Oboje mamy kilka lat po 20 urodzinach, jesteśmy ze sobą prawie 2 lata. Wyjechałam za granicę na wymianę, po kilku dniach do mnie doleciał, potem przez 1.5 miesiąca nie widzieliśmy się. W tym czasie ogromnie tęskniłam, czekałam na każdy jego odzew do mnie, niekiedy dostosowywałam swój czas tutaj do tego byśmy porozmawiali. Z całych sił pokazywałam mu, że jestem w porządku przez co niejednokrotnie cierpiałam. Zalewałam go informacjami co u mnie, jak się czuję, co robię, wysyłałam jakieś zdjęcia żeby podtrzymać kontakt, często rzeczywiście może było tego za dużo. Przez kilka dni jak mnie nie było w PL to odzywał się bardzo często,widać było że tęsknił, ale wszystko się zmieniło. Niejednokrotnie jak umawialiśmy się na skype nie było go (nawet nie napisał, że nie może), często było tak, że zmieniał swoje plany i był na spotkaniach u kolegów i gadaliśmy kilka minut. Zdarzyło się, że próbowałam się do niego dodzwonić na telefon wieczorem to nie odbierał, a rano jakby nigdy nic się odezwał. Zawsze też miał wytłumaczenie. Czułam się jakbym była obowiązkiem który musi wypełnić, brakowało mi czułości, rozmowy, jestem tu sama bez bliskich mi osób. Czekałam na jego uśmiech na skypie,a on wiecznie był raczej niezadowolony, spieszył się, jak chciałam przedłużyć rozmowę to od razu denerwował się. Rzeczywiście prowadzi intensywny tryb życia,ale były takie tygodnie że codziennie przebywał z kolegami i ze mną nie mógł pogadać na skype. Mówiłam mu , że potrzebuję częstszego kontaktu i były dni przypływu czułości (które łapałam z zapartym tchem) potem znowu to samo i tak w kółko. Często miałam pretensje, czasem sama próbowałam się nie odzywać jak on,ale jakos tego nie zauważał. Przed moimi odwiedzinami w Polsce było rzeczywiście już tylko lepiej,poprawił się, ale najgorsze były dla mnie początki i wtedy go potrzebowałam.
Przyjechałam do PL i znalazłam ze 2 rozmowy z jego koleżanką z pracy, dosyć flirciarskie i jednoznaczne, ale właściwie jestem prawie pewna że nic nie było. Znalazłam zdjęcia z jego koleżanką z czasów podstawówki jak siedzi mu na kolanach,on ją obejmuje i uśmiecha się do niej. Oboje wstawieni na imprezie o 4 rano (a on na imprezy od kiedy jest ze mną w związku raczej nie chodzi,chyba że z kolegami jak byłam w pracy
) "Znalazłam" wykasowane smsy do kobiety i od kobiety, która wiem że na niego polowała/poluje (smsy skasował,raporty zostawił). Skasował żebym ich nie zobaczyła bo mogłabym być zła-WTF? Przyznał, że czasem specjalnie nie odbierał telefonu ode mnie bo był w towarzystwie. Zawsze miał wytłumaczenie-koleżanka z podstawówki to jak kumpel (znalazłam ich rozmowy sprzed 2,3 lat i wyglądało jakby chciał się z nią umówić). Przeprosił za wszystko, powiedział, że to się nie powtórzy i sprawę zamknął bo po co będzie ciągnąć wątek skoro przeprosił. Mi to nie wystarczało,ale dałam kolejną szansę,dowodów rzadnych nie miałam.
Ok,ale we mnie coś pękło bo ja się staram, tęsknię, nigdy mu nie pokazałam, że może być mnie niepewny (za to on tak)....wróciłam i zastałam coś takiego. Od 1.5 tygodnia znowu jestem za granicą, zaczęłam żyć swoim życiem. A ON NIEMIŁOSIERNIE TĘSKNI I JEGO ŻYCIE BEZE MNIE JEST PUSTE. Nie odzywam się tak często,nie zalewam go wiadomościami, czasem nawet nie chce mi się gadać na skype (ale i tak teraz gadamy codziennie). Ogólnie-role się zamieniły, nie zrobiłam tego specalnie,tak samo wychodzi. Spotykam się z ludźmi, staram się bawić i cieszyć życiem.
Teraz on potrzebuje kontaktu, prosi żebym dała znać jak wrócę skądśtam, nigdy nie był taki kochany. Ale czy mam znowu rzucać się na jego przypływ czułości? W końcu zaczynam tu korzystać z życia i cieszyć się z wyjazdu.
Teraz "przegięłam" bo pierwszy raz nie odezwałam się kiedy byłam na spotkaniu u znajomych (a mnie o to prosił) i cała litania, że jestem taka owaka,jak mogłam mu to zrobić, że on tęskni, snuje plany na przyszłość, zawiodłam. Jestem bezczelna bo rano odezwałam się jakby nigdy nic. Już więcej do mnie nie przyjedzie,nie planuje wakacji itp.itd.
Ręce mi opadają. Ja w końcu zaczęłam tu żyć normalnie i nie płakać z tęsknoty (nawet nie wiem czy powinnam po tych wszystkich jego "sygnałach" z koleżankami),a kiedy on biedaczek tęskni mam być na jego zawołanie bo jego dusza cierpi. A co z moim wcześniejszym cierpieniem?
Nie chcę się już z nim licytować , chcę to rozegrać dobrze bo zagrać chyba trzeba, w końcu musi do niego dotrzeć, że nie będę machać ogonem jak ma lepszy humor.
Dodam, że on jest DDA, nigdy nie miał kontaktu z psychologiem bo generalnie radzi sobie w życiu. Przede mną miał kobiety tylko do zabawy,nie potrafił stworzyć związku. Ja też okazało się miałam być taką panią,ale wyszło inaczej.
Co sądzicie o tej sytuacji? Proszę o rady bo oczekuję dojrzałego związku, pełnego wsparcia bo bez niego nie potrafię się realizować (wtedy zaczyna mi odwalać, zalewam go wiadomościami itd.),a mam to co mam.
Btw. tak-sprawdziłam go dokładnie, przeszłam trochę zawodów w życiu, zostałam zdradzona, oszukana i to nie raz i czego najbardziej boję się w życiu to oszustwa z drugiej strony.

