Czy jest na forum ktoś, kto jest tzw. rodziną zaprzyjaźnioną dla dziecka z domu dziecka? Może ktoś zastanawiał się nad zostaniem taką "rodziną zaprzyjaźnioną"?
Ja od jakiegoś czasu mocno zastanawiam się nad tym, żeby taką rodziną dla jakiegoś dzieciaka zostać. Jestem ciekawa doświadczeń i przemyśleń innych.Proszę o rady i przemyślenia:)
Podobne tematy
Mój mąż chcial w to wejśc, ze wzgledu tez takiego,aby jego córka zaprzyjaznila sie z rowiesnikami lub innymi dziecmi, lecz odradzilam mu ten pomysl, z bardziej osobistych powodow
Lecz jesli masz na to szczere checi,warunki też( badz co nie badz, dzieci was beda odwiedzac) ,nie dostzegasz innych przeciwskazan, to czemu nie.Zawsze mozesz udac sie osobiscie do danej instyutucji czy tez domu dziecka i porozmawiac na ten temat jak to wyglada
Znalazłam w necie informacje jakie warunki trzeba spełniać, jak wygląda takie "bycie rodziną" ale to bardzo ogólnikowy opis. Chciałabym, żeby ktoś kto już sprawuje taką funkcję opowiedział mi jak wygląda to w rzeczywistości, jakie napotkał trudności bardziej chodzi mi o te "ciemne strony". Zastanawiam się nad tym mocno, rozmawiałam z mężem. Kiedyś myśleliśmy o adopcji ale mamy własne dzieci, są jeszcze małe, wiem że adopcja nie wchodzi w grę bo nie dałabym rady fizycznie. Wydaje mi się, że jako rodzina zaprzyjaźniona, nie mielibyśmy aż tylu obowiązków a moglibyśmy stworzyć taką "namiastkę" domu i dać dziecku miłość i akceptację, której na pewno mu brakuje jeśli mieszka w domu dziecka. Biję się z myślami bo to decyzja trudna, nie można zrezygnować, nie można się wycofać kiedy pojawią się problemy...wiem, że nie będzie tylko kolorowo-cukierkowo. Dlatego opinie innych mających doświadczenie w temacie są dla mnie tak ważne:)
Jeśli chodzi o warunki to spełniamy wszystkie tak na "moje oko" ale nie wiem jak zakwalifikowałaby nas osoba decydująca:)
to bardzo poważna decyzja i należy ją mocno przedyskutować również z osobami, które zajmują się adopcją na co dzień. to co zrobicie dotyczy nie tylko waszego domu ale przede wszystkim dziecka, którego jeszcze nie znacie i które ma o wiele więcej problemów niż wy. czy dacie radę z nimi walczyć, czy nie przywiążecie się za bardzo, czy dziecko będzie chciało wracać do dd. a jeżeli nie? co wtedy? takich pytań powinno się nasunąć bardzo wiele. i pamiętajcie, że to Wy jesteście dla dziecka nie dziecko dla was.
Pracowałam w domu małego dziecka i powiem szczerze że odchodzi się już od tego typu "udogodnień" dla dzieci... To nie jest tak jak się ludziom wydaje... Zgłasza się rodzina, zostaje jej przedstawione dziecko, zabierają je raz drugi trzeci piąty i....Czar pryska bo dziecko nie jest idealne... Bo łobuzuje, brzydko się odzywa, nie słucha itp,itd. Więc co robi rodzina?... a no juz więcej się nie pojawia...A co czuje dziecko? BÓL, niewyobrażalny i nie dający się opisać i tak to się kumuluje a potem wychodzi w świat pokaleczona emocjonalnie istota kalecząca innych... dzieci z domu dziecka nie są idealne...każde ma jakieś kłopoty jak nie zdrowotne to emocjonalne, nie ma dzieci bez skazy czy to dzieci z domu dziecka czy z normalnego domu a ludzie myślą że jak już zlitowali się i wzieli to takie dziecko powinno być dozgonnie wdzięczne i do stóp padać a nie łobuzować... Problem w tym że w Polsce rodzina zaprzyjazniona nie jest w żaden sposób prawnie uregulowana... nie ma żadnych konsekwencji jak dziecko się znudzi i taka rodzina już więcej nie przyjdzie... takie rodziny nie były dostatecznie mocno filtrowane...Jest jeszcze inny problem, do programu rodzin zastępczych były brane dzieci których nikt nie odwiedzał które były same i owszem była część rodzin wspaniałych która świetnie się zajmowała ale powiedzmy na 40 takich rodzin sprawdzały się 2, a co to znaczy? a no 38 okaleczonych istot... Postawmy się w roli takiego dziecka... ciocia z wujkiem zabierają mnie np na weekendy, mają swoją córkę/syna więc konkuruję o uwagę zle się zachowuje i na starcie wiem ze tamto dziecko ma przewagę bo jest na codzień i pewnego dnia ciocia z wujkiem już nie przyjeżdzają...do innych dzieci przychodzą rodzice(patologia co prawda ale dziecko to inaczej postrzega) dziadkowie a ja znów sam/sama, zaczyjają się niewygodne pytania rówiesników"czemu Cię zostawili?,Już więcej nie przyjadą?" izolacja i frustracja bunt i jeszcze gorsze zachowanie bo to boli...
