Witam
Jestem niedawno po rozstaniu, już drugim. Byłem z dziewczyną 2 lata, uważam ją za Tą Jedyną i nie zamierzam odpuścić. Teraz zastanawiam się jaki model zachowania przyjąć, by pojawiła się szansa na poprawienie naszej relacji, a następnie - do powrotu.
Jak już napisałem, rozstaliśmy się już po raz drugi. Za pierwszym razem był podobny powód jak teraz. Straciłem ambicje, przestałem jej imponować, nie robiłem wiele w związku ze swoją pasją. Wtedy nie przyjmowałem rad internetowych typu "ogranicz kontakt do minimum", "zmień się, spotykaj inne kobiety, pokaż jej, że Cię straciła". Na samym początku tak było, widywaliśmy się z pewnymi osobami. Dla niej to nie był interesujący facet, dla mnie to była zdecydowanie gorsza kobieta. Zatęskniliśmy za sobą. Spotykaliśmy się znowu, były zabawy łóżkowe, lecz bez seksu właściwego, ja chciałem powrotu, ona miała ciągle wątpliwości. Doszło do wielu starć, ona coś kombinowała, ja ją śledziłem w internecie. Pojawił się ponownie człowiek, który namieszał mi już w związku ponad rok temu. Zaczęła się z nim spotykać, we mnie się gotowało. Pisałem do niej strasznie długie maile, nachodziłem po zajęciach, prosiłem o przemyślenie sprawy itd. Nie dawało to wiele skutku, ale w końcu nam się udało coś zdziałać, po kilku miesiącach wróciliśmy do siebie. To że tamtego zostawiła było spowodowane tym, że jej w ogóle nie pociągał. Jednak wróciła do mnie, tak mi się wydaje, bo bała się być sama. Z drugiej strony było dużo starań, czułości itd., lecz znowu spieprzyłem, popadłem w marazm. Znowu pojawił się pewien koleś, w dodatku z CHILE, który zaczął jej pisać różne ładne rzeczy na fejsie. Byłem zazdrosny, mówiłem jej, że to znowu to samo, to samo co wiele razy kiedyś, a ja nie potrafię zaakceptować jej amantów. Na święta zadzwoniła, powiedziała, że ma wątpliwości, że w ogóle jej nie imponuję, że nie idę do przodu wcale. Rozstanie numer 2, a w tym czasie jej relacja z gościem z Chile rozkwita. Jest on artystą, ma swój projekt, uwielbia malarstwo jak ona. Była mówi, że jest on niesamowicie do niej podobny, ma podobną wrażliwość itd. Ja też taki jestem, jednak jakbym przestał to okazywać, starać się. Teraz mam zagwozdkę, czy powtarzać, to co było kilka miesięcy temu? Nie jestem za bardzo za tym, ponieważ to był ciężki, toksyczny okres. Niby mi się udało, ale nie sądzę, by to było spowodowane tymi wszystkim mailami, nachodzeniem jej... Wiem, że muszę się zmienić, wziąć się za swoją pasję, za pracę, pokazać, że jestem lepszym człowiekiem. Tylko czy ograniczenie kontaktu do minimum to dobra metoda? Boję się, że powoli o mnie zacznie zapominać... Mam mało czasu, Chilijczyk ponoć pisał, że chce przyjechać jakoś w sierpniu, tyle tylko, że nie wiem, czy to wyjdzie. Po pierwsze, to duże pieniądze na przelot. Po drugie, i to mnie w pewien sposób pociesza, już pojawiły się zgrzyty w ich relacji (a znają się gdzieś od końca kwietnia). Otóż już DWA RAZY mieli akcje zazdrości i dziecinnych przepychanek. On i ona boją się. On ma 1500 znajomych na fejsie, w tym wiele ładnych kobiet. Parę razy dodał śliczne dziewczyny i to wkurzyło moją byłą, to samo ona zrobiła, on