netkobietyWszystkie działy
Miłość, związki, partnerstwo

Czy to prowadzi do destrukcji?

19 odpowiedzi3 608 wyświetleńzałożony przez Kalia_84, 07.04.2014

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Czy to prowadzi do destrukcji?

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 20 ]

1

Temat: Czy to prowadzi do destrukcji?

Zabiłam sobie sama ćwieka wczoraj.
M. pyta mnie, a właściwie informuje, że możemy w Wielkanoc iść potańczyć do 1 z 2 lokali w mieście, że co roku chodził (z byłą żoną, w domyśle). Zadziałało to na mnie jak płachta na byka i powiedziałam, że może skoro chodził to może w tym roku nie iść i że nie jestem jego repliką z przeszłości on dobrze wie, że ja nie tańczę i mu to przypomniałam a on na to, że chce bym się rozerwała od zawsze wkurza mnie ten tekst bo kto powiedział, że rozrywać się można jedynie tańcząc, a nie np. siedząc i słuchając muzyki? Skończyło się, że nie miałam ochoty rozmawiać a potem mu powiedziałam, że jak chce to niech idzie z kimś innym. Kobiety często mówią to, czego nie myślą on to podłapał i stwierdził, że pójdzie z koleżanką potem ja powiedziałam, że nieważne co się robiło ja też mu nie mówię, żeby szedł ze mną krew oddawać, bo kiedyś chciałam i powiedziałam, że jak pójdzie ze mną na zumbę to ja pójdę potańczyć kiedyś miałam ochotę z nim jechać na maraton zumby, ale wyobraziłam sobie, jak by się czuł wśród bab i nie znając układów więc nie proponowałam nawet mówiłam, że ja tańczę na weselach jak muszę z wujkami stwierdził, że tego nie rozumie, że wolę zatańczyć z wypitym wujkiem niż z nim ja na to, że robię to pod presją, a osoba, z którą jestem nie powinna mnie do tego zmuszać i że jeśli wujek i on będą potrzebować nerki to dam jemu a on, że nie chce mojej nerki no i stanęło, że pójdzie z tą koleżanką coś mi jeszcze mówił, że mi będzie gul skakał a ja na to, żeby pamiętał, że kto mieczem wojuje od miecza ginie wielka sprawa się z tego zrobiła nie wiem, na ile to prawda z tą koleżanką ale myślę, że żadna kobieta by do tego nie dopuściła nie wiadomo, co to za koleżanka, co do niej ma, co ona do niego z drugiej strony, czy kochający facet postawił by tak sprawę? Z tańcem u mnie jak z seksem nie chodzi o sam taniec, ale z kim jaka przyjemność tańczyć z kimś, wiedząc, że gdzieś tam jest ta osoba. o chyba, że ta inna osoba pociąga nas ale z tego nic dobrego nie wynika chemia, itp lepiej z tym nie igrać i tak sobie myślę, żeby mu powiedzieć, że ok, ale w innym terminie musimy sobie wytyczyć własne rytuału rytuały ale wtedy zrobię coś wbrew sobie, a on może triumfować że jestem zazdrosna. Myślę, że czasem trzeba zrobić coś w imię czegoś, schować swoją dumę ale czy facet, który szantażuje, że coś zrobi z inna kobietą, jest tego wart?

2

Odp: Czy to prowadzi do destrukcji?

Dlaczego uważasz, że coś co robiliśmy z byłymi partnerami i co sprawiało nam przyjemność jest zagrożeniem dla nowego związku? Jeśli dla twojego partnera jest to ważne, to to zrób. Korona ci z głowy nie spadnie jak się trochę poruszasz. Taniec nie jest niczym złym, a ruch jest zawsze zdrowy.
Piszesz, że kobiety mówią to, czego nie myślą. Ja uważam, że to bzdura. To tak samo jak ciche dni - killer dla związku. Jeśli będziesz nadal tak robić, to partner przestanie cię traktować serio. No bo jak ufać komuś, kto jedno mówi, inne myśli, a robi zupełnie co innego? To jest zupełnie niepoważne. Zresztą mężczyznom trzeba mówić prosto z mostu o swoich odczuciach, a nie na okrętkę i to metaforami, które tylko ty potrafisz rozszyfrować.
Dla ciebie taniec to jak seks, a dla niego taniec to rozrywka. Sama spowodowałaś taką sytuację a teraz jeszcze się oburzasz.
Sama podałaś mu rozwiązanie, a on z niego skorzystał. Nie dlatego że cię nie kocha, ale dlatego, że ty do cholery nie chcesz zrozumieć, że dla niego taniec to rozrywka i on ma prawo robić, to co lubi. Nie tylko ty masz do tego prawo. Dlaczego uważasz, że tylko ty masz prawo do realizacji swoich pasji? Dlaczego oczekujesz, że on zrezygnuje z siebie?

