam, że gdybym była inna, gdybym była (tu imiona konkretnych osob -dziewczyn), to pewnie nigdy w zyciu tak by się nie stało i byłby wręcz szczęśliwy, że taka dziewczyna chce z nim być.
Normalni, fajni faceci nie chcieli by ze mną być. Często czuje spojrzenia na ulicy, z wyglądu uważam że jestem ok. Nie jakaś tam piękność, normalna, zadbana dziewczyna, mam taką sympatyczną twarz i to w sumie w sobie lubię. Ale wiem, że gdyby mnie poznali, to chcieliby się co najwyżej kolegować. Czasami mam wrażenie, że mężczyźni postrzegają mnie w jakiś dziwny sposób, ale na pewno nie kobiety, którą mogliby się zainteresować.
Naprawdę czuję się fatalnie, są dni kiedy wyobrażam sobie że wszystko jest ok. No ale dobra, nie da się zaprzeczyć, że mój charakter jest dość specyficzny I co? I nic, i tak nawet nie śmiałabym zagadać do żadnego mężćzyzny, bo wiem, że jestem przegrana. Nikt się mną nigdy nie interesował, chyba naprawdę jestem jakimś odpadkiem atomowym. Jak zaakceptować siebie? i przede wszystkim -zrezygnować z porównywania się z innymi, prosze. Te ciągle wyobrażenie "jej by pewnie nie odmówił, a ja u niego nie mam najmniejszych szans" ![]()
Mam straszne problemy z odrzuceniem... każde takie coś jest dla mnie jak cios, z którym nie mogę sobie poradzić.
1 2014-06-30 17:00:58 Ostatnio edytowany przez sisterofmercy (2014-06-30 17:09:23)
Przede wszystkim pamiętaj, że jesteś wyjątkowa! Mądra! inteligentna! Piękna! i jeśli faceci nie zwracają na Ciebie uwagi to ich problem, a nie Twój. Musisz uwierzyć w siebie! Powtarzaj sobie nawet tysiąc razy dziennie, że jesteś wyjątkowa! uśmiechaj się do swoich myśli! głowa do góry pierś do przodu i idziesz! Ty jesteś WAŻNA! Póki nie uwierzysz w siebie odpuść sobie facetów. a jak już uwierzysz i polubisz sobie to uwierz mi nie będziesz się mogła od nich opędzić
Trzymam kcuki
gdybyś chciała pogadać to pisz
Pomogę na ile tylko będę mogła
Sama kiedys miałam podobny problem więc wiem co mówię ![]()
W takim stanie lepiej być samą niż z kimś, bo dopiero byś cierpiała. Jak masz problem z odrzuceniem, to właściwie mogłabyś zaczać prosić o zainteresowanie kogoś niedostępnego = drania. W konsekwencji samoocena spada jeszcze niżej.
Poza tym gdzie wychodzisz, że chciałabyś kogos spotkac i by ktos do Ciebie zagadał? Bo na odwrót raczej tego nie zrobisz.
Faceci lubią otwarte i empatyczne dziewczyny. Jeżeli jesteś zamknięta w sobie i nieśmiała, facet nie może stwierdzić, czy jest tak, dlatego że nie lubisz świata (łącznie z nim), czy dlatego że jesteś po prostu nieśmiała. Do tego z tymi wygadanymi dziewczynami łatwiej jest nawiązać kontakt, czy jakąkolwiek relacje.
Z tego co widzę, twoja sytuacja to trochę jak samospełniająca się przepowiednia. Nie akceptujesz swojego charakteru, żyjesz w kompleksach, a to nie jest atutem, który może przyciągać potencjalnego kandydata. Na szczęście nad samooceną i pewnością siebie można popracować. Weź się za siebie, jeszcze masz czas.
Głupotki opowiadasz
zdajesz się być bystrą, pogodną osóbką z bogatym umysłem, żadnym "ODPADKIEM ATOMOWYM". Dziewczyno, skąd ten pomysł, jak można tak siebie postrzegać
Jesteś jeszcze bardzo młoda, na wszystko masz czas. Bardzo krytycznie siebie oceniasz, z góry zakładasz, że wszelkie próby poznania kogoś, stworzenia relacji skazane są na porażkę. Bądź bardziej łaskawa dla siebie i daj sobie czas:) może warto zastanowić się nad sobą, co nieco zmienić, mam na myśli stosunek do siebie i do ludzi. Tak jak wcześniej pisała jedna z forumowiczek trzeba POKOCHAĆ i ZAAKCEPTOWAĆ SIEBIE, wtedy zrobią to też inni. Nie zakładaj z góry, ze ludzie patrzą na Ciebie jak na dziwoląga, może sama blokujesz siebie i tym samym innych. A co do facetów...Twoi rówieśnicy to jeszcze dzieci
nie wiedzą jakich kobiet należy szukać, także patrz na nich z przymrużeniem oka
możliwe, że jesteś już o jeden, czy dwa kroki przed nimi...
