Od jakiegoś czasu czuję, że mam problem ze sobą. Jestem bardzo dumna i honorowa, do tego stopnia, że zaczynam zostawać sama. Czuję, że nie pasuję do tego świata, do zepsutych wartości wyznawanych przez większość. Zawsze czułam się trochę lepsza od innych, nie robiłam żadnych głupich rzeczy, szanowałam się, byłam lojalna, wierna chłopakom, starałam się nie kłamać, podczas gdy sama byłam oszukiwana przez najbliższych, mieszana z błotem, poniżana? Do tej pory byłam w dwóch poważnych związkach, za każdym razem rezygnowałam z imprez, koleżanek na rzecz ukochanego. Teraz, z perspektywy czasu, wiem, że byłam dla nich za dobra i za szczera, jakkolwiek egoistycznie to zabrzmi. Dostałam mocno po tyłku, po zakończeniu pierwszego związku z wrażliwej osoby zrobiłam się niesamowicie uodporniona na porażki, można rzecz, że wręcz się zahartowałam, poczułam się silna, myślałam, że po takich ekscesach, które przeżyłam nic nie może mnie gorszego spotkać. Jednak ta ?siła? szybko została sprowadzona do bezsilności podczas gdy dowiedziałam się, że mój drugi eks spotykał się z innymi będąc ze mną w związku. I tu jest ten problem. Moja duma nie pozwala mi spać z myślą, że byłam jedną z wielu? Że zapewniał o miłości i równocześnie romansował z innymi. Nie umiem sobie poradzić z tym, że mógł mnie zdradzić, bo nie mam sobie nic do zarzucenia. Zadaję sobie cały czas pytanie dlaczego to spotyka mnie akurat? Za co?
Podobne tematy
Słyszałam zdanie, że silni ludzie są surowi dla siebie, ale łagodni dla innych. Jak jest u Ciebie?
za każdym razem rezygnowałam z imprez, koleżanek na rzecz ukochanego.
A dlaczego to robiłaś? Wymagali tego od Ciebie?
Wymagam od innych tego samego co od siebie - nie znoszę kłamstw, chcę szczerości. po prostu chcę być traktowana tak samo jak ja traktuję kogoś.
Od zawsze chciałam mieć taką ostoję w postaci miłości. Wierzę, że gdy ja się poświęcę, ktoś dla mnie zrobi to samo, odwzajemni oddanie, poświęcony czas. Poniekąd nie odczuwałam żadnej presji, nikt ode mnie tego nie wymagał, to raczej wychodziło z mojej inicjatywy
Innymi słowy Twój problem polega na tym, że tak wiele od siebie wymagasz i tak wiele z siebie dajesz nieproszona, że inni ludzie nie mają szans dotrzymać Ci w tym kroku, a Ty potem czujesz się oszukana. Każdy człowiek ma jakąś granicę dawania z siebie, nawet partnerowi, po której czuje się źle a nie dobrze. Ja np. nigdy nie zrezygnowałabym ze swoich przyjaciół czy dobrych znajomych albo hobby dla partnera i mówiąc szczerze nie uważałabym tego za zdrowe gdyby on zrezygnował. Natomiast gdyby zrezygnował, a potem czuł się oszukany, że ja nie rezygnuję - to byłby problem i to niestety on go wywołał, nie ja.
Proste rozwiązanie - przestań tyle od siebie wymagać i dawać, a jednocześnie aż tyle oczekiwać. Jeśli nie potrafisz, może warto przeanalizować problem dokładniej, DLACZEGO nie potrafisz.
Kiedy liczy się na to, że ktoś inny zachowa się w jakiś sposób, to można tylko gorzko się rozczarować, Jeśli chcesz być taką super osobą, to bądź, ale nie oczekuj, że inni będą Cię z tego względu inaczej traktować. Nie mamy wpływu na to, co się dzieje w głowach innych.
Czy będąc w związku nie mam prawa oczekiwać od partnera zachowywania podstawowych zasad? Czy to, że oczekuję szczerości i wierności jest czymś nienormalnym? Przecież to jest fundamentem każdej relacji, zaraz obok zaufania
Mam podobnie jak Ty, Anulka.
Wydaje mi się, że moje wartości nie pasują do tego świata, który jest zepsuty.
Też byłem w związku, gdzie moja lojalność odwracała się przeciwko mnie.
W kilka miesięcy po rozstaniu co po chwilę dowiaduję się na temat tego, co eks wyczyniała, takich kwiatków, że szok.
Teraz mi też będzie ciężko kogoś znaleźć.
Mam podobnie jak Ty, Anulka.
Wydaje mi się, że moje wartości nie pasują do tego świata, który jest zepsuty.
Też byłem w związku, gdzie moja lojalność odwracała się przeciwko mnie.
W kilka miesięcy po rozstaniu co po chwilę dowiaduję się na temat tego, co eks wyczyniała, takich kwiatków, że szok.
Teraz mi też będzie ciężko kogoś znaleźć.
Świat schodzi na psy. Ja nie wierzę już chyba, że istnieją normalni mężczyźni. Zresztą, kobiety lepsze wcale nie są, jednak nie mnie to oceniać.
Ja przyszłam z innym problemem. Ja sobie nie radzę z tymi emocjami, które wywołuje u mnie zawiedzenie się na kimś. Dosłownie mam problemy ze snem, zamęcza mnie psychicznie fakt, że ktoś mnie oszukał. Duma nie pozwala mi się później np. pierwszej odezwać, gniewam się. Jestem obrażona do takiego stopnia, że aż mnie ściska w klatce. Po kłótniach potrafiłam wypominać komuś to, że zawiódł. I nie szukam zaczepki, po prostu złość się we mnie kumuluje i wybucham, wyrzucam z siebie wszystko, co mi leży na sercu. To jest moim problemem
Myśle, że mozesz zrobic tak. Usiądź gdzieś w spokoju, weź kartkę i napisz do byłego list. Wylej wszystkie swoje myśli, wszystkie frustracje. Poczuj, jak wychodzą z Ciebie, jak sie ich pozbywasz... Potem możesz tą kartkę spalić, albo jemu wysłać
Ale nie pisz tam w stylu "ty taki i owaki", a raczej "czuje sie teraz tak i tak, dlatego i dlatego". Chodzi tylko o to, żeby jakoś te uczucia ponazywać i jakoś je uzewnętrznić, a nie udawac, ze "ich tam wcale nie ma". Albo jeśli masz jakąś przyjaciółkę czy koleżankę, to wygadaj się troche jej - może to by Ci pomogło...
