Witam,
Postanowiłam napisać na tym forum ponieważ nie jestem w stanie obiektywnie ocenić tego co się wokół mnie dzieje. Od ponad roku spotykam się z 40 latkiem (jestem 12 lat młodsza od niego). Jest on po rozwodzie i dwukrotnym odwyku. Bardzo długo się zastanawiałam, czy jest to osoba której warto poświęcić czas i uwagę. Nasz związek od początku był bardzo burzliwy i tak zostało do dziś, co męczy mnie coraz bardziej. Nie ma tygodnia bez awantury, wyzwisk i ciszy. Mój partner nie należy do osób cierpliwych, drobnostka potrafi wyprowadzić go z równowagi, notorycznie reaguje w stosunku do mnie agresja słowną jeśli coś mu się nie podoba. Nie mieszkamy razem, ale bardzo dużo czasu spędzamy razem. Wizja przyszłości różni się u nas bardzo - ja myślę o nim poważnie co niejednokrotnie mu powtarzałam - bo jeśli miałby w planach przelotną znajomość to wolałabym to od początku wiedzieć. Więc określił się, że chciałby stałego związku, ale przy zachowaniu swojej "wolności". Z tego powodu do teraz razem nie zamieszkaliśmy i raczej na to się nie zanosi. Coraz częściej więc się zastanawiam o co mu chodzi. Często się kłócimy - bo obsesyjnie wraca do mojej przeszłości i teraz wykorzystuje wszystko co o sobie powiedziałam. Źle mówi o moich byłych partnerach, oskarża o zdrady, potrafi całymi dniami w przypływie złości nie odzywać się i używać naprawdę niewybrednych słów żeby mi pokazać, że potrafi mnie zranić. Mam go powoli dość i gdyby nie fakt, że łatwo nie odpuszczam już bym dawno odeszła. Są momenty kiedy czuję się kochana i jest cudownie, ale zaraz potem wszystko się psuje, brak jest równowagi , on zmienia się i czuję jakbym miała do czynienia z zupełnie innym człowiekiem- brutalnym , zawziętym , takim któremu wogóle na mnie nie zależy. Powtarza wtedy, że to ja dużo gorzej wyjdę na końcu tego związku bo on długo był sam i mu to odpowiada, a ja nie bede potrafiła być szczęśliwa z kimś innym.
Podobne tematy
Alter, z Twojego postu jakoś nie potrafię wyłapać nic pozytywnego, co by mi dało podstawę do tego, aby twierdzić że z tego związku coś może wyjść. Facet zachowuje się jak się zachowuje, nie daje poczucia stabilizacji i bezpieczeństwa. Wyzywa, wszczyna kłótnie, obraża się o byle pierdołę. Co więcej, z góry informuje Cię że chce "wolności", nawet w związku z Tobą. Dla mnie to coś w stylu "możemy razem być bo jest mi całkiem fajnie jak jesteś obok, ale Ty się nie wcinaj w moje sprawy, bo i tak zrobię co będę chciał".
Nie wiem czy to najlepszy kandydat do stałego związku. Jakoś nie wierzę w nagłe "przemiany" 40 letnich osób, które długo były same i mają już swoje "naleciałości".
Nałogowiec,dewiant z zespołem Otella-będzie jeszcze gorzej-wiej od niego póki czas.
Pozytywnych aspektów tego związku też sporo było, dlatego tyle trwa. Lubimy spędzać ze sobą czas, kiedy się nie czepia, potrafi być miły- zrobić obiad, żartować. Łączą nas wspólne tematy hobby i wyjazdy. Odnośnie jego choroby, to od ponad 5 lat już nie pije alkoholu. Szukałam powodów jego zachowania w bardzo trudnym dzieciństwie i burzliwej młodości, ale myślę, że odstawienie alkoholu także może powodować drażliwość ( myślałam jednak, że to z upływem czasu mija).
Alter, nic samo nie mija. Aby coś minęło, trzeba nad tym pracować, a przede wszystkim tego chcieć. Czy rozmawiałaś z nim na ten temat? Czy on chce coś zmienić w sobie i swoim zachowaniu? To podstawowe pytania. Zastanów się także, czy masz na tyle siły, ochoty i "czasu" przed sobą, aby czekać na coś co może nigdy nie nadejść. Wierzysz w to, że on się kiedyś zmieni? Będziesz przy nim trwała nadal, jeśli tak się nie stanie? Będziesz szczęśliwa? Nie będziesz żałować zmarnowanego czasu?
