Witam. Mam pewien problem z rozszyfrowaniem zachowania pewnego chłopaka (do niedawna wydawałoby się, że bardzo dobrego kolegi [nazwijmy go "M."]). Pracowaliśmy w tej samej firmie, ba, nawet w tym samym dziale, więc mieliśmy sporo czasu, aby dobrze się poznać. Żarty, długie rozmowy (nierzadko flirt) były na porządku dziennym. Oczywiście żadne z nas nie brało tego na poważnie, chociaż oboje byliśmy singlami. Niedawno jednak w moim życiu pojawił się pewien mężczyzna ("J."). Jest przystojny, czuły i posiada ogromne pokłady poczucia humoru. Wyraźnie zabiega o moje względy, obsypuje mnie drogimi prezentami, robi maślane oczy, chce spędzać ze mną jak najwięcej czasu i generalnie twierdzi, że się zakochał. Jego najlepszy kumpel już nam kibicuje... Wiem, że nie chce mnie zaliczyć, a chodzi mu o coś więcej (to nie typ casanovy). Na razie jesteśmy na etapie "trzymania się za rączkę", objęć i pocałunków. Zdaję sobie sprawę, że to brzmi śmiesznie, kiedy pisze to 23-letnia kobieta, ale nie potrafię się przełamać, aby pójść o krok dalej. J. też to widzi. Rozmawialiśmy na ten temat wielokrotnie; pytał mnie, co jeszcze może zrobić, abym wreszcie się do niego przekonała. Naprawdę jest mi go szkoda, bo w głębi duszy wiem, że perfidnie go zwodzę. Najgorsze jest to, że nie mam odwagi powiedzieć mu tego prosto w twarz! Pomimo tych całych starań, jest dla mnie tylko bardzo sympatycznym kolegą i wątpię, aby to kiedykolwiek miało się zmienić... Sądzę, że ta blokada wynika po prostu z tego, że zaczynam coś czuć do M... Niedawno J. odwiedził mnie w pracy. Zastał mnie i M. roześmianych, w trakcie ożywionej rozmowy. Kulturalnie się przywitał, a jako, że była pora lunchu, zaproponował, żebyśmy poszli coś zjeść. J. cały czas szukał ze mną kontaktu, dotykał mnie i komplementował. M. prędko zmieniał temat. Widziałam, że czuje się niezręcznie, więc kiedy tylko miałam okazję, tonowałam swego adoratora. Rozmawiałam z nimi jak równy z równym, po koleżeńsku, żeby unikąć niepotrzebnego kwasu. Następnego dnia o tej samej porze J. już się nie zjawił, bo pracował. M. zapytał o jego nieobecność, a ja odparłam, że to nie jego interes (żałuję tego, jak cholera!). Po tym incydencie jednak nadszedł dzień, którego żałuję jeszcze bardziej... Zaczęło się dobrze: M. zaprosił mnie na wieczorny spacer. Rozmawialiśmy, żartowaliśmy - czyli standard. Nagle M. wszedł na temat pracy, a dokładniej projektu przy którym wspólnie pracujemy. Zarzucił mi niedbalstwo, bezmyślność i kompletny brak pojęcia tematu. Poleciały ostre, niecenzuralne słowa w moim kierunku. Byłam zszokowana, nie znałam go od tej strony. Wymieniliśmy jeszcze kilka zdań (wciąż było chłodno, ale już bez epitetów; mam wrażenie, że zorientował się, że przesadził), po czym odeszłam. Upokorzył mnie, oczernił, znieważył... i to facet, którego tak polubiłam
Za dwa dni zadzwonił do mnie i zapytał czy idę na imprezę firmową. Odpowiedziałam twierdząco. Na bankiecie unikałam jego towarzystwa, on wręcz przeciwnie. Co i rusz kręcił się w pobliżu. Dosłownie ustawiał się na wprost mojej osoby, aby zaznaczyć swoją obecność. Byłam silna i nie odezwałam się do niego ani słowem, chociaż w głębi duszy chciało mi się krzyczeć... Przez kolejne dwa dni ignorowaliśmy się nawzajem. Teraz od tygodnia nie ma go w pracy, nikt nie wie, co się z nim dzieje. Martwię się. Chciałabym, żeby było jak dawniej. Chciałabym jakoś załagodzić tę sytuację, ale rozsądek podpowiada mi, że to on powinien mnie przeprosić... W końcu to nie ja na niego naskoczyłam. Nie wiem, co mam teraz robić, ciągle o nim myślę... Dlaczego on tak się zachowuje?
Podobne tematy
2 2014-06-08 02:20:19 Ostatnio edytowany przez thepass (2014-06-08 02:40:57)
Oj biedna Ty, że nie umiesz wprost spławić adoratora, z którym się nawet całujesz. Silna to Ty raczej nie jesteś, tylko udajesz. Po co ten cały J w tej historii? Lubisz wygodę, nie chcesz być sama to i nie zostawisz jednego póki nie wyjdzie z drugim. Typowa słaba osoba. Co do M to można się tylko domyślać czemu się tak zachowuje. Może po prostu warknął, bo była odpowiednia ku temu sytuacja. Może sie bawi Tobą, bo to tylko flirt i widzi, że jesteś zainteresowana. Może w ogóle nie bierze Cie pod uwagę jako kogoś więcej, tylko nadintepretowujesz i wcale sie nie ignorujecie "usilnie", tylko Ty sobie pogrywasz, a on po prostu nie wykazuje zainteresowania. Tu raczej nie powinnas wyszukiwać powodów czemu on sie tak zachowuje, tylko spytać się co powinnaś zrobić. Jak uważasz, że powinien przeprosić to niech przeprasza. Bez tego niech się nie zbliża. Co do reszty to możesz tkwić w niepewności jeszcze długi czas. Jeśli on inicjatywy nie podejmuje, to możesz zakochiwać sie coraz bardziej, bo będziesz analizowała jego niedostępne zachowanie. A może ono jak juz pisałem wynikać z tego, ze nie bierze Cie jako kogoś więcej niż koleżankę.
