netkobietyWszystkie działy
Miłość, związki, partnerstwo

Zostawił z mojej winy...

32 odpowiedzi9 093 wyświetleniazałożony przez Najsmutniejsza, 24.06.2014

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Zostawił z mojej winy...

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 33 ]

1

Temat: Zostawił z mojej winy...

Nasza historia jest (a raczej była) niczym bajka, było szczęście wielkie. Z czasem zaczęło się psuć, mimo, że los sprawiał, że mieliśmy dużo możliwości na tworzenie lepszego związku, to jakoś nie do końca z tego korzystaliśmy. Była miłość, były cudowne chwile, fajnie spędzany czas, ale często też były kłótnie. On jest trudny i uparty, jest dobrym człowiekiem, był dla mnie dobry i pomocny, jednak ja nie zawsze to doceniałam, unosiłam się. Jestem porywcza, impulsywna i jak się wkurzam to nie jestem sobą (gadam milion przykrych słów i jestem upierdliwa). Nie radziłam sobie też z zazdrością (swoją drogą - nie powinien sprawiać sytuacji, w których jestem niespokojna; jednak zrobił tak raz dawno i zrozumiał swój błąd, a ja tylko jak natknęłam się na tą dziewczynę to mu to wypominałam i byłam wściekła jakby zrobił mi coś przed chwilą).
Miał problemy, przez to się oddalał, jego błąd, że tłumił to w sobie - był dziwny i nie wiedziałam dlaczego, więc się denerwowałam i nie byłam aż tak wyrozumiała jak powinnam. W kłótniach prosił bym nie była taka chamska, bo kiedyś nie wytrzyma. Ja oczywiście nie zawsze umiałam się powstrzymać.
Zrobiłam awanturę, miałam prawo się wkurzyć, ale nie aż tak. Mogłam przeczekać i na drugi dzień powiedzieć, że nie podoba mi się to, co zrobił. Ale ja wolałam nabluzgać. Widziała to jego siostra, chyba ta dziewczyna, o którą jestem zazdrosna też. Jest mi bardzo wstyd.
Zostawił mnie. Kocha, cierpi, ale mnie zostawił. Nie tak jak zawsze, nie dzwonił za 2 dni. Zabrał swoje rzeczy, przywiózł moje, usunął zdjęcia z facebooka i związek (ja wiem, że to żałosne, ale od 2 lat widnieliśmy, że w związku, mimo kłótni, a teraz publicznie pokazał światu, że z nami koniec, że nie ma żartów).

On ma wiele problemów. Nie do końca mu pomagałam, chociaż chciałam być dobra. Nie będę opisywać co do niego czuję, bo to jest ogromne. Zrozumiałam wszystko i znienawidziłam siebie. Minął tydzień, ja nie mogę dojść do siebie. Staram się nie być sama, idę do pracy, po pracy ciągle coś robię, ale jak mam chwilę samotności (jak teraz) to płaczę. Płaczę, bo wiem, że zepsułam wszystko. Miał co do nas wielkie plany, często o tym mówił. A ja go do siebie zraziłam. On wie, że cierpię, że żałuję i że mi wstyd. On wie, że kocham. Dzwoniłam do niego. On to wie. On kocha, ale nie chce cierpieć. A ze mną cierpiał. Powiedziałam, że zrozumiałam, że chcę mu pomagać. On, że doszło kilka problemów i nie jest teraz w stanie decydować o czymkolwiek. Jutro mamy się spotkać, liczę, że to coś zmieni na lepsze, ale boję się też, że powie, że to naprawdę koniec.
Co ja mam zrobić, by on przestał się upierać i pozwolił nam być ze sobą na nowo. Nawet nie chodzi mi o całkowitą naprawę związku teraz, kiedy nie ma do tego głowy. Pragnę, by po prostu dopuścił mnie do siebie i pozwolił mi być jego przyjaciółką... Dodam, że w międzyczasie spotyka się w grupie z dziewczyną, o którą było wiele kłótni. O którą jestem bardzo zazdrosna. Nie do końca mam ku temu powody, ale on to wie. Zadzwoniłam do niego i powiedziałam, że nie musi tego robić na pokaz (na facebooku), bo mnie to boli, że to jest dziecinne. Nie chcę już mu zabraniać nic, ale on mnie zna nie od dziś, przyjaźniliśmy się, wie, jak mnie to boli, a mimo to pozwala sobie na te komentarze do niej... Ma 25 lat, a teraz widzę w nim dzieciaka, nigdy taki nie był, by tak nieczysto grać. Chce mi dopiec? Kobiecie, z którą był kilka lat, którą zna jeszcze dłużej, która jest mu bliska, z którą dzielił smutki i radości...

Dziewczyny, jak się pozbierać, jak żyć skoro tak tęsknię, brakuje mi go, widzę go wszędzie i czasem jadąc autobusem mam łzy w oczach... Zawaliłam, ale czy to da się zmienić? Skoro mnie kochał to nie może przestać z dnia na dzień...

2

Odp: Zostawił z mojej winy...

Myślę, że wasza rozmowa sporo rozstrzygnie smile Smutno mi się jakoś zrobiło po przeczytaniu Twojego postu, dlatego trzymam za was kciuki i czekam na relacje ze spotkania wink

3

Odp: Zostawił z mojej winy...

Współczuję Ci, ale jemu też. Wiem co to znaczy kłócić się z osobą, która niby Cie kocha, ale jak tylko wyprowadzi się ja z równowagi, to bluzga, nie okazuje szacunku, wytyka tysiąc razy te same rzeczy, porównuje, licytuje, wrzeszczy, rzuca się i miota. Nie jest to przyjemne, więc nie dziwie się facetowi. Do tego zazdrość - to też jest ciężko wytrzymać. Wiem, bo sama byłam cholernie zazdrosna, na szczęście się opanowałam.

Wszyscy mówią, że jak kocha to wróci. Ale ja nie wiem, czy można tak powiedzieć. Bo można kochać bardzo mocno, ale w pewnym momencie nie wytrzymać. Jeżeli chcesz pracować nad tym związkiem, to daj mu czas. Zapisz się do psychologa, powiedz mu o tym. Wtedy będzie widział, że faktycznie chcesz coś ze sobą zrobić, że to nie są tylko puste słowa - teraz naobiecujesz a przy najbliższej okazji znów będzie stara śpiewka. Więc może pomyśl o tym psychologu, to nie jest głupi pomysł, wiem z własnego doświadczenia. Sama będziesz się lepiej ze sobą czuła, nawet jeżeli ze związku nic nie wyjdzie.

Powodzenia

4

Odp: Zostawił z mojej winy...

