Witam
Jestem mężatka prawie 8 lat.mamy dwóch synów. Od pewnego czasu a właściwie to już dłuższego czasu czuje się wypalona i dusze się w tym związku
Mąż coraz bardziej mnie denerwuje, każdy jego ruch, zachowanie. W prawdzie przez całe małżeństwo ja się wszystkim zajmowałam,można powiedzieć że ja nosiłam spodnie w tym związku.Dom, opłaty, dzieci wszystko było na mojej głowie. Zawsze Mu mówiłam co ma robić, jak robić,obiad podawałam, kanapki do pracy na następny dzień przygotowane zawsze ma, sam od siebie nic nie zrobił, jego rola ograniczała się do pójścia do pracy i przyniesieniu wypłaty, pilnowaniu dzieci jak byłam w pracy. Czuję, że mam już dość takiego życia, ciągłego mówienia co i jak. Rozmawiałam o tym z nim, to przez kilka dni pomagał w porządkach, zajmował się dziećmi. Nigdy nie wpadł na jakiś pomysł by fajnie spędzić weekend, więc albo spędzaliśmy je w domu albo "na kawie" u rodziny. I tak czas leciał. Ostatnio bardzo mało rozmawiamy, czasami tylko wymienimy ze sobą smsa, zauważyłam że sama uciekam w prace ( jest taka moją odskocznią) wybieram zmiany popołudniowe by go najmniej widzieć i z nim nie rozmawiać. Od miesiąca nawet wyniosłam się ze wspólnego łóżka. Eh nie wiem co mam myśleć, co robić czy może we mnie jest jakiś problem?? że oczekuję czegoś więcej a nie takiego monotonnego życia?? jak sobie z tym poradzić?
Podobne tematy
2 2014-04-16 11:30:18 Ostatnio edytowany przez MamaNalijki (2014-04-16 11:32:02)
Witaj:) wydaję mi się, że w każdym długoletnim związku pojawia się w końcu to o czym piszesz, czyli monotonia i szarość dnia codziennego.Twój mąż ma widać taki charakter, że trzeba mu wszystko mówić, prosić.Dobrze, ze chociaż potrafi to spełnić, szkoda tylko, że to nie daje długofalowego efektu.Tak go poniekąd przyzwyczailaś.Musisz sobie po pierwsze odpowiedzieć na pytanie-czy go jeszcze kochasz.Jak tak to po prostu dopadło Cie jak sama piszesz wypalenie, zmęczenie.Musisz to pokonac i zacząć coś zmieniać.Postawić jasno kawa na ławę, moze ustalić jakis grafik całotygoniowy, co mąż robi a co Ty, jeden wieczór dla Was na tzw opierdzielanie się.Co do wyjsc weekendowych to może sama coś zaproponuj, nie pytaj.Podrzuc dzieci gdzies i po prostu wez go do kina, na koncert.Ja tak robie bo jak zapytać mojego męza w pt co robimy w niedziele to on nie wie.Dla niego liczy sie tylko dzien dzisiejszy.Chociaz tyle dobrze, ze czasem coś sam zaproponuje ale juz sie nauczylam, ze jak czegos chce to po prostu musze to zrobic albo jasno powiedziec.Pytania czy lekkie sugestie czesto na niewiele się zdają.Jesli natomiast milosc u Ciebie wygasła to trudno bedziec cokolwiek ratowac.
No właśnie trudno powiedzieć, przez tą rosnącą złość we mnie odsuwam się od niego jak się tylko da. Rośnie we mnie frustracja. Czemu ciągle ja mam coś wymyślać, ja muszę wychodzić z inicjatywą?? Faktycznie może mój błąd, że przez te lata go do tego przyzwyczaiłam. Nawet jak po urodzeniu dzieci chciałam iść do pracy, początkowo nie chciał się na to zgodzić, ale dopięłam swego, nie rozumiał tego że potrzebowałam wyjść do ludzi. On twierdzi, że mnie kocha i nawet jeśli ja do niego nic nie czuje on chce z nami być i żyć tak dalej. A ja czuję, że potrzebuję jakieś zmiany, mam dość takiego życia.