Jak czytam Twoje słowa to tak jakbym czytała swoje przemyślenia sprzed 5-6 lat :)również byłam takim zagubionym, nieśmiałym dziewczątkiem
z czasem wszystko zmieniło się o 180 stopni, uwierzyłam w siebie, wzięłam życie w swoje ręce i teraz to faceci zabiegają o mnie, a kiedyś postrzegali mnie jako kosmitkę
także uszy do góry:)
Normalnie, jakbym czytała własną wypowiedź. Bardzo jestem podobna do Ciebie, choć jestem troszeczkę starsza
Może kiedyś porozmawiamy na priv? ![]()
To ja Ci poradzę nieco inaczej, nie szukaj na siłę chłopaka, drugiej połówki w sensie partnerskim. Skup się na tym by poznać chłopaka przyjaciela, kolegę, kumpla, umawiaj się z nimi na piwo, wspólne wyjście czy sport nie wiem rower albo ścianka wspinaczkowa etc. Od początku traktuj poznanego chłopaka jako materiał na kolegę. Jesteś na pewno wyjątkową osobą tylko ludzie wokół potrzebują czasu by Cię poznać i to zauważyć. Daję głowę, że ten kolega, przyjaciel, znajomy po jakimś czasie spędzonym z Tobą zacznie zauważać twoje zalety, to jaka jesteś, twoje kobiece atuty i wyjątkowość, o której piszesz i sam stwierdzi, że koleżeństwo mu nie wystarcza. Tylko musisz dać sobie i im czas na otwarcie się, na pokazanie twoich najlepszych stron. W ten sposób nie nastawiasz się od razu na partnerski związek z kimś, poczujesz się bardziej wyluzowana w stosunku do innych, bo może tego Ci brakuje. Pozdrawiam ![]()
8 2014-07-07 04:41:23 Ostatnio edytowany przez ZaubererDE (2014-07-07 04:43:02)
Mam straszne problemy z odrzuceniem... każde takie coś jest dla mnie jak cios, z którym nie mogę sobie poradzić.
wiem, że gdyby mnie poznali, to chcieliby się co najwyżej kolegować. Czasami mam wrażenie, że mężczyźni postrzegają mnie w jakiś dziwny sposób, ale na pewno nie kobiety, którą mogliby się zainteresować.
Nie chciałbym Cię "tykać", bo ewidentnie sobie nie radzisz z emocjami. Czuć w Tobie potencjał na dramę.
Tzn. zainteresowanie faceta byłoby dla Ciebie czymś tak wielkim, że stałoby się dla ciebie sensem życia.
Wnosząc po tym co piszesz, nie ma w Tobie marginesu spontaniczności i luzu, który pozwalałby na poznanie Cię bez obawy o konieczność późniejszego "wyplątywania się" z relacji z Tobą.
Dla niektórych kobiet casualowy seks jest dalej w obrębie tego marginesu spontaniczności, który nie implikuje niczego zobowiązującego, a Ty byś pewnie wpadła po uszy po jednym wspólnym wypadzie do kina...
To odstrasza.
Też miałam/mam podobne problemy, mimo że skończę 27 lat nadal pozostały;)
I jakby co to też chętnie popiszę na te temat;)
Też taka byłam jak Ty..wiecznie w cieniu własnej przyjaciółki. Należę do szczupłych osób i przez to miałam problem z koleżankami w klasie, że jestem chuda itp. Ale nadszedł dzień, że powiedziałam DOŚĆ! Może to głupie ale na początku stawałam przed lustrem i mówiłam sobie, że jestem wyjątkowa. Potem zapisałam się na kurs tańca ( daje dużo pewności siebie ), potem zmiana fryzury, kupienie jakiegoś ciucha. I człowiek zmienia nastawienie do całego otaczającego nas środowiska. Mam teraz wspaniałego faceta i mówiąc nie skromnie duże powodzenie u facetów, Uwierz w siebie..Dasz radę :*
Największe powodzenie mają wygadane, energiczne, śmiałe dziewczyny, a ja tych cech nie posiadam:(
A tam, pierdzielenie. Nieśmiałość może być u kobiety bardzo pociągająca.
@Gomez
Każda cecha może być pociągająca, nawet nieśmiałość. Jednak to właśnie przebojowość i pewność siebie daje nam siłę która przez mężczyzn jest równie bardzo pociągająca;-)
Przede wszystkim trzeba zacząć od polubienia i pokochania samego siebie. To nie egoizm. Oglądanie siebie w zwierciadle ocen innych ludzi jest rozpaczliwą lecz nieskuteczną próbą dowartościowania siebie. Najpierw spróbuj być sama swoim przyjacielem, a potem będzie coraz łatwiej.
