W tym roku mija 6 lat naszego związku? od zawsze sądziła, że jest to ten na którego tyle czasu czekałam. Na początku wydaje mi się, że to ja nawet bardziej kochałam. Nawet zdawałam sobie z tego sprawę, ale nie chciałam go stracić. Przyjaciółka dopiero po 1,5 roku naszego bycia razem powiedziała mi ?Sylwia jak on Cię kocha teraz dopiero widać jak bardzo on Cię kocha? Po jakiś 3 latach zaczęłam wspominać o zaręczynach, często sobie żartowałam na ten temat? noooo i stało się oświadczył się po 4 latach związku. Teraz to już prawie 6 lat a ślub za parę tygodni? suknia zamówiona, sala jest orkiestra?tylko zaproszenia zostały a ja mam chyba wątpliwości?
Od 3 lat pracuje w tej samej firmie?cały zespół młody, ludzie bardzo fajni? jednak nikogo nie pamiętam z pierwszego dnia pracy?nikogo prócz jego. Nawet nie wiem czemu nie zrobił na mnie żadnego dużego wrażenia po prostu pamiętam jak nowa koleżanka powiedziała ?Marcin kierownik hali?. Zawsze ze wszystkimi facetami się dobrze dogadywałam nigdy nie miałam problemu z rozmowami bo jestem raczej otwartą i wygadaną osobą?ale każdy był inny niż Marcin, jak dla mnie po prostu ideał faceta uprzejmy, dobrze wychowany, nienawidzi plotek i każdy w firmie go lubi pomimo, iż nie angażuje się w spotkania piwne firmy, i maaa uwodzicielskie spojrzenie?.
Pracuje na sekretariacie gdzie atmosfera ogólnie grobowa, zostałam oddelegowana na zastępstwo do Marcina na rok? poznaliśmy się lepiej nie mogłam lepiej trafić miejsce relax a jednak się pracuje?. Facet starszy ode mnie o 12 lat heh a wygląda na jakieś 10 mniej co więcej jego zachowanie też jest jak 25 latka? Dobrze nam się pracowało i tyle? ja z czasem zaczęłam go bardzo lubić, zaczęło mi zależeć na tym aby z nim przebywać uwielbiałam z nim rozmawiać. Jednak ja byłam zaręczona a on dopiero co się ożenił?.
Po roku wróciłam na stare śmieci, sekretariat. Zaczęliśmy z Marcinem gadać na gg nie za dużo ale czasem. No i pewnego razu pogniewał się nie będę opisywała całej historii ale ja wykonałam tel. do niego w spr. służbowych po godzinach pracy a żona zrobiła mu awanturę. Zaczął mnie ignorować jak mnie widział wpadał we wściekłość i wychodził a ja nie mogłam tego znieść. Nagle poczułam, jak bardzo mi zależy na kontakcie z nim? przepraszałam go z 10 razy pomimo, iż nic nie zrobiłam no i zaczęło się zaczęliśmy pisać ze sobą więcej i więcej a potem to już non stop. Warto zaznaczyć, że jego żona jest okropną zołzą pracowała u nas w firmie i ludzie ogólnie o niej dobrego zdania nie mają do dziś wszyscy twierdzą, że oni do siebie nie pasują i , że on jest biedny z nią?.starają się o dziecko jednak, że ona jest już dobrze po 30-tce to im nie wychodzi?
Nasze rozmowy rozwijały się zaczęliśmy zerkać na siebie ukradkiem nagle nie musiałam ukrywać się z tym, że Marcin ma to coś co mnie pociąga z tygodnia na tydzień było coraz gorzej? głowa wypełniona jego osobą rozmowy na korytarzu? to jak na mnie patrzył a czasem nie odrywał ode mnie wzroku to co pisał na gg ? no i się zaczęło teraz od dwóch miesięcy można nazwać to romansem? On tak dobrze ułożony, którego nigdy nikt o nic takiego by nie podejrzewał dzisiaj powiedział, że życie jest pełne niespodzianek, że myślał, że się wyszalał, że to ta jedyna a tu nagle pojawiłam się ja? pytał mnie czy nie zastanawiałam się co by było gdybyśmy poznali się przed jego ślubem? heh oczywiście, że się zastanawiałam tym bardziej, że teraz bardziej myślę o Marcinie niż o narzeczonym. Już nie potrzebuje, żeby narzeczony do mnie dzwonił czasem nawet może wcale nie dzwonić. Nie tęsknie za nim tak jak kiedyś czasem nawet myślę sobie, że fajnie jak nie przyjeżdża jakiegoś dnia? widzę w nim więcej wad niż kiedyś. Kupiliśmy wspólne mieszkanie wyposażyliśmy je do połowy? otworzyliśmy wspólny sklep?jest tyle rzeczy, które nas łączą? a ja teraz uwielbiam chodzić do pracy? tylko czekam kiedy będę mogła zostać z Marcinem sam na sam kiedy będę mogła poczuć jego smak jego zapach i dotyk? Sytuacja jest beznadziejna dziś rozmawialiśmy o tym szczerze oboje wiemy, że jest to sytuacja bez wyjścia i beznadziejna, chcielibyśmy to przerwać jednak kiedy go widzę nie potrafię? jemu chyba tez nie jest łatwo co po nim widać. Żona zaczęła coś podejrzewać a on nie potrafi przestać o mnie myśleć z resztą jak tylko mnie zobaczyła to się uprzedziła ze względu na to, że jestem podobno ?bardzo ładna??Z Marcinem rozumiemy się bez słów często uprzedzam go w tym co chce powiedzieć, jego miny i humory znam na pamięć?
Ale niedługo biorę ślub?potem będzie dziecko, którego bardzo pragnęłam a teraz jak pomyślę, że dziecko zakończy wszystko to wcale nie potrzebuje być matką?.jeszcze nie teraz. Wydaje mi się, że ma duże wątpliwości ale już jest chyba za późno?. Nie mam odwagi? pyzatym nie wiem czy już nie kocham narzeczonego?. W końcu to tyle lat nigdy nie wiedziałam, że spotka mnie coś takiego. Życie jest pełne niespodzianek i nie jest wcale łatwe, jak to Marcin powiedział ?nigdy nie wiesz czy podejmujesz dobra decyzję ja teraz wiem, że to na Ciebie miałem czekać, ale jest już po?? Marcin się nie rozwiedzie jest rozsądny staramy się minimalizować to wszystko?nie możemy się spotykać po pracy bo on zaraz wraca do domu bo tamta wariuje (ona nie pracuje jest prawnikiem)? A ja chciałam szczęśliwie założyć rodzinę przecież byłam taka szczęśliwa? nie mogłam doczekać się tego ślubu a od pół roku jakby mam na to wszystko coraz mniejsza chęć? czemu życie układa się tak dziwnie.. mam mętlik w głowie? ? nie chce nikogo ranić a to robię ;( a co najgorsze ranię samą siebie robię wszystko wbrew swoim zasadom?
