Witajcie,
Moja historia jest strasznie długa, ale podobna do wielu tego typu historii, jestem kochanką....
Nasza znajomość trwa już 10 lat, przez ten czas wiele razy rozstawaliśmy się i wracaliśmy do siebie, wiele razy ja odchodziłam i próbowałam ułożyć sobie życie bez niego, ale w żadnym z tych związków nie byłam szczęśliwa, zawsze myślałam tylko o nim..
On setki razy powtarzał mi że się rozwiedzie i nigdy tego nie robił, kiedy ostatnim razem pozwoliłam mu wrócić własnie rozpadł się mój dwuletni związek, po raz kolejny obiecywał że się rozwiedzie bo mnie kocha, poprosił mnie bym na niego poczekała, zgodziłam się i dałam mu czas na uregulowanie wszystkiego do końca roku. W lutym powiedział ze złożył pozew o rozwód, ale jest kwiecień a dalej nie otrzymał terminu rozprawy, kocham go ale w tą jedną rzecz nie potrafię mu wierzyć, powiedzcie czy jest sposób żeby to sprawdzić czy faktycznie taki pozew złożył ? jestem już zdecydowana, jeśli tym razem mnie okłamał to od niego odejdę, tym razem juz na zawsze, szczerze nie potrafię sobie wyobrazić życia bez niego, bo tylko on daje mi szczęście, ale jednocześnie czuje ze niszczy mnie i moje życie, boje się że przez to wieczne zwodzenie zmarnuję swoje życie czekając na coś co nigdy nie nastapi...
Macie jakieś pomysły jak sprawdzić czy to zrobił, aha sam nie pokaże mi go bo podobno wszystkie dokumenty są u jego prawnika a ja nie chce go prosić żeby je od niego wziął
1 2014-04-03 19:01:10 Ostatnio edytowany przez nevretete (2014-04-03 19:12:42)
Podobne tematy
Poważnie przemknęło Ci przez palce 10 lat życia z perspektywy tej drugiej??
Cytując klasykę "...tych lat nie odda nikt..."
PS Rozmyślania o marnowanym życiu powinny być parę lat temu... a teraz śpieszy Ci się gdzieś, chyba nie??
Witajcie,
Moja historia jest strasznie długa, ale podobna do wielu tego typu historii, jestem kochanką....
Nasza znajomość trwa już 10 lat, przez ten czas wiele razy rozstawaliśmy się i wracaliśmy do siebie, wiele razy ja odchodziłam i próbowałam ułożyć sobie życie bez niego, ale w żadnym z tych związków nie byłam szczęśliwa, zawsze myślałam tylko o nim..
On setki razy powtarzał mi że się rozwiedzie i nigdy tego nie robił, kiedy ostatnim razem pozwoliłam mu wrócić własnie rozpadł się mój dwuletni związek, po raz kolejny obiecywał że się rozwiedzie bo mnie kocha, poprosił mnie bym na niego poczekała, zgodziłam się i dałam mu czas na uregulowanie wszystkiego do końca roku. W lutym powiedział ze złożył pozew o rozwód, ale jest kwiecień a dalej nie otrzymał terminu rozprawy, kocham go ale w tą jedną rzecz nie potrafię mu wierzyć, powiedzcie czy jest sposób żeby to sprawdzić czy faktycznie taki pozew złożył ? jestem już zdecydowana, jeśli tym razem mnie okłamał to od niego odejdę, tym razem juz na zawsze, szczerze nie potrafię sobie wyobrazić życia bez niego, bo tylko on daje mi szczęście, ale jednocześnie czuje ze niszczy mnie i moje życie, boje się że przez to wieczne zwodzenie zmarnuję swoje życie czekając na coś co nigdy nie nastapi...
Macie jakieś pomysły jak sprawdzić czy to zrobił, aha sam nie pokaże mi go bo podobno wszystkie dokumenty są u jego prawnika a ja nie chce go prosić żeby je od niego wziął
To niech Ci prawnik prześle skan pierwszej st rony pozwu z pieczątką z biura podawczego z sądu jako "dowód miłości". W dzisiejszych czasach to nie problem zrobić skan.
Ale po co Autorko chcesz się tak poniżyć i zmuszać tego bezjajecznego gościa do tego, żeby pokazał Ci coś, co przy odrobinie jego dobrej woli pokazał by Ci sam, z nieprzymuszonej woli i "własnoręcznie", właśnie po to byś to Ty czuła się pewna i nie musiała o to głowić?
On doskonale wie skąd ta zwłoka, nie pomyślałaś?