Każda cecha może być pociągająca, nawet nieśmiałość. Jednak to właśnie przebojowość i pewność siebie daje nam siłę która przez mężczyzn jest równie bardzo pociągająca;-)
Nie, przebojowość i pewność siebie pociąga kobiety, nie mężczyzn. To kobiety podziwiają jednostki pewne siebie (obu płci). Dla zwykłego faceta nie ma to wielkiego znaczenia, a dla nieśmiałego, spokojnego faceta jest to wręcz minus (bo będzie się obawiał, że zbyt pewna siebie kobieta go zdominuje, weźmie pod pantofel i w końcu odejdzie, bo nie będą w stanie stworzyć partnerskiego związku).
Ja nigdy nie byłem w związku z "królową dyskotek", za to pewną "cichą myszkę" (choć przy mnie zrobiła się dość odważna i silna) kocham i to bardzo.
15 2014-07-22 23:56:05 Ostatnio edytowany przez sisterofmercy (2014-07-22 23:59:52)
Witam,
przepraszam że nie reagowałam na Wasze posty, czytałam je na bieżąco, ale czas trochę mi nie pozwalał na głębsze przemyślenie sprawy i przeanalizowanie Waszych odpowiedzi.
Naprawdę bardzo dziękuję za odzew, nie spodziewałam się tylu wartościowych odpowiedzi - bez kozery
.
ZaubererDE, trafiłeś w mój czuły punkt. To jest moja nawiększa słabość. I z tym chcę walczyć. Czy taka postawa ma jakąs swoją ,,profesjonalną" nazwę? Czy da się to przezwyciężyć? To straszne, ale tak wlaśnie jest. Bardzo dobrze mnie rozgryzłeś, co nie udało się nawet psychologowi.
Dziękuję za otuchę, odezwę się na pewno na priv do osób, które tto zaproponowały...miło jest pogadać z kimś borykającym się z podobnymi problemami.
Patito - to jest najlepszy sposób
. Tyle że jak wspomniał ZaubererDE, nie radzę sobie z tym, może inni wyczuwają to u mnie.
Jest mi wstyd....
16 2014-07-24 11:12:32 Ostatnio edytowany przez alisesa (2014-07-24 11:15:24)
sisterofmercy napisał/a:Mam straszne problemy z odrzuceniem... każde takie coś jest dla mnie jak cios, z którym nie mogę sobie poradzić.
sisterofmercy napisał/a:wiem, że gdyby mnie poznali, to chcieliby się co najwyżej kolegować. Czasami mam wrażenie, że mężczyźni postrzegają mnie w jakiś dziwny sposób, ale na pewno nie kobiety, którą mogliby się zainteresować.
Nie chciałbym Cię "tykać", bo ewidentnie sobie nie radzisz z emocjami. Czuć w Tobie potencjał na dramę.
Tzn. zainteresowanie faceta byłoby dla Ciebie czymś tak wielkim, że stałoby się dla ciebie sensem życia.
Wnosząc po tym co piszesz, nie ma w Tobie marginesu spontaniczności i luzu, który pozwalałby na poznanie Cię bez obawy o konieczność późniejszego "wyplątywania się" z relacji z Tobą.
Dla niektórych kobiet casualowy seks jest dalej w obrębie tego marginesu spontaniczności, który nie implikuje niczego zobowiązującego, a Ty byś pewnie wpadła po uszy po jednym wspólnym wypadzie do kina...
To odstrasza.
Rany, nawet nie wiesz jak pomogles mi tym postem. Ja nie wiem czy u mnie to problem niskiej samooceny, ale fakt, ze jezeli mi sie ktos strasznie podoba, ale tak strasznie bardzo mocno, to staram sie w takiej relacji bardzo, czasami chyba bardziej niz facet i boje sie zranienia, co prawdopodobnie prowadzi do sytuacji jak ty je opisales... Tylko jak radzic sobie z poczuciem straty? Kiedy wydaje nam sie, ze stracilismy cos bardzo bardzo cennego... Dodam, ze kiedy konczy sie relacja z kims tego nie wartym to nie rozpaczam. Owszem jest mi smutno, takie poczucie odrzucenia, skaza na atrakcyjnosci. Teraz natomiast nie dalam chlopakowi czasu na poznanie mnie i zepsulam zanim jeszcze sie zaczelo, a moglo. Dlaczego on zakonczyl znajomosc z dnia na dzien, wyrzucil mnie z fb (wiem, ze to glupie), tego juz nie rozumiem... Czy to przez to odstraszenie...?
sisterofmercy napisał/a:Mam straszne problemy z odrzuceniem... każde takie coś jest dla mnie jak cios, z którym nie mogę sobie poradzić.
sisterofmercy napisał/a:wiem, że gdyby mnie poznali, to chcieliby się co najwyżej kolegować. Czasami mam wrażenie, że mężczyźni postrzegają mnie w jakiś dziwny sposób, ale na pewno nie kobiety, którą mogliby się zainteresować.
