Witam...
To jest mój pierwszy wątek na forum... nigdy wcześniej nie wypowiadałm się publicznie na temat moich problemów.. ale chyba poprostu już nie mam siły i nie wiem co mam robić... brakuje argumentów brakuje wszystkiego...
Zacznę od początku.. jestem z moim mężczyzną ponad 8 lat.. od czerwca 2012 roku jestesmy malżeństwem... to jest jego druga szansa, którą mu dałam rok przed ślubem sie rozstaliśmy ale stwierdziłam ze po tylu latach warto sprobować jeszcze raz i nie powiem wtedy wydawało mi się że było warto i że drugiego takiego faceta nie znajde... Niestety chyba się bardzo pomyliłam... w czerwcu mina 2 lata od naszego wesela... a my nadal nie mamy nic... ja jestem w innym mieście natomiast mój mąż mieszka z rodzicami ( wiem jak to brzmi) zawsze pracował w delegacji także go nie bylo ale spędzaliśmy ze sobą każdą wolną chwilę i na każdy weekend przyjeżdżał do naszego mieszkania (co prawda wynajęte ale nasze)... mój mąż zrezygnował z pracy bez konsultacji ze mna.. ale przystałam na to bo mialam nadzieje ze w końcu poszuka sobie pracy w miescie w którym ja jestem i będziemy w końcu razem... a on niestety przeprowadzil się do rodzicow.. przeprowadzilam z nim mase rozmów... prosiłam go żeby zrobił coś w tym kierunku żebyśmy byli razem... była i prośba i grożba ale nic do niego nie dociera... juz nie wiem co mam z tym wszystkim robic... brakuje mi cierpliwosci i argumentów, które mogłyby do niego dotrzec.. ja tylko chcialabym mieć męża przy sobie... zaczynamy się coraz bardziej od siebie oddalać... on nie chce się ze mną widywać jak prosze go zeby przyjechał na weekend to slysze ze szkoda pieniędzy, zebym ja przyjechała do domu i wtedy jest takie tulanie od domu moich rodziców do domu teściów... ja jestem coraz dalej od niego, coraz mnie nas łączy... przestajemy mieć wspolne tematy.. jestesmy 2 lata po slubie a nie mamy nic... nie mamy nawet szansy zeby się dotrzec... chciałabym założyć normalną rodzine ale jak mam to zrobić z takim człowiekiem... mówiłam mu ze ja dlugo nie wytrzymam w takim związku.. ze juz dłużej w ten sposob nie moge.. brakuje mi mężczyzny.. dodam tylko ze nasze zycie seksualne rownież nie układa się zbyt dobrze... wszyscy mi mówią zawalcz, sprobuj.. życie sobie zmarnujesz jak wezmiesz rozwód, będziesz nieszczesliwa, ale ja sie pytam czy mam się dalej jak męczyć? Jak długo jeszcze próbować coś naprawiac? Proszę Was pomóżcie... może Wy coś sensownego będziecie potrafić mi doradzic..