Witam wszystkich!
kochani nie daje już rady.. muszę was się poradzić ![]()
Jestem zaręczona od roku. Chłopak jak marzenie! zaręczyliśmy się po 4 miesiącach.. wiem szybko ale naprawdę cudownie nam było razem.. spędzaliśmy wiele czasu razem.. zaakceptowaliśmy siebie.. a jest co ;-) ja mam nerwice lękową a on.. hm.. tiki nerwowe.. więc dwa nerwicowcy ;-) i wszystko było jak w bajce. Po 10 miesiącach poszliśmy na nauki przedmałżeńskie.. i się zmieniło z jego strony.. zaczął się mnie czepiać o głupoty.. zaczął chodzić nerwowy.. tłumaczył mi to że to przez te nauki.. rozmawialiśmy wiele.. tłumaczyłam mu że to wyidealizowany obraz.. mamy z tego czerpać ale nie "po trupach". Niby już wszystko było ok i znów buum.. zaczął byś oschły.. tzn. okazuje mi uczucia.. przytula, mówi że kocha, pomaga mi itp. ale większość czasu jest zamyślony.. nie wytrzymałam i zapytałam się wprost.. nie chciał mi długo powiedzieć aż okazało się że boi się jak sobie poradzimy.
Tzn. mieszkamy od siebie 50 km, on chce zmienić prace bo dojeżdżać tyle nie będzie ( będziemy mieszkać w moim mieście) potem jednak nie chce tutaj mieszkać bo on tu nie znajdzie pracy.. że może lepiej u niego.. choć tłumacze mu że po 1. mam tu pracę do 65 roku życia publiczną...więc szkoda by było.. jestem przedszkolanką i jak dobrze wiecie dostać się do publicznego przedszkola graniczy cudem...
a po drugie mieszkam tu tylko z mamą, nie mam taty, nie ma tu naszej rodziny bo przeprowadziłyśmy się tu same.. za 10... 15.. 20 lat mama będzie potrzebować mojej opieki.. nie mogę sobie wyjechać i mieć jej gdzieś jeśli ona poświęciła dla mnie życie.
On ciągle mówi że mnie kocha i wkurza go ta cała sytuacja.. że ciągle płaczę.. płaczę bo kraje mi się serce patrząc jak się zamartwia.
Za 4 miesiące mamy ślub a mam wrażenie że dla niego to KARA ZA GRZECHY ![]()
po latach będziemy narzeczeństwo wspominać przez pryzmat nerwów i łez a tego nie chce!
Rozmawiam z nim.. zapewniam mu że mamy wiele i powoli dojdziemy do czegoś.. że musi zaakceptować sytuacje że mam tylko mamę.. albo po prostu ja coś zepsułam że mnie tak mocno nie kocha.. bo mówi się przecież że jak facet kocha to zrobi dla drugiej osoby wszystko... ![]()
Wierze mu że mnie kocha i mu zależy.. bo gdyby nie zależało nie martwił by się tak naszą przyszłością!
Mam wrażenie że on ma taki chaos w głowie.. że wie co będzie lepsze ale ambicje ma inne albo coś ukrywa? nie wiem ![]()
Błagam pomóżcie mi!
Podobne tematy
Zaręczyliście się faktycznie bardzo szybko, wydaje mi się, że teraz w obliczu ślubu trochę tych motylków uleciało i wychodzi szara rzeczywistość i nie wszystko już jest takie piękne...Chłopak pewnie ma wątpliwości, może boi się zobowiązań związanych ze ślubem i stąd te nieporozumienia.
jak dla mnie to trochę się pospieszyliście, 4 miesiące- mimo szczerych chęci, warto zapoznać się nieco bliżej. Poczekać jeszcze trochę. Obydwoje jesteście znerwicowani - a leczycie to? chodzicie do lekarza?
