Babo, temat rzeka, naprawdę...
Mój syn ma dziś prawie 17 lat, więc chyba mogę już nieśmiało powiedzieć, że udało mi się to, o co pytasz. Na pewno jednak dałam mu jakiś potencjał na przyszłość, który - mam szczerą nadzieję - pozwoli mu śmiało i z podniesioną głową wkroczyć w dorosłość.
Mój syn na chwilę obecną jest osobą raczej pewną siebie, ma wysokie poczucie własnej wartości, wydaje mi się, że nie ma kompleksów, jest za to zdrowo samokrytyczny. Potrafi bronić swoich racji, kiedy jednak trzeba, to potrafi przyznać się do błędu i przeprosić. Ma spore grono kolegów, widzę, że jest lubiany, nie pozwala się wykorzystywać, ale też nie stroni od bezinteresownej pomocy.
Uważam, że dziecko trzeba chwalić, ale konstruktywnie, czyli wyłącznie wtedy, kiedy na to zasłuży. Podobnie jest z krytyką ? musi być konstruktywna, poparta wyjaśnieniem i rzeczowym argumentem. Nigdy nie używałam najgorszego, a przy tym najgłupszego z możliwych argumentu ?nie, bo nie?, bo dziecko musi wiedzieć dlaczego mu czegoś nie wolno, wtedy nie tylko się nie buntuje, ale też nie ma poczucia niesprawiedliwości. Zawsze też dopuszczałam możliwość negocjacji.
W kwestii pochwał - jeśli maluch narysuje obrazek, z którym coś jest nie tak, warto powiedzieć ?widzę, że się postarałeś/aś, ale spójrz, to i to można zrobić lepiej?. To jest właśnie konstruktywna krytyka, której zadaniem jest mobilizacja do pozytywnych zmian. Dziecka nie należy chwalić z zasady, jednym słowem, jeśli nie zasłuży, to nie ?piejmy? z zachwytu, bo "to przecież taaakie piękne", jeśli jednak coś na pochwałę zasługuje, to nie udajmy, że jest to oczywiste ? wtedy należy to głośno docenić. Ono nie ma się domyślać, że coś zauważamy.
Tak, moje dziecko słyszy wprost, że jest samodzielne i odpowiedzialne i jestem z niego dumna. Zdarza mi się powiedzieć, że całkiem przystojny z niego facet, a co!
Mówię też, że widzę i doceniam jego starania, że cieszą mnie jego sukcesy, a przy tym wcale nie uważam, że fakt, że je osiąga, jest oczywisty.
Tak, mówię wprost, że ma fajnie wypracowaną sylwetkę lub ładnie mu w tej czy tamtej koszulce, ale... krytykuję, kiedy założy coś, co jest niechlujne, za bałagan czy fakt, że bywa leniwcem do kwadratu. Ma zakres swoich obowiązków, z których go nie wyręczam, a które to muszą być wypełnione. Czy dopuszczam odstępstwa. Czasem tak - kiedy się na to umówimy.
Bardzo ważne jest wzajemne zaufanie ? jeśli powiem coś krytycznego, to syn wie, że nie zostało to wypowiedziane, żeby zranić, ale w dobrej wierze.
Kiedy się niepotrzebnie uniosę lub po przemyśleniu tematu stwierdzam, że nie miałam racji, to nie mam problemu z tym, żeby przeprosić. Wtedy syn widzi, że ma swoje prawa i jest traktowany jak pełnoprawny partner, nawet jeśli to do mnie zwykle należy ostatnie słowo.
Dziecko musi czuć, że jest ważne i kochane, ale jednocześnie mieć świadomość, że mamy w stosunku do niego jakieś oczekiwania, jednym słowem nic nie należy mu się z zasady. Z samego faktu istnienia dziecko kochamy, na pochwałę musi jednak zasłużyć swoim postępowaniem.
Bardzo ważne jest jego poczucie bezpieczeństwa, czyli aby miało świadomość, że jeśli coś złego się stanie, to z problemem NIGDY nie zostanie samo.
Nigdy nie miałam tendencji do realizacji własnych ambicji kosztem syna, ale powtarzałam i wciąż powtarzam, że cokolwiek robi, powinien to robić najlepiej jak potrafi. W szkole nie musi błyszczeć, mieć świadectw z paskiem, jeśli jednak jest w czymś dobry, to powinien się w tym kierunku rozwijać. Niczego jednak nie narzucam, daję mu prawo wyboru, za to rozmawiam, tłumaczę i - jeśli uważam, że naprawdę warto - przekonuję.
I wreszcie na koniec dodam, że zdarza mi się wprost zapytać czy jest coś, co mu przeszkadza i jego zdaniem powinnam zmienić w swoim zachowaniu albo czy czuje się w domu szczęśliwy, rozumiany, kochany. Niektórych takie pytania z ust rodzica mogą dziwić lub wręcz szokować, ale ja sama dziś, jako osoba dorosła, mam świadomość błędów, jakie popełnili moi rodzice, choć przecież się starali, dlatego ja też do siebie dopuszczam, że być może popełniam błędy, których po prostu nie zauważam.