Witam,
Jestem 30 letnią kobietą, w związku małżeńskim od 5 lat. Z tego związku zrodziła się wspaniała istotka, którą kocham nad życie, moja córeczka. Gdyby nie ona już dawno odeszłabym od męża. A tak trudno mi jest podjąć decyzję...Może opiszę moje położenie,sytuację w której obecnie się znajduję. Odkąd mąż podjął pracę jak żołnierz bardzo się zmienił, stał się zupełnie obcą mi osobą. Przed ślubem byłam dla niego całym światem, on dla mnie też(myślałam wtedy sobie, że z tą osobą mogę konie kraść, był lekiem na każdy smutek; pocieszał w trudnych chwilach, często przytulał i dodawał otuchy; dużo rozmawialiśmy szczerze i otwarcie) Po ślubie zaszłam w ciążę sielanka trwała.. do czasu. W dwa lata po narodzinach dziecka, gdy podjął prace w wojsku wszystko sie zmieniło. Mieszkaliśmy wówczas w niewielkim pokoju u moich rodziców, ale lepsze to niż nic. Nie wiem czy to mieszkanie z teściami go zmęczyło, coraz częściej pozwalał sobie na wulgaryzmy pod moim adresem,co było dla mnie czymś nowym i przykrym (wcześniej sie tak nie zachowywał). Tłumaczyłam sobie, że może ma problemy w pracy i dlatego próbuje dać upust złym emocjom, a że miał mnie pod ręką to sobie pozwalał na głupie komentarze, wyzwiska i ubliżanie. Próbowałam z nim rozmawiać, ale zawsze kończyło się kłótnią, bo nic do niego nie docierało.
Nawet przy moich rodzicach potrafił sie drzec na mnie i rzucac róznymi przedmiotami, kiedyś zrobilam mu kolację a on cisnął talerzem o podłogę, wszystko rozprysnęło się w drobny mak. Wtedy nie wytrzymałam,wykorzystalam moment, gdy wyszedł z domu, spakowałam wszystkie jego graty w worki na śmieci i wystawiłam za drzwi. Minął miesiąc, w tym czasie mąż mieszkał u swoich rodziców. Któregoś razu zadzwonił z prośbą o spotkanie, zaproponował byśmy wynajeli własny kąt, i że będzie lepiej. Po kilku dniach spędznych na analizie, przystałam na jego propozycję.
Zamieszkaliśmy razem. Cieszyłam się na myśl, że wreszcie będzie normalnie...Prałam, gotowałam, odprowadzałam dziecko do przedszkola, pracowałam, odbierałam dziecko z przedszkola, sprzątałam, robiłam zakupy, wychodzilam z mala na dwor a mąż bardzo zmęczony wracal z pracy zjadal obiad i klad sie spac. Ktoregoś dnia zrobil mi awanturę, że wychodzę na kolację firmową i oczywiście wyzwałmnie od dz...k, mówił czy wzięłam prezerwatywy, itp. bardzo uwłaczającemojej osobie słowa, które ciężko jest mi powtórzyć:( Opłaty za mieszkanie tez robilam sama, maż dokladal połowę. Miał pretensję do mnie ze lodówka jest kiepsko zaopatrzona, prawił kąśliwe uwagi gdy kupiłam sobie dezodorant albo tusz do rzes, podczas gdy on wydawal pieniądze na używki. I taki schemat jest do dzis.
Ostatnio tez poszło o pieniądze, powiedział ze złotówki mi nie da, bo wydaje mase pieniedzy , tyle ze ja nie pamietam kiedy kupilam sobie jakis ciuch czy cokolwiek innego:(wszystko idzie na oplaty i bieżącą konsumpcję. W ogóle nie docenia tego co dla niego robie. Swioim zachowaniem i traktowaniem mnie jak powietrza sprawil, ze nie chce juz nim byc. Tak nie można. On w kółko powtarza to wez rozwod ku...a, wypier...., szarpie mna i potrząsa, ostatnio robił kotlety mielone bo mu sie zachciało i obrzucił mnie miesem itp. Najgorsze jest to ze dziecko sie temu przygląda i nie bardzo rozumie dlaczego tata tak sie zachowuje. Jest mi strasznie zle, staram sie corce tłumaczyc ze zachowanie taty nie jest własciwe ale czasem czlowiekowi puszczają nerwy i nie wie co robi..
Ostatnio grozil mi ze mnie zajeb...:( Prawie jestem zdecydowana na złożenie pozwu, ale prosze o komentarz jeśli ktoś ma podobne doświadczenia..będe wdzieczna