Nigdy nikomu się z tego nie zwierzałam, ale ja już chyba nie daję rady przede wszystkim psychicznie.
Obecnie mam 21 lat, studiuje, jestem na 3 roku studiów dziennych, na renomowanej uczelni, nie sprawiam większych problemów wychowawczych, nigdy ich nie sprawiałam- nie palę, nie piję, rzadko imprezuję, zaliczam wszystko praktycznie w pierwszym terminie z wysokimi stopniami, staram się być jak najlepszym dzieckiem, a jednak...to czasem zbyt mało.
Nie wiem czy to ogólny pech, który nade mną krąży czy też coś innego. Chodzi mi przede wszystkim o relacje z mamą, które uważam za toksyczne. Nie ma między nami innych tematów, tylko temat sprzątania, a dokładnie nieposprzątanego pokoju - wg mojej mamy nieposprzątany pokój to np. dodatkowa książka położona na biurku. Czasem, zwłaszcza w okresie sesji, gdy mało śpię, bo nauki jest ogromnie dużo i gdy wstaję kolejnego dnia o 5.30 najpóźniej by zdążyć na zajęcia na 7 rano, to jednak tych kartek jest sporo i czasem padam z wycieńczenia i lecę na uczelnię i zazwyczaj sprzątam je po przyjściu.
Kolejny temat to taki, że nic nie robię, do niczego się w życiu nie daję. Mam ciężkie studia, gdzie jest mnóstwo nauki pamięciowej i wiele razy jej mówiłam, że możemy się zamienić, nauczy się 50 kartek na kolejny dzień istnej pamięciówki, a wtedy z chęcią będę sprzątała cały dom i prała na co dzień-> zwykle takie pranie wykonuję 2x w tygodniu lub najczęściej pod koniec tygodnia.
Podczas kłótni, które są bardzo często..lecą wyzwiska w moją stronę, są one bardzo przykre, typu:" jesteś gnojem", "debilko", "idiotko", wiele razy powiedziała mi w nerwach, że "mnie nienawidzi". Taka sytuacja miała miejsce dokładnie około miesiąca temu. Gdy się rozpłakłam i zapytałam dlaczego tak mówi, to trzykrotnie dostałam w twarz, bo jak uznała, tak zadziałałam jej na nerwy, że od dzisiaj, uwaga cytuję :" koniec między nami". Tylko o to chodzi, że tego powodu zadziałania na nerwy nie ma.
Inna kwestia, chyba najbardziej irytująca, to kwestia osoby z którą się spotykam. Wcześniej byłam w 1,5 rocznym związku z chłopakiem 2 lata starszym od siebie - studiował, może nie był bardzo pracowity, ale jako zakochana nastolatka tego nie widziałam:) Jednak bardzo go kochałam, to była moja pierwsza poważniejsza miłość. Jednak mama z biegiem czasu doprowadziła do naszego rozstania, ponieważ jak to ostatecznie powiedziała:" nie może go strawić i nie chce go więcej widzieć". Oboje wtedy uznaliśmy, że nie ma sensu walczyć dalej, bo walczyliśmy pół roku w takiej atmosferze. A gdy mama powiedziała, że nawet gdybyśmy kiedyś wzięli ślub, to nigdy by mnie nie odwiedziła potem, bo on by tam był. Przede wszystkim nie pasował jej w nim jego wygląd. Był TYLKo o 5 cm wyższy ode mnie (wg mojej mamy to źle, bo przecież są tacy postawni mezyczni na swiecie! )-> mam 174 cm wzrostu.
Gdy byłam sama przez rok, spotykałam się z kilkoma chłopakami, jednak w nic więcej się to nie przeradzało. Żadnego z nich nie przyprowadziłam do domu. Zazwyczaj kończyło się na kilku spotkaniach, bo źle się czułam w ich towarzystwie. Po prostu nie mogliśmy znaleźć tego czegoś:)
Aż tu nagle, 2 miesiące temu poznałam kogoś, kogo pokochałam
już po pierwszym spotkaniu powiedziałam sobie:" tego człowieka z pewnością mogłabym pokochać".. tak się stało, że jesteśmy ze sobą od 2 tygodni i w końcu czuje , że jestem dla kogoś ważna, jestem kochana, dba o mnie, bardzo się stara, ogromnie.
Co prawda jest różnica wieku, choć wydaje mi się niewielka- ma od 27 lat.
Posiada wykształcenie wyższe.
O tym chłopaku napomknęłam mamie jakieś 3 tygodnie temu. Nie powiedziałam jej wprost, że jesteśmy razem, jednak może się tego domyślić, ponieważ praktycznie spotykamy się co 2,3 dni, choćby na chwilkę, by się zobaczyć, nawet gdy nie ma czasu ![]()
I tutaj jest wielki problem. Otóż... sama nie wiem jak to napisać.. byt?
