moja historia. 30 lat i poczucie że wpierniczyłam się po uszy w bagno... jestem wykorzystywana na każdym kroku i obgadywana za plecami i jeszcze fochy... miało być pięknie a wyszło jak zawsze. Męża poznałam kiedy zostawił mnie ktoś kto miał być na całe życie... za szybko zdecydowałam się na ślub, w pakiecie dostałam teściową która jest fałszywa... mam ponad 30 lat, 2 letniego syna. W 2009 r. z mężem zamieszkaliśmy w mieszkaniu które kupiłam na kredyt, i mieszkaliśmy w nim do czasu narodzin dziecka...przeprowadziliśmy się bo on tak chciał, jego matka miała nam pomóc kiedy wrócę do pracy, mieliśmy ją zatrudnić jako nianię. Po drodze zdarzył się błąd medyczny, teściowa nie była wstanie zajmować się dzieckiem, zatrudniliśmy nianię, dziś syn chodzi do żłobka, a ja dalej tu jestem, bo moje mieszkanie wynajęte... duszę się i nie wytrzymuję ... mąż ma rodzeństwo, ale każde święta musi przygotować Królowa Matka, która ma poczucie że musi naszykować nie wiadomo czego i ile, a ja jestem do tego wszystkiego wykorzystywana, bo reszta (11 osób przyjeżdża na gotowe). Nie cieszą mnie święta, od 3 lat to najgorszy czas, urobiona po pachy padam. W tym roku miało być mniej szykowania, ale Mamusia męża wymyśliła pieczenie ciasta na chrzciny dziecka siostry męża... nie ona je piekła, nie ona kupiła składniki i jeszcze strzeliła fochem kiedy powiedziałam, że nie będziemy my go zawozić jutro przed imprezą ... mam dość mieszkania z nią, tego że nie potrafi nic zrozumieć, że we wszystko się wtrąca i mnie obgaduje za plecami, nie raz słyszałam ... nic jej się nie podoba...
(( nie wiem ile tak jeszcze wytrzymam. Odkąd tu mieszkamy oddalamy się od siebie z mężem ...
Podobne tematy
Piszesz, że przeprowadziliście się, bo mąż tak chciał. On jest z gatunku tych obiektywnych mężów, czy bardziej "mężuś-synek mamusi"?
wydawało mi się że nie jest synusiem mamusi ... teraz nie było jeszcze sytuacji aby musiał wybrać ja czy ona, czasem wydaje mi się że ma na niego jakiś wpływ, choć dziś po naszej rozmowie widzę że dostrzega to co jest ... a jego matka, to osoba strasznie demoniczna, chcąca rządzić wszystkim i wszystkimi, po błędzie medycznym nie mogła chodzić, załatwiłam masę lekarzy, rehabilitacji, ponad 100 tys odszkodowania, a ona ma czelność mnie obgadywać ...
żyć mi się odechciewa, wtrąca się we wszystko, budujemy dom, zachowuje się tak jakby to było jej ... jakby była najmądrzejsza a nie ma pojęcia o niczym ... nie rozumie że ma się rehabilitować, uważa że jest nie wiadomo jak pokrzywdzona przez los, a pomimo to zastaw się a postaw ... sił mi brakuje ...
Może przyszedł czas na to, by niekoniecznie wybrał Ty czy matka, ale żeby wybrał, za kim się wstawić- bo nie zawsze to to samo (a przynajmniej nie powinno tak być). Początków zgrzytów na drodze relacji syn-synowa nawet najstarsi górale nie pamiętają, ale nie sztuką jest podzielić strony na dwa obozy ale sztuką je połączyć w jeden. I tutaj według mnie mąż powinien być obiektywnym mediatorem.
