Witam,
Chciałabym się Was zapytać o radę.
Parę lat temu poznałam faceta, on mieszka w innym mieście. Zaczęliśmy ze sobą utrzymywać kontakt (sms, tel, skype). Codziennie rozmawialiśmy. On podobno był wtedy w związku, który kończył z różnych przyczyn (choć wg mnie był to szpan, jaki to on kozak nie jest).
Mówił, że chciał ze mną stworzyć związek, że mu na mnie zależy itd. Ale często poruszał tematykę seksu, że dla niego on stanowi 80% związku. Że generalnie lubi seks i może zawsze i długo. Jakoś przesiewałam przez palce jego "expose". Nie chciałam z nim jednak związku, bo miałam wrażenie że chodzi mu tylko o seks.
Żeby to sprawdzić, umówiliśmy się na wspólny wyjazd na wakacje. Był alkohol, imprezy a wieczorami robił do mnie podchody. Skończyło się na dotykaniu się i całowaniu. Źle się z tym czułam potem. A w sumie nie powinnam.
(Ja nigdy nie byłam w związku, choć miałam zawsze spore powodzenie w śród facetów, jakieś amory ze strony tej samej płci też przeżyłam. Coś mnie w środku gryzło, że coś jest nie tak. Moi rówieśnicy spotkają się ze sobą, przeżywają etapy związków i rozstań. A ja trzymałam zawsze chłopaków na odległość. Wpadałam w panikę, jak któryś nie zrażał się i próbował mnie do siebie przekonać.)
Kiedy wydawało mi się, że chcę związku z tym facetem, że spróbuje. To on wtedy zmienił zdanie. Ale cały czas utrzymywał ze mną kontakt, podrywał mnie i nawiązywał na sprawy seksu. taka relacja trwała długo, tak że minął rok. Przyszły kolejne wakacje.
Moje rozterki odnośnie braku relacji z innymi narastały, zaczęłam dochodzić do wniosku że chyba jestem aseksualna. Zagłębiłam temat tej orientacji.
On zaproponował kolejne wspólne wakacje. Zgodziłam się, żeby sprawdzić czy ze mną jest wszystko w porządku i czy ona inaczej na mnie spojrzy jak dojdzie między nami do seksu. W pewnym etapie życia bardzo mi na nim zależało. Na wakacjach był seks, codziennie (plus mój pierwszy raz- który czułam następnego dnia). Zaczęłam się okropnie z tym czuć i się postawiłam mu w pewnym momencie.
Po pijaku próbował mnie zmusić do niego, popychając mnie na łóżko i łapiąc mnie za krocze. Byłam w takim szoku, że on był do tego zdolny że mu z pięści przyłożyłam poniżej pasa. Uspokoił się momentalnie.
Po tych wakacjach tak się zbrzydziłam do facetów, do seksu i wszystkiego co się wiąże z erotyką, że jak widzę całującą się parę to mam ochotę (przepraszam za określenie puścić hafta).
On nigdy już nie próbował siłować się ze mną. Za to pisał mi sms-y, że jestem jego przyjaciółką i kobietą, z którą chce spędzić życie, że jego rodzice mnie bardzo polubili.
Przestałam się do niego odzywać po spędzonych wakacjach. On sporadycznie odzywał się. Urywał nam się kontakt na 3-4 tygodnie. Minął kolejny rok. Teraz nadchodzą wakacje i on się zaczyna powoli odzywać, chwaląc się, że będzie mieć wynajęty domek w górach na parę tyg. Powoli chyba zaczyna nawiązywać na wspólne wakacje.
Czy wg Was są szanse, że z tym człowiekiem można stworzyć normalny związek?
Ja nie umiem okazywać uczuć, właściwie to uczucia mam w rozsypce. Męczą mnie myśli o orientacji, choć akceptuję każdą z nich. Lubię być sama, ale czasem brakuje mi tej drugiej połówki. Obecnie robi podchody do mnie inny facet. I jak mi ostatnio powiedział, że uwielbia mi patrzeć na nogi, kiedy mam szpilki to zamiast się ucieszyć, to mi ze stresu tchu zabrakło.