macie na to jakiś sposób?
od ponad trzech miesięcy wiem o zaangażowaniu mojego męża, mam dni, że nie myślę, nie analizuję, nie rozkminiam zdrady, ale czasami dopadają mnie demony i wtedy robi się bardzo niemiło:( chciałabym dać spokój tym wypominaniom, ale nie wiem jak nad tym zapanować:( jeśli ktoś ma skuteczną metodę:) to bardzo chętnie skorzystam
Podobne tematy
macie na to jakiś sposób?
od ponad trzech miesięcy wiem o zaangażowaniu mojego męża, mam dni, że nie myślę, nie analizuję, nie rozkminiam zdrady, ale czasami dopadają mnie demony i wtedy robi się bardzo niemiło:( chciałabym dać spokój tym wypominaniom, ale nie wiem jak nad tym zapanować:( jeśli ktoś ma skuteczną metodę:) to bardzo chętnie skorzystam
Ja jestem juz prawie 3 lata po zdradzie i nie znam sposobu zeby o tym zapomniec i nie wypominac , jest to czas kiedy rozne emocje toba targaja i beda targac jeszcze dlugo , wiec nie sadze ze mozna znalesc sposob na to zeby zyc pod jednym dachem z tym kto zdradzil i zapomniec po 3 miesiącach , poczytaj prosze wątki zdradzonych kobiet i sama sie dowiesz ile lat trwa trauma po czyms takim i jak to wygląda , ja jestem juz prawie 3 lata inne kobiety po poltora roku , jeszcze inne dluzej , i nigdzie nie wyczytalam sposobu za zapomnienie w zadnej historii tu opisanej na forum , jedynie co to moge ci zyczyc powodzenia i sily bo dluga droga przed toba , jesli nawet wybaczylas te zdrade swojemu męzowi , to nie zapomnisz o tym nigdy , a jeszcze dlugo bedziesz wypominac i wspominac pozdrowienia trzymaj sie dzielnie
Abrikade jeszcze do konca jemu nie przebaczylas tej zdrady i tu jest chyba pogrzebany przyslowiowy pies. Zwiazek po zdradzie jest ciezki i trzeba silnej woli dwoch stron. Musisz tez zaakceptowac fakt ze zwiazek przed i po zdradzie juz nigdy nie bedzie taki sam.
Abrikade jeszcze do konca jemu nie przebaczylas tej zdrady i tu jest chyba pogrzebany przyslowiowy pies. Zwiazek po zdradzie jest ciezki i trzeba silnej woli dwoch stron. Musisz tez zaakceptowac fakt ze zwiazek przed i po zdradzie juz nigdy nie bedzie taki sam.
zgadzam sie z toba w 100% Michst , madre slowa
Jedyny skuteczny sposób jaki znam to potajemna zdrada dla wyrównania rachunków...
a jak reagują wasze drugie strony na takie wywlekanie zdrady? nie żebym współczuła mężowi, ale za chwilę może mieć tego dość:( bo naprawdę nie jest miło i sama siebie zaskakuję:(
Jedyny skuteczny sposób jaki znam to potajemna zdrada dla wyrównania rachunków...
Nie zgodzę się...kac moralny po tym będzie podwójny.
a jak reagują wasze drugie strony na takie wywlekanie zdrady? nie żebym współczuła mężowi, ale za chwilę może mieć tego dość:( bo naprawdę nie jest miło i sama siebie zaskakuję:(
Przez 2 lata nie powiedzial mi nic sluchal , przepraszal , znosil moje humory , napady zlosci , i przytulal i prosil zebym sie nie katowala sama , bo to juz nigdy sie nie powtorzy , ale i teraz jeszcze , nie podnosi na mnie glosu , nic mi nie karze , tylko jest nieziemsko cierpliwy .
marioosh666 napisał/a:Jedyny skuteczny sposób jaki znam to potajemna zdrada dla wyrównania rachunków...
Nie zgodzę się...kac moralny po tym będzie podwójny.
Sprawdziłaś to w praktyce? ![]()
Jesli mialbym przebaczyc mojej partnerce jej zdrade tylko po aby znizyc sie do jej poziomu i zaczac ja zdradzic w celu mszczenia to wolalbym zostawic ten zwiazek w jasna cholere i isc dalej. Nie uznaje zasady oko za oko zab za zab w zwiazkach. Po prostu gra swieczki nie warta.
macie na to jakiś sposób?
...chciałabym dać spokój tym wypominaniom, ale nie wiem jak nad tym zapanować:( jeśli ktoś ma skuteczną metodę:) to bardzo chętnie skorzystam
Doskonale wiem, że ciężko zapanować. To jest silniejsze. Sama tak robiłam tzn. trułam, analizowałam, robiłam aluzje, docinki, zadawalam pytania, męczyłam, męczłam...az zamęczyłam. Nie ma żadnej metody - kobiety ( w większości) takie są. Mój "kochany" zdrajca się oczywiście kajał, prosił o wybaczenie, tłumaczyl, obiecywał, nosił na rękach. Ba! nawet złorzeczył na tamtą, aby mi zrobić przyjemność i przekonać jak żaluje. No ale ile można? Teraz wiem, ze wrócił do mnie tylko dlatego, ze tamta go nie chciała, a on nie za bardzo wiedział co ma zrobić samiusieńki. Mordowaliśmy sie cale 4 lata. Gorzko tego żałuję. Zwłaszcza tego, że sie tak upokarzałam, pokazałam swoją słabość. A był go kopnąć od razu- oszczędziłabym swoich łez i uratowała swój honor. Znalazł w końcu trzecią -pogodną i radosną, całkiem świeżą, nie zgorzkniałą jak ja.
