netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

Kiedy czas nie leczy ran, a jedynie ją zwiększa...

38 odpowiedzi9 065 wyświetleńzałożony przez lord991, 05.01.2015

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Kiedy czas nie leczy ran, a jedynie ją zwiększa...

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 39 ]

1

Temat: Kiedy czas nie leczy ran, a jedynie ją zwiększa...

Żyje ciągle ze świadomością, że w miarę upływu czasu będzie lepiej pogodzić mi się z rozstaniem. Nie wiem, czy przeszedłem wszystkie etapy żałoby po odejściu drugiej połówki, bo mam takie dni, że wszystko jest w miarę ok, układam sobie jakoś przyszłość,a tu nagle przyjdzie dzień, że człowiek zaczyna rozkminiać, jest mu smutno, pojawia się płacz,wyk, i pytanie dlaczego ? Nie odkochałem się przez te kilka miesięcy, życie ułożyło się tak, że z ex widuje się w miarę często, jednak dla niej temat jest skończony i nie ma do czego wracać, pomimo tego, że uczucie względem mnie się jeszcze też nie wypaliło. Człowiek chciałby jeszcze coś zrobić żeby móc wrócić do kochanej mu osoby, ale co gdy druga osoba nie widzi w tym sensu ? Mam takie odczucia, że ją strasznie kocham i nienawidzę. Strasznie cienka granica między tymi uczuciami. Pytanie czy byłoby mi łatwiej gdyby kogoś sobie znalazła, czy byłby to kolejny etap smutku, który musiałbym przejść ? Chciałbym zmienić  środowisko, z dala od ex, znajomych i zacząć od zera w innym mieście, jednak na razie nie potrafię tego zrobić. Nie wiem zresztą czy taka ucieczka coś mi da. Zdaje sobie sprawę, że czas to kwestia indywidualna, u mnie minęło kilka miesięcy, nie wpadłem w depresję, nie leczyłem się farmakologicznie, jednak ciężko pogodzić się z tym, że człowiek miał tak dużo i upadł na dno. Czy macie też tak, że jest kilka fajnych dni, kiedy nie myślicie o waszych ex, a później przychodzi ten gorszy dzień gdzie ujawniają się te etapy żałoby ? Pozdrawiam serdecznie.

2

Odp: Kiedy czas nie leczy ran, a jedynie ją zwiększa...
lord991 napisał/a:

Żyje ciągle ze świadomością, że w miarę upływu czasu będzie lepiej pogodzić mi się z rozstaniem. Nie wiem, czy przeszedłem wszystkie etapy żałoby po odejściu drugiej połówki, bo mam takie dni, że wszystko jest w miarę ok, układam sobie jakoś przyszłość,a tu nagle przyjdzie dzień, że człowiek zaczyna rozkminiać, jest mu smutno, pojawia się płacz,wyk, i pytanie dlaczego ? Nie odkochałem się przez te kilka miesięcy, życie ułożyło się tak, że z ex widuje się w miarę często, jednak dla niej temat jest skończony i nie ma do czego wracać, pomimo tego, że uczucie względem mnie się jeszcze też nie wypaliło. Człowiek chciałby jeszcze coś zrobić żeby móc wrócić do kochanej mu osoby, ale co gdy druga osoba nie widzi w tym sensu ? Mam takie odczucia, że ją strasznie kocham i nienawidzę. Strasznie cienka granica między tymi uczuciami. Pytanie czy byłoby mi łatwiej gdyby kogoś sobie znalazła, czy byłby to kolejny etap smutku, który musiałbym przejść ? Chciałbym zmienić  środowisko, z dala od ex, znajomych i zacząć od zera w innym mieście, jednak na razie nie potrafię tego zrobić. Nie wiem zresztą czy taka ucieczka coś mi da. Zdaje sobie sprawę, że czas to kwestia indywidualna, u mnie minęło kilka miesięcy, nie wpadłem w depresję, nie leczyłem się farmakologicznie, jednak ciężko pogodzić się z tym, że człowiek miał tak dużo i upadł na dno. Czy macie też tak, że jest kilka fajnych dni, kiedy nie myślicie o waszych ex, a później przychodzi ten gorszy dzień gdzie ujawniają się te etapy żałoby ? Pozdrawiam serdecznie.

I tak będzie póki nie przestaniesz o niej myśleć, zamiast żyć własnym życiem i z czasem rozgląda się za nową znajomością. Oczywiście nie jest łatwo kiedy się tę osobę widzi, tym bardziej że jak widać masz jeszcze nadzieję. Ale ona już Cię skreśliła. Bywa. Musisz się z tym pogodzić. Z tego co piszesz wnioskuję, że jesteś jeszcze młody więc wszystko przed Tobą - i ktoś Cię o Ty kogoś zranisz. Rzadko się zdarza, że od razu trafi się na właściwą osobę która odwzajemni uczucia i będzie się układało, także życzę dużo siły i determinacji - ta właściwa osoba w końcu się znajdzie, jeśli zamkniesz rozdział i będziesz na nową znajomość gotów!
Powodzenia! smile

3

Odp: Kiedy czas nie leczy ran, a jedynie ją zwiększa...
lord991 napisał/a:

Czy macie też tak, że jest kilka fajnych dni, kiedy nie myślicie o waszych ex, a później przychodzi ten gorszy dzień gdzie ujawniają się te etapy żałoby ?

Mam tak samo hmm  Zdaje się, że to naturalne i minie...

4

Odp: Kiedy czas nie leczy ran, a jedynie ją zwiększa...

Musisz zerwać w 100% wiążące Cię z przeszłością nici.
Nie da się inaczej.

5

Odp: Kiedy czas nie leczy ran, a jedynie ją zwiększa...

