Nie będę robić niebanalnego wstępu, a zapytam wprost: czy wg Was istnieje taka sytuacja w życiu pary, w której można usprawiedliwić zdradę? Jeśli tak, jaka to sytuacja?
Podobne tematy
2 2014-01-26 15:11:59 Ostatnio edytowany przez Stille (2014-01-26 15:12:52)
Wiesz, powiedzialabym, ze nie...ale...chyba jest taka sytuacja, kiedy powiedzialabym tak. Chociaz to jest chyba...i palcem po wodzie pisane...Nie jest to pewnik.
Sytuacja, kiedy zona/maz sa tak powaznie chorzy, ze nie moga z jakiegos powodu byc partnerem seksualnym. powiedzmy sa sparalizowani...Bycie z takim kims, poswiecenie i Milosc to najwieksza forma oddania. Jedanak mysle tu tez o tej drugiej osobie i o jej potzrebach....Trudne pytanie. To chyba jedyna taka sytuacja, w ktorej sie waham...
Sytuacjom innym, mowie : NIE!
Jak zostaje zdradzony notoryczny zdradzacz. Wtedy jestem na TAK
4 2014-01-26 15:21:49 Ostatnio edytowany przez Iceni (2014-01-26 15:38:24)
Tak, owszem. Sytuacja, w ktorej jedna ze stron nie odczuwa potrzeby seksu, a jednoczesnie nie przeszkadza jej fakt, ze partner/ka zaspokaja swoje potrzeby z kims innym a samo niezgranie się w sprawach seksualnych to zbyt malo do rozstania.
Niektorzy zwiazek opieraja na wylacznosci seksualnej, niektorzy na wspolnych celach i dazeniu do ich realizacji.
Nie jestem tylko pewna, czy w takiej sytuacji mozna to nazwac zdrada.
Poza tym ja osobiscie uwazam, ze wiele osob przyklada zbyt wiekla wage do zdrady - zdrady bywaja rozneggo kalibru i sam stosunek seksualny "na boku" to jeszcze nie koniec swiata.
W moim przypadku monogamia to raczej czarny scenariusz a nie cel, do ktorego daze ![]()
Rozwijajac jeszcze pewna mysl - zdrada niekiedy bierze się z braku mozliwosci zaspokojenia seksualnego z partnerem - wtedy niejako osoba pasywna seksualnie niejako sama zwieksza ryzyko, ze partner o wysokim libido ulegnie pokusie.
Jeżeli nagle zaczne gotowac na obiad codziennie makaron to nie powinnam być zaskoczona, ze ktos zamarzy sobie zupe ogorkowa. Czy w imię milosci powinien zacisnac żeby i jesc ten makaron do konca zycia?
Czasem zdrada bierze się z zafascynowania inna osoba. Mysli o niej staja się jak obsesja. Jaka jest, jak to by było kochac się z nia itd. Jeżeli mój facet wpadlby w taki "amok" to chyba wolalabym, żeby sprobowal jak taki seks smakuje i w razie czego zdecydowal, niż dusil to w sobie i po latach przed snem wspominal jakas tam Zosie i jej piekne oczy.
I taka zdrade uwazam za zdrowsza niż tlumienie jej w sobie.
Znajomy, znajomego jest biseksualistą będącym w związku z kobietą. Mają umowę, że może się on spotykać z facetami i ona nie ma nic przeciwko, ale jeśli zdradzi ją z kobietą, to będzie koniec.
Jakoś sobie nie mogę wyobrazić sytuacji, kiedy ja zostaję w domu, mój partner idzie na imprezę "wyrwać" jakiegoś faceta na jedną noc, a potem wraca do mnie i mówi "kocham Cię".
On tłumaczy się tym, że ma różne potrzeby i ona nie jest w stanie ich zaspokoić więc musi "jeść na mieście"
ale kocha ją i nie wyobraża sobie, aby był z kimś innym.
Glupia! Mogli by przeciez miec wspolnego kochanka
wtedy ona by miala dwoch facetow a nie dzielilaby się swoim
![]()
Iceni,masz świetnego pomysła!!!
A odnośnie zdrady to...."co oczy nie widzą..."
Tyle,że ja nie jestem taka spolegliwa!
To ja też zabiorę głos:-)
Dla mnie zdradzać można tylko w odwecie. A nawet się powinno dla własnego zdrowia psychicznego.
w innej sytuacji zdrada jest niedopuszczalna, nie wyobrażam jej sobie i nie potrafię wybaczyć i zrozumieć.
nigdy bym sie nie zgodzila na przyzwolenie zdrady jezeli jest sie z soba to na dobre i zle. kto zdradzil raz zrobi to kolejny.
nie wyobrazam sobie relacj z partnerem po zdradzie to jest obrzydliwe
Dla mnie zdradzać można tylko w odwecie.
A dla mnie zdrada w odwecie to jedna z największych durnot, jakie można zrobić. "Na złość Jasiowi siądę gołą dupą w pokrzywy."
Ja nie jestem pewna, o co chodzi w temacie... O związki otwarte, poliamoryczne, czy o to, kiedy można wybaczyć, kiedy w monogamicznym ktoś zdradzi. Ja się sprzeciwiam wiązaniu związków otwartych ze zdradą, bo to nie ma ze sobą nic wspólnego. To jak porównywać klapsy za obopólną zgodą w czasie seksu do sprania żony do nieprzytomności, bo "zupa za słona". Dla mnie nie istnieje coś takiego jak "przyzwolenie na zdradę", bo jak jest przyzwolenie to nie ma zdrady, a jeśli jest zdrada, to znaczy, że przyzwolenia nie było.
Natomiast co do wybaczania samej zdrady, tu też nie umiałabym wypunktować, że w takich i śmakich okolicznościach można wybaczać, a w innych to nie. To zależy od ludzi, od sytuacji, od związku, od osobistych granic etc etc...
Zdrada w ogóle nie powinna mieć miejsca... W Żadnym przypadku. W końcu jeśli zaistniała zdrada to coś musi być nie w porządku w związku skoro ktoś się dopuścił czegoś takiego.
Dla mnie zdradzać można tylko w odwecie. A nawet się powinno dla własnego zdrowia psychicznego.
W życiu nie zgodzę się z takim czymś. Dla mnie zdrada jest ku*estwem. Ktoś kto zdradza, jest ku*wą lub ku*wiarzem. W jaki sposób zeszmacenie się miałoby pomóc zdradzonej kobiecie? Stanie się dzi*ką naprawdę daje "zdrowie psychiczne"? Ja bym się nie zniżyła do poziomu zdradzającego, to jest brak szacunku do samej siebie. Tak jak powiedziała Vian- "Na złość Jasiowi siądę gołą dupą w pokrzywy."
