Witam,
Kilka dni temu poroniłam
Byłam w 7tc. Szok, smutek i niedowierzanie! Wszystko zaczęło się ok tygodnia temu, kiedy dostałam krwawienia. Od razu pojechałam do szpitala. Zrobili USG; serduszko biło i lekarz powiedział, że jest OK, tylko w okolicy płodu jest krew, i że ta krew schodzi; ulga była ogromna. Krwawiłam kilka dni i to nie dawało mi spokoju. Kolejny raz pojechałam do szpitala. Serduszko już nie biło
Dostałam tabletkę. Następnego dnia "stało się"; ból był ogromny, zarówno fizyczny jak i psychiczny. Kolejna wizyta w szpitalu, kolejne USG i ... już po wszystkim. Nie ma już Mojego Maleństwa
Nie potrafię sobie poradzić. Mam ogromne wsparcie męża, znajomych, ale nic nie jest w stanie mnie pocieszyć, a już na pewno nie słowa, które ciągle słyszę: "nie martw się", "bądź silna", "jeszcze będziesz mieć dzieci", "wszystko będzie dobrze", "lepiej, że to się stało teraz, niż później" itp. Przez to, nie mam ochoty z nikim rozmawiać. Co chwila wybucham płaczem. Jest mi strasznie ciężko, bo ja tak mocno kochałam już to Moje Maleństwo ... ![]()
Podobne tematy
Mam ogromne wsparcie męża, znajomych, ale nic nie jest w stanie mnie pocieszyć, a już na pewno nie słowa, które ciągle słyszę: "nie martw się", "bądź silna", "jeszcze będziesz mieć dzieci", "wszystko będzie dobrze", "lepiej, że to się stało teraz, niż później" itp.
To na co Ty liczysz tutaj ? Jedyne co możemy to też Cie pocieszać i współczuć ale w żaden sposób Ci nie pomożemy..
Z całego serca Ci współczuję ale takie niestety przykre rzeczy się zdarzają, nie Ty jedna nie ostatnia .. Boli i będzie boleć ale musisz przez to przejść.. Ty bynajmniej masz wsparcie ze strony rodziny, doceń to a jakoś się z tym uporasz..
Pozdrawiam serdecznie
Masz prawo przeżyć żałobę po swoim dziecku, które przecież już pokochałaś. Słowa, że jeszcze będziesz mieć dzieci jeszcze bardziej ranią. Bo to tak, jakby odbierano ci prawo do smutku i do cierpienia po stracie. Nie musisz być silna i masz prawo się martwić. Musisz przeżyć te wszystkie uczucia, które masz w sobie, nie tłumić ich, tylko pozwolić im się przez siebie przetoczyć. Pamiętaj, że z czasem te uczucia zaczną słabnąć. Zawsze będziesz pamiętała o swoim Aniołku, ale kiedyś ten ból i żal będą mniejsze. Myśl o nim z miłością i czułością. Jeśli natomiast czujesz, że jest ci coraz ciężej, to może warto było by rozejrzeć się za jakimś grupą wsparcia lub pomocą psychologa?
Witaj, czytam co piszesz i z jednej strony przeraża mnie fakt, że nasze społeczeństwo nauczyło się szybko i prosto pocieszać zdaniem "nie martw się" - na pewno takie zdanie nic nie załatwi.
Kolejną sprawą jest fakt, że Ty jako matka, wspaniała kobieta już wtedy miałaś tą więź z dzieckiem zapewne od 1 dnia.
Bycie silnym w takich warunkach na pewno nie jest możliwe, powinnaś sobie pozwolić na rozpacz przez pewien czas - to naturalne.
Nie powinnaś unikać ludzi, tylko poprosić by nikt Cię nie pocieszał, nikt nie wspierał słowami które opisałaś : " będziesz mieć jeszcze dzieci" .
Tylko w ten sposób będziesz mogła na nowo odżyć, gdy nikt nie będzie poruszał tematu który Cię boli, ta rana na pewno się zabliźni. Za pewien czas sama będziesz mogła o tym porozmawiać, na swoich warunkach. Wrócisz do sił psychicznych , a sam styl w jaki opisujesz swój problem pokazuje mi i całemu światu że jesteś też wspaniałą kobietą i na pewno poradzisz sobie z przeciwnościami losu.
Wirtualnie podaję chusteczki.
Płacz, krzycz, złość się, smuć się - to są sposoby radzenia sobie z trudnymi uczuciami.