nawet na tydzień przestał się odzywać. Kolejna rzecz, która mnie pociesza... No dobra, spotkają się w sierpniu i albo to będzie reunion kochanków, albo będzie sztywno. Nawet jeśli będzie wszystko dobrze, to co potem? Ona jeszcze ma 1.5 roku studiów, ten związek moim zdaniem nie ma szans. Ona chce emigrować (już wiele razy mi to mówiła, jak byliśmy razem), ale w najbliższym czasie to nie nastąpi. Wątpię, by on chciał się przeprowadzić tutaj. Jeżeli już dwa razy mieli dziwne jazdy zazdrości, to uważam, że może być jeszcze gorzej później. W takim razie moje zadanie to na pewno przemiana siebie, pokazania jej, że jestem atrakcyjnym mężczyzną (nie pod względem fizycznym, bo jeśli chodzi o to, to jestem jej "wymarzonym"), kimś kto znowu wzbudzi w niej te uczucia do siebie. Przyczaić się, nie odzywać? Czekać na rozłam w tej dziwnej, internetowej relacji? Do tego podejrzany jest dla mnie ten Chilijczyk, facet to facet, myślę, że robi coś na boku w swoim kraju (chociaż mogę się mylić), dalej ma status "wolny" na fejsie (wiem, to może być głupi argument, ale czepiam się każdego szczegółu). Jeśli ktoś miał podobną sytuację, to bardzo proszę o podzielenie się doświadczeniami
Pozdrawiam.
Podobne tematy
Chłopie daj sobie spokój i znajdź taką, której będziesz imponować sobą takim, jaki jesteś teraz. Ta Panna ewidentnie ma jakieś problemy... nie wiem, może jedynaczka?DDA? Tego kwiatu pół światu ;-) Odpuść.
3 2014-06-11 11:11:34 Ostatnio edytowany przez dafne123 (2014-06-11 11:15:42)
Sam piszesz, że był to dla Ciebie toksyczny okres. Czy chcesz nadal tak się katować ? Czas zająć się sobą, rozwijać zainteresowania i myśleć o swojej przyszłości. Na razie gdybasz na temat JEJ związku i JEJ życia. Wnioskuję, że lubisz wyżywać się na wojej psychice
Stoisz w miejscu i nadal będziesz stał jeśli nie zmienisz podejścia. Moja rada: lepiej "pogdybaj " co będzie i jak będziesz się czuł jeśli do niej wrócisz ![]()
Nie, to nie tak. Moja była rzeczywiście ma pewne problemy, ale kto ich nie ma? Rzecz w tym, że znowu dopadł mnie marazm i za wiele nie prezentowałem swoją osobą, także mogę zrozumieć, dlaczego ode mnie odeszła. Sam siebie teraz nie lubię, w sensie tym, że sprawy idą tak wolno lub zupełnie stoją. Muszę sam dla siebie się zmobilizować, to wiem. Jednak tym samym mogę jej pokazać, że mnie na coś stać.
Co do odpowiedzi dafne - oczywiście, że nie chcę, by się to powtórzyło, dlatego już nie ma między nami złych relacji. Nie pisze jej dwustronicowych maili, nie lecą niemiłe słowa, wszystko jest na spokojnie, ja zajmuję się sobą. Chcę byśmy wrócili na zdrowe tory naszej znajomości i za jakiś czas mogli odbudować to co było. Ja wiem, że jestem mężczyzną, który najbardziej ją poruszył, bardzo dużo emocji, dobry i złych było między nami. Myślę, że kobieta nie uwalnia się szybko od czegoś takiego. Po prostu nie wierzę, że to koniec, szczególnie, że jest ona zawieszona wśród jakichś fantazji niczym z filmów - napisze koleś z Chile, zaczniemy się w sobie zakochiwać i będzie pięknie, bajecznie. Podejrzewam, że niedługo zatęskni za fizycznością, za bliskością mężczyzny. Myślę, że nie wszystko stracone.