6 2013-07-30 12:41:57 Ostatnio edytowany przez Joga (2013-07-30 12:42:42)
Pracowałam w domu małego dziecka i powiem szczerze że odchodzi się już od tego typu "udogodnień" dla dzieci... To nie jest tak jak się ludziom wydaje... Zgłasza się rodzina, zostaje jej przedstawione dziecko, zabierają je raz drugi trzeci piąty i....Czar pryska bo dziecko nie jest idealne... Bo łobuzuje, brzydko się odzywa, nie słucha itp,itd. Więc co robi rodzina?... a no juz więcej się nie pojawia...A co czuje dziecko? BÓL, niewyobrażalny i nie dający się opisać i tak to się kumuluje a potem wychodzi w świat pokaleczona emocjonalnie istota kalecząca innych... dzieci z domu dziecka nie są idealne...każde ma jakieś kłopoty jak nie zdrowotne to emocjonalne, nie ma dzieci bez skazy czy to dzieci z domu dziecka czy z normalnego domu a ludzie myślą że jak już zlitowali się i wzieli to takie dziecko powinno być dozgonnie wdzięczne i do stóp padać a nie łobuzować... Problem w tym że w Polsce rodzina zaprzyjazniona nie jest w żaden sposób prawnie uregulowana... nie ma żadnych konsekwencji jak dziecko się znudzi i taka rodzina już więcej nie przyjdzie... takie rodziny nie były dostatecznie mocno filtrowane...Jest jeszcze inny problem, do programu rodzin zastępczych były brane dzieci których nikt nie odwiedzał które były same i owszem była część rodzin wspaniałych która świetnie się zajmowała ale powiedzmy na 40 takich rodzin sprawdzały się 2, a co to znaczy? a no 38 okaleczonych istot... Postawmy się w roli takiego dziecka... ciocia z wujkiem zabierają mnie np na weekendy, mają swoją córkę/syna więc konkuruję o uwagę zle się zachowuje i na starcie wiem ze tamto dziecko ma przewagę bo jest na codzień i pewnego dnia ciocia z wujkiem już nie przyjeżdzają...do innych dzieci przychodzą rodzice(patologia co prawda ale dziecko to inaczej postrzega) dziadkowie a ja znów sam/sama, zaczyjają się niewygodne pytania rówiesników"czemu Cię zostawili?,Już więcej nie przyjadą?" izolacja i frustracja bunt i jeszcze gorsze zachowanie bo to boli...
Cenny głos! dziękuję
Zapytałam bo zdaję sobie sprawę z konsekwencji decyzji, bo nie chciałabym zaszkodzić dziecku, bo wiem że to jest decyzja na całe życie. Wiem, że dzieci idealne nie są, wiem że do swoich brakuje czasem cierpliwości ale swoje to swoje i łatwo się wybacza. Boję się, że mogłabym wyrządzić więcej krzywdy niż pożytku, martwię się czy dla swoich będę potrafiła być wystarczająco dobrą matką a co dopiero dla dziecka, które już na starcie zostało skrzywdzone. Moje dzieci są małe, potrzebują mojej uwagi i troski bardzo dużo nie wiem czy miałabym siłę dla jeszcze jednego dziecka, więc zdecydowaliśmy się "zawiesić" decyzję. Może jak nasze dzieci będą większe a my jeszcze będziemy mieli czas i siłę - no i przejdziemy weryfikację, zostaniemy rodziną zastępczą albo adoptujemy kilkulatka. Czas pokaże....
Napisz mi jeszcze proszę skoro pracowałaś w domu małego dziecka, czy ma sens złożenie skargi na to jak traktowane są te dzieciaki w szpitalu? Pozostawione same sobie bez opieki.... to co widziałam poraziło mnie.
Nie chodzi nawet o łobuzowanie i późniejsze zostawienie takiego dziecka, ale często dzieci w takich "rodzinach", żyją nadzieją, że się je zabierze na stałe. Starają sie byc jak najlepsze i jak mają już te najlepsze oceny, zachowują się wzorowo itp. zastanawiają się dlaczego cały czas rodzina ich nie chce na stałe. Dorośli myślą, że w ten sposób pomagają, ale dla dziecka to są złudne nadzieje i stwarzanie pozorów, najpierw euforia,a potem dołek i zwątpienie w siebie.
Spróbować zawsze można, nie dam pewności że ktoś cokolwiek z tym zrobi bo jest to bardzo szczelne środowisko, ale pokarze to przynajmniej że są ludzie którym zależy... Poza tym jest jeszcze jedna brzydka tendencja o której się niestety nie mówi a która bardzo często występuje... Widzisz dziecko, zauroczyło Cię i to z wzajemnością, okres adaptacyjny( zakładając że chcesz adoptować) 6 tygodni,przychodzisz, poznajesz dziecko jest super i pod koniec wchodzi Pani i mówi że dziecko jest nosicielem wirusa WZW, lub HIV lub ma wrodzoną wadę serca itp,itd... a Ty się czujesz jakbyś obuchem w głowę dostała...
wiedz i nie mówię tego żeby zniechęcić tylko żeby uświadomić i skłonić do refleksji że dzieci z domów dziecka pochodzą głównie z patologii... rzadko są w pełni zdrowe. Na wstępie masz dietę bezglutenową... na grupę 15 dzieci ok 2 moze jeść normalnie ale za to muszą chodzić na rehabilitację bo coś nie gra i tak w kółko. Jeżeli masz jakieś pytania, pytaj smiało... Opowiem to co widziałam, słyszałam i to jak jest w rzeczywistości ![]()
9 2013-07-30 14:27:11 Ostatnio edytowany przez Joga (2013-07-30 14:27:59)
Spróbować zawsze można, nie dam pewności że ktoś cokolwiek z tym zrobi bo jest to bardzo szczelne środowisko, ale pokarze to przynajmniej że są ludzie którym zależy... Poza tym jest jeszcze jedna brzydka tendencja o której się niestety nie mówi a która bardzo często występuje... Widzisz dziecko, zauroczyło Cię i to z wzajemnością, okres adaptacyjny( zakładając że chcesz adoptować) 6 tygodni,przychodzisz, poznajesz dziecko jest super i pod koniec wchodzi Pani i mówi że dziecko jest nosicielem wirusa WZW, lub HIV lub ma wrodzoną wadę serca itp,itd... a Ty się czujesz jakbyś obuchem w głowę dostała...