Wiesz, ja chodziłam po górach z byłym, bo to lubiłam i z obecnym też chodzę i nie wyobrażam sobie, że miałby ode mnie żądać rezygnacji z mojej życiowej pasji z powodu, że z byłym też to robiłam. Takie żądanie jest egoistyczne i infantylne, pokazuje że dana osoba jest zazdrosna o moją przeszłość i ma górę kompleksów. A to nie rokuje dobrze. Jeśli mój partner by mi powiedział, żebym poszła z kolegą, to bym to zrobiła. Bo ważne są dla mnie góry, a nie to że mój partner jest niepewny swojej wartości. Jakby mi zaczął cisnąć kity, że chodzenie po górach to jest jak seks i to tak jakbym uprawiała seks z kolegą, a nie z nim, to zaczęłabym się poważnie zastanawiać, czy związek z kimś o takich poglądach ma sens.

W waszym związku występują problemy z komunikacją i to z twojej winy. Jeśli nie zaczniesz rozmawiać ze swoim partnerem normalnie to nie widzę przed wami przyszłości. Przez twoje babskie gierki, nadinterpretacje i mówienie rzeczy, o których się nie myśli wasz związek w końcu trzaśnie, a partner znajdzie sobie kobietę dojrzałą emocjonalnie.

3 Ostatnio edytowany przez Kalia_84 (2014-04-07 14:33:49)

Odp: Czy to prowadzi do destrukcji?

Dziękuję Ci za tak wyczerpującą odpowiedź, która trochę mnie oburzyła, ale to nie Twoja wina, to ja tak mam, co mi próbowała uświadomić moja terapeutka. Tak, od paru lat chodzę na terapię, jestem po załamaniu nerwowym, mam ChAD, chodzę na grupę wsparcia, o czym wszystkim on wie, a mimo to często prowokuje mnie i sobie żarty robi. No, ale skoro chcę być traktowana jako osoba zdrowa.
Nie można wszystkiego porównać do seksu, bo wspólne mycie naczyń nie jest jak seks, tak samo jak chodzenie po górach, więc uważam, że próbujesz mi wmówić rzeczy, których nie powiedziałam i nie myślę.
Tu nie chodzi o to, że on to kiedyś robił i ja nie chcę. Pewne czynności są powtarzalne. Nie powiem, że nie pójdę z nim do teatru, bo z nią chodził. Chodzi o to, że on nie powiedział, że chciałby iść ze mną potańczyć w święta, tylko zakomunikował, że możemy iść, bo on zawsze chodził. Obiecałam mu iść w góry, choć się ich boję, co już jest jakimś rodzajem kompromisu. Mam iść jeszcze potańczyć, a on nawet nie zobaczy, jak wygląda maraton zumby.
Wiem doskonale, że moja nadaktywność i nadinterpretacja nie prowadzi do niczego dobrego. Spójrz na mój tytuł! Czy ja napisałam, że znalazłam receptę na udany związek i tak róbcie???
Nie wiesz, Autorko odpowiedzi, co ja przechodzę, jak on ciągle opowiada mi o tej kobiecie, co teraz robi i że kolor włosów zmieniła, a na komodzie sypialni ma zdjęcie z nią i koleżankami. Długo mogłabym opowiadać.
Dziękuję Ci za odpowiedź, ale nie do końca wiesz, jak wygląda rzeczywistość. Bo i skąd...
Zapomniałam dodać, że znalazłam rewelacyjny poradnik "Miłość po przejściach". Na pewno go przeczytam. Mam nadzieję, że to mnie choć w 1% uzdrowi. Nie, że ja sama siebie uzdrowię!

4

Odp: Czy to prowadzi do destrukcji?

Moją odpowiedź oparłam wyłącznie na tym, co przedstawiłaś w pierwszym poście. Natomiast ty piszesz kolejnego, w którym aż roi się od zarzutów wobec mnie oraz w którym piszesz rzeczy, które rzucają nowe światło na całą historię.
Forum ma to do siebie, że się nie znamy i odpowiadamy tylko na to, co jest zawarte w postach osoby piszącej. Ale ty chyba myślisz, że nie znając cię muszę mieć ogląd na całą twoją sytuację?? Nie jestem Duchem Świętym, przykro mi.

5

Odp: Czy to prowadzi do destrukcji?
Emilia napisał/a:

Moją odpowiedź oparłam wyłącznie na tym, co przedstawiłaś w pierwszym poście. Natomiast ty piszesz kolejnego, w którym aż roi się od zarzutów wobec mnie oraz w którym piszesz rzeczy, które rzucają nowe światło na całą historię.
Forum ma to do siebie, że się nie znamy i odpowiadamy tylko na to, co jest zawarte w postach osoby piszącej. Ale ty chyba myślisz, że nie znając cię muszę mieć ogląd na całą twoją sytuację?? Nie jestem Duchem Świętym, przykro mi.

Jasne, że nie. Napisałam, że zdenerwowała mnie Twoja odpowiedź, ale że to jest rodzaj mojego zaburzenia typu narcystycznego, a na koniec napisałam, że nie wiesz, bo i skąd (bo nie napisałam wszystkiego, bo to niemożliwe). Na spokojnie myśląc, nic do Ciebie nie mam, podziękowałam Ci parę razy. Naprawdę smile

6

Odp: Czy to prowadzi do destrukcji?