Nawet nie wiecie jak żałuję ze dałam się wtedy "uprosić". I wiem doskonale i z całą pewnością - z takich powrotów i wybaczeń nic dobrego nie będzie, a przynajmniej w wypadku kobiet wciąż rozpamiętujących.
abrikade napisał/a:a jak reagują wasze drugie strony na takie wywlekanie zdrady? nie żebym współczuła mężowi, ale za chwilę może mieć tego dość:( bo naprawdę nie jest miło i sama siebie zaskakuję:(
Przez 2 lata nie powiedzial mi nic sluchal , przepraszal , znosil moje humory , napady zlosci , i przytulal i prosil zebym sie nie katowala sama , bo to juz nigdy sie nie powtorzy , ale i teraz jeszcze , nie podnosi na mnie glosu , nic mi nie karze , tylko jest nieziemsko cierpliwy .
to ja mam zdecydowanie trudniej, bo mój się obraża, strzela focha i odcina stwierdzeniem, że znów go "zamęczam":( po przedwczorajszej mojej "scenie" - milczy jak przysłowiowy grób:(
macie na to jakiś sposób?
od ponad trzech miesięcy wiem o zaangażowaniu mojego męża,
Co to znaczy ? Czy on tamta kocha ?
ojjj to skoro tak, to nie wiem czy dla takiego faceta warto wybaczac i odpuszczac. rozumiem ze ktos naprawde zaluje i tak jak ktos wczesniej pisal :2 lata znosil wypominanie. ale jesli Twoj facet sie obraza po 3 miesiacach i milczy to dla kogo Ty chcesz wybaczac ? masz siedziec cichutko by nie zepsuc tego co on sam zepsul ? sama bylam z takim panem ktory mi poodwalal a potem jak nie moglam o tym zapomniec to mi robil pretensje ze niszcze zwiazek, co powodowalo ze sie czulam podwojnie winna. i powiem Ci bardzo zaluje ze nie mialam wtedy tyle rozumu co mam teraz, bo po takim zachowaniu od razu bym go wywalila za drzwi, bo jesli ktos cos nam odwali, to naprawde trauma jest nie da sie udac ze nic nie bylo bo predzej czy pozniej wybuchniesz, mozesz skorzystac z porad psychoterapeuty, moze u niej wyplaczesz wszystkie zale, ale chlopak swoim zachowaniem punktuje i uwierz mi , zakldam ze jak mu znow cos nie podpasuje to Cie rzuci , skoro tak Tobie gada i sie obraza to mu az tak na Tobie nie zalezy, skoro "go meczysz" wkurzy go to sluchanie Twoich zali i w koncu powie CI zniszczylas zwiazek tym wypominaniem , nie dam wiecej rady i sie rozstanie , a TY bedziesz siedziec i sie dolowac jak moglas tak wypominac. dlatego zapomnij o nim , sobie daj przestrzen by jakos pzdrowiec po tej traumie. daj sobie czas, nie zadaj od siebie niemozliwego. ile to zajmie tyle to zajmie, niestety u kazdego to trwa inaczej, otocz sie bliskimi ktorzy Cie wesprza i nie staraj sie nie wypominac "dla niego" , on zawinil to mial swiadomosc co bedzie, skoro raz sie nie liczyl , teraz pokazuje ze znowu sie z Toba nie liczy, uwazaj bo tutaj jego zachowanie jasno pokazuje ze mu niezbyt zalezy po raz kolejny
Ok dziewczyny, ale same powiedzcie czy właśnie o to chodzi, żeby facet ciągle czuł się poniżany i beznadziejny? Mój generalnie słucha i przeprasza, dopóki się nie rozpędzę. Jak idą już serio ciężkie słowa - wtedy stawia granice i mówi że nie da się tak traktować.
Chyba to jest tak, że w pewnym momencie brak wybaczenia staję się już tylko naszym problemem. To my nie możemy sobie poradzić sobie z emocjami. Boimy się, że gdy zaufamy i pozwolimy odejść demonom on znowu nas skrzywdzi.
Nie zgadzam się że zdrajca powinien wysłuchiwać do końca życia albo X lat jak fatalnie postąpił. Ja Ci powiem, trzeba odważnie podjąć decyzję: świadomie mu ufam, godzę się z tym co było, to przeszłość, daję nam nową szansę I TO JEST MOJA DECYZJA.Tyle teoria, u mnie po 1,5 roku dalej strzelam fochy i wypominam, niestety. Jedyne co można zrobić to zmniejszyć ilość wybuchów. Czasem mi się uda i uwielbiam czuć że nad tym panuję.Kiedyś mam nadzieję emocje mnie opuszczą i już nie będzie tej potrzeby. Tego życzę i Wam i sobie.
Ok dziewczyny, ale same powiedzcie czy właśnie o to chodzi, żeby facet ciągle czuł się poniżany i beznadziejny? Mój generalnie słucha i przeprasza, dopóki się nie rozpędzę. Jak idą już serio ciężkie słowa - wtedy stawia granice i mówi że nie da się tak traktować.
Chyba to jest tak, że w pewnym momencie brak wybaczenia staję się już tylko naszym problemem. To my nie możemy sobie poradzić sobie z emocjami. Boimy się, że gdy zaufamy i pozwolimy odejść demonom on znowu nas skrzywdzi.
Nie zgadzam się że zdrajca powinien wysłuchiwać do końca życia albo X lat jak fatalnie postąpił. Ja Ci powiem, trzeba odważnie podjąć decyzję: świadomie mu ufam, godzę się z tym co było, to przeszłość, daję nam nową szansę I TO JEST MOJA DECYZJA.Tyle teoria, u mnie po 1,5 roku dalej strzelam fochy i wypominam, niestety. Jedyne co można zrobić to zmniejszyć ilość wybuchów. Czasem mi się uda i uwielbiam czuć że nad tym panuję.Kiedyś mam nadzieję emocje mnie opuszczą i już nie będzie tej potrzeby. Tego życzę i Wam i sobie.
Zgadzam sie . Podjęliśmy decyzje ze budujemy od nowa ale to nie znaczy ze zdrada ma byc w głównym centrum uwagi i wszystko ma sie kręcić wokół zdrady.
Czasem jest bardzo trudno , wychodzi temat mimowolnie ale trzeba czasem ugryźć sie w Jezyk i skupić na teraźniejszości i przyszłości gdzie zdrady juz nie ma.