A na klamstwo nie ma rady, niestety... Ja równiez nie tak dawno dowiedziałam sie, ze dość bliska mi osoba mnie okłamywała całymi latami. Udawała osobę wrażliwa i głęboka, a wyszło na to, ze to pusta lala, co sie zwyczajnie sprzedała... I nie była to pierwsza tego typu osoba, o której myślałam dużo lepiej, a na koniec wyszło coś zupełnie innego. Ale nie trace przez to wiary w ludzi. Są te nieliczne jednostki, osoby, które nie sa tak kłamliwe i puste. Najgorsze co można zrobic, to pozwolić skur**synom żeby zabrali Ci wiare w ludzi (a przez to zauważ, ze pozbawiasz inną szczera osobe możliwości poznania Ciebie - wiec choćby z troski o te inne szczere osoby nie daj sie zdołować byle komu). Myśle, ze jeszcze kogos poznasz, życie jest długie ![]()
Swoją drogą, to jak dla mnie, też działałoby mocno odstraszająco, gdyby mój partner nagle z tego tylko powodu, że jest ze mną, zrezygnował z wyjść ze znajomymi i ogółem z własnych zainteresowań i własnych znajomych. Lepiej wg mnie jak ma gdzie wyjść i zreszta ja mu nie zapewnie wszystkiego, bo ja np. nie lubie oglądać meczy, piwa też dużo nie wypije, a juz na pewno w noge z nim nie zagram (tak samo np. Twój facet nie pogada z Tobą o "babskich sprawach";-) Musi miec facet coś swojego po prostu, a tak samo jak kobieta lubi czasem z drugą kobietą pogadac, to i facet dobrze jak ma swoje męskie grono. Ja bym wrecz swojego wyganiała, jakby zaczał nagle marudzic, ze mu sie juz nie chce z kumplami wychodzic ;-) (Swoja droga wiem, ze nie zawsze maja kumple dobry wpływ na faceta, no ale to juz trudno, jak bedzie chciał coś złego, to i tak to zrobi, z kumplami czy bez... Z tego założenia zawsze wychodze :-) Myśle, ze dla faceta jest to również jest niezrozumiałe, kiedy kobieta nagle zmienia swoje życie przez to, że jest z nim. No wiesz, kojarzy sie to z "kobietą bluszczem", taką, która nie ma własnej osobowości, tylko żyje życiem swojego faceta... Więc tu akurat coś z tym musisz zrobic, bo to rzeczywiscie moze byc problem...
Jakkolwiek sama szczerość i inne tego typu wratości to uważam za Twoj mocny plus :-)
I jeszcze myśle sobie wiesz - wcale nie musisz sie zadawać z kimś, kto Ciebie zawiódł. Wręcz przeciwnie. A że z siebie wyrzucasz w takiej chwili wszystko co myślisz, to też jak dla mnie nie jest problem, uważam, że własnie trzeba mówic, co sie mysli (oczywiscie nie każdą rzecz, co na jezyk ślina przyniesie, ale dotyczy to rzeczy ważnych) Może Twój problem jest raczej taki, ze za długo zwlekasz z wyrzuceniem tych myśli z siebie. One sie tak kumulują i potem jest efekt "tykajacej bomby"... To bardzo trudne, ale jednak trzeba sie nauczyć mówic od razu, kiedy coś nam nie pasuje. No przynajmniej w związku, w końcu ta relacja z założenia ma być bliska i szczera... A jeśli masz na parwde do kogoś coś uzasadnionego - typu zdrada, kłamstwo - to uwierz mi, ale to nie jest TWÓJ problem, ze po kimś pojechałaś z tego powodu, bo to całkiem normalna reakcja (jednym słowem zasłużył sobie, to teraz niech nie narzeka
Jak ktos sobie na to realnie zasłużył, to sie nie masz czym przejmować - wal śmiało i mu wygarnij ile wlezie, a po wszystkim niech spada na drzewo i tyle
Takich ludzi to lepiej pogonić jak najdalej, niech idą swoją pokrętną ścieżką, a Ty lepiej skup sie na tym, żeby Tobie sie krzywda nie działa. Bo co ciekawe, to tego typu osoby zawsze spadają na 4 łapy i na prawde sie nie ma co nimi przejmować...
Myśle, że mozesz zrobic tak. Usiądź gdzieś w spokoju, weź kartkę i napisz do byłego list. Wylej wszystkie swoje myśli, wszystkie frustracje. Poczuj, jak wychodzą z Ciebie, jak sie ich pozbywasz... Potem możesz tą kartkę spalić, albo jemu wysłać
Ale nie pisz tam w stylu "ty taki i owaki", a raczej "czuje sie teraz tak i tak, dlatego i dlatego". Chodzi tylko o to, żeby jakoś te uczucia ponazywać i jakoś je uzewnętrznić, a nie udawac, ze "ich tam wcale nie ma". Albo jeśli masz jakąś przyjaciółkę czy koleżankę, to wygadaj się troche jej - może to by Ci pomogło...
W czym pomoże mi nazwanie i uzewnętrznienie uczuć?
I jeszcze myśle sobie wiesz - wcale nie musisz sie zadawać z kimś, kto Ciebie zawiódł. Wręcz przeciwnie.