Jakiej zmiany konkretnie potrzebujesz?Wóz albo przewóz.Powiedz męzowi wprost to co tutaj,mianowicie, że zyc tak dalej nie chcesz a jego milość w takich warunkach nie wystarcza.Niech coś z siebie da.Może jakiś wspolny wyjazd?No bo co, rozwiezc sie chcesz?czy może zyc dalej tak bylejak...
No właśnie Jemu takie życie pasuje, On chce żyć tak dalej. a mnie brakuje rozmów o wszystkim i o niczym, wspólnego spędzania czasu, wspólnym decydowaniu. Chciałabym żeby czasami mnie czymś zaskoczył, zrobił coś sam od siebie, że on na to wpadł, żeby sam zadecydował co robimy. On o tym wszystkim wie, uważa że wszystkie małżeństwa tak mają, kłócą się ale żyją ze sobą nadal. Jakoś nie mamy ostatnio tematów do rozmów, nic nas do siebie nie ciągnie.
zaproponuj może jakiś wyjazd we dwoje ??romantyczny nastrój..chwile tylko dla siebie.
to Ty zmieniłaś oczekiwania w trakcie związku, a nie on, więc tak naprawde sama to psujesz. wzięłaś go takiego, przyzwyczajałaś, a teraz się odwidziało.
8 2014-04-16 16:10:53 Ostatnio edytowany przez MamaNalijki (2014-04-16 16:12:57)
No własnie troche to tak wygląda jak pisze thepass.Jemu jest dobrze jak jest natomiast to Tobie jest zle wiec to Ty musisz coś zrobić zeby to zmienic.Niestety taka prawda.Może zrob cos dla siebie SAMA, nie patrz na meza,znajdz sobie nową pasję, ciesz sie zyciem.Może i jemu sie udzieli.Nie uzalezniaj sie od niego i wyjdz jakos z tej rutyny,ktora Cie dopadła.czesto jest tak, ze to oboje partnerow tkwi w marazmie i tak się kiszą ze sobą wówczas trzeba samemu wziac swoje zycie w swoje rece.
No dobrze, ale ile można tak żyć?? Czy to źle, że chcę czegoś więcej?? Wcześniej bardziej się dogadywaliśmy, więcej rozmawialiśmy, spędzaliśmy wieczory. Już mu nie raz o tym mówiłam, to na chwilę jest zmiana a później znowu to samo, więc chyba wszystko na pokaz.Zero kreatywności, minimalne zaangażowanie w życie rodziny. Póki zajmowałam się dziećmi w domu,nie pracowałam było dla mnie oczywiste, że ja zajmuje się wszystkim a on pracuje, ale od kiedy pracuje (ponad dwa lata) nic się nie zmieniło, wszystko nadal na mnie spoczywa.On czasami tylko coś ogarnie. Znajomi się czasami nawet wyśmiewają, że facet siedzi w domu a kobieta wszystko robi.
To nie jest źle tylko to tak wygląda, że Ty nieszczesliwa a mąż szczesliwy.Moim zdaniem jeśli jestes przekonana o tym, że tak dalej zyc nie mozesz tudzież nie chcesz to masz jedną opcję:
-postaw męza pod scianą-albo jakaś zmiana, on wiecej robi w domu, odciąża Cie albo z Wami finito,daj mu jakis czas na to.
ewentualnie jakas terapia malzenska.
No innych opcji nie ma.Na siłę go nie zmienisz.On tak był przez wiele lat, teraz na jakiekolwiek efekty pewnie bedziesz musiała też troche poczekac.
Widzisz on przez 8 lat przyzwyczaił sie do wygodnego zycia bo zawsze ty wszystko ogarniałas .
A moze zastosuj metode nie wymagania natychmiastowej jego zmiany na lepsze a poprostu prosba .
Mogłbys zrobic dzisiaj zakupy ,
mogłbys pomoc mi w porzadkach
zrobisz mi herbatke itp.
pomału nabierze on nawyków do tych obowiązków tak jak nabrał nawyku do wygodnictwa .
A co spędzania razem czasu .
To ze ty mu mowisz to moze tez juz sie do tego przyzwyczaił i poprostu wpuszcza jednym uchem , drugim wypusci.
