Odkad urodzila sie nasza corka nie uklada nam sie, maz stal sie obojetny, agresywny, traktowal mnie jak szmate, czulam ze jesli nic z tym nie zrobie to cos zlego sie ze mna stanie, dlatego sie wyprowadzilam. Poznalam A, no i zaczal sie nasz romans. Nie krytykujcie mnie po prostu potrzebowalam troche bliskosci, zrozumienia, chcialam poczuc sie kobieta a nie tylko matka... od poczatku jasne bylo, ze to znajomosc bez zobowiazan, A wiedzial ze mam rodzine. Potem ze strachu wrocilam do meza, ale z A nadal sie spotykalam. Niestety doszlo do mnie, ze mi na nim zalezy, chyba sie zakochalam. Niestety, bo teraz nie wiem co mam robic. Meza nie kocham, nie chce z nim byc, ale boje sie odejsc, boje sie, ze zostane sama, ze zabierze mi corke (juz nie raz mnie straszyl ze znajda sie swiadkowie ze niby ja bije), ze sobie nie poradze, bez pracy, mieszkania, na utrzymaniu rodzicow, ktorzy gdy dowiedza sie prawdy beda myslec o mnie co beda myslec:( Nie wiem, czy powinnam powiedziec A co czuje, bo boje sie odrzucenia. Nie wiem czy dla niego to tylko przelotna znajomosc czy cos wiecej, niby mnie caluje, przytula, rozmawia, wychodzimy czesto razem, jest cudownie, ale mysle ze moze go "odrzucac" fakt, ze ja nie mam nic, tylko dziecko, zadnych pieniedzy, pracy, i na poczatku na pewno musialabym razem z mala byc nA jego utrzymaniu. Jestem zalamana, ciagle placze, bo zyje z kims na kogo nie moge sie patrzec tylko ze strachu i ze wzgledu na mala, a kocham kogos kto moze mnie w ogole nie traktowac powaznie:( JEstem cholernie nieszczesliwa i i w wiekszosci sama jestem sobie winna. Jeszcze jedno - gdyby moj maz traktowal mnie tak jak na to zasluguje a nie jak worek na smieci to nadal bym go kochala, zalezaloby mi i nigdy przenigdy bym go nie zdradzila, a teraz jest juz za pozno, nawet jakby sie zmienil ja juz nie zmienie swoich odczuc wzgledem niego.
Mam 24 lata i czuje sie jak wrak:(
Podobne tematy
ojej. spotkała cię taka wyjątkowa sytuacja.. inna niż wszystkie. nie spodziewałaś się...
no przecież.. JAK mogłaś przewidzieć, że jak pakujesz się w gooofno, to wyjdzie z tego.. gooofno.. czyz nie?
jeszcze nikogo przed tobą to nie spotkało
scenariusz, który przezywasz, to taka wyjątkowa rzadkość...
zaskoczenie takie
oj oj...
Pakowanie się w związku w związek, nie jest dobrym pomysłem. Powinnaś skupić się teraz na dziecku, pomyśleć o rozwodzie. Od samego początku wiedzialaś, że to tylko romans bez zobowiązań, często wtedy któraś ze stron się angażuje i tak się kończy. Porozmawiaj z konkubentem o waszej relacji i jego oczekiwaniach. Niepotrzebnie wrociłaś do męża, skoro go nie kochasz, po co dziecku takie atrakcje? Ochłoń trochę:)
Co mi sie rzucilo w oczy kiedy czytalam co napisalas to wszechobecny STRACH.
Byc moze to Twoj charakter, byc moze to juz depresja, na ktora sobie zapracowalas sama,
lub w niedlugim czasie zapracujesz- to pewne.
" tchorz umiera tysiac razy, a bohater tylko raz "
zdradzammeza, Ty bedziesz umierac, tyle razy i tak dlugo ile sama na to pozwolisz.
Pierwszy ruch zrobilas dobry, i czytajac pomyslalam "madra dziewczyna" ale za chwile poszla lawina _____ kretynizmu i glupoty...
Po co wracalas do meza ??
Po co wlazlas w ten glupi romans ??
Mial byc lekarstwem, a okazal sie trucizna...
Wyciagnij wnioski i przestan umierac i przestan sie bac.
Zaden rycerz na bialym koniu Cie nie uratuje jesli sama tego nie zrobisz !
Masz 24 i jestes na utrzymaniu rodzicow... !
Zrob cos ze soba, zdradzammeza, bo inaczej nie wyjdziesz z tego kamiennego kregu
a z czasem takiego nic nie robienia tylko umocnisz swoja pozycje zyciowej sieroty.
Nietylko maz, ale inni takze nie beda Cie szanowac.
Ty sama siebie tez nie bedziesz.
Wtedy naprawde polegniesz.
Mloda jestes. Walcz !
O siebie, o lepsze zycie, dla siebie, dla swojej corki.
Zycie na ktore Ty bedziesz miala wplyw i Ty bedziesz decydowac, a nie jakis tam bledny Don Kichot...
Ach te znajomości bez zobowiązań.... a potem lament i gdybanie, a może mu zależy a może nie...
Czy to naprawdę aż taka czarna magia skończyć jeden związek (w tym przypadku bajzel z tego co piszesz), a dopiero potem pchać się w następny??
witam miałam podobną sytuacje do twojej tylko ja u meczylam sie dwa lata od kiedy zrozumialam ze nie kocham męza bałam sie odejść ale to bylookropne dostalam prace bardzo dobrze platną i juz wtedy wiedzialam ze odejde i tam poznalam S trwało to długo bo najpierw bylimy zajomymi ktoremu mogłam wszystko powiedziec on wiedzał wszysko o mnie i po jakimś czsie dotarło do mnie ze ja coś czuje do niego i sie zaczeło odeszłam od męża i nigdy tego nie żałowałam moja córka ma bardzo dobry kontakt z moim partnerem teraz czuje sie prawdziwa kobietą i wiem co to szczesliwa rodzina
Uporządkuj swoje sprawy z mężem. Weź rozwód, jeśli nie kochasz, jeśli on źle cię traktuje... Potem z kochankiem. Kawa na ławę. Jeśli potwierdzi, że dla niego to układ bez zobowiązań, to odejdź- zajmij się sobą i dzieckiem.
Ja uwazam, ze w tym konkretnym przypadku problemem podstawowym nie jest kwestia wladowania sie w drugi zwiazek bez zakonczenia pierwszego.
Problem podstawowy to taki, ze dziewczyna nie zarabia na siebie, nie decyduje o sobie,
jej zyciem kieruje strach a nie jej wola,
a to ze sie akurat zakochala to raczej wlasnie skutek sytuacji w jakiej tkwi,
z ktorej wybawic ma ja kolejny facet, nie ona sama.
Tu jest pies pogrzebany.