Nie chciałbym Cię "tykać", bo ewidentnie sobie nie radzisz z emocjami. Czuć w Tobie potencjał na dramę.
Tzn. zainteresowanie faceta byłoby dla Ciebie czymś tak wielkim, że stałoby się dla ciebie sensem życia.
Wnosząc po tym co piszesz, nie ma w Tobie marginesu spontaniczności i luzu, który pozwalałby na poznanie Cię bez obawy o konieczność późniejszego "wyplątywania się" z relacji z Tobą.
Dla niektórych kobiet casualowy seks jest dalej w obrębie tego marginesu spontaniczności, który nie implikuje niczego zobowiązującego, a Ty byś pewnie wpadła po uszy po jednym wspólnym wypadzie do kina...
To odstrasza.
No wlasnie. Ale ze tak rzadko spotyka facetow, to i to kino urasta w jej oczach do niebotycznych rozmiarow. Musi sie przede wszystkim otworzyc i stac towarzyska. Wtedy przestanie sie tak przejmowac.
Czy nie wiecie dziewczyny, że faceci lubią zdobywać, to oni są strzelcami i uwielbiają takie gierki. Polecam lekturę, która może komuś pomóc zrozumieć różnicę między kobietami, a facetami czyli stara i zmaltretowana książka Kobiety są z Wenus, mężczyźni z Marsa. Jeśli nie chcesz odstraszać, jak to sama opisujesz, zaciśnij zęby, choć wiem, że to trudne, i udawaj, że ci na danym obiekcie nie zależy, że wisi ci dosłownie jego obecność nieładnie mówiąc, odczekaj z odpisywaniem na jego smsy, a nie leć od razu by mu wygarnąć najczulsze słówka, jeśli proponuje randkę, napisz, że musisz się zastanowić czy nie masz innych planów...to działa naprawdę !!!Wtedy on przyjmie typowo meska postawę, czyli jak ten orzech rozgryźć, zaintrygujesz go. Daj mu czas na zdobycie twojej uwagi...owszem nie zawsze nam się uda, gdyż dany chłopak zwyczajnie może mieć inne problemy na głowie, niż poszukiwanie pratnerki bądź już jest zajęty ale to już indywidualna sprawa...
W takich gierkach mozna słono przepieprzyć. I tak wszystko wyjdzie w praniu, te całe udawanie jak juz zwiazek bedzie w blizszej formie. Jak macie kogoś gdzieś to nie dziwcie się, że inni mają was także. To nie działa tak prosto.
Hmmm...jak bylam w wieku autorki, mialam podobne problemy.
Z ta roznica, ze mialam " przyjaciol", zaprzyjaznialam sie z facetami, na ktorych mi zalezalo, niektore przyjaznie trwaly po kilka lat, i bylam powierniczka i doradzicielka w ich zdobywaniu " fajnych" dziewczyn.
( nic przyjemnego- byc wykluczona z grona wartych o starania przez obiekt westchnien)
Poza szkola/znajomymi nie umialam nikogo poznac, nigdy mi sie nie zdarzylo, zeby mnie jakis facet zaczepil/podrywal. Grono znajomych mialam, bo bylam komunikatywna, z kazdym sie dogadywalam, tylko nikt nie widzial we mnie kobiety.....
Do tej pory nie wiem , w sumie, czemu tak bylo...
Zawsze lubilam siebie, nigdy nie bylam natretna/desperatka, zawsze bylam pogodna-moze infantylny wyglad?
Na pocieche, zmienilo mi sie po 30, tak jakos jak skonczylam 35 faceci zaczeli sie za mna ogladac, zaczepiac..
Nie- ja nic nie zmienilam- obserwowane reakcje byly dla mnie zaskoczeniem...
Ja tago nie rozumiem- ale to fakt. Konia z rzedem temu, kto mi to wyjasni...
PS, miedzy 30 a 40 zajmowalam sie dzieckiem i praca, w ogole nie mialam glowy do " rozgladania sie" za facetami...
W takich gierkach mozna słono przepieprzyć. I tak wszystko wyjdzie w praniu, te całe udawanie jak juz zwiazek bedzie w blizszej formie. Jak macie kogoś gdzieś to nie dziwcie się, że inni mają was także. To nie działa tak prosto.
To nie chodzi o to by mieć kogoś gdzieś.... naprawdę tylko o to by pokazać, że nie rzucimy i nie poświęcimy wszystkiego, nawet własnej godności dla danej znajomości i będziemy na każde skinienie, bo niektóre dziewczyny naprawdę mają z tym problem. Kobiety są w stanie wiele znieść dla drugiej osoby, czasami zbyt wiele...Chodzi o to by każda znała swoją wartość, potrafiła czasami powiedzieć 'nie' i mieć swoje zdanie, a jednocześnie potrafiła zaimponować chłopakowi właśnie tą niezależnością.
