netkobietyWszystkie działy
Relacje z przyjaciółmi, relacje w rodzinie

Sama nie wiem co o tym myśleć..

4 odpowiedzi2 287 wyświetleńzałożony przez takwielepytan, 03.06.2014

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » RELACJE Z PRZYJACIÓŁMI, RELACJE W RODZINIE » Sama nie wiem co o tym myśleć..

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 5 ]

1

Temat: Sama nie wiem co o tym myśleć..

Nigdy nikomu się z tego nie zwierzałam, ale ja już chyba nie daję rady przede wszystkim psychicznie.
Obecnie mam 21 lat, studiuje, jestem na 3 roku studiów dziennych, na renomowanej uczelni, nie sprawiam większych problemów wychowawczych, nigdy ich nie sprawiałam- nie palę, nie piję, rzadko imprezuję, zaliczam wszystko praktycznie w pierwszym terminie z wysokimi stopniami, staram się być jak najlepszym dzieckiem, a jednak...to czasem zbyt mało.

Nie wiem czy to ogólny pech, który nade mną krąży czy też coś innego. Chodzi mi przede wszystkim o relacje z mamą, które uważam za toksyczne. Nie ma między nami innych tematów, tylko temat sprzątania, a dokładnie nieposprzątanego pokoju - wg mojej mamy nieposprzątany pokój to np. dodatkowa książka położona na biurku. Czasem, zwłaszcza w okresie sesji, gdy mało śpię, bo nauki jest ogromnie dużo i gdy wstaję kolejnego dnia o 5.30 najpóźniej by zdążyć na zajęcia na 7 rano, to jednak tych kartek jest sporo i czasem padam z wycieńczenia i lecę na uczelnię i zazwyczaj sprzątam je po przyjściu.
Kolejny temat to taki, że nic nie robię, do niczego się w życiu nie daję. Mam ciężkie studia, gdzie jest mnóstwo nauki pamięciowej i wiele razy jej mówiłam, że możemy się zamienić, nauczy się 50 kartek na kolejny dzień istnej pamięciówki, a wtedy z chęcią będę sprzątała cały dom i prała na co dzień-> zwykle takie pranie wykonuję 2x w tygodniu lub najczęściej pod koniec tygodnia.
Podczas kłótni, które są bardzo często..lecą wyzwiska w moją stronę, są one bardzo przykre, typu:" jesteś gnojem", "debilko", "idiotko", wiele razy powiedziała mi w nerwach, że "mnie nienawidzi". Taka sytuacja miała miejsce dokładnie około miesiąca temu. Gdy się rozpłakłam i zapytałam dlaczego tak mówi, to trzykrotnie dostałam w twarz, bo jak uznała, tak zadziałałam jej na nerwy, że od dzisiaj, uwaga cytuję :" koniec między nami". Tylko o to chodzi, że tego powodu zadziałania na nerwy nie ma.
Inna kwestia, chyba najbardziej irytująca, to kwestia osoby z którą się spotykam. Wcześniej byłam w 1,5 rocznym związku  z chłopakiem 2 lata starszym od siebie - studiował, może nie był bardzo pracowity, ale jako zakochana nastolatka tego nie widziałam:) Jednak bardzo go kochałam, to była moja pierwsza poważniejsza miłość. Jednak mama z biegiem czasu doprowadziła do naszego rozstania, ponieważ jak to ostatecznie powiedziała:" nie może go strawić i nie chce go więcej widzieć". Oboje wtedy uznaliśmy, że nie ma sensu walczyć dalej, bo walczyliśmy pół roku w takiej atmosferze. A gdy mama powiedziała, że nawet gdybyśmy kiedyś wzięli ślub, to nigdy by mnie nie odwiedziła potem, bo on by tam był. Przede wszystkim nie pasował jej w nim jego wygląd. Był TYLKo o 5 cm wyższy ode mnie (wg mojej mamy to źle, bo przecież są tacy postawni mezyczni na swiecie! )-> mam 174 cm wzrostu.