A ty jak spedzasz swoj wolny czas ?? Masz swoje zainteresowania ?? sport ??
ryba81 takie prośby działają u nich na chwilę,musiałaby je codziennie powtarzać ale moze faktycznie coś by do tej głowy męza dotarło.
zaczynam doceniać swojego, że sam z siebie się bierze za sprzątanie czy coś w domu
ryba81 takie prośby działają u nich na chwilę,musiałaby je codziennie powtarzać ale moze faktycznie coś by do tej głowy męza dotarło.
zaczynam doceniać swojego, że sam z siebie się bierze za sprzątanie czy coś w domu
Wiesz ja zastosowałam ta metodę bo tez nauczyłam mojego ze ja wszystko ogarniam a on miał czas na TV czy swoje hobby .
Tez marudziłam jaka ja to biedna bo mam wszystko na głowie a on ma czas wolny . Ja dalej ogarniałam a on dalej miał czas wolny .
Tak powtarzałam prośby codziennie aż pewne rzeczy porostu weszły mu w krew .Podobno nowe nawyki zagnieżdżają sie w nas po 3 miesiącach . Ciężko 8lat nawyków zmienić przez 1 dzień bo to rzeczywiście jest chwilowe i potem wraca do starego stanu .
Tak jak autorka ma w nawyku wszystko do ogarnięcia tak on w nawyku ma wygodnictwo.
Tylko że to nie jest tak że teraz tak nagle zaczęłam wymagać. Napisałam że odkąd zaczęłam pracować czy 2 lata, mówiłam, prosiłam, ale nic, wszystko chwilowe. Ileż można się prosić i w kółko powtarzać to samo?? Z czasem dociera do mnie, że mąż jest chyba zbyt mało kreatywny. Ma taki charakter, woli jak wokół niego się skacze, wszystko jest przygotowane wszystko się załatwi a on tylko powierzchowne rzeczy zrobi. Nie wiem czy wcześniej tego w nim nie widziałam albo nie chciałam tego dostrzec. Niestety ale po tylu latach zaczyna to przeszkadzać, przynajmniej mnie to już coraz bardziej drażni.
a jak ty spędzasz swój wolny czas ?? masz hobby ?? sport ?? masz cos swojego gdzie mozesz odreagowac ???
16 2014-04-17 11:41:47 Ostatnio edytowany przez MamaNalijki (2014-04-17 11:45:51)
ryba81 to dobrze, ze u Ciebie poskutkowało.Zapewne innej rady nie ma jak takie ,,wałkowanie" tylko autorka napisała, ze juz jest tym zmęczona stąd moja bardziej radykalna rada..niestety związek wymaga wiele cierpliwosci.Raz, że mąż przywykł,że robić wiele nie musi w zaciszu domowym i tak mu wygodnie a dwa pewnie powiela schemat z własnego domu gdzie to matka wszystko obługiwała( to częsty schemat)
ja bym jeszcze zastosowała metode pt nie zmywam garów po męzu czy tam nie ogarniam bajzlu po nim-czasem tak zostawiam kubki mojego męza na biurku,ktorych nie odnosi.Jak sie ich uzbiera 5 i nie ma z czego pic w koncu sam je wynosi i myje-może śmieszny przyklad ale to działa bo po kilku takich zbierankach sam je bierze na bieżąco.
Pytanie jest: co konkretnie mąż robi i co Ci najbardziej doskwiera, jakie czynnosci?przerzuc je na męza, tak żeby tylko on je wykonywał.Moj np wynosi smieci ZAWSZE, tak go przyzwyczailam.
Ma taki charakter, woli jak wokół niego się skacze, wszystko jest przygotowane wszystko się załatwi a on tylko powierzchowne rzeczy zrobi.
Dostarczasz mu to a on z tego korzysta.
I niestety czasami on tak wszystko poobraca, że ja jestem ta zła on dobry.Mam wyrzuty sumienia i w dodatku mu współczuje eh A najbardziej wkurzjące jest to jak wszyscy w koło powtarzają "przecież masz takiego dobrego męża", fajnie im się mówi bo nie wiedzą co się dzieje naprawdę.
A co do wolnego czasu to nie mam go zbyt wiele. Dzieci, dom, sprawy do ogarnięcia, praca. Nawet sypiam po ok 6 godzin bo czasu mało. a co dopiero tu mówić o jakiś zainteresowaniach.
