Witam Drogie Panie
Nawet nie wiem dobrze jak to napisać. Napisałem tutaj, bo widziałem, że wypowiadają się tutaj również mądre kobitki, a z wami jest tak, że macie więcej empatii i chęci niesienia pomocy tak przynajmniej mnie się wydaje. Faceci lubią się zgrywać i cwaniakować, a tutaj mi się to raczej nie przyda.
Do rzeczy kiedyś nieśmiały chłopak, który miał problemy z komunikacją z płcią przeciwną(podstawówka, gimnazjum).
Podstawówka była fajna i świetne wspominam ten okres naprawdę. Gorzej z gimnazjum to była istna katorga szczególnie od drugiej klasy, gnębienie psychiczne w klasie i nawet już w szkole. Myśli samobójcze codziennie mnie męczyły, chciałem zmienić szkołę, matka się nie zgodziła na to, poszła ona do wychowawczyni i to było tylko podsycenie sytuacji i było jeszcze gorzej. Było już tak źle, że w wakacje z okresu drugiej do trzeciej klasy modliłem się w Licheniu, żeby to wszystko się skończyło to była dla mnie masakra codziennie masakrowanie psychiki dzień w dzień. Trudno przetrwałem.... Technikum się zaczęło najlepszy kierunek w szkole choć nadal moje kontakty były słabe z płcią przeciwną... później znajomy mi powiedział, że istnieją strony, które pomagają uwodzić kobiety, poznawać je etc. totalnie mnie to pochłonęło i zafascynowało parę książek, sporo artykułów się czytało i udzielało na jednym z forum tamtych lat i właśnie to był okres technikum i zacząłem się wtedy przełamywać, heh paradoks nawet same kobiety mnie zaczęły podrywać i zagadywać naprawdę fajne, wtedy zacząłem wierzyć, że mogę podobać się kobietom, że jestem wartościowym facetem etc. że jestem przystojny, wysoki i ze mną jest wszystko okey. W późniejszym czasie sam rozkręciłem forum o podobnej tematyce relacji damsko-męskich i rozwoju osobistego. Zawsze marzyłem by mieć świetnie prosperujące forum, to było jedne z największych w Polsce. Opierało się to na rozwoju własnych umiejętności i ulepszaniu siebie, a nie zaś na manipulacji czy technikach jakichkolwiek, brzydziliśmy się tym. Poznałem przez te forum moja miłość "życia" było bajecznie cudownie i wspaniale, nawet w najskrytszych wyobrażeniach nie mogłem sobie wyobrazić, że może TAK być! Cóż rozpadło się, chyba w większości z mojej winy, bardzo głęboko we mnie siedziały, a może nadal siedzą? Problemy rodzinne, ojciec lubiał sobie popijać, wstrzynać awantury i kłótnie mało spokoju w domu, nigdy żadnych kieszonkowych nie dostawałem musiałem sobie jakoś radzić to było ciężkie, czuje się jakbym zawsze musiał sobie radzić ze wszystkim, może to i dobrze? Szybciej dojrzeć też musiałem sporo doświadczeń rodzinnych, przykrych wydarzeń w życiu, wylądowaniu na lekach psychiatrycznych po rozstaniu z dziewczyną(najbliższą mi osobą), straty przyjaciela, odsunięcie się ludzi w szkole i problemy rodzinne. Cóż rzuciłem tymi lekami po 2 tygodniach i dałem sobie radę... Później było jeszcze gorzej musiałem uciec z domu wyrzucili mnie rodzice z niego(o tym trochę później), nie wiem dlaczego płaciłem za własne rachunki, pomagałem im w budowie nowego domu, nawet dokładałem się do budżetu rodzinnego, mamie kase pożyczałem, ale nadal najgorszy i że mam wulgaryzm z domu często to słyszałem. Nie pasowało im to pewnie, że robię projekty w domu i zarabiam pieniądze zamiast iść do "normalnej" pracy heh. Pracowałem w moim mieście w jednej z fabryk dla niewolników na hali nagrzanej, głośno i fatalnie ciągłe poganianie, ja chodziłem niewyspany pokój z siostrą i w ogóle myśli samobójcze znów mnie zaczeły tam nachodzić, postanowiłem to rzucić i wyprowadzić się do