Niby mam wszystko-męża,dzieci,kota,a nawet dwie myszy...Ale tak na prawdę czuję się,jakby w moim życiu była pustka.Nie mam z kim porozmawiać,nie mam komu się wypłakać,dzieci wolą ojca,bo chętnie się z nimi bawi i na wycieczki zabiera,i czas z nimi spędza.A ja wiecznie zmęczona,niezadowolona,przygnębiona...Szukam szczęścia,miłości,przyjaźni,tak po prostu...Chciałabym,żeby mnie ktoś kochał,wytarł łzy,kiedy serce mi się rozrywa z rozpaczy...Jeśli ktoś też się czuje samotny,proszę pisać,w kupie podobno raźniej ![]()
Podobne tematy
Ja wrecz moge porozmawiac z toba na skype
z tym ze nie wiem czy odpowiada ci rozmowa z mlodszą zapewne osobą taką jak ja ;p ale czesto sie nudze a ze umiem dobrze sluchac bo jestem otwarty , twa decyzja ![]()
Cześć.
Niby masz wszystko...ale to dla Ciebie nie "wystarczające wszystko". Gdzieś po drodze zgubiłaś swoje cele albo ich nie osiągnęłaś.
Rozumiem że mąż, dzieci dodatkowo myszy czy tam szczury i reszta kotów to miało być dopełnienie Ciebie? Niestety nie jest.
Czy pamiętasz kiedy ostatnio czułaś się szczęśliwa? Na pewno nie "wieki" temu. Czytam Twój post i wydaje mi się jakby Twój mąż i dzieci byli za jakąś "szybą "....
ty ich widzisz a oni Ciebie nie dostrzegają. Szukasz miłości, przyjaźni....nigdy ich w Twoim małżeństwie nie było? Czy potrafisz jakiekolwiek z tych uczuć sobie
przypomnieć...i do kogo ostatnio je czułaś? Płaczesz.... nad czym? Rozpaczasz...dlaczego? Porozmawiaj z nim...aha już to robiłaś. Nie słuchał lub nie chciał słuchać.
Rozumiem że w waszym związku nie było patologi(bicia ,picia i dziewczynek). Jeśli były, krzyż mu na drogę i spore alimenty dla Ciebie. Jeśli nie było...zastanów się.
Jak nie chce o waszych problemach rozmawiać...tup nogami , trzaskaj drzwiami. Nie pomaga. Postaw go pod "ścianą". Każdy facet jak zostanie przyciśnięty zacznie działać...wiem coś o tym.
Jeśli wszystko to już przerobiłaś...hmm...weź się w garść i ŻYJ. Łatwo powiedzieć.TAK. Ciężej już nic w życiu ze sobą nie zrobić...
Powodzenia.
Hej Izabela,
ja mam tak samo
, dwójka malych dzieci, facet i brak radosci zycia, nie jestem z tych, ktorym macierzynstwo sprzyja, wrecz przeciwnie, chociaz kocham moje dwa szkraby strasznie, to jednak nieustanne z nimi przebywanie, bycie dla nich, codzienne domowe obowiazki mnie wykanczaja, sa kobiety, ktore to lubia, ja szczerze nieznosze, za duze mam pewnie wymagania co do zycia, za duze oczekiwania, moze jestem zbyt ambitna, moze zbyt inteligentna, moze za malo kobieca, moze mam zbyt meski umysl i po prostu nie potrafie poswiecic uwagi dzieciom; staram sie, ale mi to nie wychodzi; facet pracuje calymi dniami, jest ciagle zajety, mi jest ciezko z dwojka dzieci; wczesniej tesciowa i ciocie zajmowaly sie dziecmi troché, ale mialam co do ich pomocy mieszane uczucia, nie podoba mi sié wiele w ich podejsciu do zycia, nie chcialabym aby moje dzieci przejely sposob ich myslenia, strasznie zmeczona jestem, ide spac, fajnie jakby sie ktos odezwal, co jest w podobnym miejscu w zyciu i czuje sie totalnie zagubiony i samotny, powiem jeszcze, ze nasz zwiazek kuleje bardzo, ze wzgledu na to wszystko
