Od półtora roku byłam związana z kimś kto mnie nie kochał ale wiele nas łączyło...oboje kochamy góry,podróże,świetnie spędzamy razem czas. Z czasem ja zaczęłam chcieć czegoś więcej(wspólnego zamieszkania,bycia razem jak przystało na dwoje dorosłych ludzi....tylko ten brak uczuć,miłości i adoracji...czułam się jak jego koleżanka, a nie partnerka).
Jakiś czas temu w moim życiu pojawił się ktoś inny,mój rówieśnik,cudowny chłopak dzięki któremu znowu poczułam się jak piękna kobieta,znowu poczułam jak to jest gdy mężczyzna samym spojrzeniem potrafi dać zrozumienia,że jestem wyjątkowa.
Niestety sytuacja jest delikatnie mówiąc skomplikowana. Nie potrafię oszukiwać więc zerwałam z poprzednim partnerem ale co z tego skoro wiele nas łączy więc spotykamy się jak przyjaciele,on daje mi do zrozumienia,że drzwi do jego życia mam nadal otwarte,ten drugi ma skomplikowaną sytuację życiową...przygotowuje się do rozwodu,ma dziecko które sam wychowuje,mieszka 160 km ode mnie...strasznie się w tym zapętliłam i nie wiem jak z tego wyjść,nie wiem którego wybrać.
Każdy z nich ma zalety i wady. Przy jednym czuję się świetnie, mamy wspólne pasje,ale brak miłości sprawia że co jakiś czas chcę odejść, bo nie potrafię znieść tego,że tylko mnie bardzo lubi,drugi daje mi to czego nie daje pierwszy,znam go miesiąc a mam wrażenie jakbym znała go wieki.
Może ktoś z boku przeczytawszy mój wywód dostrzeże to czego ja nie widzę i coś mi podpowie.