Podobne tematy
2 2010-05-20 22:37:35 Ostatnio edytowany przez co_robic? (2010-05-20 22:37:59)
i wiecie co najgorsze jest to, ze ja gorzej przezywam myśl o końcu z Marcinem niż odwołaniu ślubu ...
Nie jesteś pewna na 100%, że chcesz wziąć ślub - to go nie bierz!!! W żadnym wypadku. Po ślubie będzie tylko gorzej, wiem to z własnego doświadczenia. Będzie wstyd, pół rodziny się do Ciebie przestanie odzywać, narzeczony będzie cierpiał - ale to Twoje życie, nie żyjesz za innych, tylko za siebie i przetrwasz to. Ślub to niezwykle poważna decyzja, zobowązanie na całe życie, a rozwieść się, wierz mi, wcale nie jest łatwo (wiem z doświadczenia). Piszesz, że nie masz odwagi. A kto ma mieć?? Weź życie w swoje ręce i się na nią zdobądź. Dla mnie osobiście decyzja o rozwodzie była najodważniejszą decycją w życiu i dziś, z perspektywy czasu - bardzo się za nią cenię.
Jeszcze jedno odnośnie ślubu: bierze się go, kiedy się kogoś kocha, to musi być uczciwa decyzja, czysty akt woli. U mnie np. było bez przekonania z każdej strony (on nie chciał wcale, podobała mu się inna - on miał tak trochę ja Ty, a ja trochę to widziałam, trochę nie, bałam się odwołać, bo sukienka kupiona, sala zapłacona, wszyscy zaproszeni), a w efekcie po dwóch niecałych latach się rypło.
A co do Marcina. On jest żonaty. To wystarczy, żebyś nie pchała się tam, gdzie nie powinnaś. Co z tego, że zona zołza i się z nią pracować nie da? Jak ma z nią problem, to niech go rozwiąże sam, Ty nie jesteś do tego potrzebna. Poza tym, jeśli kiedykolwiek miałby od niej odejść, to dla waszego dobra niech to nie będzie przez Ciebie.
Z tego co piszesz, to to, co Cię z nim łączy, to nie jest głębsze uczucie - bez urazy. Ja tu widzę zauroczenie, takie ślepe, sporo chemii (ach te dotyki, smaki...
), ale żadnej głębi. Dla płycizn nie warto niszczyć życia sobie i innym (mam na myśli żonę głównie). Czy warto to ciągnąć? Z perspektywy - nie. Po co? A że boli? Jak odstawiasz narkotyk (bo przecież jest Ci dobrze, przeżywasz rozterki, emocjonalne wzloty itp.), to też boli, a wychodzi na zdrowie przecież.
Wydaje mi się, że nie powinnaś brać ślubu, nie jesteś na to gotowa. Zwiążesz się z mężczyzną, a pragniesz być z innym. Oszukujesz swojego narzeczonego, on ciebie kocha, chce byś była matką jego dziecka, chce być z Tobą szczęśliwy, mieć kochającą żonę...a ty latasz w tym samym czasie za żonatym facetem... na kłamstwie, oszustwie i zdradzie chcesz budować rodzinę, dom?
Musisz przemyśleć wszystko jeszcze raz...tu już nie chodzi tylko o ciebie.
masz wątpiwości?
Według mnie to nie masz się nad czym zastanawiac.Nie bierz ślubu.
Nie jesteś pewna na 100%, że chcesz wziąć ślub - to go nie bierz!!! W żadnym wypadku. Po ślubie będzie tylko gorzej,
Też tak uważam. Po założeniu obrączki na palec nic się nie zmieni, dalej będziesz tęsknić i myśleć o tym co było lub co mogłoby być gdyby....
A sprawy Marcina zostaw jemu, niech sam się z nimi upora. Uważam jednak, że jeśli nie ma odwagi odejść od żony to niech nie zawraca ci głowy. Robi ci nadzieję (?) a Ty masz przez to poważny dylemat.
Czytając Twojego posta to tak jak bym czytała swoje życie. Jestem po ślubie rok, lecz dokladnie co Tobie mnie przydarzylo sie w tamtym roku. Bylam z chlopakiem 7 lat w maju slub a ja poznalam mężczyzne mojego zycia w lutym. Zakochałam sie po uszy(on jest i byl juz zonaty) niemusze pisac jak bardzo czekalam na kazde spotkanie znim, tak jak Tobie nie brakowalo mi spotkan z narzeczonym i bardziej balam sie rozstania z Nim niz odwolania ślubu,ale u mnie bylo juz za pozno. Do tej pory mamy tzw romans, choc juz tyle razy konczylismy i on i ja, bylo tyle płaczu ze....az strach o tym myslec.
kochana ze swojego dośwadczenia powiem Ci i wiem, ze to moze zabolec i będzie bardzo trudne ale UCIEKAJ! Uciekaj od tego mężczyzny i niemarnuj sobie zycia z zonatym facetem. Jeszcze nie jest za pożno, ja myslalam ze kontrololuje sytuacje, ze dam rade przestac, ale zakochalam sie jak nigdy. Nigdy tak nie kochalam i nie bede kochac. Mialam ulozyc sobie zycie z moim mezem, mialo byc cudownie, mialam sie cieszyc z kazdego dnia a co sie stalo? moj kazdy dzien byl przepelniony myslami o tamtym. Jego obietnice o tym, ze wspolnie ulozymy sobie zycie a to go... prawda.
Proszę Cię zakończ ten romans, będziesz tyko płakac w poduszke, zobaczysz! staniesz sie inna kobietą, smutną z podpuchniętymi oczami i szarą buzią. Niepakuj się w to bagno.
Wejdz sobie na forum "byłam kochanką-odeszłam" Poczytaj, zastanów sie. Ja naprawde mowie Ci nie warto!!! nie niszcz sobie życia od razu na starcie tak jak ja to zrobiłam. Ja do tej pory nie umiem zakonczyc definitywnie tego związku, choc zostały praktycznie tylko rozmowy przez tel ale i one mnie uzaleznily. Postaraj sie zapomnij o nim i wiem , ze to cholernie trudne ale dla Ciebie jeszcze nie jest za pozno!
