Nie wiem jak mam zapomnieć. 6 lat temu poznałam cudownego mężczyznę. Wiedziałam że ma dziewczynę. Mimo wszystko nie liczyłam się z tym, że ten flirt tak się skończy. Teraz po latach on ma już synka i ja znalazłam kogoś na kim mi zależy ( przez cały czas regularnie się spotykaliśmy). Niedawno zostałam szczęśliwą mamą, jednak nadał mam do niego słabość i choć bardzo chcę dać sobie z nim spokój nie potrafię. Nie umiem o nim nie myśleć. Nie chce zdradzić mojego obecnego partnera, nie chce również by on krzywdził swoją rodzinę. Od dłuższego czasu odmawiam mu spotkań choć to bardzo trudne. Nie radzę sobie z tym uczuciem, a co gorsza nie potrafię pokochać faceta, który jest ze mną i jest dla mnie bardzo dobry. Wiem co większość może o mnie pomyśleć i wierzcie lub nie ale sama o sobie dobrze nie myślę. Łatwo powiedzieć daj sobie spokój, ale naprawdę nie jest to takie łatwe. Poradzi ktoś naiwnej gówniarze, która myślała, że każda historia miłosna kończy się jak powieść z serduszkiem?? ![]()
Podobne tematy
Egoizm, brak dojrzałości i odpowiedzialności.
Obydwoje bawicie się w życie mimo, że macie rodziny.
To nie jest miłość a dreszczyk, odskocznia od codzienności.
Gdyby łączyło was uczucie to bylibyście razem.
Jemu się się nudzi, Ty jesteś naiwna.
On się bawi, Ty się łudzisz i oszukujesz sama siebie.
Bawcie się dalej.
Nie przeczytałaś uważnie. Nie miałam rodziny jak to się zaczęło i wtedy również nie chciałam z nim być. Potem jego dziewczyna zaszła w ciążę. A odkąd mam własną rodzinę nie spotykamy się. Przez niezakończoną sprawę nie mogę zacząć " Żyć"
I prosiłam o pomoc a nie krytykę I ocenianie bo ja sama wiem jak to wygląda. gdybym nie była tego świadoma nie prosiłabym o porade.
Po jaką cholerę spotykałaś się z tym oszustem, gdy miał dziewczynę? A teraz przyjmujesz wiadomości? Zmień nr telefonu, zmień maila, usuń konto na fejsie i zapomnij o tym posuwniku. Całą uwagę skup na obecnym związku. Czas leczy rany i pozwala na odnalezienie się w obecnym związku.
Witaj Filipie:)
Problem tkwi w tym, że nie mogę się od niego odizolować bo mieszkamy w jednej małej miejscowości. Chcę się skupić na obecnym życiu ale nie udaje mi się. Moze jestem słaba.
Ja jestem taką właśnie partnerką zajętego faceta, który chciał się pobawić z Taką jak Ty. I powiem Ci z mojego punktu widzenia, jak chcecie się bawić w zdrady to powiedźcie swoim partnerom i nie będzie problemu i dylamatu ! bo też powinni wiedzieć, że będą oszukiwani. Może nawet pomogą podjąć Wam tak ciężką decyzję... na prawdę to jest aż wzbudzające politowanie jak straszne jest zrozumieć to, że jak nie kochasz swojego partnera to nie oszukuj go i odejdź będziesz wolna, będziesz mogła poświęcić się na bycie kochanką.
Głupia
jakbyś chciała się odizolować to można, co jesteście zamknięci w jednym pokoju? Więc nie pisz głupot bo zachowujesz się jakbyś miała lat 15. Dla chcącego nic trudnego.
Jesteś kolejną niedojrzałą emocjonalnie kobietą, jak nie kochasz obecnego partnera zostaw go, niech sobie chłopak życie ułoży z jakąś przyzwoitą kobietą.