Nie zamartwiaj się. Przygotowania do ślubu to bardzo stresujący okres, więc nie szukaj drugiego dna, ale podstawowe sprawy takie jak gdzie będziecie mieszkać powinny być ustalone na tym etapie
moja nerwica była już leczona wiele lat.. na tym etapie walczę sama.. a szczerze mam wrażenie że teraz w obliczu problemów radzę sobie bardzo dobrze bo jego problemy.. dla mnie zawsze jest rozwiązanie tylko wystarczą chęci.
Najgorsze jest to,że na codzień dogadujemy się bez problemów... funkcjonujemy bardzo dobrze.. ale od momentu nauk on się zmienił.. już nie jest tak wyluzowany.. nie jest tak radosny tylko ciągle zamyślony.
Ciągle mi powtarza że mnie kocha i mu na mnie zależy ale on się boi jak będzie w przyszłości.
Nie wiem jak już mam go uspokoić.. mamy odwołać ślub? poczekać rok dwa..? a on będzie na tym samym etapie bo zmienić pracę niby chce bo nie satysfakcjonuje go.. z drugiej się boi.. wie że moja praca jest pewna i sam mi powiedział,że chce bym się spełniała w zawodzie bo widzi że to bardzo lubię...
Mam wrażenie że on tak boi się zmian że to go paraliżuje.. nie wiem jak już mam pomóc..
Powiedziałam mu że możemy co weekend jeździć do niego po ślubie.. spędzać czas w jego rodzinnym mieście ( przecież to tylko 40 min jazdy!) że jak będzie chciał to i z kumplami przecież się spotka.. jejciu przecież to nie jest drugi koniec Polski...
Nie wiem cały czas powtarzał,że chce się wyprowadzić żyć samodzielnie bez rodziców... że już rozgląda się za pracą w moim regionie.. a jak jest blisko ślubu to jakby o 180 stopni zmiana... już tutaj nie.. już tak do końca nie chce...
Moja mama wysunęła pomysł,że może on nie chce wyprowadzić się od rodziców? może to czysta pępowina między nim a rodzicami...?
Jeżeli się da to przedlużcie datę ślubu, musicie się dotrzeć w takich podstawowych sprawach, może teraz dopiero poczuł że to "ślub" i go to przerasta. Moim zdaniem lepiej wszystko przedystkutować przed ślubem, czasami sama miłość nie wystarcza. Ważna jest dojrzałość, wsparcie, zrozumienie, zaufanie.
Cześć, może rzeczywiście poczekajcie, nie ma co się śpieszyć. Ktoś Was goni? Przecież ślub Wam nie przepadnie, nie trzeba tego robić teraz. Poznajcie się lepiej. Myślę że śmiało mu możesz zaproponować odłożenie ślubu na "kiedyś" bo może dla niego (i dla Was) to jednak zdecydowanie za szybko.
troche "nam się śpieszy" to znaczy mam problemy z prolaktyną o których on wie.. lekarze twierdzą że im dłużej zwlekam z poczęciem dziecka tym gorzej dla mnie...
To też nas troszkę "pośpieszyło" do zaręczyn itp.
ale eh ja mu nie powiedziałam po zaręczynach "ej musimy za rok!" zapytałam go jakby on to widział.. i sam powiedział ze za rok.. tylko ja powiedziałam że jeszcze troszkę później bym miała czas dokończyć studia na spokojnie i na to przystał...
Dlaczego 4 miesiące przed takie coś.. dlaczego nie szybciej gdy wszystko jest już ustalone?
Inni tłumaczą go ślubnym stresem.. bo kurcze o takich rzeczach myśli się szybciej a nie teraz...
Wiem,że on tego ślubu chce... tylko się boi i to mi często powtarza..
nie wiem jak uśmierzyć jego lęk.. eh gdyby miał tate to może byłoby inaczej.. po męsku by ktoś z nim porozmawiał...
Mam wrażenie że jego męskie ego cierpi.. bo jest bardzo ambitny i czułby się 100% pewny gdyby mnie i rodzice mógł utrzymać.. tylko on.. bo na początku mi o tym wspominał.. co w naszych polskich realiach jest rzadkością..
