Cześć,
może temat nie brzmi zachęcająco, ale moja sprawa wydaje mi się dość trudna i skomplikowana. Może pójdę od razu do sedna problemu. Otóż osoba, którą uważałam za przyjaciółkę robiła wszystko żebym nie była szczęśliwa z naszym wspólnym znajomym ( ona prawdopodobnie jest w nim zakochana i blokowała go w pewien sposób).Natomiast on obecnie ma już kogoś nowego.
Domyślam się, że to brzmi bardzo groteskowo i dziecinnie, ale takie nie jest.Wydawać by się mogło, że po 20 roku życia takie dziwnie niesnaski, a także zazdrości to już przeszłość. Jednak to nieprawda. Trochę się rozpiszę, ponieważ nadal to przeżywam.
Otóż z W przyjaźniłam się od 2 semestru studiów. Ona była inna, chłopczyca trochę arogancka i irytująca. Ale każdy przymykał na to oko, ponieważ miała inteligentny dowcip i była dobrą studentką. Nadal jest tzw 'outsiderem', ale z czasem przyzwyczailiśmy się do jej humorków, zmian zdania. I ogólnie polubiliśmy się wszyscy. Nie było z nią większych problemów.
Na drugim roku zainteresowałam się pewnym chłopakiem - Z. Razem z W rozmawiałyśmy o nim, analizowałyśmy jego zachowanie, plotkowałyśmy jak koleżanki z ławki/przyjaciółki. Ona nie wydawała się być nim zainteresowana.. ( Teraz sobie myślę,że byłam głupia.). Ja też nie wykazywałam nim zainteresowania, mimo, że on czasem mnie podrywał. Ale wtedy byłam w związku z kimś innym. Jednak z czasem łapałam się, że W chodzi ciągle tam gdzie ten chłopak. Zaczęła także zadawać się z grupą samych facetów.
W tym samym momencie mój związek się skończył i na luzie zaczęłam rozmawiać z Z. On stał się bliską mi osobą, jednak nie wyczułam żadnego podtekstu erotycznego w naszej relacji.Taka typowo kumpelska z wygłupami. Czasem jakiś dotyk. Przez następny rok było w miarę w porządku. Jako przyjaciele z kierunku tworzyliśmy paczkę 5-7 osób. W następnym semestrze pojechałam na wymianę międzynarodową na 6 miesięcy jak wszyscy.Z miał do mnie wpaść jednak w końcu tego nie zrobił. Pisałam wtedy z Z, z W i z innymi. Okazało się, że Z i W wpadli do siebie dwa razy.
Po przyjeździe z wymiany, w następnym semestrze, Z zalecał się do mnie. Ja byłam podatna na jego zaloty, bo chciałam żeby on mnie adorował i chciałam, żeby coś z tego wyszło. Jednak W komentowała wszystko w bardzo dziwny sposób. Stwarzała poddenerwowaną atmosferę i nikt nie wiedział co się dzieje. To odbijało się na mojej psychice. W mogła wyjść z wykładu w histerii kiedy on łapał mnie za rękę, albo się do mnie przytulał. Kiedy się zbliżał W stroiła fochy albo robiła się dla każdego nieuprzejma, a także nie ustępowała mnie na krok. Tak jakby mnie przed nim pilnowała. Ja szłam w lewo- ona za mną. I na dodatek - robiłyśmy 3 projekty razem.
Bardzo negatywnie wtedy wpłynęła na mnie w prywatnych rozmowach na fb. Wprowadzała nerwową atmosferę, ubliżała moim znajomym a także ludziom z kierunku. Ja starałam się nie zwracać na to uwagi. Coraz częściej było mi głupio. Zwracałam jej uwagę. Ona jednak nie reagowała. Poza tym na uczelni robiła z siebie męczennicę a także przymilała się i ciągnęła się jak 'ogon' za Z. On się mnie pytał co z nią nie tak, czemu się tak zachowuje. Ja już miałam mętlik w głowie, bo z jednej strony między mną a Z coś było,a z drugiej strony cała atmosfera na kierunku była bardzo gęsta i każdy zaczynał się obgadywać.
I niestety tutaj wyszła moja słaba psychika a także brak pewności siebie. Zaczęłam się poddawać psychicznie i fizycznie. Oblałam ważny egzamin, przytyłam. Stałam się zamknięta w sobie i w pewnym sensie odtrąciłam Z. Pamiętam ostatni raz kiedy mnie odwiózł do domu. Nie wiem czemu wtedy nie wykonałam pierwszego kroku. Nigdy tego nie zapomnę.