Ciężko. Tym bardziej, że to był 4 lata naprawdę fajnego związku i przyszło jak grom z nieba. Nie spodziewałem się. Zaskoczenie. Żal. Gniew. Dlaczego tak się stało ? Mieliśmy tak wiele. Przede wszystkim mieliśmy siebie. Taką podjęła decyzję, no a mi trudno się z nią pogodzić. To właśnie bardzo boli, że muszę pogodzić się z jej decyzją. Pojawiają się pytania w stylu: czy jeszcze spotkam taką piękną i wartościową kobietę ? Boję się porównywania innych kobiet właśnie do ex i że niepotrzebnie zrani się drugą osobę jeśli będzie się ją w taki sposób porównywać.

6 Ostatnio edytowany przez weronka44 (2015-01-05 16:24:49)

Odp: Kiedy czas nie leczy ran, a jedynie ją zwiększa...

Lord, może to słabe pocieszenie, ale inni maja gorzej /weź choćby mnie/. Nie dość, że muszę widywać jeszcze-męża /bo dziecko/ to co dzień mogę się natknąć na jego wybrankę.
Ale ja wiem, że w końcu będzie mi to zwisać i powiewać. /czekam na ten dzień/

Nie kochała ciebie - jej strata

Tego kwiatu itd. Jest wiele wartościowych kobiet -  tu ile!  Bogatszy w doświadczenia znajdziesz miłość:) inną, nie znaczy gorszą /nie ma co porównywać/

Tego ci życzę smile

7

Odp: Kiedy czas nie leczy ran, a jedynie ją zwiększa...
weronka44 napisał/a:

Lord, może to słabe pocieszenie, ale inni maja gorzej /weź choćby mnie/. Nie dość, że muszę widywać jeszcze-męża /bo dziecko/ to co dzień mogę się natknąć na jego wybrankę.
Ale ja wiem, że w końcu będzie mi to zwisać i powiewać. /czekam na ten dzień/

Nie kochała ciebie - jej strata

Tego kwiatu itd. Jest wiele wartościowych kobiet -  tu ile!  Bogatszy w doświadczenia znajdziesz miłość:) inną, nie znaczy gorszą /nie ma co porównywać/

Tego ci życzę smile

Zdaje sobie sprawę, że dziecko i mąż to trochę inna bajka. Na pewno jest trudniej. Sęk w tym, że wydaje mi się, że kochała, no bo nie da się tak od razu odkochać. Powiedziała mi tak wprost. Doświadczenia zebrane po rozstaniu są bezcenne, w szczególności kiedy przeżywamy to po raz pierwszy. Zgadzam się w tej kwestii w 100%. Sęk w tym, że żeby to zauważyć trzeba pocierpieć, a to boli. Mam nadzieję, że porównywać nie będę.

8

Odp: Kiedy czas nie leczy ran, a jedynie ją zwiększa...

Nie będziesz porównywać, bo stopniowo zapomnisz. Najszybszy sposób, żeby się odkochać to:
- poświęć się bardziej pracy albo nauce, wykorzystaj tą swoją złą energię do robienia czegoś,
- wyrzuć wszystkie zdjęcia i przedmioty, które mogą nasuwać wspomnienia,
- unikaj miejsc, w których wydarzyło się coś między Wami, co pamiętasz (zmień otoczenie, jeździj w nowe miejsca),
- uśmiechaj się i bądź sobą - znajdziesz kogoś pięknego i wartościowego,
Nie jest pierwszy, nie jesteś ostatni - uda Ci się.

9

Odp: Kiedy czas nie leczy ran, a jedynie ją zwiększa...

lord- też mam podobne obawy, ale chyba to normalne po rozstaniu. U mnie niebawem minie 5 miesięcy. Od paru tygodni dawałam sobie radę, było ok, inaczej spojrzałam na to wszystko dzięki temu forum. Cóż, dzisiaj mam gorszy dzień, być może dlatego że w nocy śnił mi się były, jakoś nie mogę zebrać się do pracy tylko siedzę cały dzień i czytam forum.

10

Odp: Kiedy czas nie leczy ran, a jedynie ją zwiększa...
chocoshock napisał/a:

lord- też mam podobne obawy, ale chyba to normalne po rozstaniu. U mnie niebawem minie 5 miesięcy. Od paru tygodni dawałam sobie radę, było ok, inaczej spojrzałam na to wszystko dzięki temu forum. Cóż, dzisiaj mam gorszy dzień, być może dlatego że w nocy śnił mi się były, jakoś nie mogę zebrać się do pracy tylko siedzę cały dzień i czytam forum.

Właśnie, więc wiesz jak to jest. U mnie uraz jest tym większy, gdyż mieszkaliśmy razem. Każdy dzień był dniem spędzonym z nią. Co do snów to też mi się śni, to są sny w których jesteśmy razem. Budzisz się rano i znowu cierpisz. Masakra. Mam tak samo z tym, że ciężko jest mi się za coś zabrać. Czytam forum, nie powiem, że nie pomaga, wiesz że nie jesteś z tym wszystkim sam. Każde obiektywna opinia przydaje się i pozwala patrzeć na to rozstanie z innego punktu widzenia. Jednak gdy są te gorsze dni, nikomu ich nie życzę, wszystko wydaje się dla ciebie bez sensu. Dosłownie wszystko. Zdaje sobie sprawę z jednego. Za bardzo przywiązałem się i uzależniłem swoje szczęście od drugiej osoby. Ktoś tu kiedyś na forum pisał, że zawsze na końcu wygranym jest ten kto na początku kochał mniej. Dla mnie to prawda. Od początku kochałem całym sobą, zaufałem w 100%. Jakie to wszystko pomieszane...!