Tak to możemy czekać i 5 lat ![]()
Dlatego wiem ze odłożenie ślubu nic nie pomoże... możemy czekać i czekać...
macie nerwy przedślubne na 4 miesiące przed ślubem, a ja za 5 miesięcy wychodzę za mąż i zero jakiegokolwiek stresu.. zero w ogóle chęci do organizacji ślubu i wesela..
ale wracając do Ciebie..
nie można powiedzieć że akurat po naukach zaczęło coś się psuć. Bardzo prawdopodobne że jemu coś wcześniej nie pasowało ale nie potrafił w sumie się określić czy to jemu coś u Ciebie nie pasuje, a może on sam to koloryzował za bardzo. A dopiero spotkania na naukach mogły mu to COŚ uświadomić i zaczęły się schody.
Jeśli chodzi o miejsce zamieszkania to musicie dojść do jakiegoś kompromisu. Prawda jest taka że jeśli masz doświadczenie to jesteś w stanie znaleźć pracę i w innym województwie. Natomiast jeżeli chodzi o mamę.. cóż.. powiem Ci że podchodzisz do tego tak jak ja - co to będzie jak ją zostawię (mój tata jeszcze żyje). Ale czy to jest wyjście? Jeśli naprawdę kochasz mamę to zawsze możesz ją zabrać do siebie. Zapewne mama nie pracuje, skoro dodatkowo nie macie żadnej rodziny w Twoim mieście, to co stoi na przeszkodzie by mama przeprowadziła się do Ciebie? Poza tym jeśli to akurat aż tak ogromny problem, które z was ma w czyim mieście zamieszkać, to zamieszkajcie w zupełnie innej miejscowości. Jest to neutralne rozwiązanie. Obydwoje zaczniecie od zera, a może właśnie to was zbliży do siebie? ![]()
10 2014-04-08 08:56:37 Ostatnio edytowany przez szczęście111 (2014-04-08 08:57:03)
a co ci dokładnie lekarz powiedział na temat tej prolaktyny, że jest podwyższona przez leki na nerwicę? Da się to jakoś lekami od endokrynologa wyleczyć? Tak odbiegam od tematu bo mnie to interesuje, sama mam problem z prolaktyną, idę dopiero do endokrynologa i nie wiem co będzie dalej.
11 2014-04-08 09:48:58 Ostatnio edytowany przez robingirl (2014-04-08 09:53:23)
moja nerwica była już leczona wiele lat.. na tym etapie walczę sama.. a szczerze mam wrażenie że teraz w obliczu problemów radzę sobie bardzo dobrze bo jego problemy.. dla mnie zawsze jest rozwiązanie tylko wystarczą chęci.
Najgorsze jest to,że na codzień dogadujemy się bez problemów... funkcjonujemy bardzo dobrze.. ale od momentu nauk on się zmienił.. już nie jest tak wyluzowany.. nie jest tak radosny tylko ciągle zamyślony.
Ciągle mi powtarza że mnie kocha i mu na mnie zależy ale on się boi jak będzie w przyszłości.
Nie wiem jak już mam go uspokoić.. mamy odwołać ślub? poczekać rok dwa..? a on będzie na tym samym etapie bo zmienić pracę niby chce bo nie satysfakcjonuje go.. z drugiej się boi.. wie że moja praca jest pewna i sam mi powiedział,że chce bym się spełniała w zawodzie bo widzi że to bardzo lubię...
Mam wrażenie że on tak boi się zmian że to go paraliżuje.. nie wiem jak już mam pomóc..
Powiedziałam mu że możemy co weekend jeździć do niego po ślubie.. spędzać czas w jego rodzinnym mieście ( przecież to tylko 40 min jazdy!) że jak będzie chciał to i z kumplami przecież się spotka.. jejciu przecież to nie jest drugi koniec Polski...