Ok dziewczyny, ale same powiedzcie czy właśnie o to chodzi, żeby facet ciągle czuł się poniżany i beznadziejny? Mój generalnie słucha i przeprasza, dopóki się nie rozpędzę. Jak idą już serio ciężkie słowa - wtedy stawia granice i mówi że nie da się tak traktować.
Chyba to jest tak, że w pewnym momencie brak wybaczenia staję się już tylko naszym problemem. To my nie możemy sobie poradzić sobie z emocjami. Boimy się, że gdy zaufamy i pozwolimy odejść demonom on znowu nas skrzywdzi.
Nie zgadzam się że zdrajca powinien wysłuchiwać do końca życia albo X lat jak fatalnie postąpił. Ja Ci powiem, trzeba odważnie podjąć decyzję: świadomie mu ufam, godzę się z tym co było, to przeszłość, daję nam nową szansę I TO JEST MOJA DECYZJA.Tyle teoria, u mnie po 1,5 roku dalej strzelam fochy i wypominam, niestety. Jedyne co można zrobić to zmniejszyć ilość wybuchów. Czasem mi się uda i uwielbiam czuć że nad tym panuję.Kiedyś mam nadzieję emocje mnie opuszczą i już nie będzie tej potrzeby. Tego życzę i Wam i sobie.
no właśnie o to chodzi, że skoro jesteśmy razem, to jednak ja swoimi akcjami nie pomagam w budowaniu miłych relacji, a przecież chcę, żeby było miło, żeby nie musiał "uciekać" i szukać towarzystwa u zadowolonej i radosnej "koleżaneki"
Też mam takie wrażenie, że co innego wyrzucić z siebie złość po zdarzeniu, a co innego wyjeżdżać z oskarżeniami raz na tydzień, kiedy winowajca jest, ze tak powiem bogu ducha winien:( w końcu może sobie pomyśleć, ze jak ma obrywać za nic, to już lepiej poszaleć i obryw ten sam, a przyjemność z szaleństwa przynajmniej jest...jak się tak nad tym zastanawiam, to ja nie chciałabym, żeby mnie tak ktoś traktował...tylko, w drugą stronę to trudne:( walczę z tym i za każdym razem jak myślę, ze już sobie radzę z emocjami, zaczynam swoją grę podjazdową:(
abrikade napisał/a:macie na to jakiś sposób?
od ponad trzech miesięcy wiem o zaangażowaniu mojego męża,Co to znaczy ? Czy on tamta kocha ?
z tego co mówi, to on nie, kiedyś jak się dowiedziałam, to rzucił, że to ona się w nim zakochała, ale jak było, to tylko oni wiedzą
koleżanka z pracy, dużo wspólnie pracowali, bardzo był jej pomocny (a potrafi być) ona jemu wdzięczna i poszło...
" walczę z tym i za każdym razem jak myślę, ze już sobie radzę z emocjami, zaczynam swoją grę podjazdową:("
No właśnie musimy z tym codziennie walczyć. Każde zapanowanie nad chęcią wypominania to sukces. Wiem dokładnie jak to jest: o matko jaki on wkurzający, śmieci nie zabrał i... jeszcze ta zdrada. Co on się tak do mnie dziwnie odezwał i .... jeszcze ta zdrada, nie pamięta żeby dziecku podać leki?! i... jeszcze ta zdrada. No kiedyś może ten drugi człon się odczepi!
" o matko jaki on wkurzający, śmieci nie zabrał i... jeszcze ta zdrada. Co on się tak do mnie dziwnie odezwał i .... jeszcze ta zdrada, nie pamięta żeby dziecku podać leki?! i... jeszcze ta zdrada. No kiedyś może ten drugi człon się odczepi!
Czekoladko - znam to z autopsji
ale strasznie mnie ubawilo ![]()
Ja ten drugi człon chyba juz wyrzuciłam ![]()
Wątpię by jakakolwiek osoba, która darzyła szczerym uczuciem osobę, która dopuściła się zdrady w tak krótkim czasie jakim są trzy miesiące była w stanie przejść do porządku dziennego i żyć dalej normalnie. Niestety, to skaza na całe życie i nie da się tego zapomnieć, a życie nabiera zupełnie innego sensu i nigdy nie będzie już tak jak było. U mnie niebawem minie 5 lat, a pamiętam to jak wczoraj. Jestem dość zamkniętym człowiekiem jeżeli chodzi o wszelkie problemy, nie wylewam swych żali, unikam kłótni duszę to w sobie i całą sytuację przechodziłem, można by powiedzieć sam, jednak kosztowało mnie to sporo nerwów. Początkowo było bardzo ciężko, tym bardziej że nie chciałem by o tym wszystkim dowiedziały się dzieci, wychodziłem więc na plażę, gdzie godzinami szwendałem się i próbowałem sobie to wszystko uporządkować. Unikałem wszelkich rozmów na ten temat, wszelkie przeprosiny, skruchy i żale mojej małżonki jedynie potęgowały moje napięcie. Najgorsze były chwile, gdy pojawiały się rzeczy, lub sytuacje, które kojarzyły mi się z tym faktem, wówczas szukałem zajęcia, byle by tylko o tym nie myśleć. Nie powiem, początkowo chodziła mi po głowie zemsta w postaci kontry, ale stwierdziłem, że nie ma sensu zniżać swego poziomu i ważniejsze są dla mnie moje zasady. W moje uczucia wplótł się żal, który skłonił mnie do podjęcia ostatecznej decyzji. Z racji tej, iż decydując się na założenie pełnej rodziny zobowiązałem się tym samym do wychowania i zapewnienia pełnej rodziny mym dzieciom, słowa dotrzymam, ale gdy dzieci usamodzielnienia się odejdę wnosząc sprawę o rozwód, o czym oficjalnie zakomunikowałem mej małżonce, tym samym wyznaczając sobie nowy cel w życiu. Sytuacja może wydawać się dziwna, ale poniekąd w pewnym sensie pomaga mi to żyć. Jeden woli odejść, przekreślić wszystko i szukać szczęścia gdzieś indziej, drugi preferuje kłótnie, wypominki, czy też różnorakie zdrady, a ja konsekwentnie żyje wedle własnych zasad stawiając jedynie dwa warunki, w razie powtórki z wątpliwej dla mnie rozrywki definitywnie nie będzie ponownej opcji powrotu, a i drzwi są zawsze otwarte i jeżeli coś nie odpowiada, ja nikomu nie będę ograniczał szczęścia, jeżeli będzie go chciała szukać gdzieś indziej!!