Słuchaj, nie chcę Cię obrażać, nie chcę wiesz ingerować w "Ciebie" żebyś mnie znielubił ale
po 1. skończ się uganiać za tym dzieckiem, inaczej tego nazwać nie można, wiesz czemu? Bo gówniara się tak zachowuje, niestała w uczuciach, zamiast coś naprawiać to ucieka, jak tylko do niej napisał ten gościu z Chile to pewnie miała "miękko"
po 2. zrobiłeś z siebie desperata i sam się poniżyłeś w jej oczach, po co błagasz, latasz, przepraszasz kogoś za coś kto nie jest Ciebie nawet warty? Docenia Cię? Z której strony, bo ja widzę że traktuje Cie jak gówno prawdę mówiąc.
po 3. weź się za siebie, postaw życie na nogach, i zamiast stac w miejscu rusz do przodu w końcu i skończ gdybać o niej, bo to Cie doprowadzi do cofania się, a nie progresu. Olej dziewczyne i jak dla mnie najlepiej abyś do niej nie wracał, będziecie tak zrywać itd. bo ona będzie stwierdzać kolejny raz że stoisz w miejscu i kolejny nowy sie pojawi i ona do niego poleci itd. itd. aż w końcu skończy się kiedyś to tak że puści się z innym bo stwierdzi że jej nie pociągasz, gdybyś był jej "wymarzonym" to by nawet nie myślała o zerwaniu ale to taki szczegół.
Jak dla mnie powinieneś to zakończyć i znaleźć jakąś która doceni i pokocha to jaki jesteś i będziesz. Jak chcesz to dalej się uganiaj za osobą która jest jeszcze dzieckiem i uczucia to dla niej zabawka, a Ty dalej gnij w tym bagnie i daj z siebie robić wała tak jak dajesz do tej pory. Szkoda mi Ciebie, bo zasługujesz na coś lepszego.
A tak to się odetnij od niej teraz i poczekaj aż sama się odezwie jak ten "chłopaczek" z chile ją tylko wykorzysta i puści w długą, za pewne szybko się to stanie
Powodzenia autorze, masz wiele wyjść i rozwiązań ale Ty wybierzesz to 1 które uznasz za właściwie, obyś tylko nie zepsuł sobie życia bo łatwo jest to zrobić.
O miłość się nie żebra, tylko na filmach tak robią, w rzeczywistości to się nie sprawdza. Dziwie się Tobie, choć człowiek zakochany inaczej widzi wiele spraw, ja widząc dziewczynę swoją, która przy każdej lepszej okazji flirtuje z innym, jest tępą dzidą i sam bym ją w dupe kopnął jak nie potrafi się określić. Niestała w uczuciach gówniara, która nie docenia tego co ma, jednej gałązki nie puści, póki drugiej nie złapie. Tak, miałem w dużej mierze podobną sytuację co Ty, nawet chciałem wracać świeżo po rozstaniu, jak i po wyleczeniu się, teraz wiem, że to debilizm, jeżeli sama nie dojrzała do tego by zawalczyć o mnie, to jest niewarta i szkoda na takie baby czasu, zrozum to. Ja na Twoim miejscu puściłbym ją, niech idzie, ale jak będzie chciała wrócić, to wyśmiać w twarz, co Ty kołem ratunkowym jesteś? Masz być tą żoną marynarza, do której się wraca jak już rejs się skończy? Ogarnij chłopie, bo samoocena spadnie Ci niziutko. Bardzo dobrze, niech się bawi z brudasami z chile, czy innego kraju, wpier..ol spuści raz jej taki, to odechce się egzotycznych lamusów.