Przyzwolenie na zdradę? Nigdy. Chyba, że mówimy o związku otwartym, ale wtedy niekoniecznie jest to zdrada. Nie akceptuję zdrad ani w związku 2 miesięcznym, ani w małżeństwie z 20 letnim stażem. Nie i już.
Coś się nie układa w związku? Nie kocham partnera/partnerki? Zrywam/ rozwodzę się, albo próbuję naprawić relacje, staram się wszystko odbudować. NIE ZDRADZAM. To oszustwo, brak szacunku do siebie, do partnera i tchórzostwo.
hmmm
Mi raczej chodziło o stan psychiczny.
Jeżeli zostałabym zdradzona, zapewne jeszcze przed wyjawieniem, że wiem o zdradzie poszukałabym sobie kogos do romansu.
Po to, żeby w konfrontacji uderzyć z podwójną siłą.
Tak naprawdę, to nie toleruję zdrady.
Jednym z najgorszych koszmarów, jakie może być, to dowiedzieć się, że ukochany zdadzał. Wyobrażanie to sobie? Że te wszystkie lata, albo miesiące, te wszystkie piękne chwile, które wspominacie okazałyby się nieprawdziwe? Że to wszystko działo się tylko w waszej głowie, bo on miał kogoś jeszcze? Dla mnie to jest niepojęte. Nie wiem, jak ktokolwiek wogóle z tego wychodzi
tak jezeli facet oglada sie za innymi a nie interesuje sie wlasna a ona stara sie jak moze a on ma to dalej w d...e i nie chce z nia miec wogole jakiego kontaktu seksualnego a ona tego pragnie lecz on ja wicaz lekcewazy to na 100%
hmmm
Mi raczej chodziło o stan psychiczny.
Jeżeli zostałabym zdradzona, zapewne jeszcze przed wyjawieniem, że wiem o zdradzie poszukałabym sobie kogos do romansu.
Po to, żeby w konfrontacji uderzyć z podwójną siłą.
No ja tej podwójnej siły własnie nie widzę, prędzej zdradzający mógłby Ci wtedy buchnąć śmiechem w twarz, że wcale nie jesteś lepsza od niego, a odgrywasz ofiarę. I co, tupnąć nogą z tekstem, że to on zaczął? Nie sądzisz, że to trochę niedojrzałe..? Nie wspominając o tym, że szukanie kochanka na siłę i w złości może nie być dobrym doradcą, a seks z byle kim, byle by był, raczej mało komu poprawi stan psychiczny.
I żeby nie było, może mnie nie znasz z innych postów, ale ja nie jestem ani seksualną moralizatorką, ani zwolenniczką modnego w psychoterapii wybaczania za wszelką cenę, po prostu uważam, że zdrada w odwecie przynosi więcej krzywdy nam niż temu partnerowi na którym się chcemy zemścić.
Skąd w ogóle pomysł, że go to obejdzie, skoro sam zdradza?
A czy nie uwazacie, ze takie absolutne potepianie zdrady powoduje, ze zamiast rozwiazywac problem jeszcze go nakreca?
Jeżeli raz czy drugi czyta się, ze osoba zdradzajaca to ku**wa/wiarz to się w koncu przestaje o tym glosno mowic żeby nie być stale na celowniku. A skoro się to robi temat tabu to osoby takie nie maja mozliwosci odnalezc partnera o podobnym nastawieniu tylko udaja, ze sa wierni. No a potem problemy, bo natura daje o sobie znac.
Ggdyby natomiast poligamia byla normalnie akceptowana jak monogamia - jako jeden z modeli wspolzycia to takie osoby by po prostu szukaly podobnych sobie.
A nadal jakoś tak jest, ze jakikolwiek inny model niż 1+1 wydaje się być "moralnie nieakceptowalny".
@Iceni
Gubię się w tym, co chcesz powiedzieć.
Też uważam, że zdradzający to k*rwy i k*rwiarze, a byłam w związkach otwartych i wcale się tego nie wstydzę. Masa osób tego nie czai i spoko, ja mówiąc szczerze trochę nie czaję jak można sobie przysięgać, że się będzie kochać do śmierci - przecież uczuć nie można kontrolować, więc skąd ja mam wiedzieć czy za 10-20 lat nadal będę kochać?
I jak dla mnie zawsze jest możliwość. Teraz o poliamorii to się w kółko i wszędzie jak dla mnie mówi. Jak ja weszłam w pierwszy związek poliamoryczny to chyba nawet tego słowa w słowniku nie było, a przynajmniej nikt go nie używał.
Poza tym tak to ze wszystkim można. Sado-masochizm też jest społecznie raczej nieakceptowany, więc biedni sadyści i masochiści zamiast powiedzieć wprost, kogo szukają, wiążą się z niewłaściwymi osobami a potem biorą sobie klimatycznych kochanków i kochanki. Dla mnie to gmatwanie sobie życia na życzenie. Wystarczy minimum odwagi i szczerości.
Skoro boisz się o czymś powiedzieć osobie, która ma być najbliższa, to znaczy dla mnie, że to nie jest ta właściwa.
18 2014-01-26 18:48:42 Ostatnio edytowany przez marek_romek (2014-01-26 18:50:15)
zdrada to zdrada, nad czym debatować ?
Czytam i oczom nie wierzę, jak niektórzy potrafią usprawiedliwić nawet takie zachowanie (jak to ktoś powiedział "gorsza od śmierci jest tylko zdrada")
Vian podpisuje się pod całością jeśli chodzi o związki otwarte to jestem za i wtedy nie można nawet mówić o zdradzie ale obie strony musza zadeklarować chęć właśnie takiego związku.
Daleka jestem od wygłaszania sądów, jakie okoliczności usprawiedliwiają zdradę, czy i kiedy zdradę można wybaczyć, ile razy itd. Myślę, że różni ludzie mają różne podejście do zdrady i to, co dla jednego będzie już zdradą, dla innego nią nie będzie; jeden zdradę wybaczy i będzie starał się odbudować relację z partnerem, inny od razu przekreśli wieloletni związek z powodu jednego "skoku w bok" małżonka. Sądzę też, że wielu z nas może mieć nawet sprecyzowane założenia co do swojego postępowania w obliczu potencjalnej zdrady, a kiedy rzeczywiście się w takiej sytuacji znajdzie, postąpi inaczej. Każdy przypadek jest indywidualny i tak należy go rozpatrywać.