dużego miasta i żyć na własną rękę... było okey naprawdę fajnie tutaj doświadczyłem jak atrakcyjna kobieta jest w stanie wziąć chłopaka do siebie do domu, ale nie kręcą mnie te jedno nocne przygody wolę coś więcej chociaż trochę czuć do tej drugiej osoby, a potem jesień i zima nastała i była masakra codziennie sam w domu w zasadzie, poszedłem nawet do pracy by poznać ludzi, ale tam poznałem tylko takie osoby, a w zasadzie kobiety, które chciały tylko pić etc. poza tym nie potrafię żyć w jesień to jest dla mnie masakra co się ze mną dzieje... zima tamta też była podobna jak jesień. Chodziłem do klubów i starałem się poznawać kobiety na ulicy, ale tak średnio wychodziło nie umiałem już tej samotności przez kilka msc wytrzymać, jesieni i zimy więc wróciłem do rodzinnego miasta... Mówili mi rodzice, że mogę na chwilę się u nich zatrzymać, ale niestety wyszło jeszcze gorzej wulgaryzm mnie z domu. Mieszkałem u dziadków przez kilka msc, starałem się ogarniać projekty, podpisałem umowę nawet na projekt za dużą kasę, potem z kumplem chciałem firmę rozkręcić na inkubatorach przedsiębiorczości tak średnio szło..... Postanowiliśmy wyjechać za granicę w ciepłe kraje. I pojechaliśmy na żywioł totalnie szaleni byliśmy bezdomni początkowo, żywiliśmy się tym co wzieliśmy z kraju, a już teraz ogarneliśmy lokum i pracę, ja nadal projekty robię i jakoś się kręci TYLKO...
Nie wiem jak ogarnąć siebie często myślę o kobietach, w sumie szczególnie o jednej żeby poznać pokochać, zostać pokochanym, śliczną uroczą z bogatym wnętrzem, która chociaż czasem mnie wesprze i powie będzie dobrze ![]()
Za często myślę o kobietach nawet jak jest źle, zamiast skupić się na ogarnianiu przykładowo finansów czy innych rzeczy to ja myślę o kobiecie... tak bardzo pragnę miłości? Czy potrzebuję akceptacji? A może tego i tego? Z czego to się bierze jak to ogarnąć wszystko? Krok po kroku?
Mam nadzieje, że ktoś dotarł do końca i nie było aż tak źle to napisane pisałem na tzw. "flow" parę rzeczy pominąłem m. in. pracowałem za granicą i też tam sporo nie fajnych rzeczy przeżyłem więc musiałem stamtąd uciec heh. Naprawdę staram się iść do przodu i ogarniać, ale już czasem brakuje mi siły i wpadam w tzw. mechanizm wyuczonej bezradności(chyba dobrze napisałem). Przepraszam jeśli jest chaos.
Brałem udział w różnych szkoleniach, nawet byłem na terapiach coachingowych, brałem udział w różnych kursach o pewności siebie, większość nic nie dało, choć jeden 30 dniowy, który sprawiał, że człowiek w dzień w dzień nad sobą pracuje dał naprawdę wiele! Czułem swobodę gdy szedłem w miejscach publicznych, dawałem sobie akceptacje na błędy, na porażki, na przeżywanie różnych emocji wtedy czułem, że jestem OKEY niezależnie co się stanie i działo się naprawdę świetnie, jeden z piękniejszych okresów w moim życiu, totalne czucie własnej wartości, samoocena wysoka, szanowanie siebie, pewność siebie, poznawanie mnóstwo kobiet(i wcale nie do seksu), raczej kręciła mnie ta magia między kobietą, która się wytwarzała w klubie czy gdziekolwiek indziej
)
Z góry dziękuje za wszystkie odpowiedzi
Może z waszą pomocą dam radę chociaż trochę tego ogarnąć? Bym poukładał sobie konteksty życiowe, znalazł te bliską osobę, a może nadal poznawać i wyczuwać? Teraz mam trochę ciężej za granicą, bo język nie jest tak świetny jak polski i nie mówię tego co czuje i nie mogę w pełni siebie wyrazić, może niewerbalnie?
Pozdrawiam
Bardzo proszę o zapoznanie się z naszym regulaminem, jedną z obowiązujących zasad jest operowanie językiem pozbawionym wulgaryzmów.