wiedz i nie mówię tego żeby zniechęcić tylko żeby uświadomić i skłonić do refleksji że dzieci z domów dziecka pochodzą głównie z patologii... rzadko są w pełni zdrowe. Na wstępie masz dietę bezglutenową... na grupę 15 dzieci ok 2 moze jeść normalnie ale za to muszą chodzić na rehabilitację bo coś nie gra i tak w kółko. Jeżeli masz jakieś pytania, pytaj smiało... Opowiem to co widziałam, słyszałam i to jak jest w rzeczywistości
Wiem, wiem że to nie tylko problemy emocjonalne ale i zdrowotne i rozwojowe. Właśnie dlatego, że nie chcę skrzywdzić dziecka zastanawiałam się długo i byłam ciekawa zdania kogoś kto się z tematem spotkał na jakiejś płaszczyźnie. Ten przypadek malucha, który mnie powalił na kolana to rówieśnik mojego syna. Leżałam z nim w szpitalu bo miał zapalenie płuc, obok w sali leżał chłopiec chory na rotawirusa. Leżał sam, miał ok. 12 mies. i nikt się nim nie zajmował, pielęgniarki karmiły jak kaczkę 3 razy dziennie, bez specjalnego zaangażowania, podawały leki i tyle, chłopczyk płakał, siedział zamknięty sam w łóżeczku. Opiekunka przychodziła sporadycznie na kilka godzin-teoretycznie 8 w praktyce chyba jakieś 4 i szła do domu. Nigdy nie widziałam tak samotnego człowieka jak ten maluch. Najgorsza była obojętność, miał brudna pieluchę to czekał aż pielęgniara się zlituje, a one miały go gdzieś, kawka, ciasto, tv i byle odbębnić dyżur........zwróciłam im uwagę ale to nic nie dało. Sama nie mogłam się nim zająć, bo bałam się, że pozarażam dzieci na wzajem......to był koszmar. Te dzieciaki są tak samotne i od urodzenia muszą walczyć o siebie i swoje prawa. Pomysł z rodziną zaprzyjaźnioną zrodził się przed poznaniem tego chłopca, to nie był impuls i chwila. Później do chłopca na sali przyszła mama ze swoja córcią i ona jakoś starała się nim zajmować ale nie mogła mu poświęcić tyle czasu i uwagi ile potrzebował, ja dałam maluchowi misia, ktoś inny klocki, przykre. Podobno po wyjściu ze szpitala miał trafić do adopcji, jakaś rodzina z Francji, załatwiali już formalności, mam nadzieję, że jest szczęśliwy i kochany.
Kiedy wychodziłam ze szpitala chciałam porozmawiać z ordynatorem i zwrócić mu uwagę na takie dzieci, poprosić o większe zaangażowanie pielęgniarek ale wymiękłam wstyd się przyznać po rozmowie z pielęgniarkami, były takie obojętne i zimne. Pomyślałam, że powinnam powiadomić dyrektorkę tego domu dziecka, poprosić żeby zareagowała, zadbała o te dzieci, które chorują i są w szpitalu ale zbieram się i zastanawiam nad sensem takiej interwencji.....
Wiem, że każde z tych dzieci jest traktowane tak samo.....
Czy sytuacja o której piszesz miała może miejsce w Warszawie?
chcemy z narzeczonym po ślubie mieć własne dziecko no i adoptowane. dla nas nie ma znaczenia czy będzie chore czy zdrowe będziemy je kochac. oczywiście nie możemy wziąć dziecka potrzebującego sporej ilości pieniędzy bo nie stać nas na to. ale z rozsądkiem chcemy adoptować
Więc rozumiem ,że oczekujecie szczegółowego raportu na temat zdrowia dziecka...? Niestety rozczaruję Cię, nie otrzymacie takiego... Przeczytaj wyżej co napisałam, nikt na początku Ci nie powie że dziecko jest poważnie chore... Dowiesz się w połowie okresu adaptacyjnego... Tłumaczone jest to dobrem dziecka, żeby nie przypinać łatki nosiciela Wątpię żeby dziecko z wirusem HIV nie wymagało "sporej ilości pieniędzy" jak Ty to mówisz
Nawet dziecko które musi byc na bezglutenie wymaga sporej ilości pieniędzy, bo taka dieta jest kosztowna. Proponuję jeżeli gdzieś w twojej okolicy jest dom dziecka a dyrekcja jest otwarta na wolontariat, skorzystaj, wejdz w to i zobacz na własne oczy co to znaczy...Nawet ja jako opiekunka nie otrzymałam informacji na temat choroby dziecka. Przytoczę Wam sytuację... Wracam z urlopu, patrze siedzi w kącie malutka dziewczynka i płacze, widze po buziulce że ma syndrom FAS, więc biorę ją na kolana, mała ma 1,5 roku a wygląda na niespełna rok. Pytam koleżanki co i jak, mówi że w nocy policja ją przywiozła z interwencji. Czytam jej bajkę mała się uspokaja, było lato więc ok 10 wychodzi się z dziećmi do ogrodu ok 12 powrót na kąpiel bo dzieci w piasku się bawią potem obiad i drzemka. Więc rozbieram małą do kąpieli, patrzę i oczom nie wierzę...Dziecko ma szramę na całej długości mostka...prawdopodobnie przeszła zabieg na otwartym sercu. Idę do wychowawcy pytam co i jak-brak dokumentacji medycznej... Wniosek o udostępnienie, czekamy-miesiąc, dwa, trzy , znów mój dyżur, Mała się bawi i w pewnej chwili widzę że zbladła, podchodzę do niej a ona całe paznokietki u rączek ma sine wręcz niebieskie, patrzę na usta-to samo... szybko pogotowie bo zaczyna tracić przytomność. Okazało się że ma wrodzoną wadę serca o której nikt nie poinformował, powinna być cały czas na lekach a nie przyjmowała ich co najmniej od 3 miesięcy... To są właśnie te rzeczy o których mówię....