Hej Izabela,
ja mam tak samo, dwójka malych dzieci, facet i brak radosci zycia, nie jestem z tych, ktorym macierzynstwo sprzyja, wrecz przeciwnie, chociaz kocham moje dwa szkraby strasznie, to jednak nieustanne z nimi przebywanie, bycie dla nich, codzienne domowe obowiazki mnie wykanczaja, sa kobiety, ktore to lubia, ja szczerze nieznosze, za duze mam pewnie wymagania co do zycia, za duze oczekiwania, moze jestem zbyt ambitna, moze zbyt inteligentna, moze za malo kobieca, moze mam zbyt meski umysl i po prostu nie potrafie poswiecic uwagi dzieciom; staram sie, ale mi to nie wychodzi; facet pracuje calymi dniami, jest ciagle zajety, mi jest ciezko z dwojka dzieci; wczesniej tesciowa i ciocie zajmowaly sie dziecmi troché, ale mialam co do ich pomocy mieszane uczucia, nie podoba mi sié wiele w ich podejsciu do zycia, nie chcialabym aby moje dzieci przejely sposob ich myslenia, strasznie zmeczona jestem, ide spac, fajnie jakby sie ktos odezwal, co jest w podobnym miejscu w zyciu i czuje sie totalnie zagubiony i samotny, powiem jeszcze, ze nasz zwiazek kuleje bardzo, ze wzgledu na to wszystko
Witam dziewczyny ![]()
I chłopacy:)
Niestety, pod wieloma Twoimi słowami tez się mogę podpisać...
To wieczne zmęczenie, nieustanne myślenie "na przód", bo przecież trzeba tyle rzeczy przygotować na jutro, zakupy, obiad...
Bardzo, bardzo rzadkie chwile własnego relaksu, i właściwie tylko dom praca dzieci, dom praca dzieci...
A ja... Ja się troszkę zgubiłam po drodze, czuję, że na "mnie" nie mam już czasu. Mam czas jako matka, bo muszę, ale jako kobieta już nie za bardzo.
Uwielbiam swoje dzieciaczki, są niemożliwie kochane i słodkie, ale i wkurzyć i zmęczyć potrafią... A od nich odpoczynku sobie nie zrobię...
Też się czasem zastanawiam, czego ja chcę, czego mi brakuje... Może faktycznie tego "kogoś", kto by wsparł silnym ramieniem... nie wiem.
Najgorsze w tym wszystkim jest świadomość, że nawet gdybym chciała się z kimś spotykać, kogoś poznać bliżej, to obawiam się, że nie dam rady.
Jestem mocno zmęczona, ale chyba bardziej brakiem lepszych perspektyw niż nadmiarem obowiązków.
Cały czas mam takie podskórne wrażenie, że na "coś" czekam, ale nie wiem na co...
dezyderia, rozumiem, że jesteś sama? ile masz dzieci? w jakim są wieku? jeśli można wiedzieć oczywiście;
jeśli tak, to podziwiam, bo ja pewnie nie dałabym rady;
To wieczne zmęczenie, nieustanne myślenie "na przód", bo przecież trzeba tyle rzeczy przygotować na jutro, zakupy, obiad...
no właśnie, mnie takie rzeczy dobijają, ta monotonia i to, że robienie zakupów staje się hmm, rozrywką wręcz, tak jest u mnie przynajmniej, kupowanie jedzenia w supermarkecie to najbardziej rozrywkowa część dnia/tygodnia, a robienie obiadu najgorszy koszmar..., ciężko czerpać z tego radość
czego mówisz, że nie dałabyś rady, ze względu na brak czasu?
i kiepsko chyba czuć, że się czeka na coś ale niewiadomo na co, a może jednak wiesz....
Tak mary20, jestem sama, mam dwóch synów, 7 i 8 lat.
Na początku było ciężko, bo obaj malutcy i dawali popalić, ale z czasem stają się coraz bardziej samodzielni i nawet pomagają.
