Straciłam przyjaciółkę przez problemy psychicze. - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » RELACJE Z PRZYJACIÓŁMI, RELACJE W RODZINIE » Straciłam przyjaciółkę przez problemy psychicze.

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 16 ]

Temat: Straciłam przyjaciółkę przez problemy psychicze.

Nie do końca wiem jak to opisać, żeby było w miarę zwięźle i zrozumiale. Od długiego czasu walczę z zaburzeniami lękowymi. Mam tu na myśli kilka dobrych lat. Oczywiście były gorsze i lepsze okresy, to nie tak, że cały czas sytuacja z moją psychiką jest tragiczna. Ale nie chcę tutaj za dużo pisać o moim stanie psychicznym. Z moją przyjaciółką znamy się od liceum, teraz obie kończymy już studia. Znałyśmy się już w momencie kiedy moje problemy się zaczęły. Ona na początku nie wiedziała o nich, bo ja wstydziłam się o tym mówić. Muszę zaznaczyć, moja przyjaciółka zawsze była bardzo towarzyska, wygadana, odważna, nie wstydziła się niczego. Ja byłam kompletnym przeciwieństwem, cicha, nieśmiała, introwertyczna, zamknięta w sobie.

Gdy moje problemy z zaburzeniami lękowymi się zaczęły, nikt tego nie zauważył. Przez mój charakter nie było tak naprawdę widać różnicy w moim zachowaniu, różnicę widziałam i czułam tylko ja. Po jakimś czasie, jak już obie byłyśmy na studiach (w innych miastach), próbowałam się otworzyć, zaczęłam jej sugerować, że moja skrajna momentami nieśmiałość i wycofanie, fakt, że potrafię zniknąć i się nie odzywać czasami miesiąc czy dwa, to nie kwestia tylko mojego charakteru i introwertyzmu, ale poważniejszych problemów, z którymi walczę każdego dnia. Miałam wtedy ciężki okres w życiu, a ona mnie bardzo wspierała więc myślałam, że rozumie. Teraz zaczynam myśleć, że byłam w błędzie. W naszej relacji też miałyśmy wzloty i upadki, jej charakter jest dość ciężki, mało kto chciał się z nią zadawać w szkole i na studiach. Ale mi to aż tak nie przeszkadzało, przecież każdy z nas ma wady i nie jest idealny. Zawsze jakoś się dogadywałyśmy, nawet jak czasami się kłóciłyśmy. Ponadto około rok temu, ona poznała dużo nowych znajomych, którzy mieli podobne zainteresowania do niej i świetnie się dogadywali i dodatkowo mieszkali w tym samym mieście co ona.

Ale teraz do sedna problemu. Mój stan psychiczny bardzo się pogorszył w przez ostatni rok, wrócił ciągły strach, coraz częstsze ataki paniki. Więc ja stopniowo zaczęłam milknąć jeśli chodzi o naszą relację (i w ogóle jakiekolwiek relacje z innymi znajomymi, przestałam się też udzielać na czacie grupowym na studiach). Coraz więcej czasu zajmowało mi odpisanie jej na wiadomości, ja sama pierwsza praktycznie nie zaczynałam rozmowy. Nie miałam ani siły ani ochoty. I tak to trwało kilka miesięcy, aż postanowiłam się przełamać o napisać do niej. Nie chciałam jej stracić. Po tym pisałyśmy ze sobą znowu przez miesiąc, bardzo się starałam, nawet wtedy jak było mi ciężko. Ale tym razem po miesiącu to ona nagle zamilkła i przestała się odzywać. Ale na portalach społecznościowych widziałam ją jeżdżąca po całej Polsce ze znajomymi, wychodzącą ze nimi do barów/restauracji (wtedy jeszcze były otwarte), chodzącą na domówki. Przyznaję zrobiło mi się smutno i może i byłam trochę zazdrosna że do mnie nie pisze ani się nie odzywa. Ale sama nie mogłam się znowu przemóc żeby do niej napisać i o to zapytać. Najzwyczajniej w świecie brakowało mi odwagi. Wtedy też znowu było gorzej z moimi zaburzeniami, do tego doszły problemy na studiach, okazało się że mam poważną anemię, niedoczynność tarczycy i zdiagnozowano mi hashimoto. Nie miałam głowy do niczego. Szczerze tak źle w moim życiu się jeszcze nie czułam. Walczyłam o to żeby codziennie rano wstać z łóżka i się ubrać, a moja samoocena spadła do zera.

Po kilku miesiącach dostałam od niej wiadomość, że nie wyobraża sobie kontynuowania naszej znajomości po tym jak się znowu do niej przez pół roku nie odzywałam. Załamałam się jak to przeczytałam, próbowałam jej mówić że miałam problemy i przepraszam ale nic z tego. Napisała mi że zawsze umiałam znaleźć pretekst do uniknięcia spotkania. Na tym skończyła się nasza wymiana zdań bo nie wiedziałam co mam jej na to odpowiedzieć. Myślałam że rozumiała, że to co się ze mną dzieje nie było spowodowane moją niechęcią do spotkania jej czy lenistwem ale zaburzeniami na które nie zawsze mam wpływ.