Nadal grasz w jego grę..ON nie ma zamiaru niczego zmieniać w waszym układzie, nie spieszy mu się - on ma czas, dużo czasu.
Ale ten czas inaczej dla was płynie.
Cokolwiek się nie wydarzy, Ty nigdy nie będziesz tą pierwszą, a chyba nie odpowiada Ci taka rola..
Pozostaje Ci zacisnąć zęby, urwać kontakt i udać się jak najszybciej do jakiejś poradni współuzależnionych.
Zerknij też na wątek: "Kochające za bardzo".
I nie brnij..
5 2014-04-03 21:28:40 Ostatnio edytowany przez Secondo1 (2014-04-03 21:32:11)
10 lat okłamywał żonę i to tak perfekcyjnie, że sie o tym nie dowiedziała ?
Nie boisz się tego że kłamstwo stało się dla niego drugim JA ?
Już teraz nie wiesz kiedy mu wierzyć a kiedy nie.
Masz zaufanie do człowieka który okłamuje swoją zonę, wraca do niej, udaje dobrego męża a potem idzie na spotkanie z Tobą i opowiada Ci jak za Tobą tęskni....
Komu mówił prawdę przez te 10 lat - Tobie czy żonie ?
Może sam już nie wie ![]()
Jeżeli on Ci nie chce powiedzieć, to może spytaj się jego żony ?
Po 10 latach, chyba możesz spojrzeć jej w twarz i powiedzieć "to ja, długoletnia kochanka Twojego męża, 10 cierpliwie czekałam na swoją kolej".
Łał, 10 lat wycięte z życiorysu dla jakiegoś pacana. Brak mi słów na określenie tego co zrobiłaś ze swoim życiem. A właściwie nie brak mi tych słów, ale za ich wypowiedzenie mogliby mnie tu zbanować.
Skan pozwu rozwodowego jako dowód miłości?! Nie wiem czy się śmiać czy płakać.
Przez te 10 lat mogłaś znaleźć sobie normalnego faceta, mieć dwoje dzieci i jeździć na wakacje do Chorwacji.
A ty przez ten czas dałaś się motać jakiemuś facetowi, który nie jest wart tego by go nazywać mężczyzną.
Wiecie co, po takich wątkach mam ochotę przenieść się na forum akwarystyczne. Albo o chomikach? Taaa chomiki są nieskomplikowane...
Łał, 10 lat wycięte z życiorysu dla jakiegoś pacana. Brak mi słów na określenie tego co zrobiłaś ze swoim życiem. A właściwie nie brak mi tych słów, ale za ich wypowiedzenie mogliby mnie tu zbanować.
Skan pozwu rozwodowego jako dowód miłości?! Nie wiem czy się śmiać czy płakać.
Przez te 10 lat mogłaś znaleźć sobie normalnego faceta, mieć dwoje dzieci i jeździć na wakacje do Chorwacji.
A ty przez ten czas dałaś się motać jakiemuś facetowi, który nie jest wart tego by go nazywać mężczyzną.Wiecie co, po takich wątkach mam ochotę przenieść się na forum akwarystyczne. Albo o chomikach? Taaa chomiki są nieskomplikowane...
To nie jest tak że nie próbowałam, dwa razy byłam w dość poważnych związkach, ale z żadnym nie potrafiłam być na dłuższą metę, za każdy razem czułam że się duszę i nie potrafię być szczęśliwa... macie rację ze jestem strasznie głupia i naiwna, ja też to wiem... ale chce dać mu ostatnią szansę...
nevretete to co czujesz do tego faceta to nie miłość, to uzależnienie. Masz typowe cechy osoby, która odstawia narkotyk. Ktoś taki za każdym razem mówi: to już ostatni papieros, to ostatnia czekolada. I za każdym razem wpadasz od nowa.
Zepsułaś te dwa związki przez ten nałóg.
Powiem ci, że skoro nie odszedł przez 10 lat, to i teraz nie odejdzie.
A nawet jakimś cudem by to zrobił, to razem nie będziecie szczęśliwi. Czy zdajesz sobie z tego sprawę, że nawet gdybyś z nim była już oficjalnie, możesz zostać postawiona w pozycji jego żony? Że on znów sobie znajdzie kochankę, bo ten typ tak ma, że musi mieć kogoś na boku?
Kogo ty próbujesz okłamywać? Nas? Serio? Czy jak sobie dostatecznie długo będziesz wmawiała ''to ostatnia szansa'' to w końcu bajka się ziści?
