netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

Czy to moja wina?

11 odpowiedzi2 445 wyświetleńzałożony przez demerit, 31.05.2014

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 12 ]

1

Temat: Czy to moja wina?

Parę razy byłam na tej stronie, a teraz zdecydowałam się opisać swój przypadek w celu otrzymania odpowiedzi z innego punktu widzenia, czyli osób trzecich. Mam nadzieję, że ktoś przeczyta i wyrazi swoje zdanie, bardziej doświadczone. Jeszcze parę dni temu miałam chłopaka, z którym byłam 1 rok i 1 miesiąc. Moja jak i jego miłość była wielka, mimo że całkowicie różniliśmy się charakterami. Może przez różnice osobowości ciągle się kłóciliśmy, przeważnie o to samo. Mimo to obie strony nie chciały odpuszczać. Chcieliśmy żyć razem do końca, robiliśmy wspólne plany, jak to będzie dalej. Wcześniejsze kłótnie dotyczyły obietnic, których nie potrafię spełniać, że mówię, a nie robię tego. Dla mnie większość tych obietnic nimi nie była. Jestem dosyć nieśmiała i wstydliwa, nie potrafię swobodnie zachowywać się, okazywać uczucia - jak to wyraził, jemu na ulicy, w miejscu publicznym. Starałam się to zmienić, ale dopiero po kolejnym wspominaniu o tym zauważył, że coś się zmieniło. Mówiłam mu jak ja rozumiem miłość, że mimo zła jego czy mojego, wspieram i kocham bezgranicznie. Od pewnego czasu mówił, że czuje się olewany, ignorowany przeze mnie, długo nie odpisuje na SMS-y, omijam prawdę, nie mówię mu wszystkiego, jestem niekiedy niemiła dla niego. Mówił, że to wszystko go boli, że nie czuje, abym o nim myślała i, że nie wiem co to poświęcenie. Zarzucał mi, że nie wie z kim się spotykam, gdzie wychodzę i, że to niebezpieczne, abym wychodziła sama z domu. Ja nie mam tak wielu kolegów, jak myślał, bo ani jednego. Mam jedną, oddaną przyjaciółkę, o której wiedział. To on odbierał telefon przy mnie od koleżanki ze studiów. Napisał mi, że kiedy on robi wszystko dla mnie, oddaje się cały mnie, ja nie robię nic. Oznajmił, że jeśli tak dalej będzie nie wytrzyma ze mną. Starałam się zmienić i zapewniałam go, że będzie dobrze, bo naprawdę chciałam dobrze i wierzyłam, że to pierwszy i jedyny. Mimo tego ciągle było tak samo, nie zauważał, że się staram. W tym miesiącu, kolokwialnie mówiąc wygarnął mi wszystko, nazwał fałszywą, zakłamaną, a także, że dawałam mu nadzieję, a tak naprawdę nic nie robiłam, aby było lepiej. Że jeśli ja tak mu robię, źle traktuję to znaczy, że go nie kocham. Skończył, mówiąc, że staję się dla niego obojętna i zniechęcam go, a na szacunek trzeba sobie zasłużyć. Następnie znowu się kłóciliśmy, aż w końcu jak zaproponował skończyliśmy to razem. Na koniec powiedział mi, że to całkowicie moja wina, bo każdym swoim złym zachowaniem odsuwałam go od siebie i zmniejszałam jego miłość do mnie. Napisał  mi, że kiedyś go bolało teraz jest tylko przykro. Ja od paru dni płaczę, bo czuję, że go kocham. Choć to wszystko się stało i te parę ostatnich dni było strasznie dla mnie niemiłych. Olał mnie, wiem, że już o mnie zapomniał, czego mówił, że pragnie. Czy miłość to naprawdę wynik pewnych czynności? Czy miłość nie powinna być 'pomimo'? Stała, ciągła? Czy to naprawdę moja wina?

Dziękuję, jeśli ktoś przeczyta i podpowie.

2

Odp: Czy to moja wina?

Teraz udowodnij mu, że Ci na nim zależy, a nie płaczesz w poduszkę.
Jeśli sądzisz, że za mało pokazywałaś mu, że jesteś nim zainteresowana i zakochana, to miał prawo pomyśleć,
że masz go w 4 literach.
Nie rozumiem Twojego zachowania...
Jeśli kogoś się kocha, to nie ma żadnego wstydu itd..
Walcz.

3

Odp: Czy to moja wina?

To, że obiecujesz coś, a tego nie robisz to pierwsze mi się rzuciło w oczy, bo mnie samego odrzuca najbardziej. Mowisz jedno, robisz drugie albo rzucasz słowa na wiatr. To niedojrzałe i słabe.
Milosc powinna byc pomimo, ale tez powinna miec swoje powody. Cos musi was scalać w dłuższej perspektywie. Cos co jest rozne od tego co mozesz powiedziec o "zwykłym" człowieku i co da wam szansę w przyszłości. Gdzies jakby brak więzi emocjonalnej tutaj. A winą nie ma co sie zajmować, bo przede wszystkim za bardzo się różnicie i inne rzeczy są dla was wazne.