Teraz mam dylemat. Walczyć o tę znajomość, opowiedzieć jej o moich problemach i dlaczego milczałam przez ostatnie pół roku? Nie chcę żeby to też wyglądało tak jakbym próbowała się usprawiedliwiać przed nią. Dodatkowo nie wiem czy będę w stanie się zdobyć na taką konfrontację z nią. Ta sytuacja miała miejsce około miesiąc temu, po tym jak emocje opadły zaczęłam analizować naszą znajomość. I zaczęłam dostrzegać coraz więcej sytuacji w których ona nie zachowała sie jak przyjaciółka, często stawiała mnie w bardzo niezręcznych sytuacjach które mogą wywołać u mnie skrajny lęk, wyśmiewała moją nieśmiałość wśród nowopoznanych ludzi, sprawiając że zamykałam się jeszcze bardziej w sobie. Jak przypominam sobie te wszystkie sytuacje, to nie chce mi się walczyć o tę znajomość, mam wrażenie, że ona tak naprawdę nigdy się mną nie przejmowała, a zadawała się ze mną tylko po to żeby sama nie wiem... mieć gdzie spać w innym mieście. Z drugiej strony nasza wieloletnia znajomość to też dobre wspomnienia, za którymi będę tęsknić jeśli nasza znajomość się zakończy.

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Straciłam przyjaciółkę przez problemy psychicze.
Karola2020 napisał/a:

Nie do końca wiem jak to opisać, żeby było w miarę zwięźle i zrozumiale. Od długiego czasu walczę z zaburzeniami lękowymi. Mam tu na myśli kilka dobrych lat. Oczywiście były gorsze i lepsze okresy, to nie tak, że cały czas sytuacja z moją psychiką jest tragiczna. Ale nie chcę tutaj za dużo pisać o moim stanie psychicznym. Z moją przyjaciółką znamy się od liceum, teraz obie kończymy już studia. Znałyśmy się już w momencie kiedy moje problemy się zaczęły. Ona na początku nie wiedziała o nich, bo ja wstydziłam się o tym mówić. Muszę zaznaczyć, moja przyjaciółka zawsze była bardzo towarzyska, wygadana, odważna, nie wstydziła się niczego. Ja byłam kompletnym przeciwieństwem, cicha, nieśmiała, introwertyczna, zamknięta w sobie.

Gdy moje problemy z zaburzeniami lękowymi się zaczęły, nikt tego nie zauważył. Przez mój charakter nie było tak naprawdę widać różnicy w moim zachowaniu, różnicę widziałam i czułam tylko ja. Po jakimś czasie, jak już obie byłyśmy na studiach (w innych miastach), próbowałam się otworzyć, zaczęłam jej sugerować, że moja skrajna momentami nieśmiałość i wycofanie, fakt, że potrafię zniknąć i się nie odzywać czasami miesiąc czy dwa, to nie kwestia tylko mojego charakteru i introwertyzmu, ale poważniejszych problemów, z którymi walczę każdego dnia. Miałam wtedy ciężki okres w życiu, a ona mnie bardzo wspierała więc myślałam, że rozumie. Teraz zaczynam myśleć, że byłam w błędzie. W naszej relacji też miałyśmy wzloty i upadki, jej charakter jest dość ciężki, mało kto chciał się z nią zadawać w szkole i na studiach. Ale mi to aż tak nie przeszkadzało, przecież każdy z nas ma wady i nie jest idealny. Zawsze jakoś się dogadywałyśmy, nawet jak czasami się kłóciłyśmy. Ponadto około rok temu, ona poznała dużo nowych znajomych, którzy mieli podobne zainteresowania do niej i świetnie się dogadywali i dodatkowo mieszkali w tym samym mieście co ona.

Ale teraz do sedna problemu. Mój stan psychiczny bardzo się pogorszył w przez ostatni rok, wrócił ciągły strach, coraz częstsze ataki paniki. Więc ja stopniowo zaczęłam milknąć jeśli chodzi o naszą relację (i w ogóle jakiekolwiek relacje z innymi znajomymi, przestałam się też udzielać na czacie grupowym na studiach). Coraz więcej czasu zajmowało mi odpisanie jej na wiadomości, ja sama pierwsza praktycznie nie zaczynałam rozmowy. Nie miałam ani siły ani ochoty. I tak to trwało kilka miesięcy, aż postanowiłam się przełamać o napisać do niej. Nie chciałam jej stracić. Po tym pisałyśmy ze sobą znowu przez miesiąc, bardzo się starałam, nawet wtedy jak było mi ciężko. Ale tym razem po miesiącu to ona nagle zamilkła i przestała się odzywać. Ale na portalach społecznościowych widziałam ją jeżdżąca po całej Polsce ze znajomymi, wychodzącą ze nimi do barów/restauracji (wtedy jeszcze były otwarte), chodzącą na domówki. Przyznaję zrobiło mi się smutno i może i byłam trochę zazdrosna że do mnie nie pisze ani się nie odzywa. Ale sama nie mogłam się znowu przemóc żeby do niej napisać i o to zapytać. Najzwyczajniej w świecie brakowało mi odwagi. Wtedy też znowu było gorzej z moimi zaburzeniami, do tego doszły problemy na studiach, okazało się że mam poważną anemię, niedoczynność tarczycy i zdiagnozowano mi hashimoto. Nie miałam głowy do niczego. Szczerze tak źle w moim życiu się jeszcze nie czułam. Walczyłam o to żeby codziennie rano wstać z łóżka i się ubrać, a moja samoocena spadła do zera.

