Na FB krąży ostatnio takie zdjęcie:

Wiadomo, że w pewnym wieku dzieci zaczynają fantazjować, zmyślać i kłamać. Pal sześć, gdy opowiadają o potworach pod łóżkiem, twierdzą, że są ufoludkami, albo bujają, że były grzeczne, bo chcą dostać nagrodę. Gorzej, gdy usłyszymy coś w rodzaju: "Tata mnie dotyka", "Pani w przedszkolu mnie uderzyła", "Pan na placu zabaw chciał, bym poszła z nim do domu i dał mi cukierka". Może też się okazać, że sąsiedzi spluwają na nasz widok, bo nasza pociecha rozpuszcza plotki, jakoby musiała pracować na chleb.
Moja znajoma na FB wyznała, że miała taką sytuację: dziecko poskarżyło się, że wychowawczyni w przedszkolu je bije. Ta, zapytana, czy to prawda, roześmiała się i powiedziała: "Gdyby pani wiedziała, co X opowiada o pani, co pani mu robi!" Nie wiadomo, w co wierzyć - dziecko zmyśliło wszystko i o przedszkolance, i o matce? A może wychowawczyni specjalnie tak powiedziała, by maluch wyszedł na kłamczucha, a ona na niewinną?
Miałyście jakąś sytuację tego typu? A nawet jeśli nie, to jakie jest Wasze zdanie: należy zawsze wierzyć w to, co mówi dziecko, czy raczej zaufać dorosłym i rozsądnym, wydaje się, ludziom? Jak dojść do tego, kto mówi prawdę? Jak reagować w takich przypadkach? Zapraszam do wymiany doświadczeń i poglądów.