Dotąd tak właśnie robiłam - ktoś zawiódł, wybaczałam, nieraz kilkakrotnie, ale jeśli to nie rozwiązywało problemu to zaczęłam się odcinać od tych osób. Dziś mam poczucie, że ich straciłam. Z byłymi nie mam kontaktu, za to pojawiło się uczucie pustki. Ciężko jest być wieczorami samej w domu, po prostu jest mi bardzo przykro i smutno. Czasami nawet mam wrażenie, że nie wytrzymuję sama ze sobą. Staram się czymś zająć, ale to nie pomaga. Koleżanki i koledzy to nie to samo co facet...
Czasem tak jest, że nazwanie własnych uczuć lub wyrażenie ich w jakiś sposób pomaga. Nie wiem na jakiej zasadzie to działa, nie jestem psychologiem, ale nie zaszkodzi spróbować - najwyżej nie pomoże...
Rozumiem, że jest Ci smutno samej bez faceta, chyba dużo osób tak się czuje, kiedy nie ma kogoś bliskiego. Z drugiej strony wydaje mi się, że trochę nie doceniasz innych relacji, tak jakby facet to był jedyny człowiek na świecie i tylko z nim byś mogła spędzać czas. A jest jeszcze rodzina i sa znajomi. Jak dla mnie, to zgadzam sie owszem, ze pojedyncza koleżanka, albo np. brat, nie zastąpi chłopaka, ale biorąc wszystkich w kupę - tj. całą moja rodzine i wszystkich znajomych - to moge powiedzieć, że oni wszyscy potrafią całkiem nieźle mi faceta zastapić :-) To znaczy w sensie oczywiscie takim, że nie czuję się bardzo samotna, a przynajmniej nie tak często (bo czasem to potrafi nadejść taki dzień, że chce sie wyć - wiem, wiem...). Ogółem dobrze mieć jakichś innych ludzi wokół siebie, nie skupiać sie na jednej osobie (facecie) wyłącznie, bo to jest troche niebezpieczne. Facet może odejść i zawsze trzeba to brać pod uwagę, nikt Tobie nie zagwarantuje, że zostanie z Tobą do końca życia (czasem nawet mimo chęci, bo ten ktos moze umrzec - na to wpływu nikt nie ma). Jestem za tym, żeby szukać faceta, to na pewno, ale oprócz tego, skupić się również na innych osobach, których jakże często człowiek nie docenia... A bywa w życiu również i tak czasami, że to nie ten "jedyny i najwspanialszy" facet z Tobą zostanie, kiedy np. ulegniesz wypadkowi czy ciężkiej chorobie, ale okaże sie, że tym prawdziwym przyjacielem jest np. mama albo jakaś zdawałoby sie daleka koleżanka... Różnie w życiu jest, po prostu, więc warto również rozejrzeć sie wokół siebie wśród osób innych, niż facet. Zreszta np. poprzez koleżanki też masz i większe szanse na poznanie faceta, więc ma to dodatkowy plus ![]()
Czy będąc w związku nie mam prawa oczekiwać od partnera zachowywania podstawowych zasad? Czy to, że oczekuję szczerości i wierności jest czymś nienormalnym? Przecież to jest fundamentem każdej relacji, zaraz obok zaufania
No, na tym forum, gdzie kochanki są głaskane po główkach i popierane, a próba wystawienia zdroworozsądkowych ocen moralnych spotyka się z ostracyzmem nie wiem, czy przypadkiem nie jesteś postrzegana jako "nienormalna" przez znaczną część forum, niestety ;]
13 2014-05-04 11:11:33 Ostatnio edytowany przez Czarna Kotka (2014-05-04 11:15:40)
" Że zapewniał o miłości i równocześnie romansował z innymi. Nie umiem sobie poradzić z tym, że mógł mnie zdradzić, bo nie mam sobie nic do zarzucenia."
W jakiś sposób wciąż czujesz się odpowiedzialna za tamten związek i rozciągasz tę odpowiedzialność na byłego - co robił a czego nie robił.
Tyle że tutaj Twoje poczucie odpowiedzialności powinno powiedzieć STOP. To jest odrębny człowiek i to co robi, to jest jego wybór i jego odpowiedzialność, a nie Twoja. Nawet jeśli w związku źle się dzieje, to należy najpierw związek skończyć, a potem zaczynać nowy - tymczasem panu pasowało mieć na boku panienkę albo kilka. Przyczyna takiego zachowania tkwi w nim, nie w Tobie. Nie odpowiadasz za jego braki. To jego cecha charakteru, nie Twoja.
Swoją drogą, dla długoterminowych związków dobre jest, jeśli partner (partnerka) nie oddaje się cały "na tacy", tylko jest niezależny, ma swój świat i do pewnego stopnia pozostaje niedostępny. Stara się i daje dużo z siebie, ale też zostawia pole żeby starać się o niego (nią).
Inna sprawa - jacy faceci Cię pociągają? Tacy, którym nic nie brakuje i kochają Cię za to że jesteś, czy tacy, których trzeba "naprawić", którym trzeba pomóc, którzy mają ze sobą jakieś problemy, a rozwiązanie ich będzie równoznaczne z pokochaniem Cię?
"Wierzę, że gdy ja się poświęcę, ktoś dla mnie zrobi to samo, odwzajemni oddanie, poświęcony czas"
Miłość polega na kochaniu kogoś za to że jest, a nie za to co robi i ile poświęca.
"NADODPOWIEDZIALNOŚĆ
ratujesz
chronisz
wybawiasz
kontrolujesz
przejmujesz uczucia innych
nie słuchasz
Czujesz się ?
zmęczony
niespokojny
przerażony
narażony.
Zajmujesz się ?
szukaniem rozwiązań
i odpowiedzi,
okolicznościami,
udowadnianiem swojej racji,
szczegółami,
tym jak wypadasz.
(źródło : Instytut Psychologii Zdrowia)
W poprzednich wpisach opisałam dramat osoby w roli wybawcy-prześladowcy-ofiary.