Ano racja. Poświęcenie dla nierokujących/nieszczęśliwych znajomości nie zna granic. Jakbyście miały własne zdanie, wiedziały czego naprawde chcecie i umiały to uzyskać,to nie musiałybyście wcale być takimi niezależnymi. Takie znajomosci szybko byłyby kończone, a nie "umiały znosic wiele". Tak, dla dobra ludzkosci ![]()
Jaki problem widzisz w czyjejś niezależności obojętnie kobiety czy faceta i co dla ciebie znaczy niezależność, bo dla mnie właśnie zdolność wyciągania wniosków, asertywność, czyli zdolność mówienia 'nie', umiejętności decyzyjne i własne zdanie, co złego w tym widzisz ???
Ile znasz niezależnych i rownoczesnie szczęśliwych kobiet? Chocby procentowo?
...a ilu znasz takich mężczyzn?...niech będzie procentowo..
Hm ogólnie znam duzo wiecej kobiet niz mezczyzn, więc trudniej mi to ocenić. Ci bez związku i niezależni widać dobrze na tym wychodzą. Czuc duzo wiekszy luz i optymizm. Kobiet znam takich akurat 0. Niezalezna i dlugo samotna jest zawsze zagubiona, a juz w związku te ktore znam zawsze sie uzależniają. No i oczywiscie po dluzszym czy krotszym czasie i tak sa nieszczesliwe.
...bardzo złe rzeczy dzieją się z mężczyznami nie będącymi w związkach...optymizmu nie uświadczysz za grosz, wręcz przeciwnie faceta np po rozwodzie lub rozstaniu zabija samotność i brak jasno określonego celu dającego paliwo jako wynik pokiereszowanego systemu wartości.....często tęsknota za dziećmi jest olbrzymia i przytłaczająca bo ich to dotyczy, kobiety obligatoryjnie dostają dzieci....mogę jedynie zrozumieć, ze ci których żony wykopały z życia mogą mieć jakiś problem, choć też chyba niezbyt długo...no tak puste ściany pokoju, bezcelowa niedziela.....gotować, prać samotnie po co?..mężczyzna potrzebuje potrzebuje współczucia,troski i ciepła kobiecego....jakieś spektrum poznałam i na tej podstawia piszę...dosłownie przed chwilą rozmawiałam z takim nie poprawnym marzycielem...
Jeden taki marzyciel. Z reszta nie moj pułap, ja nie znam bezposrednio rozwodników - jesli sie rozstają to zostają alkoholikami.
Ludzie słabi, tyle mozna powiedziec. Perspektyw tu z reszta nie ma za bardzo ,trzeba sie wyrwac dalej i przekalibrowac system wartosci niezalezny od ludzi. Tez sie zawsze dziwilem parom, ktore nie chcialy miec dzieci. Co beda mialy za X lat, na starosc itp dzis wiem, ze to mogą miec i lepiej i gorzej, bo dzieci czy sam zwiazek nie jest niczego wyznacznikiem. Szczegolnie, ze sa i zle zwiazki i zle dzieciaki i nieogarnięci rodzice, a sa tez inne cele w zyciu niz tylko odchowanie potomstwa i umartwianie się "co u kogoś".
Hm ogólnie znam duzo wiecej kobiet niz mezczyzn, więc trudniej mi to ocenić. Ci bez związku i niezależni widać dobrze na tym wychodzą. Czuc duzo wiekszy luz i optymizm. Kobiet znam takich akurat 0. Niezalezna i dlugo samotna jest zawsze zagubiona, a juz w związku te ktore znam zawsze sie uzależniają. No i oczywiscie po dluzszym czy krotszym czasie i tak sa nieszczesliwe.
Hej! A ja? Jestem dlugo samotna, calkowicie niezalezna( nie mam rodziny), i nie czuje sie zagubiona i nieszczesliwa...
To, ze chcialabym wzbogavic swoje zycie o kogos ciekawego, nie znaczy, ze nie moge byc dalej sama. Sa wieksze nieszczescia od braku faceta....
30 2014-09-08 21:44:39 Ostatnio edytowany przez thepass (2014-09-08 21:46:31)
Przeciez Ty złośliwą, cynicznie sarkastyczną frustratką jesteś:P Szczescia w tym brak! Przyzwyczaiłaś się i tyle. Ja tez do tego dąże, ale nie az tak;D Moze i osiagnelas spokoj na tym polu, ale nie pamietasz jak jeszcze niedawno w temacie "gdzie sa wolni faceci" pokazywalas pelne przygnębienie oraz niemoznosc rozwiazania sytuacji? Czyż to nie zagubienie?
Przeciez Ty złośliwą, cynicznie sarkastyczną frustratką jesteś:P Szczescia w tym brak! Przyzwyczaiłaś się i tyle. Ja tez do tego dąże, ale nie az tak;D Moze i osiagnelas spokoj na tym polu, ale nie pamietasz jak jeszcze niedawno w temacie "gdzie sa wolni faceci" pokazywalas pelne przygnębienie oraz niemoznosc rozwiazania sytuacji? Czyż to nie zagubienie?