Najsmutniejsza,podpisuję się pod odpowiedzią zagubionyptak. Uważam,że w twojej sytuacji, czas jest potrzebny na uporządkowanie waszych relacji. Na pewno rozmowa z psychologiem nie zaszkodzi. Widzę z twojego postu,że masz kilka problemów które dotyczą tylko ciebie:
-zaniżona samoocena,
- radzenie sobie ze złością i wyrażanie jej w akceptowany sposób,
-trudności w komunikacji w relacji z partnerem,
- uzależnienie emocjonalne.
Na pewno będąc w takiej sytuacji nie naciskałabym na powrót, bo efekt będzie odwrotny .Nie rób z siebie ofiary i nie bierz go na litość. Pracuj nad sobą, wypełniaj sobie czas i kochaj siebie. Staraj się być empatyczna, ale też asertywna. :-) a wszystko się ułoży. Walcz ze swoimi słabościami dla siebie.
A co do zazdrości- to trzeba mieć zdrowe podejście. Partner tak jak i ty ma prawo mieć znajomych i pasje. Dobrze by było żebyście na tej płaszczyznie coś wspólnego mieli.

5

Odp: Zostawił z mojej winy...

Potraktuję ten wpis jako pamiętnik...
Wczoraj pisaliśmy smsy do późna. Oczywiście wyszło to z mojej inicjatywy. Nie narzucam się tak jak po wcześniejszych kłótniach, gdy pisałam i dzwoniłam milion razy. Udało mi się upamiętać i nie narzucać się, co prawda dzwoniłam tylko ja, ale telefon raz na 2-3 dni to nie jest tragedia, tak myślę. Wczoraj złapałam dołka, zaczęłam wspominać dobre chwile, które miały miejsce jeszcze 2 tygodnie temu i wyłam, bo nienawidzę siebie za to, że pozwolilam to stracić. Napisałam do niego... pisałam takie smsy przepełnione tęsknotą, takie bliskie i czułe slowa, które zawsze sobie pisaliśmy... Wylałam całą tęsknotę, ból, pisałam jak brakuje mi jego dotyku i wspominalam dobre chwile... Odpisał. Że go boli, że cierpi też, ale nie umie być ze mną dłużej, bo ja się nie zmienię. To tak w skrócie. Napisał smsa pełnego szacunku, ale i tak złamał mi serce. Dodal, że zawsze mogę na niego liczyć. Miłe ale czy nie na odwal? Przeprowadziłam się do jego miasta, by być z nim, nie zakładałam, że zawsze będzie super, ale zaryzykowalam, wiedząc i wierząc mu, że to jest właśnie ta miłość o którą trzeba się starać. Pomagal mi dużo. Jak to ma wyglądać, że mogę na niego liczyć, zabraknie mi pieniędzy i mam zadzwonić, by pożyczył? Mam prosić by pomógl mi zawieźć bagaż na dworzec? Niedorzeczne... Miłe ale nie na miejscu...
Mało spałam, rano też pisałam do niego smsy pełne smutku i miłości. Byłam w pracy, ciężki dzień, gdy dostałam podczas pracy smsa od niego, że muszę się pogodzić z rozstaniem to pękłam. Co za przerażające uczucie, milion ludzi, klientów, a Ty dusisz w sobie gorycz i masz łzy w oczach i czujesz pustkę... Gdyby powiedział, że nie kocha, że znudziłam się mu, cokolwiek. Ale on kocha, ale zostawia! Nie rozumiem i nie wiem co zrobić...

Ubrałam się do pracy ładnie, mieliśmy się po pracy spotkać. Już 2 razy przełożył spotkanie. Zestresowana ale zadowolona wychodzę z pracy, a tam sms, że jednak ze spotkania nici. Że musi się uczyć na obronę, którą ma za 2 dni. Rozumiem. Ale wiedział o niej, a mimo to, umawiał się. Tak się nie robi! Zadzwoniłam i spokojnie powiedziałam, że niefajnie zrobił, że pisal, że mogę na niego liczyć, a on mi daje nadzieje i odbiera znów. Powiedziałam "misiu", tak jak zawsze mówiłam, od kilku lat. A on, bym tak nie mówiła, bo nie jesteśmy parą... Rozłączylismy się i stałam pośród ludzi, na dworcu i czułam, że zawalił mi się świat. Napisałam, że mi przykro, bo zmienił się i ma do mnie niemiły stosunek i mnie to boli, a on, że mówi normalnie, że ma ważniejsze rzeczy na głowie. Odpisałam, że wiem, ale, że on też wie co i w jaki sposób do mnie mówi...

Przepelniona bólem, ze łzami w oczach jechałam tramwajem, ale zamiast pojechać dalej wysiadłam na jego przystanku. Zapukałam do drzwi. Nie chciałam rozmawiać. Wiem, że go rozproszyłam i żałuję tego. Ale musiałam. Siedzieliśmy prawie w ciszy, bo w mieszkaniu nie był sam. Ja prawie w ogóle się nie odzywalam (co u mnie jest niespotykane) i toczyłam walkę z myślami i uczuciami. Coś powiedzial o przyjaźni, a ja pytam jak to sobie wyobraża, czy to wyjdzie. A on, że można spróbować... Nie patrzał mi w oczy, cierpiał. Zaznaczał, że nie jesteśmy razem i nie będziemy. Byłam chwilę, może 20 minut. Nie chciałam więcej. Pierwszy raz widział mnie w takiej rozsypce. Ludzie na ulicy chyba widzą nawet, że ze mną jest coś nie tak. Powiedziałam, że jest mi winien szczerą rozmowę, bez kręcenia, szczerą rozmowę o tym co się wydarzyło i o tym co czuje. Obiecał mi, że po obronie.
Wychodziłam, odprowadzil mnie do drzwi, w przedpokoju był półmrok. Powiedziałam "Nawet nie umiesz spojrzeć mi w oczy"... Spojrzał, bo półmrok dodal mu odwagi. Patrzyliśmy na siebie. Powiedziałam, by dał mi znać jak poszło na obronie, bo od roku kiedy to się ciągneło zależało mi na tym by być z nim w tym momencie. Obiecał, że da mi znać po obronie mgr jak mu poszło. Chcialam podejść, ale bałam się, że mnie odepcha, jak miał zwyczaj w kłótniach... Ale on... nie był tardy jak skała, był mięciutki, pocałowałam go w polik, w szyję i delikatnie przytuliłam. Wychodziłam i... wróciłam i powtorzyłam to, trochę dłużej go tuląc, on także mnie objął.
To było cudowne, mala rzecz a tyle dobrego uczucia... Tylko, że dała mi nadzieję, a on może zrobił to z sentymentu lub dla świętego spokoju...

