Secondo1 napisał/a:jeszcze w listopadzie pisałaś, że dla męża jesteś całym światem, nie chcesz go krzywdzić, oraz wiesz że dopóki jesteście małżeństwem nie zdradzisz go, chociaż nie pociąga Cię seksualnie.
W miesiąc później poznałaś na czacie kochanka.
W miesiąc potem przyjechał z zagranicy skonsumować znajomość.
Wtedy, w listopadzie, gdy napisałam na forum, byłam przede wszystkim wystraszona tym co się ze mną dzieje. Podejrzewam, ze tak naprawdę wiedziałam już czego chce - odejścia od męża, ale bałam się. Bałam się jak zareaguje mąż oraz wszyscy dookoła. To był ogromny strach, który mnie paraliżował, opóźniał podjęcie decyzji. Może oczekiwałam od was wtedy żeby ktoś mnie popchnął w tym kierunku, żeby ktoś powiedział: zrób to! Albo po prostu szukałam wsparcia, ulgi. Pamiętam jak dziś pierwsze wizyty u psychoterapeuty. To była pierwsza osoba z którą twarzą w twarz mogłam porozmawiać. Porozmawiać, ehh.. to dużo powiedziane. Pierwsze wizyty to był wyłącznie płacz, niespójne wypowiedzi, byłam roztrzęsiona, sama siebie nie poznawałam. To pękło we mnie jakby ktoś wymieszał gazowany napój i odkręcił zakrętkę. Na następne wizyty chodziłam już przygotowana, spisywałam swoje myśli na kartce.. Nie życzę nikomu żeby kiedykolwiek znalazł się w takim stanie psychicznym w jakim wtedy byłam ja. Myślałam, że pani doktor da mi złotą receptę na uratowanie małżeństwa, że powie mi że śnię i tak naprawdę za chwile się obudzę i wszystko się poukłada. Jednak terapia pokazała mi zupełnie coś innego. Zaczęłam dostrzegać, że małżeństwo to nie wyrok..
Secondo1 napisał/a:Co takiego zdarzyło się w ciągu miesiąca, w Waszym małżeństwie, w ciągu miesiąca ?
Sytuacja stała się coraz mniej znośna kiedy ?
- po tym, kiedy poznałaś kochanka na czacie, odpłynęłaś mentalnie od rodzina a zdrada fizyczna już była tylko zwieńczeniem zdrady emocjonalnej.
Sytuacja stała się "coraz mniej znośna" bo Ty odpłynęłaś od małżeństwa w stronę kochanka, bpo mąż nie pociągał Cię seksualnie.
Nie, nie... sytuacja stała się coraz mniej znośna, bo dochodziłam do wniosku, że tak naprawdę chcę odejść od męża, a jednocześnie blokował mnie lęk. Odtrącałam męża, nie potrafiłam z nim sypiać, w głowie non stop burza myśli. Bałam się, że wpadnę w chorobę psychiczną. To nie kochanek wywołał u mnie chęć opuszczenia męża. Dziś wiem, że dojrzewałam do tej decyzji przez długie lata...
Secondo1 napisał/a:Dlaczego piszesz, że wina za rozpoad jest po obu stronach, skoro jeszcze w listopadzie, przed poznaniem kochanka mąż "świata poza Tobą nie widział" ?
Na tym polegała jego wina ?
Powiem, że TAK! Bo to nie była/nie jest zdrowa miłość. Obsesyjna miłość. Co byście powiedzieli, gdybyście musieli zrezygnować ze wszystkich swoich znajomych, przepraszam, skłamałabym, została mi trójka prawdziwych przyjaciół, z którymi żeby się spotkać musiałam prosić o pozwolenie. Prosić! Rozumiecie? Czy to jest normalne? Oczekiwał, że zrobię to co on, czyli zamknę się w 4 ścianach i będę żyła wyłącznie nim i dzieckiem. Zero wychodzenia z domu, co najmniej raz na trzy, cztery dni kontrola telefonu, odbieranie połączeń, smsów. Włamywanie się na portale społecznościowe. Wszystko po to żeby mieć kontrolę, a ja się pytam gdzie zaufanie?? Czy tak się zachowuje mąż w stosunku do żony? Nie mówiąc już o tym, że był zazdrosny o mojego ojca. Gdy np rozmawiałam z nim dłużej jak pół godziny, mąż zjawiał się i widziałam po jego minie, że mam wracać do pokoju bo będzie kłótnia. Dla niego ograniczyłam kontakty z rodzicami do minimum. Tysiące pytań o każdego kolegę z pracy, uczelni. No i stało się... zaczęłam kłamać, żeby unikać awantur. Nie mogę żyć jak ptak w klatce. Chodziłam na siłownie, nie mówiąc mu o tym. Spotykałam się ze znajomymi na kawie, mówiąc że jestem np na uczelni. A z rodzicami wykorzystywałam czas na zwykłą rozmowę, gdy po prostu nie było go w domu. Dziś wiem, że to było chore.