Nie- ja zawsze deklarowalam brak desperacji w tym temacie...
Owszem, przyzwyczailam sie zyc sama. To byl czas, kiedy chcialam zrozumiec, czemu z nikim nie bede szczesliwa, niezaleznie od tego, co zrobie, wiem, i sie z tym pogodzilam.
Jestem konsekwentna- pamietasz? Jestem facetem ;-)
....pytałam znajomych na stanowiskach, czego się boją.....tłumaczą, że to nie jest proste.....są dyrektorami, właścicielami firm, a żeby sobie powiedzieć, patrząc lustro: "Stary, wszystko już osiągnąłeś, a nie możesz znaleźć kobiety, takiego prostego problemu załatwić".....nie chcą przyklejać sobie tej łatki.....zresztą, czy facet, czy kobieta, im dłużej są sami, tym trudniej wyobrazić sobie, że trzeba komuś oddać połowę szafy, półki w łazience i itd..... im jesteśmy starsi i więcej wymagamy.....zajęci karierą przegapili moment, obracają się codziennie w tym samym środowisku, drudzy mają już złote karty kredytowe i zadają sobie pytanie - po co to wszystko?......są rozczarowani próbowaniem i ci, którzy dopiero zaczynają odczuwać potrzebę bycia w związku.....ich samoocena wysoka, jednak życiowo często słabo...tacy niezależni i tak mocno szczęścia brak...często jest tylko fasada zadowolenia..większość z panów została kiedyś poważnie zraniona, albo jeszcze nie mają pojęcia o życiu, bądź fakt posiadania pieniędzy obciążył ich jedynie pustym i próżnym towarzystwem...
...cenią sobie swoją niezależność , ale gdyby spotkali tę właściwą osobę , to zrezygnowali by z niej ,narazili by swój spokój, wolny czas i pasje które tak cenią i pozornie ich uszczęśliwiają..... doskwiera im samotność, innym razem zabija ich własna zachłanność, zdarzają się także jednostki o introwertycznej naturze, które swoim zachowaniem zniechęcają do siebie otoczenie.....myślę, że kobiety znacznie lepiej radzą sobie z samotnym życiem niż mężczyźni....
Odwrotnie tez bywa....
Jak pisze autor-jesli zawsze sie jest odrzucanym, to w koncu czlowiek zajmuje sie soba/praca/kariera/nauka, zeby sie ciagle nie dolowac....i zostaje sam z kariera.
Poczytaj watki panow- zadna mnie nie chce.
Jesli "wyrwe jakas laske " to i tak okaze sie pusta, zmanierowana lala. Slowem, nie stac mnie na takiego partnera, jakiego bym chcial/chciala, frustracja rosnie, i trzeba sie w koncu zajac czyms.( praca)
Kobiety sobie radza lepiej, bo w pewnym wieku maja dzieci, i im poswiecaja zawsze czesc energii, uwagi,
Mezczyzni hoduja frustracje, wchodza w beznadziejne uklady, pija, popadaja w pracoholizm.
Niektorzy znajduja " kogokolwiek" zeby tylko nie byc samemu, i to rodzi jeszcze wieksze frustracje.
Bądź sobą. To lepsze niż być klonem kogoś, lub udawać coś czego się nie lubi. Sam wiem po sobie. Jestem wręcz totalnie trudny. Mam cięty język jak mało kto. Szczery. Wredny. Sarkastyczny. Ale i jestem Altruista
mam częste napady głupoty
i gadam bez sensu
mówię wprost co myślę i nie przysparza mi to przyjaciół lecz wrogów
ale jestem przed wszystkim sobą !
Bądź sobą. To lepsze niż być klonem kogoś, lub udawać coś czego się nie lubi. Sam wiem po sobie. Jestem wręcz totalnie trudny. Mam cięty język jak mało kto. Szczery. Wredny. Sarkastyczny. Ale i jestem Altruista
mam częste napady głupoty
i gadam bez sensu
mówię wprost co myślę i nie przysparza mi to przyjaciół lecz wrogów
ale jestem przed wszystkim sobą !
Pogadamy za 20 lat, jak sobie soba pobedziesz sam :-)
Lucyfer00 napisał/a:Bądź sobą. To lepsze niż być klonem kogoś, lub udawać coś czego się nie lubi. Sam wiem po sobie. Jestem wręcz totalnie trudny. Mam cięty język jak mało kto. Szczery. Wredny. Sarkastyczny. Ale i jestem Altruista
mam częste napady głupoty
i gadam bez sensu
mówię wprost co myślę i nie przysparza mi to przyjaciół lecz wrogów
ale jestem przed wszystkim sobą !