Wsiadałam do windy i nie moglam powstrzymać łez. Jak nastolatka, jakby ktoś mnie zobaczył pomyślałby że zwariowałam, że płaczę na ulicy, ale ja naprawdę nie mogłam powstrzymać łez...

Dziewczyny, co do psychologa... Wiem, że jakbym mu zakomunikowała, że poszłam do psychologa to by znaczyło że naprawdę chcę by było między nami dobrze. Tylko po prostu mnie na niego nie stać... sad

6

Odp: Zostawił z mojej winy...

Moja Droga rozumiem Cię doskonale, bo też tak mam/miałam tylko jestem już chyba w późniejszej fazie wink Mój eks też nie wytrzymywał moich ciągłych awantur i dodatkowo imprezowania. Też byłam osobą bardzo podejrzliwą,ale to ja w sumie zachowywałam się jak osoba nie godna zaufania. Stąpałam po cienkim lodzie, to zawsze ja zrywałam, a on prosił i wyrzucał, że jak mogę mu to robić...Do czasu...Ostatnio czytałam od niego sms-y, bo stwierdziłam że może coś przeoczyłam i sama nie wierzyłam jak traktowałam go strasznie. On mi napisał "będziesz tego żałować, pamiętaj karma wraca" i miał rację. Kiedyś mi się wydawało, że jak ktoś mnie tak pokochał i dużo rzeczy wybaczał to tak będzie  zawsze,ale nie ma miłości za nic. Ta druga osoba odchodzi w najmniej oczekiwanym momencie, jak sobie postanawiasz, że teraz się zmienisz, że będzie dobrze i czujesz, że ją tracisz, że jest co raz gorzej. Ludzie nie zmieniają się w dwa dni i Twój partner ma rację twierdząc, że będzie tak samo. Teraz czujesz inaczej, bo Cię opuścił. Wiem, że będzie ciężko uwierz mi wiem,ale im wiecej bedziesz go prosić i naciskać to będzie gorzej. Wiem, bo sama tak miałam...sama się dziwiłam, że mogę takie błagalne sms-y mu wysyłać,ale to nie szło na moją korzyść. On mi pisał, że już w nic mi nie wierzy i ,że to jest takie moje gadanie jak zawsze,a gadać ładnie każdy potrafi. Mówię odpuść daj mu czas, może zatęskni i wróci...nie mówię że tak będzie,bo wiesz czasami już na coś jest za późno, każdy ma swój limit...jak go przekroczysz to chociażbyś na głowie stanęła....To przekładanie spotkań u mnie było identycznie...myślałam sobie "boże nie zasługuje nawet na to, żeby ze mną porozmawiał",ale wiem że się bał konfrontacji,bo on sam już nie wiedział chyba. To jest trudne zarówno dla niego jak i dla Ciebie uwierz mi.

powodzenia

7

Odp: Zostawił z mojej winy...

Chyba ostatnio nie mam w sobie empatii, ale jakoś nie żal mi autorki. W zasadzie, nie ma czego współczuć żadnej osobie która znajduje się w podobnej sytuacji przez własną głupotę. Szkoda, że nie cenicie partnera i nie myślicie w podobny sposób dopóki go nie tracicie bezpowrotnie.

8

Odp: Zostawił z mojej winy...

Wrócisz do niego, trochę czasu minie i będziesz taka jak wcześniej, on o tym wie dlatego nie chce niczego mimo, że kocha. Też o tym wiesz tylko teraz przez tęsknotę wierzysz, że się zmienisz ale to raczej mało prawdopodobne.

9

Odp: Zostawił z mojej winy...

Może mi ktoś napisać jaki jest powod takiego zachowania??

Z tego co wiem często kobiety w związkach się tak zachowują czyli podejrzliwość, brak zaufania, awantury. Czy to jest w obawie o stratę?
Kurde być z kimś 2 lata i mu nie ufać, ludzie a jak wyobrażacie sobie dalsze życie?

10

Odp: Zostawił z mojej winy...

Napisał, że się obronił, odpisałam, że się cieszę, zapytałam jak było, odpisał. Na drugi dzień oczywiście musiałam zadzwonić. Rozmawialiśmy normalnie, powiedziałam, że nie chcę go prosić, by wrócił, bo moje błaganie nie wpłynie na jego decyzję, poprosiłam tylko, by był dla mnie dobry. Powiedział, że będzie, że generalizując to zawsze był. Lepiej mi było po tej rozmowie, bo już nie czułam wrogości. Wieczorem wychodząc z pracy zobaczyłam, że dzwonił, oddzwoniłam, a on, że pewnie telefon sam mu dzwonił. Ja zażartowałam, że tak tak, pewnie o mnie myślał. smile Rozmawialiśmy na luzie, coś o tym, że są zmiany w komunikacji miejskiej, kończy robotę mniej więcej o tej co ja i... zaproponowałam piwo. Odmówił, ale dlatego, że jest zmęczony i na drugi dzień musi wcześnie wstać, odparłam, że w sumie też jestem zmęczona. On, że wraca do pracy i pa pa. Odjechał mi tramwaj, następny za 40 minut, to zadzwoniłam zadowolona, że pewnie będziemy wracać tym samym, a on, że nie bo ma do późniejszej (zapomniałam, że w soboty tak ma). Szkoda. Ale rozmowa była normalna.
Byłam spokojniejsza, bo wiem, że jest gdzieś obok.

Ale ubzdurałam sobie coś... Zadzwoniłam po jego pracy i powiedziałam, że bym się z chęcią do niego przytuliła i usnęła, zapytałam czy przyjdzie do mnie spać... Myślał, myślał, ale odpowiedział "No jak to sobie wyobrażasz, nie jesteśmy razem...". I wtedy spokojnie mu odpowiadałam, ale jak ciągle słyszałam nie i nie to znowu bolało mnie serce i nadzieja, którą miałam zgasła. Był stanowczy, powiedział, że to koniec. Ja płakałam i mówiłam, że zrozumiałam swoje błędy, że chcę dać mu wszystko i być z nim, bo go kocham, że idę do psychologa, że chcę dla nas dobrze, że żałuję, ale że jest dla mnie najważniejszy... I miliony takich słów rozpaczy, desperacji i bólu... Z jego strony NIE i NIE i NIE.
Koniec konców o pierwszej w nocy szłam do niego. Zabeczana czekałam pod jego klatką, okazało się, że on nie był zmęczony i nie musiał rano wstać, tylko szedł z kolegą na miasto. Nie było go w domu. Czułam się fatalnie... Histeria moja znów wzięła górę, wystarczyło na niego spojrzeć, bym się uspokoiła, a to, że poszłam i go nie zastałam to spotęgowało wstyd, ból i samotność.