Nie wiem cały czas powtarzał,że chce się wyprowadzić żyć samodzielnie bez rodziców... że już rozgląda się za pracą w moim regionie.. a jak jest blisko ślubu to jakby o 180 stopni zmiana... już tutaj nie.. już tak do końca nie chce...
Moja mama wysunęła pomysł,że może on nie chce wyprowadzić się od rodziców? może to czysta pępowina między nim a rodzicami...?
Crazymajka, zdecydowanie radzę poczekać ze ślubem. Kwestie zdrowotne moim zdaniem są pozornym argumentem za przyspieszeniem legalizacji Waszego związku. Bo nigdy niewiesz, czy jak nie poprawi Ci się kwestia prolaktyny, to nie pojawi się coś innego. A czasami sam stres związany z jakąś sytuacją życiową jest skutecznym blokerem prokreacyjnym.
Ja uważam, że dla faceta po prostu jest za dużo zmian na raz. Zmiana stanu cywilnego, miejsca zamieszkania, pracy - wszystko na raz. Mimo całej miłości, jak zaczyna człowiek myśleć o wyzwaniach, to go po prostu może przytłoczyć. Twoje starania i chęć pomocy nijak się nie przydadzą, bo to on musi się jakoś uporać, a Ty możesz mu dać wsparcie jedynie w takim zakresie, w jakim on Ci pozwoli. I fakt, że darzycie się mocnym uczuciem może być nawet o tyle utrudniający, że on myśląc o tym, że Ty czegoś chcesz lub potrzebujesz, sam będzie pakował się w sytuacje, które mu się w gruncie rzeczy nie podobają.
Moja sugestia: ZWOLNIJCIE. Odłożenie ślubu zmieni sytuację, bo będziecie mieć czas na dyskusje, bo pewne kwestie same w czasie mogą się wyjaśnić.
Przesuńcie ślub - nawet o pół roku, niech luby znajdzie pracę, może zamieszkajcie ze sobą i sprawdźcie, jak działacie. Będziecie mieć trochę czasu na dogadanie wszystkich spraw NA SPOKOJNIE, bez presji związanej ze zbliżającą się ceremonią.
Ja uważam, że mimo wszystko w niepewnych sytuacjach lepiej poczekać niż spieszyć się z podejmowaniem decyzji, które zaważą na waszym życiu. W końcu - zakładając że ślub traktujesz na poważnie i masz zamiar wytrwać w małżeństwie - to warto poczekać, aby obydwie strony wchodziły w związek z jednakowym przekonaniem.
Panika przedślubna niestety jest w niektórych przypadkach uzasadniona. Po prostu dopiero jak do ludzi dotrze, na co się decydują, zaczynają NAPRAWDĘ myśleć o swojej przyszłości i życiu. I czasem lepiej te wszystkie rzeczy na spokojnie przegadać i przemyśleć niż rzucać się na łeb na szyję w małżeństwo, które kilka miesięcy po ślubie napotka problemy prowadzące do rozwodu.
12 2014-04-08 10:30:01 Ostatnio edytowany przez Doonna (2014-04-08 10:32:43)
Przykre tylko, ze w dzisiejszych czasach w Polsce, prawie wszystkie dziewczyny zyja w tak prymitywnym przekonaniu, ze bez slubu nie powinny miec dziecka...
w krajach bardziej rozwinietych zwiazki nie malzenskie sa tak samo treaktowane i nikogo nie obchodzi czy slub byl i coraz mniej par na to sie decyduje.
Nie rozumiem jak mozna macierzynstwo uzalezniac od malzenstwa.
Przeciez to bzdura! Kiedy ludzie przestana byc tak zacofani?