Osobiście pochodzę z wykształconej rodziny, zarówno mama jak i tato mają wykształcenie wyzsze. Tato wiele lat pracowal za granica, stad rodzice dorobili sie duzego domu. Tak to prawda, od dziecka zawsze mialam wszystko , cokolwiek nie chcialam i tak jest do tej pory.
Ale rodzice szczesliwie nie zyja ze sobą. Są czesto kłótnie, tato przez wiele lat zdradzał mamę. Wiem, przez pryzmat czasu, że pieniadze szczescia nie daja.
Ale czemu o tym mowie? Otoz moj obecny wybranek serca, mieszka w bloku, wg mnie w dosc sporym mieszkaniu, trzypokojowym. Mieszka tam z rodzicami i bratem. Pochodzi on z wielodzietnej rodziny i jest bardzo skromnym człowiekiem. Jego rodzice nie mają wykształcenia wyższego. On natomiast jest bardzo pracowity- pracuje od 6 lat, obecnie może nie zarabia wielkich kokosów, ale stara się. Kupił sobie auto, dokłada się w domu do czynszu i wszelkich opłat, wiele rzeczy remontuje osobiście, żyje jak normalny człowiek:) I za to go podziwiam i kocham.
Jednak posiada on tylko licencjat. Nie ma tytułu magistra bo twierdzi,że w jego kierunku nic by to więcej nie dało. Raczej nie zrobi go już.. bo studia skończył 5 lat temu.
Jest on bardzo wartościowy, uczuciowy, był w długoletnim związku, miał w swoim życiu tylko 2 dziewczyny .
Nasza znajomość jest na takim poziomie, że powiedział, że z przyjemnością zapozna mnie ze swoimi rodzicami ![]()
Jestem bardzo szczęśliwa, że będę mogła ich poznać.
Ale tu następuje problem..
Gdy opowiadałam mamie o nim to pierwsze pytania były typu:" dlaczego nie zrobił magistra?" " czy nadal mieszka z rodzicami?" " dlaczego nie wzial slubu z tamta dziewczyna choc byl tyle lat?" - nie wzial, ponieważ ona niszczyla go psychicznie,wszystko jej kupował, a gdy zdobyla lepsza prace to zostawila go. Byli zareczeni. Jednak nie mieli pieniedzy na kupno wlasnego mieszkania, wiec chceli sobie cos wynajac.
I dzis zdanie mojej mamy... " za ile lat chcesz wziac slub? Przeciez gdy skonczyl studia bedziesz miala 24 lata on 31 i będzie już co najmniej dziadkiem!" A gdy powiedziałam mamie,że wezmę ślub wtedy gdy będę pewna,że to odpowiedni człowiek niezależnie od tego czy będę miała 23, 26, czy nawet 30 lat, to gdy nie będę pewna, to ślubu nie wezmę!
To mamę ogromnie rozłościło i zapytała się, jak sobie wyobrażam sibie mając 27 lat i bez slubu jako stara panna?
Nie rozumiem tego. Są teraz inne czasy. Wg mnie w zwiazku trzeba sie choc troche poznac. Niektorzy biora slub po 2,3 latach znajomosci , inni po 5. Ja chce byc tego pewna, 3 lata czasem miajaja bardzo szybko, wiec gdybym wziela za 5 lat, to dla mnie by to nie bylo wiekszym problemem ![]()
Co wiecej gdy mama sie dowiedziala o tym, ze rodzice jego chca mnie poznac to powiedziala,ze nie zyczy sobie bym do jego domu chodzila, tylko pojde wtedy gdy bedziemy na powaznym etapie znajomosci typu narzeczeństwo (? o.O)
Gdy jej powiedzialam,ze to normalne poznawac rodzicow wczesniej i chyba traktuje mnie w ten sposob dosyc powaznie, jesli chce mnie przedstawic swojej mamie. To ona mowila :"ze jesli to zrobie i tam pojde, to ona nie chce go tu widziec" . To jej sie zapytalam , czy sama nie jest ciekawa i czy nie chcialaby go poznac, to odpowiada:" Twoje zycie, rob co chcesz, nie chce" .
I najlepsze zdanie gdy mowie do mamy :" wezme slub tylko i wylacznie dla siebie, na pewno nie dla Ciebie, nie dla innych tylko dla siebie, gdy bede pewna, niewazne, czy to bedzie za 3,5 ,10 lat. byc moze nigdy nie wezme" a ona:" no pewno ! nie bierz nigdy! najlepiej! to bez sensu sie z kims widziec!"