Jak to przerwać?
Po pierwsze należy zrozumieć, że wybawianie ma swój początek w źle pojętej odpowiedzialności za kogoś. I zaczyna się od skrzywionego myślenia : muszę, powinienem zajmować się sprawami innych, beze mnie będzie im trudno, nie poradzą sobie.
Pod wpływem tego myślenia uaktywnia się działanie:
- przejmowanie cudzych obowiązków
- nadopienkuńczość
- wybawianie z opresji
- szukanie rozwiązań cudzych problemów
Kiedy przejmuje się odpowiedzialność za cudze myśli, cudze uczucia, cudze decyzje, cudze zachowania, rozwój, powodzenie czy rozwiązywanie problemów ? to tak naprawdę przejmuje się odpowiedzialność za całe cudze życie. Zbyt wygórowane ? aby było realne i niestety zbyt kosztowne, kto się na to porwie."
Powiem, że nie robisz najlepszego wrażenia. Zawsze jak mi się ktoś przedstawia jako idealna kobieta, poświęcająca się w związku, to mi się włącza czerwona lampka. Dlaczego? Bo zwykle takie osoby kryją w sobie tony złości, zawiści, goryczy, które wylewają z siebie na wiele różnych sposobów, często w formie wzbudzania poczucia winy w partnerze.
Wymagać od SIEBIE to możesz COKOLWIEK, ale nie od drugiego człowieka. Chcesz się kompletnie podać na tacy, proszę bardzo, ale nie miej pretensji, że druga strona tego nie robi.
15 2014-05-04 12:34:09 Ostatnio edytowany przez Mae (2014-05-04 12:36:17)
Twoje nabrane doświadczenia z przeszłości pozwoliły Ci zmienić siebie na osobę chłodną i oschłą podczas gdy wcześniej byłaś oddana. I powiem Ci, że to dobrze, bo swój następny związek zbudujesz na mocnych fundamentach, gdzie druga połowa już nigdy nie pozwoli sobie Ciebie wykorzystać, ponieważ będzie wiedziała co może stracić. Rezygnowanie z siebie na rzecz drugiej osoby jest bardzo złe. W związku powinnaś umieć zająć się sobą i właśnie na takie imprezy chodzić, spotykać się ze znajomymi, a nie skupiać się na tym jednym pomijając np. swoich przyjaciół. Bo wiesz co? Wtedy ten jeden wie, że jesteś tylko dla niego, wie, że Cie ma i czuje się tak pewny, że pozwala sobie na kontakt np. z innymi kobietami bo co może stracić? Skoro już Cię całkowicie oddaną ma?
I to nie jest prawdą wg. mnie że nie masz nic sobie do zarzucenia. Wina w tym wszystkim jest jak zawsze obojga, a nie tylko jednej strony. Wina Twoja jest taka, że oddałaś mu się w całości, a nie powinnaś zapominać o swoim życiu. Ale to świetne, że sama doszłaś do zmian, a nie nadal w tym tkwisz. Bo teraz masz podstawy do budowania zdrowych relacji, a nie toksycznych. Zastanów się nad tym ![]()
16 2014-05-04 14:10:28 Ostatnio edytowany przez anulka90 (2014-05-04 14:11:07)
"Inna sprawa - jacy faceci Cię pociągają? Tacy, którym nic nie brakuje i kochają Cię za to że jesteś, czy tacy, których trzeba "naprawić", którym trzeba pomóc, którzy mają ze sobą jakieś problemy, a rozwiązanie ich będzie równoznaczne z pokochaniem Cię?
"Wierzę, że gdy ja się poświęcę, ktoś dla mnie zrobi to samo, odwzajemni oddanie, poświęcony czas"
Miłość polega na kochaniu kogoś za to że jest, a nie za to co robi i ile poświęca."
Chyba właśnie tacy faceci mnie pociągają - których trzeba "naprawić", pomóc... Pierwszy były miał problem z alkoholem, narkotykami, drugi był zwykłym babiarzem. Lubię pomagać. Może rzeczywiście popełniam błąd starając za wszelką cenę "pomóc" komuś, czy tego chce, czy nie. Ale dlaczego to robię? Jestem świadoma tego, co napisaliście wszyscy wcześniej, naprawdę. Ja to wiem, a pomimo to robię co innego, może staram się nawet kogoś zmienić na siłę... A powinnam to zaakceptować, a jak nie to nie pakować się w tego typu związki, bo nikomu to na dobre nie wyszło jak dotąd.
Może problem tkwi rzeczywiście we mnie?
Powiem, że nie robisz najlepszego wrażenia. Zawsze jak mi się ktoś przedstawia jako idealna kobieta, poświęcająca się w związku, to mi się włącza czerwona lampka. Dlaczego? Bo zwykle takie osoby kryją w sobie tony złości, zawiści, goryczy, które wylewają z siebie na wiele różnych sposobów, często w formie wzbudzania poczucia winy w partnerze.
Wymagać od SIEBIE to możesz COKOLWIEK, ale nie od drugiego człowieka. Chcesz się kompletnie podać na tacy, proszę bardzo, ale nie miej pretensji, że druga strona tego nie robi.
Nie twierdzę nigdzie, że jestem idealna. I nie chcę wzbudzać w nikim żadnego poczucia winy.
I znów to samo pytanie: DLACZEGO mam nie wymagać od kogoś bycia fair wobec mnie? Jaki masz na to argument? Mam dać się ranić, nic nie robić z tym, że ktoś mnie obraża czy zdradza? Nie ma żadnego argumentu na to.
Nie chciałabym wylewać za jakiś czas żalu na forum, że nie wyrabiam psychicznie, bo chłopak zdradza, a ja nie potrafię się odezwać tylko tkwię w chorym związku.
18 2014-05-04 14:25:13 Ostatnio edytowany przez Czarna Kotka (2014-05-04 14:25:37)
Mylenie litości z miłością (zakochiwanie się przede wszystkim w osobach, którym można pomóc) to jedna z cech osób DDD (dorosłe dziecko rodziny dysfunkcyjnej) lub DDA.