mnie chodzi o dziecko które nie wymaga specjalnego leczenia bo będzie mu jeszcze gorzej z nami jeśli nie będziemy mieć pieniędzy na leczenie to po co ma z nami się meczyc i cierpieć.
14 2013-07-30 16:11:11 Ostatnio edytowany przez Nirvanka87 (2013-07-30 16:13:23)
mnie chodzi o dziecko które nie wymaga specjalnego leczenia bo będzie mu jeszcze gorzej z nami jeśli nie będziemy mieć pieniędzy na leczenie to po co ma z nami się meczyc i cierpieć.
Nie rozumiesz, albo jakoś wypaczenie rozumiesz pojęcie adopcji. Te dzieci to nie towar w sklepie, ich stan zdrowia nie powinien wpływać na możliwość adopcji (dlatego potencjalni rodzice nie są od razu informowani o wszystkich ewentualnych problemach zdrowotnych). Dziecko trzeba pokochać bez względu na to czy nasze, czy nie. To tak jak z ciążą, dowiadujesz się w 6-7 miesiącu, że z dzieckiem coś się dzieje i co zrobisz? Powiesz, a to sorry, nie rodzę, bo mnie nie chodzi o dziecko które wymaga specjalnego leczenia?
15 2013-07-30 16:23:39 Ostatnio edytowany przez Joga (2013-07-30 16:27:37)
mnie chodzi o dziecko które nie wymaga specjalnego leczenia bo będzie mu jeszcze gorzej z nami jeśli nie będziemy mieć pieniędzy na leczenie to po co ma z nami się meczyc i cierpieć.
a dlaczego chcecie adoptować dziecko? spełnicie swoje marzenie? bo masz takie dość niedojrzałe podejście do zagadnienia. Jak napisała Nirvanka dziecko to nie towar, nie możesz wybrać tego, które jest zepsute tylko trochę i więcej się nie zepsuje, nie dostaniesz gwarancji na 18 lat.
Dzieci z domu dziecka zawsze wymagają leczenia specjalistycznego na różnym poziomie, dochodzą do tego problemy emocjonalne, to nie są łatwe dzieci, to nie jest łatwa miłość, swoje dziecko kochasz bezwarunkowo, dzieci z domu dziecka musisz się "nauczyć kochać.
Magda8891 to zdarzenie z dzieckiem w szpitalu to nie w Warszawie, porozmawiam z dyrektorem szpitala, bo wyczytałam właśnie, że jakaś fundacja zaangażowała się w pomoc szpitalowi i mają wolontariuszy, może to rozwiąże problem? Gdyby wolontariusze zajęli się dzieciakiem gdy przebywa w szpitalu, byłby zaopiekowany. To się nie zdarza często i takie dziecko zwykle jest jedno na oddziale.
ale nie rozumiesz w ogole o co mi chodzi...
zawsze będziemy kochac to dziecko tylko nie chcemy aby wymagalo drogich sprzętów medycznych bo na to nas nie stać a inne rodziny pomoga temu dziecku. i tak odebranoby je nam wtedy, gdy nie mielibysmy pieniędzy i mogloby umrzec
ale nie rozumiesz w ogole o co mi chodzi...
zawsze będziemy kochac to dziecko tylko nie chcemy aby wymagalo drogich sprzętów medycznych bo na to nas nie stać a inne rodziny pomoga temu dziecku. i tak odebranoby je nam wtedy, gdy nie mielibysmy pieniędzy i mogloby umrzec
To ty nie rozumiesz, nikt ci nie da gwarancji, że dziecko będzie miało "tylko" chorobę sierocą. A jeśli zdecydujecie się na malucha i jego choroba wyjdzie po roku, co wtedy? Nie będzie was stać na leczenie i .....???
Decydując się na dziecko swoje lub adoptowane, musisz liczyć się z tym, że może być różnie i będziesz musiała zawalczyć o dziecko. Co wtedy?
To wiadome że wtedy dziecka nie oddamy tu chodzi wyłącznie o to jeśli choroba jest widoczna bo co zrobić jeśli nie stać nas na leczenie? Ma umrzeć?
To wiadome że wtedy dziecka nie oddamy tu chodzi wyłącznie o to jeśli choroba jest widoczna bo co zrobić jeśli nie stać nas na leczenie? Ma umrzeć?
Od kiedy np. choroby serca sa widoczne?!
To wiadome że wtedy dziecka nie oddamy tu chodzi wyłącznie o to jeśli choroba jest widoczna bo co zrobić jeśli nie stać nas na leczenie? Ma umrzeć?
Te dzieci są tak zaniedbane, że bardzo często wydaje się, że mają poważne wady rozwojowe a po oddaniu rodzicom zastępczym okazuje się, że to "tylko" zaniedbania emocjonalne". Pewne wady ujawniają się kiedy dziecko rośnie, nie da się "wywróżyć" jak z fusów.