Po kilku miesiącach dostałam od niej wiadomość, że nie wyobraża sobie kontynuowania naszej znajomości po tym jak się znowu do niej przez pół roku nie odzywałam. Załamałam się jak to przeczytałam, próbowałam jej mówić że miałam problemy i przepraszam ale nic z tego. Napisała mi że zawsze umiałam znaleźć pretekst do uniknięcia spotkania. Na tym skończyła się nasza wymiana zdań bo nie wiedziałam co mam jej na to odpowiedzieć. Myślałam że rozumiała, że to co się ze mną dzieje nie było spowodowane moją niechęcią do spotkania jej czy lenistwem ale zaburzeniami na które nie zawsze mam wpływ.

Teraz mam dylemat. Walczyć o tę znajomość, opowiedzieć jej o moich problemach i dlaczego milczałam przez ostatnie pół roku? Nie chcę żeby to też wyglądało tak jakbym próbowała się usprawiedliwiać przed nią. Dodatkowo nie wiem czy będę w stanie się zdobyć na taką konfrontację z nią. Ta sytuacja miała miejsce około miesiąc temu, po tym jak emocje opadły zaczęłam analizować naszą znajomość. I zaczęłam dostrzegać coraz więcej sytuacji w których ona nie zachowała sie jak przyjaciółka, często stawiała mnie w bardzo niezręcznych sytuacjach które mogą wywołać u mnie skrajny lęk, wyśmiewała moją nieśmiałość wśród nowopoznanych ludzi, sprawiając że zamykałam się jeszcze bardziej w sobie. Jak przypominam sobie te wszystkie sytuacje, to nie chce mi się walczyć o tę znajomość, mam wrażenie, że ona tak naprawdę nigdy się mną nie przejmowała, a zadawała się ze mną tylko po to żeby sama nie wiem... mieć gdzie spać w innym mieście. Z drugiej strony nasza wieloletnia znajomość to też dobre wspomnienia, za którymi będę tęsknić jeśli nasza znajomość się zakończy.

Nie sadze zeby taka przyjaciółka była ci potrzebna . Ona najwyrazniej tez cie nie potrzebuje. Zawalcz o siebie. Tłumaczenie jej swoich odczuć byloby bledem bo zdrowy czlowiek czesto nie rozumie problemow psychicznych innych ludzi. Potrzebujesz kontaktow ze swiatem zewnetrznym ale ona to nie ten typ. Zrobisz jak uwazasz ale nic na silę

3 Ostatnio edytowany przez SaraS (2021-03-12 18:22:41)

Odp: Straciłam przyjaciółkę przez problemy psychicze.
Karola2020 napisał/a:

Przez mój charakter nie było tak naprawdę widać różnicy w moim zachowaniu, różnicę widziałam i czułam tylko ja. Po jakimś czasie, jak już obie byłyśmy na studiach (w innych miastach), próbowałam się otworzyć, zaczęłam jej sugerować, że moja skrajna momentami nieśmiałość i wycofanie, fakt, że potrafię zniknąć i się nie odzywać czasami miesiąc czy dwa, to nie kwestia tylko mojego charakteru i introwertyzmu, ale poważniejszych problemów, z którymi walczę każdego dnia. Miałam wtedy ciężki okres w życiu, a ona mnie bardzo wspierała więc myślałam, że rozumie.

Tak sobie myślę, że najważniejszy jest ten fragment, to, jak dokładnie wyglądały Twoje próby otworzenia się i sugestie. Bo wiesz, z jednej strony mamy coraz więcej akcji uświadamiających powagę problemów natury psychicznej, więc ludzie coraz bardziej zorientowani w temacie, a z drugiej - coraz więcej osób, które w każdym drobiazgu widzą podstawę do postawienia sobie diagnozy; i tak smutna Ania głosi, że ma depresję, a zmienna Zosia - że to na pewno ChAD, więc ludzie podchodzą ostrożnie do takich różnych twierdzeń rzuconych ot tak, przynajmniej dopóki ktoś ich bardziej w problem nie wtajemniczy.

I stąd moje pytanie, jak te Twoje próby otworzenia się wyglądały. Bo możliwe, że przyjaciółka ma Cię w nosie, ale możliwe też, że ona po prostu nie zrozumiała powagi sytuacji, jeśli - jak sama napisałaś - to były tylko "sugestie, że to kwestia poważniejszych problemów". Jeżeli rzeczywiście nie było widać żadnej różnicy w Twoim zachowaniu, to nie zdziwiłoby mnie, gdyby ona nie przywiązała większej wagi do tych Twoich prób. Ot, cicha przyjaciółka sugeruje jakieś tam bliżej nieokreślone problemy i tłumaczy nimi swój introwertyzm, ale różnicy w tym, co robi, dostrzec się nie da - jeśli nie próbowałaś jej, hm, wpuścić do tej części swojego życia, to nic dziwnego, że ona tak naprawdę wiele nie zrozumiała. Może poza tym, że potrzebujesz wsparcia - więc wspierała. A potem, jak zrozumiałam, temat ucichł, więc i jej wsparcie i wyrozumiałość się skończyły. Bo co jej zostało? Przyjaciółka, która z niezrozumiałych powodów potrafi zamilknąć, zniknąć itd. Oczywiście można powiedzieć, że można oczekiwać od przyjaciółki, że ta będzie wspierać, rozumieć itp., ale ta przyjaciółka może mieć takie same oczekiwania wobec Ciebie. A z jej perspektywy - jeśli rzeczywiście nie wyłożyłaś jej dobrze natury swoich problemów - to Ty się nie odzywałaś, nie szukałaś kontaktu i nie zachowywałaś się jak przyjaciółka po prostu.