Ciężko się z nim rozmawia na takie tematy. Wszystko to jest określane mianem "narzekania i czepiania się". Tymczasem ja bardzo lubię rozmawiać i wręcz drążyć jakiś temat żeby nie mieć żadnych wątpliwości i więcej do niego już nie wracać. Bardzo częstym jego zarzutem jest to, że w poprzednich związkach przyzwyczaiłam się do tego, że traktowano mnie jak księżniczkę i on mi pokaże na czym polega związek partnerki (uważam jednak, że to nie jest prawda bo dużo z siebie daję w tym związku i wiele zmieniłam). Czuję czasami, że kiedy źle mnie traktuje - to mści się za to, że pierwsza kobieta w życiu- matka - biła go i mieszała z błotem ![]()
Ciężko się z nim rozmawia na takie tematy. Wszystko to jest określane mianem "narzekania i czepiania się". Tymczasem ja bardzo lubię rozmawiać i wręcz drążyć jakiś temat żeby nie mieć żadnych wątpliwości i więcej do niego już nie wracać.
Myślisz, że z czasem będzie łatwiej? Wątpię. On ma już 40 lat, przyzwyczaił się do "swoich racji" i raczej ich nie zmieni. Z czasem może być coraz trudniej. Tym bardziej, gdy pojawi się temat dziecka, bądź dziecko po prostu się pojawi w waszym życiu. Jak sądzisz, czy zapomni on o swojej "wolności" i nagle przestanie mieć pretensje o "narzekanie i czepianie się"? Ja i w to baaardzo wątpię.
Bardzo częstym jego zarzutem jest to, że w poprzednich związkach przyzwyczaiłam się do tego, że traktowano mnie jak księżniczkę i on mi pokaże na czym polega związek partnerki (uważam jednak, że to nie jest prawda bo dużo z siebie daję w tym związku i wiele zmieniłam).
Zależy co on ma na myśli, mówiąc że przyzwyczaiłaś się do traktowania "jak księżniczkę". Czy ma na myśli, jakieś Twoje wygórowane wymagania, czy też po prostu jakikolwiek "wysiłek" z jego strony, bo po prostu już mu się nie chce.
Czuję czasami, że kiedy źle mnie traktuje - to mści się za to, że pierwsza kobieta w życiu- matka - biła go i mieszała z błotem
Całkiem możliwe, że tak jest. To kolejny dowód na to, że bez chęci zmian z jego strony nic się nie zmieni. Takie rzeczy zostają w głowie na całe życie, a żeby zmienić swoje myślenie trzeba dużo pracy nad sobą.
Ja osobiście wyraziłabym swoje zdanie na ten temat, postawiła bym pewne sprawy jasno. Czego oczekuję, co chce aby zmieniło się w relacjach między nami. Gdyby temat został zignorowany, dałabym sobie spokój. Życie jest zbyt krótkie, żeby pchać się na siłę "tam gdzie nas nie chcą". Trzeba pamiętać, że czasu się nie cofnie. Masz jedno życie i prawo do bycia szczęśliwą.
Ten związek nie ma przyszłości. Sama dobrze o tym wiesz, a jednak zagłuszasz w sobie ten głos rozsądku. Partnera należy oceniać pod względem tego, czy rokuje. Z tego co piszesz, nie ma na to zbyt dużych szans. Zastanów się, czy nie ma w tobie syndromu ofiary, który trzyma cię przy nim. Każda inna kobieta znająca swoją wartość nie trwałaby w takim związku. Przecież możesz sobie znaleźć innego faceta. Możesz, prawda?
Wiek tego pana nie ma nic do rzeczy....różnica wieku także sądzę, że nie....
Nie bawiłabym się w psychoanalizę, że...mści się za to ,że jego matka źle go traktowała...
ja odniosłam wrażenie czytając Twój post, że to facet niedojrzały o jakiejś niskiej samoocenie...ale oczywiście to moje wrażenie...
Co Cię przy nim trzyma?
alter_ego_jego napisał/a:Ciężko się z nim rozmawia na takie tematy. Wszystko to jest określane mianem "narzekania i czepiania się". Tymczasem ja bardzo lubię rozmawiać i wręcz drążyć jakiś temat żeby nie mieć żadnych wątpliwości i więcej do niego już nie wracać.