Być może to jest Twój problem. Dorastałaś w "zdrowym" domu?
Tak, rodzina w komplecie, nikt nie jest dysfunkcyjny ani nie ma problemu z alkoholem.
20 2014-05-05 00:31:05 Ostatnio edytowany przez dobraBaba (2014-05-05 00:55:05)
Masz pełne prawo oczekiwać od kogoś z kim jesteś w związku bycia fair, to zawsze musi działać w dwie strony. Trudno jednak spodziewać się tego po osobie która ma problemy. Skoro wiesz że Twój men to tzw."babiarz" lub ma ciągotki do nałogów, sama nic z tym nie zrobisz. Taką ma naturę i tylko gdy sam zechce będzie w stanie to zmienić. Uzależnienia są niestety silniejsze od uczuć, dlatego lepiej w porę się wycofać.
Widać że lubisz się poświęcać ale czy warto aż tak? Najpierw mniej lub bardziej świadomie działasz przeciwko sobie a potem czujesz rozczarowanie. Pora na wyciągnięcie wniosków.
Co do rodziny, czasem warto przyjrzeć się bliżej swojej i tej z której pochodzi druga strona. Skądś biorą się nasze cechy charakteru. Można zaobserwować że wiele z nich powiela się z pokolenia na pokolenie. Być może swoją zasadniczość dostałaś w spadku po rodzicach. Skoro oni się odnaleźli i żyją w zgodzie to i Ty masz szansę spotkać kogoś kto deceni Twoje wartości. Ale nic na siłę. Daj sobie czas, poznawaj ludzi, bądź otwarta i zawsze mów czego oczekujesz.
Kolejna sprawa, niektórzy wolą przemilczeć gdy czują się zawiedzeni. To niestety nie kończy się nigdy dobrze. Żal, niedopowiedzenia zostają i tworzą kolejne. Nie warto czekać. Lepiej na bieżąco wyrzucić to z siebie. Kwestia tylko czy potrafimy wybrać dobry czas i miejsce. Czasem wypływa to z nas spontanicznie, podczas jakiejś rozmowy na którą druga strona może zareagować różnie. Mamy jednak jakiś postęp, widać jaki ma stosunek wobec nas. W trudnych chwilach to najlepszy sprawdzian.
Kiedy liczy się na to, że ktoś inny zachowa się w jakiś sposób, to można tylko gorzko się rozczarować, Jeśli chcesz być taką super osobą, to bądź, ale nie oczekuj, że inni będą Cię z tego względu inaczej traktować. Nie mamy wpływu na to, co się dzieje w głowach innych.
To przerażające co napisałaś, świadczy to o egoiźmie i braku ogólnie przyjętych zasad w społeczności. Po co piszesz na forum skoro uważasz że nie mamy wpływu na to co dzieje się w głowach innych.
Co do rodziny, czasem warto przyjrzeć się bliżej swojej i tej z której pochodzi druga strona. Skądś biorą się nasze cechy charakteru. Można zaobserwować że wiele z nich powiela się z pokolenia na pokolenie. Być może swoją zasadniczość dostałaś w spadku po rodzicach. Skoro oni się odnaleźli i żyją w zgodzie to i Ty masz szansę spotkać kogoś kto deceni Twoje wartości. Ale nic na siłę. Daj sobie czas, poznawaj ludzi, bądź otwarta i zawsze mów czego oczekujesz.
Kolejna sprawa, niektórzy wolą przemilczeć gdy czują się zawiedzeni. To niestety nie kończy się nigdy dobrze. Żal, niedopowiedzenia zostają i tworzą kolejne. Nie warto czekać. Lepiej na bieżąco wyrzucić to z siebie. Kwestia tylko czy potrafimy wybrać dobry czas i miejsce. Czasem wypływa to z nas spontanicznie, podczas jakiejś rozmowy na którą druga strona może zareagować różnie. Mamy jednak jakiś postęp, widać jaki ma stosunek wobec nas. W trudnych chwilach to najlepszy sprawdzian.
Odkąd pamiętam moi rodzice zawsze żyli w zgodzie. Rzadko się kłócili, pomimo częstych wyjazdów taty w delegacje nadal są razem, rozumieją się świetnie, radzą sobie razem z problemami, zapewnili mi i rodzeństwu dobre dzieciństwo, nauczyli samodzielności i niezależności. Niestety, nie pamiętam żeby mama kiedykolwiek mnie otwarcie pochwaliła za coś, zawsze była dość chłodna. Dopiero jak dorosłam to zaczęłam to dostrzegać. Mimo wszystko uważam, że mam wspaniałą rodzinkę. Rodziny moich byłych nie będę komentowała.
Osobiście problemy rozwiązuję "na gorąco", nie duszę w sobie niczego, mówię co mi się nie podoba lub co mnie uraziło. Kiedyś byłam bardziej skryta, nie chciałam nikogo ranić, z czasem stałam się bardzo asertywna. Jednak w poprzednich związkach przy kłótni potrafiłam wypomnieć komuś to, co było kiedyś, pomimo tego, że zostało coś omówione, wytłumaczone i pozornie rozwiązane. Pozornie, bo to jest związane z tym, że po prostu moi byli za każdym razem łamali obietnice, że coś zmienią, a ja ich przyłapywałam np. na umawianiu się z innymi czy na zażywaniu narkotyków i miałam żal, że obiecali i nadal robią to samo, a później dochodziło do tego, że zarzekali się, że to ja się mylę, a oni nic złego nie robią - robili ze mnie idiotkę, pomimo tego, co widziałam.
enkeli napisał/a:Kiedy liczy się na to, że ktoś inny zachowa się w jakiś sposób, to można tylko gorzko się rozczarować, Jeśli chcesz być taką super osobą, to bądź, ale nie oczekuj, że inni będą Cię z tego względu inaczej traktować. Nie mamy wpływu na to, co się dzieje w głowach innych.