8 2014-05-25 17:08:59 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2014-05-25 22:01:23)
Widze ze tworzy sie cos na ksztalt "a wulgaryzm wszystko do jednego wora", "na stos" itd. Nie pasuje autorko co masz? Zmien, zyjesz tylko raz
Wszyscy widzę tutaj jesteście bez wad. Prosisz ludzi o pomoc a tu sama krytyka. A na dodatek wypowiadają się tylko ludzie, którzy albo nie czytają co piszę albo nie potrafią czytać za zrozumieniem. NIE ZDRADZAM mojego partnera. NIE oszukuję go. Nie potrafię zapomnieć co było wcześniej. Nie odpowiadam na wiadomości, a jeśli już to odmownie. Jak mam odizolować się ( zapomnieć) Od kogoś kogo widzę każdego dnia na ulicy?? Do dupy są te wasze porady. Chociaż nawet ich tak nazwać nie można. Bawicie się w nauczycieli, że tylko oceniać potraficie??
Szkoda tylko, że nie wiem teraz jak pozbyć się tego profilu.
Życzę wszystkim powodzenia w rozwiązywaniu własnych problemów.
10 2014-05-26 11:23:58 Ostatnio edytowany przez assassin (2014-05-26 15:48:35)
Wszyscy widzę tutaj jesteście bez wad. Prosisz ludzi o pomoc a tu sama krytyka. A na dodatek wypowiadają się tylko ludzie, którzy albo nie czytają co piszę albo nie potrafią czytać za zrozumieniem. NIE ZDRADZAM mojego partnera. NIE oszukuję go. Nie potrafię zapomnieć co było wcześniej. Nie odpowiadam na wiadomości, a jeśli już to odmownie. Jak mam odizolować się ( zapomnieć) Od kogoś kogo widzę każdego dnia na ulicy?? Do dupy są te wasze porady. Chociaż nawet ich tak nazwać nie można. Bawicie się w nauczycieli, że tylko oceniać potraficie??
Szkoda tylko, że nie wiem teraz jak pozbyć się tego profilu.
Życzę wszystkim powodzenia w rozwiązywaniu własnych problemów.
Po pierwsze po co ten bulwers?
Piszesz, że nie zdradzasz... fizycznie z całą pewnością nie, ale jesteś gościem zafascynowana... Stąpasz po bardzo cienkim lodzie i im bardziej szarpiesz itd. tym bardziej myślisz o nim i odpływasz od męża. Nie ma złotego sposobu na zamordowanie uczuć, bo gdyby był to nie byłoby na tym forum tylu dramatycznych wątków.
I jeszcze jedno, straszliwie wyidealizowałaś powód swoich rozterek, dlatego tak ciężko pozbyć Ci się go z głowy/serca...
Jak tak bardzo chcesz aby on Cie nie nękał sms, propozycjami spotkań, bo ty biedna chcesz sie odciac - poinformuj go ze powiesz o wszystkim jego partnerce. Odcięcie jego gwarantowane , albo znajdzie sobie inny obiekt do nękania.
Zdradzać mentalnie tu już przeginacie nie jej wina że występuje u niej reakcja behawioralna na widok kogoś kogo kiedyś kochała. Ludzie nie są maszynami człowiek jest taką istotą że podświadomie darzy do zamazywania przykrych wspomnieć a przeżywania przyjemności.
Popełniłaś kilka bardzo poważnych błędów w swym życiu i teraz zbierasz żniwo. Nie wchodzi się w żadne romanse z zajętymi facetami, nie wiąże się z osobą, podczas gdy swe uczucia skierowane są w stronę innego. Poza tym, nie zastanawiało Cię, dlaczego Twój luby zdecydował się na dziecko z inną kobietą??, dlaczego i Ty zdecydowałaś się również na podobny etap swego życia?? i to jeszcze z człowiekiem, którego nie jesteś w stanie pokochać ??!!?? Pomijając już to niedojrzałe zachowanie, które w żaden sposób sensownie nie da się wyjaśnić, przynajmniej ja tego nie umiem, widzę tu jednak jedno logiczne rozwiązane tej bardzo dziwnej sytuacji. Skoro Tobie jest tak trudno zakończyć tą znajomość, niech to zrobi za Ciebie Twój obiekt westchnień, a zarazem zródło problemu. Spotkaj się z nim i przedstaw mu swoje stanowisko, powiedz mu, że go kochasz, że już tak dalej nie wytrzymasz i chcesz być razem z nim i zamierzasz o wszystkim powiedzieć swojemu i jego partnerce. Jak podejrzewam facet dostanie takiego przyspieszenia jakiego jeszcze nie widziałaś i to on będzie Cię unikał jak ognia, a jak przystanie na tą opcję, to nie ma co rujnować dalej życie swym partnerom, powiedzieć im o tym i zacząć nowe życie.