Myślisz, że z czasem będzie łatwiej? Wątpię. On ma już 40 lat, przyzwyczaił się do "swoich racji" i raczej ich nie zmieni. Z czasem może być coraz trudniej. Tym bardziej, gdy pojawi się temat dziecka, bądź dziecko po prostu się pojawi w waszym życiu. Jak sądzisz, czy zapomni on o swojej "wolności" i nagle przestanie mieć pretensje o "narzekanie i czepianie się"? Ja i w to baaardzo wątpię.
-> Wolność to dla niego wszystko jak sam mówi. Na początku znajomości już zadeklarował, że nie chce mieć więcej dzieci, zresztą to jeden z niewielu tematów w których się zgadzaliśmy, bo nie planuję macierzyństwa, bo myślę, że nie uszczęśliwiłoby mnie to ani trochę.
alter_ego_jego napisał/a:Bardzo częstym jego zarzutem jest to, że w poprzednich związkach przyzwyczaiłam się do tego, że traktowano mnie jak księżniczkę i on mi pokaże na czym polega związek partnerki (uważam jednak, że to nie jest prawda bo dużo z siebie daję w tym związku i wiele zmieniłam).
Zależy co on ma na myśli, mówiąc że przyzwyczaiłaś się do traktowania "jak księżniczkę". Czy ma na myśli, jakieś Twoje wygórowane wymagania, czy też po prostu jakikolwiek "wysiłek" z jego strony, bo po prostu już mu się nie chce.
-Nie chodzi o wymagania, tylko o podejście, twierdzi, że przyzwyczaiłam się, że poprzedni partnerzy bardzo o mnie zabiegali i teraz od niego chce tego samego.alter_ego_jego napisał/a:Czuję czasami, że kiedy źle mnie traktuje - to mści się za to, że pierwsza kobieta w życiu- matka - biła go i mieszała z błotem
Całkiem możliwe, że tak jest. To kolejny dowód na to, że bez chęci zmian z jego strony nic się nie zmieni. Takie rzeczy zostają w głowie na całe życie, a żeby zmienić swoje myślenie trzeba dużo pracy nad sobą.
Ja osobiście wyraziłabym swoje zdanie na ten temat, postawiła bym pewne sprawy jasno. Czego oczekuję, co chce aby zmieniło się w relacjach między nami. Gdyby temat został zignorowany, dałabym sobie spokój. Życie jest zbyt krótkie, żeby pchać się na siłę "tam gdzie nas nie chcą". Trzeba pamiętać, że czasu się nie cofnie. Masz jedno życie i prawo do bycia szczęśliwą.
Wczoraj próbowałam poruszyć ten temat po raz kolejny ale znów się obraził i twierdzi, że stale tylko się czepiam.
Odpowiadając na to co mnie przy nim trzyma?Za co się kocha drugiego człowieka? Albo raczej co w nim się kocha.
Nie chodzi wg mnie o to czy mogę mieć innego czy nie. Każdy może. Chodzi o to, że najpierw szukam przyczyny dlaczego w tym związku on zachowuje się w taki sposób i jak mogę to zmienić. Tyle, że czasami po prostu już mam go dość
Nie powiedziałabym też, że jest osobą, która ma niską samoocenę. Bo raczej nie przejmuje się tym co o nim mówią ludzie i jak wygląda.
Nie da sie nikogo zmienic.Wplyw mamy tylko na samych siebie.Moze warto zrobic sobie bilans co mam z tego zwiazku i po co mi to?
Nałogowiec,dewiant z zespołem Otella-będzie jeszcze gorzej-wiej od niego póki czas.
Popieram.
13 2014-06-17 08:31:13 Ostatnio edytowany przez szczęście111 (2014-06-17 08:44:44)
co dla niego oznacza że chce być w stałym związku przy zachowaniu odrobinę "wolności". Czyżby dlatego, że przez tą jego wolność aż do czterdziestki, nie ułożył sobie życia? Mówię tu tylko o jego chęci tak zwanej wolności. Wolności w flirtowaniu czy wolności w piciu alku?
A może chce żyć dalej jak kawaler mając u boku śliczną, młodą kobietę.
Osobiście NIC nie mam do tej różnicy wieku JEŻELI łączy was szczere uczucie.
