Zastanawiam się, jakie są Wasze spostrzeżenia, doświadczenia odnośnie życia z mężczyznami, którzy wychowali się w domach, w których była tylko matka.
Nie chcę robić nagonki na "złe teściowe" czy coś takiego, nie chcę powtarzać wątków które tyle razy sie tu pojawiały, chciałabym poznać po prostu Wasze opinie na temat takich mężczyzn. Znacie takich?
Ja od dwóch miesięcy spotykam się z facetem, który od czwartego roku życia nie ma ojca. Rozmawiałam z nim o tym kiedyś, i zauważyłam, że o ojcu wypowiada się bardzo niekorzystnie, a matkę przedstawia w gloryfikującym świetle, i że ona była tą dobrą, a ojciec był pijak i nierób, i że dobrze że nie ma z nim kontaktu. Że matka jest super, bo ze wszystkim sobie dobrze radzi, i nie potrzebuje "kapcia".
Tylko jest jedno "ale": przedwczoraj byłam pierwszy raz u tego chłopaka w domu, chciał mnie zaprosić, a akurat jego mama byla w domu. Mimo tego, że ja do niej podeszłam przychylnie i z miłym gestem i uśmiechem, to ona była opryskliwa wobec mnie przez całą wizytę choć jeszcze mnie nie zna. Nie uśmiechnęła sie ani razu, za jak cos powiedziałam odnośnie jej pytania gdzie sie uczę i tak dalej, to jakimś takim opryskliwem tonem zapytała: "a co to za szkoła? ja nie słyszałam? a państwowa chociaż?". tak jakby od razu sie do mnie doczepiła, poczynając od wykształcenia. caly czas podchodziła do mojego chłopaka i przytulała go i podkreślała, że jest jej jedynym skarbem, co mnie trochę zdziwiło, bo ja nigdy nie widziałam by tak sie matki moich kuzynów, czy kolegów, zachowywaly wobec nich w towarzystwie. Chłopak ma już 25 lat. Po wizycie zapytałam go, czemu jego mama była dla mnie taka niemiła i rytykowała to czym się interesuje, na co on stwierdził że przesadzam i że ona jest po prostu zdystansowana.
Co Wy o tym myślicie?