11

Odp: Kiedy czas nie leczy ran, a jedynie ją zwiększa...

Współczuję ci, ja co prawda nie mieszkałam ze swoim ex, nie byliśmy zaręczeni, przez nawet dłuższy czas musieliśmy żyć na odległość z powodu jego wyjazdów, ale byliśmy razem przez 6 lat.
Nie do końca zgodzę się z tym, że wygranym jest ten kto na początku kochał mniej. W moim przypadku ja byłam taką osobą, a z upływem lat wydawało mi się, że tylko ja chcę walczyć o ten związek, że tylko mi zależy.
Za jakiś czas, być może już niebawem spojrzysz na swój związek w taki sposób, że zobaczysz że wcale tak kolorowo nie było. Po prostu musisz uwierzyć w to, że z kimś jeszcze ułożysz sobie życie i będzie to coś lepszego od tego co było. Podobno cierpienie uszlachetnia...

12

Odp: Kiedy czas nie leczy ran, a jedynie ją zwiększa...

U mnie minęło 2 lata od rozstania , bol ucichł lecz wciąż mam go w myslach, a wydawalo sie ze kochałam mniej.

13

Odp: Kiedy czas nie leczy ran, a jedynie ją zwiększa...
emilab87 napisał/a:

Nie będziesz porównywać, bo stopniowo zapomnisz. Najszybszy sposób, żeby się odkochać to:
- poświęć się bardziej pracy albo nauce, wykorzystaj tą swoją złą energię do robienia czegoś,
- wyrzuć wszystkie zdjęcia i przedmioty, które mogą nasuwać wspomnienia,
- unikaj miejsc, w których wydarzyło się coś między Wami, co pamiętasz (zmień otoczenie, jeździj w nowe miejsca),
- uśmiechaj się i bądź sobą - znajdziesz kogoś pięknego i wartościowego,
Nie jest pierwszy, nie jesteś ostatni - uda Ci się.

Popieram w całej rozciągłości.
Dodam jeszcze, Autorze, byś przestał analizować własne postępowanie (o ile to robisz), jako przyczynę zerwania.
Nie szukaj w sobie winy, bo jak stwierdziłeś, zaskoczyła Cię swoją decyzja.
Olała rozmowę, klucz do naprawy wszystkiego w każdym związku, więc nie masz sobie nic do zarzucenia.

14

Odp: Kiedy czas nie leczy ran, a jedynie ją zwiększa...

Witam zycze duzo dobrego 2015 r. Kiedys ktos mi powiedzial bardzo madre slowa,ktore zastosowalam w swoim zyciu. Bardzo mi pomogly.Teraz przekazuje je Tobie ;Kiedy zdecydujesz sie swiadomie i powaznie zainwestoc w siebie,bedzie to najwazniejsza inwestycja w Twoim zyciu; Wiec inwestuj w siebie nie w byla dziewczyne. Pozdrawiam

15

Odp: Kiedy czas nie leczy ran, a jedynie ją zwiększa...
Excop napisał/a:
emilab87 napisał/a:

Nie będziesz porównywać, bo stopniowo zapomnisz. Najszybszy sposób, żeby się odkochać to:
- poświęć się bardziej pracy albo nauce, wykorzystaj tą swoją złą energię do robienia czegoś,
- wyrzuć wszystkie zdjęcia i przedmioty, które mogą nasuwać wspomnienia,
- unikaj miejsc, w których wydarzyło się coś między Wami, co pamiętasz (zmień otoczenie, jeździj w nowe miejsca),
- uśmiechaj się i bądź sobą - znajdziesz kogoś pięknego i wartościowego,
Nie jest pierwszy, nie jesteś ostatni - uda Ci się.

Popieram w całej rozciągłości.
Dodam jeszcze, Autorze, byś przestał analizować własne postępowanie (o ile to robisz), jako przyczynę zerwania.
Nie szukaj w sobie winy, bo jak stwierdziłeś, zaskoczyła Cię swoją decyzja.
Olała rozmowę, klucz do naprawy wszystkiego w każdym związku, więc nie masz sobie nic do zarzucenia.

Właśnie, robię to, analizuje swoje postępowanie jako przyczynę zerwania. Zaskoczyła to tak. Rozmowy były kiedyś o to co mogliśmy by poprawić, czego ona oczekuje ode mnie. Mam jednak wrażenie patrząc z perspektywy czasu, że te rozmowy powinny wyglądać trochę inaczej, w takim sensie żeby dać do zrozumienia drugiej osobie coś tak dosadnie, bo jak nie to jest możliwość, że nie wytrzymam i odejdę. U nas była rozmowa, troche płaczu, trochę focha, i na drugi dzień było już ok. Czemu analizuje ? Ano bo jak już wcześniej wspomniałem, tzn w moim poprzednim temacie, moja ex kierowała się raczej rozumem, a nie sercem. Wiem, że na pewno coś czuje. Jeśli powiedziała by mi wprost, że mnie już nie kocha, nic nie czuje, wtedy moje myśli powoli by gasły. Dała mi jednak do zrozumienia, że to już koniec. I długo będzie ona tak cierpieć w tym, że coś czuje ? Dopóki spotka następnego faceta ? Mamy kontakt, ale słaby. Nawiązując to poprzednich postów, mamy po 25 lat. Oprócz analizowania martwię się o nią, co u niej, bo wiem, że też to przeżywa. Nie da się inaczej będąc 4 lata w związku.

16

Odp: Kiedy czas nie leczy ran, a jedynie ją zwiększa...