Sprawa "tańców" w Wielkanoc ucichła od tamtego razu.

2 Tygodnie temu (chyba tego nie pisałam), powiedziałam M, żeby byłą żonę tytułował "moja była żona", bo nagle okazało się, że jej imię jest bardzo popularne (słuch mi się na nie wyostrzył) i wszędzie je słyszałam (to chyba nie schizofrenia hmm). Stwierdził bym nie była zazdrosna i po chwili zaczęliśmy rozmawiać o zdrobnieniach imion, a wtedy on podał jej imię i powiedział, jak można zdrabniać (ręce mi opadły, choć trzymałam je na kolanach. Tyle jest imion, a on powiedział o jej. Moje imię też można zdrabniać, ale tego jakby nie zauważył.

Zauważyłam, że stosuje się do prośby (mówi "moja była"), na początku zaczynał imieniem, ale się poprawiał, patrząc na mnie (jakby sprawdzając czy wyłapałam).

Dzisiaj zadzwoniła do niego kobieta z banku, a on do niej: "Czekaliśmy na wyrok z żoną... Z byłą żoną." I automatyczne spojrzenie na mnie.

Ja już nie mam siły sama ze sobą. Czasem o niej wspomni. Dziś odzywałam się do niego półgębkiem po tym tel, co zauważył. To chyba początek końca. Mojej destrukcji sad

7 Ostatnio edytowany przez Ewika99 (2014-04-16 19:40:09)

Odp: Czy to prowadzi do destrukcji?

Mysle, ze przesadzasz. To oczywiste, ze czasami wspomni o bylej zonie, bo ja MIAL i zawsze beda mieli jakas wspolna przeszlosc, ale to TYLKO przeszlosc. Nie da sie tego wymazac z zyciorysu ani z pamieci. Wiazac sie z czlowiekiem, ktory jest po przejsciach, musialas wiedziec, ze taki czlowiek ma jakas pamiec, wspomnienia. Nie zapomni tego wszystkiego, ot tak, po prostu. I nie chodzi mi o to, ze ciagle mysli o bylej zonie, ale o to, ze czasami o niej wspomni. Co do sposobu, w jaki sie o niej wypowiada: przeciez nic takiego nie powiedzial, czym moglabys sie czuc tak strasznie poruszona. Tym bardziej, ze wpedzasz meza w poczucie winy. Juz sie biedak boi, czy w Twojej obecnosci nie palnie czegos, co by Ci sie nie spodobalo. Liczy sie z kazdym slowem. A nie sa one przeciez ujmujace Twojej pozycji jako zony...
Aha, jeszcze co do tych tancow, to mam wrazenie, ze zachowujesz sie troche jak ksiezniczka. Liczy sie tylko to, jak Ty chcesz spedzic czas- nie lubisz tanczyc, a wiec nie poswiecisz sie raz na jakis czas dla partnera, bo "Ty nie lubisz i juz". A pomyslalas przez chwile, ze Twoj partner lubi? Ze ciagle musi spedzac czas tak, jak Ty chcesz? Czyli w domu, sluchajac muzyki? Takie straszne jest to wyjscie na impreze, ze nie mozesz pojsc z partnerem? Nawet jesli sie zmuszasz do tanczenia, to przeciez krzywda wielka Ci sie nie dzieje... A teraz jeszcze masz pretensje, ze chce pojsc z kolezanka? No sorry, ale z kim ma pojsc, jesli na wlasna zone liczyc nie moze? Facet chce spedzic milo czas z Toba, a Ty fochy strzelasz... Nie badz taka ksiezniczka, tylko mysl troche o partnerze. I nie przesadzaj tak z tym wszystkim, bo cala sytuacje mocno wyolbrzymiasz.

P.S.- nie wiem, czy to Twoj maz, czy tylko partner, jezeli popelnilam blad w nazewnictwie, to przepraszam.

8

Odp: Czy to prowadzi do destrukcji?

To nie jest mój mąż (i pewnie nigdy nim nie będzie, bo on już poczuł smak małżeństwa i mu nie wyszło), ale nie szkodzi. Wiadomo, o co chodzi.

Nie chodzi o to, że ja chcę tylko siedzieć w domu. Ja też coś dla niego robię. Obiecałam mu, że pójdę z nim w góry, choć wcześniej zapierałam się rękami i nogami, a to dla mnie coś więcej niż tańce. W niedzielę byliśmy na spacerze i trzeba było z górki małej zejść. Stanęłam u góry i już miałam ochotę powiedzieć im (facetowi i mojej córce), żeby szli, a ja pójdę po torach. Prawie się popłakałam, ale zeszłam, podpierając się na rękach. To jest wg mnie coś bardziej wymownego niż poocieranie się o siebie publicznie w takt muzyki.