Moze pora ruszyc do przodu i pozwolic na macierzynstwo tez tym kobietom ktore nie znalazly kandydata na meza ![]()
jestem osobą wierzącą.. grzeszną ale wierzącą
nie akceptuje dziecka bez ślubu - bo sama jestem takim dzieckiem... ojciec uciekł.. a niby taki zakochany był..
a po drugie nie akceptuje mieszkania bez ślubu.. tzn. tylko małżonkowie mieszkają razem..
po trzecie.. on zmienia pracę już od roku.. tzn. na początku szukał a potem przestał...
na spokojnie rozmawiać.. rozmawiamy... przełożyć ślub? patrząc na to jak działa szukając pracy tutaj czy nawet pomagając mi szukać tam.. - nic nie robi, stoi w miejscu
wątpie czy za rok.. będzie inaczej
ale ktoś słusznie napisał.. on boi się zmian.. za wiele dla niego jak na jeden raz.. tym bardziej jak sam ma nerwice
moja prolaktyna jest zepsuta przez przysadke mózgową a nie przez leki.. bo nie biore leków na nerwice.. wg. psychiatry nie potrzebuje ich... ![]()
Zatem pewne sugestie nie będą mieć na 100% miejsca.. jeśli chodzi o dwie pierwsze...
Zatem...?
Crazymajka - rozumiem Twoje argumenty, ale wiele rzeczy to kwestia punktu widzenia, więc poniżej kilka komentarzy do Twoich wypowiedzi do rozważenia.
nie akceptuje dziecka bez ślubu - bo sama jestem takim dzieckiem... ojciec uciekł.. a niby taki zakochany był.....?
Niestety w dzisiejszych czasach ślub nie daje Ci na nic żadnej gwarancji, chyba że obydwoje jesteście naprawdę wierzący, ale i to niekoniecznie. Przeczytaj tutaj kilka historii rozpadających się małżeństw z dziećmi, długim stażem i po ślubie. Zabezpieczenie od strony materialnej tez jest kwestią wątpliwą - jak trafisz na mało wartościowego faceta, to tak Cię urządzi, że zostaniesz z dzieckiem i minimalnymi alimentami.
a po drugie nie akceptuje mieszkania bez ślubu.. tzn. tylko małżonkowie mieszkają razem..
Dlaczego nie akceptujesz mieszkania bez ślubu? Jeśli chodzi o kwestie wiary, to co do zasady nie ma żadnych przeciwwskazań do mieszkania razem przed ślubem, grzechem są kontakty intymne. Więc w tym kontekście nie widzę przeszkód, jeśli chcielibyście razem zamieszkać...
I nawet jeśli mieszkasz w małym mieście, to wydaje mi się, że na tyle zmieniły się obyczaje, że narzeczeni z wyznaczoną datą ślubu mogą zamieszkać razem bez wzbudzania hipersensacji (jakaś zawsze będzie, bo to coś ciekawego).
po trzecie.. on zmienia pracę już od roku.. tzn. na początku szukał a potem przestał...
na spokojnie rozmawiać.. rozmawiamy... przełożyć ślub? patrząc na to jak działa szukając pracy tutaj czy nawet pomagając mi szukać tam.. - nic nie robi, stoi w miejscu
A zastanowiłaś się z czego ten przestój wynika? Pytanie go wprost może nie przynieść skutku, bo być może on sam nie wie, co się dzieje albo wie, ale z jakiś powodów boi się z Tobą otwarcie porozmawiać. Wiesz, fakt że się na coś kiedyś umówiliście nie oznacza, że nic się w międzyczasie nie zmieniło. Być może trzeba wymyślić jakąś nową koncepcję.
I jeszcze jedna rzecz - wydaje mi się, że trochę powinnaś zastanowić się nad swoimi oczekiwaniami wobec życia i narzeczonego. Niestety, wiara, że "jak facet kocha to zrobi dla drugiej osoby wszystko" jest złudna, jeśli chce się prowadzić długoletni związek. Bo na dłuższą metę niezbędna jest wzajemność, inaczej jedna osoba jest po prostu stłamszona. Zauważ, że on też może powiedzieć, że gdybyś go kochała, to byś dla niego się przeprowadziła, bo przecież jak się kocha"to zrobi dla drugiej osoby wszystko".