To przerażające co napisałaś, świadczy to o egoiźmie i braku ogólnie przyjętych zasad w społeczności. Po co piszesz na forum skoro uważasz że nie mamy wpływu na to co dzieje się w głowach innych.
Sama nie wiem, po co
Może chodzi o to, że na forach ludzie zakładają tematy, bo nie są pewni, co robić, i chcieliby na podstawie opinii innych osób zadecydować, co zrobić (ale nie muszą wcale robić tego, co inni im radzą, mogą zrobić coś zupełnie innego bo taki mają kaprys). W tym wypadku jest jednak cień szansy, że wpłyniemy na czyjeś zachowanie. Ale mąż np nie zapyta Cię, czy Cię zdradzić z tamtą fajną laską, czy nie, Twoja matka nie zapyta, czy odpowiada Ci to, że 24/7 pali w całym mieszkaniu, bo są przekonani, że wiedzą, co robią i Twoja opinia jest zbędna.
23 2014-05-06 09:13:40 Ostatnio edytowany przez dobraBaba (2014-05-06 09:16:23)
Dzien dobry dziewczyny ![]()
Osobiście problemy rozwiązuję "na gorąco", nie duszę w sobie niczego, mówię co mi się nie podoba lub co mnie uraziło. Kiedyś byłam bardziej skryta, nie chciałam nikogo ranić, z czasem stałam się bardzo asertywna.
I tak trzymaj Anulka
, dobrze się dzieje gdy potrafimy wyznaczac ganice. Staraj się jednak nie wiac chłodem i lodem bo to odstrasza. Jestes kobieta i nie zapominaj o tym. ![]()
Sama nie wiem, po co
Może chodzi o to, że na forach ludzie zakładają tematy, bo nie są pewni, co robić, i chcieliby na podstawie opinii innych osób zadecydować, co zrobić (ale nie muszą wcale robić tego, co inni im radzą, mogą zrobić coś zupełnie innego bo taki mają kaprys). W tym wypadku jest jednak cień szansy, że wpłyniemy na czyjeś zachowanie. Ale mąż np nie zapyta Cię, czy Cię zdradzić z tamtą fajną laską, czy nie, Twoja matka nie zapyta, czy odpowiada Ci to, że 24/7 pali w całym mieszkaniu, bo są przekonani, że wiedzą, co robią i Twoja opinia jest zbędna
Droga Enkeli, kaprys można miec np. na lody malinowe
. W życiu każdy z nas ma problemy. Gdy nie umiemy sobie z nimi poradzic szukamy rady innych. A więc opinie liczą się dla każdego. Inny punkt widzenia to dla nas odnośnik który często pomaga. Pojedynczo czlowiek niewiele zdziała. Naturze ludzkiej przypisane jest życie w grupie, ja wiem że w obecnych czasach jest to mocno zaburzone, stąd konflikty. Ludzie nie potrafia znalezc sobie miejsca w swoim środowisku. Zamiast się integrować wolą konkurować w bardzo chory sposób. Piszesz o zdradzie, gdyby ktoś pytał nie dochodziłoby do niej. Zawsze są jakieś powody. Trzeba umiec obserwować i wyciągac wnioski.
Komunikacja to podstawa w relacjach miedzy ludzkich, trzeba umiec mówic ale tez sluchac, wyznaczać granice. Bez tych zasad nie ma relacji, jest próżnia, mydlana bańka z której należy jak najszybciej uciec. Robimy czasem rzeczy które innych drażnią, nie wiem czy z bezmyślności czy zwyczajnej głupoty. Ale po to mamy "język w gębie" żeby wyrażać to czego oczekujemy. Po co czekac aż mam zapyta czy smrod fajek Ci nie przeszkadza. Może warto zapytać "Mamo czy ty chcesz mnie zabic?" jeśli takie pytanie nie spowoduje reakcji to już wiemy co dalej zrobić. Pamietaj, nie ma zbędnych opinii.
enkeli napisał/a:Sama nie wiem, po co
Może chodzi o to, że na forach ludzie zakładają tematy, bo nie są pewni, co robić, i chcieliby na podstawie opinii innych osób zadecydować, co zrobić (ale nie muszą wcale robić tego, co inni im radzą, mogą zrobić coś zupełnie innego bo taki mają kaprys). W tym wypadku jest jednak cień szansy, że wpłyniemy na czyjeś zachowanie. Ale mąż np nie zapyta Cię, czy Cię zdradzić z tamtą fajną laską, czy nie, Twoja matka nie zapyta, czy odpowiada Ci to, że 24/7 pali w całym mieszkaniu, bo są przekonani, że wiedzą, co robią i Twoja opinia jest zbędna
Droga Enkeli, kaprys można miec np. na lody malinowe
. W życiu każdy z nas ma problemy. Gdy nie umiemy sobie z nimi poradzic szukamy rady innych. A więc opinie liczą się dla każdego. Inny punkt widzenia to dla nas odnośnik który często pomaga. Pojedynczo czlowiek niewiele zdziała. Naturze ludzkiej przypisane jest życie w grupie, ja wiem że w obecnych czasach jest to mocno zaburzone, stąd konflikty. Ludzie nie potrafia znalezc sobie miejsca w swoim środowisku. Zamiast się integrować wolą konkurować w bardzo chory sposób. Piszesz o zdradzie, gdyby ktoś pytał nie dochodziłoby do niej. Zawsze są jakieś powody. Trzeba umiec obserwować i wyciągac wnioski.
Komunikacja to podstawa w relacjach miedzy ludzkich, trzeba umiec mówic ale tez sluchac, wyznaczać granice. Bez tych zasad nie ma relacji, jest próżnia, mydlana bańka z której należy jak najszybciej uciec. Robimy czasem rzeczy które innych drażnią, nie wiem czy z bezmyślności czy zwyczajnej głupoty. Ale po to mamy "język w gębie" żeby wyrażać to czego oczekujemy. Po co czekac aż mam zapyta czy smrod fajek Ci nie przeszkadza. Może warto zapytać "Mamo czy ty chcesz mnie zabic?" jeśli takie pytanie nie spowoduje reakcji to już wiemy co dalej zrobić. Pamietaj, nie ma zbędnych opinii.