Zgodzę się jednak z Vian w stwierdzeniu, że o zdradzie możemy mówić tylko w sytuacji, kiedy partner nie dał jasnego i zwerbalizowanego przyzwolenia na seks czy romans z innym człowiekiem. Zdrada "kontrolowana" to już nie zdrada, bo przeczy jej definicji.
Daleka jestem od wygłaszania sądów, jakie okoliczności usprawiedliwiają zdradę, czy i kiedy zdradę można wybaczyć, ile razy itd. Myślę, że różni ludzie mają różne podejście do zdrady i to, co dla jednego będzie już zdradą, dla innego nią nie będzie; jeden zdradę wybaczy i będzie starał się odbudować relację z partnerem, inny od razu przekreśli wieloletni związek z powodu jednego "skoku w bok" małżonka. Sądzę też, że wielu z nas może mieć nawet sprecyzowane założenia co do swojego postępowania w obliczu potencjalnej zdrady, a kiedy rzeczywiście się w takiej sytuacji znajdzie, postąpi inaczej. Każdy przypadek jest indywidualny i tak należy go rozpatrywać.
Zgodzę się jednak z Vian w stwierdzeniu, że o zdradzie możemy mówić tylko w sytuacji, kiedy partner nie dał jasnego i zwerbalizowanego przyzwolenia na seks czy romans z innym człowiekiem. Zdrada "kontrolowana" to już nie zdrada, bo przeczy jej definicji.
Zgadzam się w całej rozciągłości.
Samemu ciężko powiedzieć, ale ja generalnie uważam, że dla zdrady nie ma usprawiedliwienia. Po prostu się nią brzydzę. Co innego, gdy oboje zgadzają się, wtedy właśnie nie jest to zdrada. Inaczej oznacza to dla mnie, że druga osoba nie warta jest zaufania, niezależnie od okoliczności.
Jedynie, w sytuacji sparaliżowania mogłabym nie być pewna, jeśli chodzi o takie sparaliżowanie na zawsze. No, ale to są trudne sytuacje, oby nikt w takiej z nas nie był. Natomiast, jeśli jest to po prostu choroba, która może i jest długotrwała, ale kiedyś minie, a seksu nie ma z powodu tej choroby, to mówię stanowczo NIE. Dla mnie właśnie warto, by człowiek umiał się powstrzymać, a nie np żona chora, nie ma seksu, a idzie do innej. To jest dla mnie po prostu złe. A skoro sobie przysięgali nawet w chorobie, to nawet i długą chorobę można przeczekać i wytrzymać, bo miłość, o ile ich łączy jest dużo więcej warta więc lepiej przetrzymać wtedy nawet tę długą wstrzemięźliwość, a nie iść do łóżka, bo żona chora i seksu dłużej nie będzie. Jesteśmy ludźmi i możemy się kontrolować, dlatego warto się przyzwyczajać, że w życiu bywa różnie i nie zawsze seks będzie często, warto wtedy pomyśleć nie o sobie, tylko o partnerze i nie zdradzać, tylko wspierać w chorobie, tej długotrwałej też itp. Rozumiem, że może się zdarzyć błąd, ale można go uniknąć, jak się naprawdę kocha, to i dłuższa wstrzemięźliwość np z powody choroby nie będzie problemem, wystarczy po prostu chcieć.
Jeżeli nagle zaczne gotowac na obiad codziennie makaron to nie powinnam być zaskoczona, ze ktos zamarzy sobie zupe ogorkowa. Czy w imię milosci powinien zacisnac żeby i jesc ten makaron do konca zycia?
sorry ale to strasznie glupie co napisalas
w imie milosci powinien zaproponowac Ci ogorkowa, grzybowa itd a nie zagladac do innej kuchni
)
23 2014-01-26 21:11:05 Ostatnio edytowany przez Jenka (2014-01-26 21:11:24)
Truskaweczko masz rację ja zawsze twierdziłam że nie ma żadnego usprawiedliwienie na zdradę nawet z powodu braku seksu. Jesli komuś to nie odpowiada to niech złoży wniosek o rozwód i odejdzie.
Truskaweczko ja wolałam twój poprzedni avatar ten nie wiem dlaczego ale mi się kojarzy z psem ogrodnika.
Kiedyś mężczyźnie zdrajcy człowiek z towarzystwa nie podałby ręki. Taki ment tracił zdolność honorową. Brakuje takich zasad.
Iceni napisał/a:Jeżeli nagle zaczne gotowac na obiad codziennie makaron to nie powinnam być zaskoczona, ze ktos zamarzy sobie zupe ogorkowa. Czy w imię milosci powinien zacisnac żeby i jesc ten makaron do konca zycia?
sorry ale to strasznie glupie co napisalas
w imie milosci powinien zaproponowac Ci ogorkowa, grzybowa itd a nie zagladac do innej kuchni
)
No nie wiem czy tak do końca głupie... jak się facetowi odechce po 10 latach gry wstępnej to powinnam jej od niego wymagać w imię miłości? A jak on straci zainteresowanie seksem to ja tez powinnam? A jak uzna, ze mu się tradycyjny seks znudził i teraz tylko SM?
Z miłości to można wstać o 4 rano i zrobić mężowi kanapki, bo na ryby jedzie a nie zmuszać się do seksu wbrew sobie.
wiktoRR napisał/a:Iceni napisał/a:Jeżeli nagle zaczne gotowac na obiad codziennie makaron to nie powinnam być zaskoczona, ze ktos zamarzy sobie zupe ogorkowa. Czy w imię milosci powinien zacisnac żeby i jesc ten makaron do konca zycia?
sorry ale to strasznie glupie co napisalas
w imie milosci powinien zaproponowac Ci ogorkowa, grzybowa itd a nie zagladac do innej kuchni
)
No nie wiem czy tak do końca głupie... jak się facetowi odechce po 10 latach gry wstępnej to powinnam jej od niego wymagać w imię miłości? A jak on straci zainteresowanie seksem to ja tez powinnam? A jak uzna, ze mu się tradycyjny seks znudził i teraz tylko SM?
Z miłości to można wstać o 4 rano i zrobić mężowi kanapki, bo na ryby jedzie a nie zmuszać się do seksu wbrew sobie.
sa rozmowy, sa terapie
ale coz takie czasy cos sie lekko psuje wywalamy i bierzemy nowe
ale nawet jesli to po co zdradzac?? nie mozna wczesniej w cywilizowany sposob sie rozstac?? nawet jesli nie z szacunku do partnera to do samego siebie??