Wiem, że łatwo mówić, ciężej przyjąć taką formę strategii i pewnie olejesz ten post, bo uznasz, że nic nie wnoszę, ale tak samo się zachowywałem jak Ty, na tym forum chciałęm wrócić, nie słuchałem rad innych, a teraz radzę tak samo jak oni, bo wiem, że dobrze radzili. "Nie to nie, wypier.." po co tracić czas na kogoś, kto nie jest tego wart? Po co robić priorytet z kogoś, dla kogo jesteś tylko opcją? Kiedyś po dupie dostanie, doceni co miała, a Ty przestań o nią walczyć, jak jest coś warta to wróci na zawsze, a jak nie, to kij jej w oko i niech się nie pojawia więcej.
Doceniam Wasze posty, nie obrażam się, przyjmuję rady z pokorą... Wiele osób już mi mówiło, że jest ona gówniarą, sam tak czasami myślę. Problem w tym, że to jest moja pierwsza dziewczyna (a mam 23 lata). Parę ze mną chciało, ja nie chciałem. Jestem (ponoć) przystojny, interesujący, zabawny itd. Dobry materiał na faceta, a mimo to nie mam doświadczenia w związkach, ponieważ jestem wybredny i na ogół kobiety mnie denerwują. Ale ta mnie urzekła i nadal mnie coś do niej ciągnie... Przyznam Wam rację, zachowała się głupio, chwyciła następną gałąź po puszczeniu poprzedniej, ale ja też zawiniłem sporo w tym związku. Było śledzenie przez internet (na szczęście się już z tego wyleczyłem), było gadanie z innymi dziewczynami tak jak ona (raz, ja to zapoczątkowałem, później się zreflektowałem, ale wtedy jakby ona zaczęła to samo). Nie dojrzeliśmy do tego związku, ale wiem, że jakbyśmy przemyśleli parę spraw i dorośli, zachowywali się jak normalni ludzie, to byłaby wspaniała relacje na całe życie. Tylko wku...wia mnie ta jej fascynacja artystami (sam nim jestem), jej głupie wymówki, że to tylko kolega, a później telefon dostaje, że nie mam ambicji itd... W sumie rozumiem Wasz punkt widzenia, normalnie powinienem ją kopnąć w dupę i pozwalać żyć złudzeniami idealnego związku na odległość kilki tysięcy kilometrów, ale strasznie się do niej przywiązałem. Mam problemy z poznawaniem nowych ludzi (choć jak już ich poznam, to ponoć jestem w dechę
), nie umiem podrywać, mnóstwo kobiet mnie drażni, nie podoba mi się ogromna ich liczba (psychicznie, bo fizycznie to wiadomo...). Ta była po prostu kupiła mnie swoim wnętrzem (wiem, banał) i mimo swoich denerwujących wad, jestem w stanie jeszcze raz w to wejść. Chciałem napisać jej utwór muzyczny i wysłać z dedykacją, ale waham się. Chyba po prostu zamknę się, zacznę żyć własnym życiem i zobaczę jak się sprawy ułożą. A jak będzie chciała powrotu, to nie zgodzę się na starcie, tylko pospotykamy się po przyjacielsku, by sprawdzić, czy rzeczywiście nie jestem jakimś kołem ratunkowym.