Jestem w rozsypce i proszę o pomoc.
W zeszłym tygodniu nałykałam się tabletek... Trochę łyknęłam, a resztę wyplułam, a to co połknęłam zwymiotowałam. Nie radzę sobie od dawna sama ze sobą, a tym bardziej teraz, gdy najbliższa mi osoba, którą kocham, odeszła na amen z mojej winy. Jestem w obcym mieście dla niego. Nic już nie ma sensu. Powiedzialam mu co zrobiłam, płakałam i mówiłam, że się boję. Mówiłam, że żałuję i wstydzę się mu to mówić i go obwiniać, ale on jest blisko i jego obecność pomaga. Powiedziałam, że staram się nie być sama, bo boję się swoich myśli. Że jeżeli zostawił mnie dla zasady i pęka mu serce też, bo chce być ze mną, to by tak się nie zachowywał. Bo ja naprawdę jestem na skraju załamania.

11

Odp: Zostawił z mojej winy...

Najsmutniejsza, przykre jest to jak siebie traktujesz.Uzależniłaś się od kogoś, kto nie chce być z tobą. Postaraj się nie myśleć o tej osobie,zajmuj sobie czas jakimis fajnymi rzeczami,spotykaj się z ludzmi, może zacznij uprawiać jakiś sport? Poszukaj ludzi wokół siebie, a napewno znajdziesz kogoś z kim mogłabyś porozmawiac, spotykać się.Planuj swój wolny czas.Jak masz ochotę to też płacz, ale na litość pomyśl zdarzają się gorsze rzeczy w życiu niż rozłąka,zerwanie,rozwod. To nie koniec świata.Pomyśl ile nieszczęścia spotyka wiele osób, dzieci- nieuleczalne choroby,bieda ....Jesteś mlodą,mądrą dziewczyną,którą spotkało w życiu to co 90 procent innych.Niestety tak czasem bywa w życiu.Daj sobie czas na smutek i zal. To minie jak żałoba. I zanim  ktoś ciebie zauroczy, to najpierw pokochaj siebie zebyś była niezależna i miała w sobie siłę umieć żyć sama ze sobą. Jak po tym czasie poczujesz że jest ci ze sobą dobrze, to dopiero wtedy będziesz gotowa na następny związek. "Tego kwiatu to pół światu".:-)

12 Ostatnio edytowany przez ja_zołzaa (2014-06-30 11:25:16)

Odp: Zostawił z mojej winy...

ehh..tak czytam te Twoje posty i zastanawiam się, czy nie masz jakichś zaburzeń osobowości. Twoje zachowanie nie jest normalne,ale nie przejmuj się psycholog powinien Ci pomóc. Jak już wcześniej pisałam czasami jest tak, że przekroczysz jakąś granicę i koniec nie da się już nic zrobić. To jest tak jak ktoś się uwolnił już z tej klatki, to czemu ma do niej wracać? Nie rób takich głupot typu wystawanie pod jego domem, czy wydzwanianie...zobacz w jakim świetle Cię to stawia? Ja wiem,co czułaś, bo sama tak miałam,ale trzeba wiedzieć kiedy odpuścić....Ja np odpuściłam i mój były piszę teraz sam z siebie do mnie,ale podchodzę do tego z rezerwą, bo już mi lepiej i nie chce znowu się w to pakować. Za dużo się wydarzyło. Łykanie tabletek...proszę Cię to nie jest tego warte im szybciej to zrozumiesz tym szybciej z tego wyjdziesz.

13

Odp: Zostawił z mojej winy...
Iwona40 napisał/a:

Najsmutniejsza, przykre jest to jak siebie traktujesz.Uzależniłaś się od kogoś, kto nie chce być z tobą. Postaraj się nie myśleć o tej osobie,zajmuj sobie czas jakimis fajnymi rzeczami,spotykaj się z ludzmi, może zacznij uprawiać jakiś sport? Poszukaj ludzi wokół siebie, a napewno znajdziesz kogoś z kim mogłabyś porozmawiac, spotykać się.Planuj swój wolny czas.Jak masz ochotę to też płacz, ale na litość pomyśl zdarzają się gorsze rzeczy w życiu niż rozłąka,zerwanie,rozwod. To nie koniec świata.Pomyśl ile nieszczęścia spotyka wiele osób, dzieci- nieuleczalne choroby,bieda ....Jesteś mlodą,mądrą dziewczyną,którą spotkało w życiu to co 90 procent innych.Niestety tak czasem bywa w życiu.Daj sobie czas na smutek i zal. To minie jak żałoba. I zanim  ktoś ciebie zauroczy, to najpierw pokochaj siebie zebyś była niezależna i miała w sobie siłę umieć żyć sama ze sobą. Jak po tym czasie poczujesz że jest ci ze sobą dobrze, to dopiero wtedy będziesz gotowa na następny związek. "Tego kwiatu to pół światu".:-)

Pisałam wcześniej - staram się ciągle coś robić, staram się nie być sama. W pracy wzięłam nadgodziny, w niej nie myślę o nim tyle, zajmuję się czymś, lubię pracę i kolegów i koleżanki z pracy. Po pracy spotykam się z kimś prawie ciągle. Chodzę na rower, zapiszę się na siłownię. Robię ciągle coś, ale nic i nikt nie zastąpi mi pustki po nim...

Uzależniłam się od niego? Oczywiście, byliśmy kilka lat w związku, było szczęścia, miłość, plany na przyszłość, a nagle tego nie ma, nagle nie ma jego, jego ciepłego głosu i dotyku. Jest dobry, będzie dla mnie dobry - wiem to. Ale nie mogę zrozumieć jak nagle zmienił uczucie do mnie...

14

Odp: Zostawił z mojej winy...
ja_zołzaa napisał/a:

ehh..tak czytam te Twoje posty i zastanawiam się, czy nie masz jakichś zaburzeń osobowości. Twoje zachowanie nie jest normalne,ale nie przejmuj się psycholog powinien Ci pomóc. Jak już wcześniej pisałam czasami jest tak, że przekroczysz jakąś granicę i koniec nie da się już nic zrobić. To jest tak jak ktoś się uwolnił już z tej klatki, to czemu ma do niej wracać? Nie rób takich głupot typu wystawanie pod jego domem, czy wydzwanianie...zobacz w jakim świetle Cię to stawia? Ja wiem,co czułaś, bo sama tak miałam,ale trzeba wiedzieć kiedy odpuścić....Ja np odpuściłam i mój były piszę teraz sam z siebie do mnie,ale podchodzę do tego z rezerwą, bo już mi lepiej i nie chce znowu się w to pakować. Za dużo się wydarzyło. Łykanie tabletek...proszę Cię to nie jest tego warte im szybciej to zrozumiesz tym szybciej z tego wyjdziesz.