Oczywiście to wszystko, co napisałam wyżej, nie dotyczy przypadku, w którym solidnie wtajemniczyłaś przyjaciółkę w swoje problemy, jednak słowa, których użyłaś ("próby", "sugestie"), podpowiadają, że mogło być zupełnie inaczej. Nie chcę też niczego narzucać ani mówić, co powinnaś zrobić, bo tak naprawdę tylko wy wiecie, jak wasza znajomość wyglądała, ale może warto się zastanowić, jak to wszystko wyglądało z jej perspektywy, jak ona mogła odbierać te Twoje zniknięcia?

4

Odp: Straciłam przyjaciółkę przez problemy psychicze.
SaraS napisał/a:
Karola2020 napisał/a:

Przez mój charakter nie było tak naprawdę widać różnicy w moim zachowaniu, różnicę widziałam i czułam tylko ja. Po jakimś czasie, jak już obie byłyśmy na studiach (w innych miastach), próbowałam się otworzyć, zaczęłam jej sugerować, że moja skrajna momentami nieśmiałość i wycofanie, fakt, że potrafię zniknąć i się nie odzywać czasami miesiąc czy dwa, to nie kwestia tylko mojego charakteru i introwertyzmu, ale poważniejszych problemów, z którymi walczę każdego dnia. Miałam wtedy ciężki okres w życiu, a ona mnie bardzo wspierała więc myślałam, że rozumie.

Tak sobie myślę, że najważniejszy jest ten fragment, to, jak dokładnie wyglądały Twoje próby otworzenia się i sugestie. Bo wiesz, z jednej strony mamy coraz więcej akcji uświadamiających powagę problemów natury psychicznej, więc ludzie coraz bardziej zorientowani w temacie, a z drugiej - coraz więcej osób, które w każdym drobiazgu widzą podstawę do postawienia sobie diagnozy; i tak smutna Ania głosi, że ma depresję, a zmienna Zosia - że to na pewno ChAD, więc ludzie podchodzą ostrożnie do takich różnych twierdzeń rzuconych ot tak, przynajmniej dopóki ktoś ich bardziej w problem nie wtajemniczy.

I stąd moje pytanie, jak te Twoje próby otworzenia się wyglądały. Bo możliwe, że przyjaciółka ma Cię w nosie, ale możliwe też, że ona po prostu nie zrozumiała powagi sytuacji, jeśli - jak sama napisałaś - to były tylko "sugestie, że to kwestia poważniejszych problemów". Jeżeli rzeczywiście nie było widać żadnej różnicy w Twoim zachowaniu, to nie zdziwiłoby mnie, gdyby ona nie przywiązała większej wagi do tych Twoich prób. Ot, cicha przyjaciółka sugeruje jakieś tam bliżej nieokreślone problemy i tłumaczy nimi swój introwertyzm, ale różnicy w tym, co robi, dostrzec się nie da - jeśli nie próbowałaś jej, hm, wpuścić do tej części swojego życia, to nic dziwnego, że ona tak naprawdę wiele nie zrozumiała. Może poza tym, że potrzebujesz wsparcia - więc wspierała. A potem, jak zrozumiałam, temat ucichł, więc i jej wsparcie i wyrozumiałość się skończyły. Bo co jej zostało? Przyjaciółka, która z niezrozumiałych powodów potrafi zamilknąć, zniknąć itd. Oczywiście można powiedzieć, że można oczekiwać od przyjaciółki, że ta będzie wspierać, rozumieć itp., ale ta przyjaciółka może mieć takie same oczekiwania wobec Ciebie. A z jej perspektywy - jeśli rzeczywiście nie wyłożyłaś jej dobrze natury swoich problemów - to Ty się nie odzywałaś, nie szukałaś kontaktu i nie zachowywałaś się jak przyjaciółka po prostu.

Oczywiście to wszystko, co napisałam wyżej, nie dotyczy przypadku, w którym solidnie wtajemniczyłaś przyjaciółkę w swoje problemy, jednak słowa, których użyłaś ("próby", "sugestie"), podpowiadają, że mogło być zupełnie inaczej. Nie chcę też niczego narzucać ani mówić, co powinnaś zrobić, bo tak naprawdę tylko wy wiecie, jak wasza znajomość wyglądała, ale może warto się zastanowić, jak to wszystko wyglądało z jej perspektywy, jak ona mogła odbierać te Twoje zniknięcia?

Zgadzam się z tobą w 100% że w momentach kiedy "znikałam" nie byłam dobrą przyjaciółką, nie byłam tak naprawdę żadną przyjaciółką. Ale nie można mi tego zarzucić w czasie kiedy się jakoś trzymałam. Przez wiele lat byłam jej jedyną przyjaciółką, bo jak napisałam wcześniej nikt inny jej nie lubił. Broniłam jej i wspierałam ją jak tylko mogłam. Nie zawsze było różowo, miałyśmy problemy i kłótnie ale zawsze znajdowałyśmy wyjście.