Masz rację, wiem, z czym wiąże się związek z facetem po przejściach. Nie wiem, czy o tym pisałam... Mój poprzedni związek opierał się na tym samym schemacie (zranienie przez żonę, poznanie mnie, opowieści o skrzywdzeniu, rozwód, opowieści). Wtedy byłam do dyspozycji partnera (był 8 miesięcy po rozstaniu), wysłuchiwałam, trzymałam mentalnie za rękę. Pojechałam nawet kiedyś z nim pod jej mieszkanie, bo chciał wiedzieć, czy ona pojechała na święta. Wyraźnie ucieszył się, że tak, a kochanek został. Robiłam także im (jej i kochankowi) zdjęcia, bo mogły mu się przydać podczas rozprawy rozwodowej.
Dość szybko zaczęły się konflikty w naszym związku, on doszedł do siebie, już nie był taki nieporadny, chciał mnie zmieniać. A w końcu poznał inną (są ze sobą do dziś- ok. 20 miesięcy) i mnie zostawił. Cierpiałam 14 miesięcy po tym rozstaniu i właściwie ukojeniem stał się dla mnie obecny związek.
Myślę, że widząc, jak mój ex rozpamiętuje, mogłam poczekać ze związkiem. Myślę, że jego obecna dziewczyna ma lepiej, bo już się przy mnie wyleczył z żony.
Pewnie to, co teraz robię, wynika z tamtego związku. Boję się, że znów stanę się narzędziem w leczeniu ran. Plasterkiem, który się wyrzuca, gdy rana się zagoi.
Było mi łatwiej słuchać o żonie (wtedy jeszcze), gdy na początku nic nie czułam. On mało mówił (może musiał nabrać zaufania), a potem się rozkręcał i mówił więcej i więcej i więcej, jakby chciał mi 1 tchem opowiedzieć o tym związku.
W trakcie pisania tego postu pomyślałam, że powiem mu szczerze o moich obawach, że zostanę odstawiona na boczny tor gdy on "zapomni" o niej.
Jak widzicie, ja także mam przeszłość, czasem wspomnę o niej, ostatnio staram się mówić, że ja coś robiłam, gdzieś byłam, a nie MY. Przeszłość boli gdy wydaje nam się, że jest dla kogoś teraźniejszością.


MAM NADZIEJĘ, ŻE KTOŚ TO JESZCZE CZYTA.

9

Odp: Czy to prowadzi do destrukcji?

Chciałam jeszcze dodać, że ja go na siłę nie ciągnę na zumbę czy na kurs tańców kubańskich. Na koncert muzyki rockowej też nie poszłam, bo mu nie zaproponowałam, choć miałam ochotę (słucha muzyki alternatywnej). Jest niewierzący od jakiegoś czasu i też go nie proszę, by poszedł z moim dzieckiem święconkę poświęcić, bo ja będę pracować, choć by mi to ułatwiło życie. Nie ma w domu TV, zegarów, radia nie słucha (w samochodzie ciągle słuchamy alternatywnej muzyki, choć ja lubię słuchać radia podczas jazdy, bo tylko wtedy mam okazję). Akceptuję to wszystko i nie próbuję zmieniać, więc dlaczego mam iść tańczyć, choć wiedział od początku, że nie lubię? I tańczyć nie dlatego, że chce ze mną potańczyć, ale dlatego, że zawsze w Wielkanoc chodził.

10

Odp: Czy to prowadzi do destrukcji?

Destrukcja jeszcze nie nastąpiła, ale ten oto facet, z którym jestem 7 miesięcy, zakomunikował mi, że chciałby sprowadzić do siebie swoją kuzynkę (młodszą) z 6 cio letnim synkiem, że może tutaj uda jej się znaleźć pracę. Pozornie miałam prawo głosu, ale jako 3 osoba, więc nie mogłam powiedzieć, że się nie zgadzam, bo decyzja i tak już pewnie była podjęta.
a
Ma mieszkać u niego, na 39 m2 (2 małe pokoje). On ma plan bym ja i moja córka w przyszłości dołączyła, czyli para, kuzynka i 2 obcych dzieci. 2 kobiety obce, dorosłe w 1 w opowieściach z ich rozmów jesteśmy "my" i "ona" (czyli ja). Ona mu powiedziała, że potrzebuje by ją ktoś poprowadził za rękę. Chce on ją nauczył gospodarowania pieniędzmi. A co ze mną? Będzie zajęty jej problemami, a co z moimi? Mamy także zajmować się jej dzieckiem, w zamian za opiekę nad moim (które opiekę już posiada). On sobie założył, że po roku ona się z kimś zwiąże, a 2 lata zajmie jej usamodzielnienie się (nie wiem, na jakiej podstawie to wyliczył). Wiem, że samotnie będzie jej trudno wynająć (nie jest specjalistą, dużo nie zarobi). Zameldował ich na stałe, oby to się nie obróciło przeciwko niemu.
Parę osób po 60 zasugerowało mi także coś innego, ale myślę, że to dlatego, że te pokolenie nie przyjaźniło się z ludźmi o odmiennej płci.

Myślę ze strachem o tej sytuacji. Nie umiem sobie poradzić z czarnymi myślami.