Tak, myślę, że od dawna już mam coś nie tak z psychiką, a kiedy myślałam, że już będzie ok, gdy tworzyliśmy ten związek, a ja dawałam ciała to było mi jeszcze ciężej...
Dziś idę do wujka do szpitala, niedaleko niego... Rozpaczliwie chciałabym chociaż go zobaczyć, przytulić... Bardzo chcę jego obecności, z jednej strony wiem, że to poniżające. Ale z drugiej... on wie, że cierpię, że mi go brak, że tęsknię i potrzebuję go... sad
Nie mogę uwierzyć jak wiele w życiu się zmienia. Pół roku temu byliśmy najszczęśliwsi, spełniały się nasze wspólne marzenia...

15

Odp: Zostawił z mojej winy...

Nie jestem lekarzem, więc nie chce stawiać diagnozy, ale to mi pasuje trochę do "kochania za bardzo", trochę do "borderline". Na pewno panicznie boisz się odrzucenia - stąd ta zazdrość, i na pewno uzależniasz się od partnera,a uzależnienie to nie jest zdrowa miłość. Ja wiem, że to mało pomoże, ale nie jesteś jedyną osobą, którą chłopak zostawił. Wydaje mi się, że o wiele gorzej mają kobiety,które mają około 50-tki i facet zostawia np dla młodszej. To jest o wiele trudniejsze, a Ty masz jeszcze całe życie przed sobą. Każdy przeżywa wiadomo rozstanie i każdy na swój sposób,ale u Ciebie to już jest na zasadzie histerii, obsesji. Jeszcze te tabletki..serio niepokojące...Psychoterapia to nie jest nic wstydliwego, dużo osób korzysta z takiej pomocy, więc polecam Ci jak najszybciej zanim zrobisz coś głupiego. Zobacz on wie, że go kochasz, on wie że chce się zmienić, więc ruch należy do niego ...Zostaw go w spokoju, jak on się nie odezwie to ktoś inny na pewno się pojawi prędzej czy później. Głowa do góry smile

16

Odp: Zostawił z mojej winy...

Byłam dziś u psychologa. Jestem umówiona na kolejną wizytę...
Jak szłam to napisałam do niego, że się boję, ale tam idę.

17

Odp: Zostawił z mojej winy...
Najsmutniejsza napisał/a:

Byłam dziś u psychologa. Jestem umówiona na kolejną wizytę...
Jak szłam to napisałam do niego, że się boję, ale tam idę.

Możesz napisać co powiedzial Ci psycholog i skąd wynika takie zachowanie??

18

Odp: Zostawił z mojej winy...

Na pierwszym spotkaniu tylko mówiłam, nie byłam raczej osądzana. Jestem umówiona na kolejną wizytę w połowie lipca, a potem idę na terapię grupową. Mój problem leżał już od dawna we mnie, związałam się z nim i myślałam, że mogę żyć normalnie, ale niszczyłam związek, a jak mnie zostawił to poczułam się totalnie rozbita jak tu napisałam i doszło do mnie, że muszę zmienić swój "umysł"...

A do historii... Zadzwoniłam do niego, spotkaliśmy się na pół h przed jego pracą. Był buziak ale w policzek. Zapytał zmartwiony co się ze mną dzieje, czy byłam u tego lekarza, co mi powiedział, co dalej, jak było i jak się czuję. I powiedział, że dobrze, że tam poszłam. Cała rozmowa była miła, oczywiście, że mamy do siebie pretensje, ale szanujemy siebie. On mówił, że to nieodwracalnie koniec. Powiedziałam, że mi go brakuje, że chciałabym z nim spać i go przytulać w nocy, on, że jemu też jest ciężko, ale tak będzie dla niego lepiej. Wiele razy mi mówił, bym doceniała to, co mam, bo mogę to stracić. On cierpi i tęskni, ale tak dla niego jest lepiej? Kto mi to wytłumaczy?

Powiedział, że będzie dla mnie, że mogę na niego liczyć, że będziemy się spotykać, ale w innym rozumieniu niż dotychczas. Powiedział, że możemy chodzić na kawę, piwo i ja tu wspomniałam, że do łóżka i się uśmialiśmy trochę. Nie wiem jak on to sobie wyobraża tę przyjaźń, bo ja go kocham, on do mnie też coś tam czuje, a jak za jakiś czas znajdzie sobie dziewczynę to co wtedy? I to mu powiedziałam. On, że jak dla mnie tak będzie lepiej to możemy zerwać kontakt, ja, że nie chcę. Chciałam by mnie przytulił, powiedział, że JESZCZE nie. Zapytałam czemu jeszcze, a on, że jak teraz to zrobi to ja sobie coś pomyślę i będę mieć nadzieję, ale to koniec związku. I tak zaraz mnie mocno przytulił. Wspomniałam, że zabolało mnie to, że od razu po rozstaniu widziałam jego oznaczanego w postach z tą, o którą byłam zazdrosna, że za szybko, że mógł pomyśleć jak się czuję. Coś tam pogadaliśmy jeszcze, wiemy, że jeszcze wisi nad nami rozmowa, ale nie na chodniku w 15 minut. Ale on mówi, bym w niej nie prosiła o powrót, bo tego nie zrobi i tak.
Przytuliliśmy się mocno, buzi w policzki i powiedział "Dasz radę", ja, że nie dam, a on "Dasz radę, ja Ci pomogę". Jest dobry, ale gdzie jego miłość? Nie rozumiem tego...

Potem napisałam smsa, odpisał, że szkoda, że to tak się skończyło, odpisałam, że tyle razem przeżyliśmy... On, że to były cudowne chwile.
Tyle.

Nie rozumiem...

19

Odp: Zostawił z mojej winy...

Zaciekawiła mnie Twoja historia i bardzo do siebie to wszystko biorę. Myślę, że jestem podobna do Ciebie i gdyby mnie też partner zostawił z mojej winy to raczej tak samo robiłabym jak Ty czyli nie oszukujmy się- wieczne narzucanie. Powiedział, że dasz radę, że Ci pomoże...ale jedynie w jaki sposób może Ci pomóc to brak kontaktu z Tobą. Nie wiem...może on Cię bierze pod włos, skoro on przez Ciebie tyle razy cierpiał teraz Ty raz a porządnie pocierp przez niego?
Masz w sobie ogromne poczucie winy i to Cię bardzo dołuje. Czy tak na prawdę Twoja "agresja" na niego była bez powodu? Przecież gdyby go nie było to byś się nie złościła. Może Twój były już chłopak potrzebuje partnerki, która nie ma swojego zdania?