Głupia09, ( myślę że jesteś dośc krytyczna wobec siebie wybierając ten nick).
Jeżeli wysyła Ci sms z propozycją spotkań - przęslij je jego dziewczynie...masz spokój zagwarantowany na wieki wieków.
Facet nawet na Ciebie nie spojrzy.
Nawet wystarczy że go postraszysz.
Wobec obecnego faceta możesz być szczera - nie zdradzasz go, wieć może się dowiedzieć o poprzedniku.
Chyba nie będzie o to zazdrosny.
Jeżeli wysyła Ci sms z propozycją spotkań - przęslij je jego dziewczynie...masz spokój zagwarantowany na wieki wieków.
Facet nawet na Ciebie nie spojrzy.
Nawet wystarczy że go postraszysz.Wobec obecnego faceta możesz być szczera - nie zdradzasz go, wieć może się dowiedzieć o poprzedniku.
Chyba nie będzie o to zazdrosny.
Jeżeli autorka tematu pomimo swej bezsilności, ale mimo to chce zakończyć tą znajomość, to nie sądzę by takie rozwiązanie było odpowiednie. Co w przypadku, kiedy tamta kobieta dowiadując się co wyczynia jej facet, wyrzuci go ze swojego życia??? myślę że wówczas nie będzie już żadnych szans na definitywne zakończenie tej farsy i co najgorsze może to doprowadzić do rozpadu dwóch związków, a nie zapominajmy, że zarówno z jednej, jak i z drugiej strony jest dziecko, a i jeden ze związków przynajmniej na chwilę obecną, jeżeli autorka wątku wyciągnie właściwe wnioski, a wszystko ku temu się sprowadza, to Jej związek ma rację bytu.
Nie chce rujnować mu życia. Może nie tyle jemu co jego rodzinie. A mój Mąż wie o nim. Jestem z nim szczera. A i jeszcze kwestia groźby. Nie potrafię tego zrobić. Nie zagroziłabym największemu wrogowi. Z jednej strony rozumiem sceptyczne nastawienie do mojej osoby bo zapewne nikt z Was w takiej bądź podobnej sytuacji się nie znalazł. Może powinnam wspomnieć, że miałam 18 lat gdy Go poznałam. To też nie jest tak, że nic do męża nie czuję bo doceniam to że akceptuje mnie i moją przeszłość, stara się zmienić przyszłość. Zależy mi na obecnym związku dlatego chcę zapomnieć o poprzednim( o ile można go nazwać związkiem). I zaznaczam jeszcze raz nie chcę zostawiać męża tylko zapomnieć o pomyłce z przeszłości.
Nie chce rujnować mu życia. Może nie tyle jemu co jego rodzinie. A mój Mąż wie o nim. Jestem z nim szczera. A i jeszcze kwestia groźby. Nie potrafię tego zrobić. Nie zagroziłabym największemu wrogowi. Z jednej strony rozumiem sceptyczne nastawienie do mojej osoby bo zapewne nikt z Was w takiej bądź podobnej sytuacji się nie znalazł. Może powinnam wspomnieć, że miałam 18 lat gdy Go poznałam. To też nie jest tak, że nic do męża nie czuję bo doceniam to że akceptuje mnie i moją przeszłość, stara się zmienić przyszłość. Zależy mi na obecnym związku dlatego chcę zapomnieć o poprzednim( o ile można go nazwać związkiem). I zaznaczam jeszcze raz nie chcę zostawiać męża tylko zapomnieć o pomyłce z przeszłości.
