cześć
zastanawiam się jak często kobieta i mężczyzna kontaktują się ze sobą jak są ze sobą w związku. wiem, że to dość głupie pytanie i pewnie to wychodzi naturalnie... w głowie siedzi mi taka myśl, że będąc w szczęśliwym związku nie powinno zadawać się takich pytań.
pisałam tutaj już wiele postów na temat mego związku. generalnie nigdy ten związek nie wyglądał tak, jak wyglądają związki. szczerze powiedziawszy nigdy nie było do tego okazji... ja miałam dużo wyjazdów i on. potem doszła choroba jego matki, więc co weekend on jest w domu u rodziców, bo jego matka jest w stanie wegetatywnym i trzeba ją "przewijać". ja w międzyczasie też miałam dużo problemów rodzinnych, miałam nerwicę, depresję, teraz z tego wychodzę.
nie potrafię określić mojej relacji z nim. rodzina nie wie, że znów się z nim spotykam. z jednej strony ustaliłam sobie w głowie, że przez najbliższe 1,5 roku nie chcę układać sobie życia z kimś innym, bo w międzyczasie będę dużo czasu za granicą i nie chcę znów powtórki, że zaangażuję się w nowy związek i jedno z nas wyjedzie gdzieś daleko i to wszystko się rozwali.
on nie dzwoni jak kiedyś, w tygodniu widujemy się 3-4 razy, tak na 2-3 godziny, 1 noc w tygodniu spędzam u niego. w ciągu dnia każdy ma swoje sprawy, on się odzywa tylko przed tym jak mamy się spotkać. on się denerwuje, że wszyscy się nim interesują, że nie ma on czasu tylko dla siebie. jak nie praca (pracuje czasem po 10-12h dziennie), to rodzina czegoś od niego chce i ja.
nie wiem, jak mam się w tej sytuacji odnaleźć. chciałabym być w szczęśliwym związku, ale nie wiem czy mogę od niego tego oczekiwać. zresztą pojawia mi się w głowie myśl, że i tak wyjeżdżam na dość długi czas i nie ma co dawać dużych deklaracji... kiedy ja mu mówię coś o związku, on mówi że nasza znajomość to już nie związek, że on patrzy na mnie jak na część rodziny, jak na kogoś bliskiego.
a mi brakuje tego ognia między 2 osobami. mówiłam mu o tym kontaktowaniu się, a on mówi że jak się nie widzimy to kontaktowanie się nic nie da, bo 2 osoby się nie widzą i nie można w ten sposób (poprzez kontakt telefoniczny, wirtualny) zaspokoić tęsknoty, dopiero przy spotkaniu.
nie wiem... co o tym myśleć? ech... w normalnej sytuacji, gdyby nie wyjazdy, pewnie opuściłabym stare i wyruszyła na poszukiwanie nowego.
poradźcie mi coś, proszę.