To raz zdarzylo mi sie w nerwach powiedziec zdanie" ale gdy go wezme to na pewno bede szczesliwsza niz Ty jestes".
Powiedziała mi dzis po tym, ze wszystko miedzy nami skonczone, nic ja juz kompletnie nie interesuje i przesadzilam dodajac kilka bardzo brzydkich epitetow ktore pominę.
Nie chcialam jej urazic, ale..powiedzialam prawde, chcialam jej to jednoznacznie naswietlic, ze nie liczy sie pokaz , tylko szczescie, w tym wypadku moje, bo teraz jestem na takim etapie zycia,ze wybieram pewne drogi - osoby..
Boję się, że jesli temu czlowiekowi, z ktorym obecnie jestem dam nadzieję, on się jeszcze bardziej zaanagazuje ( a juz to sie stalo, bo powiedzial,ze swiata poza mna nie widzi i wiaze ze mna w plany w przyszlosci -> oczywiscie z mojej strony jest tak samo) to obawiam się, że moja mama znsizczy ten zwiazek.
Moj obecny mezczyzna jest wg mnie bardzo przystojny, jest wysoki, powzyej 180cm, dla mniejest piekny
Ale boje sie,ze dla mamy nie bedzie atrakcyjny - ona ma troche inny gust, gdy czasem ktos jej sie na ulicy spodobal..to o matko jedyna, jakas tragedia.
Boje sie, ze gdy minie rok, dwa naszego zwiazku,amam znowu bedzie mi siadac na psychice i nie wytrzymam . Gdy nie wiecie co mam na mysli, to wyobrazcie sobie codzienne awantury, podsycanie roznymi zdaniami, czlowiek ma wtedy serdecznie dosc. Boję się tego. Nic mu o tym nie mówiłam i nie chce mowic o tym, bo to dla mnie wstydliwe.
O tacie nie mowie, na tate liczyc nie moge. mieszkamy razem, ale to nie rodzina. Kazdy zyje sobie. tata zarabia na rodzine i pomimo tego,ze mamy wszystko ( tak wyglada z zewnatrz) to nie mamy nic. Tata od zawsze trzymal dystans do mnie i do brata wiec na rozmowy z nim liczyc nie moge.
No tak, rozmawiac z mama rozmawialam,ale wydaje mi sie,ze zr oku na rok jest coraz gorzej. Moja mama nie jest stara osoba, ma około 54 lat.
Czasem wydaje mi sie, ze ... pomimo tego,ze mam dopiero 21 lat, to mam mysli, poglady na zycie takie, jakie powinna miec moja mama. Ja potrzebuje wsparcia, uczucia od mamy, brakuje mi rozmow na tematy problemowe, bo przeciez jestem w takim wieku,ze czasem nie wiem jak mam postapic. Ale od tego jest mama prawda? A nie od powiedzenia "rob co chcesz,to Twoje zycie".
Wiem ,ze to zabrzmi jak zabrzmi, ale naprawde jestem zmeczona, psychicznie jestem w wieku 50latki co najmniej, czasem mam ochote zasnac i nigdy wiecej sie nie obudzić.
Proszę powiedzcie, doradźcie mi co mam robić. Dalej się spotykać z moim ukochanym, czy po prostu lepiej to teraz zakonczyc, bo bedzie mniej bolalo? Nie chce dawac mu złudnej nadziei bo on juz przezyl swoje z byla dziewczyna i pierwszy rzaz OD DWOCH lat sie otworzyl przed kims..
No tak... wg mojej mamy moim wybrankiem powienien byc facet mieszkajacy w super domu, posiadajacy super auta, majacy prace, ktora zapewni mi wycieczki zagraniczne i swietny byt w przyszlosci, bo to facet - on powinien zarabiac.
Ale pieniadze naprawde szczescia nie dają. Naprawdę.. Przeciez istnieja sytuacje,ze ktos ma super firme,zarabia krcie i nagle bankrutuje i co wtedy? eh nonsens. Wg mnie sa wazniejsze cechy. Kilka razy spotkalam sie z facetami, ktorzy mimo wieku np 23,24 lat mieli wszystko - mecedesy, domy etc i co? Niczym wiecej nie zabłysneli , codzienne imprezy, alkohol alkohol, i tak dalej.. to imponujace? dla mnie nie.
Co ja mam robić? Nie radzcie mi " rob po swojemu". bo to naprawde jest trudne, postawcie sie w mojej sytuacji..:(
Troche sie rozpisalam, za co przepraszam:) moze znajdzie sie jakas duszyczka i przeczyta choćby wiekszosc:)