czasymira napisał/a:Moim zdaniem jest cienka linia pomiędzy nachalnością a wytrwałością, oczywiście jest to zależne od tego, czy to jest chłopak, czy dziewczyna, czy Oni się wcześniej znali, czy byli wcześniej w związkach itd. Moim zdaniem jeżeli ktoś da komuś sygnały, typu podobasz mi się, zależy mi na Tobie itd. to ta druga osoba, jak jest wolna, być może na początku jest nieufna, ten ktoś może nie być w jej typie, ale ten ktoś się stara, powtarza to i czule go/ją głaska..to ta osoba, obdarowana tymi gestami zaczyna się otwierać, ufać itd...siłą rzeczy się zakochuje...i np. po jakimś czasie, ta osoba adorująca rezygnuje, z rożnych bodaj powodów, to ta jednostka adorowana, nagle czuje deficyt tej adoracji, czuje że jej brak tego, nawet jeśli wcześniej ją to dżaźniło..i tak jakby role, wtedy mogą się obrócić i wtedy ta osoba odrzucona, może zacząć się narzucać, czyli powielać jakby to, czego się właśnie od niej wcześniej nauczyła. Niektórzy ludzie nazywają to stalkingiem czy czymś w tym stylu.....Moim zdaniem w miłości takiej w dzisiejszych czasach, gdzie na zgodność pary wpływa wiele czynników....la linia pomiędzy nachalnością a wytrwałością jest po prostu cienka i jest to indywiduum, zależne od cech, predyspozycji psychospołecznych danej pary.
Zgadzam się. Te granice są płynne. Niemniej, jak po rozstaniu jeszcze tak do roku były chłopak coś starał się wskórać, że może wrócimy do siebie, to jeszcze tak przymykałam oko. Owszem, mówiłam, że nic z tego, już byłam w związku z obecnym chłopakiem i absolutnie nie chciałam powrotu, nawet wtedy, gdy nie byłam jeszcze z moim facetem, po prostu wiedziałam, że nie, że to już nie ma sensu. No, ale rozumiałam, że może jednak jakoś przeżył to rozstanie (mimo że sam zostawił dla innej). No ja potem mimo że zostawił dla innej, to myślałam, że może jeszcze z nim będę, próbowałam, ale nie mogłam, po prostu za bardzo mnie zranił, a poza tym od dawna nie układało nam się, więc jednak widziałam, że na dłuższą metę to się nie uda. Jak jednak minęły np 2 lata od rozstania i starał się nadal (nie to, że często coś pisał czy przeszedł, rzadko, raz na parę miesięcy może, ale mimo wszystko to było wkurzające, że np już 2 lata od rozstania, a nie daje sobie spokoju, mimo już wtedy ostrych komunikatów i zdecydowanych). W końcu jeszcze zdarzyło się, że po 3 i nawet 4 latach coś próbował wskórać, ale coraz rzadziej, więc wiedziałam, że chyba odpuści, ale mimo wszystko było to dla mnie już denerwujące i jeszcze raz teraz jakby był, to pogroziłabym policją - chociaż niby nie było jakichś przesłanek i pewnie by stwierdzili, że zakochany chłopak to dlatego nawet i 4 lata po rozstaniu przypomina się
No, ale dlatego te granice są płynne. No, ale mam już od niego spokój (odpukać).
Dla mnie właśnie jest to płynne, niemniej idealnie byłoby, gdyby jak ktoś stanowczo mówi nie, to ta druga osoba dawała sobie spokój. Często jednak jest inaczej i powody mogą być różne. Ja bym się nie prosiła o czyjeś zainteresowanie, rozumiem słowo "NIE", ale niektórzy niestety nie rozumieją. Osobiście oczywiście drażnią mnie powiedzonka przekonanych chyba o tym co to oni, jak mówią "Jak kobieta mówi nie, to znaczy tak". Jeśli ktoś tak uważa, to moim zdaniem zdecydowanie żałosne. Ktoś nie jest mną absolutnie zainteresowany, to daję sobie spokój, a co innego to dla mnie chyba zwykle desperacja, chociaż oczywiście też zależy od sytuacji rozumiem. Dlatego bardziej zrozumiem po rozstaniu, dlatego czasem byłam tak mniej ostra dla byłego, a mniej jeszcze zrozumiałabym kogoś, kto ledwo kogoś zna, ale uroił sobie, że muszą być razem, a ona nie chce, a on dalej napiera, zamiast pogodzić się, że nie chce go i trudno. Oczywiście na dłuższą metę żadna sytuacja nie jest dobra, ale po rozstaniu bardziej potrafię zrozumieć, bo tych ludzi jednak coś łączyło i może złudną, ale czasem może ktoś mieć nadzieje. Czasem to zostanie odebrane jako nachalność, ale jednak bardziej można zrozumieć - chociaż oczywiście w przypadku mojego byłego to już był długi czas, więc przesada jakaś, dlatego nerwy mi czasem wysiadły wtedy już.
Dla mnie tutaj nie ma tak znaczenia jak to napisała kobieta czy przystojny tak walczy czy brzydszy. Nachalność, jeśli coś mnie drażni, to tak będzie po prostu. A jak ktoś zachowuje się drażniąco to po prostu obrzydza mi sam siebie, dlatego jak znam naprawdę okropnych facetów z charakteru, to nawet jak są przystojni, to przez charakter po czasie zdają mi się wręcz paskudni, a jak ktoś ma lepszy charakter, to później te niedostatki urody mniej dostrzegam i ta osoba wydaje mi się atrakcyjniejsza niż tak normalnie bym mogła ocenić. Dlatego nachalność to nachalność mimo wszystko.
Ja też nie stosowałam gierek, dlatego jak mówiłam, że nie to nie, jak tak mówiłam to byłam pewna i wątpię, by wtedy miało się to zmienić. A jak ktoś tego by nie rozumiał i myślał, że myślę tak, to kiepsko z nim dla mnie i dobrze o takiej osobie nie myślę po prostu. A jak ktoś jednak może tak, może nie, czyli nie byłam pewna, to też to akcentowałam, nie jestem osobą, która miałaby coś udawać, że może jednak, a tak naprawdę nie albo, że nie a może jednak tak. Jak pisałam myślę, że granice nachalności czy nie są płynne może, ale jednak takie narzucanie się, gdy mówi się nie dla mnie jest złe, po prostu. Zależy też od sytuacji, ale ogólnie złe. Wytrwałość rozumiem, ale jak dziewczyna mówi nie czy chłopak, to lepiej spasować, co innego jak mówi, że może szansa, to jasne, czasem warto wtedy powalczyć.