Gdy byłam sama przez rok, spotykałam się z kilkoma chłopakami, jednak w nic więcej się to nie przeradzało. Żadnego z nich nie przyprowadziłam do domu. Zazwyczaj kończyło się na kilku spotkaniach, bo źle się czułam w ich towarzystwie. Po prostu nie mogliśmy znaleźć tego czegoś:)
Aż tu nagle, 2 miesiące temu poznałam kogoś, kogo pokochałam smile już po pierwszym spotkaniu powiedziałam sobie:" tego człowieka z pewnością mogłabym pokochać".. tak się stało, że jesteśmy ze sobą od 2 tygodni i w końcu czuje , że jestem dla kogoś ważna, jestem kochana, dba o mnie, bardzo się stara, ogromnie.
Co prawda jest różnica wieku, choć wydaje mi się niewielka- ma od 27 lat.
Posiada wykształcenie wyższe.
O tym chłopaku napomknęłam mamie jakieś 3 tygodnie temu. Nie powiedziałam jej wprost, że jesteśmy razem, jednak może się tego domyślić, ponieważ praktycznie spotykamy się co 2,3 dni, choćby na chwilkę, by się zobaczyć, nawet gdy nie ma czasu smile
I tutaj jest wielki problem. Otóż... sama nie wiem jak to napisać.. byt?
Osobiście pochodzę z wykształconej rodziny, zarówno mama jak i tato mają wykształcenie wyzsze. Tato wiele lat pracowal za granica, stad rodzice dorobili sie duzego domu. Tak to prawda, od dziecka zawsze mialam wszystko , cokolwiek nie chcialam i tak jest do tej pory.
Ale rodzice szczesliwie nie zyja ze sobą. Są czesto kłótnie, tato przez wiele lat zdradzał mamę. Wiem, przez pryzmat czasu, że pieniadze szczescia nie daja.
Ale czemu o tym mowie? Otoz moj obecny wybranek serca, mieszka w bloku, wg mnie w dosc sporym mieszkaniu, trzypokojowym. Mieszka tam z rodzicami i bratem. Pochodzi on z wielodzietnej rodziny i jest bardzo skromnym człowiekiem. Jego rodzice nie mają wykształcenia wyższego. On natomiast jest bardzo pracowity- pracuje od 6 lat, obecnie może nie zarabia wielkich kokosów, ale stara się. Kupił sobie auto, dokłada się w domu do czynszu i wszelkich opłat, wiele rzeczy remontuje osobiście, żyje jak normalny człowiek:) I za to go podziwiam i kocham.
Jednak posiada on tylko licencjat. Nie ma tytułu magistra bo twierdzi,że w jego kierunku nic by to więcej nie dało. Raczej nie zrobi go już.. bo studia skończył 5 lat temu.
Jest on bardzo wartościowy, uczuciowy, był w długoletnim związku, miał w swoim życiu tylko 2 dziewczyny .
Nasza znajomość jest na takim poziomie, że powiedział, że  z przyjemnością zapozna mnie ze swoimi rodzicami smile
Jestem bardzo szczęśliwa, że będę mogła ich poznać.
Ale tu następuje problem..

Gdy opowiadałam mamie o nim to pierwsze pytania były typu:" dlaczego nie zrobił magistra?" " czy nadal mieszka z rodzicami?" " dlaczego nie wzial slubu z tamta dziewczyna choc byl tyle lat?" - nie wzial, ponieważ ona niszczyla go psychicznie,wszystko jej kupował, a gdy zdobyla lepsza prace to zostawila go. Byli zareczeni. Jednak nie mieli pieniedzy na kupno wlasnego mieszkania, wiec chceli sobie cos wynajac.
I dzis zdanie mojej mamy... " za ile lat chcesz wziac slub? Przeciez gdy skonczyl studia bedziesz miala 24 lata on 31 i będzie już co najmniej dziadkiem!" A gdy powiedziałam mamie,że wezmę ślub wtedy gdy będę pewna,że to odpowiedni człowiek niezależnie od tego czy będę miała 23, 26, czy nawet 30 lat, to gdy nie będę pewna, to ślubu nie wezmę!
To mamę ogromnie rozłościło i zapytała się, jak sobie wyobrażam sibie mając 27 lat i bez slubu jako stara panna?