Jeśli chodzi o wtajemniczenie w moje problemy to to wyglądało tak pół na pół. Na początku to były tylko sugestie, chciałam zobaczyć jak zareaguje na potencjalną "przyjaciółkę wariatkę" (piszę to oczywiście z przymrużeniem oka). Kiedyś, po pewnej bardzo nieprzyjemnej z mojego punktu widzenia sytuacji sprowokowanej przez nią, zebrałam się na odwagę i jej powiedziałam że mam fobię społeczną i żeby w przyszłości miała to na względzie. Przyjęła to... dziwnie. Niby powiedziała że "Aha ok, sory nie wiedziałam", ale po chwili obróciła to w żart i nigdy nie wróciła do tego tematu. Potem już nigdy nie miałam odwagi poruszyć tego tematu, więc nigdy nie wytłumaczyłam jej na czym moja fobia polega ani nie wspomniałam o innych zaburzeniach lękowych które mam. Nigdy też nie powiedziałam jej o tym że chodziłam na terapię.

To że nie wróciłam do tego tematu wynikało trochę z mojego lęku, że znowu nie weźmie tego na poważnie, a trochę z tego, że pomimo tego że powiedziałam jej o mojej fobii, ona nadal stawiała mnie w bardzo niezręcznych, ciężkich dla mnie społecznych sytuacjach. Jak byłyśmy we dwie na mieście podchodziła do obcych ludzi, prowadziła jakiś small talk z nimi, a ja stałam z boku i modliłam się żeby zaraz nie dostać tam ataku paniki. A i tak, moja przyjaciółka wiedziała że miewam ataki paniki. Była nawet świadkiem jednego. Wyciągała mnie na imprezy, gdzie ona bawiła się z obcymi ludźmi a ja albo stałam pod ścianą albo wlewałam w siebie litry alkoholu żeby trochę zmniejszyć swój lęk (wiem, nie najlepsza strategia, ale wtedy nie widziałam innego wyjścia).

Wiem, że nie jestem bez winy. Nie chcę, żeby ludzie tutaj myśleli że uważam siebie za nieskazitelną. Wiem, że gdybym była bardziej otwarta, to może wszystko by wyglądało inaczej, ale nie umiałam. Ale teraz mleko już się wylało.

5

Odp: Straciłam przyjaciółkę przez problemy psychicze.

Karola, a bylaś kiedykolwiek u psychologa/psychiatry/psychoterapeuty?

Przed napisaniem odpowiedzi skonsultuj się z lekarzem lub farmaceutą.

6

Odp: Straciłam przyjaciółkę przez problemy psychicze.
Lady Loka napisał/a:

Karola, a bylaś kiedykolwiek u psychologa/psychiatry/psychoterapeuty?

Tak, chodziłam na terapię. Ale rok temu jak zaczęła się pandemia, byłam zmuszona wrócić do rodzinnego miasta, a tym samym musiałam niestety przerwać terapię.

7

Odp: Straciłam przyjaciółkę przez problemy psychicze.

Karola, ja nie napisałam, że byłaś złą przyjaciółką; nie obwiniaj się tak, jeśli to efekt Twoich zaburzeń. Chodziło mi tylko o to, że z perspektywy tej dziewczyny mogło tak to wyglądać, jeśli nie znała prawdy. No i, moim zdaniem, przyznanie, że masz fobię społeczną, to za mało, żeby stwierdzić, że ona była świadoma Twoich problemów, więc nie powinnaś oczekiwać od niej, żeby zachowywała się, jakby o nich wiedziała - z większą wyrozumiałością, wspieraniem Ciebie itd. Dla przykładu: moja dość dobrą koleżanka ma fobię społeczną (i nic więcej), ale ona mówi wprost, co dla niej będzie trudne, co nie do zniesienia itp. Przez to wszyscy wiemy, że np. trzeba ją uprzedzić, że na spotkaniu pojawi się obca osoba, nikt jej nie robi głupich niespodzianek. Ale ona o tym rozmawia. Gdyby kiedyś rzuciła jedynie, że ma taką fobię, ale nic poza tym, to też czułabym się dziwnie, gdyby np. przez parę miesięcy się nie odezwała albo gdyby okazało się, że ma pretensje o coś tam, nie uprzedzając wcześniej, że dana rzecz może być problemem.
Myślę, że z Twoją przyjaciółką może być podobnie, bo to, co wydaje się dla Ciebie oczywiste, dla kogoś, kto nie siedzi w temacie, może być nie do odgadnięcia.

8

Odp: Straciłam przyjaciółkę przez problemy psychicze.
Karola2020 napisał/a:
Lady Loka napisał/a:

Karola, a bylaś kiedykolwiek u psychologa/psychiatry/psychoterapeuty?

Tak, chodziłam na terapię. Ale rok temu jak zaczęła się pandemia, byłam zmuszona wrócić do rodzinnego miasta, a tym samym musiałam niestety przerwać terapię.

No ale terapię można prowadzić online. Zwłaszcza jeżeli masz nawroty i jeżeli sama widzisz, że jest Ci źle.

Ja się Twojej koleżance właściwie nie dziwię, bo mało kto chce spędzać czas z kimś, kto właściwie przez 90% czasu oczekuje ciągle wsparcia. Wygląda to tak, jakbyś Ty w tej relacji niewiele dawałaś od siebie.

A może ona też na jakiś swój sposób chciała Ci pomóc wyciągając Cię do ludzi? Z fobią społeczną i atakami paniki można walczyć i można wygrać, tylko trzeba próbować przezwyciężać samego siebie (nie mówię z teorii, bo też walczę z atakami paniki i z nerwicą). Tak naprawdę najwięcej daje właśnie próba kontrolowania siebie i swoich emocji, a nie pogrążanie się w półrocznym nawricie choroby i nic nierobienie.