20

Odp: Zostawił z mojej winy...

nie samowita historia  na pewno bede sledzil dalej

21

Odp: Zostawił z mojej winy...

Jestem w podobnej sytuacji co Ty ... hmm Obecnie jestem na etapie poszukiwania psychologa. Chciałabym wiedzieć w jaki sposób psycholog wyjaśnił Twoje zachowanie


Będzie dobrze smile

22

Odp: Zostawił z mojej winy...

Ja miałam bardzo podobną sytuację, jeśli chodzi o sposób zerwania. Z tym, że może nie byłam aż tak "zdeterminowana" jak Ty...Po prostu pisałam mu sms-y na początku tak jak wspominałam wcześniej wręcz błagalne...potem pomyślałam sobie "co ja robię?". Też nie mogłam uwierzyć tak jak Ty, że dwa tygodnie wczesniej jeszcze pisał, że mnie kocha i zatrzymywał jak zrywałam,a potem nawet nie chciał się spotkać..I ta sama gadka, że już nic z tego nie będzie, że dla niego będzie lepiej, że go ranię...itd. itd. Z tym, że on panicznie bał się zerwania kontaktu z mojej strony...,więc myślałam że jak nie chce zerwac kontaktu to mu zależy,ale tak bawiłam się ponad miesiąc i w koncu powiedziałam dość. Teraz on pisze do mnie,ale to nie jest to samo. Jak będziesz zgadzała się na kontakty z nim, po "przyjacielsku" to z tego nie wyjdziesz. Mówię Ci z własnego doświadczenia. Nie wierzę w żadne przetrzymanie czy testowanie przez faceta, bo może się zmienisz...To by Ci powiedział, że potrzebuje czasu,a nie że to koniec. Oczywiście wszystko może się wydarzyć, ale chyba nie jesteś na tyle silna żeby ryzykować..nie wiem, z tego co piszesz wynika że chyba nie. Tak naprawdę musiałby się tu wypowiedzieć facet,który miał taką sytuację, ale już byłam raz świadkiem takiego rozstania u koleżanki. Facet też nie wytrzymał i nagle zmienił uczucia, z tym że to też jest taka prawda, że nie jest to nagle, bo każda z nas pracowała już na to jakiś czas...

23

Odp: Zostawił z mojej winy...

anegdota - Nie mogę zrozumieć tego, że był dobry, a teraz mnie rani. Co to za miłość jeżeli chce mi dawać ciosy? Nie wiem co ma na myśli mówiąc, że pomoże. Jestem od niego trochę uzależniona pod tym względem, że mam w tym mieście jeszcze niewielu tak dobrych znajomych, na których mogę liczyć, że np pomogą w przeprowadzce do innego mieszkania itd., wydaje mi się, że gdybym potrzebowała jego auta to bez wahania by mi pomógł i wiem to. Nieodzywaniem się mi nie pomoże, bo to będzie boleć chyba jeszcze bardziej. Wolę powolne odchodzenie, które i tak wciąż daje mi nadzieję...

.....i..... - Czy to jest wypowiedź ironiczna?

redflower - Jeżeli chcesz to możemy porozmawiać, ja tutaj mam nieprawdziwego mejla, ale jakbyś podała swojego to mogłabym z mojego odpisać. Teraz wyjeżdżam na drugi koniec Polski - do domu, ale wracam za tydzień i pewnie będę miała dużo czasu na rozmowy...

ja_zołzaa - Zerwanie byłoby zbyt drastyczne, bo on od wielu lat był w moim życiu i po prostu nie chcę by go nie było... Nie wiem jak będzie wyglądało te rozstanie. On mnie szanuje, on mnie lubi że tak powiem, nawet teraz potrafimy razem zażartować. Tylko, że ja wciąż będę na coś liczyć... Póki co to dopiero lekko ponad 2 tygodnie. Chcę wierzyć, że jesteśmy sobie pisani. Niektórzy schodzą się po kilku latach na nowo... Wiem, nie jest to nagle, on mi już kiedyś mówił, bym doceniała to, co mam, bo mogę to stracić... No i się doigrałam, nie brałam jego słów na poważnie aż tak, bo myślałam, że przecież kocha i przecież przetrzymamy wszystko...


Oczywiście dziś też się z nim kontaktowałam, dziwne, bo pierwszy raz od rozstania nie odebrał, ale odpisał "Co jest?" i za chwile "Co się stało?", odpowiedziałam, że nic, że w sumie nie wiem po co, ale chciałam zadzwonić i powiedzieć, że po północy jadę na pociąg, nie wiem na co liczyłam, że mnie odprowadzi? Może na to, by tak jak kiedyś martwił się czy nic mi się nie dzieje, bo będę sama podróżowała nocą... Eh... Odpisywał dziwnie (wolę go na żywo niż w tych dziwnych zachowawczych smsach). Powiedziałam, że w pracy dostałam prezenty i że jeden mogę mu dać, napisałam o tym prezencie w żartach, bo to żaden wielki prezent, on odpisał, że akurat to ma, ale w przyszłości na pewno skorzysta.

24

Odp: Zostawił z mojej winy...

To jak wrócisz to się do  mnie odezwij smile Możesz się ze mną skontaktować przez maila smile

25

Odp: Zostawił z mojej winy...

Napisz jak tam sytuacja się toczy.

26

Odp: Zostawił z mojej winy...
Najsmutniejsza napisał/a:

Nasza historia jest (a raczej była) niczym bajka, było szczęście wielkie. Z czasem zaczęło się psuć, mimo, że los sprawiał, że mieliśmy dużo możliwości na tworzenie lepszego związku, to jakoś nie do końca z tego korzystaliśmy. Była miłość, były cudowne chwile, fajnie spędzany czas, ale często też były kłótnie. On jest trudny i uparty, jest dobrym człowiekiem, był dla mnie dobry i pomocny, jednak ja nie zawsze to doceniałam, unosiłam się. Jestem porywcza, impulsywna i jak się wkurzam to nie jestem sobą (gadam milion przykrych słów i jestem upierdliwa). Nie radziłam sobie też z zazdrością (swoją drogą - nie powinien sprawiać sytuacji, w których jestem niespokojna; jednak zrobił tak raz dawno i zrozumiał swój błąd, a ja tylko jak natknęłam się na tą dziewczynę to mu to wypominałam i byłam wściekła jakby zrobił mi coś przed chwilą).
Miał problemy, przez to się oddalał, jego błąd, że tłumił to w sobie - był dziwny i nie wiedziałam dlaczego, więc się denerwowałam i nie byłam aż tak wyrozumiała jak powinnam. W kłótniach prosił bym nie była taka chamska, bo kiedyś nie wytrzyma. Ja oczywiście nie zawsze umiałam się powstrzymać.
Zrobiłam awanturę, miałam prawo się wkurzyć, ale nie aż tak. Mogłam przeczekać i na drugi dzień powiedzieć, że nie podoba mi się to, co zrobił. Ale ja wolałam nabluzgać. Widziała to jego siostra, chyba ta dziewczyna, o którą jestem zazdrosna też. Jest mi bardzo wstyd.
Zostawił mnie. Kocha, cierpi, ale mnie zostawił. Nie tak jak zawsze, nie dzwonił za 2 dni. Zabrał swoje rzeczy, przywiózł moje, usunął zdjęcia z facebooka i związek (ja wiem, że to żałosne, ale od 2 lat widnieliśmy, że w związku, mimo kłótni, a teraz publicznie pokazał światu, że z nami koniec, że nie ma żartów).

On ma wiele problemów. Nie do końca mu pomagałam, chociaż chciałam być dobra. Nie będę opisywać co do niego czuję, bo to jest ogromne. Zrozumiałam wszystko i znienawidziłam siebie. Minął tydzień, ja nie mogę dojść do siebie. Staram się nie być sama, idę do pracy, po pracy ciągle coś robię, ale jak mam chwilę samotności (jak teraz) to płaczę. Płaczę, bo wiem, że zepsułam wszystko. Miał co do nas wielkie plany, często o tym mówił. A ja go do siebie zraziłam. On wie, że cierpię, że żałuję i że mi wstyd. On wie, że kocham. Dzwoniłam do niego. On to wie. On kocha, ale nie chce cierpieć. A ze mną cierpiał. Powiedziałam, że zrozumiałam, że chcę mu pomagać. On, że doszło kilka problemów i nie jest teraz w stanie decydować o czymkolwiek. Jutro mamy się spotkać, liczę, że to coś zmieni na lepsze, ale boję się też, że powie, że to naprawdę koniec.
Co ja mam zrobić, by on przestał się upierać i pozwolił nam być ze sobą na nowo. Nawet nie chodzi mi o całkowitą naprawę związku teraz, kiedy nie ma do tego głowy. Pragnę, by po prostu dopuścił mnie do siebie i pozwolił mi być jego przyjaciółką... Dodam, że w międzyczasie spotyka się w grupie z dziewczyną, o którą było wiele kłótni. O którą jestem bardzo zazdrosna. Nie do końca mam ku temu powody, ale on to wie. Zadzwoniłam do niego i powiedziałam, że nie musi tego robić na pokaz (na facebooku), bo mnie to boli, że to jest dziecinne. Nie chcę już mu zabraniać nic, ale on mnie zna nie od dziś, przyjaźniliśmy się, wie, jak mnie to boli, a mimo to pozwala sobie na te komentarze do niej... Ma 25 lat, a teraz widzę w nim dzieciaka, nigdy taki nie był, by tak nieczysto grać. Chce mi dopiec? Kobiecie, z którą był kilka lat, którą zna jeszcze dłużej, która jest mu bliska, z którą dzielił smutki i radości...

Dziewczyny, jak się pozbierać, jak żyć skoro tak tęsknię, brakuje mi go, widzę go wszędzie i czasem jadąc autobusem mam łzy w oczach... Zawaliłam, ale czy to da się zmienić? Skoro mnie kochał to nie może przestać z dnia na dzień...

Twoja historia jest tak bardzo podoba do mojej, moze ja tez mam problem, chcesz moze porozmawiac?

27

Odp: Zostawił z mojej winy...

Przechodziłam to samo. Mój partner w końcu nie wytrzymał i zerwał ze mną. Przyznałam się przed nim do wszystkich błędów, WSZYSTKICH. Po kolei wymieniałam swoje beznadziejne zachowania, podając prawdziwy powód, z którego one wynikały. Poprosiłam go o szanse, jedną, jedyną. Jeśli nic by z tego nie wyszło, to rozstajemy się bez słowa. O dziwo dostałam drugą szansę. Od tego czasu minęło prawie 5 miesięcy, podczas których urządziłam mu może jedną scenę? Chciałam się zmienić dla niego i widzę ogromne postępy. Wiem, że jeszcze długa droga przede mną, ale wierzę w powodzenie misji big_smile

Mam nadzieję, że ta historia u Ciebie również zakończy się pozytywnie. Pracuj nad sobą, informuj go o postępach, ale nie narzucaj się z telefonami i smsami 24/h. Z tego co napisałaś wynika, że on wciąż do Ciebie coś czuje, ale boi się powtórki z rozrywki. Pracuj nad sobą! A przede wszystkim daj sobie i jemu czas smile Trzymam kciuki!

28

Odp: Zostawił z mojej winy...
WspanialaCorka napisał/a:

Przechodziłam to samo. Mój partner w końcu nie wytrzymał i zerwał ze mną. Przyznałam się przed nim do wszystkich błędów, WSZYSTKICH. Po kolei wymieniałam swoje beznadziejne zachowania, podając prawdziwy powód, z którego one wynikały. Poprosiłam go o szanse, jedną, jedyną. Jeśli nic by z tego nie wyszło, to rozstajemy się bez słowa. O dziwo dostałam drugą szansę. Od tego czasu minęło prawie 5 miesięcy, podczas których urządziłam mu może jedną scenę? Chciałam się zmienić dla niego i widzę ogromne postępy. Wiem, że jeszcze długa droga przede mną, ale wierzę w powodzenie misji big_smile

Mam nadzieję, że ta historia u Ciebie również zakończy się pozytywnie. Pracuj nad sobą, informuj go o postępach, ale nie narzucaj się z telefonami i smsami 24/h. Z tego co napisałaś wynika, że on wciąż do Ciebie coś czuje, ale boi się powtórki z rozrywki. Pracuj nad sobą! A przede wszystkim daj sobie i jemu czas smile Trzymam kciuki!

Ciągle słyszę, że to już koniec i tyle. Nie widzę, by on coś czuł... Marzę o tej szansie, bo po tym co teraz przechodzę zrozumiałam bardzo wiele i wiem, że tak jak i Tobie - mi by się udało...

29

Odp: Zostawił z mojej winy...