8 2014-06-11 20:09:42 Ostatnio edytowany przez Kubasiewicz (2014-06-11 20:11:17)
No to patrz, ja mam 18 lat, ostatnio czyl. 3 miesiące temu po 4 latach i zaręczynach zostawiła mnie dziewczyna(związek na odległość, chęć zapewnienia że nie robie z niej zabawki, i na miejscu nie mam nikogo innego czyli takie zapewnienie na czym stoi stąd zaręczyny) i co? Pierwsze 2 tygodnie, tragedia, płacz rozpamiętywanie, chęć błagania itd. Pomimo że na koniec związku mnie zwyzywała od najgorszych skur, chu, je manipulant itp. itd. dużo było tego już pozapominałem ale te zapadły mi w pamięci i no kazała mi spier*alać i się odczepić, załamany no tak, to moja 1, z nią 1 pocałunek, stosunek itd. Po 3 dniach po zerwaniu przespała się z dwoma innymi na jakiejś imprezie, a po tygodniu miała nowego faceta 7 lat starszego, ona 16 lat on 23(Twój wiek), do tej pory są razem, też tym się załamałem i wiesz co? Po 3 miesiącach się ciesze że sie wyrwałem z tego gówna, ona ma problemy psychiczne ze sobą, ostatnio do mnie dzwoniła żeby coś wyjaśniać co najlepsze nie ma już czego ale i tak dzwoniła, po co nie wiem, możliwe że chciała mnie usłyszeć bo ją ból dupy złapał i niech łapie. Ale kontynuujmy dalej, wiesz co zrobiłem podczas ostatniej rozmowy czyl. 3-4 po zerwanu jakieś 2 tygodnie, że jej życzę szczęścia z nowym facetem, i że ją kochałem, kocham i będę kochał, i wiesz co zrobiła? Nawet nie potrafiła się pożegnać i życzyć mi tego samego tylko się rozłączyła, szkoda że ją aż tak bardzo zabolało sumienie gdy jej to powiedziałem. A teraz? Teraz patrz, mijają 3 miesiące ja mam wyje bane w nią, jestem szczęśliwy, zacząłem inaczej patrzeć na dziewczyny -> też mam problem z podrywaniem, jestem strasznie nie śmiały i nie potrafie z miejsca podejść i zagadać, tak więc dalej nie mam nikogo i nie będę miał. Jaki tego morał? Ciesze się że mnie kopnęła w dupe, bo przynajmniej poznałem z kim byłem przez 4 lata, co dla niej znaczyły zaręczyny i cały ja, oraz całe 4 lata naszego "wspaniałego" związku i również wiem że za jakiś czas prawdopodobnie tego będzie żałowała w dodatku sama na własne życzenie sobie niszczy życie, bo z tego co mi wiadomo chyba nie zdała 3ciej gimnazjum(ale szkoda...). Widzisz, nie do końca zawsze znamy tą osobę z którą jesteśmy mimo tylu lat. A co do pierścionka i zaręczyn jak to potraktowała? Pierścionek jak zabawkę, oddała koleżance, a ta go zgubiła, znowu sam fakt że byliśmy zaręczeni widzisz jak potraktowała. I też prosiłem tak jak Ty o powrót itd. i szczerze ale byłem głupi i tępy, mogłem ją olać i wybrać szybciej drogę czyli że mam "wypier*alać"
Ps. do końca powtarzała i wmawiała mi że chciała się ze mną kolegować ale to ja nie chciałem, szkoda że za każdym razem jak dzwoniłem to mnie wyzywała przez 2-10 min i się rozłączała nie dając dojść do słowa. Teraz to mnie nawet bawi xD ale no widzisz... Kopnij tą dziewczyne póki możesz, uwierz mi, wiele jest dziewczyn wartych uwagi, super z charakteru i nie wszystkie muszą Ci pasować charakterem, rozumiem co czujesz bo mi też nie pasują moje rówieśniczki, jak widzę po prostu tok myślenia tych przygłupich dziewczyn to az ma ochotę się podejśc i przyje... w łeb że takie to tępe, fizycznie super... ale z mózgu sieczka, dlatego wolę poczekać i poznać kogoś wartościowego
Uwierz mi, lepiej jak się odetniesz, zobaczy że przestałeś być jej pieskiem i że już nie ma Cie na pstryknięcie palcem ale ją wtedy ego i dupa zaboli, będzie swędziało, a ona drapała aż nie wytrzyma i się sama odezwie, ale Ty już to olejesz bo będziesz mieć swoje życie.