Pocieszenie? W kilka dni po poronieniu? Te zwroty mówione w dobrej wierze przez bliskie Ci osoby wynikają z ich zakłopotania, zażenowania, lęku, braku umiejętności wspierania.
Tymczasem... potrzebna (tak przypuszczam) jest Ci osoba, przy której nie będziesz musiała sobie 'radzić', przy której możesz być smutna, a ona nie będzie zagłaskiwać Cię. Nie na darmo żałoba trwa długo i ma pięć etapów. Jesteś na początku tej drogi.
6 2014-05-07 16:29:09 Ostatnio edytowany przez Smutna2014 (2014-05-07 16:39:01)
Smutna2014 napisał/a:Mam ogromne wsparcie męża, znajomych, ale nic nie jest w stanie mnie pocieszyć, a już na pewno nie słowa, które ciągle słyszę: "nie martw się", "bądź silna", "jeszcze będziesz mieć dzieci", "wszystko będzie dobrze", "lepiej, że to się stało teraz, niż później" itp.
To na co Ty liczysz tutaj ? Jedyne co możemy to też Cie pocieszać i współczuć ale w żaden sposób Ci nie pomożemy..
Z całego serca Ci współczuję ale takie niestety przykre rzeczy się zdarzają, nie Ty jedna nie ostatnia .. Boli i będzie boleć ale musisz przez to przejść.. Ty bynajmniej masz wsparcie ze strony rodziny, doceń to a jakoś się z tym uporasz..Pozdrawiam serdecznie
Nie piszę tu, żeby szukać współczucia i pocieszenia; piszę na forum jako osoba anonimowa, bo w ten sposób najlepiej jest mi o tym mówić, a to w pewnym sensie pozwala mi się "oswoić z tą przykrą sytuacją". Ja wiem, że nie jestem ani pierwszą, ani ostatnią kobietą, której taka sytuacja się przytrafia, i że takie rzeczy się zdarzają, ja to wszystko wiem; ale nawet ta "wiedza" nie pomaga w pogodzeniu się zaistniałą sytuacją. Zawsze jednak w takich przykrych sprawach zadajemy sobie pytanie: Dlaczego?
Pozdrawiam
(...)zawsze jednak w takich przykrych sprawach zadajemy sobie pytanie: Dlaczego? (...)
Kiedyś na to pytanie (choć zadane w innej, ale też trudnej sytuacji) od mądrej osoby usłyszałam odpowiedź, którą wzięłam do serca. "Po to, byś się czegoś nauczyła." Korzystam z tej wskazówki.
pytanie: Dlaczego?
Pozdrawiam
Na pewno są jakieś uzasadnienia medyczne, lekarz powinien ci wszystko wyjaśnić. I powiedzieć, co zrobić, by ryzyko powtórki tego zdarzenia maksymalnie zminimalizować. Tak się czasem zdarza, dotyka to coraz większej ilości kobiet, a może po prostu zaczyna się o tym mówić. W mojej rodzinie zdarzały się kiedyś przypadki poronień w starszym pokoleniu, wśród babć, prababć, praprababć i ich sióstr, ale nikt o tym nigdy nie mówił. Chyba że teksty typu "siostra prababci była 6 razy w ciąży, ale dzieci ma tylko dwoje". Dziś mamy też chyba więcej czasu dla siebie, na rozpacz, smutek, przeżywanie emocji. Kiedyś była ciągła praca i brak czasu na refleksję...
Witam,
Kilka dni temu poroniłam(...) Kolejny raz pojechałam do szpitala. Serduszko już nie biło
Dostałam tabletkę. Następnego dnia "stało się"; ból był ogromny, zarówno fizyczny jak i psychiczny. (...)
Jaką tabletkę? o.O
Wiem, że boli. Wiem, że masz ochotę zniknąć. Wiem, że nic nie pociesza. Jedyne co możesz zrobić to przerobić to w sobie. Z czasem nauczysz się z tym żyć. Znajomi nieporadnie próbują Ci pomóc, ale wiem, że teksty typu ''nie płacz będzie dobrze'' działają dokładnie odwrotnie. Płacz, jeśli tylko przynosi Ci to choć troszkę ulgi. Wykrzycz ten ból. Nie duś w sobie smutku.
Trzymaj się, pozdrawiam
Jaką tabletkę? o.O
Dostałam tabletkę na "oczyszczenie się", że tak to nazwę. Ponieważ krwawiłam kilka dni i Maleństwo jeszcze było, dostałam tabletkę; wolałam to niż jakiś zabieg chirurgiczny.