Przed napisaniem odpowiedzi skonsultuj się z lekarzem lub farmaceutą.

9

Odp: Straciłam przyjaciółkę przez problemy psychicze.
SaraS napisał/a:

Karola, ja nie napisałam, że byłaś złą przyjaciółką; nie obwiniaj się tak, jeśli to efekt Twoich zaburzeń. Chodziło mi tylko o to, że z perspektywy tej dziewczyny mogło tak to wyglądać, jeśli nie znała prawdy. No i, moim zdaniem, przyznanie, że masz fobię społeczną, to za mało, żeby stwierdzić, że ona była świadoma Twoich problemów, więc nie powinnaś oczekiwać od niej, żeby zachowywała się, jakby o nich wiedziała - z większą wyrozumiałością, wspieraniem Ciebie itd. Dla przykładu: moja dość dobrą koleżanka ma fobię społeczną (i nic więcej), ale ona mówi wprost, co dla niej będzie trudne, co nie do zniesienia itp. Przez to wszyscy wiemy, że np. trzeba ją uprzedzić, że na spotkaniu pojawi się obca osoba, nikt jej nie robi głupich niespodzianek. Ale ona o tym rozmawia. Gdyby kiedyś rzuciła jedynie, że ma taką fobię, ale nic poza tym, to też czułabym się dziwnie, gdyby np. przez parę miesięcy się nie odezwała albo gdyby okazało się, że ma pretensje o coś tam, nie uprzedzając wcześniej, że dana rzecz może być problemem.
Myślę, że z Twoją przyjaciółką może być podobnie, bo to, co wydaje się dla Ciebie oczywiste, dla kogoś, kto nie siedzi w temacie, może być nie do odgadnięcia.

Ja się właśnie bardzo obwiniam o to co się stało, mam wrażenie że to wina tego, że nie umiałam z nią otwarcie porozmawiać. Ale naprawdę nie umiałam i zawsze brakowało mi odwagi. Z drugiej strony jak mówisz komuś że masz fobię społeczną, a ktoś dwa tygodnie później robi sobie żarty z twojej nieśmiałości przy obcych, nowo poznanych ludziach to nie zachęca do otworzenia się i opowiedzenia o wszystkim. Myślałam też, że może jak była światkiem mojego ataku paniki to weźmie to bardziej na poważnie i przestanie z tego żartować. Przez to wszystko sama nie wiem co robić. Ciężko naświetlić kilkuletnią znajomość w jednym poście w internecie. Ja też nigdy nie miałam do niej wielkich pretensji, czy nie robiłam awantur jak zrobiła coś z czym było mi niekomfortowo. Po prostu po takiej sytuacji potrzebowałam kilku dni (mam na myśli 3-4 dni) w samotności. To nie tak że co miesiąc znikałam na pół roku. Takie coś zdarzyło się trzy razy. Raz zniknęłam na 2 miesiące, drugi raz też na dwa, no i teraz ten ostatni był najdłuższy - 6 miesięcy. W kontekście siedmioletniej przyjaźni, nie znikałam aż tak często. Przynajmniej tak mi się wydawało. I zawsze po takim zniknięciu przepraszałam i starałam się jej to jakoś wynagrodzić. Ale szczerze sama już nie wiem. Nie jestem w stanie zdobyć się na szczerą rozmowę z nią teraz i nie wiem co robić.

Ale bardzo dziękuję za odpowiedź, potrzebowałam takiego obiektywnego spojrzenia na mój problem.

10

Odp: Straciłam przyjaciółkę przez problemy psychicze.

A mi się wydaje, że to ani Twoja, ani jej wina, że wasze relacje się rozjechały. Po prostu poszłyście w innych kierunkach, inne studia i co się z tym wiąże inne grupy znajomych, inne zainteresowania, sposób spędzania czasu itp. Same kontakty wirtualne, zwłaszcza takie z dłuższymi przerwami nie sprzyjają pozostawaniu w bliskich relacjach.  I takie rozluźnienie relacji pomiędzy ludźmi jest bardzo częste i całkowicie naturalne. Po prostu musisz się pogodzić, że dawna przyjaciółka zmieniła się w koleżankę. Nie rozpamiętywać, nie obwiniać siebie albo jej, bo to w niczym nie pomoże, tylko będziesz się dołować. I jeżeli zależy Ci na bliskich relacjach, przyjaźni z kimś musisz postarać się o nową osobę do takiej relacji.

"W związku z tym, że wraca moda na rzeczy retro mam nadzieję, że zdrowy rozsądek i inteligencja znowu wrócą do łask."

11

Odp: Straciłam przyjaciółkę przez problemy psychicze.
Lady Loka napisał/a:
Karola2020 napisał/a:
Lady Loka napisał/a:

Karola, a bylaś kiedykolwiek u psychologa/psychiatry/psychoterapeuty?

Tak, chodziłam na terapię. Ale rok temu jak zaczęła się pandemia, byłam zmuszona wrócić do rodzinnego miasta, a tym samym musiałam niestety przerwać terapię.

No ale terapię można prowadzić online. Zwłaszcza jeżeli masz nawroty i jeżeli sama widzisz, że jest Ci źle.

Ja się Twojej koleżance właściwie nie dziwię, bo mało kto chce spędzać czas z kimś, kto właściwie przez 90% czasu oczekuje ciągle wsparcia. Wygląda to tak, jakbyś Ty w tej relacji niewiele dawałaś od siebie.