1. Jak najbardziej da sie inaczej.
2. Skad pewnosc ze Cie kocha.
3. Nawet jesli to czasem rozum wygrywa z sercem.

17

Odp: Kiedy czas nie leczy ran, a jedynie ją zwiększa...
Jacenty89 napisał/a:

1. Jak najbardziej da sie inaczej.
2. Skad pewnosc ze Cie kocha.
3. Nawet jesli to czasem rozum wygrywa z sercem.

Pewności 100% nie mam, wiem to co czuje, to co mówią jej bliscy znajomi, rodzina. Wiem, że czasem rozum wygrywa ze sercem. Tylko czy wtedy jeśli ta osoba kieruje się rozumem a nie sercem nie cierpi bardziej ? Chciałbym tą walkę wygrać, walkę z moim ciałem, z moją duszą. Nie potrafię jednak wyrzucić jej z mojej głowy. Nawet jak robię coś innego to powraca jak bumerang. Ciężko się z tym pogodzić tym bardziej, że było nam razem bardzo dobrze. Chyba za bardzo uzależniłem swoje szczęście od jej osoby....

18

Odp: Kiedy czas nie leczy ran, a jedynie ją zwiększa...

....tak trudno znaleźć złoty środek między dawaniem sobie szansy na miłość a nieranieniem drugiego człowieka?ja chyba mam zachwianą proporcję?wciąż bardziej boję się zranić kogoś odrzuceniem niż spróbować i dać szansę miłości?zapuścić korzenie...cóż rany będą się zabliźniać i cierpienie kiedyś przestanie być dominującym stanem..... z czasem  zmienia się jego nasilenie, a częstotliwość odczuwania żalu zmniejsza się...i tak odnajdywanie blasków życia, a nie tylko jego cieni świadczy o jakimś zapomnieniu...tego też z czasem doświadczysz....

19

Odp: Kiedy czas nie leczy ran, a jedynie ją zwiększa...
lord991 napisał/a:

Pewności 100% nie mam, wiem to co czuje, to co mówią jej bliscy znajomi, rodzina. Wiem, że czasem rozum wygrywa ze sercem. Tylko czy wtedy jeśli ta osoba kieruje się rozumem a nie sercem nie cierpi bardziej ? Chciałbym tą walkę wygrać, walkę z moim ciałem, z moją duszą. Nie potrafię jednak wyrzucić jej z mojej głowy. Nawet jak robię coś innego to powraca jak bumerang. Ciężko się z tym pogodzić tym bardziej, że było nam razem bardzo dobrze. Chyba za bardzo uzależniłem swoje szczęście od jej osoby....

Mówią, że czas leczy rany rozstania. To prawda, ale bierne poleganie na tym, to jest trwanie przez mniej, więcej połowę czasu trwania związku. Jeżeli chcesz to przyspieszyć, Musisz czasowi pomóc swoja aktywnością w tym kierunku. Przede wszystkim świadomość tego, że wszystko co odczuwasz jest tylko i wyłącznie w Twojej głowie. Zacznij swoja głowę zajmować innymi sprawami, tak aby na myślenie o niej nie pozostawało go w nadmiarze. Eks stała się "całym Twoim światem" w czasie kiedy byliście razem, ale przed nią było coś innego - co? Przypomnij sobie, wróć do tego... Przede wszystkim, wszystko co kojarzy się z ex usuń z zasięgu wzroku - spakuj, wynieś z domu, ukryj przed samym sobą tak, aby nie było łatwo do tego zajrzeć. Postaraj się odnowić znajomości sprzed związku i zakończ znajomości wspólne z ex - to tylko przynosi powroty w myślach do czasów o których powinieneś zapominać, tym bardziej z jej rodziną. Jeżeli mieszkasz nadal w tym samym miejscu, co z ex, zmień ustawienie mebli.
Jest tu taki watek założony przez Icemena, doskonałe kompendium wiedzy dla tych, co cierpią po rozstaniu: http://www.netkobiety.pl/t67911.html. Czytaj... rób notatki... układaj plan dla siebie. Skup sie na wpisach Elle 88, thepas i Zyczliwego i działaj zgodnie z ich zaleceniami.
Powodzenia smile

20

Odp: Kiedy czas nie leczy ran, a jedynie ją zwiększa...
starr napisał/a:
lord991 napisał/a:

Pewności 100% nie mam, wiem to co czuje, to co mówią jej bliscy znajomi, rodzina. Wiem, że czasem rozum wygrywa ze sercem. Tylko czy wtedy jeśli ta osoba kieruje się rozumem a nie sercem nie cierpi bardziej ? Chciałbym tą walkę wygrać, walkę z moim ciałem, z moją duszą. Nie potrafię jednak wyrzucić jej z mojej głowy. Nawet jak robię coś innego to powraca jak bumerang. Ciężko się z tym pogodzić tym bardziej, że było nam razem bardzo dobrze. Chyba za bardzo uzależniłem swoje szczęście od jej osoby....

Mówią, że czas leczy rany rozstania. To prawda, ale bierne poleganie na tym, to jest trwanie przez mniej, więcej połowę czasu trwania związku. Jeżeli chcesz to przyspieszyć, Musisz czasowi pomóc swoja aktywnością w tym kierunku. Przede wszystkim świadomość tego, że wszystko co odczuwasz jest tylko i wyłącznie w Twojej głowie. Zacznij swoja głowę zajmować innymi sprawami, tak aby na myślenie o niej nie pozostawało go w nadmiarze. Eks stała się "całym Twoim światem" w czasie kiedy byliście razem, ale przed nią było coś innego - co? Przypomnij sobie, wróć do tego... Przede wszystkim, wszystko co kojarzy się z ex usuń z zasięgu wzroku - spakuj, wynieś z domu, ukryj przed samym sobą tak, aby nie było łatwo do tego zajrzeć. Postaraj się odnowić znajomości sprzed związku i zakończ znajomości wspólne z ex - to tylko przynosi powroty w myślach do czasów o których powinieneś zapominać, tym bardziej z jej rodziną. Jeżeli mieszkasz nadal w tym samym miejscu, co z ex, zmień ustawienie mebli.
Jest tu taki watek założony przez Icemena, doskonałe kompendium wiedzy dla tych, co cierpią po rozstaniu: http://www.netkobiety.pl/t67911.html. Czytaj... rób notatki... układaj plan dla siebie. Skup sie na wpisach Elle 88, thepas i Zyczliwego i działaj zgodnie z ich zaleceniami.
Powodzenia smile