Problemów z niską samooceną oczywiście że nie ma- no przecież mając tak młodszą kobietę jego samoocena rośnie.
No bo jakby inaczej Panowie heheh
Alkoholizm to ciążka choroba, nie pije więc jest podrażniony, podenerwowany, czepia się o byle co.
Stawiam na jego terapię, PONOWNIE, jako już trzeźwy alkoholik.
Myślę że właśnie przez to wyżywa się na tobie, dlatego są i dobre i złe dni. A te dobre wspominasz i dlatego z nim jesteś.
On M U S I nad sobą popracować, jeszcze raz powtarzam terapia dla niego! I M U S I zrozumieć że krzywdzi cię swoim zachowaniem i walczyć z tym. Są też terapie dla współuzależnionych, dla ciebie. Jak ci zależy to próbuj, w końcu miłość nie wybiera. A jak nie chce o tym rozmawiać to
W A Ł K U J temat do skutku. A w miarę możliwości sama poproś o pomoc psychologa dla siebie. Niech widzi że ty potrafisz z takiej pomocy skorzystać. Może wtedy sam też się terapii podejmie. Powiedz mu wprost że cię swoim zachowaniem krzywdzi. Jak mu będzie na tobie zależeć i będzie cię darzyć szczerą miłością - weźmie się za siebie, i zacznie od siebie.
Wiem co mówię.
14 2014-06-17 15:16:55 Ostatnio edytowany przez renatafbm (2014-06-17 15:21:55)
co dla niego oznacza że chce być w stałym związku przy zachowaniu odrobinę "wolności". Czyżby dlatego, że przez tą jego wolność aż do czterdziestki, nie ułożył sobie życia? Mówię tu tylko o jego chęci tak zwanej wolności. Wolności w flirtowaniu czy wolności w piciu alku?
A może chce żyć dalej jak kawaler mając u boku śliczną, młodą kobietę.
Osobiście NIC nie mam do tej różnicy wieku JEŻELI łączy was szczere uczucie.
Problemów z niską samooceną oczywiście że nie ma- no przecież mając tak młodszą kobietę jego samoocena rośnie.
No bo jakby inaczej Panowie heheh![]()
Alkoholizm to ciążka choroba, nie pije więc jest podrażniony, podenerwowany, czepia się o byle co.
Stawiam na jego terapię, PONOWNIE, jako już trzeźwy alkoholik.
Myślę że właśnie przez to wyżywa się na tobie, dlatego są i dobre i złe dni. A te dobre wspominasz i dlatego z nim jesteś.
On M U S I nad sobą popracować, jeszcze raz powtarzam terapia dla niego! I M U S I zrozumieć że krzywdzi cię swoim zachowaniem i walczyć z tym. Są też terapie dla współuzależnionych, dla ciebie. Jak ci zależy to próbuj, w końcu miłość nie wybiera. A jak nie chce o tym rozmawiać to
W A Ł K U J temat do skutku. A w miarę możliwości sama poproś o pomoc psychologa dla siebie. Niech widzi że ty potrafisz z takiej pomocy skorzystać. Może wtedy sam też się terapii podejmie. Powiedz mu wprost że cię swoim zachowaniem krzywdzi. Jak mu będzie na tobie zależeć i będzie cię darzyć szczerą miłością - weźmie się za siebie, i zacznie od siebie.
Wiem co mówię.
Ale po co jej babranie się w g.........ch.Przecież jest młoda i niesperowana,kobiety,ktore dosięgło wpołuzależenienie wiedzą,ze to bez sensu-nałog zostanie nałogiem,psychol-psycholem,a dziewczyny wpakowują się w zycie z takim,bo co?Bo ma portki?Błagam.No chyba,ze chce zasilic konta psychoterapeuty lub psychiatry.Błagam zycie mamy jedno.Psychofagi zmieniają się jedynie na...gorsze.Poza tym pełna terapia alkoholika trwa ok 6 lat,a po niej wychodzi inny człowiek i własnie wtedy jest wiele rozwodów,bo gosciu jakis inny,i znow rozczarowanie.Nastepna sprawa rozkminiajac goscia-kawaler 40 letni-czyli tzw.blue bird.Powodzenia.