Dzenaro
to jak wy żyjecie w tym oczekiwaniu na to co nieuniknione?
"...ale gdy dzieci usamodzielnienia się odejdę wnosząc sprawę o rozwód, o czym oficjalnie zakomunikowałem mej małżonce, tym samym wyznaczając sobie nowy cel w życiu. "
" walczę z tym i za każdym razem jak myślę, ze już sobie radzę z emocjami, zaczynam swoją grę podjazdową:("
No właśnie musimy z tym codziennie walczyć. Każde zapanowanie nad chęcią wypominania to sukces. Wiem dokładnie jak to jest: o matko jaki on wkurzający, śmieci nie zabrał i... jeszcze ta zdrada. Co on się tak do mnie dziwnie odezwał i .... jeszcze ta zdrada, nie pamięta żeby dziecku podać leki?! i... jeszcze ta zdrada. No kiedyś może ten drugi człon się odczepi!
uśmiechnęlam się:) to rzeczywiście tak działa:(
Dzenaro
to jak wy żyjecie w tym oczekiwaniu na to co nieuniknione?"...ale gdy dzieci usamodzielnienia się odejdę wnosząc sprawę o rozwód, o czym oficjalnie zakomunikowałem mej małżonce, tym samym wyznaczając sobie nowy cel w życiu. "
Jak to jak, zwyczajnie prawie jak dotychczas, z tym, że pewne relacje są wystudzone i z mojego punktu widzenia nie ma szans, by to uległo zmianie. Da się odczuć, że małżonka ma nadzieję, że z czasem to ulegnie poprawie i wróci do poprzedniego stanu, ale niestety ja tego nigdy nie zapomnę, bo zdradziła nie tylko mnie, ale całą naszą rodzinę i gdyby nie dzieci zostawił bym wszystko i ewakuował się bez słowa na dobre w nie więcej jak 5 sekund, a tak żyjemy można by powiedzieć jak dwoje starych przyjaciół z dozą nie wypominanego żalu z mojej strony, mających wspólny cel jakim jest wychowanie dzieci. Ja rozumiem, że stare wychowanie w dzisiejszych czasach może budzić kontrowersje, ale wole je zdecydowanie od dzisiejszego, które w takich przypadkach pomimo zdarzenia bezsensownie ciągnie się i wykańcza dwoje ludzi wzajemnie, a przy okazji niczemu nie winne dzieci, w atmosferze kłótni, wyzwisk, robienia drugiemu przykrości, wzajemnemu robieniu sobie na złość etc. a nie o to przecież chodzi w dojrzałym związku.
ale zacznę jeszcze raz od początku i liczę na was
w Boże Narodzenie, w drugi dzień świąt zobaczyłam tego smsa od koleżanki z pracy, niby nic w nim nie było, ale coś mnie zakłuło, kto wysyła smsy w święta do kolegów z pracy?
w plecaku znalazłam pamiętnik, a tam prozą i wierszem zapiski głównie jej, ale i mojego męża, emocje zaczęły działać i zrobiłam awanturę, było tłumaczenie, ze to wszystko moja wina, że mam czego chciałam, ale też teksty, że to miał być żart, prowokacja...były łzy (moje)generalnie było ciężko.
Ponieważ pracują razem zażądałam ograniczenia kontaktów do służbowych, , mąż cały czas twierdził, że nic między nimi nie było, i generalnie "temat"uważa za zamknięty. Nigdy niczego nie zrobił przeciwko rodzinie i nigdy rodziny nie zostawi, chociaż w czasie tych ciężkich rozmów zdarzyło mu się powiedzieć, że nie odejdzie, bo nie ma do kogo.
Było mi ciężko, ale myślałam, że kryzys wieku średniego, a tu ktoś nowy, kto się zachwyca, wspiera, każdemu może odebrać dech w piersiach:( Było kilka dni spokoju po których łapałam dół i wyrzygiwałam wszystko co mi nie pozwalało normalnie żyć.
Moje jazdy zaczęły niepokoić syna i miałam wrażenie, że w jego oczach ja jestem tą złą, obiecałam, że skończę te awantury.
Wszystko wskazywało, że nie ma sielanki, ale idziemy w dobrą stronę...
Kilka dni przed świętami wielkanocnymi zobaczyłam smsa od niej, w którym dziękuje mu za prezent ...i w tym momencie mój cały spokój prysł:(
Wszystko wróciło:( oczywiście mąz dalej twierdzi, że nie zrobił niczego przeciwko rodzinie i nas nie zostawi, ze to tylko ktoś z kim dobrze mu się rozmawia:( Mój spokój prysł, ale w jego miejsce pojawiła się obojętność, pomyślałam "rób człowieku co chcesz", jest tak strasznie ciężko, bo w takich chwilach człowiek potrzebuje, żeby go ktoś przytulił, żeby poczuć się bezpiecznie, a na to nie ma co liczyć:( Jestem rozżalona, rozczarowana, mój mąż który brzydził się zdradą, ehhh
Przepraszam za chaos, ale wino nie pomaga w składnym pisaniu:(
ps. we wtorek idę do psychologa, bo sama nie dam rady:(
ciekawe czego oczekujesz od psychologa?
bo problem rozwiązać musisz ty sama...
rozwiązanie problemu już jest poza mną, to decyzja mojego męża i pani
ja muszę odzyskać siłę i równowagę, a tego sama nie jestem w stanie osiągnąć
rozwiązanie problemu już jest poza mną, to decyzja mojego męża i pani
Jeśli odczytywać te słowa dosłownie, czyli decyzję co dalej pozostawiasz w rękach męża i tej "pani", to zadałaś sobie niezły cios w brzuch.