19 2014-04-17 11:47:49 Ostatnio edytowany przez MamaNalijki (2014-04-17 11:49:59)
No własnie-czemu skaczesz koło niego?zrób to co niezbedne dla siebie i dzieci-jakiś tam obiad pewnie a on niech sam sobie potem radzi.Nie wiem co tam dokladnie męzowi robisz, czy mu podstawiasz pod nos ale jak tak to zaprzestan tego bo sama sie wkopujesz.Kanapki sam moze sobie robic,oboje pracujecie.Ja mojemu nigdy kanapek do pracy nie robilam,musialabym chyba o 4 wstawac a takich z poprzedniego dnia nie chce (cwaniaczek).
ja bym jeszcze zastosowała metode pt nie zmywam garów po męzu czy tam nie ogarniam bajzlu po nim-czasem tak zostawiam kubki mojego męza na biurku,ktorych nie odnosi.Jak sie ich uzbiera 5 i nie ma z czego pic w koncu sam je wynosi i mye>może śmieszny przyklad ale to działa bo po kilku takich zbierankach sam je bierze na bieżąco.
to tez jest dobra metoda.
Moj miał nawyk rzucania ciuchow na fotel. Kiedys na biezaco zabierałam do prania.
Potem przestałam i tak zbierała sie kupka ciuchow przez tydzien lub dluzej .
Jak kilka razy nie wyprałam bo przeciez nie byly w koszu na pranie a na fotelu to nauczył sie ze jest cos takiego na kosz na pranie .
21 2014-04-17 11:53:15 Ostatnio edytowany przez MamaNalijki (2014-04-17 11:54:50)
No własnie, czasem lepiej coś czynami zdziałać niż gadaniem.Drobne kroki i można zamierzony efekt uzyskać.Najgorzej to pokazać się w roli perfekcyjnej pani domu.W domu wszystko lśni, dzieci zadowolone i to nic, że matka pada na twarz.
Co do opinii ludzi to olej, nikt nie siedzi u Ciebie w domu i w Twojej głowie.Z czasem z pozoru to co idealne wcale takim nie jest.Dla mojej babci np idealny mąż to taki co nie pije i nie bije, reszta cech-nieistotna a no i musi pracować.
Mojemu właśnie robię dzień wcześniej, jak mu kiedyś nie zrobiłam bo się zbuntowałam to nie jadł, sam sobie nie zrobił, aż mi się go zrobiło żal i nadal mu robię. przyjdzie z pracy obiad mu odgrzewam i podaje, talerzy po sobie nie zmywa, czasami tylko dla świętego spokoju jak widzi, że jestem zła albo jak pracuję na drugą zmianę. Nawet jak gdzieś wychodzimy to pyta co ma ubrać, jak dziecko.
Sama to już nie pamiętam kiedy gdzieś wychodziłam na kawę z koleżankami albo siostrą. Dlatego teraz uciekam się w pracę, wybieram takie zmiany by się z nim jak najmniej widzieć. Np teraz mam druga zmianę i jak rozmawiamy przez telefon to też się na niego zdenerwuje, wszystko mnie już u niego nie drażni.
A co do wolnego czasu to nie mam go zbyt wiele. Dzieci, dom, sprawy do ogarnięcia, praca. Nawet sypiam po ok 6 godzin bo czasu mało. a co dopiero tu mówić o jakiś zainteresowaniach.
No właśnie ja miałam to samo
ale wyobraź sobie ze sie da . Ale to juz jest własnie kwestia organizacji swojego czasu .
Przychodza porzadki sobotnie juz nie robie tego sama , on mi pomaga. A jak czegos nie zdaze zrobic - trudno .
Teraz mam czas dla siebie lub dla nas .
Jezdze na fitness - da sie 2 razy w tygodniu ( łacznie ok 5godz) on w tym czasie , robi kolacje dla dziecka , kapie a jak zdaze wrocic to usypiam , jak nie zdaze on usypia .
Praca w domu zawsze jest i bedzie i jakbysmy na glowie nie stawaly zawsze jest coś do zrobienia .
Nie obraź się ale Twój mąż jest jak Twoje kolejne dziecko.Nie spotkałam sie z przypadkiem żeby facet nic nie jadł bo żona mu kanapek nie zrobiła.No i to on ma problem w takim wypadku nie Ty.Powiedz stop-tylko to cos zmieni.To, ze robisz co dzien obiad to jest juz duzo.Niech sam sobie odgrzeje albo pozmywa chociaż.Przeciez oboje macie obowiązki zawodowe,jeszcze rozumiem jak kobieta jest na macierzynskim ale tak?