8 2010-05-24 19:12:03 Ostatnio edytowany przez co_robic? (2010-05-24 19:39:45)
Tylko, że oderwanie się od Marcina nie jest takie proste... co dzień widujemy się w pracy. Nawet zauważyłam, że od pewnego czasu na mój widok po prostu promienieje... od zawsze miałam wrażenie, że z Marcinem lepiej się rozumie niż z narzeczonym, mamy podobne zdanie na wiele tematów. Podoba mi się to jak bardzo on jest kulturalny w stosunku do innych tak samo jak ja, też zawsze staram się być grzeczna i ułożona.. a mój narzeczony chciałby taki być ale często widzę, że jest to sztuczne ... nawet czasem mu to pasuje ale wiem, że aż taka grzeczność to nie w jego stylu.. A ja chyba z wiekiem zaczęłam zwracać uwagę na wartości, na które kiedyś nawet nie patrzyłam.
W piątek nie byłam w pracy ale spotkaliśmy się przypadkiem na mieście, wracał d domu z pracy.... zaraz potem zadzwonił powiedzieć, że to wcale nie dobrze, że się widzieliśmy bo teraz nie będzie mu łatwo...
Szczerze mam wrażenie, że jemu też nie jest łatwo... że po prostu wpadł bo wydawało mu się, że to już "ta jedyna" a potem się nie układało i jeszcze to, że od ponad dwóch lat starają się o dziecko i nic... Dziewczyn kontroluje każdy jego ruch...jak dzwoni do pracy to musi wypytać co on teraz robi... jakie dokumenty wypełnia a po co to robi a ile czasu heh jak razem pracowaliśmy to mnie samą te pytania doprowadzały do szału jak tak można kontrolować druga osobę...?
Nigdy go o to nie zapytałam, ale czasem zastanawiam się czemu on ją wybrał tak bardzo do siebie nie pasują to nie tylko moje zdanie... cała firma się nad tym głowi ... czasem myślałam, że może chodzi o kasę, bo jej rodzice są bardzo zamożni a i ona sama kończy aplikację, ale to nie w jego stylu...
A ja chyba z wiekiem zaczęłam zwracać uwagę na wartości, na które kiedyś nawet nie patrzyłam.
To ciekawe, ile będziesz mieć lat, kiedy zaczniesz zwracać uwagę na takie wartości jak wierność czy po prostu nierozwalanie cudzego małżeństwa?
Przykro mi, że tak ostro Cię traktuję, ale zastanów się, do czego to doprowadzi? To że zaczęłaś na innych facetów poza narzeczonym patrzeć jak na potencjalnych kochanków to znak, że absolutnie nie powinnaś za niego wychodzić. Zniszczysz mu życie, budując małżeństwo na kłamstwie, a przy okazji przysięga przed ołtarzem pewnie i tak nie będzie ważna. To po co to robić?
Może po prostu daj sobie spokój z tym Marcinem. Wiem, że to nie będzie łatwe, a i pewnie trochę zaboli, ale lepiej żebyś teraz poszukała kogoś, kto Cię zafascynuje i będzie do Ciebie podobny (te same wartości, zachowania, charakter), ale będzie wolny!
Edit: a może wybrał ją, bo ją kochał? A może jest zmęczony tym staraniem się o dziecko (żal mi ich, naprawdę, Tobie też powinno, jeszcze nie wiesz, jak to jest, kiedy bardzo chce się mieć dziecko ale nie wychodzi)? Tylko w takim stanie łatwo o życiową pomyłkę, łatwo o zdradę, chwilę zapomnienia - ale nie ma to wiele wspólnego z miłością do innej, ale z potrzebą "złapania oddechu", z potrzebą chwili wytchnienia. A że ona go kontroluje? A może zna go lepiej niż Ty? Może się domyśla, że coś jest nie tak? A może on zawsze taki był, że latał za innymi i z jej strony to profilaktyka?
Heh wiem najgorsze jest to, że ja to wszystko wiem
. Nie chciałabym być na jej miejscu i nie chciałabym być oszukiwana i wiem co znaczy starać się o dziecko może nie z własnego doświadczenia, ale wiem... Przez 6 lat nic podobnego mi się nie przytrafiło tępiłam takie kobiety jak ja, to ja zawsze umoralniałam koleżanki tylko to nie jest tak, że ja zaczęłam zwracać uwagę na innych facetów, dopóki nie poznałam Marcina nic takiego mi się nie przytrafiało. I szczerze nie chciałabym mieć romansu ... ale już go chyba mam cooo prawda to nie tak, że w każdej możliwej chwili dopadamy się do siebie i nie możemy się odessać... dużo piszemy na gadu on powoli się otwiera bo należy raczej do osób, które nie mówią wiele o sobie, gadamy ze sobą w drodze do pracy aaaa pocałunki... pocałunki też się zdarzają, ale nie często czasem raz czasem cztery w tygodniu... Ja naprawdę nie czuje się z tym wszystkim dobrze, czuje jakbym była między młotem a kowadłem. Tutaj mieszkanie i wiele zakupionych do mieszkania wspólnych sprzętów, bardzo fajni teściowie, którzy chwalą mnie pod niebosa
... a z drugiej strony ta niepewność strach, że to uczucie zanika nie wiem może to jakiś szok prze ślubem przed zmianami tak drastycznymi... przecież sama kiedyś chce mieć dziecko i nie chce go krzywdzić i jeżeli wyjdę za mąż to niestety ale skończy się wszystko definitywnie nie mogę dopuścić do tego żeby krzywdzić jeszcze kogoś... poza tym co pocałuje Marcina mając małą istotkę w brzuchu ... heh on sam by nie był do tego zdolny.
Nie bierz ślubu, twój narzeczony zasługuje na lepszą żonę...a ty dalej biegaj za żonatym facetem, a jak się ockniesz zrozumiesz co zrobiłaś. Kochanek kopnie cie w d... jak się żona dowie, a pewnie się dowie sama mówisz że jest sprytna ...a były narzeczony będzie się cieszył że nie zmarnował sobie z tobą życia...
Alexytymia nie mozesz pisac "a ty dalej biegaj za zonatym facetem" bo z tego co pisze "co-robic?" to nie jest tak, ze ona za nim biega...zdarzylo sie tak, ze ich drogi zyciowe sie skrzyzowaly, polubili sie a potem zakochali...takie rzeczy dzieja sie codziennie i nie mamy na nie wplywu. Jesli dwoje ludzi spedza ze soba duzo czasu w pracy, duzo rozmawia i swietnie sie rozumie to od tego juz jest cienka granica....przeciez nie bedziesz unikac kontaktow z mezczyznami z pracy z obawy, ze sie zakochasz....
"Co_robic" jest naprawde w bardzo ciezkiej sytuacji i nie zyczylabym tego najwiekszemu wrogowi...Emocje to jest cos nad czym nie jest latwo zapanowac, jesli kiedykolwiek bylas naprawde zakochana to wiesz o czym mowie...