Wnioskując z tego co piszesz masz obecnie 24 lata, a ja mam wrażenie, że Twój czas zatrzymał się na wieku co najmniej 10 lat młodszym. Tu nie chodzi o żadne grozby, bo one nimi mogły by być, gdybyś faktycznie chciała to zrobić, a cel jest zupełnie inny i ma spowodować, aby ten facet dał Ci spokój, co w konsekwencji da Ci możliwość by o nim zapomnieć. Raz piszesz, że męża nie jesteś w stanie obdarzyć uczuciem, teraz piszesz, że to nie jest tak, a w następnym poście może okaże się że go kochasz, toż to istna paranoja się tworzy. Nie powinnaś mieć również żadnych awersji za podejście ludzi do tej sytuacji, która po powyższym poście staje się prawdę mówiąc anormalna. Zdaj sobie sprawę, że sytuacja w jakiej się znajdujesz nie zakończy się przytuleniem, pożyczeniem sobie wszystkiego dobrego i rozejściem się każdy w swoją stronę. Niby coś chcesz, a tak na prawdę szukasz pretekstu żeby nic nie robić. Już nie pytam nawet co na to wszystko Twój małżonek, w tym momencie dochodzę do wniosku, że nie ma najmniejszego sensu się produkować, bo i tak to żadnego skutku nie przyniesie, może ktoś inny znajdzie jakiś złoty środek, ja pasuje.
Tak czytałam czytałam i aż się wkurw..lam tym co ci "nieskazitelni" piszą.
Na tym forum kipi jadem od tych co coś tam przeszli (do tego samozwańczy znawcy psychologii, uczuć i emocji).
Swojego czasu pomogło mi użalanie się tutaj - ale chyba tylko jako zabijacz czasu. No i może nie czułam się tak samotnie z tym wszystkim. Czy zastosowałam się do jakiejś rady? Hmmm chyba nie. Twoje decyzje tkwia w tobie, i prawda jest taka, że niezależnie jakie rady będą nam dawać, każdy i tak zrobi po swojemu.
Do rzeczy.
Emocje są i maja to do siebie, że nad nimi nie panujemy. Nie mamy wpływu na to kiedy się tworzą, jak ani w stosunku do kogo. Był zajęty? Więc on ponosił pełną odpowiedzialność. Ty nie byłaś odpowiedzialna za to, że miał dziewczynę. Ani, że ją zdradzał. On był zobowiązany wobec niej. Nie Ty. Ty conajwyżej mogłaś iść za głosem babskiej solidarności. Ale nie było to twoim obowiązkiem.
No i co. Zakochała się i co? To zbrodnia? Gdy zrobiło sie poważniej próbowała sobie jakoś życie ułożyć (nie rujnując przy tym jego rodziny) - a co miała robić? Siedzieć w kącie i płakać? Szukała szczęścia, znalazła kogoś kto był dla niej dobry - może chciała sprobować dać szansę jemu i sobie, im? Pogubiła się, ale chciała dobrze. Każdy szuka swojego miejsca na ziemii.
Nie lubię zdrad. Rzekłabym, że to najgorsze skur..syństwo jakie można zrobic drugiej osobie. Ale kto zdradzał? Ona? Nie. Dlatego totalnie zbulwersowało mnie to moralizatorstwo.
Nie, nie dam Ci żadnej rady. Ale nie potępiam Cię. Nie jesteś perfidna. Po prostu szukasz szczęścia. I obys je w końcu znalazła, najlepiej nie krzywdząc innych osób.
Tak czytałam czytałam i aż się wkurw..lam tym co ci "nieskazitelni" piszą.
Na tym forum kipi jadem od tych co coś tam przeszli (do tego samozwańczy znawcy psychologii, uczuć i emocji).
Swojego czasu pomogło mi użalanie się tutaj - ale chyba tylko jako zabijacz czasu. No i może nie czułam się tak samotnie z tym wszystkim. Czy zastosowałam się do jakiejś rady? Hmmm chyba nie. Twoje decyzje tkwia w tobie, i prawda jest taka, że niezależnie jakie rady będą nam dawać, każdy i tak zrobi po swojemu.Do rzeczy.
Emocje są i maja to do siebie, że nad nimi nie panujemy. Nie mamy wpływu na to kiedy się tworzą, jak ani w stosunku do kogo. Był zajęty? Więc on ponosił pełną odpowiedzialność. Ty nie byłaś odpowiedzialna za to, że miał dziewczynę. Ani, że ją zdradzał. On był zobowiązany wobec niej. Nie Ty. Ty conajwyżej mogłaś iść za głosem babskiej solidarności. Ale nie było to twoim obowiązkiem.