Pogadamy za 20 lat, jak sobie soba pobedziesz sam :-)
Strasznie się załamałem po tym ![]()
Ile znasz niezależnych i rownoczesnie szczęśliwych kobiet? Chocby procentowo?
Wszystkie !!! chociażby ja jestem jedną z nich, dziwne masz spojrzenie na świat i egoistycznie sobie samemu dajesz prawo do niezależności, ale oczywiście inni według ciebie nie są do niej stworzeni i będą nieszczęśliwi, czy ty siebie słuchasz???
Alcybiades ma rację, to mężczyźni zwykle nie radzą sobię z życiem jeśli nie stoi przy nich kobieta, obojętnie czy to matka czy żona, to wy po stracie tej kobiecej części nie potraficie się odnaleźć i to jest prawda. Sama znam wiele przypadków gdzie kobiety po stracie męża radzą sobie bardzo dobrze, owszem raz lepiej, raz gorzej, ale są bardzo samodzielne. Natomiast mężczyźni po stracie żony po prostu dziadzieją brzydko mówiąc, dobija ich samotność, nie potrafią ułożyć sobie życia i relacji z innymi, nie mówiąc o zwykłych domowych obowiązkach. Podświadomie szukają kogoś kto się nimi zajmie, bo sami nie potrafią. Znam autentyczny przypadek mężdzyzny, który szuka kobiety, bo sam nie potrafi koło siebie zrobić, oczywiście nie udało mu się to, bo po prostu inne ma wyobrażenia na temat swojej przyszłości, traktując kobiety wyłącznie z perspektywy, bo 'nie chcę zostać sam' do niczego nie prowadzi, brakuje uczuć, wzajemności w związku, szacunku i równego poświęcenia obu stron. Kobieta nie szuka dorosłego dziecka, którym trzeba się zająć, tylko partnera...
Sobie na pewno nie daje przyzwolenia, bo nie jestem niezależny i nigdy nie byłem i nigdy nie będe.
Jak widać jednak to kwestia spojrzenia na daną płeć, bo wy jako kobiety mowicie ze spotykacie mezczyzn ktorzy sobie nie radzą z niczym i chocby mamusi potrzebują, a my widzimy coś innego. Kurcze przeciez typowa kobieta jest słabsza, bardziej uczuciowa i w konsekwencji bardziej zależna. Prędzej takze myśli rodzinnie, o dzieciach. Szczęścia także poszukuje w partnerze i związku, gdzie mezczyzni zawsze od slubow i dzieci uciekali - niby teraz sie to zmieniło bo mieszamy się bardzo w cechach mentalnych. Każdy obserwuje coś innego i jeśli rzeczywiscie same jesteście spełnione, a ludzie, związki czy ogólnie blizsze relacje społeczne nie wpływają na waszą wartość to ja takie kobiety podziwiam. Tylko czy takie są naprawde? To tak samo jak 9/10 kobiet przywiązuje sie po seksie, a proporcje mezczyzn są całkiem inne. I nie wynika to z tego czy ktos sobie daje na cos przyzwolenie, czy z samych obserwacji które zawsze będą jakoś subiektywne (choć ludzi sie tez słucha). Z samej natury i biologii. Czy to wszystko tak łatwo da sie wyprzeć? Naprawde kobieta uległa bedzie potrafiła byc szczesliwa jako niezalezna? Chyba same przywódczynie nam rosną, które tylko widzą właśnie z góry nieudaczników i maminsynków.
Powiem tylko tyle, wszyscy jestemy ludźmi, nie ma 100% jednakowych kobiet jak i 100% jednakowych mężczyzn. Nie można generalizować, że my z natury to tylko w roli matki czujemy się spełnione, bo to nieprawda, że niby podświadomie dążymy do bycia żoną i bycia od kogoś zależną. To wy mężczyźni od wieków stworzyliście taki model nie dając nam wyboru. Ja jako niezależna kobieta i nie chodzi tu o kwestię finansową czy zawodową czuję się spełniona i szczęśliwa. Niezależność to dla mnie jak już pisałam prawo do decydowania co chcę w życiu robić i kim chcę być, asertywność i poczucie, że to ja i nikt inny decyduję o mojej przyszłości, oczywiście z mniejszym czy większym naciskiem społeczeństwa i systemu, na które wpływu nie mamy.
Nie tylko o roli matki pisałem, a ogólnie bliższych relacji społecznych. Kazda relacja jest zależnością, nawet jesli tylko z niej bierzemy.
Jesli jestes w ten sposob spełniona i uwazasz, ze tak jest lepiej - czy chciałaś nawołać kobiety do tego samego?
Dla mnie, niech każdy robi to, co według niego daje mu spełnienie i szczęście.
Nie ma jednej recepty na życie dla wszystkich.
Nie będę nawoływać nikogo do zmiany poglądów, bo niekoniecznie to co dla mnie jest idealne, będzie dobre dla kogoś innego.