Niestety, ale moja powyższa wypowiedź była poparta doświadczeniem, przykładowo od zawsze z rodziną próbuję przekonać mamę, żeby chociaż ograniczyła palenie, bo szkodzi i sobie i innym, ale ona ma to gdzieś. Tak samo kiedy próbowałam lepszym kolegom coś doradzić, bo mieli problemy i nawet sami z siebie mi o nich opowiadali, to tylko grymasili, że łatwo mi tak mówić albo że sami sobie poradzą. Niektórzy wcale nie interesują się opinią innych i postępują, jak chcą, nie licząc się ze zdaniem innych, nawet jeśli źle na tym wychodzą.
Źle wychodza bo tak chcą, nie potrafią słuchać. Ale zgodzę się z Tobą, jest wiele takich osób. Z czego to wynika? Z uporu, lenistwa czy głupoty? Skoro nie chcą słuchać nie przejmuj się tym, są na tym świecie ciekawsze zajęcia niż uszczęśliwianie kogoś na siłę. Widzę jednak że nurtuje Ciebie ten temat, choćby ze względu na mamę. Zadaj pytanie w nowym temacie pt. "Dlaczego ludzie przestają słuchać siebie na wzajem?" Może dowiemy się czegoś co pozwoli to zrozumieć. Pozdrawiam.
Wszelkie porady w stylu "przestań być taka, a zacznij być inna" są do kitu. Tak się nie da. Pisząc na forum też nie szukasz de facto konkretnej porady, a raczej chcesz się wyżalić. Jeśli widzisz, że masz ze sobą problem, ze swoimi emocjami i chcesz to zmienić, to najlepiej będzie poddać się terapii u psychoterapeuty.
Chyba właśnie tacy faceci mnie pociągają - których trzeba "naprawić", pomóc... Pierwszy były miał problem z alkoholem, narkotykami, drugi był zwykłym babiarzem. Lubię pomagać. Może rzeczywiście popełniam błąd starając za wszelką cenę "pomóc" komuś, czy tego chce, czy nie. Ale dlaczego to robię? Jestem świadoma tego, co napisaliście wszyscy wcześniej, naprawdę. Ja to wiem, a pomimo to robię co innego, może staram się nawet kogoś zmienić na siłę... A powinnam to zaakceptować, a jak nie to nie pakować się w tego typu związki, bo nikomu to na dobre nie wyszło jak dotąd.
Może problem tkwi rzeczywiście we mnie?
Witaj, myślę o prostej odpowiedzi na Twoje zawiłe pytania. Nie powinnaś drążyć głęboko w swoim życiu i szukać rozwiązania. Przedstawię moją wypowiedź opierając się o twoją wypowiedź.
Zastanów się czy wśród Twoich przyjaciół, znajomych - mogą być byli, miałaś tą tendencję do niesienia pomocy.
Jeżeli odpowiedź będzie twierdząca to możesz być pewna, patrząc na swoje zachowanie że między innymi Twoim życiowym powołaniem jest niesienie pomocy. Różnica polega mianowicie tylko na tym kim, komu i kiedy chcesz pomagać. Idąc do ludzi i niosąc pomoc i prawdziwie pomagając, nie oczekując podziękowania będzie szczęśliwa. Nie możesz tego przenosić na związki te które były. Bardzo możliwe że właśnie w ten sposób wyrażałaś siebie.
Niema nic złego w tym że chcesz pomagać, lubisz to robić - Ty i ja to wiemy że w Tobie wewnątrz Ciebie niesienie pomocy jest jak balsam dla Twojej duszy. Problemem jest natomiast to że od dłuższego czasu robiłaś to w niewłaściwy sposób. Pomagałaś tam gdzie nikt tej pomocy nie widział a co gorsza traktował Cię i Twoją pracę jako coś naturalnego.
Dodatkowo nie szanował Ciebie - nie będę tutaj się zagłębiał w te kwestie. Pragnę tylko dodać że rozwijanie się jak to miało miejsce o twoją rodzinę, niema większego sensu. To jaka jesteś z natury nie jest złe.
Pogódź się z tym co robisz i jak chcesz pomagać - myślę że duszo czasu nie zajmą Ci poszukiwania.
Inna kwestia, w ten sposób zrozumiesz co chciało Ci życie przekazać i partner którego na pewno jeszcze poznasz - będzie taki jaki powinien być. Ideałów niema - ale nie doświadczysz z jego strony tego niezrozumienia i Twoja prawdziwa siła naprawdę się ujawni.
To nie jest dobra rada to pewność. A tak na sam koniec, zastanów się co daje Ci rozbijanie i rozmyślanie o przeszłości na okrągło? Znajdź 1 sens - wyciągnij naukę i zacznij realizować siebie. A słońce na pewno zaświeci w Twoim życiu nie raz a wiele razy.
Jeżeli będę mógł pomóc pisz do mnie - coś zaradzimy na inne pytania, które będą Cię nachodzić.