11

Odp: Czy to prowadzi do destrukcji?

Kuzynka faceta, z którym się spotykam, przyjechała wczoraj zarejestrować się w UP. Nie widziałam się z nią, ale wiem, że po przyjeździe malowała pokój dla siebie.
Przy okazji rozmów nt. wakacji, wyszło, że on planuje naszą- nie naszą 4 (my, moje dziecko i jej dziecko), pojechać nad jezioro i spać w samochodzie. Zakłada, że ona będzie pracować już, a jak nie to wynajmie się coś i ona też pojedzie. Rodzi się we mnie bunt, że ona miała przyjechać szukać pracy, a jest brana pod uwagę w naszych planach wakacyjnych. Dziecka oczywiście mogę popilnować, a ona niech szuka pracy. Załagodziłam już sytuację między mną a moim facetem, a tu (po jej wyjeździe) będę chciała powiedzieć mu, co myślę o wyjeździe w 5 i że wobec tego ja jadę sama z moim dzieckiem tam, gdzie rok temu, a oni niech jadą razem. Czy jestem nieczuła na potrzeby innych?

12

Odp: Czy to prowadzi do destrukcji?

Myślę, że nie dość, że macie ciasnawo, to czujesz, że nie masz głosu, wyboru.
To zawsze wywołuje frustracje i chęć robienia na przekór, nawet wobec rzeczy, na które w innych warunkach bys się zgodzila.
Natomiast czy powinnaś spotulnieć? To mogłoby zagruntować sytuację, która przecież ma być tymczasowa.

Co do wakacji.
Może spróbuj mu wytłumaczyć wprost, że dwóch nowych mieszkańców jest dla Ciebie trudne, ale się starasz, i że potrzebujesz tego czasu we trójkę na podladowanie baterii.
Może dodaj, że sama przy nim czujesz sie spokojniej, tylko tak wypoczywasz etc, itd. Może jakiś kompromis, ale podkreślaj, że też potrzebujesz go dla siebie. Dla waszego związku. Trudno to zanegować.

13

Odp: Czy to prowadzi do destrukcji?
marghul napisał/a:

Myślę, że nie dość, że macie ciasnawo, to czujesz, że nie masz głosu, wyboru.
To zawsze wywołuje frustracje i chęć robienia na przekór, nawet wobec rzeczy, na które w innych warunkach bys się zgodzila.
Natomiast czy powinnaś spotulnieć? To mogłoby zagruntować sytuację, która przecież ma być tymczasowa.

Co do wakacji.
Może spróbuj mu wytłumaczyć wprost, że dwóch nowych mieszkańców jest dla Ciebie trudne, ale się starasz, i że potrzebujesz tego czasu we trójkę na podladowanie baterii.
Może dodaj, że sama przy nim czujesz sie spokojniej, tylko tak wypoczywasz etc, itd. Może jakiś kompromis, ale podkreślaj, że też potrzebujesz go dla siebie. Dla waszego związku. Trudno to zanegować.

Bardzo mądre słowa, dziękuję Ci za nie.
Wprawdzie ja nie mieszkam w Jego mieszkam w jego mieszkaniu, ale miałam się w przyszłości tam wprowadzić, ale wobec powyższego już tego nie zrobię, bo sytuacja może się utrzymywać przez wiele lat (ona nie jest specjalistą, nie zarobi dużo, ciężko będzie jej jako samotnej matce wynająć mieszkanie, mimo, że zadeklarował, że będzie jej się dokładał).
Co do wakacji... On mi już przed sytuacją, gdy powiedział mi o możliwości ściągnięcia jej tu (która w rzeczywistości była oznajmieniem mi tego, a moją rolą było przyklepać temu), powiedział, że ona chce się pod nas podczepić i wynająć razem domek nad jeziorem. Nie miałam nic przeciwko, bo potem była wizja widywania jej co najwyżej parę razy w roku. A w tej sytuacji...

14 Ostatnio edytowany przez marghul (2014-06-04 18:19:07)

Odp: Czy to prowadzi do destrukcji?
Kalia_84 napisał/a:

Co do wakacji... On mi już przed sytuacją, gdy powiedział mi o możliwości ściągnięcia jej tu (która w rzeczywistości była oznajmieniem mi tego, a moją rolą było przyklepać temu), powiedział, że ona chce się pod nas podczepić i wynająć razem domek nad jeziorem. Nie miałam nic przeciwko, bo potem była wizja widywania jej co najwyżej parę razy w roku. A w tej sytuacji...

O. Nagle bardzo ciężka sprawa.
Nie wiem też na ile są rzeczy zaawansowane.

Widzę trzy opcje, powiedzieć wprost "to nie tak mialo być" + "potrzebuje czasu z tobą", bo masz wtedy dość dobry argument, żeby zmienić plany.
Ale on to może bardzo źle odebrać - twoja ocena

Myślę, że prędzej do ugrania bylby jakiś podział, tydzień z nimi, tydzień sami? Wiadomo, musiałabyś się trochę(sporo) poświęcić.
Ale z drugiej strony może być i on zadowolony i ty.