Alez można się rozstać czy iśc na terapię.
Ale znam kobietę, która woli kiedy mąż ma przysłowiową du*ę na boku, bo wtedy dla niej jest milszy. A jej na seksie nie zależy.
Kiedy zachorowała to mąż przy niej warował w szpitalu bite dwa tygodnie i jak było trzeba to pół szpitala na nogi postawił i kilku swoich znajomych żeby załatwić jej leczenie w innym szpitalu u specjalisty.
A jak wyzdrowiała to znów sobie umilał wieczory z kochanką ![]()
Tylko właśnie nie wiem czy coś takiego można nazwać zdradą ![]()
no ta kobieta o ktorej mowisz pasuje do watku
zgadza sie na zdrade ![]()
Truskaweczko masz rację ja zawsze twierdziłam że nie ma żadnego usprawiedliwienie na zdradę nawet z powodu braku seksu. Jesli komuś to nie odpowiada to niech złoży wniosek o rozwód i odejdzie.
Truskaweczko ja wolałam twój poprzedni avatar ten nie wiem dlaczego ale mi się kojaży z psem ogrodnika.
Rozumiem. Uważam identycznie ![]()
Pies ogrodnika? No co Ty, to po prostu słodki piesek, który bardzo mi się spodobał i wiedziałam, że muszę go mieć, nie sądziłam, że ktoś tak to skojarzy z psem ogrodnika ![]()
jak się facetowi odechce po 10 latach gry wstępnej to powinnam jej od niego wymagać w imię miłości? A jak on straci zainteresowanie seksem to ja tez powinnam? A jak uzna, ze mu się tradycyjny seks znudził i teraz tylko SM?
Z miłości to można wstać o 4 rano i zrobić mężowi kanapki, bo na ryby jedzie a nie zmuszać się do seksu wbrew sobie.
No ale po co coś robić wbrew sobie?
Załóżmy, że to mojemu partnerowi po 10 latach się odechciało. Pierwsze co bym zrobiła, to bym spróbowała z nim pogadać w czym problem. Jakby nie chciał ze mną o tym rozmawiać albo by stwierdził, że nie ma problemu, to wywaliłabym kawę na ławę, że mnie jednak libido nie opuściło i albo próbujemy naprawić nasze życie seksualne, albo się rozstajemy, albo ja zaspokajam swoje potrzeby z kimś innym i jemu wolno to samo. Jakby i tu jakoś jasno sie nie określił, czego chce, to zdecydowałabym sama, czy kochanek/ka, czy odchodzę, a jego po prostu o tym poinformowała.
Warto też brać poprawkę na to, z kim się wiążemy i że szczerość nie jest potrzebna tylko w czasie trwania związku, ale i zanim w niego wejdziemy. Nie bardzo rozumiem osoby, które wiążą się z kimś ze świadomością, że mają inne potrzeby, a potem zdradzają i mówią - no przecież nie miałem/am wyboru. Jeśli ktoś liczy, że partnerka się magicznie zmieni i nagle z seksualnej konserwatystki zmieni się w demona seksu sado-maso, to chyba ma pod kopułą nierówno.
Mam niskie mniemanie o osobach zdradzających, bo ja uważam, że serio wiele można o ile się jest gotowym wziąć na klatę odpowiedzialność, ale zdradzający kłamią, manipulują, a potem rozbrajająco mówią - no przecież nie mogę powiedzieć prawdy, bo będzie awantura, bo mnie zostawi, bo coś tam.
Ale znam kobietę, która woli kiedy mąż ma przysłowiową du*ę na boku, bo wtedy dla niej jest milszy. A jej na seksie nie zależy.
Kiedy zachorowała to mąż przy niej warował w szpitalu bite dwa tygodnie i jak było trzeba to pół szpitala na nogi postawił i kilku swoich znajomych żeby załatwić jej leczenie w innym szpitalu u specjalisty.
A jak wyzdrowiała to znów sobie umilał wieczory z kochanką tongueTylko właśnie nie wiem czy coś takiego można nazwać zdradą
No nie, bo to jest świadomy wybór tej babki - tak woli po prostu, kochanka męża jej nie przeszkadza.
Jedyne czego się nie powinno robić to poświęcać, cierpieć dla partnera. Ja bym nie chciała, żeby mój partner zmuszał się do seksu ze mną, ale też bym nie chciała, żeby zmusił się do pozwolenia mi na kochankę np. Chciałabym, żeby wprost szczerze mi powiedział, co czuje, wtedy może się okaże, że mnie ta kochanka nie jest aż tak potrzebna.
Oświeciło mnie.
W jednym wypadku zdrada jest dla mnie zrozumiała - jak partner/ka mówi "ja o ewentualnej zdradzie nic wiedziec nie chcę". W takim wypadku potraktowałabym to jako automatyczne pozwolenie, żebym robiła co chcę.
To ja zapytam inaczej: jakie jest SPOŁECZNE przyzwolenie na zdradę? Na jaką zdradę (np.w rodzinie, wśród znajomych) odpowiedzielibyście: W sumie, miał/a rację że ją/go zdradził/a.
32 2014-01-27 13:13:02 Ostatnio edytowany przez Małpa69 (2014-01-27 14:46:02)
U mnie nie ma żadnego przyzwolenia i żadnego ale... raz zostałam zdradzona i czułam się potwornie upokorzona, najgorsze że 23 letni wówczas facet zdradzał mnie z 14tką. I nie z powodu braku czegokolwiek, to był taki typ faceta, niestety nie słuchałam ostrzeżeń ;/
33 2014-01-27 13:29:48 Ostatnio edytowany przez onna (2014-01-27 13:36:54)
Zdrada to Swinstwo i koneic zwiazku. po zdradzie nalezy sie rozstac i tyle.
Iceni, Szok, nigdy bym nie wstala o czwartej rano zeby robic jakiemus staremu trepowi, ktory mnie zdradza z kochanica, kanapke z milosci,
he he...
Dla mnie zdrada z powodu braku seksu w związku nie ma najmniejszego sensu - dlatego, że kiedy nie ma tego seksu w związku, to i tak zanika więź między partnerami, więc jaki jest sens ciągnięcia takiego związku?
To ja zapytam inaczej: jakie jest SPOŁECZNE przyzwolenie na zdradę? Na jaką zdradę (np.w rodzinie, wśród znajomych) odpowiedzielibyście: W sumie, miał/a rację że ją/go zdradził/a.