Ja chyba nie potrzebuje mediacji, potrzeba mi spokoju, tego by byśmy byli sami, my i nasz syn, żeby nikt się nie wtrącał, żeby wieczorem móc zamknąć się we własnych 4 ścianach i nie słyszeć ogłupiających seriali, żeby nikt mi nie mówił czy mam myć dziś dziecko, kłaść je już spać, nakarmić tym czy tamtym ... szlak mnie powoli trafia... ona udaje gra, a mówi sama do siebie, i mówi na mnie... żałuję że pomagałam, żałuje że brałam wolne aby miała jedne, drugie, trzecie święta, bo i tak słyszę jak o mnie źle mówi... nie pasuje jej moja praca, nie pasuje wyższe wykształcenie, dzięki któremu dostała odszkodowanie za błąd medyczny, ciągle jest coś nie tak... mężowi ostatnio nie idzie działalność, ja zarabiam na naszą rodzinę, a ona mi bajki wkłada że on może 5 miesiąc nie zarabiać ... ja od dawna jestem zdania że powinien zamknąć firmę, w którą brat go wmanewrował, notabene najlepsze i ukochane dziecko Teściowej, które swoim dzieciom po operacji kiedy chodziła z balkonikiem wmawiał że udaje ... i miał w nosie czy potrzebuje pomocy, czy ma środki na lekarzy, rehabilitacje ... poza tym przez nią o mało się nie rozstaliśmy przed ślubem, tak namieszała że mój mąż nie rozmawia praktycznie z moim tatą, naopowiadała mojemu mężowi że mój tato go "nie uważa za dobrą partię dla swojej córki" ja chciałabym mieć ją jak najdalej, jestem miła, nie kłócę się, ale nie trawię jej darcia, wyzywania męża (ojca mojego męża), wtrącania i tego że ona wie lepiej, a nie wie bo jej wiedza to seriale, i bardzo życiowy program Elżbiety Jaworowicz. Święta Wielkanocne powinny mieć wymiar duchowy, a ona do Kościoła nie chadza, bo się już w życiu nachodziła jak twierdzi, za to święta to gary, i naszykowane tak że później większość się wyrzuca i marnuje
długo by pisać i opowiadać ... chcę uciec, i zabrać męża i dziecko... jak najdalej....
Co stoi na przeszkodzie do zamieszkania na swoim?
jeszcze przynajmniej rok męki, moje mieszkanie jest na kredyt, wynajmujący je po części spłaca, a dom będzie gotowy za rok, z tylko moją wypłatą nie damy rady ... ja w listopadzie byłam bliska wyprowadzki, mąż się nie zgodził, przekonał mnie wtedy żeby zostać ... ![]()
jeszcze przynajmniej rok męki, moje mieszkanie jest na kredyt, wynajmujący je po części spłaca, a dom będzie gotowy za rok, z tylko moją wypłatą nie damy rady ... ja w listopadzie byłam bliska wyprowadzki, mąż się nie zgodził, przekonał mnie wtedy żeby zostać ...
A nie wiesz ,co to znaczy okreslic swoje "terytorium" ,ktorego nikt nie ma prawa przekroczyc.........powiedz tesciowej prosto w oczy czego oczekujesz i ,co lezy Ci na sercu..albo zaakceptuje ,albo kazda z WAS powinna zyc swoim zyciem!Nie pozwol sie wykorzystywac i powiedz rowniez ,co myslisz o takim "zyciu" mezowi,a tak w ogole dlaczego pozwalasz na wszystko mezowi "wladcy".....czy Ty nie masz swojego zdania?!!!Pozwolisz juz teraz na wszystko,a co bedzie pozniej?
kryst54- Właśnie do tego zmierzałem- że mąż chciał, żeby została. Czemu?
Może to nie taki despota, ale trzeba mu wyperswadować, że tak jak jest być dalej nie może.
Współczuje Ci bardzo , ale Zycze Ci żebyś wytrwała rok . Bo przy takim typie , to trudno będzie . Wiem coś na ten temat , bo mamy w rodzinie taką podobną wszystkowiedzącą . Nic jej tak w życiu nie wychodzi , jak wszystkich skłócać , manipulować , zniechęcać do życia . Ale na szczęście jestem z daleka od niej i nie mam z nią kontaktu . Źycze Ci dużo zdrowia i siły .