"co_robic" niestety nie wiem co mam Ci doradzic ale pewne jest to, ze jezeli jego zona sie dowie to on zerwie z Toba wszelkie kontakty a Ty bedziesz w tej calej historii najbardziej poszkodowana, uwierz mi....
Ty i Marcin razem to raczej nierealne....zeby zostawic zone potrzeba naprawde duzo odwagi i to samo tyczy sie Ciebie w stosunku do Twojego narzeczonego....
Chcialabym Tobie jakos pomoc i jedyne co mi przychodzi do glowy to moze odlozyc slub....sprobuj tez przywolac w pamieci jak najlepsze momenty zwiazane z Twoim przyszlym mezem, jak sie poznaliscie, co Ci sie najbardziej w nim podobalo....itd.
Moze nie warto wszystkiego niszczyc z powodu zauroczenia tudziez zakochania, ktore i tak nie ma przyszlosci?Jesli jednak nie znajdujesz w swoim narzeczonym zadnych cech, ktore Ci sie podobaja to naprawde zastanow sie nad slubem...Czy macie juz wyznaczona date?
Pozdrawiam!!
Chcesz rozwalić to, co budowałaś tyle czasu, i to dla faceta, który jest żonaty i z którym nigdy nie będziesz tak naprawdę?
Ja bym nie ryzykowała. W końcu decyzję o ślubie podjęłaś, nie mając żadnych wątpliwości. A Marcin nie ma najmniejszego zamiaru rozstać się z żoną. Całe życie chcesz być tą drugą?
Ja spróbowałabym zmienić pracę, zakochać się w narzeczonym od nowa... A ślubu nie odwoływać, może po prostu przełożyć...
Nie bierz ślubu, twój narzeczony zasługuje na lepszą żonę...a ty dalej biegaj za żonatym facetem, a jak się ockniesz zrozumiesz co zrobiłaś. Kochanek kopnie cie w d... jak się żona dowie, a pewnie się dowie sama mówisz że jest sprytna ...a były narzeczony będzie się cieszył że nie zmarnował sobie z tobą życia...
eeeeeee szkoda sobie jezyka strzepic ,nie dotrze .........
autorce watku zadalabym pytanie ,ile czasu jeszcze potrzebuje zeby zaczac cenic takie wartosci jak,,dojrzalosc emocjonana,odpowiedzialnosc ,za siebie ,drugiego czlowieka ,za wlasne decyzje ,bo jak narazie to strasznie to czuc infantylizmem,te teksty,,zona do niego nie pasuje,nikt jej nie lubi ,staraja sie o dziecko a ona nie moze zajsc ,bo jest juz dobrze po 30tce to juz nawet grubianstwo ,delikatnie ujmujac,wiesz co los lubi platac figle ,autorko watku ,tez mozesz za lat kilka byc w tym samym polozeniu,
no i najwazniejsze ,najlepiej byloby zeby do tego slubu/twojego/ nie doszlo ,najlepiej dla twojego ,jeszcze narzeczonego ,bo ty tak czy siak dasz sobie rade ,acha ,jak na prace ,,na sekretariacie,,/hehe/,to masz specyficzny styl wypowiedzi ,ze nie wspomne o poprawnej polszczyznie,co ty tam ,,na tym sekretariacie ,,robisz ??ze z ciekawosci zapytam ,bo mam nadzieje ze pism nie redagujesz
Luiza, z Twoją polszczyzną też najlepiej nie jest, ale do sensu wypowiedzi przyczepić się nie mogę.
Biedny facet, narzeczona dorabia mu rogi przed ślubem, ale nie stać ją na przyznanie się, bo przecież by go rozczarowała, gdyby odwołała zaplanowany ślub...
A Marcin... Taki rozsądny i wie, co zrobić, żeby żona nie dowiedziała się, że puszcza się z panienką z sekretariatu...
Podobnie jak Luizę i mnie uderzyła Twoja opinia o żonie Marcina: "wszyscy twierdzą, że oni do siebie nie pasują i , że on jest biedny z nią?.starają się o dziecko jednak, że ona jest już dobrze po 30-tce to im nie wychodzi?". No pewnie nie pasują do siebie, jeśli ona jest normalną, kochającą kobietą a on puszczalskim padalcem. Bardzo biedny z nią musi być skoro starają się o dziecko. Faktycznie po 30-tce kobieta to stary rupieć i małżonek powinien ją wymienić na młodszą - "bardzo ładną" w dodatku.
Dziewczyno, bez obrazy, ale piszesz jak pusta laleczka, ślepa, naiwna i cholernie egoistyczna...
Ehhh chyba nie rozumiecie o co mi w tym wszystkim chodzi....
Otóż, w rzeczywistości chciałabym, żeby Marcinowi się ułożyło, żeby miał dziecko bo wiem jak wiele wysiłku kosztuje to ich oboje i sądzę, że może przez tą całą sytuację dochodzi między nimi do spięć. Nie w moim interesie jest oceniać czy oni do siebie pasują czy też nie, ponieważ to on ją sobie wybrał a ona jego. Natomiast w moim interesie jest, to że ta cała sytuacja nie jest normalna i chyba mnie przerosła... może brzmi to wszystko jak słowa pustej lalki, ale sądzę, że ocenianie stylu wypowiedzi na wolnym forum też nie jest na miejscu .... Nie mam zamiaru układać zdań jak do pism oficjalnych więc "luiza 37" daruj sobie swoje zgryźliwości i lepiej poćwicz pisownie z polskimi znakami.
Pisząc, że jest dobrze po 30-ce nie miałam na myśli tego, że jest stara tylko to, że jak na pierwsze dziecko to troszkę za późno stąd mogą wynikać te kłopoty...
Problem cały w tym, że jakbym mogła to bym rzuciła tą pracę, ale ... pracy nie znajduje się od tak sobie, zwłaszcza w Krakowie to nie jest takie proste... a czasu też cofnąć nie mogę...
"Margaryna" pytałaś o datę ślubu ... tak data jest ustalona ... lipiec a właściwie jego połowa...
Co_robić, nie poddałaś się brawo, jesteś, a teraz na spokojnie wczytaj się co piszą dziewczyny, są życzliwe i taka prawda w oczy jest bezcenna. Chcą ci pokazać, z boku jak wygląda twoja sytuacja, twoje rozterki ... chcą pokazać ci, że jak to bywa wśród osob zakochanych, że może zapomnialaś o bliskich, że twoje argumenty/uzasadnienia nie są głębokie...
Co_robić ... nie jest ci łatwo, namiętność bije się z rozsądkiem ... i łatwo ci nie będzie, tak już jest w życiu wystawia nas na próby abyśmy poznały siebie, daje nam szanse dojrzeć...