Mam jeszcze jedno pytanie: gdy byłaś w tych dwóch związkach zdradzałaś tamtych mężczyzn z kochankiem?
On nie odejdzie od żony, nie zrobił tego przez 10 lat i nie zrobi. Mu jest tak wygodnie. Nawet jakbyście byliby razem to podejrzewam że czaka cię podobna sytuacja jaką przechodziła jego żona. Zdradzał by cię bo ten typ tak ma. I tego już nie zmieni. Szkoda tylko że tyle to trwa. Zmarnowałaś 10 lat młodości, a to baaaardzo dużo.
Sama świadomie władowałaś się w role kochanki i teraz rozpaczasz, że zmarnowałaś 10 lat życia bo on nie chce być z Tobą?
A po co miałby być?
Przecież on żonę już ma więc po co mu mieszać sobie w życiu i zamieniać jedno na drugie?
Czyżbyś nie miała świadomości, że byłaś i jesteś dla niego tylko darmowym bzykankiem?
Nie dokładaj miłości i ideologii tam gdzie jej nie ma.
Co najwyżej, możesz teraz skończyć ten niekorzystny dla siebie układ... tak aby kiedyś nie zaśpiewać...
"Czterdzieści lat minęło, jak jeden dzień..."
nevretete to co czujesz do tego faceta to nie miłość, to uzależnienie. Masz typowe cechy osoby, która odstawia narkotyk. Ktoś taki za każdym razem mówi: to już ostatni papieros, to ostatnia czekolada. I za każdym razem wpadasz od nowa.
Zepsułaś te dwa związki przez ten nałóg.
Powiem ci, że skoro nie odszedł przez 10 lat, to i teraz nie odejdzie.
A nawet jakimś cudem by to zrobił, to razem nie będziecie szczęśliwi. Czy zdajesz sobie z tego sprawę, że nawet gdybyś z nim była już oficjalnie, możesz zostać postawiona w pozycji jego żony? Że on znów sobie znajdzie kochankę, bo ten typ tak ma, że musi mieć kogoś na boku?
Kogo ty próbujesz okłamywać? Nas? Serio? Czy jak sobie dostatecznie długo będziesz wmawiała ''to ostatnia szansa'' to w końcu bajka się ziści?
Mam jeszcze jedno pytanie: gdy byłaś w tych dwóch związkach zdradzałaś tamtych mężczyzn z kochankiem?
nie, żadnego z nich nie zdradziłam, zanim wracalam do niego kończyłam poprzednie związki
chociaż wiem że bardzo raniłam tamtych mężczyzn to hardziej raniłam siebie samą będąc z nimi, bo żaden z tych związków nie dawał mi szczęścia
12 2014-04-04 10:55:56 Ostatnio edytowany przez Elle88 (2014-04-04 10:58:52)
Droga autorko,
Piszesz, że kończyłaś poprzednie związki zawsze z jego powodu.
A nie pomyślałaś, że wchodząc w nie już były bez szans, bo traktowałaś je jako 'klina'? I podświadomie dobrze o tym wiedziałaś, tylko świadomie- sama przed sobą udawałaś, że "chcesz sobie życie poukładać", a tak naprawdę próbowałaś się po prostu wyrwać, wymazać go sobie z głowy przy pomocy kogoś innego? Czyli z założenia byłaś BARDZO nie fair. Jeśli nie widzisz w tym nic złego, to nic Ci już nie pomożemy.
Straciłaś 10 lat, jeśli nic z tym dalej nie zrobisz, tylko będziesz dalej udawała sama przed sobą bezradną dziewczynkę i zasłaniała oczy przed konsekwencjami, łkając w kąciku, to stracisz kolejne 10.
To obsesja, nie miłość. Miłość nie rani i nie trzyma w niepewności.
PS. Odpowiedz sobie na pytanie co dla Ciebie jest tak cholernie atrakcyjnego w niespełnionej/jednostronnej miłości? Może wydaje Ci się po prostu bardziej prawdziwa i romantyczna, wszak 'przeszkody' i utrudnienia na drodze kochanków, potęgują "uczucie"
Pomyśl nad tym i obudź się z tego letargu.
On sam z własnej woli powinien ci pokazać kopie z pieczątką z biura podawczego z sądu.
macie rację ze jestem strasznie głupia i naiwna, ja też to wiem... ale chce dać mu ostatnią szansę...
Dalszy scenariusz będzie taki .
1 ) Niby jest już ustalony termin rozprawy ale to dopiero za 6 miesięcy , ups - kolejne 6 mc.
2) Niby pierwsza sprawa sie już odbyła ale zona robi problemy i sie nie zgadza na rozwód i np. zona chce mediatora .