Mnie chodzi o choroby fizyczne niepełnosprawnośc itp bo na to potrzeba pieniędzy i dobrze by było aby takie dzieciaki znalazły dom w którym będą mieć odpowiednie warunki i pieniądze na leczenie
.....dla nas nie ma znaczenia czy będzie chore czy zdrowe będziemy je kochac......
nie chce byc przekorna,lecz jednak mysle,że jest to wielkie znaczenie, czy dziecko jest zdrowe czy chore, bardzo duze znaczenie ,i odgrywa istotną role w wielu aspektach
Dziewczyna jest młodziutka i nie miała do czynienia z takimi dziećmi... Jeżeli masz gdzieś w pobliżu dom dziecka zgłoś się tam i zapytaj o wolontariat, ja zadzwoniłam, pani w sekretariacie powiedziała że za miesiąc jest nabór, żebym do tego czasu porobiła badania i wyrobiła ksiązeczkę sanepidu i przyszła. Też miałam inne wyobrażenie, mówię poważnie KAŻDE dziecko wymaga ogromnego wkładu finansowego... W przypadku 2-3 latka już psycholog(wizyty prywatne bo pańswowo to jakieś żarty są) a w przypadku młodszego neurolog, jeżeli nie jesteś z Wawy to będą prawdopodobnie koszta za dojazdy do np Centrum Zdrowia Dziecka itp itd... często jest tak że mówi się że dziecko jest trudne, nie mówi nie reaguje na polecenia a okazuje się że po prostu dziecko nie dosłyszy ale to już rodzic adopcyjny musi rozgryźć...Aparaty słuchowe też tanie nie są... Powiem jeszcze jedną rzecz która mnie strasznie bulwersuje i niestety nic nie dały skargi... Otóż na jednej grupie są dzieci chore na WZW HIV i dzieci zdrowe, w chwili gdy dziecko jest przyjmowane do ośrodka przechodzi badania w kierunku tych chorób, załóżmy że wyjdą negatywnie, czyli ze dziecko jest zdrowe, wsadzają takie dziecko w jedną grupę z tymi chorymi i w sumie nie ma w tym nic złego ale to co mnie bulwersowało to to ze w maluchach nie zwraca się uwagi na to który smoczek jest czyj...Który jest pod ręką ten jest wsadzany dziecku do buzi, o tyle o ile wirusem HIV jest się ciężko w taki sposób zarazić(zakładająć że zdrowe dziecko nie ma w buzi żadnych ranek) o tyle wirusem WZW bardzo łatwo. Czyli możesz wziąść do domu teoretycznie zdrowe dziecko a tak naprawdę może się okazać śmiertelnie chore (średnia dlugość życia przy WZW to 30 lat)
owszem miałam do czynienia z takimi dziecmi wiec skoro nie wiesz tego nie pisz.
przez rok się takimi dziecmi zajmowalam
Gdybyś się zajmowała wiedziałabyś na jakiej zasadzie działa taka placówka i jakie są realia brania takiego dziecka, nie mam Ci jak udowodnić że nie zajmowałaś się, tak samo jak ty nie masz jak mi udowodnić że się zajmowałaś więc dyskusję na ten temat uważam za zamkniętą.Jak już pisałam wcześniej nie piszę tego wszystkiego żeby kogoś zniechęcić, ale żeby uświadomić...Nie raz musiałam zajmować się dzieckiem które "kochana" ciocia zostawiła bo się okazało że nie spełnia jej oczekiwań, bo albo wyszła jakaś wada albo po prostu dziecko nie pada do stóp i nie dziękuje całym sobą za te "dobro" które go spotkało,ewentualnie dziecko nie pasuje do modelu idealnej rodziny, bo jest problematyczne I chwała Ci za to jeżeli weźmiesz takie dziecko, bo one wszystkie na to zasługują, gdy się im poświęci odpowiednio dużo czasu to naprawdę odwdzięczają się całym sercem(może nie w taki sposób jaki byśmy sobie wyobrażali,ale....
), to jest wspaniała, wdzięczna, ale i ciężka i mozolna praca.
dziewczyno rok czasu spedzilam z tymi dziecmi widocznie ty nie masz o tym pojęcia albo masz jakiś uraz lub kompleksy ze uparlas się przy swoim i tak smialo mnie oczerniasz
Nie oczerniam Cię , mylisz pojęcia. Uważasz że wychowanie dziecka to pestka? mylisz się, dyskusję z Tobą uważam za zakończoną...A upieram się przy swoim bo 2,5 roku pracowałam w domu małego dziecka, znam procedury i nie jedno widziałam...