Nie rozumiem tego. Są teraz inne czasy. Wg mnie w zwiazku trzeba sie choc troche poznac. Niektorzy biora slub po 2,3 latach znajomosci , inni po 5. Ja chce byc tego pewna, 3 lata czasem miajaja bardzo szybko, wiec gdybym wziela za 5 lat, to dla mnie by to nie bylo wiekszym problemem smile
Co wiecej gdy mama sie dowiedziala o tym, ze rodzice jego chca mnie poznac to powiedziala,ze nie zyczy sobie bym do jego domu chodzila, tylko pojde wtedy gdy bedziemy na powaznym etapie znajomosci typu narzeczeństwo (? o.O)
Gdy jej powiedzialam,ze to normalne poznawac rodzicow wczesniej i chyba traktuje mnie w ten sposob dosyc powaznie, jesli chce mnie przedstawic swojej mamie. To ona mowila :"ze jesli to zrobie i tam pojde, to ona nie chce go tu widziec" . To jej sie zapytalam , czy sama nie jest ciekawa i czy nie chcialaby go poznac, to odpowiada:" Twoje zycie, rob co chcesz, nie chce" .
I najlepsze zdanie gdy mowie do mamy :" wezme slub tylko i wylacznie dla siebie, na pewno nie dla Ciebie, nie dla innych tylko dla siebie, gdy bede pewna, niewazne, czy to bedzie za 3,5 ,10 lat. byc moze nigdy nie wezme" a ona:" no pewno ! nie bierz nigdy! najlepiej! to bez sensu sie z kims widziec!"
To raz zdarzylo mi sie w nerwach powiedziec zdanie" ale gdy go wezme to na pewno bede szczesliwsza niz Ty jestes".
Powiedziała mi dzis po tym, ze wszystko miedzy nami skonczone, nic ja juz kompletnie nie interesuje i przesadzilam dodajac kilka bardzo brzydkich epitetow ktore pominę.
Nie chcialam jej urazic, ale..powiedzialam prawde, chcialam jej to jednoznacznie naswietlic, ze nie liczy sie pokaz , tylko szczescie, w tym wypadku moje, bo teraz jestem na takim etapie zycia,ze wybieram pewne drogi - osoby..
Boję się, że jesli temu czlowiekowi, z ktorym obecnie jestem dam nadzieję, on się jeszcze bardziej zaanagazuje ( a juz to sie stalo, bo powiedzial,ze swiata poza mna nie widzi i wiaze ze mna w plany w przyszlosci -> oczywiscie z mojej strony jest tak samo) to obawiam się, że moja mama znsizczy ten zwiazek.
Moj obecny mezczyzna jest wg mnie bardzo przystojny, jest wysoki, powzyej 180cm, dla mniejest piekny smile Ale boje sie,ze dla mamy nie bedzie atrakcyjny - ona ma troche inny gust, gdy czasem ktos jej sie na ulicy spodobal..to o matko jedyna, jakas tragedia.
Boje sie, ze gdy minie rok, dwa naszego zwiazku,amam znowu bedzie mi siadac na psychice i nie wytrzymam . Gdy nie wiecie co mam na mysli, to wyobrazcie sobie codzienne awantury, podsycanie roznymi zdaniami, czlowiek ma wtedy serdecznie dosc. Boję się tego. Nic mu o tym nie mówiłam i nie chce mowic o tym, bo to dla mnie wstydliwe.

O tacie nie mowie, na tate liczyc nie moge. mieszkamy razem, ale to nie rodzina. Kazdy zyje sobie. tata zarabia na rodzine i pomimo tego,ze mamy wszystko ( tak wyglada z zewnatrz) to nie mamy nic. Tata od zawsze trzymal dystans do mnie  i do brata wiec na rozmowy z nim liczyc nie moge.

No tak, rozmawiac z mama rozmawialam,ale wydaje mi sie,ze zr oku na rok jest coraz gorzej. Moja mama nie jest stara osoba, ma około 54 lat.