Masz rację to wyłącznie zasługa mojej głowy. Rzeczy można usunąć, meble przenieść, ale ze znajomymi jest ciężko uciąć kontakt, a tym bardziej z rodziną, z którą też się świetnie dogadywało. Jej rodzina wspiera mnie, znajomi tak samo... Czytałem wątek Icemena. Bardzo mi pomógł. Tylko właśnie. Każdy przypadek jest inny. Przed nią miałem swoje życie, ale stało się ono szczęśliwe jak ona się pojawiła. Wspomniałem wcześniej, że za bardzo uzależniłem swoje szczęście od jej osoby. Tu tkwi mój problem i to że nie potrafię zaakceptować tego stanu rzeczy i jej decyzji. Połowa czasu to u nas dwa lata. Tak długo nie zamierzam cierpieć.

21 Ostatnio edytowany przez Bronkanet (2015-01-08 00:06:45)

Odp: Kiedy czas nie leczy ran, a jedynie ją zwiększa...

Będzie dobrze, potrzeba czasu a własciwie ludzi przy których zaklniesz, wkurzysz i sie wygadasz.
Przestawienie mebli mi nie pomoglo, nie pomoglo mi rowniez zamiana pokoi. Az w koncu zamieszkalam w innym miescie i odczułam ulge. Myslalam, ze wyzdrowiałam- nazwe to ucieczka. Wrocilam na stare smieci i zaczelo sie od nowa. Bol, tesknota, wspomnienia. Postanowilam ustawić meble tak jak dawniej, kiedy bylam bezpieczna i szczęśliwa ależ i przy tym uroniłam niejedna łze (cudowne chwile). Ale to nic, bo to pomogło i wlasnie dotarlo do mnie, ze minęło cholera 2 i pol roku! Zaczynam sie odnawiac, odzywac, odbudowywac.

I jestem dumna z siebie. Sam sobie dalam rade. Inni doradzali bym ładowała sie w inny związek bo to najszybciej lecz rany. Postanowiłam byc inna nie taka jak on.

22

Odp: Kiedy czas nie leczy ran, a jedynie ją zwiększa...
Bronkanet napisał/a:

Będzie dobrze, potrzeba czasu a własciwie ludzi przy których zaklniesz, wkurzysz i sie wygadasz.
Przestawienie mebli mi nie pomoglo, nie pomoglo mi rowniez zamiana pokoi. Az w koncu zamieszkalam w innym miescie i odczułam ulge. Myslalam, ze wyzdrowiałam- nazwe to ucieczka. Wrocilam na stare smieci i zaczelo sie od nowa. Bol, tesknota, wspomnienia. Postanowilam ustawić meble tak jak dawniej, kiedy bylam bezpieczna i szczęśliwa ależ i przy tym uroniłam niejedna łze (cudowne chwile). Ale to nic, bo to pomogło i wlasnie dotarlo do mnie, ze minęło cholera 2 i pol roku! Zaczynam sie odnawiac, odzywac, odbudowywac.

I jestem dumna z siebie. Sam sobie dalam rade. Inni doradzali bym ładowała sie w inny związek bo to najszybciej lecz rany. Postanowiłam byc inna nie taka jak on.

2,5 roku to kawał czasu. Nie zamierzam tyle czekać. Może i mi uda się kiedyś zmienić miasto, bo jak na razie sprawia ból kiedy ją widzę i kiedy wiem, że nie chce już ze mną być. Mieszkaliśmy ze sobą dosyć długo i faktycznie, człowiek tęskni za tym co było. Ktoś mi kiedyś powiedział, że zacznę zapominać jak zacznę być na nią zły, wściekły... ja teraz nawet nie potrafię zauważyć jej wad. Miała je owszem, ale sam nie wiem, czy po prostu tak się od niej uzależniłem, że dla mnie one nie istniały czy jak..Zauważe je po czasie ? Będę porównywał w innym związku ? Odnośnie porównań to mam porównanie z innymi związkami i ogromnie się cieszyłem, że mam taką świetną partnerkę. Do rany przyłóż...A jednak nie wyszło. Rozum pokonał serce.

23

Odp: Kiedy czas nie leczy ran, a jedynie ją zwiększa...

Jestem w podobnej sytuacji bylam z chlopakiem 8 lat. Robiliśmy ze sobą wszystko, dosłownie i w przenośni. Klocilismy się jak lazda para, drobne i czasem większe sprzeczki, ale każdy nam zazdrosil tego conbylo miedzy nami. Az nagle trach pewnego dnia napisal mi sms ze to koniec. Dzoen wczesniej wszystko bylo normalnie normalny wieczór przy lampce wina troche wieczornych przyjemnosci inrano odwiózł mnie do domu na drugi dzień koniec. Trudno jest zapomnieć i zrozumieć kiedy bylontyle dowodów jego miłości do mnie i nie tylko wiem to ja ale wszyscy którzy nas znali. Teraz mijają juz prawie 2 tyg i kontaktu jak nie bylo tak nie ma. Ale trzeba byc silnym, najgorzej sie zalamac.