No i co. Zakochała się i co? To zbrodnia? Gdy zrobiło sie poważniej próbowała sobie jakoś życie ułożyć (nie rujnując przy tym jego rodziny) - a co miała robić? Siedzieć w kącie i płakać? Szukała szczęścia, znalazła kogoś kto był dla niej dobry - może chciała sprobować dać szansę jemu i sobie, im? Pogubiła się, ale chciała dobrze. Każdy szuka swojego miejsca na ziemii.
Nie lubię zdrad. Rzekłabym, że to najgorsze skur..syństwo jakie można zrobic drugiej osobie. Ale kto zdradzał? Ona? Nie. Dlatego totalnie zbulwersowało mnie to moralizatorstwo.
Nie, nie dam Ci żadnej rady. Ale nie potępiam Cię. Nie jesteś perfidna. Po prostu szukasz szczęścia. I obys je w końcu znalazła, najlepiej nie krzywdząc innych osób.
Podpisuję się pod tym obiema rękami.
Przeszłam podobną do twojej historię.
Zakochałam się w żonatym mężczyźnie, długo prowadziłam wewnętrzną walkę z sobą, aby nie rozbijać cudzej rodziny. Rozstałam się z narzeczonym, bo przecież pragnęłam innego.
Dzisiaj jestem z nim.
Jestem szczęśliwa, mimo że problemów z jego jeszcze żoną nie brakuje.
Życzę powodzenia.
A ja ci odpowiem, jak wygląda to ze strony Twojego męża i żony tamtego osobnika. Ja byłam właśnie tą "niezdradzaną "żoną. Dla mnie osobiście, dużo gorszą i boleśniejszą jest zdrada psychiczna. Fizyczną, która zdarzyła się dwa razy, dawno darowałam (mimo, że z tego urodziła się mojemu mężowi córka), zapomniałam i nie chciałam do tego wracać. Ale, mimo, że tamta "pani" nigdy nie była oszukiwana, że mnie dla niej zostawi, mimo tego, że faktycznie to zrobił, mimo jej telefonów do mnie z prośbą o kontakt z nim, mam ich obydwoje głęboko gdzieś. A to właśnie przez świadomość zdrady psychicznej. Nigdy nikt nie wybaczy zdrady zaufania .
Ja też byłam zakochana w żonatym mężczyźnie. Trwało bardzo długo, zanim doszłam po tej miłości do siebie, ale przez myśl mi nie przeszło zrujnować życie innej kobiecie i ich dziecku. Mimo jego nalegań, nigdy z nim się więcej nie kontaktowałam, czasami się spotykaliśmy na różnych imprezach. Ale nawet wtedy go unikałam, bo wiedziałam, jak bardzo mu zależy, a ja go naprawdę kochałam i po prostu się bałam, że ulegnę. To trudne i boli, ale się da.
I uważaj na to, co robisz. Mówisz, że mąż wie. Myślisz, że go to nie boli ? Zastanów się, co byś ty czuła, gdyby sytuacja się odwróciła i on miał ten dylemat, a następnie poinformował cię o swoich rozterkach. Byłoby ok ? Ufałabyś mu ?
Po niektórych wzniosłych wywodach, biorąc je do serca należało by obchodzić związki małżeńskie szerokim łukiem, a kobiety traktować z przymrużeniem oka i nie nastawiać się z góry na żadne poważne związki, mając świadomość, że nie są w stanie zapanować nad swoimi emocjami, uczuciami, obdarowując nimi każdego komu im się w danej chwili akurat spodoba. Na szczęście nie wszyscy obdarzając kogoś platonicznym uczuciem, (co oczywiście może się zdarzyć, ale nie rodzi się to za dotknięciem czarodziejskiej różdzki, więc można i temu zapobiec) i nie lgną do nikogo jak mucha do koopy, zachowując zdrowy rozsądek, mając przy tym świadomość konsekwencji z tym związanych. A takie obdarowywanie swymi uczuciami kogo popadnie, nie zważając w ogóle na sytuacje uważam za niedojrzałe i bezmyślne.