Dziewczyno to też twoja szansa... szukaj swojego szczescia masz do tego prawo, ale znajdz wartości, które są dla ciebie ważne... i traktuj innych, tak jak sama chciałabyś być traktowana.
Co_robić... wyjedz sama na pare dni, pomysl sobie spokojnie, pomysl czego pragniesz w zyciu, postaraj sie byc wobec siebie szczera, tak zupelnie szczera .... i najwazniejsze - nic nie musisz, jesli jestes nie gotowa na ważne decyzje w swoim życiu, przełóż je...
Dziewczyny, wiem że temat może się wydawać kontrowersyjny, ale dajcie sobie spokój ze złośliwością. Szczególnie luiza 37 - czepiasz się pisowni, a sama kaleczysz polszczyznę. Mniej jadu dziewczyny, więcej merytoryki.
A wracając do tematu - co robić?, co zrobisz? Po tym wszystkim, co tu przeczytałaś? Myślę, że dziewczyny przedstawiły Ci Twoją sytuację z odpowiedniej perspektywy. Większości kobiet jest się łatwiej postawić na miejscu zdradzanej żony niż kochanki, więc stąd zapewne jakieś nieżyczliwości. Tak czy inaczej - jestem ciekawa jak rozwiązesz tę sytuację.
Moim zdaniem , powinnaś po pierwsze - przestać ranić swojego narzeczonego !
Po drugie , zastanowić się czy na prawdę chcesz być całe życie 'tą drugą' .
Po trzecie , przestać niszczyć cudze małżeństwo !
Wsłuchaj się w to co podpowiada Ci serce .
Ponieważ nie chodzi już tylko o Ciebie.
A co jak po ślubie twój mąż dowie się co wyprawiałaś - przed ślubem ?!
"Emilia" na chwilę obecną nie wiem co zrobię ... muszę, chyba powoli przemyśleć to na spokojnie ... dużo mi dało to co tutaj przeczytałam dzięki dziewczyny
. Postaram się informować was na bieżąco jak sprawa wygląda. Ale nie możecie liczyć na to, że z dnia na dzień przestanę się zachwycać jego spojrzeniem czy zerwę zupełnie kontakt i odseparuje się od niego... Wydaje mi się, że będzie to możliwe, bo powoli zaczynam widzieć wady tego wszystkiego... Najgorzej jest wtedy kiedy przypominam sobie jak spontanicznie on reaguje na mnie albo to jak koleżanka mi ostatnio powiedziała "ten nasz Marcin od dłuższego czasu to jakiś smutny chodzi jakby go coś gryzło..." a on rzeczywiście jest taki od momentu kiedy powiedział mi, że nie wie czy nie chciałby cofnąć czasu o tyle żebyśmy mogli się wcześniej poznać ... i nie wie czy nie powinniśmy tego wszystkiego przerwać bo z nim jest coraz gorzej emocjonalnie ... że na początku wydawało się, że to wszystko będzie łatwe i nie myślał, że będą mu przychodziły do głowy takie rzeczy jak teraz.
Alee spokojnie dam rade a przynajmniej będę się starała
.
Doskonale rozumiem Cie i wiem w jakiej jestes sytuacji,bo bylam w identycznej. Nigdy nie spodziewałam sie po sobie romansu, nigdy nie zradzilam mojego narzeczonego a tu bach na poł roku przed ślubem zakochałam się w kims kto do tej pory jest miłością mojego zycia. W każdej opinii od dziewczyn jest wiele racji, ale ja doskonale wiem jak Ty sie czujesz. Jestes nim zauroczona, cieszysz sie jak małe dziecko na samą rozmowę z nim i zasypiasz z mysla o dniu jutrzejszy , bo on znow będzie. Będzie zafascynowany Tobą, będzie Cie adorował , ale pamiętaj do czasu. Jeśli zona sie dowie to wszystko sie skonczy, on sie wystraszy i ucieknie pozniej znow wroci jak w domu sytuacja usichnie, znów zacznie sie odzywac i mowic Ci , że życ bez Ciebie nie moze, będzie Ci wmawial jest z zona tylko dla Dzieci( w jegoprzypadku ich jeszcze nie ma) a Ty zakochana po uszy znow mu dasz szanse, znow uwierzysz, ze Wam się uda mimo tego wszystkiego, znów dostaniesz skrzydeł ale po jakims czasie ON kolejny raz Ci je podetnie. ZOstaniesz z bólem i płaczem, z podpuchnietymi oczami z myślami o cudownych wspolnie spędzonych chwilach ipytaniem dlaczego??? i tak w kółko. Naprawde wiem co pisze. Ja niestety nie umialam odejsc, nadal nie umiem, bo bardzo go kocham. Ograniczylam nasza znajomosc tylko do rozmow przez telefon, bo nie chce juz tak dalej. Cięzko bardzo i z calego serca żałuje, ze nie zgasiłam tego uczucia w fazie fascynacji. I nie mysl sobie, że nad wszystkim panujesz.
Prosze Cię zapomnij o tym, wiem ze to trudne,ale dasz rade. Jeśli naprawde chcesz byc szczęśliwa to "wróc" do swojego narzeczonego. I jeszcze coś żonaci faceci to najgorsi tchórze pamiętaj o tym!!!!
kochanie wspołczuje ci ale ja mam podobna historie tylko ze to moj narzyczony 2 miesiace przed naszym slubem powiedzial ze nie da rady a slub mial byc 12 czerwca 2010r a on mi to zrobil w kwietniu po wielkanocy 2 dni. tez orkiestra byla powiem ci tak jak odłozysz slub to juz go nie zrobicie bedzie niechęć a slub ma byc najpiekniejszym dniem a ty bedziesz myslec o tamtym. a pozatym jak myslisz odejdzie od zony, co on na to ze bierzesz slub?? nie daj sie zrobic kochanką bo stracisz szacunek dla samej siebie, ja uwazam ze ty i twoj narzyczony macie zwiazek przechodzony tak jak ja ze swoim ale widzisz moj Marek tez sie bal slubu i odłożył i aj straciłam zaufanie do niego nie ufam mu juz i nie ciesze sie jesli bedzie slub za rok to jzu nie bedzie to samo.
23 2010-05-26 20:59:51 Ostatnio edytowany przez co_robic? (2010-05-26 21:05:51)
Ehhh okropnie Ci współczuje ... aaale wiesz co, to strach nie ludzie często dziwnie reagują przed zmianami tym bardziej, że to zmiana na całe życie.