A może ona też na jakiś swój sposób chciała Ci pomóc wyciągając Cię do ludzi? Z fobią społeczną i atakami paniki można walczyć i można wygrać, tylko trzeba próbować przezwyciężać samego siebie (nie mówię z teorii, bo też walczę z atakami paniki i z nerwicą). Tak naprawdę najwięcej daje właśnie próba kontrolowania siebie i swoich emocji, a nie pogrążanie się w półrocznym nawricie choroby i nic nierobienie.

Ciężko mi też naświetlić całą relację jednym postem. To absolutnie nie jest tak, że ja od niej ciągle oczekiwałam wsparcia i nie wiem...trzymania mnie za rękę, oczekiwałam bardziej zrozumienia. Pisałam też, że ja nie czułam się fatalnie cały czas kiedy się przyjaźniłyśmy. Przez wiele lat, kiedy ona była samotna, opuszczona, odrzucona przez ludzi w szkole i na studiach to ja byłam wsparciem dla niej, zawsze jej wysłuchałam, pomagałam tak jak umiałam. Więc nie zgodzę się ze stwierdzeniem, że to ja ciągle potrzebowałam wsparcia i niewiele dawałam od siebie w tej relacji. Pomogłam jej kiedy wszyscy inni, nawet jej matka się od niej odwrócili. Przyznaję nie byłam wymarzoną i idealną przyjaciółką. Tak, znikałam, ale nie zawsze na długie miesiące. Czasami to były po prostu dwa albo trzy dni których potrzebowałam dla siebie. A sytuacja w której zniknęłam na dłużej zdarzyła się trzy razy. Raz zniknęłam na 2 miesiące, drugi raz też na dwa, no i teraz ten ostatni był najdłuższy - 6 miesięcy.

Mój półroczny nawrót choroby też nie jest taki łatwy do opisania, dużą rolę odegrały tutaj dolegliwości niepsychiczne o których pisałam a które niefortunnie zbiegły się wszystkie razem w czasie. I to nie tak że nic nie robiłam, ale musiałam wyleczyć fizyczne problemy, żeby lepiej poczuć się psychicznie bo hashimoto jest chorobą ściśle wiążącą się z psychiką. Ale nie chciałabym tutaj opisywać swojej historii choroby bo wydaje mi się to bezcelowe.

Ale dziękuję za obiektywną odpowiedź, potrzebuję takiego spojrzenia na mój problem, bo ja nie zawsze jestem w stanie bezstronniczo ocenić jakąś sytuację.

A i co do terapii online... Nie mogę mieć takiej terapii. Może to i głupie, dla wielu niezrozumiałe i śmieszne ale rozmowy internetowe/telefoniczne są jednymi z tych rzeczy które powodują u mnie tak irracjonalny lęk, że nie jestem w stanie zebrać myśli i normalnie mówić. Także odpada chyba że chcę sobie zafundować jeszcze większą dawkę stresu. Zajęcia online to dla mnie katorga, wykładowcy od roku nie usłyszeli mojego głosu bo się nie odzywam, dziwię się im że mnie w ogóle przepuścili na następy rok.

12

Odp: Straciłam przyjaciółkę przez problemy psychicze.
bbasia napisał/a:

A mi się wydaje, że to ani Twoja, ani jej wina, że wasze relacje się rozjechały. Po prostu poszłyście w innych kierunkach, inne studia i co się z tym wiąże inne grupy znajomych, inne zainteresowania, sposób spędzania czasu itp. Same kontakty wirtualne, zwłaszcza takie z dłuższymi przerwami nie sprzyjają pozostawaniu w bliskich relacjach.  I takie rozluźnienie relacji pomiędzy ludźmi jest bardzo częste i całkowicie naturalne. Po prostu musisz się pogodzić, że dawna przyjaciółka zmieniła się w koleżankę. Nie rozpamiętywać, nie obwiniać siebie albo jej, bo to w niczym nie pomoże, tylko będziesz się dołować. I jeżeli zależy Ci na bliskich relacjach, przyjaźni z kimś musisz postarać się o nową osobę do takiej relacji.

Na pewno coś w tym jest, że odkąd mieszkamy w innych miastach to ciężej nam było utrzymać bliski kontakt, mniej okazji do spotkania się, mniej wspólnych tematów. Problem jest taki, że ona obwinia mnie o rozpad tej znajomości i jest mi z tym po prostu źle i czuję się winna. A sama nie wiem czy powinnam czy nie. Dlatego chciałam tutaj zasięgnąć obiektywnego spojrzenia na tę kwestię. Dziękuję bardzo za odpowiedź.

13

Odp: Straciłam przyjaciółkę przez problemy psychicze.

A co w trakcie terapii robiłaś, żeby zwalczyć swoje lęki?
Bo terapia przy nerwicy, fobii i atakach paniki powinna piść w tym kierunku, żeby się ze swoimi lękami zmierzyć i powoli je pokonywać. Inaczej to nie ma sensu, bo Ty już wszystko usprawiedliwiasz lękami, nie widać, żebyś chciała je wyeliminować. Wygląda to tak, że jest Ci dobrze tak jak jest.

Wybacz brutalność, ale ja przeszłam to na własnej skorze i wiem, jak takie zaburzenia i fobie działają na człowieka i na jego otoczenie. Ale rozwiązaniem nie jest siedzenie na tyłku i mówienie, że tego nie zrobisz, bo fobia, tamtego nie zrobisz, bo atak paniki, tylko powolne próby wychodzenia z tego tak, żeby konkretna sytuacja się oswoiła i przestała wywoływać panikę i stres.