On zawalił i on ma decydować, stawiając Ciebie jednocześnie w pozycji oczekującej i akceptującej taki stan rzeczy?
Naprawdę jesteś w szoku, psycholog to dobry krok.
ja muszę odzyskać siłę i równowagę
i to jest ten problem...
masz już zdefiniowane o co chcesz walczyć
a teraz poszukasz sposobu jak do tego dojść...
rozwiązanie problemu już jest poza mną, to decyzja mojego męża i pani
Jeśli odczytywać te słowa dosłownie, czyli decyzję co dalej pozostawiasz w rękach męża i tej "pani", to zadałaś sobie niezły cios w brzuch.
On zawalił i on ma decydować, stawiając Ciebie jednocześnie w pozycji oczekującej i akceptującej taki stan rzeczy?
Naprawdę jesteś w szoku, psycholog to dobry krok.
a jaki mam wpływ na jego decyzję, ja miałam chęci, żeby wybaczyć i potraktować to jako chwilę zapomnienia, a on mimo tego, co powiedział podgrzewa tę znajomość prezentem...
proponowałam, żeby się wyprowadził - nie chce
powiedziałam - rozwód - nie chce
w tej chwili jestem tak zrezygnowana, że mam to wszystko gdzieś, niech robi co chce
ja muszę walczyć o siebie
abrikade napisał/a:ja muszę odzyskać siłę i równowagę
i to jest ten problem...
masz już zdefiniowane o co chcesz walczyć
a teraz poszukasz sposobu jak do tego dojść...
dla mnie problemem jest to co robi mój mąż, ktoś kogo zawsze uważałam za orędownika życia rodzinnego, mój brak równowagi to są tego konsekwencje
z problemem zostawiam męża, resztę muszę przepracować i widzę ze bez pomocy sama nie dam rady, chociaż długo myślałam, ze będzie dobrze
a jaki mam wpływ na jego decyzję, ja miałam chęci, żeby wybaczyć i potraktować to jako chwilę zapomnienia, a on mimo tego, co powiedział podgrzewa tę znajomość prezentem...
Wpływu na jego decyzje nie masz, ale możesz decydować o tym czego potrzebujesz by poczuć choć minimalny komfort emocjonalny w tej sytuacji.
Skoro on nie potrafi się zdecydować na którąś z was (z grzeczności nie skomentuję tego zachowania, ale wierz mi, że znam to -jest to klasyka u takich facetów) a jednocześnie nie wykazuje minimalnej empatii i nie bierze pod uwagę żadnych rozwiązań, które Ty proponujesz, to jest to dla Ciebie sygnał, że czas na sentymenty minął i musisz zebrać w sobie siły spakować mu rzeczy i wystawić walizki za drzwi.
Bez ostrego cięcia nie poczujesz się lepiej.
Psycholog psychologiem, ale na przegadywanie Twoich emocji i problemu będzie czas, natomiast Ty potrzebujesz wrócić do SPOKOJNEGO, pozbawionego szarpaniny domu, a on Ci to uniemożliwia.
a jaki mam wpływ na jego decyzję, ja miałam chęci, żeby wybaczyć i potraktować to jako chwilę zapomnienia, a on mimo tego, co powiedział podgrzewa tę znajomość prezentem...
Wpływu na jego decyzje nie masz, ale możesz decydować o tym czego potrzebujesz by poczuć choć minimalny komfort emocjonalny w tej sytuacji.
Skoro on nie potrafi się zdecydować na którąś z was (z grzeczności nie skomentuję tego zachowania, ale wierz mi, że znam to -jest to klasyka u takich facetów) a jednocześnie nie wykazuje minimalnej empatii i nie bierze pod uwagę żadnych rozwiązań, które Ty proponujesz, to jest to dla Ciebie sygnał, że czas na sentymenty minął i musisz zebrać w sobie siły spakować mu rzeczy i wystawić walizki za drzwi.
Bez ostrego cięcia nie poczujesz się lepiej.
Psycholog psychologiem, ale na przegadywanie Twoich emocji i problemu będzie czas, natomiast Ty potrzebujesz wrócić do SPOKOJNEGO, pozbawionego szarpaniny domu, a on Ci to uniemożliwia.
"musisz zebrać w sobie siły spakować mu rzeczy i wystawić walizki za drzwi" możesz powiedzieć jak to zrobić praktycznie, bo teoretycznie brzmi nieźle?
dla mnie problemem jest to co robi mój mąż, ktoś kogo zawsze uważałam za orędownika życia rodzinnego, mój brak równowagi to są tego konsekwencje
z problemem zostawiam męża, resztę muszę przepracować i widzę ze bez pomocy sama nie dam rady, chociaż długo myślałam, ze będzie dobrze
ok, przepracuj..
tylko musisz wiedzieć co chcesz przepracować...możesz swoje emocje
nie wybory - swojego męża
abrikade napisał/a:dla mnie problemem jest to co robi mój mąż, ktoś kogo zawsze uważałam za orędownika życia rodzinnego, mój brak równowagi to są tego konsekwencje
z problemem zostawiam męża, resztę muszę przepracować i widzę ze bez pomocy sama nie dam rady, chociaż długo myślałam, ze będzie dobrzeok, przepracuj..
tylko musisz wiedzieć co chcesz przepracować...możesz swoje emocje
nie wybory - swojego męża
ale dokładnie o tym pisałam:)
"musisz zebrać w sobie siły spakować mu rzeczy i wystawić walizki za drzwi" możesz powiedzieć jak to zrobić praktycznie, bo teoretycznie brzmi nieźle?