25 2014-04-17 12:02:20 Ostatnio edytowany przez MamaNalijki (2014-04-17 12:03:17)
Ja miałam etap kilka miesięcy po urodzeniu dziecka, że zapedzilam sie wlasnie w takie ,,wszystko robienie".rano wstawałam, papu dla corki, sprzątanie,szybko obiad,zakupy z wozkiem,potem znow sprzątanie, w miedzy czasie ogarnianie swojego wygladu co by męza oko nacieszyc wieczorem..obiad pod nos miedzy zabawianiem dziecka,zmywanie,obmyslanie jutrzejszego jedzenia etc a wieczorkiem jeszcze sily mialam na zabawy z męzem.uwierz mi-z 2 miesiace tak pociagnelam a potem spasowałam..bo nawet nie widzialam jakiegos wielkiego WOW w oczach meza-dla niego to bylo takie naturalne...
teraz mam obiad zrobiony ale w domu nie zawsze lsni, jest czysto ale nie latam co dzien z mopem, nie zmywam wszystkich garow po męzu, on tez czasem moze,wieczorem oddaje mu dziecko do zabawy a ja nie robie NIC.
Kiedyś jeszcze na początku małżeństwa jak robiłam na obiad udka to mu nawet z kości obierałam, bo on nie lubiał się "paćkać" he teraz już tego nie robię, albo jak coś gotuję czego on nie lubi to jemu muszę coś innego przygotować.
Akurat to, że odłożę coś do sprzątania na jutro by mu spasowało bo następnego dnia i tak by tego nie zrobił.
Przykre to ale z dnia na dzień widzę u niego coraz więcej wad, nie wiem gdzie one wcześniej były- nie widziałem tego?
Mojemu właśnie robię dzień wcześniej, jak mu kiedyś nie zrobiłam bo się zbuntowałam to nie jadł, sam sobie nie zrobił, aż mi się go zrobiło żal i nadal mu robię. przyjdzie z pracy obiad mu odgrzewam i podaje,
Moj nie bierze kanapek do pracy ale obiad ktory ja robie dzien wczesniej i tam sobie odgrzewa w mikrofali ale jesli czasem nie zdaze to jakos nie ubolewam na tym ani on nie robi awantury tylko idzie sobie poprostu cos kupic a nie gloduje sie.
po pracy tez robie kolacje ale potem juz sam odnosi talerz i wkłada do zmywary , kiedys talerz zostaw na stole a ja biegłam i sprztałam - bo przeciez dom musi wygladac perfekcyjnie - parodia .
do pracy jedzie przed 5 rano więc sobie nic nie kupi,pracy też nie ma w pobliżu sklepu ( pracuje na budowie) w tym czasie co nie robiłam mu kanapek powtarzał " nawet sie nie przejęłaś tym, że ja przez cały dzień nic nie jadłem" no i oczywiście moja wina bo on nie jadł
Kiedyś jeszcze na początku małżeństwa jak robiłam na obiad udka to mu nawet z kości obierałam, bo on nie lubiał się "paćkać" he teraz już tego nie robię, albo jak coś gotuję czego on nie lubi to jemu muszę coś innego przygotować.
Akurat to, że odłożę coś do sprzątania na jutro by mu spasowało bo następnego dnia i tak by tego nie zrobił.
Przykre to ale z dnia na dzień widzę u niego coraz więcej wad, nie wiem gdzie one wcześniej były- nie widziałem tego?
Widzisz same sobie chowamy takie dorosłe niesamodzielne dziecko, im bardziej sie staramy tym mniej oni maja obowiązków.
Nasze zycie to tylko dom i praca i tu flustracja - ja che od zycia chocby spotkania z kolezanka ale nie ma jak bo przeciez mąz sobie nie poradzi . Uwierz mi ze poradzi .Na poczatku jest jego gadka ze nie wiem w co dziecko ubrac abys ty to zrobiła i znowu go wyreczyła . I tak w kółko .