Przed napisaniem odpowiedzi skonsultuj się z lekarzem lub farmaceutą.

14

Odp: Straciłam przyjaciółkę przez problemy psychicze.
Lady Loka napisał/a:

A co w trakcie terapii robiłaś, żeby zwalczyć swoje lęki?
Bo terapia przy nerwicy, fobii i atakach paniki powinna piść w tym kierunku, żeby się ze swoimi lękami zmierzyć i powoli je pokonywać. Inaczej to nie ma sensu, bo Ty już wszystko usprawiedliwiasz lękami, nie widać, żebyś chciała je wyeliminować. Wygląda to tak, że jest Ci dobrze tak jak jest.

Wybacz brutalność, ale ja przeszłam to na własnej skorze i wiem, jak takie zaburzenia i fobie działają na człowieka i na jego otoczenie. Ale rozwiązaniem nie jest siedzenie na tyłku i mówienie, że tego nie zrobisz, bo fobia, tamtego nie zrobisz, bo atak paniki, tylko powolne próby wychodzenia z tego tak, żeby konkretna sytuacja się oswoiła i przestała wywoływać panikę i stres.

Może też ja to tak opisałam, że to wygląda tak jakbym wszystko tym usprawiedliwiała, ale tak nie robię. Po prostu w moim obecnym problemie odgrywa to jakąś rolę, więc starałam się to przybliżyć. Dlatego może nie napisałam tego wystarczająco jasno: uwierz mi niczego nie pragnę bardziej niż przestać się bać wychodzić z domu i w końcu mieć jakiekolwiek życie i znajomych. Bo narazie to ja egzystuję a nie żyję. Poza tym, naprawdę myślisz że wydałabym ogromne pieniądze na terapię, jakbym nie chciała nic zmieniać, bo tak mi dobrze?

Nie chcę tutaj opisywać mojej terapii krok po kroku bo nie wydaje mi się że to miejsce na to. Ogólnie mówiąc, długo się nie leczyłam przez co moje lęki się tylko pogłębiały. Kiedy odważyłam się skorzystać z pomocy to tak, pokonywałam stopniowo swoje lęki. Żyłam kompletnie sama w obcym, dużym mieście bez żadnych znajomych czy rodziny i z każdym problemem musiałam sobie radzić sama. Więc tak, codziennie pokonywałam swoje lęki. Przykładowo zamiast zamówić sobie obiad do domu i uniknąć interakcji z innymi, wychodziłam gdzieś do baru, jak pękła mi rura to byłam wręcz zmuszona do dzwonienia po hydraulikach, wszystkie sprawy administracyjno urzędowe też musiałam załatwić sama, często popisując się moją niewiedzą i ucząc na błędach.

Poza tym to nie jest wątek o mojej terapii. Ja widzę jak ogromne postępy robiłam i ile mnie to kosztowało i byłam z nich dumna. Fakt, gdzieś po drodze się to posypało, przerwałam terapię, straciłam też pracę, wróciłam do rodzinnego domu. Ale to nie znaczy że przestałam nad sobą pracować. Po prostu ten post to nie jest miejsce gdzie chciałabym opisywać historię swojego życia, chciałam obiektywnego spojrzenia na problem i takie dostałam i za to dziękuję. A wydaje mi się że do oceniania tego czy tylko siedzę i nic nie robię czy pracuję nad sobą, nie dostarczyłam dostatecznej ilości informacji o mnie i o moim życiu.

15

Odp: Straciłam przyjaciółkę przez problemy psychicze.

Mam chwilę wolnego czasu z racji pandemii, więc jeśli potrzebujesz przegadać swój temat z kimś bezstronnym, to napisz do mnie wiadomość przez e-mail, wchodząc na mój profil.
Trzymam kciuki za walkę z Twoimi lękami.

16

Odp: Straciłam przyjaciółkę przez problemy psychicze.

Hej.
Czytam twój wątek i kurcze jakie to wszystko ciężkie w tym życiu...
Mam nadzieje autorko, że uda się Tobie z tym wszystkim uporać.
Co do tej przyjaciółki to hmmm
Może nawet jeśli Ty miałaś ciężki okres w życiu, mnóstwo problemow itd to ja nieusprawiedliwia nic.
Często jest tak, że traktujemy kogos inaczej niż on nas. Tzn na własnej skórze doświadczyłam podobnie.
Moja przyjaciółka Aga, która miała podobna przeszłość do mojej, dużo nas łączylo, dużo spędzaliśmy wspólnie czas itd.
A jak każda z nas zmieniła pracę to ona o tak zakończyła znajomość. Owszem czasem pisała ale chyba, żeby nie było.
Spotkania były rzadsze. Potem wcale.
Do czego zmierzam?
Do Tego, że mogło się Tobie wydawać, że ona jest Twoja przyjaciółka a tak naprawde była tylko koleżanką.
Powinnaś faktycznie na sobie się skupić. Nie zadręczać się nią.
Ja np portal społecznościowy usunęłam. Miała dość patrzenia jak inni np się wspólnie umawiają a o mnie nie pamiętają. Jestem zbyt emocjonalna itd

Nic na siłę nie zrobisz.

Posty [ 16 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » RELACJE Z PRZYJACIÓŁMI, RELACJE W RODZINIE » Straciłam przyjaciółkę przez problemy psychicze.

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2021