Współczuje Ci bardzo , ale Zycze Ci żebyś wytrwała rok . Bo przy takim typie , to trudno będzie . Wiem coś na ten temat , bo mamy w rodzinie taką podobną wszystkowiedzącą . Nic jej tak w życiu nie wychodzi , jak wszystkich skłócać , manipulować , zniechęcać do życia . Ale na szczęście jestem z daleka od niej i nie mam z nią kontaktu . Źycze Ci dużo zdrowia i siły .
Marietto moglabym ksiazke napisac o takim "wszechwiedzacym "
a raczej wszechwiedzacej manipulatorce
ktora potrafila sklocic cala rodzine ..brrrrrrrrrrr jak najdalej od takich!
i jak chciala, tak postapila............zostala sama ....no i dobrze !
W takiej sytuacji najwięcej chyba może zdziałać twój mąż. Jeśli on stanie za tobą murem teściowa nie będzie miała nic do gadania. Dopóki może sobie na to pozwolić to robi co chce. Jak postawicie jej swoją granicę albo się dostosuje albo się trzeba będzie wyprowadzać. Konsekwencja w działaniu jest potrzebna. Razem musicie zwalczyć demona
.
mój mąż nie jest despotą... zostaliśmy tu z wielu powodów... choć ja chciałabym być jak najdalej, moim murem będzie mój dom nie dam się więcej wykorzystywać... mąż po tych świętach kiedy całe dnie stałam przy garach zgodził się że na Boże Narodzenie wyjeżdżamy moi rodzice zrozumieją, bo wiedzą jak mam ... więc na następne święta nie będę szykować świąt dla 17 osób ... i mam nadzieję że doczekam wyprowadzki do nas...
Kryst54 to nie proste określić swoje terytorium u kogoś w domu, ja wolę schodzić jej z oczu i nie wchodzić w drogę... ona całymi dniami drze się na Teścia, a moje dziecko to słyszy jak wraca z przedszkola ... ja się źle czuje w tym domu, bo nie jestem u siebie ... więc nie ma mowy by tu zakreślać terytorium ...
Marietta54 potrzeba mi i sił i zdrowia, bo odkąd tu mieszkam schudłam, i psychicznie czasem nie daję rady ... stąd wczoraj w akcie słabości musiałam się komuś wygadać, nie chcę martwić moich rodziców, bo przestrzegali, mówili mi przed ślubem a ja myślałam że chcą mnie do męża zniechęcić, a mieli rację i prawda wyszła na jaw ...
Kryst54 to nie proste określić swoje terytorium u kogoś w domu, ja wolę schodzić jej z oczu i nie wchodzić w drogę... ona całymi dniami drze się na Teścia, a moje dziecko to słyszy jak wraca z przedszkola ... ja się źle czuje w tym domu, bo nie jestem u siebie ... więc nie ma mowy by tu zakreślać terytorium ...
Ja mimo wszystko pogadalabym z mezem,a jak maz to d**a to powinnas postawic wszystko na jedna karte i z tesciowa porozmawiac jak kobieta z kobieta ......zrobcie sobie kawe i pogadaj z nia,od tak od serca i powiedz ,co czujesz i czy chcialaby byc tak traktowana,bo co Ty masz do stracenia.....tylko do zyskania.......za chwile" zaszczepi"Waszemu synowi jak mozna krzykiem dojsc do" swojej racji" musisz przerwac to,bo daleko nie zajdziesz....uwierz w siebie>
Moja synowa jasno okreslila swoje miejsce w naszej rodzinie ,ale po malutku i swoje osiagnela.jedno mi sie podoba,drugie nie bardzo,a nasz syn poszedl by za swoja zona w "ogien" i tak powinno byc.......żona,żona...rodzice,rodzicami i kazdemu nalezy sie szacunek !
Nigdy nie chcialam byc taka jak moja tesciowa,chcialam synowa traktowac jak corke i w niektorych sprawach bardzo sie dogadujemy,kazda ,kazda szanuje jej przekonania i kazda z nas lubi sie na wzajem .......u nas w domu nie ma miejsca na "krzyki".........a jak mamy sie na jakis czas dosyc to poprostu sie nie odwiedzamy i po klopocie
,az nam przejdzie
NAJWAZNIEJSZE SZANUJ SIE i WALCZ O SIBIE !