Co do Marcina to tak sobie czytam i myślę, że ja chyba wcale nie chce żeby on odchodził od żony... a wydaje mi się, że on by był do tego bardziej zdolny niż ja. Bo nawet jeżeli by mi powiedział, żebym nie brała ślubu, że on odchodzi to ja i tak bym nie zostawiła Narzeczonego... nie mogłabym patrzeć na to co mu robię i na to jak wielkie rozczarowanie go przeszywa... wiem wiem może teraz nie jestem ok względem niego, ale jak to mówią czego oczy nie widza temu sercu nie żal, przynajmniej wiem, że jak nie ma świadomości to nie cierpi... Szczerze to ja chyba nie potrafię zrezygnować ani z jednego ani z drugiego, w każdym z nich jest coś co mnie fascynuje. Przy Narzeczonym czuje się taka bezpieczna, wiem, że w każdej sytuacji stanął by w mojej obronie natomiast Marcina na tyle nie znam... nie wiem jak reaguje w codziennym życiu na niektóre sytuacje... wiem jak sobie radzi ze stresem w pracy, ale to nie to samo.
Dzisiaj wróciłam z przymiarki sukni ślubnej ... jest piękna
ale nie czułam już tego samego co kilka miesięcy temu kiedy ją założyłam pierwszy raz... kiedy nie było w mojej głowie Marcina.
A jak on reaguje na mój ślub? Nie rozmawiamy o tym, powiedział tylko, że go na nim nie będzie po co ma się męczyć... Ciekawa jestem co na to powiedzą znajomi z pracy, kiedy zobaczą, że go nie ma a wszyscy wiedzą tyle ile mogą, że bardzp dobrze się dogadujemy.
Mam wrazenie ze nie czytasz tego co pisze. Nie pozwol zeby najpiekniejszy dzien w Twoim zyciu stal sie dniem ktorego nie chcesz!!!!! doskonale wiem jak tojest przymierzajac suknie i w glowie miec nie narzeczonego ale innego faceta....powiem Ci cos. Moj ten drugo stal pod kosciolem jak ja bralam slub, dzieki Bogu nie widzialam go ale dowiedzialam sie od kolezanek na mom weselu. Nie zycze Ci tego. Nie pozwol zeby Ci serce pekło tak jak mi. Uciekaj od niego jesli chcesz byc szczesliwa.
ja i tak bym nie zostawiła Narzeczonego... nie mogłabym patrzeć na to co mu robię i na to jak wielkie rozczarowanie go przeszywa... wiem wiem może teraz nie jestem ok względem niego, ale jak to mówią czego oczy nie widza temu sercu nie żal, przynajmniej wiem, że jak nie ma świadomości to nie cierpi...
To ani nie jest logiczne, ani etyczne. On nie ma świadomości, ale to nie zmenia faktu, że Ty jesteś względem niego nieuczciwa. Chcesz budować małżeństwo na kłamstwie? Z tego na ile się orientuję, to fakt, iż wypowiadasz przysięgę małżeńską mając romans (to że nie było seksu nic nie znaczy w tym przypadku) z innym mężczyzną i nie zamierzasz tego przerywać (a nie czarujmy się, nie zamierzasz), co więcej, po zawarciu małzeństwa kontynuujesz romans - to wtedy przysięga jest świętokradcza, jest nieważna z punktu widzenia Prawa Kanonicznego. Więc po kiego chcesz zrobić coś, co i tak będzie bez sensu?
Za jakiś czas Twój przyszły mąż dowie się o wszystkim, więc może lepiej zaoszczędzić mu cierpień i odwołać ślub? To jedyna uczciwa rzecz, którą możesz zrobić. Ja na jego miejscu pewnie walczyłabym o stwierdzenie nieważności zawarcia sakramentu małżeństwa, a to jest bolesny i długi proces.
Szczerze to ja chyba nie potrafię zrezygnować ani z jednego ani z drugiego, w każdym z nich jest coś co mnie fascynuje.
A to już egoizm w czystej postaci i niedojrzałość. Dwie sroki za ogon byś chciała złapać, ale to się tak niestety moja droga nie da.
Ciekawa jestem co na to powiedzą znajomi z pracy, kiedy zobaczą, że go nie ma a wszyscy wiedzą tyle ile mogą, że bardzp dobrze się dogadujemy.
Snujesz tego typu scenariusze swojego ślubu? Co powiedzą koledzy z pracy? Może się domyślą? A może nie? U 16-latki taki tekst byłby na miejscu, ale u kobiety przed 30-stką? Dorosłej, dojrzałej i odpowiedzialnej?
myślę, że w twojej sprawie nic więcej nie dodam, niż to co napisała powyżej Emilia...może tylko tyle, że jak pewnego dnia dotrze do ciebie co robisz to nie będziesz potrafiła patrzeć na siebie w lustrze..zacznij podejmować decyzje jak kobieta, a nie jak 12-latka, bo nie tylko siebie skrzywdzisz, ale i tego, który niczym na twoją podłą zdradę nie zasłużył.
"Emilia" podczas składania przysięgi nie będzie żadnego romansu ... mam parę tygodni i mam zamiar do ślubu z tym skończyć. Moment założenia obrączki ma być krokiem w inne życie zatem to co teraz się dzieje musi zostać z tyłu. Wróciłam właśnie z pracy ... powiedziałam dziś Marcinowi, że tak być nie może. Nie będzie łatwo jeszcze wiele razy pewnie będę musiała wmówić to sobie i jemu ale muszę dać radę nie mogę oszukiwać najbliższej mi osoby... a mąż nią jest.
I nie będzie żadnego stania pod kościołem tak jak jest napisane kilka postów wyżej... Marcin nie pojawi się na ślubie dziś to zapowiedział. Zaplanował wyjazd na ten czas ...
W takim razie trzymam kciuki, żeby Ci się udało
.
Napisałaś "muszę dać radę, nie mogę oszukiwać najbliższej osoby" - trzymaj się tej myśli, kiedy będzie trudno, to doskonała motywacja. Cieszę się, że podjęłaś właściwą decyzję. Pozdrawiam
.
Trzymam za CIebie kciuki, ja tez tak wtedy postanowilam, ale nie dałam rady. Mam nadzieje, ze jestes silniejsza. Dzis zrobilabym inaczej... pozdrawiam.