Czasem wydaje mi sie, ze ... pomimo tego,ze mam dopiero 21 lat, to mam mysli, poglady na zycie takie, jakie powinna miec moja mama. Ja potrzebuje wsparcia, uczucia od mamy, brakuje mi rozmow na tematy problemowe, bo przeciez jestem w takim wieku,ze czasem nie wiem jak mam postapic. Ale od tego jest mama prawda? A nie od powiedzenia "rob co chcesz,to Twoje zycie".
Wiem ,ze to zabrzmi jak zabrzmi, ale naprawde jestem zmeczona, psychicznie jestem w wieku 50latki co najmniej, czasem mam ochote zasnac i nigdy wiecej sie nie obudzić.

Proszę powiedzcie, doradźcie mi co mam robić. Dalej się spotykać z moim ukochanym, czy po prostu lepiej to teraz zakonczyc, bo bedzie mniej bolalo? Nie chce dawac mu złudnej nadziei bo on juz przezyl swoje z byla dziewczyna i pierwszy rzaz OD DWOCH lat sie otworzyl przed kims..
No tak... wg mojej mamy moim wybrankiem powienien byc facet mieszkajacy w super domu, posiadajacy super auta, majacy prace, ktora zapewni mi wycieczki zagraniczne i swietny byt w przyszlosci, bo to facet - on powinien zarabiac.
Ale pieniadze naprawde szczescia nie dają. Naprawdę.. Przeciez istnieja sytuacje,ze ktos ma super firme,zarabia krcie i nagle bankrutuje i co wtedy? eh nonsens. Wg mnie sa wazniejsze cechy. Kilka razy spotkalam sie z facetami, ktorzy mimo wieku np 23,24 lat mieli wszystko - mecedesy, domy etc i co? Niczym wiecej nie zabłysneli , codzienne imprezy, alkohol alkohol, i tak dalej.. to imponujace? dla mnie nie.

Co ja mam robić? Nie radzcie mi " rob po swojemu". bo to naprawde jest trudne, postawcie sie w mojej sytuacji..:(

Troche sie rozpisalam, za co przepraszam:) moze znajdzie sie jakas duszyczka i przeczyta choćby wiekszosc:)

2

Odp: Sama nie wiem co o tym myśleć..

Powiem Ci tak : masz podobne relacje z matką jak ja mam z ojcem.. Z tym wyjątkiem że mój ojciec jest alkoholikiem.. wieczne awantury wyzwiska, czysta patologia.. Ale nie  można się poddać takiemu naciskowi !
Twoja mama moim zdaniem z jednej strony -przesadnie się o Ciebie troszczy, jest świadoma tego że jej związek to nie wypał i nie chce żebyś miała to samo ale ZA BARDZO zwraca uwagę na rzeczy materialne co nie powinno mieć miejsca..!
Z drugiej strony uważam że ona Ci zazdrości że Ty możesz mieć to czego ona już nie dostanie ! miłości od partnera !

Przestań patrzeć na to co powie mama ! Rób tak jak Ty uważasz, nie możesz zrezygnować z partnera którego kochasz tylko dla tego że mama tak mówi .. że jest taki i owaki .. nie ma magistra to już z nim nie możesz być ? Śmiechu warte !
Ważne że jest dobrym człowiekiem ! Ja też jestem z mężczyzną po technikum - nie ma studiów, magistra itp ale jest wspaniały !
Troszczy się o mnie, ciężko pracuje i zarabia pieniążki, jest niesamowicie uczynny .. zawsze pomoże gdy tylko ktoś poprosi, dla mnie jest przystojny dla innych mniej ale co to mnie obchodzi ?! I miała bym z niego zrezygnować bo ktoś mi tak "nakazuje" NIGDY !