Wiem, że nie odpowiada się pytaniem na pytanie, ale może w ten sposób będzie łatwiej: Jak sądzisz, czy Twój mąż stawiając Cię obecnie w takiej sytuacji, również nie widzi wyjścia z tego samego powodu? Przecież on też bardzo chciałby coś - w TEORII- z tym zrobić - no ale ta cholerna praktyka.. przecież wtedy by trzeba coś wreszcie postanowić, obrać jakiś kierunek, a potem ta cholerna realizacja..(w Twoim przypadku, pakowanie walizek męża pod jego nieobecność..następnie powitanie go w drzwiach razem z nimi i kilkoma słowami prawdy, lub- pozostawiając go tylko z nimi i z listem z wyraźnym terminem wyprowadzki).
Nie..masz racje, lepiej oddawajmy się teoretycznym dywagacjom, może samo się jakoś rozwiąże..
A potem w wolnej chwili, przestudiuj kilka wątków z forum - zwłaszcza finały takiego "przeczekiwania" i wrócimy do dyskusji ![]()
"musisz zebrać w sobie siły spakować mu rzeczy i wystawić walizki za drzwi" możesz powiedzieć jak to zrobić praktycznie, bo teoretycznie brzmi nieźle?
czy blokują ciebie tylko ...emocje?
"musisz zebrać w sobie siły spakować mu rzeczy i wystawić walizki za drzwi" możesz powiedzieć jak to zrobić praktycznie, bo teoretycznie brzmi nieźle?
Wiem, że nie odpowiada się pytaniem na pytanie, ale może w ten sposób będzie łatwiej: Jak sądzisz, czy Twój mąż stawiając Cię obecnie w takiej sytuacji, również nie widzi wyjścia z tego samego powodu? Przecież on też bardzo chciałby coś - w TEORII- z tym zrobić - no ale ta cholerna praktyka.. przecież wtedy by trzeba coś wreszcie postanowić, obrać jakiś kierunek, a potem ta cholerna realizacja..(w Twoim przypadku, pakowanie walizek męża pod jego nieobecność..następnie powitanie go w drzwiach razem z nimi i kilkoma słowami prawdy, lub- pozostawiając go tylko z nimi i z listem z wyraźnym terminem wyprowadzki).
Nie..masz racje, lepiej oddawajmy się teoretycznym dywagacjom, może samo się jakoś rozwiąże..
A potem w wolnej chwili, przestudiuj kilka wątków z forum - zwłaszcza finały takiego "przeczekiwania" i wrócimy do dyskusji
ale z czym mam rację?
spakowałaś mężowi walizki i postawiłaś za drzwiami?
proponowałam, żeby się wyprowadził - nie chce
powiedziałam - rozwód - nie chce
a ty tak na prawdę - tego chcesz?
abrikade napisał/a:"musisz zebrać w sobie siły spakować mu rzeczy i wystawić walizki za drzwi" możesz powiedzieć jak to zrobić praktycznie, bo teoretycznie brzmi nieźle?
czy blokują ciebie tylko ...emocje?
możesz bardziej wprost, bo jest późno, od kilku dni myślę dość intensywnie, wpiłam dwa kieliszki wina i nie łapię:( już wystarczy, że z moim mężem prowadzę takie rozmowy dookoła:(
coś w tym niezwykłego, że nie bardzo wyobrażam sobie spakowanie walizek, a już tym bardziej nie widzę jak mój mąż potulnie je bierze i wychodzi w siną dal, soory, ale, czy wy dziewczyny za dużo amerykańskich filmów się nie naoglądałyście?
powiedzcie ilu mężczyzn zabiera swoje spakowane zabawki i idzie do innej piaskownicy?
abrikade napisał/a:proponowałam, żeby się wyprowadził - nie chce
powiedziałam - rozwód - nie chcea ty tak na prawdę - tego chcesz?
poznać prawdę, bo póki co to raz mówi coś, po jakimś czasie mówi coś innego
mam cholerną ochotę spotkać się z panią
kochać i być kochaną:)
42 2014-04-25 23:39:19 Ostatnio edytowany przez in_ka (2014-04-25 23:41:07)
bo myślę, że oczekujesz rozwiązania problemu przez coś, kogoś, poza tobą...
a to jest ...niemożliwe
weź sprawy w swoje ręce, tylko najpierw sama musisz rozkmić - czego ja tak na prawdę, chcę...
powiedzcie ilu mężczyzn zabiera swoje spakowane zabawki i idzie do innej piaskownicy?
wielu...
bo myślę, że oczekujesz rozwiązania problemu przez coś, kogoś, poza tobą...
a to jest ...niemożliwe
weź sprawy w swoje ręce, tylko najpierw sama musisz rozkmić - czego ja tak na prawdę, chcę...
ależ ja wiem czego chcę mieć swojego męża, tylko, ze to akurat jest póki co nieosiągalne, szczególnie, że ja nie ułatwiam relacji, o ile jeszcze dwa tygodnie temu byłam skłonna do dużych ustępstw, teraz jestem jak rój os
abrikade napisał/a:powiedzcie ilu mężczyzn zabiera swoje spakowane zabawki i idzie do innej piaskownicy?
wielu...
to są pewnie ci, którzy chcieli, a mój mąż nie chce, więc na nic moje pakowanie walizek by się zdało
ależ ja wiem czego chcę mieć swojego męża
wiernego, kochającego...
tylko cholera rzeczywistość jest ...inna
spakowałaś mężowi walizki i postawiłaś za drzwiami?
Było bardziej dramatycznie
ale to nie wątek o mnie.
Powiem Ci coś, bo wspomniałaś o rozmowach "dookoła" - wszystkie je "prowadziłyśmy", a raczej starałyśmy się na siłę wychwycić w nich jakieś słowo, przecinek, westchnienie, które dawałoby złudzenie nawiązania łączności radiowej
- dialogu po prostu.
W końcu przychodzi taki moment, że zbierasz się w sobie i walisz kawę na ławę, między oczy, bez czekania aż misio będzie na nią gotowy, aż się psychicznie przygotuje..Wiesz co się wtedy najczęściej dzieje?
Misio pęka jak stare sprute gacie i zaczyna się sypać.. Albo się przełamuje i mówi prawdę (da się to wyczuć), albo pod pretekstem urażonej dumy sam unosi obrażony takim 'atakiem' szczerości zad i wychodzi. Wtedy jest idealny moment na pakowanie.