24

Odp: Kiedy czas nie leczy ran, a jedynie ją zwiększa...
darusia1909 napisał/a:

Jestem w podobnej sytuacji bylam z chlopakiem 8 lat. Robiliśmy ze sobą wszystko, dosłownie i w przenośni. Klocilismy się jak lazda para, drobne i czasem większe sprzeczki, ale każdy nam zazdrosil tego conbylo miedzy nami. Az nagle trach pewnego dnia napisal mi sms ze to koniec. Dzoen wczesniej wszystko bylo normalnie normalny wieczór przy lampce wina troche wieczornych przyjemnosci inrano odwiózł mnie do domu na drugi dzień koniec. Trudno jest zapomnieć i zrozumieć kiedy bylontyle dowodów jego miłości do mnie i nie tylko wiem to ja ale wszyscy którzy nas znali. Teraz mijają juz prawie 2 tyg i kontaktu jak nie bylo tak nie ma. Ale trzeba byc silnym, najgorzej sie zalamac.

8 lat. Kurczę, strasznie długo. Mi też się wydawało, że wszystko było ok. I ciach, po zawodach. 2 tygodnie to świeży temat. Myślałem, że najgorzej czułem się na początku, ale dzisiaj przelałem czarę goryczy. Jest mi głupio pisać tu, że przelałem dzisiaj tyle płaczu, wszystko wróciło jak bumerang. Chcę jednak wyrzucić to z siebie, a tu mogę w pewnym sensie to zrobić. Nie wiedziałem, że to jest takie ciężkie. Wyk łącze z płaczem, wołam do nieba, proszę o to co było kiedyś i nie mogę pojąć, że muszę zacząć od nowa.

25

Odp: Kiedy czas nie leczy ran, a jedynie ją zwiększa...
lord991 napisał/a:
darusia1909 napisał/a:

Jestem w podobnej sytuacji bylam z chlopakiem 8 lat. Robiliśmy ze sobą wszystko, dosłownie i w przenośni. Klocilismy się jak lazda para, drobne i czasem większe sprzeczki, ale każdy nam zazdrosil tego conbylo miedzy nami. Az nagle trach pewnego dnia napisal mi sms ze to koniec. Dzoen wczesniej wszystko bylo normalnie normalny wieczór przy lampce wina troche wieczornych przyjemnosci inrano odwiózł mnie do domu na drugi dzień koniec. Trudno jest zapomnieć i zrozumieć kiedy bylontyle dowodów jego miłości do mnie i nie tylko wiem to ja ale wszyscy którzy nas znali. Teraz mijają juz prawie 2 tyg i kontaktu jak nie bylo tak nie ma. Ale trzeba byc silnym, najgorzej sie zalamac.

8 lat. Kurczę, strasznie długo. Mi też się wydawało, że wszystko było ok. I ciach, po zawodach. 2 tygodnie to świeży temat. Myślałem, że najgorzej czułem się na początku, ale dzisiaj przelałem czarę goryczy. Jest mi głupio pisać tu, że przelałem dzisiaj tyle płaczu, wszystko wróciło jak bumerang. Chcę jednak wyrzucić to z siebie, a tu mogę w pewnym sensie to zrobić. Nie wiedziałem, że to jest takie ciężkie. Wyk łącze z płaczem, wołam do nieba, proszę o to co było kiedyś i nie mogę pojąć, że muszę zacząć od nowa.

*******************
Nie wiem co Ci doradzić, bo chyba na ten bol nie ma lekarstwa procz czasu. Mnie trzymalo dlugo, gdyz on byl szczesliwy a ja widzialam ich szczescie, a mnie wyrzucil jak smiecia, perfidnie bez skrupółów. Mieszkalam z nim 6 lat i tak jak wy uzaleznilam sie od niego. Przy nim czytalam ksiazki, sluchalam muzyki, smialam sie, ogladalam filmy itd...  byl moim idealem. Nie chcialam tak dlugo cierpiec. I z dnia na dzien obiecalam sobie, ze zrobie cos dla siebie. Robilam, lecz ten bol jak bumerang wracal a tego nie chcialam.

26

Odp: Kiedy czas nie leczy ran, a jedynie ją zwiększa...

Mam podobnie. Boli jak cholera, chociaz wiem ze to zła kobieta była. Rowniez sie od niej uzaleznilem strasznie. Czy wciaz kocham ? Kurcze...chcialbym znac odpowiedz na to pytanie...czy to uzaleznienie, czy milosc, czy nadzieja czy "zazdrosc" ze ona zyje beztrosko z kims, kto jest na moim miejscu a ja cierpie...nie wiem ;/

27

Odp: Kiedy czas nie leczy ran, a jedynie ją zwiększa...
dantezg napisał/a:

Mam podobnie. Boli jak cholera, chociaz wiem ze to zła kobieta była. Rowniez sie od niej uzaleznilem strasznie. Czy wciaz kocham ? Kurcze...chcialbym znac odpowiedz na to pytanie...czy to uzaleznienie, czy milosc, czy nadzieja czy "zazdrosc" ze ona zyje beztrosko z kims, kto jest na moim miejscu a ja cierpie...nie wiem ;/

Mogło by się wydawać, że jeśli była zła to w miarę szybko powinieneś sobie poradzić. Tu chyba nie ma reguły. Moja była dobrą kobietą, chociaż źle to zakończyła i udowodniła, że nie powinienem o nią walczyć, chociaż potem i tak próbowałem, ale to i tak już było od zakończenia po ptakach.
dantezg wszystkie wypisane przez Ciebie uczucia sklepiają się chyba właśnie w uzależnienie od drugiej osoby hmm Czytałem twoje posty. Jesteś  na takiej drodze czasowej jak ja. Szczerze ? chyba chciałbym żeby kogoś znalazła, byłoby mi łatwiej. A może to iluzja ?