A nie dałabym rady, ze względu na brak czasu, spotykać się z kimś.
Jakoś sobie tego nie wyobrażam, skoro w tygodniu dni takie krótkie, ledwo się można ze wszystkim wyrobić, a i tak "pomaga" mi to, że nauczyłam się sobie odpuszczać i troszkę jednak (zwłaszcza jeśli chodzi o sprzątanie) zostawiać, na sobotę, albo na dzień w którym będzie mi się chciało... Znowuż w weekend tyyyle jest do zrobienia...
Po prostu nie miałabym KIEDY.
A chłopcy? Na randkę ich nie zabiorę, a tak opieki na 2-3 godz od czasu do czasu to ciężko mi zorganizować.
I trochę mi się nie chce. Bo zmęczenie, bo chłopcy, bo to, bo tamto...
Bo wiem, że obcy mężczyzna, nawet najbardziej ukochany, tak naprawdę na 100% chłopaków nie zaakceptuje, a co będzie, jak zaczną mu przeszkadzać? Dla mnie to będzie koniec związku.
Tak masz rację, kiepsko się czuję, czekając na "coś", ale naprawdę nie wiem na co....
Najbardziej na wygraną w totka ![]()
Pisałaś, że masz "męski umysł", powiem Ci, że to do mnie szczególnie trafiło, właśnie wczoraj sobie myslałam, że też bardziej jak mężczyzna przychodzi mi się zachowywać, bo w końcu tylko ja żywię nasza rodzinę, ja naprawiam chłopakom coś, jak się zepsuje, ja do mechanika jeżdżę, dźwigam zakupy i taszczę butlę z gazem...
Ciężko to robić w szpileczkach i zwiewnej sukience.... ![]()
Pozdrawiam
dezyderia, to naprawdę podziwiam, nie wyobrażam sobie czegoś takiego, jak Ty się ze wszystkim wyrabiasz, skąd bierzesz siły??; ja w tej chwili nie pracuję i nie daję rady, wszystko mnie denerwuje, mam problem ze zrobieniem głupiego obiadu; nie wiem, może to jest tak, że siedzenie w domu z dziećmi wykańcza i lepiej jest wysłać dzieci do przedszkola a samemu iść do pracy; tylko, że po pracy człowiek też jest zmęczony, a tu jeszcze dziećmi się trzeba zająć; mój facet jak wraca do domu to prysznic, jeść i oglądanie tv jest;
9 2014-06-15 08:18:46 Ostatnio edytowany przez Anhedonia (2014-06-15 08:22:59)
... ja w tej chwili nie pracuję i nie daję rady, wszystko mnie denerwuje, mam problem ze zrobieniem głupiego obiadu; nie wiem, może to jest tak, że siedzenie w domu z dziećmi wykańcza i lepiej jest wysłać dzieci do przedszkola a samemu iść do pracy; tylko, że po pracy człowiek też jest zmęczony, a tu jeszcze dziećmi się trzeba zająć; mój facet jak wraca do domu to prysznic, jeść i oglądanie tv jest;
ZMIANA rodzaju "działania" sprzyja "resetowi" organizmu ![]()
Dlatego ludzie MIMO zapierdzielu w pracy dodają sobie jeszcze siłownię, bieganie czy inny sport...
Może by tak, spojrzeć na "chłopinę" z boku i zrobic sobie REPLAY z okresu randkowania? Tak dla higieny psychicznej? Dzieci po cudzą opiekę i RAZEM się pobawić. Inaczej niż w dom ![]()
Tak dla odmiany?