Wiesz, ja myśle, że przede wszystkim zostaw tego "J", bo człowiek może się w Tobie zakocha, a jeśli to wrażliwa osoba, to złamiesz komuś serce - i po co Ci to?
A co do "M" to jeszcze chyba thepass nie wymienił takiej ewentualności, że on zobaczył Ciebie z "J" wtedy i jednak odebrał to, że jesteś razem z "J". Przy tym zachowywałaś sie dość dziwnie, bo niby jesteś z jednym, a flirtujesz z obydwoma. To może stracił do Ciebie wtenczas szacunek, bo może myślal wcześniej, że jesteś inna, że nadawałabyś sie na jego kobietę, a tu doznal zawodu widząc takie zachowanie, czy coś w tym stylu może... To zależy oczywiście jaki ma charakter ten człowiek i też jak tą całą sytuację odebrał.
A poza tym, czy nie mogła być też i taka możliwość, że po prostu w tym projekcie rzeczywiście coś źle zrobiłaś, powstały może jakieś przez to problemy, może np. "M" musiał więcej czasu na poprawienie Twoich błędów stracić - i po prostu temu sie wnerwił?
Natomiast na imprezie to nie wiem, może już mu przeszło do tej pory, lub przestał sie przejmować, ewentualnie sie kręcił, bo jednak chciał przeprosić, ale mu brakło odwagi...
To takie tylko jeszcze pomysły przypuszczenia ode mnie jak mogło być (a jak było, to pewnie tylko już od niego sie dowiesz;-)
Witajcie, mogłabym się bawić w szczegółowe odpowiadanie na poprzednie posty, ale wydaje mi się, że nie ma już sensu. M. wziął urlop, w poniedziałek wrócił do pracy. Jeszcze w ten sam dzień przeprosił mnie za swoje zachowanie. Kupił mi nawet kwiaty, co było dla mnie totalnym szokiem (to do niego takie niepodobne
) i wieczorem zaprosił na drinka w ramach rozejmu. Przed przyjęciem zaproszenia, zażartowałam sobie nawet, że jeśli będzie tak sympatyczny, jak ostatnio, to może wypić go beze mnie. Nie odebrał tego źle, wręcz przeciwnie - czyli poczucie humoru wraca
W trakcie spotkania okazało się, że wszystkie epitety były uszczypliwościami - chciał w ten sposób odreagować swoją złość na mnie i na J., tj. na dziwną relację, jaka nas łączy... A właściwie już "łączyła". Sprawę z J. zakończyłam definitywnie wczoraj. Ciężko to przyjął, ale cieszę się, że w końcu zdobyłam się na odwagę i powiedziałam prawdę. Ten związek i tak nie miałby przyszłości, więc po co brnąć w coś, co już z góry skazane jest na porażkę? A wracając do spotkania z M. - pożartowaliśmy, pogadaliśmy trochę o związkach międzyludzkich, poruszyliśmy parę prywatnych spraw. Odniosłam wrażenie, że nawet trochę się do siebie zbliżyliśmy, bo M. nie jest typem człowieka, który chętnie się zwierza. To typ macho, czasem cwaniakuje, ale w gruncie rzeczy to wrażliwy facet. W każdym razie, od poniedziałku wszystko jest tak, jak być powinno i mam nadzieję, że ten stan rzeczy się utrzyma... A co będzie dalej? Nie wiem, czas pokaże
W każdym razie dziękuję za odpowiedzi. Pozdrawiam!
5 2014-06-11 16:01:52 Ostatnio edytowany przez thepass (2014-06-11 16:15:43)
Tak pozdrawiając tylko przypomne, że ten typ macho-uszczypliwości będzie je pokazywał w dalszej fazie związku (jesli do niego dojdzie) nawet częściej, jeśli nie spełnisz jego zachcianek/oczekiwań
I bedziesz cierpiec gorzej niz te kilka dni temu, bo nie ma za wiele między wami. To sa takie pierwsze sygnały kto jaki jest i jak na niego reagujemy. Ty juz go usprawiedliwiasz, no i to taki wrazliwy chłopak w środku. Powodzenia.
J. pytał mnie, co jeszcze może zrobić, abym wreszcie się do niego przekonała.
M. wszedł na temat pracy, a dokładniej projektu przy którym wspólnie pracujemy. Zarzucił mi niedbalstwo, bezmyślność i kompletny brak pojęcia tematu. Poleciały ostre, niecenzuralne słowa w moim kierunku.
Niezłych masz tych absztyfikantów.
Jeden zahukany i słaby, drugi pasywnie agresywny (odgryzł się na płaszczyźnie zawodowej zamiast poruszyć temat J wprost).