Nigdy nie powiedziałabym, że ktoś miał rację, że zdradził. Zdrada jest pofolgowaniem swoim pragnieniom, a nie rozwiązaniem jakiegokolwiek problemu. Problem rozwiązuje się poprzez rozmowę, zmianę podejścia albo rozstanie.
35 2014-01-27 13:40:20 Ostatnio edytowany przez onna (2014-01-27 13:42:37)
Nie chodzi o sam sex -stosunek jako taki.
Bo z czasem mozliwosci partnerow sa mniejsze, -sprawnosc.
Chodzi o szacunek, okazywanie sobie czulosci, wspieranie sie, troske i zainteresowanie.
I co Tobie po sexie z jakims facetem, ktory Cie traktuje jak kawalek miesa? a nie daje szacunku, czulosci, wsparcia?
od zawsze uważałam, ze zdrada jest czymś najgorszym i niewybaczalnym... ale z biegiem czasu tak mi się wydaje, ze wiele osób się nie szanuje nawzajem na tyle aby miało to znaczenie. Zdrada dla mnie nie jest jakiś tam słowny flirt, ale pocałunek już tak. Inna kwestia jeśli idzie o małzeństwo czy zalezy nam na ratowaniu czy sa dzieci. Pytanie moze proste ale o odpowiedź ciężej
To ja zapytam inaczej: jakie jest SPOŁECZNE przyzwolenie na zdradę? Na jaką zdradę (np.w rodzinie, wśród znajomych) odpowiedzielibyście: W sumie, miał/a rację że ją/go zdradził/a.
No własnie taką, kiedy zdradzany/zdradzająca mówi "niech sobie robi co chce, byle bym ja o tym nie wiedział/a, nie słyszał/a", bo dla mnie to jest de facto przyzwolenie.
38 2014-01-28 20:35:44 Ostatnio edytowany przez Dominisia21 (2014-01-28 20:37:11)
Warto też brać poprawkę na to, z kim się wiążemy i że szczerość nie jest potrzebna tylko w czasie trwania związku, ale i zanim w niego wejdziemy. Nie bardzo rozumiem osoby, które wiążą się z kimś ze świadomością, że mają inne potrzeby, a potem zdradzają i mówią - no przecież nie miałem/am wyboru. Jeśli ktoś liczy, że partnerka się magicznie zmieni i nagle z seksualnej konserwatystki zmieni się w demona seksu sado-maso, to chyba ma pod kopułą nierówno.
Mam niskie mniemanie o osobach zdradzających, bo ja uważam, że serio wiele można o ile się jest gotowym wziąć na klatę odpowiedzialność, ale zdradzający kłamią, manipulują, a potem rozbrajająco mówią - no przecież nie mogę powiedzieć prawdy, bo będzie awantura, bo mnie zostawi, bo coś tam.
Zgadzam się w stu procentach. ![]()
Jeżeli nagle zaczne gotowac na obiad codziennie makaron to nie powinnam być zaskoczona, ze ktos zamarzy sobie zupe ogorkowa. Czy w imię milosci powinien zacisnac żeby i jesc ten makaron do konca zycia?
Ale co to za porównanie? ![]()
Czy makaronowi przeszkadzałoby, gdyby mi np. po trzech miesiącach oprócz niego zechciało się zjeść też zupy ogórkowej?
Pytanie oczywiście retoryczne. ![]()
Makaron i zupa ogórkowa nie mają uczuć, ale ludzie już tak, więc porównanie jest do d*py. Koniec kropka.
PS. Przyszło mi coś do głowy. Tyle się mówi o tej poligamii, jaka to ona jest wspaniała i w ogóle, że nie jest wbrew naszej naturze itd., ale dość często zapomina się o czymś takim jak zazdrość. Z jednej strony poligamia, z drugiej strony zazdrość. Ale NATURA nas WYKIWAŁA. Buhahaha...
- Nie mogłam się powstrzymać od tego sarkazmu. ![]()
I jeszcze jedno. Nie biorąc pod uwagę ludzi, którzy są NAPRAWDĘ predysponowani do związków otwartych czy poliamorycznych, to sądzę, że większość ludzi będąca za poligamią, to takie osoby, co chętnie by sobie od czasu do czasu pofolgowały z kimś innym, ale ich partner to już nie może. NIE MOŻE! Dotyczy to zwłaszcza facetów. Biedactwa.
A czy wg was istnieją uzasadnione powody do zdrady?
Hmm ja też akurat mam taką rozkmine i coraz bardziej mnie do tego ciągnie,jeśli czegoś brakuje Ci w związku,facet nie potrafi zadowolic Cie tak jakbyś tego chciała to czemu nie...warto spróbować tylko żebyś zachowała to dla siebie po co masz mu o tym gadać,kłócić sie itd :-D
Nninka to po co w ogóle się wiązać to bezcelowe. Jeśli ktoś wychodzi z założenia że nie ma satysfakcji z sexu lub z innej sfery życia z partnerem to lepiej się rozstać niż roić mu rogi bądź porozmawiać na ten temat .
Jezeli ktos zdradza ma powod cos jest na rzeczy musi byc jakis problem wiec trzeba go sprobowac rozwiazac byc szczerym jak sie nie da to sie rozstac i z czystym sumieniem uprawiac sex z kims innym a nie tak klamac. Ja bym nie mogl spojrzec komus w oczy i sklamac ale sa osoby co potrafia wiec i takie co zdradzaja i nie robia sobie nic z tego, po co zdradzac lepiej zakonczyc zwiazek i tyle.
Vian to nawet jak bys bardzo kochala swojego factea i on ciebie i po 10 czy 15 latach nie mogl sexu z toba upawiac to tak od nic zakonczylas bys taki zwiazek ?
Kazdy jest inny, rozni sa ludzie i naczej na wszystko patrza, szkoda tylko ze nie zawsze sie o wszystkim rozmawia dokladnie w zwiazkach i potem zdziwnienia ze ktos ma jakies tam myslenie na dany temat.
Nie trzeba od razu iść do łóżka. Można porozmawiać, zaprzyjaźnić się z tym facetem, poznać go. Najważniejsza jest samokontrola. Może się okazać po kilku tygodniach, że on nie pasuje. Jeśli zaś po dłuższym czasie będzie pasował to może rzeczywiście należy go wymienić zamiast obecnego. Możesz być też z dwoma na raz bo jest poliamoryzm.
sex jest fajny jak sie kogos kocha. pocalunki, bliskosc, trzymanie za rekę, pieszczoty sa wazniejsze niz sam stosunek.
i zamieniac dlugoletniego partnera na innego, dlatego ze mu sex-stosunek nie wychodzi?