4

Odp: Czy to moja wina?

Wiele już było tych szans. Nie wiem, czy po takim definitywnym końcu mogę jeszcze coś zdziałać, kiedy nie chce mnie znać, jak powiedział. Pokazywałam mu, najczęściej odpowiedź była taka, że naprawdę czuje się kochany będąc ze mną, jak się widzieliśmy, w innych sytuacjach mniej. Moje zachowanie było i jest takie może dlatego, że mam dość słaby i pasywny charakter. Mówi się, że jak się naprawdę chce to można wszystko, jednak mimo moich chęci zmian, dość trudno mi to przychodzi.

5

Odp: Czy to moja wina?

Wiesz, że ten słaby i pasywny charakter będzie Ci ciążył całe życie, jeśli naprawde czegoś nie zmienisz? W relacjach miłosnych szczególnie, bo to będzie ciągła walka. Nie dosc, ze dwoch charakterów to jeszcze Ty sama ze sobą.

6

Odp: Czy to moja wina?

To jak mam coś zmienić już na stałe? Niby to poste, ale nie wiem, a bardzo bym chciała.
Mam wiele kompleksów, które od dość dawna we mnie siedzą. Także uważam, że mam dość chwiejny charakter. I już wiem, że tą całą sprawę przegrałam, tak myślę. Co całkowicie nie jest pocieszające, ale jak się mówi - za głupotę trzeba płacić.

7 Ostatnio edytowany przez thepass (2014-05-31 23:01:07)

Odp: Czy to moja wina?

Nic nie przegrałaś, bo 'porażka' buduje. Mozna wyciagnac wnioski z błędów i wtedy cos zmienic. Tyle, że tu są potrzebne konkrety na stół.
A z konkretów to podałaś to, że nie dotrzymujesz słowa i że nie umiesz okazywać uczuć.

A co do byłego to jedna rzecz się rzuciła w mi w oczy, czyli chęć kontroli nad Tobą. Nie powinnas myslec, że tak można. Chyba, że lubisz byc bardzo uległa, ale to akurat w pewnym momencie przybiera formę braku szacunku, wykorzystywania i wpadasz w uzależnienie, z którego ciężko sie wydostać (mimo krzywd). Uległość = słabość = uzależnienie.

8

Odp: Czy to moja wina?

W ten sposób nie pomyślałam, ciągle przeżywam ostatnie chwile, ale przestane przeżywać je w taki sposób jak dotychczas. Dziękuję. 
Wiele razy powtarzał, że cytując, ignoruję i olewam go. Mimo moich tłumaczeń, że miałam i mam dużo obowiązków i trudno mi niekiedy kontaktować się z nim. Po tym wszystkim, nie wiem, czyja była prawda. Zawsze przedstawiał swoją racje w wielu logicznych argumentach. Przyznaję, że to imponowało mi, ja tak nie potrafię. Ciągle było coś złego. A o to tez się kłóciliśmy, np., że nie mówię wszystkiego, bo musiał mnie wypytywać. Po tych wielu razach przyzwyczaiłam się, że tak trzeba. Może to dlatego, że pierwsza dziewczyna go zdradziła, stąd ta kontrola. Pewne jest to, że było i we mnie dalej jest przyzwyczajenie do niego i uczucie, które nie chce przejść.

9

Odp: Czy to moja wina?

A mi się wydaje, że on coś za bardzo chciał Cię kontrolować, sprawdzać i wypatywac. Masz prawo długo nie odpisywać jeśli jesteś zajęta, masz prawo nie spowiadać się z wszystkiego. I co on ma z tym poświęceniem? Od kiedy to jest takie ważne w związku. Czy powiedział co miałabyś zrobić by on zaczął czuć że go kochasz?

10

Odp: Czy to moja wina?

Teraz myślę, że chodziło o poświęcenie czegoś dla obietnicy. Było dobrze, jednak w dość częstych momentach, tych kłótniach, mówił co jest według niego złe. W każdym razie, uświadamiając sobie jak to wszystko wyglądało i znajdując sens, bo przyzwyczajenie, może nawet uzależnienie doprowadziło mnie do załamania, to teraz jest lepiej, wiem na czym stoję.

11

Odp: Czy to moja wina?

a ja się twojemu chłopakowi nie dziwię, bo sama byłam w związku gdzie ja byłam jak twój twój facet, a mój ex jak ty.
czyli on był pasywny (choć w jego przypadku reprezentowal też pasywną agresję- co ciekawe, wieczne "zapominanie" o obietnicach jakie się złozyło, też wchodzi w definicję agresji pasywnej).
też odeszłam bo nie mogłam być z nim dłużej. może i mój ex mnie kochał na ten swój dziwny sposób jak go zostawiałam, ja go też. ale to wszystko bez znaczenia skoro tej miłości nie widać, nie czuć. frustrowało go to bo widocznie miał do czynienia z miłością gdzie ludzie ją sobie okazują, a nie tylko o niej mówią.

Posty [ 12 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026