No i zawsze możesz spróbowac ją najpierw poznać, a nuż opcja tych wspólnych nie będzie tak zła?

Pytanie: on naprawdę chce z nimi tych wakacji czy to gest dobrej woli? Od tego zalezy wszystko.

15 Ostatnio edytowany przez Kalia_84 (2014-06-04 18:32:13)

Odp: Czy to prowadzi do destrukcji?
marghul napisał/a:
Kalia_84 napisał/a:

Co do wakacji... On mi już przed sytuacją, gdy powiedział mi o możliwości ściągnięcia jej tu (która w rzeczywistości była oznajmieniem mi tego, a moją rolą było przyklepać temu), powiedział, że ona chce się pod nas podczepić i wynająć razem domek nad jeziorem. Nie miałam nic przeciwko, bo potem była wizja widywania jej co najwyżej parę razy w roku. A w tej sytuacji...

O. Nagle bardzo ciężka sprawa.
Nie wiem też na ile są rzeczy zaawansowane.

Widzę trzy opcje, powiedzieć wprost "to nie tak mialo być" + "potrzebuje czasu z tobą", bo masz wtedy dość dobry argument, żeby zmienić plany.
Ale on to może bardzo źle odebrać - twoja ocena

Myślę, że prędzej do ugrania bylby jakiś podział, tydzień z nimi, tydzień sami? Wiadomo, musiałabyś się trochę(sporo) poświęcić.
Ale z drugiej strony może być i on zadowolony i ty.

No i zawsze możesz spróbowac ją najpierw poznać, a nuż opcja tych wspólnych nie będzie tak zła?

Pytanie: on naprawdę chce z nimi tych wakacji czy to gest dobrej woli? Od tego zalezy wszystko.

Nie mam nic przeciwko kontaktom z nią przez parę dni w roku, bo przyjaciółkami nie będziemy (mentalnie jesteśmy różne). Zresztą, po tym co pokazali, gdy on do mnie dzwonił podczas poprzedniej wizyty mówiąc: "Jak chcesz to przyjdź do nas, bo już nigdzie dzisiaj nie wychodzimy" (TY do NAS), albo nie przyjście jej na działkę do mnie, bo on stwierdził, że go nie zaprosiłam i nie idzie. Czekałam jak debilka 3 godziny na telefon od niej, a potem on zadzwonił i ją tłumaczył, że nie wiedziała, że ma zadzwonić, że ja mogłam, skoro czekałam (była mowa, że się jeszcze umówimy, bo ja szłam do fryzjera, po czym o 15 napisałam jej, że jestem już w domu i od tej pory cisza do jego telefonu- uważam, że wykorzystała sytuację, by namieszać).
Potem on mi streścił rozmowę telefoniczną: "Przyjadę to może w końcu działkę zobaczę, (moje imię), jakiegoś grilla zrobi". On się zaśmiał: "Myślisz, że ona nas jeszcze zaprosi?" I znów podział na MY i ONA. Powiedział mi to, choć prosiłam go, by mi nie referował ich rozmów, bo mnie w nich oceniali (np., że chodzę w ciemnych kolorach, na co ona, że parę dni z nią i będę się ubierać kolorowo-stara rozmowa), a on stwierdzi, że mówi mi, bo to jest śmieszne. Bardzo śmieszne, ktoś mnie wystawił, a ja mam nad grillem stać, bo pani przyjechała.

Co do wakacji... Nie wiem, czy będą one trwać tydzień czy 2. Na opłacenie za siebie i dziecka miejsca przez 14 dni plus koszty podróży, może mnie być nie stać. Ja, w przeciwieństwie do niej, będę płaciła sama za siebie i córkę.
Spróbuję uderzyć w jego ego: potrzebuję Cię itp. To bardzo dobry pomysł.

16

Odp: Czy to prowadzi do destrukcji?
Kalia_84 napisał/a:
marghul napisał/a:
Kalia_84 napisał/a:

Co do wakacji... On mi już przed sytuacją, gdy powiedział mi o możliwości ściągnięcia jej tu (która w rzeczywistości była oznajmieniem mi tego, a moją rolą było przyklepać temu), powiedział, że ona chce się pod nas podczepić i wynająć razem domek nad jeziorem. Nie miałam nic przeciwko, bo potem była wizja widywania jej co najwyżej parę razy w roku. A w tej sytuacji...

O. Nagle bardzo ciężka sprawa.
Nie wiem też na ile są rzeczy zaawansowane.

Widzę trzy opcje, powiedzieć wprost "to nie tak mialo być" + "potrzebuje czasu z tobą", bo masz wtedy dość dobry argument, żeby zmienić plany.
Ale on to może bardzo źle odebrać - twoja ocena

Myślę, że prędzej do ugrania bylby jakiś podział, tydzień z nimi, tydzień sami? Wiadomo, musiałabyś się trochę(sporo) poświęcić.
Ale z drugiej strony może być i on zadowolony i ty.

