Witam,
Jestem z moim partnerem 8 lat (nie mamy jeszcze ślubu,jakoś tak się ułożyło), mamy syna, od niedawna mieszkamy razem (wcześniej nie było możliwości).
Wszystko jest ok, ciągle zapewnia mnie,że mnie kocha najbardziej na świecie,że żyć bez nas nie może itd itd. No i wszystko się zgadza, tylko męczy mnie jedna rzecz-jego chora relacja z rodzicami, a raczej z tata. Zawsze mieli dobry kontakt i ja osobiście nie mam nic do jego rodziców, bardzo ich lubię, tylko męczy mnie to,że między nim a jego ojcem jest jakaś nierozerwalna więź, jakby pępowina. ja wszystko rozumiem, tylko odnoszę wrażenie,że to ojciec jest dla niego najważniejszy-ważniejszy ode mnie i naszego syna. on twierdzi,że tak nie jest, ale ja ciągle tak to czuję. wiele jest takich drobnych rzeczy, które np wydawałoby się,że powinniśmy zrobić razem, albo w pierwszej kolejności powinien mnie poprosić o pomoc jak sobie nie może z czymś poradzić sam- a on jakoś zawsze leci do tatusia, to jakieś papiery uzupełnić, to coś tam i tak ciągle, No chyba,że wiadome jest ze jego tata sobie nie poradzi z czymś, to wtedy odrazu idzie do mnie.
Poza tym, chodzi mi tez o jego stosunek do mich rodziców- jest dziwny, jak przyjadą na chwilę do nas to on się zachowuje tak, jakby w ogóle łaskę robił,że "dzień dobry" powie. fakt-było kilka nieprzyjemnych sytuacji między nimi-ale z czasem się relacje naprawiły i jest ok. Ja z kolei do jego rodziców i zagaduję i rozmawiam i w ogóle-no taka jestem. on generalnie jest mniej komunikatywny niż ja, no ale..:( .
czasem czuję się jakbym wcale nie była dla niego taka ważna jak mówi. głupi samochód jest ważniejszy, żeby był czysty, bezpieczny (stoi zamknięty w garażu 2,5km od naszego mieszkania, bo pod blokiem mu ukradną)-więc jeździć nim można naprawdę w szczególnych przypadkach. ale tatuś jego ma bliżej do garażu i sobie bierze auto kiedy mu potrzeba, bez pytania i czegokolwiek. a ja po mieście zapierniczam nogami z dzieckiem. on nie widzi w tym problemu i nic złego.
Jeszcze taka kwestia-po pracy niekiedy (nie za często,ale się zdarzy) wpadnie do rodziców na chwilę-o czym mi nie mówi sam- tylko dowiaduję się od jego siostry. albo np idzie na chwilę do rodziców w ciągu dnia, o czym wiem, bo coś np ma zabrać czy coś- i zje tam obiad, a mnie mówi,że nie jadł tam obiadu. może przesadzam,ale chciałabym poznać opinię kogoś z zewnątrz, obcego.
Nie chce się z nim rozstawać, bo kocham go, tylko nie jestem w stanie pewnych rzeczy zrozumieć:(
Jak się powinnam zachować, co robić? Może powinnam być bardziej stanowcza i mniej skakać koło niego? Bo chyba za bardzo mu nadskakuję.