Widzisz, a ja zrozumiałem to tak, że chcesz nawołać kobiety do stawiania się mezczyznie.
Widzisz, a ja zrozumiałem to tak, że chcesz nawołać kobiety do stawiania się mezczyznie.
Nikogo nie mam zamiaru nawoływać do niczego, każdy ma swój rozum i jest wolny. Z twoich postów wynika, iż kobieta nie powinna być niezależna, bo jest przez to nieszczęśliwa, nie rozumiem takiego toku myślenia i wkładania wszystkich do jednego worka !
Raczej nie pisałem, że nie powinna. Reszta to tłumaczenie samą naturą, emocjonalnością i ogolnie przywiązywaniem do uczuc/ludzi co jest takim samym generalizowaniem jak to, że kobieta ma piersi.
Zgodzę się z Tobą, owszem natura ma duży wpływ na to jacy jesteśmy i ogólne różnice między kobietą, a mężczyzną są jednak widoczne, ale jednak największy nacisk na nasze życie i przyszłe zachowania ma otaczający nas świat, ludzie, wychowanie, kultura i tradycje. Jeśli od dziecka chłopcu będzie się wmawiać, że jest słaby fiycznie i pokorny, zależny od innych to w przyszłości trudno będzie mu przystosować się do świata i być prawdziwym mężczyzną ze wzystkimi jego cechami. To samo możemy powiedzieć o dziewczynce, której się zaszcepia same dobre wzorce, jesteś silna, zaradna i poradzisz sobie w każdej sytuacji, ale nie w sensie, że jest pępkiem świata tylko wartościową osobą, ona prędzej odnajdzie się w nowym świecie niż owy chłopiec. Wiele zależy od wychowania i pokazywania nam określonych wzorców, nie wolno tkwić w stereotypach, ponieważ jesteś chłopcem to ma być tak, a nie inaczej. Każdy z nas ma prawo być samodzielny i niezależny i robić to co daje mu spełnienie i szczęście i nie ma tu znaczenia nasza płeć.
Tyle, że swiata tym tez nie zmienisz. Rodzice wychowują dzieci bardzo często stereotypowo i dostajemy w czasie zycia tego potwierdzenie od innych ludzi. Mozesz przełamać stereotyp, a jednak wyjdzie, ze szczesliwa nie jesteś. Co sie wtedy stanie,jak myslisz?
48 2014-09-11 12:07:04 Ostatnio edytowany przez alcybiades (2014-09-11 12:24:00)
... myślenie stereotypowe jest łatwiejsze..... to przyzwolenie na ograniczone myślenie....jakaś wnikliwa obserwacja otoczenia
i zachowania innych w celu podjęcia działania jest bardzo absorbująca i na dłuższą metę męcząca.....stereotypy pozwalają tego uniknąć, można pójść na skróty...z tego co zauważyłam wiara w stereotypy czy zapatrywanie się na inne kobiety nie odzwierciedla faktycznych pragnień, bo przykładowo one mają faceta lub męża i ja też powinnam mieć...wychodzisz za mąż bo koleżanki też, bo masz lata....czy na pewno to ten ktoś na całe życie?.....jeszcze nadopiekuńczość, wyręczanie w obowiązkach i jednostronność wychowywania przez same matki(bo przecież taka rola matki)...niestety przez to dzieci w przyszłości dorośli są słabsi psychicznie......na pewno nie lepiej mają dorośli wychowani z zdominowanym przez typowo męski i agresywny świat...jaki jest ten męski świat?..pełen stereotypów...siła tradycji i stereotypów jest olbrzymia.... ulegają jej zarówno mężczyźni, jak i kobiety...
potrzebuje porady mam meza tyrana mam dwoje dzieci ale jestem tak psychicznie przez niego wykonczona ze sie boje brak mi wsparcia a sama nie dam rady pomocy doradzie
50 2014-09-11 17:52:03 Ostatnio edytowany przez Patito (2014-09-11 17:53:34)
The pass - Nie wiem w końcu do czego ty właściwie dążysz, to tak jakbyś zapytał czy dorastając i wybierając jakąś ścieżkę życia, zdaję sobie sprawę, że może nie da mi to szczęścia. Życie to ryzyko bez wzlędu na to jak ty na nie patrzysz, bez względu na jakiekolwiek wpajane bądź wydumane stereotypy. Tyle, że dotyczy to nas wszystkich, niezależnie od wieku, wyksztalcenia, płci.
Ja mam bardzo podobny charakter do autorki tematu z tym, że nie mam problemów z nawiązywaniem znajomości, ale mam problem, że często nawiązują, że chcą mieć dziecko nie mówiąc nic o przyszłości czy bardziej tradycyjnym związku. Jestem już trochę starsza od autorki i czy możecie mi coś doradzić, bo mam obawy?
....Ewelina stwórz nowy temat np. "mąż tyran" i opisz sytuację....tutaj jesteś mało widoczna...