Do tego powinnaś mu powiedzieć o swojej relacji z mamą .. jest dorosłym człowiekiem więc powinien to zrozumieć i do tego na pewno otrzymasz z jego strony wsparcie.. Tak jak ja otrzymałam od swojego..
Również miałam problemy psychiczne i jestem wykończona.. Ale gdy tylko mam zły dzień mam się do kogo zwrócić.. Po awanturze on potrafi nawet w nocy po mnie przyjechać i mnie zabrać..
Ty też tego potrzebujesz .. Jeśli rozmowa z mamą faktycznie nie działa to na Twoim miejscu rozmyślała bym nad wyprowadzką..
Ja zrobiłabym to już dawno ale z osobistych przyczyn na razie nie mogę tego zrobić, ale nadal planuje ..
Może wtedy coś by do niej dotarło.. TO TWOJE ŻYCIE i to Ty nim powinnaś kierować, rób tak żebyś nie musiała niczego żałować..
Jeśli facet jest taki jakim go opisujesz to nie rezygnuj z niego .. bo nie jeden bogaty okazuje się chamem..
A jak sama wspomniałaś -pieniądze szczęścia nie dają !

To jest tylko i wyłącznie moja opinia..

Pozdrawiam serdecznie

3

Odp: Sama nie wiem co o tym myśleć..

Nie mogę napisać co powinnaś zrobić, bo zrobisz to, co uznasz za stosowne. Myślę, że będąc w Twojej sytuacji przytuliłabym mamę, powiedziałabym, że bardzo ją kocham, że doceniam co dla mnie robi i że się mną tak opiekuje i martwi się o mnie, ale poprosiłabym ją o to, aby pozwoliła mi popełniać swoje własne błędy, jednocześnie zapewniając, że mam nadzieję, że wesprze mnie swoim doświadczeniem. Na pewno miałabym jej rady na uwadze.
Wydaje mi się, że Twoja mama sama potrzebuje wsparcia. Z tego co piszesz wygląda na to, że jest sfrustrowana.
Pozdrawiam.

4

Odp: Sama nie wiem co o tym myśleć..