28

Odp: Kiedy czas nie leczy ran, a jedynie ją zwiększa...
lord991 napisał/a:

Szczerze ? chyba chciałbym żeby kogoś znalazła, byłoby mi łatwiej. A może to iluzja ?

Z jednej strony moze latwiej byloby odpuscic. Z drugiej....to jest szpila wbita podwojnie i albo szybko sie z tym uporasz, albo mozesz tkwic w tym "zalu" przez dlugi okres. Tak mi sie wydaje.

" bo to zła kobieta była ".....wiesz...jak bylismy w zwiazku to byla wrecz idealna...w dodatku bardzo piekna ( to nie tylko moja opinia, a wielu osob ). Zła...chodziło mi o to jak potrafiła ze mna postapic w koncowce naszego zwiazku oraz juz po jego zakonczeniu. To wyzywanie, wyżywanie się na moich emocjach itd. ZAchowywala sie, jakby sie mściła, a nic jej złego nigdy nie zrobiłem.

29

Odp: Kiedy czas nie leczy ran, a jedynie ją zwiększa...

W moim przypadku jest tak samo. Gdyby mój byly zostawil mnie dla innej pewnie dalabym mu spokój, bo naprawde bardzo go kocham i chce dla niego jak najlepiej. I wiem, ze on tez by tak zrobil. Dziwi mnie dlaczego powiedzial mi przy rozstani ze nie ma nikogo inzebym dala mu spokój mimo iż wiedział ze gdyby powiedzial ze kogoś poznal mial by spokój. Najbardziej boli niewiedza i brak wyjaśnień.

30

Odp: Kiedy czas nie leczy ran, a jedynie ją zwiększa...

A myslisz, ze moja mi powiedziala ze kogos poznala ? Dopiero jak ja przyszpiegowalem ( wiem glupie, ale chcialem wiedziec na czym stoje ), i zobaczylem chwile po mojej wyprowadzce typa wychodzacego z naszego domu, to zaczela w sumie dalej na okretke sciemniac, az w koncu nerwy puscily i w awanturze zaczela mowic wprost ze uklada sobie zycie z kims innym...tydzien po rozstaniu.

31

Odp: Kiedy czas nie leczy ran, a jedynie ją zwiększa...

Jeszcze długi kawałek drogi przed Tobą. Zakochaj się w jakiejś "syrence" jak najprędzej smile

32

Odp: Kiedy czas nie leczy ran, a jedynie ją zwiększa...

Nigdy oczywiście wina nie leży po jednej stronie. Moze ja tez bylam " zla kobieta ". Obwiniam sienza wszystko, dosłownie. Kontaktu jak nie bylo miedzy nami tak nie ma. Rzeczy nie odzyskam k wyjaśnień niebuzyskam.

33

Odp: Kiedy czas nie leczy ran, a jedynie ją zwiększa...

Dzisiaj znowu po paru dobry dniach trochę gorszy dzień. Kolejna rozkmina.  Nie pamiętam czy wspominałem, ale po rozstaniu, nie utrzymywałem kontaktu przez ponad miesiąc z byłą. Później starałem się jeszcze coś reanimować, próbować, ale na każdym kroku, podejściu dostawałem jasno do zrozumienia, że to już koniec. Mam dosyć głupie myśli, że żałuje że tego miesiąca nie poświęciłem na walkę no ale czy to faktycznie tak działa ?  Czy to by coś dało? Czy to, że dałem nam czas było złą decyzją ?
Decyzja już chyba zapadła na początku, kiedy pierwszy raz mi to powiedziała. Po wielu przeczytanych wątkach widzę, że urwany kontakt był dobrą decyzją, jednak czy na pewno ?

34

Odp: Kiedy czas nie leczy ran, a jedynie ją zwiększa...

U mnie byl raczej urwany z musu, bo nie bylem swiadomy do konca czy rzeczywiscie miala juz nowego w zanadrzu. I im wiecej "walczylem" tym wieksza agresja sie wdawala, az w pewnym momencie poszla juz przesada po calosci. Ja bylem z gory skazany na porazke w tej "walce", poniewaz byla osoba trzecia i bitwa byla przegrana juz na starcie. Ja zaluje, ze nie spakowalem maneli i bez slowa nie poszedlem w długą słysząc pierwszy raz " nie wiem czy to jest to czego oczekuje, moze powinnismy sobie zrobic przerwe ". Zaoszczedzilbym nerwow, godnosci, moze by to cos wtedy zmienilo...ale jak to mowia Polak madr po szkodzie.

35 Ostatnio edytowany przez chocoshock (2015-01-12 19:32:18)

Odp: Kiedy czas nie leczy ran, a jedynie ją zwiększa...
lord991 napisał/a:

Dzisiaj znowu po paru dobry dniach trochę gorszy dzień. Kolejna rozkmina.  Nie pamiętam czy wspominałem, ale po rozstaniu, nie utrzymywałem kontaktu przez ponad miesiąc z byłą. Później starałem się jeszcze coś reanimować, próbować, ale na każdym kroku, podejściu dostawałem jasno do zrozumienia, że to już koniec. Mam dosyć głupie myśli, że żałuje że tego miesiąca nie poświęciłem na walkę no ale czy to faktycznie tak działa ?  Czy to by coś dało? Czy to, że dałem nam czas było złą decyzją ?
Decyzja już chyba zapadła na początku, kiedy pierwszy raz mi to powiedziała. Po wielu przeczytanych wątkach widzę, że urwany kontakt był dobrą decyzją, jednak czy na pewno ?