Tylko trzeba podjąć decyzje i wiedzieć JAK z nim rozmawiać.
No i chcieć to zrobić przede wszystkim.
Narazie jest u was tak jak to się podręcznikowo rozgrywa: Ty czekasz na męża decyzje, on czeka na Twoją. To co was łączy to brak stanowczości i przekonania żeby coś zrobić.
abrikade napisał/a:ależ ja wiem czego chcę mieć swojego męża
wiernego, kochającego...
tylko cholera rzeczywistość jest ...inna
a w tym roku 20 rocznica ślubu, ehhh
moja by była 27 ...i co z tego
spakowałaś mężowi walizki i postawiłaś za drzwiami?
Było bardziej dramatycznie
ale to nie wątek o mnie.
Powiem Ci coś, bo wspomniałaś o rozmowach "dookoła" - wszystkie je "prowadziłyśmy", a raczej starałyśmy się na siłę wychwycić w nich jakieś słowo, przecinek, westchnienie, które dawałoby złudzenie nawiązania łączności radiowej- dialogu po prostu.
W końcu przychodzi taki moment, że zbierasz się w sobie i walisz kawę na ławę, między oczy, bez czekania aż misio będzie na nią gotowy, aż się psychicznie przygotuje..Wiesz co się wtedy najczęściej dzieje?
Misio pęka jak stare sprute gacie i zaczyna się sypać.. Albo się przełamuje i mówi prawdę (da się to wyczuć), albo pod pretekstem urażonej dumy sam unosi obrażony takim 'atakiem' szczerości zad i wychodzi. Wtedy jest idealny moment na pakowanie.
Tylko trzeba podjąć decyzje i wiedzieć JAK z nim rozmawiać.
No i chcieć to zrobić przede wszystkim.
Narazie jest u was tak jak to się podręcznikowo rozgrywa: Ty czekasz na męża decyzje, on czeka na Twoją. To co was łączy to brak stanowczości i przekonania żeby coś zrobić.
ja już nie chcę na ten temat rozmawiać, bo te rozmowy nie prowadziły do niczego, a czułam się po nich jeszcze bardziej upokorzona i traciłam szacunek do samej siebie, bo emocje były tak silne, że nie panowałam nad sobą zupełnie, te rozmowy, a w końcu już tylko moje monologi mnie wyniszczały, w tej chwili nie mam w ogóle siły i ochoty na rozmowę i odpowiadam tylko na pytania
ja już nie chcę na ten temat rozmawiać, bo te rozmowy nie prowadziły do niczego, a czułam się po nich jeszcze bardziej upokorzona i traciłam szacunek do samej siebie, bo emocje były tak silne, że nie panowałam nad sobą zupełnie, te rozmowy, a w końcu już tylko moje monologi mnie wyniszczały, w tej chwili nie mam w ogóle siły i ochoty na rozmowę i odpowiadam tylko na pytania
Nie zrozumiałyśmy się. Ale to nieistotne w sumie co napisałam, bo Ty jesteś ciągle na etapie, gdzie masz złudzenia, że im bardziej wyrozumiała jesteś, tym więcej "ugrasz". Jest dokładnie odwrotnie.
Powodzenia zatem cokolwiek postanowisz dalej.
ja już nie chcę na ten temat rozmawiać, bo te rozmowy nie prowadziły do niczego, a czułam się po nich jeszcze bardziej upokorzona i traciłam szacunek do samej siebie, bo emocje były tak silne, że nie panowałam nad sobą zupełnie, te rozmowy, a w końcu już tylko moje monologi mnie wyniszczały, w tej chwili nie mam w ogóle siły i ochoty na rozmowę i odpowiadam tylko na pytania
Nie zrozumiałyśmy się. Ale to nieistotne w sumie co napisałam, bo Ty jesteś ciągle na etapie, gdzie masz złudzenia, że im bardziej wyrozumiała jesteś, tym więcej "ugrasz". Jest dokładnie odwrotnie.
Powodzenia zatem cokolwiek postanowisz dalej.
"Nie zrozumiałyśmy się. Ale to nieistotne w sumie co napisałam"
kurcze jak to przeczytałam, to jak bym słyszała własnego męża:(
skoro coś napisałaś, to pewnie miało być istotne
"Nie zrozumiałyśmy się. Ale to nieistotne w sumie co napisałam"
kurcze jak to przeczytałam, to jak bym słyszała własnego męża:(
skoro coś napisałaś, to pewnie miało być istotne
Chodziło mi o to, że niezależnie od tego jak mocno staram się przekazać Ci w jak nieciekawym położeniu znajdujesz się poprzez brak podejmowania decyzji, Ty i tak znajdziesz milion powodów, dla których Twoim zdaniem jest to czymś tam uzasadnione.
Szanuję to, bo każda z nas tu przechodziła te etapy i dlatego wiem, że mogę tylko napisać, ale jeśli nie jesteś gotowa żeby to przyjąć, to moja pisanina jest bezproduktywna.
Zauważyłam to, więc spasowałam.
Nie porównuj mnie proszę do męża, bo ja Ci oczu nie mydlę, przeciwnie ![]()
Sezon II:)
podnoszę wątek, bo ciekawa jestem waszego zdania...
Generalnie jest poprawnie:), ale...
Jakiś czas temu mąż wrócił z kilkudniowej delegacji, zapytałam, czy "koleżanka" też była na wyjeździe, odpowiedział, krótko "nie", później dowiedziałam się (oczywiście nie od męża), że ona już nie pracuje w tej samej firmie , więc zrozumiałe, że na tym wyjeździe być nie mogła...(i chociaż generalnie od pewnego czasu więcej myślę o sobie niż o niej) to zastanawiam się, czemu mój mąż mi tego nie powiedział, że już razem nie pracują, przecież powinien wiedzieć, że dla mnie to istotna informacja:),
może wy doświadczeni życiowo, znający przeróżne zachowania, macie jakieś sugestie, co nim może kierować, że zachował to dla siebie? mnie przychodzą do głowy dwa pomysły, ale może o tym później...