No i zawsze możesz spróbowac ją najpierw poznać, a nuż opcja tych wspólnych nie będzie tak zła?

Pytanie: on naprawdę chce z nimi tych wakacji czy to gest dobrej woli? Od tego zalezy wszystko.

Nie mam nic przeciwko kontaktom z nią przez parę dni w roku, bo przyjaciółkami nie będziemy (mentalnie jesteśmy różne). Zresztą, po tym co pokazali, gdy on do mnie dzwonił podczas poprzedniej wizyty mówiąc: "Jak chcesz to przyjdź do nas, bo już nigdzie dzisiaj nie wychodzimy" (TY do NAS), albo nie przyjście jej na działkę do mnie, bo on stwierdził, że go nie zaprosiłam i nie idzie. Czekałam jak debilka 3 godziny na telefon od niej, a potem on zadzwonił i ją tłumaczył, że nie wiedziała, że ma zadzwonić, że ja mogłam, skoro czekałam (była mowa, że się jeszcze umówimy, bo ja szłam do fryzjera, po czym o 15 napisałam jej, że jestem już w domu i od tej pory cisza do jego telefonu- uważam, że wykorzystała sytuację, by namieszać).
Potem on mi streścił rozmowę telefoniczną: "Przyjadę to może w końcu działkę zobaczę, (moje imię), jakiegoś grilla zrobi". On się zaśmiał: "Myślisz, że ona nas jeszcze zaprosi?" I znów podział na MY i ONA. Powiedział mi to, choć prosiłam go, by mi nie referował ich rozmów, bo mnie w nich oceniali (np., że chodzę w ciemnych kolorach, na co ona, że parę dni z nią i będę się ubierać kolorowo-stara rozmowa), a on stwierdzi, że mówi mi, bo to jest śmieszne. Bardzo śmieszne, ktoś mnie wystawił, a ja mam nad grillem stać, bo pani przyjechała.

Co do wakacji... Nie wiem, czy będą one trwać tydzień czy 2. Na opłacenie za siebie i dziecka miejsca przez 14 dni plus koszty podróży, może mnie być nie stać. Ja, w przeciwieństwie do niej, będę płaciła sama za siebie i córkę.
Spróbuję uderzyć w jego ego: potrzebuję Cię itp. To bardzo dobry pomysł.

No widać, że trzyma z nią sztamę. Ale wydaje mi się (strzelam po opisach), że on jest uparty i lubi stawiać na swoim.
Jeśli tak, to pare tygodni mieszkania razem, jeszcze z dzieckiem może go bardzo szybko wyleczyć.

17

Odp: Czy to prowadzi do destrukcji?
marghul napisał/a:
Kalia_84 napisał/a:
marghul napisał/a:

O. Nagle bardzo ciężka sprawa.
Nie wiem też na ile są rzeczy zaawansowane.

Widzę trzy opcje, powiedzieć wprost "to nie tak mialo być" + "potrzebuje czasu z tobą", bo masz wtedy dość dobry argument, żeby zmienić plany.
Ale on to może bardzo źle odebrać - twoja ocena

Myślę, że prędzej do ugrania bylby jakiś podział, tydzień z nimi, tydzień sami? Wiadomo, musiałabyś się trochę(sporo) poświęcić.
Ale z drugiej strony może być i on zadowolony i ty.

No i zawsze możesz spróbowac ją najpierw poznać, a nuż opcja tych wspólnych nie będzie tak zła?

Pytanie: on naprawdę chce z nimi tych wakacji czy to gest dobrej woli? Od tego zalezy wszystko.

Nie mam nic przeciwko kontaktom z nią przez parę dni w roku, bo przyjaciółkami nie będziemy (mentalnie jesteśmy różne). Zresztą, po tym co pokazali, gdy on do mnie dzwonił podczas poprzedniej wizyty mówiąc: "Jak chcesz to przyjdź do nas, bo już nigdzie dzisiaj nie wychodzimy" (TY do NAS), albo nie przyjście jej na działkę do mnie, bo on stwierdził, że go nie zaprosiłam i nie idzie. Czekałam jak debilka 3 godziny na telefon od niej, a potem on zadzwonił i ją tłumaczył, że nie wiedziała, że ma zadzwonić, że ja mogłam, skoro czekałam (była mowa, że się jeszcze umówimy, bo ja szłam do fryzjera, po czym o 15 napisałam jej, że jestem już w domu i od tej pory cisza do jego telefonu- uważam, że wykorzystała sytuację, by namieszać).
Potem on mi streścił rozmowę telefoniczną: "Przyjadę to może w końcu działkę zobaczę, (moje imię), jakiegoś grilla zrobi". On się zaśmiał: "Myślisz, że ona nas jeszcze zaprosi?" I znów podział na MY i ONA. Powiedział mi to, choć prosiłam go, by mi nie referował ich rozmów, bo mnie w nich oceniali (np., że chodzę w ciemnych kolorach, na co ona, że parę dni z nią i będę się ubierać kolorowo-stara rozmowa), a on stwierdzi, że mówi mi, bo to jest śmieszne. Bardzo śmieszne, ktoś mnie wystawił, a ja mam nad grillem stać, bo pani przyjechała.