ale nie możesz twierdzic ze ja nie mam o tym pojęcia skoro nie wiesz ze w rodzinie mam takie dziecko oraz pracowałam rok z takimi a to przykre kiedy ktoś twierdzi tak jak ty i oczernia innych bo nie zrozumialas tego co wcześniej napisałam. koniec tematu
To ty nie zrozumiałaś co sie pisało wcześniej, z resztą nie tylko ja to zauważyłam, a przykre jest to że masz klapki na oczach i uważasz że wszystko się "jakoś" ułoży jak ktoś się Ciebie zapytał co zrobisz jak okaże się że z dzieckiem jest cos nie tak i jednak potrzeba drogiego sprzętu, to co odp? że no logiczne że nie oddamy dziecka, ale chwile wcześniej piszesz ze Was na to nie stać i czy dziecko ma umrzeć z tego powodu. Wniosek taki że bez żadnej wiedzy wezmiesz dziecko i jesli coś się zadzieje to będziesz liczyć że "jakoś to będzie", wiedz że nie będzie....Z takim podejściem nie przejdziesz nawet badań w OA bo będą padały trudne pytania, będzie psycholog i jak tylko wyłapie właśnie takie niuanse nie przepuści Cię dalej, nie dopuści do żadnego dziecka.A tak poza tym szybko się irytujesz i wyciągasz jakieś nieprawdziwe wnioski co tez nie jest fajne skoro się ma zamiar adoptować dziecko. Oczerniłabym Cię gdybym napisała że jesteś mało inteligentna np ew gdybym napisała że najpierw zrobisz sobie dziecko swoje a potem wezmiesz sierotę żeby twoje miało darmową nianię, to jest oczernienie a je stwierdziłam fakt, prawdziwy z resztą, że nie możesz mi nic udowodnić tak jak i ja nie mogę udowodnić nic Tobie...Też mogę powiedzieć że mam takie dziecko w rodzinie i co...? udowodnisz ze tak nie jest...? Nie udowodnisz...To nie jest oczernianie...
tym bardziej ty nie możesz tego stwierdzić nie rozmawiając ze mna na zywo a rozmawiałam już z dwoma paniami psycholog i żadna z nich nie powiedziała ze nie nadaje się do tego żeby adoptować dziecko. tak samo jak z własnym jeśli jest chore wiadomo nie oddamy adoptowane tez nie tylko jeśli widać ze jest poważnie chore to nie możemy wziąć bo nas nie stać a to sa choroby od urodzenia!!
Tylko że rozmowa to raz a testy i ocena to dwa
Słuchaj jeżeli chcesz adoptować, chwała Ci za to, całym sercem jestem z Tobą, trzymam kciuki i powiem więcej gdyby okazało się że nie mogę mieć dzieci też bym się na to zdecydowała.Jeżeli dopuścisz do głowy to co mówię i chociaż ciut wezmiesz to pod uwagę jestem pewna że będziesz wspaniałą mamą.Widzę że kochasz dzieci,tylko weź też pod uwagę wszystkie rady, przecież nikt nie chce Ci zaszkodzić, nie unos się ambicją,tylko na zimno przemyśl też kwestie praktyczne,życiowe. Pisałaś że najpierw chcesz swoje, a nie boisz się np (to tylko pytanie z ciekawości,bo zazwyczaj jak pary brały malucha to albo miały swoje dzieciaki dorosłe albo nie mogły mieć wcale) ze problemy emocjonalne, w mniejszym lub większym stopniu przełożą się na rodzone dziecko?Okres adaptacyjny 6 tygodni, jezdzicie do dziecka ale (przynajmniej w Wawie) nie można zabierać do placówki dzieci z zewnątrz-prawdopodobnie czeka Was na te 6 tygodni przeprowadzka do innego miasta bo z okręgu dziecka nie dadzą żeby utrudnić rodzonym rodzicom ewentualne znalezienie dziecka a wymagane jest żeby na odwiedzinach byli obydwoje rodzice, co wtedy z waszym maluchem? 6 tygodni to bardzo dlugo...Też chciałam porozmawiać tak nawet sama dla siebie bo lubię tą pracę i mówię nie wykluczone że też kiedyś zdecydujemy się na to...
caly czas mam do czynienia z dziecmi i nigdy problemy emocjonalne się na nich nie odbijaly wiec o to się nie boje. ogolnie boje się porodu ale jedno dziecko chce urodzić wiec zobaczymy czy najpierw adopcja czy wlasne
Ja też się boję porodu
Ale przeraża mnie też ten czas oczekiwania na adopcję, kurcze ok 2 lat... to strasznie długo plus 9 miesięcy szkoleń testów itp itd...
no i to jest wlasnie najgorsze ze się chce mieć dziecko ale np. ja mam emetofobie i boje się objawów podczas ciąży typu wymioty nudności i tez jestem wrazliwa na ból dlatego poród mnie przeraza. mogę czekac na dziecko z domu dziecka nawet i 3 lata najgorsze dla mnie to te kilka godzin porodu ![]()
Kilka albo i kilkanaście godzin ;(
no wlasnie moja mama rodzila mojego brata 12 godzin.... nie wyobrażam sobie tego. a bratowa swoja corke 15 minut tak to bym chciała
no i to jest wlasnie najgorsze ze się chce mieć dziecko ale np. ja mam emetofobie i boje się objawów podczas ciąży typu wymioty nudności i tez jestem wrazliwa na ból dlatego poród mnie przeraza. mogę czekac na dziecko z domu dziecka nawet i 3 lata najgorsze dla mnie to te kilka godzin porodu
A tak z ciekawości to co zrobisz jak dziecko będzie chore i będzie wymiotować? Albo dostaniesz niemowlaka, któremu po każdym posiłku się ulewa?
Już dawno o tym myślałam. Niemowlak kiedy mu się ulewa nie jest to dla mnie tak przerażające. Ze starszym dzieckiem trudniej ale nie aż tak jak z dorosłym poza tym może uda mi się przezwyciężyć strach do tego czasu no i jest narzeczony który to rozumie i ma podejście do dzieci dla niego to nie problem zająłby się chorym dzieckiem razem ze mną
no i to jest wlasnie najgorsze ze się chce mieć dziecko ale np. ja mam emetofobie i boje się objawów podczas ciąży typu wymioty nudności i tez jestem wrazliwa na ból dlatego poród mnie przeraza. mogę czekac na dziecko z domu dziecka nawet i 3 lata najgorsze dla mnie to te kilka godzin porodu
Kiepska motywacja jak dla mnie. Chcesz adoptować bo poród cię przeraża? Nie odpowiedziałaś na moje pytanie na początku więc je powtórzę, dlaczego chcesz adoptować dziecko?
