witam wszystkich,
troche w życiu nawalilem. Pracowałem pracowałem, i co ? I sie dorobilem. Ale co z tego. Jakim kosztem. Niestety nie było mnie przy dzieciach. Ostatnie miesiace staram sie poprawic ponieważ mam wiecej czasu (wczesniej pracowałem po 12-13 godzin (włącznie z weekendami). Teraz dalej mam pracę ale zwolnłem trochę. Sam nie miałem nic, dorabiałem sie sam i chciałem dać Im (rodzinie) wszystko. Niestety nie dałem najważniejszego. Dopiero teraz to zrozumiałem. Nic im nie brakuje, wszystko mają, ale co z tego skoro nie znają własnego ojca. Mam prawie 40-kę 2 synów 7 i 11 lat, były wspólne wakacje i wyjazdy bo na to też pracowałem (sam nigdy nie byłem za młodu na wycieczkach nie było nas stac). Chciałem by mieli lepiej ale chyba to spiep..łem.
Mój Tata miał okres w życiu że pił, potem udało Mu sie z tego wyjść (duża tu zasługa Mamy). Zawsze bardzo Go kochałem, ale najgorsze ze nie mogłem Go odprowadzić w ostatnią podróż, zmarł gdy mnie nie było, zmarł nagle. Chorował, wiem ze mnie kochał, i ja Go bardzo ale bardzo mnie boli ze nie potrafiłem Mu nigdy tego powiedziec. Zawsze chciałem, ale nigdy tego nie zrobiłem, a później było już za późno.
Piszę to bo może ktoś ma podobnie. Niech lepiej nie zwleka i wydusi to z siebie ? warto.
Jak piszłem powyżej chce sie zmienić jeszcze bardziej. Kilkanaście tygodni temu pisałem tu na forum o swoich problemach w małżeństwie. W rozdziale psychologia. Tam sie poddałem po części ale dalej jesteśmy wszyscy razem. Teraz chcę się skupić na ile tylko będę potrafił na dzieciach.
Tylko ze nie bardzo mam pomysł jak sie zbliżyć do 11 latka. Do młodszego jeszcze sobie jakoś radzę. Ale ogólnie chciałbym abyście napisali za co cenićie swoich rodziców (głównie ojców) co w nich najbardziej podziwialiście, za co kochaliście. Może ktoś ma synów w podobnym wieku i podpowie jak mam to poprawić by mieć lepszy kontakt. Zdaję sobie sprawę ze nie zaufają mi tak jak Żonie której wszystko mówią. Ale moim zamiarem nie jest rywalizacja z Nią. Chcę mieć sam z Nimi dobry kontakt. Chcę żeby potrafili mi powiedzieć że jestam dla Nich kimś ważnym. Kimś do kogo będą mogli przyjść i porozmawiać o wszystkim. Jestem ze sposobu bycia osobą otwartą. Cenię szczerość nawet najtrudniejszą i chciałbym zeby potrafili ze mną rozmawiać. Mam duże doświadczenie życiowe, w pracy, co wyprawiałem za młodu nie będę może pisał ale ?działo się? czasem po za granicami prawa.
Nie chcę ich zmuszać do niczego chcę żeby potrafili sami do mnie przyjść i pogdać zarówno o problemach jak i normalnie na co dzień, ot tak co słychać jak dzień zleciał. Ma ktoś jakiś pomysł jak tego dokonać? Chcę to zrobić jakoś delikatnie. Juz sie staram i podobno dzieci juz powiedziały raz Żonie ze jakiś dziwny był tata. Musze to zrobić jakoś stopniowo, delikatnie, by mi zaufały by wiedziały że cokolwiek by sie nie stało zawsze będą mogły na mnie liczyć. Jakoś nie mam pomysłu. Ciężko nagle tak ?zacząć? od nowa.
Żona twierdzi że juz za późno. Wiem że zawaliłem tyle lat, wiem, ale może jeszcze da się to naprawić? Może jeszcze da sie ze mnie zrobić dobrego ojca i dziadka w przyszłości?