Ja mam niską tolerancję na toksycznych ludzi, więc ja akurat bym zrobiła na Twoi miejscu tak. Do licencjata jeszcze zacisnełabym zeby (już niedaleko, bo jak rozumiem, kończysz 3 rok, wiec jeszcze 1 semestr tylko do obrony licencjatu). Akurat idą wakacje, wiec chwycic sie w tym czasie jakiejkolwiek pracy i oszczędzać (nawet żyjąc na samym chlebie z masłem i wodzie, no cóż, ale wolałabym to, byle szybko oszczędzić i jak najszybciej iść na swoje), następnie skończyc ten licencjat i mając coś tam oszczędzone, wyprowadzić się. Ewentualnie jakbyś za mało pieniędzy odłożyła przez pracę w lato, to jeszcze jakiś czas pomieszkać z mamą, dorabiając sobie, bo wiadomo - goła w świat nie pójdziesz. Potem jakieś nawet najtańsze miejsce na wynajmie znaleźć, byle dalej od matki... I pracować oczywiście dalej, odkładając pieniądze cały czas, po to, żeby potem mieć na czynsz i sobie skończyć pełne studia (o ile to jest to, na czym Ci zależy). Wiem, że lekko nie jest, ale ja mieszkałam w dużym mieście, miałam chyba najniżej płatne zajecie jakie może być i potrafiłam cos tam nawet zaoszczędzić, wiec chyba każdy może... A, no i wynajmowałam oczywiście, w tzw. mieszkaniach studenckich, wiec opłaty czynszowe też miałam, temu wiem, że można tak. Tylko to jest oczywiście coś, co robi sie jako taki przystanek przejściowy w życiu, jak sie nie ma pieniędzy właśnie... Raczej człowiek do najgorszej roboty i nisko płatnej nie lubi chodzić i długo tak robiąc można sie wykończyć, no ale na w miare krótki czas, np. rok czasu i jak się ma "wyższy cel", np. usamodzielnić sie, albo skończyć studia, to jakoś człowiek ciągnie. No chyba, że masz już na ta chwilę jakieś własne pieniądze - to tym lepiej dla Ciebie.
Nie wiem jak inne osoby na takie problemy reagują, ale ja w życiu właśnie tego najbardziej żałowałam, kiedy ze strachu przed wysiłkiem i problemami, zamiast sie wynieść jak najdalej od toksycznych współlokatorów, to tkwiłam z nimi, na koniec będąc w kompletnym rozstroju nerwowym... Jeśli jestes wrażliwą osobą, to nie ma lepszej opcji, jak uciekać od takich ludzi i to nie jest ważne, czy to akurat osoba, która Cie spłodziła, czy inna, bo efekt jest ten sam - zostaje wrak człowieka. Mówie Ci ze swoich doświadczeń - uciekaj jak najszybciej i jak najdalej. Myśle, że czasem instynkt przetrwania powinien sie uruchomić w człowieku po prostu. Twoja matka się za dużo wtrąca, jakbyś miała 11 lat, a nie 21. Traktuje Cię bez szacunku, a na to nigdy i od nikogo człowiek nie powinien pozwalać. Może jakbyś poszła na swoje, to matkę coś by w końcu tknęło, że coś w zyciu straciła, chociaż ja bym nie liczyła na jakąś głębszą refleksję u tego typu osoby... Z tego co opisujesz, to jest głęboko zgorzkniała i pełna nienawiści kobieta. Nie próbuj jej pomgać, bo podasz jej rękę, to tylko głębiej wciągnie Ciebie w swoje bagno. To ona jest matką Twoją, a nie Ty jej. Bez jaj, że kobieta 54 lat sie tak zachowuje. I co, jeszcze Ty masz za nią myśleć pewnie, Ty masz jej pomagać? A ona Tobie jak pomaga, jaką matką jest? Nie obraź sie kamyczek82, ale ja zamiast przytulić, to bym kopa zasadziła (oczywiscie tak w przenosni to piszę;-) i poszła w swoją stronę. Może to i egoizm, ale zdrowy egoizm. Bo owszem, nie jest egoizmem dać sobie włazić na głowę i deptać swoją godność, i niszczyć swoje życie. W takim razie ja jestem egoistką, ale chociaż egoistką która idzie z wyprostowaną głową przez życie. Dla mnie by było głupotą tam dłużej siedzieć, znaczy dłużej, niż konieczność (np. materialna) by nakazywała... Matka za Ciebie życia nie przeżyje. Masz przed sobą własnie takie rozgałezienie dróg. Stoisz w punkcie i widzisz 2 drogi - jedna w prawo, druga w lewo. Jedna wygląda tak. Ty jesteś niezależna, poszłaś na swoje, spotykałaś się z mężczyznami, jacy TOBIE odpowiadali i robiłaś ogółem to, co SAMA chcesz. Być może za te pare lat widzisz siebie jako osobę pracującą na konkretnym stanowisku, żonę odpowiedniego człowieka, matkę jakiegoś maleństwa. Uśmiechniętą, pełną życia, szanującą siebie. Wolną i odpowiedzialną, dorosłą osobę, a nie małą dziewczynkę w ciele kobiety, którą trzeba kierować i manipulować, i taką marionetkę na sznurkach trzymanych przez mamusie (do tego mamusie mało sensowną, dodajmy). A ta druga droga - cóż, raczej smutna, pełna cierpienia i jak dla mnie zupełnie bezsensowna. W tej drugiej alternatywie to matka zawładnęła Twoim życiem, oddałaś jej sterowanie i idziesz w kierunku, jaki ONA dla Ciebie wybrała. Bo jak zepsuła życie własne, to teraz czas na cudze... Słuchaj jej dalej, a skończysz tam, gdzie ona sama skończyła. Będziesz samotna i zgorzkniała, pełna nienawiści do siebie i do innych.