Już dawno o tym myślałam. Niemowlak kiedy mu się ulewa nie jest to dla mnie tak przerażające. Ze starszym dzieckiem trudniej ale nie aż tak jak z dorosłym poza tym może uda mi się przezwyciężyć strach do tego czasu no i jest narzeczony który to rozumie i ma podejście do dzieci dla niego to nie problem zająłby się chorym dzieckiem razem ze mną
To może lepiej najpierw zająć się swoimi fobiami a dopiero potem myśleć o dziecku. Bo może się okazać,że wtedy zaczniesz żałować decyzji o braku własnego potomstwa. Podpytam jednak dalej. A jak twój narzeczony akurat będzie w pracy jak dziecko zachoruje i zostaniesz w tym momencie z wymiotami całkiem sama?
No tak tylko że może tak być zarówno z adoptowanym jak i urodzonym przeze mnie dzieckiem.
42 2013-08-01 21:23:59 Ostatnio edytowany przez Bastat (2013-08-01 21:26:02)
Oczywiście. Ale twoją emetofobię podałaś jako jeden z głównych powodów dla których wolisz adoptować niż urodzić. Tak jakby adoptowanie odsuwało od ciebie sytuacje związane z twoją fobią- owszem nie będziesz miała mdłości w czasie ciąży (notabene nie wszystkie kobiety ich doświadczają), ale z dzieckiem będzie w obu przypadkach tak samo. A z dzieckiem z adopcji może być nawet gozej. Moja koleżanka z domu dziecka wymiotowała w każdej choć trochę stresującej sytuacji. Osobiście uważam, że wszystko lepiej przemyśleć za wczasu.
No tak ale dziecko chcemy adoptować dopiero po ślubie i najpierw trochę zarobić więcej i odłożyć. Chce urodzić jedno a jedno adoptować zawsze marzylismy o dzieciach
Lenka ja Ci proponuję urodzić własne dziecko najpierw,a o adopcji pomysleć potem,bo tak naprawdę nie wiadomo czy Twoje podejście do adopcji nie zmieni się po porodzie
a tak po za tematem: poród nie taki straszny jak go malują ![]()
Jak można stawiać na równi poród( w najgorszym razie załóżmy 2 dni) z adopcją?
Parę lat temu twierdziłam, że tylko adopcja. Od kiedy mam własne dziecko wiem, że adopcja nie wchodzi w grę. Zbyt duża odpowiedzialność.
Wszystkie dzieci są równe więc nie ma znaczenia czy to urodzone dziecko czy własne można kochać tak samo chyba że ktoś nie potrafi to inna sprawa.... Chcieliśmy aby po urodzeniu adoptować i taki mamy zamiar jednak ci którzy nie boją się porodu nie mają tego lęku nie wiedzą co to znaczy i nie mogą się wypowiadać w taki sposób
Lenka, Ty nie rozumiesz, co sie pisze do Ciebie - uwazam, ze absolutnie nie powinnas miec dziecka!
Ani swojego, ani adopotowanego. Przynajmniej dopoki nie leczysz swoich "lęków".
Dziecko to nie zabawka - a Ty sama nie wiesz, jak zareagujesz przy pierwszych problemach. "Moze bedzie dobrze" to stanowczo za malo. Odradzam planowanie dziecka, zachecam do leczenia Twojej przypadlosci.
Lenka uwierz każda kobieta boi się porodu,jedna mniej druga więcej
a ponad to inaczej się myśli o porodzie jak się nie jest jeszcze w ciązy inaczej sie myśli w trakcie ciąży i inaczej myśli sie już po
skorzystaj z rady Cynicznej na poczatek
A co jeśli nie uda mi się wygrać z tą fobią?
50 2013-08-02 08:59:31 Ostatnio edytowany przez lena812 (2013-08-02 09:00:08)
A co jeśli wpadniesz? wpadki nawet przy z antykoncepcji się zdarzają? powiesz że nie rodzisz bo masz fobię?
może cesarka na zyczenie? jeśli sie boisz porodu SN?
Wszystkie dzieci są równe więc nie ma znaczenia czy to urodzone dziecko czy własne można kochać tak samo
A ja nie jestem do końca przekonana, że dziecko własne i adoptowane kocha się tak samo... Miłość do dziecka adoptowanego jest na pewno o wiele trudniejsza....
lenkaa22 napisał/a:Wszystkie dzieci są równe więc nie ma znaczenia czy to urodzone dziecko czy własne można kochać tak samo
A ja nie jestem do końca przekonana, że dziecko własne i adoptowane kocha się tak samo... Miłość do dziecka adoptowanego jest na pewno o wiele trudniejsza....
dokładnie
Jeśli byśmy wpadli to oczywiste że musiałabym urodzić. Ja chce dziecka. Chce własne ale chce też adoptować. Mimo że boję się porodu chce tylko boję się co będzie np kiedy podczas porodu ból będzie tak wielki że zemdleje albo no nie wiem nie poradzę sobie
poradzisz ![]()
ja na początek proponuję zwalczyć tą fobię,potem urodzić własne dziecko a jeszcze potem myśleć o adopcji,bo jeśli poród przebiegnie prawidłowo i szybko z pewnością bedziesz chciał urodzić kiedyś 2 dziecko,własne dziecko
Narzeczony mówił że będzie obok w trakcie porodu kiedy będziemy mieć własne dziecko. Zobaczymy jak to wszystko wyjdzie
Narzeczony mówił że będzie obok w trakcie porodu kiedy będziemy mieć własne dziecko. Zobaczymy jak to wszystko wyjdzie
To pomaga- obecność kogoś bliskiego, niekoniecznie męża/ narzeczonego.