Hej nie patrz na ludzi co oni powiedza..jezeli watpisz tzn.ze nie kochasz wystarczajaco mocno i jesli zdecydujesz sie na slub,moze okazac sie,ze szybko sie tez te malzenstwo zakonczy.Ja bylam z moim facetem 4lata,2miesiace przed slubem zaczelam watpic i takze ktos inny zawirowal mi w glowie..Postawilam na malzenstwo,z tamtym urwalam kontakt ale chcac nie chcac moje malzenstwo rozpadlo sie szybciej jak myslalam..Dlaczego zdodzilam sie na slub bo.."co ludzie powiedza wszystko gotowe itd"moje zycie po slubie obrocilo sie o 360st,byc moze dlatego,ze w nie watpilam..Dzis jestem w szczesliwym zwiazku i okazalo sie,ze ten...jest ten jedyny!teraz nie watpie w nasza pszyszlosc..Kiedys ktos powiedzial.."Jesli w czasie trwania zwiazku pokochalas innego..znaczy to,ze niekochalas wystarczajaco i zwiazek ten niemialby sensu"i tak sie wlasnie stalo.Pozdrawiam
j
co robic współczuje ci takiej sytuacji,oj i to bardzo!ale najwazniejsze zeby ci sie udało zapomniec o Marcinie,bo o jedyne wyjscie,gdyby jeszcze nie był zonaty to mogłabys wiele zrobic a tak.......ale skoro juz zaplanowałas slub to oby ci sie udało,,choc ja bym chyba slubu nie brała,bo by mi sie wydawało ze zawsze bede tęsknic za czyms co miał Marcin.....,ale zyczę Ci z całego serca zeby Ci sie najlepiej ułożyło:)
Nigdy nie spodziewałam sie po sobie romansu, nigdy nie zradzilam mojego narzeczonego a tu bach na poł roku przed ślubem zakochałam się w kims kto do tej pory jest miłością mojego zycia
odejdź od męża i daj mu święty spokój, każdy dzień z Tobą jest dla niego dniem straconym bo Ty kochasz i fantazjujesz o innym, męża mając za przeproszeniem w tyłku, nie obchodziło Ciebie co on będzie czuł kiedy dowie się o romansie, nie obchodzi Ciebie to teraz więc zakończ to! miałaś odwagę wdać się w romans, to miej odwagę i zakończ swoje małżeństwo które już przed ślubem było martwe!
Przeczytałem sobie Twoje wypowiedzi i jedno rzuca mi się w oczy. Piszesz Marcin to, Marcin tamto, Marcin, Marcin, Marcin. Zobacz sama ile napisałaś o swoim facecie? Prawie nic. Jeszcze tak piszesz o nim beznamiętnie Narzeczony. Nigdy np ukochany. Zakładam, że w Twojej głowie też jest tylko Marcin. Naprawdę masz jeszcze trochę czasu. Przemyśl sobie wszystko i daj spokój swojemu Narzeczonemu. Jeśli go choć troszkę szanujesz, to daj mu spokój. Teraz pocierpi, ale wyjdzie mu na dobre. Później układaj sobie życie jak chcesz. Z Marcinem lub bez. Jeszcze razem pracujecie, więc pewnie spotkania się nie skończą. Nie oszukuj siebie, że po ślubie będzie lepiej. Skoro teraz nie potrafisz tego skończyć, to i później nie skończysz.
Wiesz jaki byłby sprawiedliwy koniec tej historii? Żona Marcina dowiaduje się o Was i informuje o tym w ramach akcji "przysługa za przysługę" Twojego faceta. Twój wątek to klasyczna historia faceta, który opowiada innej kobiecie jak to źle trafił z żoną. Ta zaczyna wierzyć i nim się obejrzy mają wesoły trójkąt. Tyle, że w Twojej historii jest jeszcze Narzeczony, więc macie kwadrat.
Szczerze życzę powodzenia i podjęcia najlepszej decyzji.
Wiesz co z Marcinem jest trochę inaczej... on nigdy nie mówi o swojej żonie a jak mówi to nigdy źle... a przynajmniej się stara, mówi ani dobrze ani źle. Jak ma już coś powiedzieć to po prostu jakiś fakt bez żadnej oceny zachowania. On nigdy nie lubił mówić o swoim prywatnym życiu dopiero od niedawna zaczęliśmy się przed sobą otwierać.
Ale nie o tym wam chciałam powiedzieć. Dzisiaj strasznie posprzeczałam się z Narzeczonym heh tak jak nigdy dotąd i wiecie co... zrozumiałam jedną ważną rzecz. Ja go naprawdę KOCHAM!!! I jeżeli w to wątpiłam to po prostu jestem głupia!!! Ostatnio w ogóle się tylko sprzeczaliśmy, ale dzisiaj coś w nim pękło. Powiedział już na spokojnie, że cały ten ślub trzeba jeszcze raz przemyśleć, że my ostatnio się nie dogadujemy, nie potrafimy dojść do porozumienia w wielu sprawach. Powiedział, że owszem już ponieśliśmy sporo kosztów związanych z nasza wspólną przyszłością, ale to da się jakoś wszystko wyprostować a w mieszkaniu może zamieszkać sam... A jaaaa nie mogłam dojść do siebie chyba dopiero teraz do mnie doszło jakby to było bez niego. I nawet cholerny Marcin nie był w stanie ze mną rozmawiać bo ja unikałam ludzi przez cały dzień w pracy. Na początku byłam zła a potem czułam jakbym miała depresje...myślałam tylko o tym, żeby wrócić do domu
i iść spać z dala od wszystkich. A Marcin? Nie mogłam na niego patrzeć!! Drażniła mnie jego obecność. Ludzie w pracy ciągle go pytali czy wie co się ze mną dzieje bo ja nawet z nim nie gadam... Dopiero pod koniec dnia kiedy emocje mi opadły byłam w stanie jakoś rozmawiać z nim i przebywać w jego obecności...
A teraz kładę się spać Dawid miał przyjechać...zawsze przyjeżdża na noc w wolne dni, nie będzie go powiedział, że jest zbyt zajęty
. Najgorsze jest to, że rozmawiamy niby normalnie. Przed chwilą byliśmy razem (bo w tym samym czasie) w sklepie (naszym) nikt nic raczej nie zauważył bo rozmowa między nami jest ... ale taka po prostu zwykła tyle ile trzeba, bez co słychać jak wyniki egzaminu? nic
... A jutro otwieramy o 8 sklep będziemy tam do 16-tej... nie chce przyjechać pomimo, że i tak musimy wstać o tej samej porze i jechać rano w to samo miejsce... ![]()
Kala napisał/a:Nigdy nie spodziewałam sie po sobie romansu, nigdy nie zradzilam mojego narzeczonego a tu bach na poł roku przed ślubem zakochałam się w kims kto do tej pory jest miłością mojego zycia
odejdź od męża i daj mu święty spokój, każdy dzień z Tobą jest dla niego dniem straconym bo Ty kochasz i fantazjujesz o innym, męża mając za przeproszeniem w tyłku, nie obchodziło Ciebie co on będzie czuł kiedy dowie się o romansie, nie obchodzi Ciebie to teraz więc zakończ to! miałaś odwagę wdać się w romans, to miej odwagę i zakończ swoje małżeństwo które już przed ślubem było martwe!
Tak łatwo jest oceniac innych, mam nadzieje, że życie będzie dla Ciebie bardziej łaskawe. I mam nadzieje, ze nigdy nie bedziesz stac na rozdrozu.