Po tym wszystkim w późniejszych tygodniach Z nic sobie ze mnie nie robił. Zaczął zadawać się z W i z innymi, których wcześniej nie uważał za przyjaciół. Olewał mnie. Nie patrzył się mi w oczy. Aż w końcu zaczął chodzić z kimś innym. Wtedy W wpadła w szał i zaczęła wszystkich się pytać czy Z chodzi z tą nową tak na poważnie i czy to nie jest tylko jego koleżanka. W końcu wyszło na to, że W znowu zaczęła się do mnie zwracać jak do przyjaciółki. Żaliła mi się. Była smutna, że on ma dziewczynę. Nie szczędziła gorzkich słów jemu a także jego dziewczynie. Kilka razy obrzuciła z błotem jego związek. Życzyła im szybkiego zerwania. Zachowywała się w stosunku do mnie tak jakbym z nią była znowu na jednym poziomie. Bo ani jej ani mnie nie posiadł. To było żałosne.
Obecnie jesteśmy przed obroną- mamy jeszcze kilka miesięcy do końca. Okazało się, że Z nie chce zrywać ze mną kontaktu. W stosunku do mnie jest miły. Ja jestem miła. I z jednej strony czuję żal, a z drugiej nic na siłę.
Poza tym W pod koniec semestru ubliżała mnie, mojemu życiu prywatnemu, jak i zawodowemu. Miała pretensje o wszystko. Nawet o mój wyjazd w czasie ferii. Okazało się także,że obrażała nową dziewczynę Z w rozmowie z nim, w bardzo przykrych słowach.
A teraz nie odzywa się do niego. Ja z nią zupełnie nie rozmawiam. Czuję, że przez nią nie udało się Z i mnie, bo ona była po prostu o niego zazdrosna. A to nie moja wina, że on najpierw się mną interesował, a nie nią. Szkoda, że jako przyjaciółka powinna albo mi pomóc albo chociaż doradzić jak go zdobyć. Ja jej kiedyś doradzałam jak zdobyć innego faceta...A od momentu mojego pierwszego uścisku z Z, ona przestała ze mną rozmawiać na tematy damsko-męskie.
Ogólnie jestem osobą pozytywną, ale naprawdę przez ten semestr tyle goryczy wlało się we mnie. W to bardzo negatywna osoba. Ale już się z niej wyleczyłam w pewnym stopniu. Teraz tylko głupio mi, bo Z ma nową dziewczynę. I oczywiste jest to, że już ze mną codziennie nie pisze, ani nie spotykamy się na kawy/piwo. Nie wiem co mam zrobić. Bo naprawdę zauroczyłam się w Z i czuję, że ja dałam mu kosza dlatego on później mnie ignorował. Nie wiem co zrobić. Niby mamy jako taki kontakt, ale już nie mówimy sobie o wszystkim. I zastanawiam się czy na niego po prostu czekać? Ale ile można czekać. Jestem młoda. I czuję żal, że zaprzepaściłam szansę. I dlatego chyba już nie będę mieć przyjaciółek. Nie wiem,źle się czuję. Nienawidzę niczego niszczyć. Czy może przesadzam? Ale jak można być takim zazdrosnym przez tyle lat i nawet nie zaprosić faceta na piwo i nakierować go w rozmowie na temat uczuć? Ja jestem nieśmiała, a jakoś czasem potrafię coś zrobić. Szkoda, ze teraz nie wyszło i lamentuję już kolejny miesiąc.
Pewnie on miał niezły ubaw z nas dwóch
Gdzie dwóch się bije, tam trzeci korzysta. Tylko, że nigdy jej tego nie wybaczę.
Pod koniec zaznaczam,że prawdopodobnie posypią się komentarze o mnie jako desperatce albo właśnie, że to ja jestem negatywną osobą, bo czułam, że ona jest o niego zazdrosna a i tak dalej w to brnęłam. Ale przepraszam bardzo. Dlaczego mam poświęcać swoje szczęście dla kogoś innego. Wydaje mi się, że w sprawach damsko- męskich zdrowy egoizm jest rozsądny. Tylko, żeby nie robić wiochy jak ona.Może jest wrażliwa, może jest inna, ale ja nie jestem już jej przyjaciółką.
Teraz ona siedzi w domu na fb i codziennie'lubi' beznadziejne memy. Nie rozmawiam z nią, ale wszystko co o niej słyszę to słyszę od znajomych.To jak się wyraża o naszych studiach i wszystkim innym. Pierwszy raz w życiu spotkałam taką osobę i mam nadzieję, że to był ostatni raz.
Moje pytanie brzmi- czekać na tego chłopaka ? Nadal jesteśmy kumplami, nie chcę go odtrącać ani ucinać kontaktu jak to ONA zrobiła. Nie jestem dzieckiem. I wolę być fair i szczera w stosunku do innych. Szczególnie teraz już nie zaufam tak jak dawniej.
Z jednej strony chciałabym na niego czekać, ale z drugiej strony nie chcę marnować życia na czekanie. Proszę o rady
Pozdrawiam serdecznie i z góry dziękuję za skomentowanie problemu!