Młoda jesteś! Znajdziesz sobie lepszego
))
16 2014-06-17 22:00:54 Ostatnio edytowany przez renatafbm (2014-06-17 22:04:10)
Alter-mam nadzieję,ze juz spakowałas tę beznadzieję?3maj się od niego z daleka.Poszukaj odpowiedzi dlaczego takich palantow zapraszasz do swojego zycia,a nie jak pomoc dewiantowi!On i tak sie nie zmieni,oprocz na gorsze.
Alter - ja wiałabym gdzie pieprz rośnie.
Mocno niesympatyczne wrażenie zrobił na mnie Twój partner.
Z czasem mogłoby być tylko gorzej. Na pewno.
Alter,
Nie zastanawiałabym się ani chwili, tylko uciekała, gdzie pieprz rośnie.
Co Cię właściwie z tym facetem łączy, poza uczuciem z Twojej strony (bo z jego nie widzę)?
Partner to ktoś, kto daje oparcie, jest bezpieczną przystanią spokojem.Zycie mamy tylko jedno i na prawdę nie warto się męczyć.
Jesteś młodą kobietą i znajdziesz 100 razy lepszego, takiego, któy będzie CIę szanował, nie będzie wyzywał, czepiał się wiecznie przeszłości,oskarżał bezpodstawnie o zdradę. Takiego, który da CI normalne, spokojne i szczęśliwe życie.
Będziesz mogła założyc z nim normalną rodzinę, mieć dzieci i cieszyć się każdą chwilą, a nie zadręczać się i chodzic na paluszkach, zeby tylko go nie zdenerwować.
Zapytaj siebie jakiego życia chcesz dla siebie, jakiego ojca dla swoich dzieci ... ?
Podejmij słuszną, własną decyzję.
Witam i dziekuje za wszystkie odpowiedzi,
Wczoraj po kolejnej awanturze i tym jak sie zakonczyla- z bolem serca ale czuje ze juz do niego nie chce wracac.
Ten dzien pokazal mi jak bardzo sie pomylilam oceniajac ta znajomosc. Po raz kolejny wrocilam do tematu, ktorego unika jak ognia- wspolnego mieszkania i planwo na przyszlosc. Chcial mnie zbyc i uciac temat ale nie pozwolilam mu. Kazal mi wyjsc ze swojego mieszkania bo ma dosc mojego czepiania sie i psucia sobie humoru ( zaczelam rozmowe bardzo spokojnie, nie podnioslam glosu, nie krzyczalam , nie bylam uszczypliwa, zadawalam mu po prostu wazne dla siebie pytania tj "jak wyobrazasz sobie nasz zwiazek za rok", "czy wiazesz ze mna jakies plany","czy zawsze bedziemy mieszkac osobno", "gdzie w twoim zyciu jest miejsce dla mnie"?). Reakcja przerosla moje wyobrazenia.
Wsciekl sie, zaczal podnosic glos, obrazac mnie, powtarzal tylko w kolko ze nic na nim nie bede wymuszac, ze jak chce sluby, dzieci etc to nie z nim. Powiedzialam mu szczerze czego chce, tego ze mam plany z nim zwiazane i oczywiste jest dla mnie ze mu to mowie. Powiedzial ze jest nie podoba mi sie tak jak jest to moge "wyp...." bo nic na nim nie bede wymuszac, ze stale sie czepiam, ze nie bedzie tak jak chce, ze mam zabrac co mam w jego mieszkaniu i sie wynosic. Powtorzylam jeszcze ze nie bedzie traktowal mnie jak rzecz (takie sytuacje kiedy mnie wyrzucal juz sie zdarzaly, zazwyczaj sie pozniej odzywalam on przepraszal i wszystko wracalo do normy). Na odchodnym uslyszalam, ze mam "zniknac z jego zycia". Byly z jego strony wczesniej deklaracje - ze bardzo mnie kocha, ze nie wyobraza sobie zycia beze mnie - ale to chyba wszystko nic nie warte. Od dwoch dni nie mamy juz kontaktu, wiem ze on nie zrobi pierwszego kroku, nie przeprosi, ja juz nie mam na to sily, za bardzo mnie upokorzyl i czuje ze zbyt wyraziscie powiedzialam mu czego chce, przynajmniej kamien spadl mi z serca bo po 16 mcach moim zdaniem wie sie czego sie chce. W jego przypadku raczej - czego sie nie chce.
w takim przypadku dobrze że z nim nie jesteś. Zachował się tragicznie.