Pozdrawiam.
dokładnie zgadzam się w stu procentach z tą wypowiedzią że po ślubie lepiej nie będzie .
Nie jesteś pewna na 100%, że chcesz wziąć ślub - to go nie bierz!!! W żadnym wypadku. Po ślubie będzie tylko gorzej, wiem to z własnego doświadczenia. Będzie wstyd, pół rodziny się do Ciebie przestanie odzywać, narzeczony będzie cierpiał - ale to Twoje życie, nie żyjesz za innych, tylko za siebie i przetrwasz to. Ślub to niezwykle poważna decyzja, zobowązanie na całe życie, a rozwieść się, wierz mi, wcale nie jest łatwo (wiem z doświadczenia). Piszesz, że nie masz odwagi. A kto ma mieć?? Weź życie w swoje ręce i się na nią zdobądź. Dla mnie osobiście decyzja o rozwodzie była najodważniejszą decycją w życiu i dziś, z perspektywy czasu - bardzo się za nią cenię.
Jeszcze jedno odnośnie ślubu: bierze się go, kiedy się kogoś kocha, to musi być uczciwa decyzja, czysty akt woli. U mnie np. było bez przekonania z każdej strony (on nie chciał wcale, podobała mu się inna - on miał tak trochę ja Ty, a ja trochę to widziałam, trochę nie, bałam się odwołać, bo sukienka kupiona, sala zapłacona, wszyscy zaproszeni), a w efekcie po dwóch niecałych latach się rypło.
A co do Marcina. On jest żonaty. To wystarczy, żebyś nie pchała się tam, gdzie nie powinnaś. Co z tego, że zona zołza i się z nią pracować nie da? Jak ma z nią problem, to niech go rozwiąże sam, Ty nie jesteś do tego potrzebna. Poza tym, jeśli kiedykolwiek miałby od niej odejść, to dla waszego dobra niech to nie będzie przez Ciebie.
Z tego co piszesz, to to, co Cię z nim łączy, to nie jest głębsze uczucie - bez urazy. Ja tu widzę zauroczenie, takie ślepe, sporo chemii (ach te dotyki, smaki...
), ale żadnej głębi. Dla płycizn nie warto niszczyć życia sobie i innym (mam na myśli żonę głównie). Czy warto to ciągnąć? Z perspektywy - nie. Po co? A że boli? Jak odstawiasz narkotyk (bo przecież jest Ci dobrze, przeżywasz rozterki, emocjonalne wzloty itp.), to też boli, a wychodzi na zdrowie przecież.
a mi tam jest nawet trochę szkoda "co- robić" z tego względu że nie wie sama czego chce. to jest straszne bo każdego dnia główkuje. do tego dochodzi problemy z narzeczonym z którym nie wiadomo czy coś łączy czy chce ślubu czy to przyzwyczajenie czy miłość czy jak to nazwać. ale na bank nie mogę znieść kobiet które pchają się do zajętych facetów. masakra co się dzieje z tymi kobietami, chyba za dużych wrażeń im trzeba bo teraz trudniej jest znaleźć kobietę porządną niż faceta. wszystko jest teraz tak powalone że żyć się nie chce na tym świecie hehe
..nic prostszego....to Twoje szczęście....teraz nie zaznasz szczęścia biorąc ten ślub..wiec po co Ci to?
Moja bratowa w dniu ślubu przyłapała narzeczonego ze świadkową...:P ślub odwołany.....a dziś jest już 5 lat po ślubie z moim bratem
.Jesli kochasz innego to znaczy ,że Twoje uczucie do narzeczonego to iluzja...a życie to nie iluzja dziewczyno ![]()
Dziewczyny możecie mnie oceniać, zjechać co tylko chcecie, z reszta pisze tu po to żebyście pisały mi szczerze co o tym myślicie... ja sama wiem, że mam problem i to duży ![]()
z Dawidem jest już wszystko ok. On jest dla mnie tak dobry, ja chyba nie wyobrażam sobie jak by to mogło być bez niego. Nie potrafiłabym go zostawić.
Jednak czy można kochać mężczyznę bardzo mocno a myśleć również o innym...??
Marcina nie widziałam od środy, był długi weekend. W sobotę wieczorem przyszedł moment, że nie potrafiłam myśleć o nikim innym tylko o nim. Najnormalniej w świecie tęskniłam
tak strasznie, żałowałam, że nie mogę zadzwonić do niego choć na minutkę, żeby go usłyszeć. Najgorsze jest że to nie jest wcale zależne ode mnie. Nie myślcie sobie, że to jest tak, że siadam i stwierdzam "teraz myślę o Marcinie" tak bardzo bym chciała nie myśleć... a w niedziele było to samo już nie mogłam doczekać się poniedziałku, pracy.
No i dzisiaj widzieliśmy się. Opowiadaliśmy jak minął weekend... staram się żeby nasze kontakty to była tylko i wyłącznie rozmowa, nie potrafię się od niego odseparować zupełnie ale staram się to wszystko jakoś ograniczać i kontrolować. Kiedy zobaczyłam go pierwszy raz (chwilkę) przez najbliższe parę godzin miałam dosłownie ściśnięty żołądek a po dłuższej rozmowie miałam tak poprawiony humor, że nie dało się tego nie widzieć. Sama byłam zdziwiona z tego jak wszystko mnie śmieszy i ze wszystkiego potrafię żartować przez resztę dnia...
ehhhh mam problem i to duży.
Nie można łapać dwóch srok za ogon i kiedyś to się zwróci przeciwko mnie, zdaje sobie z tego sprawę i pewnie będzie tak, że spieprzę sobie albo jemu życie tylko, że on robi to samo więc też nie jest bez winy. Mam nadzieję, że to wszystko jakoś się ułoży
bo mi wcale psychicznie nie jest łatwo...
To się samo nie ułoży. Takie problemy trzeba samemu rozwiązywać. Dobrze że zdajesz sobie sprawę, że to co się dziej, nie jest dobre, ale samo zdanie sobie sprawy nie wystarczy. To fakt, że kiedyś ta sytuacja obróci się przeciwko Tobie, ale też przeciwko Twojemu narzeczonemu, przeciwko waszym rodzinom. Pomyśl o tym i zrób coś z tym wreszcie.
jeszcze nie wpakowałaś narzeczonego w bagno jakim będzie wasze małżeństwo, więc zakończ ten związek i oszczędź mu problemów po ślubie bo ten wasz "romans" sam się nie skończy, tym bardziej skoro Ty sama niechcesz go zakończyć więc po co w takim razie ślub? nie niszcz całkowicie życia swojego narzeczonego i daj mu spokój, a następnie rób co chcesz z Marcinem, ale narzeczonemu daj spokój!