3) druga rozprawa znowu za kilka miesięcy i znowu zona robi problemy .......
4 ) trzecia rozprawa - a ty czekasz i mija ci już 11 lat w niewiadomej ....
Ale czy te rozprawy rzeczywiście sie odbyły ?? Nigdy tego nie będziesz wiedzieć.
Najgorsze jest to, że wszyscy z boku widzą, że ta smycz i łańcuch, które autorka sama sobie nałożyła,nie są realne. Jego "siła i sprawczość" jest w jej głowie tylko. Rozwiązanie jest tak proste, że aż boli.. Wystarczy zdjąć obrożę i smycz, na której dała się mu prowadzać. Problemem jest to, że ona w głębi duszy nie chce. znam taki typ psychologiczny, nie zdziwiłabym się jakby autorka miała skłonności masochistyczne (a na pewno pod względem psychiki). Sama świadomość, że "należy do kogoś", daje jej poczucie bycia potrzebną i warte jest każdego poświęcenia, bo bez niego czuje się zagubiona i 'niczyja'.
Czy dobrze autorko Cię wyczuwam?
Najgorsze jest to, że wszyscy z boku widzą, że ta smycz i łańcuch, które autorka sama sobie nałożyła,nie są realne. Jego "siła i sprawczość" jest w jej głowie tylko. Rozwiązanie jest tak proste, że aż boli.. Wystarczy zdjąć obrożę i smycz, na której dała się mu prowadzać. Problemem jest to, że ona w głębi duszy nie chce. znam taki typ psychologiczny, nie zdziwiłabym się jakby autorka miała skłonności masochistyczne (a na pewno pod względem psychiki). Sama świadomość, że "należy do kogoś", daje jej poczucie bycia potrzebną i warte jest każdego poświęcenia, bo bez niego czuje się zagubiona i 'niczyja'.
Czy dobrze autorko Cię wyczuwam?
Nie jest tak, wręcz przeciwnie, wiele,razy bylam i dobrze sobie radziłam, nie boje się samotności ale zwiazku z kimś kogo nie potrafię kochać
16 2014-04-04 15:25:34 Ostatnio edytowany przez Elle88 (2014-04-04 15:31:17)
OK, w takim razie nie jest tak źle jakby się mogło wydawać. ![]()
Pozostaje wyleczyć się z uzależnienia emocjonalnego od tego faceta, a do tego musisz pobyć mniejsze lub większe "trochę" SAMA - co , jak mówisz, nie jest problemem.
To ile jeszcze dajesz sobie czasu na okłamywanie tej małej dziewczynki w sobie? Bo ta dorosła, świadoma kobieta, założyła tu wątek i dobrze wie, co powinna zrobić..
nie boje się samotności ale zwiazku z kimś kogo nie potrafię kochać
I to naprawdę jest, Twoim zdaniem, dużo gorsze niż uganianie się, błaganie o pełnowartościową miłość i zadowalanie się ochłapami od faceta, o którym wiesz, że jesteś dla niego OPCJĄ?
Naprawdę nie ma nic pośredniego pomiędzy byciem kochanką a byciem w związku z kimś, kogo się nie kocha?
Ale nie potrafiłaś innych kochać bo jesteś od tego uzależniona, więc nie wazne już jaka osoba będzie (obiekt sie zmieni) to i tak "nie bedziesz kochać".
Dokładnie.
Miałaś w głowie i sercu kochanka, więc którym "skrawkiem" serca chciałaś poczuć coś do kogokolwiek innego?
Nie masz w tej chwili i nie miałaś nigdy miejsca/przestrzeni w głowie dla kogoś innego. Możesz na siłę szukać winy w tych facetach, którzy oczywiście "nie dorastali" Twojemu Błędnemu Rycerzowi do pięt, ale co to zmienia w Twojej sytuacji?
Rycerz dalej gra wg swoich warunków, a Ty przegrywasz kolejną "partyjkę". Dla niego to tylko partia..dla Ciebie kolejne samotne lata.
Pokaż mi jakieś plusy obecnej sytuacji, ja pomimo starań, ich nie dostrzegam.
19 2014-04-04 16:45:46 Ostatnio edytowany przez Damiann (2014-04-04 16:46:38)
Może ją podnieca ktoś kto jest niedostępny jak wielu ans facetów niedostępne kobiety. To jest jakiś współczesny syndrom ślepego myśliwego tak bym to nazwał, fajna nazwa co nie
.
Ślepego, głuchego i z zepsutą strzelbą ![]()