Po swietach uprzedz go ze wieczorem jestes umowiona z kolezanka na kawe , na basen cokolwiek . I poprostu idz.
do pracy jedzie przed 5 rano więc sobie nic nie kupi,pracy też nie ma w pobliżu sklepu ( pracuje na budowie) w tym czasie co nie robiłam mu kanapek powtarzał " nawet sie nie przejęłaś tym, że ja przez cały dzień nic nie jadłem" no i oczywiście moja wina bo on nie jadł
ok. to kanapki rob jesli masz taka potrzebe albo uprzedz go ze nie zdazyłas aby sam sobie zrobił . I wtedy powiesz ale przeciez cie uprzedzałam ze nie zdazyłam .
31 2014-04-17 12:32:46 Ostatnio edytowany przez MamaNalijki (2014-04-17 12:34:38)
No ale przecież on kanapki sobie równie dobrze dzien wczesniej z przygotowanych skladników może robić sam.To 5 min roboty.Wydaje mi się, że Ty bys juz odzyła gdyby odjąć czynnosci,ktore robisz strikte przy męzu, jak przy dziecku. To z tą skórką z kurczaka to juz w ogóle wygodnictwo.On tez ma ręce i sily.Taka mamałyga sie wyłania z Twojego opisu.Mój mąz tez jezdzi o 5 do pracy, czasem wraca po nocach i jakos sobie jedzenie organizuje, no przeciez to jego żołądek i jest dorosły.Nie mozesz sie stawiac w sytuacji, ze on z glodu umrze jak Ty mu jesc nie zrobisz.
Moim zdaniem konkluzja jest taka (bo to w nieskonczonosc pisac i wałkowac mozna bo to temat stary jak swiat).Wprowadz zmiany w postaci czynow.Uprzedz, ze czegos od dzis nie robisz i nie rób ale konsekwentnie! to samo z wyjsciem samemu jak pisze ryba81.Nie wpedzaj sie w poczucie winy i skup sie na sobie.
On chyba sam w sobie nie ma potrzeby, żeby zrobić coś na co wpadł sam. Żony nie ma a to zrobię to i to, zaskoczę ją. Nie on tak nie pomyśli bo po co? Ja mam się tylko starać?? Wszystko należy do roli żon, a facet tylko pracuje i tyle wystarczy?
33 2014-04-17 12:38:52 Ostatnio edytowany przez MamaNalijki (2014-04-17 12:39:28)
To przestań sie tak starać, swiat i dom sie nie zawali.Masz jakiś pomysl na rozwiazanie sytuacji czy bedziesz sie tylko dołowac?
nikt nie powiedzial, ze bedzie kolorowo.Ja np siedze sama z dzieckiem dzien w dzien, nieraz w weekendy też, mąz pracuje cały dnie, rodziny w pobilzu zadnej nie mam, tez wszystko co zwiazenz domem na mojej glowie i tez nie raz monotonia mnie dobija i co mam robic?
34 2014-04-17 12:49:27 Ostatnio edytowany przez ryba81 (2014-04-17 12:50:30)
On sie nie stara o ciebie bo jest pewny Ciebie a ty sie dołujesz .
Wyjdz do ludzi , jak on sie zaniepokoi ze wychodzisz z domu nie tylko do pracy a na np. basen , fitnes , spotkanie z kolezankami .
To moze sie przebudzi .
Ty odżyjesz . Zobaczysz ze swiat to nie tylko dom i praca ale mozna inaczej rowniesz spedzac czas .
Maz to nie centrum naszego zycia.
Z kolezankami na kawie nie bedziesz tylko gadac o domu i obowiazkach .
To nie chodzi ze masz wszystko olac i byc kobieta wyzwolona ale raz w tygodniu znależć chwilke dla siebie . Moze jak zobaczysz ze on jednak daje sobie rade z domem pod twoja nieobecność to tez spojrzysz na niego z innej strony .
Też tak miałam, prze ponad 4 lata siedziałam w domu z dziećmi, też prawie sama, bo mąż wraca 18-19 niekiedy później. Czasami już myślałam że oszaleje ale uratowałam się tym, że uparcie dążyłam do tego by iść do pracy. Ale problemów domowych to nie rozwiązało a nawet bardziej sie nasiliły. Porozmawiam jeszcze z mężem niech i on zacznie się bardziej starać bo będzie z nami krucho. Może jemu takie życie pasuje ale mi nie.