Jeśli w związku doszło do zdrady "wina jest ZAWSZE po obu stronach" - nie po raz pierwszy takie zdanie na forum widuję. Zgadzacie się z tym?
Jeśli w związku doszło do zdrady "wina jest ZAWSZE po obu stronach" - nie po raz pierwszy takie zdanie na forum widuję. Zgadzacie się z tym?
Moim zdaniem to stwierdzenie bliskie jest stwierdzeniu, że kobieta jest współwinna gwałtowi, bo nieodpowiednio się ubrała. Jeśli dzieje się źle w związku, to zdecydowanie lepiej go zakończyć. Nie przemawiają do mnie wyjaśnienia w stylu "w związku ogólnie było dobrze poza sferą seksualną, dlatego ją/go zdradziłem/-am". Jeśli w sferze łóżkowej nie gra, to znaczy, że w związku "ogólnie" nie jest dobrze i warto się zastanowić i zdecydować: albo chcę z nim/nią być pomimo tego, albo rozchodzimy się i szukamy pełni szczęścia gdzie indziej.
Jeśli w związku doszło do zdrady "wina jest ZAWSZE po obu stronach" - nie po raz pierwszy takie zdanie na forum widuję. Zgadzacie się z tym?
Nie zgadzam się. Nie ma związków idealnych, jakiś zgrzyt, większy czy mniejszy, będzie, ale to nie powód, żeby lecieć i szukać kogoś na boku.
Jeżeli mój mąż by zdradził, bo ja np. mam mały biust a on woli duży, albo ja nie chcę seksu analnego, a on chciał spróbować, to za cholerę mojej WINY tutaj nie widzę.
Na zdradę nie ma żadnego usprawiedliwienia. Najprościej jest zrobić skok w bok, jak się w związku nie układa. Jednak sztuką jest rozwiązanie problemów, także łóżkowych. Poza tym zdrada nic nie zmieni, wręcz przeciwnie pogorszy sytuację. Ja nigdy bym nie wybaczyła zdrady, nawet jakbym baaardzo kochała.
Zdrada jako to pojęcie, o którym myślę nie ma żadnego usprawiedliwienia. Najłatwiej jest powiedzieć 'Bo Ty mi nie dałaś/dałeś to zrobił to kto inny.'.
Jeśli świadomie weszło się w sformalizowany związek małżeński, to powinno się dźwignąć na barki obowiązki za tym idące, a nie kierować się tym, że przecież można się rozwieźć.
Jeśli ktoś nie jest gotowy na monogamię nigdy nie powinien wchodzić w związek zamknięty tylko z jedną osobą.
Po co ranić, rozwodzić się, robić wokół siebie szum, a nie daj Boże krzywdzić dzieci, które urodziły się w ów związku?
Jeśli naprawdę coś w małżeństwie się wypali, to warto rozmawiać i próbować, a jeśli i to nie da to trudno- wtedy sięga się po ostateczność i się rozwodzi, a nie lata za innymi.
Związek to nie danie, które jak zbrzydnie można bez konsekwencji wymienić na lepsze/smaczniejsze. Przykład faktycznie mało trafny.
Nie będę robić niebanalnego wstępu, a zapytam wprost: czy wg Was istnieje taka sytuacja w życiu pary, w której można usprawiedliwić zdradę? Jeśli tak, jaka to sytuacja?
Gdybym nie mógł uprawiać seksu, to zgodziłbym się, a nawet namawiał żonę, aby sobie kochanka znalazła.
Catwoman napisał/a:Nie będę robić niebanalnego wstępu, a zapytam wprost: czy wg Was istnieje taka sytuacja w życiu pary, w której można usprawiedliwić zdradę? Jeśli tak, jaka to sytuacja?
Gdybym nie mógł uprawiać seksu, to zgodziłbym się, a nawet namawiał żonę, aby sobie kochanka znalazła.
Tylko to zdrada nie jest, to jest otwarcie związku za zgodą i przyzwoleniem obojga partnerów
Na czym polega taki zwiazek z przyzwoleniem na zdradę? Co jest spoiwem łączącym tych dwoje ludzi, którzy godzą się na taki układ? Nie jestem w stanie tego pojąć. Czytałam "Kochanek Lady Chatterley" (nie wiem, czy poprawnie napisałam) i tam był motyw, gdzie żona zdradzała męża-kalekę, sparaliżowanego od pasa w dół. Prędzej, czy później (nawet w takiej sytuacji) człowiek zaczyna się emocjonalnie angażować, trwa przy takim mężu-kalece z poczucia obowiązku i szacunku do niego, ale myślami jest przy kochanku. Chyba, że mówimy tu o parze seksoholików, którzy nie darzą uczuciem ani siebie, ani nikogo innego, a ich głównym celem jest odbywanie jak największej ilości stosunków, mogą mieć np. wspólny majątek i to ich łączy. Niepojęte dla mnie
Wracasz do domu, a tam mąż pieprzy kochankę, wchodzisz do sypialni, mówisz "Cześć skarbie!", podchodzisz, dajesz buziaka i lecisz do kuchni robić obiadek. A jeszcze po drodze zbierasz ubrania rozrzucone na drodze od drzwi do sypialnianego łóżka i nastawiasz pranie
Wieczorem zmiana, do Ciebie wpada kochanek, a mąż szykuje sobie wędki na ryby, idziecie do sypialni, on wyjeżdżajac wpada do sypialni dać Ci buziaka i mówi, żebyście do rana skończyli, bo jak wróci to będzie chciał się położyć, musi się wyspać, bo na 15 się umówił z kochanką.
Związek pełen miłości ![]()
Jest tysiące par żyjących w związkach otwartych (po ślubie) gdzie oboje raz na jakiś czas współżyją z inną osobą i absolutnie nie twierdziła bym aby te osoby się nie kochały. Związki monogamiczne to wymysł naszych czasów są sprzeczne z naturą człowieka która sama w sobie już w czasach epoki kamienia łupanego maiła na celu zapewnienie przetrwania gatunkowi, a co za tym idzie chęć zapłodnienia jak największej liczby kobiet.Uważam ze taki model związku musi nieść ze sobą ogromne zaufanie , zrozumienie oraz partnerstwo.
Warto też brać poprawkę na to, z kim się wiążemy i że szczerość nie jest potrzebna tylko w czasie trwania związku, ale i zanim w niego wejdziemy. Nie bardzo rozumiem osoby, które wiążą się z kimś ze świadomością, że mają inne potrzeby, a potem zdradzają i mówią - no przecież nie miałem/am wyboru. Jeśli ktoś liczy, że partnerka się magicznie zmieni i nagle z seksualnej konserwatystki zmieni się w demona seksu sado-maso, to chyba ma pod kopułą nierówno.