Jak tak czytam co piszesz, to czuję wiele podobieństw w naszych osobowościach. A przynajmniej podobieństw do tego jaka byłam, no i poniekąd pewnie jestem choć wiele się zmieniło. W zasadzie nic dziwnego, że przejęło Cię to o czym się dowiedziałaś. Z drugiej strony, nie powinno przejąć aż tak bardzo.. i pewnie gdyby był ktoś w Twoim życiu, nie zajęło by to tak bardzo Twojej uwagi. Napisałaś, że pociągają Cię faceci, których trzeba naprawiać. Cóż, ciężko pominąć tu perspektywę mechanizmów psychologicznych. Zapewne w swoim życiu musiałaś spotkać się z wieloma trudnościami, które musiałaś pokonać - nauczywszy się tego, wzbudził się w Tobie prawdopodobnie instynkt "naprawiania świata" (również własna autopsja). Nie jest to pewnie złe, choć bywa kłopotliwe w relacjach z innymi. Warto nauczyć się żyć w takim świecie jaki jest, zamiast zauważać dysonanse pomiędzy sobą a innymi, warto bo byłoby Ci lżej. Poruszasz wiele wątków, do których mogłabym się odnieść, jeśli chcesz zapraszam do rozmowy /e-mail. Pozdrawiam ![]()
Zastanów się czy wśród Twoich przyjaciół, znajomych - mogą być byli, miałaś tą tendencję do niesienia pomocy.
- TAK, zdecydowanie.
Pogódź się z tym co robisz i jak chcesz pomagać - myślę że duszo czasu nie zajmą Ci poszukiwania.
Inna kwestia, w ten sposób zrozumiesz co chciało Ci życie przekazać i partner którego na pewno jeszcze poznasz - będzie taki jaki powinien być. Ideałów niema - ale nie doświadczysz z jego strony tego niezrozumienia i Twoja prawdziwa siła naprawdę się ujawni.
To nie jest dobra rada to pewność. A tak na sam koniec, zastanów się co daje Ci rozbijanie i rozmyślanie o przeszłości na okrągło? Znajdź 1 sens - wyciągnij naukę i zacznij realizować siebie. A słońce na pewno zaświeci w Twoim życiu nie raz a wiele razy.
Rozbijam przeszłość i rozmyślam o wszystkim właśnie dlatego, że chcę wyciągnąć odpowiednie wnioski. Skoro jest skutek - chciałabym wiedzieć jaka była tego przyczyna i w przyszłości unikać tego typu sytuacji, o których napisałam wcześniej. Chcę być świadoma tego, co robię. Mam problem, żeby tę przyczynę znaleźć. Ciągłe analizowanie i zadawanie sobie pytania "dlaczego" jest bardzo męczące... Do tego stopnia, że postanowiłam napisać tu, na forum.
Co ciekawe, zawsze chciałam zostać psychologiem. Przyznam, że czułam się bardzo zaskoczona czytając Twój post - to niegłupie co napisałeś, może rzeczywiście powinnam pójść w kierunku "pomagania", tym bardziej, że planuję wrócić na studia. Ale najpierw muszę poukładać sobie w głowie wszystko od nowa. Czuję, że w pewnym sensie mój dotychczasowy światopogląd legł w gruzach. Co dla mnie ważniejsze, jest już lepiej, czuję się spokojniejsza, jakby coś ze mnie spłynęło.
Dziękuję za Twoją opinię.
Rozbijam przeszłość i rozmyślam o wszystkim właśnie dlatego, że chcę wyciągnąć odpowiednie wnioski. Skoro jest skutek - chciałabym wiedzieć jaka była tego przyczyna i w przyszłości unikać tego typu sytuacji, o których napisałam wcześniej. Chcę być świadoma tego, co robię. Mam problem, żeby tę przyczynę znaleźć. Ciągłe analizowanie i zadawanie sobie pytania "dlaczego" jest bardzo męczące... Do tego stopnia, że postanowiłam napisać tu, na forum.
Co ciekawe, zawsze chciałam zostać psychologiem. Przyznam, że czułam się bardzo zaskoczona czytając Twój post - to niegłupie co napisałeś, może rzeczywiście powinnam pójść w kierunku "pomagania", tym bardziej, że planuję wrócić na studia. Ale najpierw muszę poukładać sobie w głowie wszystko od nowa. Czuję, że w pewnym sensie mój dotychczasowy światopogląd legł w gruzach. Co dla mnie ważniejsze, jest już lepiej, czuję się spokojniejsza, jakby coś ze mnie spłynęło.
Dziękuję za Twoją opinię.
Witaj, pozwolę sobie dodać jeszcze jedną wskazówkę do Twojego myślenia. W obecnym stanie warto przyjąć jeden kierunek -" Nie byłaś winna tego co Ci się przytrafiło" .Przyczyna której szukasz jest zawarta w odnalezienie swojej drogi i poukładanie sobie życia. Warto sobie powiedzieć na dziś starczy - dość zadawania pytania "dlaczego". Odpowiedź już znasz, jest prostsza niż mogłoby się wydawać.
Zapewne na samą myśl, o tym w pewien sposób uśmiechasz się.
Spokój który zagościł, w Twoim sercu jest ważniejszy od opinii i spraw związanych z ludźmi i tym co było. Serdecznie pozdrawiam
Witaj, pozwolę sobie dodać jeszcze jedną wskazówkę do Twojego myślenia. W obecnym stanie warto przyjąć jeden kierunek -" Nie byłaś winna tego co Ci się przytrafiło" .Przyczyna której szukasz jest zawarta w odnalezienie swojej drogi i poukładanie sobie życia. Warto sobie powiedzieć na dziś starczy - dość zadawania pytania "dlaczego". Odpowiedź już znasz, jest prostsza niż mogłoby się wydawać.
Zapewne na samą myśl, o tym w pewien sposób uśmiechasz się.Spokój który zagościł, w Twoim sercu jest ważniejszy od opinii i spraw związanych z ludźmi i tym co było. Serdecznie pozdrawiam
Istotnie, moje życie nie jest poukładane. Paradoksalnie, pomimo burzliwego okresu, czuję, że stoję cały czas w miejscu. Być może nadeszła odpowiednia pora na zmiany...
Pozdrawiam serdecznie, z szerokim uśmiechem ![]()
PS. Napisałam na priv
Pozdrawiam serdecznie, z szerokim uśmiechem
PS. Napisałam na priv
Witaj.
Z jakiegoś powodu PW nie doszło do mnie więc pozwoliłem sobie wysłać w drugą stronę email.
Pozdrawiam