Witam Was serdecznie. Nie wiem czy dobrze trafiłam, ale szukam pomocy bądź jakiejkolwiek opinii osób trzecich w przypadku mojego problemu.
Od 4 lat jestem w związku z mężczyzną, którego kocham ponad wszystko. Dla niego wyjechałam z rodzinnego miasta, dla niego, gdy byłam młodsza, darłam koty z rodzicami. Wiele w naszym związku się już wydarzyło. Ja osobiście nie należę do osób, które w dużej mierze potrzebują imprezowania, alkoholu itp., co jest przeciwieństwem mojej drugiej połówki. Tydzień temu dowiedziałam się, że jestem w trzecim miesiącu ciąży. Oczywiście, pierwszą osobą, której o tym powiedziała, był mój narzeczony. Początkowo, jak również w moim przypadku, było to wielkie zaskoczenie, ponieważ od 4 lat współżyliśmy bez zabezpieczenia, mieliśmy już nawet zamiary udania się na badania płodności i nagle, bach. W mojej głowie od razu uruchomił się instynkt macierzyński, czyli zero papierosów, jakichkolwiek używek, mam obawy nawet przed wychodzeniem do knajp czy też na imprezy. Jednak mój narzeczony wręcz przeciwnie. Od momentu ujawnienia się nowiny, zaczął okropnie balować, latać po barach, olewać mnie i bardzo dużo pić, a nawet zażywać narkotyki. Od tamtego tygodnia już trzy razy budziły mnie jego telefony o 6 rano, gdy wracał z dyskotek. Dodam, że na tę chwilę razem nie mieszkamy. Jednak to imprezowanie nie jest jedynym problemem. Dotychczas spotykaliśmy się codziennie, ciekawym spędzeniem czasu dla nas było nawet całodniowe wylegiwanie się w weekend przed telewizorem i gadanie o głupotach godzinami. Jednak teraz gdy jesteśmy razem, wystarczy, że zadzwoni do niego kolega i faceta nie ma. Ja zostaję odstawiana do domu, a oni idą w długą. Dzisiaj na przykład, ze względu na jego poniedziałkowe urodziny, planowaliśmy razem coś ugotować, obejrzeć jakiś fajny film, wypić winko. Byłam już gotowa, gdy nagle dostałam SMS-a, że on jednak jedzie na mecz (jest piłkarzem) i że się dziś nie zobaczymy. Jutro też, bo jutro kolejny mecz i z kolejną drużyną trzeba opić urodziny. Potrafi nie odzywać się całymi dniami, bo "jest z kolegami". Takie wytłumaczenie zawsze słyszę. Rozmawiałam z nim o tym już kilkakrotnie, jednak ten, gdy słyszy moje sugestie, że nie podoba mi się to, że więcej czasu poświęca swoim zachciankom i kolegom, to strasznie się piekli i kończy się to wszystko jedną, wielką awanturą. No i oczywiście wina leży po mojej stronie, bo wymyślam, przesadzam itp. Aktualnie siedzi sobie już po meczu u kolegi i pije. Raczył mnie poinformować o tym przesyłając SMS-a, po mojej kilkukrotnej próbie połączenia się z nim. Dodam, iż obiecał, że po meczu wraca od razu do domu.
Co mam zrobić w takiej sytuacji? Jesteście w stanie cokolwiek mi doradzić?