Witam.
Postanowiłam zarejestrować się tutaj i zadać Wam pytanie, ponieważ sama już nie wiem co mam robić. Nie mam z kim porozmawiać o tym.
Otóż jestem ze swoim partnerem już 10 lat. Od kilku lat w narzeczeństwie. Za 3 miesiące mamy wesele. Byłam dotąd hmm szczęśliwa. Kochałam, czułam się kochana pomimo problemów. A bez nich nie da się żyć.
Z narzeczonym mieliśmy taki swój świat. Obydwoje byliśmy zazdrośnikami (on większy). Uzgodniliśmy kompromis - zawsze chodzimy razem wszędzie, bo oboje jesteśmy zazdrośni i się boimy o siebie. Potem wszystko zaczęło się przeradzać w to, że ja mam nigdzie bez niego nie wychodzić, a on wychodził a to do kolegów, a to na jakieś spotkania. Miałam do niego zaufanie, więc nie przejmowałam się tym, miałam wtedy czas dla rodziny dla siebie. Nie kontrolowałam go, ufałam bezgranicznie w to co mówił.
Pomimo tego że chciałam razem gdzieś wychodzić, namawiałam żebyśmy poszli gdzieś potańczyć, napić się na kawę czy drinka, pójśc nawet na spacer czy na basen nigdy nie miał czasu, zabiegany, zmęczony...
Tydzień temu piorąc rzeczy narzeczonego znalazłam w kieszeniach bilety do klubów. Okazało się, ze za każdym razem gdy mówił, że się źle czuje i jedzie do domu odpocząć (mieszkaliśmy oddzielnie) czy że jedzie posiedzieć ze swoimi rodzicami jeździł tak naprawdę do klubów z kolegami z bardzo złego środowiska (ciągłe melanże, narkotyki itp...) i bawił się z nowo poznanymi dziewczynami. Wydawał na to dużo pieniędzy (używamy wspólnie konta w banku, ale jakoś do tej pory nie przyszło mi do głowy by sprawdzać gdzie pieniądze są wydawane... a w historii pozostało), pozostały zdjęcia z imprez w internecie w klubach, smsy o tym że jakaś dziewczyna czeka, o melanżach i inne tego typu nie miłe sprawy.. Gdy się o tym dowiedziałam on stwierdził, że nie chce o tym rozmawiać (nie ważne było to co mówiłam i co czułam) i że nie chcę o tym nigdy rozmawiać (jeżeli wspominam staje się agresywny, rzuca rzeczami, przeklina, każe mi się wynosić) i każe wybierać albo zostaje z nim i o tym nie wspominam albo mam iść sobie i nie marnować mu życia.. Po tym jak się o tym dowiedziałam stał się mega czuły, kochający, nagle się stara, pomaga, zwraca na mnie większą uwagę - ale nie mogę wspomnieć nic o tym co się działo... Powiedział jedynie, że nie chciał mi mówić bo wiedział że się zdenerwuje. Nie myślał w ogóle o mnie.
I nie wiem teraz co mam robić. Czuję się .. oszukana. Moje uczucia nic dla niego nie znaczyły, ważniejsi byli koledzy, ukrywanie wyjść do klubów (a ze mną nie chciał nidgy pójść bo z drzewem do lasu się nie idzie, bo ktoś mnie poderwie i będzie musiał bronić).. nie wiem czy to może głupota, czy może powinnam to olać, wybaczyć, bo to normalne? Czy ja jestem nienormalna? Byłam cały czas oszukiwana, a wierzyłam bezgranicznie, teraz tego zaufania nie mam, gdy na niego patrze mysle tylko o tym, że bawił się dobrze z innymi dziewczynami i kolegami, a ja nikogo nie mam i wiecznie siedzę w domu, bo mówi, że jak gdzieś pójdę to mi coś zrobi albo tej osobie co spotkam..
Wcześniej rok temu też były z nim różne sprawy, że oszukiwał - mówił, że jedzie do domu, a woził samochodem dziewczyny na zlotach nocnych (także dowiedziałam się przez zdjęcia...). Nie wiem co mam myśleć, powiedzcie mi czy ja jestem taka strasznie naiwna i głupia? Czy to normalne że nic nie mówi, oszukuje, a gdy odkryje że kłamał staje się agresywny? Nie mam z kim porozmawiać ![]()