Zdaję sobie sprawę, że rozstanie z kimś kogo się kocha jest ciężkie, ale chyba nie masz ochoty być całe życie poniżana. Gdzie Twoje poczucie bezpieczeństwa, miłości i akceptacji? Gdzie rozmowa i kompromis? Wybacz, ale bardzo dobrze zrobiłaś kończąc ten związek
Witam,
Nasz związek od początku był bardzo burzliwy i tak zostało do dziś, co męczy mnie coraz bardziej. Nie ma tygodnia bez awantury, wyzwisk i ciszy. Mój partner nie należy do osób cierpliwych, drobnostka potrafi wyprowadzić go z równowagi, notorycznie reaguje w stosunku do mnie agresja słowną jeśli coś mu się nie podoba.Często się kłócimy - bo obsesyjnie wraca do mojej przeszłości i teraz wykorzystuje wszystko co o sobie powiedziałam. Źle mówi o moich byłych partnerach, oskarża o zdrady, potrafi całymi dniami w przypływie złości nie odzywać się i używać naprawdę niewybrednych słów żeby mi pokazać, że potrafi mnie zranić.
Nawet jeśli CZASAMI jest cudowny..... nie warto tracić czasu z kimś takim.....
To chce być w związku czy być wolny? bo jedno wyklucza drugie..kłótnie awantury agresja do czego tu wracać obudź sie ze snu księżniczko szkoda zycia.
To chce być w związku czy być wolny? bo jedno wyklucza drugie..kłótnie awantury agresja do czego tu wracać obudź sie ze snu księżniczko szkoda zycia.
Jego zdaniem fakt, że nie mieszkamy razem - to dla niego ta odrobina wolności, której potrzebuje. Kiedyś powiedział , że lubi być sam i gdy się kłócimy nie wyobraża sobie żebym miała przebywać w jego mieszkaniu. Wielokrotnie kiedy mieliśmy mniej lub bardziej poważne sprzeczki - kazał mi z niego wychodzić, lub jak na odchodnym ostatnio - wyp ****.
25 2014-07-16 11:29:57 Ostatnio edytowany przez Lexpar (2014-07-16 11:35:16)
Alter podziękuj mu i odejdź.
Zastanów sie do czego mu jesteś potrzebna.
Czy Ty nie masz własnej wartości?
Ja by mi powiedział wyp*****laj to odpowiedziałbym z usmiechem na ustach " OK wypier***am i zapomnij o mnie.
Facet po rozwodzie i dwukrotnym odwyku a Ty z nim jeszcze jesteś.
Tylko
.
Ten facet się nie zmieni.
Jesteś młoda, masz dopiero 28 lat więc po jaką cholerę pakujesz się w taki toksyczny związek.
Chcesz tego?
Chcesz później płakać krokodylimi łzami?
Ogarnij się i kopnij go w
.
Alter podziękuj mu i odejdź.
Zastanów sie do czego mu jesteś potrzebna.
Czy Ty nie masz własnej wartości?
Ja by mi powiedział wyp*****laj to odpowiedziałbym z usmiechem na ustach " OK wypier***am i zapomnij o mnie.
Facet po rozwodzie i dwukrotnym odwyku a Ty z nim jeszcze jesteś.
Tylko http://emotikona.pl/emotikony/pic/0cray.gif.
Ten facet się nie zmieni.
Jesteś młoda, masz dopiero 28 lat więc po jaką cholerę pakujesz się w taki toksyczny związek.
Chcesz tego?
Chcesz później płakać krokodylimi łzami?
Ogarnij się i kopnij go w http://emotikona.pl/emotikony/pic/05icon_ass.gif.