Dziękuję dziewczyny za rady, spróbuję jeszcze coś zdziałać o ile całkiem złością się nie zasłonie. A teraz zmykam do pracy. Miłego dnia życzę ![]()
Daj znac i jaki jest ciag dalszy ![]()
Nie ma za co agneesha.Mam nadzieje, ze Wam się uda,trzymam kciuki i napisz jak się potoczyły rozmowy:)
Mojemu właśnie robię dzień wcześniej, jak mu kiedyś nie zrobiłam bo się zbuntowałam to nie jadł, sam sobie nie zrobił, aż mi się go zrobiło żal i nadal mu robię. przyjdzie z pracy obiad mu odgrzewam i podaje, talerzy po sobie nie zmywa, czasami tylko dla świętego spokoju jak widzi, że jestem zła albo jak pracuję na drugą zmianę. Nawet jak gdzieś wychodzimy to pyta co ma ubrać, jak dziecko.
Sama to już nie pamiętam kiedy gdzieś wychodziłam na kawę z koleżankami albo siostrą. Dlatego teraz uciekam się w pracę, wybieram takie zmiany by się z nim jak najmniej widzieć. Np teraz mam druga zmianę i jak rozmawiamy przez telefon to też się na niego zdenerwuje, wszystko mnie już u niego nie drażni.
Oj bidulek jeden, jakbyś mu nie zrobiła jedzonka to by nie jadł tak długo, aż by umarł z głodu...?
Żartujesz? Zgłodnieje to zrobi sobie i zje-to dorosły facet.
Więc- zapewne jest tak- marudzisz, że wszystko sama robisz ale i tak robisz to nadal. On to wie- wie, że pogadasz sobie i zaraz weźmiesz się do roboty. A on nadal będzie sobie siedział i dostanie wszystko pod nosek. Bądź konsekwentna. Inaczej go nie zmienisz. Jesteś przepracowana i sfrustrowana-dlatego widzisz tylko jego wady, nie masz ochoty go widzieć, słyszeć, spać z nim... to już jest bardzo zła sytuacja. I myślę, że będzie gorzej, jeśli nie poczynisz kroków, by to zmienić.
Z drugiej strony- sama go tego nauczyłaś. On się przyzwyczaił- zapewne nie widzi w tym problemu.
Ciekawi mnie jedno- co on na to, że uciekłaś z sypialni? Jest to dla niego problem, zabiega o ciebie czy wszystko mu jedno?
Właściwie sama zastanawiam się skąd przychodzi takie wypalenie, które mnie spotkało już dwa razy w życiu. Najbardziej wtedy byłam zła na siebie, że jak to możliwe, że coś co budowałam tyle czasu, nagle zaczyna mnie dręczyć, frustrować, ograniczać ect. Wprost w pewnym momencie pojawia się niepochamowana złość. I najgorsze, są wyrzuty sumienia. Czasami czuje, że każda relacja ma taki swój koniec w moim przypadku. Mam nadzieje, że się mylę.
Pozdrawiam,
Sluuu
40 2014-04-17 16:01:54 Ostatnio edytowany przez MamaNalijki (2014-04-17 16:02:37)
Bo to jest tak, że z czasem cała ta szaleńcza miłosc i fascynacja mija i przemienia się troche w taki dojrzalszy,czesto bardziej racjonalny układ przyjacielski do tego samo zycie czyli wieczna powtarzalnosc tych samych czynnosci i wydaje nam się, ze tej milosci juz nie ma..podczas gdy ona wlasnie teraz tak wyglada a kazda ,,nowa milosc" za kilka lat bedzie taka sama.Poza tym dla mnie owa milosc to po prostu wybór bo same uczucia i odczucia nie wystarczą.One sie moga zmieniac w minute.Co dzien moze ktoś nowy stanąć na naszej drodze, bardziej ciekawy,z pozoru lepszy niz partner a tak naprawdę to ten sam schemat zaczyna sie od nowa.Trwając w zwiazku codziennie potwierdza się swój wybór.W zasadzie całe zycie to sztuka wyboru.
MamaNalijki- jeśli to prawda, to smutno, że z czasem ludzie się oddalają.
Jak dla mnie nie oddalają tylko przychodzi inny etap, dojrzalszy.Jesli oboje pracują nad związkiem to sie nie oddalą
Agneesha i jak u Ciebie, była jakas rozmowa z męzem?