Obudź się i wybierz MĄDRZE. I zdaj sobie jeszcze sprawę z tego, że możliwość wyboru, jaki masz w tej chwili, przeminie i może sie nie powtórzyć... Bo zauważ, że wiecznie młoda nie będziesz (choć gdy ma sie 21 lat, to może troche tak sie wydaje, ale uwierz mi, czas leci baaardzo szybko;-), a wartościowych ludzi też nie jest łatwo znaleźć, dostałaś szansę od losu z tym mężczyzną, którego opisałaś jako dobrego i pracowitego. Kto wie kiedy kogoś podobnego mogłabyś spotkać, a co, jeśli by sie okazało, że to był ten jedyny...? A Ty go zostawiłaś, bo co? Bo mamusia? Mamusia co do Ciebie sie zwraca per " jesteś gnojem", "debilko", "idiotko"... Kochana mamusia, nie ma co :-| Więc pamiętaj o tym, że jak facetowi dasz kosza, to będziesz ponosić tego konsekwencje. On sobie znajdzie w koncu inną. Pocierpi jakiś czas, wiadomo, ale każdy chce żyć, być kochanym i kochać, a nie młode lata zycia tracić na wspominanie kogoś, co nie dość miał kręgosłupa, żeby podjąć odważny wybór...
I nie łudź się też, że matce pomożesz. Ona najpierw musiałaby sama chcieć jakiejś pomocy i sama widzieć u siebie problem, a raczej nie widzi, bo skupiona za bardzo jest na czepianiu sie innych ludzi (pewnie właśnie po to, żeby nie musieć myśleć o sobie - w końcu tak najłatwiej). I w czym jej zreszta pomoże, jak zniszczy Tobie życie, no w czym? Czy jej własne stanie sie lepsze dzięki temu? Chyba nie... Najlepsze co wg mnie możesz dla niej zrobic, to położyć gdzieś w widocznym miejscu ulotkę jakiegoś dobrego gabinetu psychologicznego, w chwili tuż przed zamknięciem drzwi kiedy będziesz sie wyprowadzać. Jeśli skorzysta z tej ulotki, może za pare miesięcy/lat odezwie sie do Ciebie i przeprosi, i zobaczy w końcu jakiś problem w sobie, a nie we wszystkich naokoło... A jeśli nie skorzysta - to już jej życie, każdy ma własne życie i własny wybór co z tym życiem zrobić, i tylko za swoje życie odpowiadamy, bo nad tym tylko mamy jakąś kontrolę tak na prawdę. Kobieta dorosła, jak Twoja matka, powinna być dojrzała i odpowiedzialna za siebie, a nie jak dziecko dla własnego dziecka... Więc zostaw ją, wyjdzie jej to tylko na dobre. Nic dobrego nie zyska, jeśli z nia bedziesz siedzieć i jej przytakiwać i traktować jak jakąś alfę i omegę. Wręcz przeciwnie - tylko ją utwierdzisz, ze słusznie czyni i że Tobie to potrzebne. Dajesz jej w tym momencie zgubny temat zastępczy, więc nie musi myśleć nad sobą. Może jak odejdziesz, to zmusi ją do zajęcia sie sobą i swoim życiem, a ma tam sporo do zrobienia, do przemyślenia i naprawienia... Musisz też wyfrunąć z gniazda dlatego po prostu, bo to naturalna kolej rzeczy. Nie jest to zgodne z naturą, ani zdrowe, aby dzieci nie mogły dorosnąć i sie usamodzielnić, iść na swoje, żyć własnym życiem... Mądra matka jeszcze ułatwia dziecku ten "wylot z gniazda", a nie utrudnia. Życie przed Tobą i możesz stworzyć teraz własną, dobrą i kochającą się rodzinę, no chyba, że wolisz tkwić do śmierci w tej starej, która cuchnie rozpadem... To już Twój wybór i Twoje życie, masz przed sobą do wyboru różne wersje swojego życia. Która Ci odpowiada, taką wybierzesz, ale wg mnie najlepsza jest taka, żeby od matki trzymać się z daleka. Oczywiście kartkę na swięta i zaproszenie na ślub jej możesz posłać ;-)
Trzymam kciuki za Ciebie, i za to, że podejmiesz rozsądny wybór. Za Twoją matkę też trzymam kciuki, że sie w końcu obudzi i poszuka jakiejś pomocy dla siebie (byle nie u córki, bo córka nie jest od życia cudzym życiem, ani rozwiązywania cudzych problemów. No chyba, ze studiujesz akurat psychiatrię, to może cos by to dało;-)

Posty [ 5 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » RELACJE Z PRZYJACIÓŁMI, RELACJE W RODZINIE » Sama nie wiem co o tym myśleć..

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026