Co do wakacji... Nie wiem, czy będą one trwać tydzień czy 2. Na opłacenie za siebie i dziecka miejsca przez 14 dni plus koszty podróży, może mnie być nie stać. Ja, w przeciwieństwie do niej, będę płaciła sama za siebie i córkę.
Spróbuję uderzyć w jego ego: potrzebuję Cię itp. To bardzo dobry pomysł.

No widać, że trzyma z nią sztamę. Ale wydaje mi się (strzelam po opisach), że on jest uparty i lubi stawiać na swoim.
Jeśli tak, to pare tygodni mieszkania razem, jeszcze z dzieckiem może go bardzo szybko wyleczyć.

To prawda, lubi dominować. Może i wyleczy, on już po części żałuje z przyczyn technicznych (konieczność dzielenia się swoją powierzchnią, sprzedawania swoich mebli), ale prawnie ona będzie u siebie (bo zameldowana na stałe).

18

Odp: Czy to prowadzi do destrukcji?
Kalia_84 napisał/a:
marghul napisał/a:
Kalia_84 napisał/a:

Nie mam nic przeciwko kontaktom z nią przez parę dni w roku, bo przyjaciółkami nie będziemy (mentalnie jesteśmy różne). Zresztą, po tym co pokazali, gdy on do mnie dzwonił podczas poprzedniej wizyty mówiąc: "Jak chcesz to przyjdź do nas, bo już nigdzie dzisiaj nie wychodzimy" (TY do NAS), albo nie przyjście jej na działkę do mnie, bo on stwierdził, że go nie zaprosiłam i nie idzie. Czekałam jak debilka 3 godziny na telefon od niej, a potem on zadzwonił i ją tłumaczył, że nie wiedziała, że ma zadzwonić, że ja mogłam, skoro czekałam (była mowa, że się jeszcze umówimy, bo ja szłam do fryzjera, po czym o 15 napisałam jej, że jestem już w domu i od tej pory cisza do jego telefonu- uważam, że wykorzystała sytuację, by namieszać).
Potem on mi streścił rozmowę telefoniczną: "Przyjadę to może w końcu działkę zobaczę, (moje imię), jakiegoś grilla zrobi". On się zaśmiał: "Myślisz, że ona nas jeszcze zaprosi?" I znów podział na MY i ONA. Powiedział mi to, choć prosiłam go, by mi nie referował ich rozmów, bo mnie w nich oceniali (np., że chodzę w ciemnych kolorach, na co ona, że parę dni z nią i będę się ubierać kolorowo-stara rozmowa), a on stwierdzi, że mówi mi, bo to jest śmieszne. Bardzo śmieszne, ktoś mnie wystawił, a ja mam nad grillem stać, bo pani przyjechała.

Co do wakacji... Nie wiem, czy będą one trwać tydzień czy 2. Na opłacenie za siebie i dziecka miejsca przez 14 dni plus koszty podróży, może mnie być nie stać. Ja, w przeciwieństwie do niej, będę płaciła sama za siebie i córkę.
Spróbuję uderzyć w jego ego: potrzebuję Cię itp. To bardzo dobry pomysł.

No widać, że trzyma z nią sztamę. Ale wydaje mi się (strzelam po opisach), że on jest uparty i lubi stawiać na swoim.
Jeśli tak, to pare tygodni mieszkania razem, jeszcze z dzieckiem może go bardzo szybko wyleczyć.

To prawda, lubi dominować. Może i wyleczy, on już po części żałuje z przyczyn technicznych (konieczność dzielenia się swoją powierzchnią, sprzedawania swoich mebli), ale prawnie ona będzie u siebie (bo zameldowana na stałe).

Nie wpisał jej do księgi wieczystej tongue
Ponieważ na dziś musze lecieć, trzym się ciepło.

19

Odp: Czy to prowadzi do destrukcji?
marghul napisał/a:
Kalia_84 napisał/a:
marghul napisał/a:

No widać, że trzyma z nią sztamę. Ale wydaje mi się (strzelam po opisach), że on jest uparty i lubi stawiać na swoim.
Jeśli tak, to pare tygodni mieszkania razem, jeszcze z dzieckiem może go bardzo szybko wyleczyć.

To prawda, lubi dominować. Może i wyleczy, on już po części żałuje z przyczyn technicznych (konieczność dzielenia się swoją powierzchnią, sprzedawania swoich mebli), ale prawnie ona będzie u siebie (bo zameldowana na stałe).

Nie wpisał jej do księgi wieczystej tongue

No nie wpisał, ale w razie gdyby uparła się mieszkać wbrew jego woli to jest na prawie i pozostaje mu eksmisja sądowna. No, ale na razie się nie wprowadziła, więc postaram się nie projektować.
Ponieważ na dziś musze lecieć, trzym się ciepło.

Posty [ 20 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Czy to prowadzi do destrukcji?

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026