Bardzo dobrze, że nie kontaktowaliście się. Tak naprawdę wasz kontakt zakończyłby się tak, że doszukiwałbyś się w każdej jej wypowiedzi jakiegoś znaku, szansy. Sam robiłbyś sobie niepotrzebnie nadzieję i dalej tkwił w tym wszystkim. Nawet mogłoby dojść do momentu w którym prosiłbyś ją o powrót, o kolejną szansę. W najgorszym wypadku zwyzywałaby cię, poniżyła. Tego byś chciał? Ona podjęła decyzję, która dla niej na pewno nie była też łatwa. Jak ktoś kiedyś napisał: skoro osoba zrywająca zebrała w sobie odwagę na definitywne zakończenie związku, to mała jest szansa na to, że znajdzie jeszcze energię na to by ją zmienić. To nie jest decyzja ot tak.

36

Odp: Kiedy czas nie leczy ran, a jedynie ją zwiększa...
lord991 napisał/a:

Dzisiaj znowu po paru dobry dniach trochę gorszy dzień. Kolejna rozkmina.  Nie pamiętam czy wspominałem, ale po rozstaniu, nie utrzymywałem kontaktu przez ponad miesiąc z byłą. Później starałem się jeszcze coś reanimować, próbować, ale na każdym kroku, podejściu dostawałem jasno do zrozumienia, że to już koniec. Mam dosyć głupie myśli, że żałuje że tego miesiąca nie poświęciłem na walkę no ale czy to faktycznie tak działa ?  Czy to by coś dało? Czy to, że dałem nam czas było złą decyzją ?
Decyzja już chyba zapadła na początku, kiedy pierwszy raz mi to powiedziała. Po wielu przeczytanych wątkach widzę, że urwany kontakt był dobrą decyzją, jednak czy na pewno ?

Większość tutaj forumowiczów sugeruje Ci, że urwanie kontaktu było dobrą opcją. Ja nie potrafię się obiektywnie wypowiedzieć bo niedawno minął miesiąc od rozstania z moim facetem i cały czas chcę walczyć. Byłam kiedyś tam osobą zrywającą i zmieniłam zdanie, wróciłam do partnera- wszystko jest możliwe, pod warunkiem, że osoba zrywająca tęskni i nie czuje się komfortowo z podjętą decyzją. Czasami przychodzi to dopiero z czasem. Możliwe, że obudzi się za 2 miesiące, a może wcale - z tym też trzeba się liczyć. Mój eks zaraz po rozstaniu napisał mi, że niczego ode mnie nie chce, nie ma szans na powrót i nie mam próbować się z nim kontaktować. Po czym po otrzymanym ode mnie liście, wdał się ze mną w krótką dyskuję online (nadal był na nie), potem w necie zobaczył gdzieś moje zdjęcie z imprezy i znowu napisał, tym razem, że ja się świetnie bawię i że dziękuje mi za najsmutneijszy okres życia (po rozstaniu). Ostatnio odezwałam się do niego, napisałam, że jest najważniejszy dla mnie i po raz kolejny była krótka rozmowa. Ochłonął, odbyliśmy dialog - to nie było rzucanie zdań bez czytania słów drugiej osoby. Napisał, że fatalna sprawa bo wyobrażał sobie mnie jak piję i się świetnie bawię, a potem jak na złość zobaczył moje zdjęcie w necie. Dodał też, że nie wie jak zareagować na moje słowa (że jest dla mnie wszystkim). Więc... osoba kończąca związek, twardo stąpająca po ziemi, która powtarzała "nie ma szans" mimo wszystko co jakiś czas łapie ze mną kontakt i nigdy nie powtórzył tych słów, które wypowiedział w złości "nie kontaktuj się ze mną". To znak, że .... wszystko jest możliwe i dlatego ja akurat mam nadzieję.

Nie mam nic do stracenia więc walczę. Nie chcę Ciebie namawiać... ja po prostu nawaliłam i nie moglabym nie mieć kontaktu. Ale to nie zawsze jest błaganie na kolanach, utrata godności. Ja chcę pokazać, że będę walczyć i że człowiek może się zmienić. Pozdrawiam

37

Odp: Kiedy czas nie leczy ran, a jedynie ją zwiększa...

Mam dokładnie tak samo jak większość. Kilka super dni kiedy mówię sobie "Boże Ty go już nie kochasz jak cudownie" aż tu nagle przychodzi taki dzień, że czuję tylko pustkę, żal, strach i poczucie tej wielkiej nieodwzajemnionej miłości. Najgorzej. No ale i tak jest sukces, że jest tych kilka dni kiedy jest fajnie:) Dodam, że jestem miesiąc po rozstaniu- związek 4letni, zaręczyny i wspólne mieszkanie. Dowiedziałam się o wielu zdradach zakończyłam to i poleciał do najnowszej kochanki:)

38

Odp: Kiedy czas nie leczy ran, a jedynie ją zwiększa...

Jestem ledwo miesiąc po rozstaniu.Tez mam cholerna hustawke.Po prostu sama siebie mam juz dość.Jednego dnia mogę rano wyc,później dostać kopa i iść biegać,poczuc'ze jeszcze  wszystko przede mną,a zaraz mam ochotę kogoś zabić.jego najlepiej.nie mamy kontaktu,podobno tak lepiej.co nie zmienia faktu,ze CIĄGLE o nim myślę.
Nigdy juz nie uzależnie się od nikogo.Trzeba mieć swoje zycie,pasje,przyjaciol.Być caloscia a nie czyjąś polowka.
Bo teraz czuje,ze po prostu jestem niekompletna.Żaloba po związku ma trwać polowe czasu trwania związku?To juz po mnie...

Posty [ 39 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Kiedy czas nie leczy ran, a jedynie ją zwiększa...

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026