A męża boisz się zapytać wprost ?
A męża boisz się zapytać wprost ?
oczywiście, że zapytam męża, ale póki co obserwuję:) i próbuję rozgryźć meandry męskiej psychiki, co jak widać łatwe nie jest, stąd prośba o pomoc:)
Teraz wiem, ze wrócił do mnie tylko dlatego, ze tamta go nie chciała, a on nie za bardzo wiedział co ma zrobić samiusieńki. Mordowaliśmy sie cale 4 lata. Gorzko tego żałuję. Zwłaszcza tego, że sie tak upokarzałam, pokazałam swoją słabość. A był go kopnąć od razu- oszczędziłabym swoich łez i uratowała swój honor. Nawet nie wiecie jak żałuję ze dałam się wtedy "uprosić". I wiem doskonale i z całą pewnością - z takich powrotów i wybaczeń nic dobrego nie będzie, a przynajmniej w wypadku kobiet wciąż rozpamiętujących.
Jejku jak ja lubię takie teksty.
Damka nie żałuj.
Wygrałaś przecież bo to Ty jesteś najważniejsza.
Znalazł w końcu trzecią -pogodną i radosną, całkiem świeżą, nie zgorzkniałą jak ja.
To tylko dowodzi jednego.
Nie idźmy im na rękę
Nie idźmy na łatwiznę
Nie bójmy się
Słuchajmy co nam w duszy gra...
bo myślę, że oczekujesz rozwiązania problemu przez coś, kogoś, poza tobą... a to jest ...niemożliwe
weź sprawy w swoje ręce, tylko najpierw sama musisz rozkmić - czego ja tak na prawdę, chcę...
Nawet nie wiecie jakie to cudowne uczucie.
Znów kierować swoim życiem.
Nie czekać na ...czy złożyłeś papiery o rozwód - nie złoże je ...kiedyś...
...jestem jak rój os...
piękne
wracam tutaj, bo jest mi bardzo źle, a podobno, jak człowiek na zakręcie, to powinien szukać pocieszenia wśród tych co na zakręcie, albo wyszli już na prostą:)
więc pocieszcie, przytulcie dzisiaj, jutro możecie mną potrząsnąć...
ostatnio bywało różnie, jak w bollywood, raz słońce, raz deszcz. Ja poszłam na terapię, nie powiem, czułam się po niej zdecydowanie lepiej, zrobiłam krok w stronę męża, tyle tylko, że z jego strony nie doczekałam się kroku w moją stroną.
Mam nawet wrażenie, że zrobił krok do tyłu.
Kiedyś przytulał od czasu do czasu, teraz nawet tego nie ma, potrafi milczeć tak, że cisza aż boli, a cisza z jego strony uruchamia we mnie jakąś blokadę i ja przestaję się odzywać, no i w dalszym ciągu utrzymuje kontakt telefoniczno/smsowy z "koleżanką", co już w ogóle rozstraja mnie zupełnie, bo do mnie dzwoni rzadko w domu taki wycofany i wyciszony, a tu ...
o relacjach i uczuciach rozmowy są niesamowicie trudne, właściwie, to jest to tylko mój monolog i jedyna odpowiedź męża "masz co chciałaś", "trzeba było myśleć 15 lat temu". No faktycznie trzeba, tylko,że ja już nie mam wpływu na to co było x lat temu, mam wpływ na to co teraz i na to co w przyszłości i to też nie do końca.
Mieliśmy wyjechać na trzy dni, ale po ostatniej "rozmowie", kiedy był bardzo niemiły, potrafił tylko coś burknąć i w sposób nieprzyjemny mnie przedrzeźniać, powiedziałam, że nie jadę i zostałam...
i jest mi teraz okrutnie ciężko:( nawet nie zadzwonił do mnie, tylko przez syna przekazał informację "że już dojechał", jeszcze nigdy nie było tak, żebyśmy nie rozmawiali tak długo, nawet jeśli to nie były miłe rozmowy
chciałabym zadzwonić, ale ta druga ja, mówi, nie dzwoń! chciałam wysłać smsa, ale z drugiej strony, taka myśl, przecież on cię wcale nie chce i poszarpana jestem strasznie, niby powinnam zrobić to co ja chcę, ale jest jeszcze ten drugi głos i nie wiem skąd on się bierze:(
jestem potwornie zmęczona, nawet nie mam już siły płakać.
Przytulam bardzo bardzo mocno ![]()
dziękuję, od razu lepiej, bo aż łzy polecialy
ryba81, a czy ty jesteś złota rybka?
dziękuję, od razu lepiej, bo aż łzy polecialy
ryba81, a czy ty jesteś złota rybka?
Chciałabym byc ta złota rybka spełniająca marzenia i wyrwać Cie z tego.
Wiem co przychodzisz i wspolczuje
Postaram sie cos wiecej Ci poradzić w późniejszym czasie ale w tej chwili masz moje psychiczne wsparcie
Trzymaj sie.
Abrikade,
Ja też Ciebie mocno przytulam ![]()
I przesyłam pozytywne fluidy ![]()
Wysłałam również do Ciebie maila.
Pozdrawiam
abrikade
dlaczego się godzisz na takie traktować? Zdaje się, że ratowanie małżeństwa ma polegać na tym że obie strony się starają, a ta która zawiniła zrywa kontakt z tym/tą trzecim/ią.
Nie jest tak, ze masz co chciałaś, masz wpływ na to co tu i teraz. Możesz mu powiedzieć, że nie chcesz takich relacji i masz na to wpływ. On przerzuca odpowiedzialność za to co robi na Ciebie i to jest typowe dla zdradzaczy. Przemyśl wszystko, to Twoje życie, ale po co się tak męczyć?
znowu utrzymuje kontakt telefoniczny z koleżanką? Norma, dlatego zdrady się nie wybacza, bo jak się wybaczy to dalej będzie się robionym w konia.