Czasem lepiej jest zrezygnować z tego dobrego żeby miec coś lepszego, w Twoim przypadku to jest to. A jesteś jeszcze młody, masz 23 lata i znajdziesz jeszcze kobiete, i taką która Cie zje swoim charakterem i wyglądem, uwierz mi. Tak samo Życzliwemu, on to lamenty przeżywał i rozpłakiwał, pogodzić się nie mógł długo, nawet bardzo długo, a teraz? Chłopak jakby mógł to by jeszcze raz chciał żeby ona z nim zerwała tylko że w tym etapie co on jest to by jej jeszcze pomógł ![]()
W sumie zaskakuję mnie Twoja historia. Nie znam Cię wcale, nie będę oceniał, ale zastanawia mnie fakt zaręczyn w wieku 18 lat. Pewnie to było za szybko... Chociaż byliście 4 lata, pewnie znaliście się bardzo dobrze, ale to raczej nie ten wiek. Jednak mniejsza o to, dobrze, że się dźwignąłeś z tego
Ja nie jestem załamany jak kilka miesięcy temu przez pierwszym powrotem, kiedy musiałem nawet pójść do psychologa, bo nie poznawałem siebie. Może to dlatego, bo moja była żyje w fantazji, koleś jest oddalony o setki kilometrów i są duże wątpliwości, że im nie wyjdzie. Możliwe, że się odezwie za jakiś czas. Tylko jest pewien kłopot... To był mój jedyny przyjaciel, jedyna opoka oprócz rodziny. To nie tylko fajny seks (chociaż ona straaasznie mnie pociąga...) ale też osoba, do której w każdym momencie mogę się zwrócić. Teraz nie mam nikogo. Problem ze mną jest jeszcze taki, że mam mnóstwo myśli, z którymi chciałbym się podzielić z kimś, mnóstwo refleksji, zastanowień. Uwielbiam rozmowę na poziomie, a brakuje ludzi, którzy pragną tego samego co ja. Zazwyczaj nie trafiam z tymi tematami, które chciałbym naprawdę poruszać (ale dogaduje się z innymi bdb, po prostu jestem elastyczny), a ona mi to w jakiś sposób umożliwiała, jednak też nie w całości... Przed moją byłą miałem długie lata posuchy, moje wielkie zauroczenie z liceum skończyło się dla mnie fatalnie, nie wyszła sprawa (nie było związku), a ja przeprowadziłem się do Warszawy i tylko jedno w głowie "Ta, ta i ta nie umywa się do niej...". Boję się, że będzie tak samo teraz, że będę spotykał (już spotkałem kilka) dziewczyny, które nie zaspokoją mnie psychicznie, bo fizycznie to łatwo.
To czas zmienić punkt widzenia, bo to podstawa, jeżeli będziesz widział to że znów tak się stanie to tak będzie. Pomyśl że się rozstaliście po coś, widocznie ktoś lepszy na Ciebie czeka
Tylko daj sobie czas, bo to jest najlepszy środek na nową partnerkę i zapomnienie o byłej. Tak btw. moja była też z Warszawy
A czemu zaręczyny w wieku 18 lat? Nawet nie, bo w wieku 16,5-17, czemu tak wcześnie? Bo tak samo poczułem że to "ta" i to z nią chce być już tylko, stąd to wszystko + chciałem zapewnić jej pewność na czym stoimy, w końcu ja Wrocław ona Warszawa, to jakby nie było 350 km... różne rzeczy się mogą dziać. No i brałem ją za dojrzałą bo tak samo się zachowywała aaaaleee jak widać to jednak jeszcze dziecko, które musi się przejechać żeby coś zrozumieć, i nie obwiniam jej bo przecież każdy z nas tak miał w pewnym momencie. No ale... potem będzie żałowała jak każdy i tak się skończy
A co do Ciebie już Ci napisałem na początku
Odetnij pępowinę a koledzy i koleżanki, na pewno jakichś masz, zacznij wychodzić do ludzi i poznasz znacznie więcej.