Szczerosc moze i jest potrzebna, ale nie zawsze poplaca. Czasem bycie szczerym oznacza, ze sprowadza się swoje szanse na bycie z kims do zera. I owszem, bywa, ze w takich sytuacjach czlowiek posuwa się do zatajania prawdy a nawet klamstwa. Nie twierdze, ze jest to dobre, ale mogę zrozumiec ludzi, ktorzy się do czegos takiego posuwaja.
Bo latwo się mowi o szczerosci, kiedy szczerosc nic nie kosztuje.
Ale na wlasnym przykladzie mogę powiedziec, ze szczerosc na samym poczatku znajomosci wiecej przynosila mi szkody niż pozytku. Totez w koncu, po latach, nauczylam się prawde przemilczac. Bo co mi z tego, ze szczerosc pozwolilaby mi znalezc kogos naprawdę wartosciowego i takiego, z kim moglabym spedzic reszte zycia? A ile mialabym poswiecic czasu na proby, rozczarowania i poszukiwania? 10 lat? 20?
I co? Znalazlabym sobie meza, kiedy bylabym już stara, pomarszczona i bezplodna?
Wiec tak, w moim przypadku zatajenie prawdy przynioslo mi wiecej pozytku niż strat dlatego potrafie zrozumiec, ze ktos inny posuwa się do klamstwa.
_______
Watek rozwija się troche na zasadzie "kiedy wolno krasc".
Z zalozenia nigdy, w praktyce jednak wychodzi co innego.
55 2014-02-04 14:10:13 Ostatnio edytowany przez Gary (2014-02-04 14:13:57)
Gary napisał/a:Catwoman napisał/a:Nie będę robić niebanalnego wstępu, a zapytam wprost: czy wg Was istnieje taka sytuacja w życiu pary, w której można usprawiedliwić zdradę? Jeśli tak, jaka to sytuacja?
Gdybym nie mógł uprawiać seksu, to zgodziłbym się, a nawet namawiał żonę, aby sobie kochanka znalazła.
Tylko to zdrada nie jest, to jest otwarcie związku za zgodą i przyzwoleniem obojga partnerów
Gdybym był moją żoną, a nie dostał takiej zgody, to bym sobie znalazł kochanka.
szczerosc na samym poczatku znajomosci wiecej przynosila mi szkody niż pozytku. Totez w koncu, po latach, nauczylam się prawde przemilczac. .... Wiec tak, w moim przypadku zatajenie prawdy przynioslo mi wiecej pozytku niż strat dlatego potrafie zrozumiec, ze ktos inny posuwa się do klamstwa.
Mądra dziewczyna. Trzeba wiedzieć kiedy mówić. Powinno się wiedzieć kiedy milczeć. Mistrzostwem jest wiedzieć kiedy kłamać.
Związki monogamiczne to wymysł naszych czasów są sprzeczne z naturą człowieka która sama w sobie już w czasach epoki kamienia łupanego maiła na celu zapewnienie przetrwania gatunkowi, a co za tym idzie chęć zapłodnienia jak największej liczby kobiet.Uważam ze taki model związku musi nieść ze sobą ogromne zaufanie , zrozumienie oraz partnerstwo.
Naszych czyli jakich? Bo widzisz, gdybyśmy obecnie zaakceptowali poligamię czy po prostu uprawianie seksu z kim popadnie, kto się nam spodoba (Tylko tu: domena mężczyzn jako silniejszych.) spowodowałoby wiele komplikacji w obecnie przyjętym życiu społecznym; masa nie wiadomo czyich dzieci (sztuczna antykoncepcja również nie jest zgodna z naturą), alimenty Bóg wie komu płacić i od kogo żądać, dzieci właściwie imion ojców nie znają, są również w jakiś sposób pozbawione tożsamości, przynależności (to akurat w ludach plemiennych było i jest bardzo ważne) a kobiety rywalizują ze sobą. Mężczyźni zresztą też- tylko samowolką nie za bardzo, bo to zabronione.
No i co z tym fantem zrobić? ![]()
dlatego jest tyle zdrad dokoła bo zakazany owoc bardziej smakuje. Mówiąc o naszych czasach miałam na myśli erę chrześcijan .
Myślę, że jest tyle zdrad bo ludzie odsunęli się od podstawowych wartości moralnych, wybrali to, co pozornie łatwiejsze.
Anik38 napisał/a:Gary napisał/a:Gdybym nie mógł uprawiać seksu, to zgodziłbym się, a nawet namawiał żonę, aby sobie kochanka znalazła.
Tylko to zdrada nie jest, to jest otwarcie związku za zgodą i przyzwoleniem obojga partnerów
Gdybym był moją żoną, a nie dostał takiej zgody, to bym sobie znalazł kochanka.
A to właśnie jest zdrada.
Catwoman... co do poligamii...
Pierwszy problem to pieniądze. Gdyby kobieta nie musiała się martwić o pieniądze, tylko miała zapewniony byt bez względu na alimenty, to pewnie nie miałoby dużego znaczenia kto jest ojcem. Zdrada chyba boli głównie z tego powodu, że ktoś traci coś, co miał do tej pory na wyłączność, czyli np. kobieta miała pracującego męża. Po zdradzie pewnie dostanie pieniądze jako alimenty, ale i tak traci poczucie dotychczasowego bezpieczeństwa.
Druga rzecz: poligamia automatycznie rozluźnia związki ludzi. W monogamii jest wiele małżeństw nieszczęśliwych, bo nie jest łatwo się rozstać, gdy ludzi łączą dzieci i pieniądze (zobacz akapit wyżej). W poligamii jeśli komuś jest źle z daną osobą to idzie do innej i z tą inną żyje. Odejścia są łatwe (znowu -- pieniądze, dom, kredyt, to utrudniają) i można zacząć żyć z kimś innym.
Wydaje się, że poligamia jest super-hiper, że od razu wszyscy zaczęliby się p*przyć wokół gdzie popadnie, z kim popadnie. To jest nieprawda. Ludzie uprawiali by seks wtedy, kiedy dwoje tego chce. Łatwiej by dochodziło do seksu, spotkań, a ta łatwość powodowałaby, że ludzie lepiej by sobie dobierali partnerów seksualnych. To tak jak z jedzeniem... gdybyś wygłodziła całe miasto A i potem pokazała im inne miasto B, gdzie żywność jest w sklepach na półkach, to ktoś z miasta A powiedziałby "nie możemy tego u nas zrobić, bo od razu by rozwalili cały ten sklep, bo każdy by się rzucił na jedzenie i jadł, jadł, jadł...". Prawda jest taka, że jeśli jedzenie jest dostępne w B, to ludzie z B już tak na niego się nie rzucają, tylko traktują jako normalną rzecz przysługującą człowiekowi.