Powróciłam. Coś się zmieniło? Nic...
Byłam w domu 8 dni, ciągle coś robiłam. Powiedziałam mamie o tym, co się wydarzyło. Wspiera mnie, widzi też, że myślę o tym racjonalnie. Nie odzywałam się raczej do niego, zadzwoniłam, gdy dowiedziałam się o bardzo fajnym fakcie, który się zdarzył w moim życiu, mówiłam, że chciałam, by wiedział o tym pierwszy. Gratulował mi, pogadaliśmy jak kumple co u mnie, co u niego... I cisza przez 3 dni, wydarzyło się potem u mnie coś tragicznego i zadzwoniłam do niego roztrzęsiona, uspokoił mnie i powiedział co mam zrobić w tej sytuacji, a jak to zrobiłam to pisał, że bardzo dobrze (wreszcie to zrobiłam, chociaż nigdy nie mogłam!).

Wracałam to dzwoniłam do niego, miałam ciężką walizkę, ciężką noc w pociągu, na drugi dzień pracę, nie mógł po mnie wyjść, bo pracował, ale zaproponował, że wyśle numer taniej taksówki.
Jestem już w jego mieście 4 dni i nic. Raz zadzwoniłam i gadaliśmy jak kumple, potem we mnie coś pękło i zadzwoniłam jeszcze raz, ale mówiąc już o uczuciach i o tym, co do niego czuję... On wie, że mi go brakuje, jak to powiedział: "Wiem, że Ci mnie brakuje, bo byłem dla Ciebie za dobry". Mówił, bym się uspokoiła, bo nic z tego nie będzie. Pierwszy raz od rozstania uniósł się i przeklnął, po czym przeprosił za to... 3 dni milczenia, oczywiście ja zadzwoniłam, umawialiśmy się na spotkanie, na spokojną rozmowę, ale on dużo pracuje... Obiecał, że znajdzie czas, ale nie wie kiedy. Wie, że chcę mu dużo powiedzieć, że dusi mnie to, że jeszcze tego nie powiedziałam. Marzę o tym, by ta rozmowa była szczera i spokojna. Nie chcę przeciągać liny i unosić się honorem.

Niby niepotrzebnie dzwonię, ale nie jest to dla mnie łatwe tak się nie odzywać... Ciągle byliśmy w kontakcie, pół dnia bez wiadomości to było bardzo dużo...

Jakoś się trzymam. Robię coś ciągle, ale czuję w sobie pustkę. Raczej się nie uśmiecham, ale i tak więcej niż miesiąc temu (świeżo po rozstaniu). Wypycham czas nowymi znajomymi, byle tylko przeżywać coś nowego, czasem im się wygadać, poznać ich doświadczenia, wracać późno i późno kłaść się spać, by nie mieć czasu na rozmyślania. Czasem jak wracam z pracy to w tramwaju mam zaciśnięte gardło, patrzę w jego okno, dwa przystanki dalej wysiadam, wchodzę do mieszkania i automatycznie płaczę jak głupia. Brakuje mi go przeraźliwie.

Coś się jednak we mnie zmieniło. Nadal nie myślę o nim źle, nie potrafię go oczerniać, a mimo tego, gdy opowiadałam przyjaciołom o tej sytuacji oni sami stwierdzili, że wina leży nie tylko po mojej stronie, ale w dużej mierze po jego.
Dotarło do mnie wiele, wiem, co robiłam źle i wiem też, że to nie było do końca bez powodu. Chciałabym mu to na spokojnie powiedzieć. Będąc w związku 2 lata nie wyjechaliśmy ani razu nawet na 2 dni sami, potrzeba nam było tego, ale on nie mógł, bo zawsze miał mnóstwo pracy i zajęć, a kiedy potrzebuje wziąć tydzień wolnego na pielgrzymkę to ma czas. Byłam zawiedziona i wiedziałam, że ta szara codzienność zmieniłaby się, gdybyśmy przełamali ją chociaż jednym wspólnym weekendem. Widziałam, że się coś psuje, on się oddalał, dużo pracował, miał jakieś problemy, o których nie wiedziałam. Było niefajnie, coś wisiało w powietrzu, a moje wszelkie naciski na próbę zmiany to były wyrzuty, których on miał dość i nie widział mojego wołania. I ma mi za złe, że nie widziałam, że on nie wytrzyma mojego zachowania, ale tego, czym te zachowanie (wiadomo, że przesadne) było spowodowane nie widział.
Ogólnie dużo zrozumiałam.

I teraz nie boli mnie ta przeszłość, to, że robiliśmy coś nie tak. Jestem szczęśliwa z tym, że wiele zrozumiałam! Ale boli mnie coś innego, czuję niemoc, bo chciałabym, by on to wszystko zrozumiał tak samo jak ja, a dodatkowo chciałabym by dał mi szansę. Nawet nie mi, ale nam, bo związek powinniśmy tworzyć razem i wiem, że powiedzenie "chcę by on mi dał szansę" jest całkowicie nie na miejscu, bo on też musiałby się starać. Bo teraz już wiem, że zawiniliśmy oboje i chciałabym mu to powiedzieć.

Jestem załamana. Tęsknię za nim i za wspólnie spędzanymi chwilami. Kocham go i też nie cierpię za to, że jest taki uparty i zawzięty.
Nie wiem jakie to będzie życie bez niego, bo naprawdę czuję, że jest to z mojej strony prawdziwa miłość...

30

Odp: Zostawił z mojej winy...

Zostawił Cię z Twojej winy i nie będzie już z Tobą też z Twojej winy. Sorry.

31

Odp: Zostawił z mojej winy...

Wiele się już wyjaśniło...

32

Odp: Zostawił z mojej winy...

Hej, wiem że mega stary post, jednak chciałabym się dowiedzieć jak się to wszystko potoczyło? Jestem w identycznej sytuacji, nie wiem co mam ze sobą zrobić..

33

Odp: Zostawił z mojej winy...
Nicniewieem napisał/a:

Hej, wiem że mega stary post, jednak chciałabym się dowiedzieć jak się to wszystko potoczyło? Jestem w identycznej sytuacji, nie wiem co mam ze sobą zrobić..

Ja w takiej sytuacji zostawiłem bez dawania szansy be z zważania na płacze i obietnice.Rozmów w trakcie związku było wiele i wiele pustych obietnic. Każdy dzień razem był następną szansą. Niewykorzystaną.

Jeśli kobiecie odpuścić i wrócić to będzie się już zachowywała tak zawsze bo poczuje, że to odejście to tylko puste groźby.

A co do tego co zrobić? Pójść na terapię i zacząć nowy związek od zdrowych podstaw.

Posty [ 33 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Zostawił z mojej winy...

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026