Ps. I tak zanim poszukacie miliona przeciwskazań:
WIELOKROPEK w sygnaturce ma: "KTO chce - znajdzie SPOSÓB; kto NIE CHCE - znajdzie POWÓD" ![]()
Myślałam,że to tylko mnie się w "głowie poprzewracało",a się okazuję,że jest nas więcej
Każda moja próba rozmowy z mężem kończy się tym,że okazuję się,że całe zło świata,to moja wina,mój brak radości z życia to też moja wina,bo mam za duże wymagania,chociaż nie wiem sama,jakie to są wymagania...Mary20,dzięki za Twoje słowa na temat dzieci
Czuję się podobnie i nie raz miałam wyrzuty sumienia,że jestem wyrodną matką,że się do tego nie nadaję,mimo,że zawsze chciałam mieć dzieci.Kiedy się pojawiły,przerosło mnie to.Może nie zdążyłam się "wyszumieć"?Może nie zdążyłam zrealizować swoich ambicji?A może po prostu jestem wyrodną matką.Zazdroszczę kobietą,które potrafią dzieci zostawić pod czyjąś opieką i wyjść do ludzi,zabawić się,zrobić coś dla siebie...Ja za każdym razem jak wychodzę bez dzieci,mam wyrzuty sumienia,że siedzą w domu/na podwórku,a ja sobie chodzę wolna...Ale kiedy siedzę z nimi w domu,lub wychodzę,kończy się to moją frustracją i psychicznym zmęczeniem...
Struty,patologii nigdy nie było,nawet awantur kiedy sytuacja była napięta,bo jesteśmy dosyć spokojnymi ludźmi.Jak wspomniałam,każde próby "życia",kończyły się wyrzutami sumienia.Nie potrafię odciąć się od dzieci,od domu,zawsze gdzieś w tej podświadomości siedzą...
11 2014-06-18 10:31:46 Ostatnio edytowany przez dezyderia (2014-06-18 10:34:08)
Ps. I tak zanim poszukacie miliona przeciwskazań:
WIELOKROPEK w sygnaturce ma: "KTO chce - znajdzie SPOSÓB; kto NIE CHCE - znajdzie POWÓD"
Święta racja!
Izabela chyba niepotrzebnie się zadręczasz. Przecież dzieci nie zostają kompletnie same, a wolałyby Cię widzieć uśmiechniętą, a nie zmartwioną i przygnębioną.
To, że to Cię przerosło, to masz praktycznie jak w banku. Zewsząd wręcz nas bombardują "rozpływaniem" się w zachwycie nad "słodkim bobaskiem, którego jedynym celem w życiu (przynajmniej w pierwszych latach życia) jest kochać Cie, bo jesteś mamusią".
A prawda jest trochę brutalniejsza, weryfikacja rzeczywistości z wyobrażeniami bolesna, a obwinia się wyłącznie matka tego dzidziusia.
Całkiem niepotrzebnie.
Swego czasu patrzyłam na swoje dzieci jak na "objawienie" - małe, słodkie i kochane... Ale wymagające strasznie - płacz, noszenie na rękach, kąpiel, kołysanki, karmienie, przebieranie... działałam jak robot, "kobieta" we mnie zamieniła się wyłącznie w "matkę".
Zaczęło mnie to przerastać, obowiązki urosły do rangi niewykonalnych, zniechęcenia, marazm i apatia wpędzały mnie w poczucie winy, bo im bardziej byłam zniechęcona, tym bardziej nie chciało mi się z chłopakami bawić, a im mniej im czasu poświęcałam, tym większe wyrzuty sumienia miałam i... poczucie winy. Błędne koło.
Przerwał je zdrowy egoizm (czyli nie jestem TYLKO matką). A może realne wyobrażenie macierzyństwa.
Zaczęłam spotykać się z innymi ludźmi (nie tylko w pracy) i co najważniejsze, z dorosłymi ludźmi.
Mały romansik mi się nawet trafił, co przypomniało mi, że fajna ze mnie babka.
Romansik długo nie potrwał, bo pan zbyt wygodny był i chłopaki zaczęli go trochę drażnić (a to pograć chcieli, pogadać, w szachy pograć, karty, rower.... ).
Więc teraz sobie siedzę, spokojnie chłopaków wychowuję, jednocześnie zastanawiając się, co bym chciała w życiu, oprócz tego, żeby mi na normalnych mężczyzn powyrastali ![]()