A jak wyglądałby normalne związki? Ano mieszkałoby się z kimś parę lat, potem poznawało nową osobę, z tą starą dalej by relacja trwała, czasem ludzie by wracali do siebie, czasem rozstawali się na zawsze. W takich zasadach fair-play byłoby powiedziane, że jeśli ktoś nie chce z kimś żyć, to po prostu odchodzi. Byłoby dużo cierpienia, jeśli jedna osoba kocha drugą, a ta druga odchodzi... ale to byłoby tylko cierpienie serca, a nie z powodów materialnych (zob akapit pierwszy).
61 2014-02-04 15:22:23 Ostatnio edytowany przez Gary (2014-02-04 15:22:59)
Tylko to zdrada nie jest, to jest otwarcie związku za zgodą i przyzwoleniem obojga partnerów
Gdybym był moją żoną, a nie dostał takiej zgody, to bym sobie znalazł kochanka.
A to właśnie jest zdrada.
Raczej egoizmem jest nie pozwolić żonie znaleźć kochanka. Dlatego ona powinna wtedy kogoś znaleźć i być szczęśliwa. To nie moje życie, ale dam sobie głowę uciąć, że są takie pary i mają takie właśnie problemy i dylematy moralne.
Dlatego ona powinna wtedy kogoś znaleźć i być szczęśliwa. To nie moje życie, ale dam sobie głowę uciąć, że są takie pary i mają takie właśnie problemy i dylematy moralne.
Zawsze można się rozstać.
Bo co mi z tego, ze szczerosc pozwolilaby mi znalezc kogos naprawdę wartosciowego i takiego, z kim moglabym spedzic reszte zycia? A ile mialabym poswiecic czasu na proby, rozczarowania i poszukiwania? 10 lat? 20?
I co? Znalazlabym sobie meza, kiedy bylabym już stara, pomarszczona i bezplodna?
Ale załóżmy, że ta osoba, którą okłamałaś, po kilku latach dowiaduje się prawdy (jakakolwiek by ona nie była) i z tego powodu cierpi, czuje się oszukana i zdradzona.
Czy w takiej sytuacji twoja nieszczerość, która dała ci szansę związać się z tą osobą (i te lata z nią były dobre), naprawdę była tego wszystkiego warta? Warta cierpienia tej osoby, bo ty obawiałaś się tego, że znajdziesz męża dopiero, gdy twoje ciało nie będzie już takie piękne?
Co ty o tym myślisz?
PS. Jeśli ludzie naprawdę są tacy poligamiczni, to raczej nie powinnaś była mieć problemu ze znalezieniem faceta, który od czasu do czasu chce zrobić skok w bok i tobie też tego nie zabroni. Chyba, że poligamiczność idzie tylko w jedną stronę... ![]()
Związki monogamiczne to wymysł naszych czasów są sprzeczne z naturą człowieka która sama w sobie już w czasach epoki kamienia łupanego maiła na celu zapewnienie przetrwania gatunkowi, a co za tym idzie chęć zapłodnienia jak największej liczby kobiet.Uważam ze taki model związku musi nieść ze sobą ogromne zaufanie , zrozumienie oraz partnerstwo.
Zaraz, są ludzie hetero-, homo-, bi-, transseksualni (nie wiem czy czegoś jeszcze nie zapomniałam), ale człowiek jest TYLKO poligamiczny? A to monogamiczni ludzie też nie mogą występować w przyrodzie? Wątpię.
I jeszcze jedno. Ciekawe ile tych zdrad naprawdę bierze się z tego, że ta zdradzająca osoba jest z natury poligamiczna, a ile z tego, że ma po prostu podły charakter? Chyba, że do tej poligamii dodasz jeszcze zdolności (naturalne?) niektórych ludzi do kłamstw, oszustw, świadomego sprawiania innym cierpienia itd., to może nawet mogłabym się w pewnym stopniu z tobą zgodzić.
A jak wyglądałby normalne związki? Ano mieszkałoby się z kimś parę lat, potem poznawało nową osobę, z tą starą dalej by relacja trwała, czasem ludzie by wracali do siebie, czasem rozstawali się na zawsze. W takich zasadach fair-play byłoby powiedziane, że jeśli ktoś nie chce z kimś żyć, to po prostu odchodzi. Byłoby dużo cierpienia, jeśli jedna osoba kocha drugą, a ta druga odchodzi... ale to byłoby tylko cierpienie serca, a nie z powodów materialnych (zob akapit pierwszy).
A to w związkach monogamicznych nie może być podobnie (nie licząc tego, że byłoby się z kilkoma osobami jednocześnie)?
Nie można być szczerym? Nie można od kogoś odejść i związać się z kimś innym?
Można. Można jeżeli się NAPRAWDĘ chce.
Różnica jest taka, że w związku monogamicznym do czasu gdy jest się z daną osobą, nie powinno się być z inną (dopiero po rozstaniu). Tylko tyle. Ale widocznie dla pewnych ludzi to są za duże wymagania.
Biedactwa. Mimo wszystko nie za bardzo im współczuję, bo mają to na własne życzenie.
Gary napisał/a:Dlatego ona powinna wtedy kogoś znaleźć i być szczęśliwa. To nie moje życie, ale dam sobie głowę uciąć, że są takie pary i mają takie właśnie problemy i dylematy moralne.
Zawsze można się rozstać.
Rozstać się, bo ktoś zachorował? Eeeee... to niedobre. Jak się z kimś żyło wiele lat, postanowiło być na dobre i na złe... Ja bym tak nie dał rady.
A to w związkach monogamicznych nie może być podobnie (nie licząc tego, że byłoby się z kilkoma osobami jednocześnie)?
Nie można być szczerym? Nie można od kogoś odejść i związać się z kimś innym?
Można. Można jeżeli się NAPRAWDĘ chce.
Nie można odejść, bo tak jest skonsutrowane życie, że odejście powoduje katastrofę życia innych ludzi.
...Ale widocznie dla pewnych ludzi to są za duże wymagania. roll Biedactwa. Mimo wszystko nie za bardzo im współczuję, bo mają to na własne życzenie.
Dużo w Tobie jest rozgoryczenia.