Ja odeszłam. Po ostatnim wyrzuceniu mnie z mieszkania już się nie odezwałam. Ciężko mi to zrozumieć, bo wmawiałam sobie, że on mnie kocha i z czasem nauczy się panować nad własnymi nerwami. Mówił, że kiedy złość mu przechodzi to przykro mu , że tak się odzywa. Całą winę zwalał na mnie mówiąc - że to ja tak na niego działa, że się czepiam, że stale coś mi się nie podoba, że jak nie akceptuję rzeczy i tego jak jest to mam s*****. Do niedawna bym w to nie uwierzyła, że tak niewiele go ten związek obchodzi, że nawet nie będzie w stanie się odezwać. Teraz to dla mnie staje się po woli oczywiste. Wiem, że bardzo się teraz udziela towarzysko, często wychodzi, publikuje treści, które wskazują na to, że jest mu całkiem dobrze. Ja sytuację znoszę gorzej, pomimo, że bardzo dużo osób mnie ostrzegało. Nie było dla mnie problemem, to, że kiedyś miał problemy z alkoholem - zanim się poznaliśmy on już parę lat nie pił. Jedyne czego nie rozumiem - to jak można pozwolić odejść komuś i nawet nie mieć wyrzutów sumienia, że potraktowało się go w taki straszny sposób. Zwłaszcza, że sam miał bardzo dziwny rok , który praktycznie spędził na l4. Opiekowałam się nim , byłam kiedy miał gorsze dni. Naprawdę go kochałam i tym gorzej całą ta sytuację mi znieść bo nie potrafię czuć do niego złości albo nienawiści.
Cechy wlasciwe socjopacie co tu ukrywac.
Cechy wlasciwe socjopacie co tu ukrywac.
On nie jest antyspołeczny- jeśli o to ci chodzi. Jest bardzo lubiany i towarzyski i niesamowicie zabawny. Dużo lepszy kontakt ma z obcymi ludźmi niż np z rodzina ( jest bardzo uprzejmy). W domu jednak potrafi zachować się tragicznie. Nigdy nie widziałam, żeby kogoś potraktował tak jak mnie. Jest pomocny dla innych i ich szanuje. Czy to we mnie jest coś - co powoduje, że nie postępuje ze mną tak samo?
Tu nie chodzi o znalezienie się w towarzystwie. To socjopata umie bezproblemowo. Tu chodzi o braki niektórych odczuć. Na przykład Ty płaczesz - on się śmieje. Druga osoba ma służyć jego celom, a kiedy się zużyje to nie jest już potrzebna. Kiedy miał ze sobą kłopoty - wspierałaś go. Teraz jesteś tylko balastem.
Nie pisałaś dlaczego wcześniej się rozwiódł. Jakie były przyczyny. Czy mówił, że "to zła kobieta była"?
Tu nie chodzi o znalezienie się w towarzystwie. To socjopata umie bezproblemowo. Tu chodzi o braki niektórych odczuć. Na przykład Ty płaczesz - on się śmieje. Druga osoba ma służyć jego celom, a kiedy się zużyje to nie jest już potrzebna. Kiedy miał ze sobą kłopoty - wspierałaś go. Teraz jesteś tylko balastem.
Nie pisałaś dlaczego wcześniej się rozwiódł. Jakie były przyczyny. Czy mówił, że "to zła kobieta była"?
Brał ślub w wieku 18 lat, po 4 już się rozwodził. Żona od niego odeszła z dzieckiem do innego mężczyzny( był bogaty).
Nie wiem jak wyglądało ich małżeństwo - wspominał często, że zona działała mu na nerwy i była wredna (o mnie też tak mówił).
Wychował się w patologicznej rodzinie, chciał z niej uciec- kiedy miał już żonę i dziecko babcia zza granicy kupiła mu mieszkanie. Zona kiedy odeszła nie miała do niego prawa, on w nim został. Generalnie nazywał ją materialistką - chociaż to była jedyna osoba która zawoziła go do ośrodka kiedy pił. Wiem, że po wyjściu z niego (jakieś 5 lat temu) - wylądowali w łóżku. Jego wersja była taka, że chciał ją upokorzyć tym za to, że odeszła. Minął tydzień odkąd wyszłam z jego domu. Od tego czasu nawet się nie odezwał. Od znajomej wiem, że usunął wczoraj nasze wspólne zdjęcia z jednego z portali. Ja nie mam do nich dostępu bo odkąd kazał mi zniknąć ze swojego życia, wywaliłam i zablokowałam go na każdym koncie jakie gdzieś posiadam. Masz rację, że brak mu pewnych uczuć, bywa zimny, nawet podczas sexu rzadko kiedy bywał czuły, raczej bardzo brutalny. Kiedy doprowadzał mnie do płaczu zawsze pozniej ze satysfakcją mówił " bądź miła bo później i tak to ty płaczesz a nie ja". Jak to możliwe, że jest tak bardzo lubiany? Jak to jest możliwe, że 15 miesięcy byłam tak strasznie głupia ![]()