Nie chcę tutaj tłumaczyć Twojego narzeczonego, bo może okazać się, że faktycznie jednak jest tchórzem i mimo deklaracji na początku nie jest w stanie się z nich wywiązać. Pytanie tylko, czy z taką osobą chcesz wchodzić w związek małżeński.
A jeśli faktycznie jesteś przekonana, że to wartościowa osoba - a z tego co piszesz facet wydaje się mieć poważne podejście i dlatego stresują go stojące przed nim wyzwania, to uważam, że trzeba szukać wyjścia kompromisowego. Obstawać przy swoim warto w naprawdę ważnych rzeczach, których nie chcesz w swoim życiu stracić. Ale uwaga - jeśli druga osoba nie jest w stanie zgodzić się z tym, to macie problem, którego nie zamieciesz pod dywan. Więc Ty się zastanów, co jest ważniejsze.
Tak jak proponowala lilus.x - spróbujcie wyjść poza ramy dotychczasowego myślenia.
A może jednak przemyślisz przeprowadzenie się do jego miejscowości? Albo obydwoje przeprowadzicie się do miejscowości gdzieś po środku (co będzie w ogóle dobrym rozwiązaniem, bo będziecie sami o sobie decydować i żadna rodzina nie będzie się wtrącała - a takie wtrącanie na początku małżeństwa jest koszmarne). Przecież skoro on może dojeżdżać, to Ty też (Sorki, 40 min dojazdu do pracy w dużym mieście to norma i nikt się nie krzywi na taki czas). Twoja mama jest na razie zdrowa i nawet jeśli jesteś z nią mocno związana, to jesteś godzinę drogi od niej. Można się odwiedzać i to bardzo często (wiem, bo moja Mama ze swoją w takiej odległości mieszkają), są telefony, jest internet. A jeśli przyjdzie taki moment, że trzeba się będzie Twoją mamą zaopiekować, to wtedy coś można wymyślić.
Tylko błagam, zamiast się zastanawiać dlaczego on działa tak a nie inaczej, po prostu poszukajcie wspólnych rozwiązań. Załóż, że on jednak chce Twojego dobra a Ty jego i wymyślcie coś wspólnie. Bo nie jest istotne, czy on się boi przeprowadzić czy boi się przyszłości, tyko to, co z tym faktem zrobicie. Wiec zamiast zastanawiać się dlaczego, zastanówcie się RAZEM, co zrobić, żebyście obydwoje osiągnęli swoje cele.
jestem osobą wierzącą.. grzeszną ale wierzącą
nie akceptuje dziecka bez ślubu - bo sama jestem takim dzieckiem... ojciec uciekł.. a niby taki zakochany był..
a po drugie nie akceptuje mieszkania bez ślubu.. tzn. tylko małżonkowie mieszkają razem..
po trzecie.. on zmienia pracę już od roku.. tzn. na początku szukał a potem przestał...
na spokojnie rozmawiać.. rozmawiamy... przełożyć ślub? patrząc na to jak działa szukając pracy tutaj czy nawet pomagając mi szukać tam.. - nic nie robi, stoi w miejscu
wątpie czy za rok.. będzie inaczej
NIe wiem w co wierzysz, ale jesli jestes katoliczka to powinnas wiedziec, ze wiara zabrania wspolzycia seksualnego przed slubem, dziecko bylo by nastepstwem grzechu a nie grzechem...
no chyba ze nie sypiacie ze soba, to oczywiscie rozumiem argument, chociaz nie popieram.
Co do mieszkania razem to tylko Twoja decyzja i nie ma nic wspolnego z wiara, jak wyzej chodzi tu o wspolzycie, a nie mieszkanie z racji lokum...
Po trzecie to nie widze zadnej podstawy do slubu:
Chlopak nie ma stalej pracy, znacie sie krotko, jestescie na odleglosc, ty masz skrzywione podejscie do partnerstwa, a bycie matka uwazasz za poswiecenie a nie szczescie dla siebie.
Katastrofa ![]()