Na pewno miłość do dziecka adoptowanego jest inna i trudniejsza. Przynajmniej na początku.
Ja też boję się porodu, można poprosic też o znieczulenie zewnątrz-oponowe(o ile zdąży się dojechać w miarę wcześnie do szpitala )
A co jeśli nie uda mi się wygrać z tą fobią?
Najwazniejsze jest dobro dziecka. Jesli ma sie problemy ze soba, ktore przeszkadzaja w opiece nad dzieckiem lub ja uniemozliwiaja, to sorry, ale lepiej zapomniec o macierzynstwie i nikomu nie zrobic krzywdy.
Ale mysle, ze terapia u Ciebie zalatwi sprawe, tylko pozwol sobie pomoc.
59 2013-08-02 11:58:20 Ostatnio edytowany przez Joga (2013-08-02 12:02:07)
lenkaa22 napisał/a:Wszystkie dzieci są równe więc nie ma znaczenia czy to urodzone dziecko czy własne można kochać tak samo
A ja nie jestem do końca przekonana, że dziecko własne i adoptowane kocha się tak samo... Miłość do dziecka adoptowanego jest na pewno o wiele trudniejsza....
Lenko miłość do dziecka własnego jest bezwarunkowa, kochasz je bo jest "twoje". Dziecko adoptowane trudniej pokochać, takie dzieci sprawiają masę problemów, zdrowotnych, wychowawczych. Do swojego dziecka matki mają mało cierpliwości, czasem na forum, żalą się że dziecko dostało klapsa bo matka "wyszła z siebie" , dziecko z domu dziecka ma problemy emocjonalne, nie sądzę żeby poradzenie sobie z nimi było łatwe, często słyszy się o rodzinach, które "poległy" na dziecku adopcyjnym oddają je bo sobie nie radzą. Nie wszystkie dzieci są "równe" zresztą nie wiem co przez to rozumiesz. Ludzie z natury są RÓŻNI. A co jeśli adoptowane będzie regularnie lało twoje własne? A co jeśli się okaże, że adoptowane jest chore (nie wiedziałaś tego przed adopcją) i musisz sprzedać dom, żeby je ratować? Czy zabierzesz coś rodzonemu dziecku, żeby dać adoptowanemu? Czy byłabyś gotowa kosztem "swojego" ratować "adoptowane" ???? To nie są łatwe decyzje i wybory, próbujemy ci to uświadomić bo spłaszczyłaś to tak, jakbyś kupiła sobie w sklepie dwa misie, jeden idealny a drugi z "łatami". To nie jest tak proste!
Nadal nie wiem DLACZEGO CHCESZ ADOPTOWAĆ? tak sobie wymarzyłaś,zaplanowałaś OK ale DLACZEGO?
Mam wrażenie, że jesteś mocno niedojrzała.
kazda zdrowa kobieta chce mieć dzieci a to ze jeśli nie wyjde z choroby nie mogę ich mieć tylko jeszcze bardziej mnie zdoluje. dziecko nie wymiotuje codziennie
kazda zdrowa kobieta chce mieć dzieci a to ze jeśli nie wyjde z choroby nie mogę ich mieć tylko jeszcze bardziej mnie zdoluje. dziecko nie wymiotuje codziennie
Nie nie każda są takie które nie chcą. Każdy teoretycznie je może mieć ale nie każdy się do tego nadaje.
lenkaa22 napisał/a:kazda zdrowa kobieta chce mieć dzieci a to ze jeśli nie wyjde z choroby nie mogę ich mieć tylko jeszcze bardziej mnie zdoluje. dziecko nie wymiotuje codziennie
Nie nie każda są takie które nie chcą. Każdy teoretycznie je może mieć ale nie każdy się do tego nadaje.
z tym ze ja chce. to pisanie i tak jest na darmo bo wszystko z biegiem czasu się wyjasni
63 2013-08-02 12:38:30 Ostatnio edytowany przez Cyngli (2013-08-02 12:40:05)
kazda zdrowa kobieta chce mieć dzieci a to ze jeśli nie wyjde z choroby nie mogę ich mieć tylko jeszcze bardziej mnie zdoluje. dziecko nie wymiotuje codziennie
Jezu, czy ja rozmawiam z osoba dorosla? Przeciez tu nie chodzi tylko o wymiotowanie...
A jak nie sprostasz obowiazkom? A jak Twoj stan sie pogorszy, co zrobisz z dzieckiem?
Wylecz sie najpierw, a potem mysl o macierzynstwie!
Wlasnie doczytalam... "ALE JA CHCE"... To ma byc argument? Niewazne, ze mam ze soba problemy, ja chce dziecko i koniec? Absolutnie nie powinnas. Jeszcze do tego nie doroslas.
no to wlasnie lęk przed wymiotowaniem jest jedynym powodem dla którego ciężko byłoby mi się zajac dzieckiem nie czytałaś chyba uważnie. temat uważam za zakończony czas pokaże
lęk przed porodem,lęk przed wymiotowaniem i przed czym jeszcze?
chyba na razie nie powinnaś decydować się nawet na własne dziecko
a adoptowane? cóż trzeba przejść procedury,badania itd
więc jeśli sie z fobii nie wyleczysz nie wiem czy przejdziesz w ogóle badania psychologiczne robione przy adopcji
wiesz wymiotowac dziecko może raz na pół roku,raz na rok,ale małe dzieci często i dosyć długo ulewają a to przyjemne tez nie jest